„Zeszyty Wiejskie”, t. 19, 2014.

Transcription

„Zeszyty Wiejskie”, t. 19, 2014.
UNIWERSYTET ŁÓDZKI
INTERDYSCYPLINARNY ZESPÓŁ BADANIA WSI
ZESZYTY WIEJSKIE
(XIX)
ZESZYT DZIEWIĘTNASTY
ŁÓDŹ 2014
RADA NAUKOWA:
Prof. nadzw. dr habil. Władysław Baranowski – Przewodniczący Rady
(Łódź), prof. dr habil. Wiesław Caban (Kielce), prof. nadzw. dr habil. Tadeusz Grabarczyk (Łódź), prof. dr Iskra Baeva (Sofia), prof. dr habil. Bronisława Kopczyńska-Jaworska (Łódź), prof. dr Giennadij F. Matwiejew (Moskwa), prof. nadzw. dr habil. Leszek Olejnik (Łódź), prof. nadzw. dr habil.
Marek Przeniosło (Kielce), dr Michal Rak (Pilzno), mgr Henryk Siemiński
(Łódź), prof. dr habil. Ryszard Szwed (Częstochowa), dr Janina Tobera
(Łódź), prof. dr hab. Maria Wieruszewska-Adamczyk (Warszawa), prof. dr
Leonid Zashkilnyak (Lwów).
REDAKCJA:
Andrzej Lech – redaktor naczelny
Jarosław Kita – zastępca redaktora naczelnego / redaktor tematyczny – historia
Damian Kasprzyk – sekretarz redakcji / redaktor tematyczny – etnologia
Tomasz Lech – redaktor techniczny
Katarzyna Walińska – redaktor językowy
Wojciech Ziomek – redaktor strony www / redaktor statystyczny
ZESPÓŁ RECENZENTÓW:
prof. nadzw. dr hab. Jan Adamowski (Lublin), prof. dr hab. Krzysztof Baranowski (Łódź), dr Piotr Czepas (Łódź), prof. dr hab. Tadeusz Dubicki (Częstochowa), prof. nadzw. dr hab. Zbigniew Jastrzębowski-Hoffman (Częstochowa), prof.
dr hab. Piotr Matusak (Siedlce), dr hab. Anna Nadolska-Styczyńska (Toruń),
prof. dr hab. Jan Święch (Kraków), prof. dr hab. Romuald Turkowski (Warszawa), prof. nadzw. dr hab. Maciej Ząbek (Warszawa).
Zasady recenzowania dostępne na stronie http://www.zw.uni.lodz.pl
Pierwotną wersją "Zeszytów Wiejskich" jest wersja papierowa.
Projekt okładki:
Marian Jagodziński
ISSN 1506-6541
ISBN 978-83-932014-9-5
Adres Redakcji:
Interdyscyplinarny Zespół Badania Wsi UŁ
90-236 Łódź, ul. Pomorska 149/153, tel. 42 635 61 59
Druk:
SPIS TREŚCI
Od Redakcji .......................................................................................................... 7
Profesor Władysław Jerzy Baranowski. W 70-lecie urodzin i 50-lecie pracy
naukowej (Andrzej Lech) ..................................................................................... 9
Profesor Władysław Baranowski w Związku Nauczycielstwa Polskiego
(Ireneusz T. Kolendo) ........................................................................................ 25
Bibliografia prac Profesora Władysława Baranowskiego (Anna Deredas) ....... 33
Wykaz prac doktorskich i prac magisterskich opracowanych
pod kierunkiem Profesora Władysława Baranowskiego (Anna Deredas) ......... 43
Maria Wieruszewska
Między nami etnografami. Upamiętnienie Jubileuszu
profesora Sławka Baranowskiego ...................................................................... 57
W KRĘGU ZAGADNIEŃ HISTORII I TEORII KULTURY
Andrzej Paweł Wejland
Mój Cekcyn. Fragmenty autobiograficzne ......................................................... 69
Edmund Lewandowski
Święta czy przeklęta? W poszukiwaniu tożsamości Rusi i Rosji ....................... 87
Jerzy Kmieciński
Archeologia i świadomość historyczna ............................................................ 119
Katarzyna Kaniowska
Metoda w antropologii. Uwagi na marginesie „Refleksji na temat badań
terenowych w Maroku” Paula Rabinowa ......................................................... 135
Aleksandra Rzepkowska
Zespół Aspergera – społeczno-kulturowe konsekwencje diagnozy ................. 143
3
Krystyna Piątkowska
O potrzebie antropologii w społecznej praxis. Kilka uwag na gorąco
po realizacji projektu badawczego.................................................................... 155
Anna Kubisztal
Polski antropolog opowiadający o portugalskiej antropologii
– prolegomena .................................................................................................. 173
Violetta Krawczyk-Wasilewska
Kolberg i inni. Z dziejów europejskiej dokumentalistyki folklorystycznej ...... 191
Grażyna E. Karpińska
Dziedzictwo w cyfrowym archiwum: fotografie robotników
w repozytorium cyfrowym ............................................................................... 201
Sebastian Latocha
Powrót do archiwum. Etnologiczna lektura metryk Kościoła
rzymskokatolickiego ......................................................................................... 215
Ewa Nowina-Sroczyńska
Suplement do kultury religijnej współczesnego Podhala ................................. 227
Anna Mlekodaj
O góralskim humorze ....................................................................................... 249
Szymon Swoboda
„Wioska Niedźwiedzi”. Przyczynek do monografii pienińskiej wsi
Hałuszowa. Kontekst geograficzno-przyrodniczy i historyczny ...................... 263
Aleksandra Anna Kozłowska
Festiwale polskiego regionalizmu górskiego – święta, zjazdy
i tygodnie gór (1935–1939) .............................................................................. 279
Rafał Pilarek
Etnografia na łamach pisma „Poznaj Świat” w świetle reportaży
A. L. Godlewskiego, E. Karwota i B. Malkina ................................................. 297
Barbara Chlebowska
Z historii Święta Palanta w Grabowie .............................................................. 305
4
Alicja Piotrowska
W poszukiwaniu odrodzenia miejskiego – OFF Piotrkowska Center
jako przykład nowych tendencji społeczno-kulturowych w miejskich
przestrzeniach ................................................................................................... 333
W KRĘGU KULTURY MATERIALNEJ
Aleksander Andrzejewski, Tadeusz Grabarczyk
Domniemany krąg kamienny w Pruszczu, gm. Gostycyn ............................... 345
Maciej Kokoszko, Krzysztof Jagusiak, Zofia Rzeźnicka
Tajemnicza roślina kinara, a zatem o antycznych karczochach i kardach ........ 353
Anna Marciniak-Kajzer
O archeologicznej fascynacji skansenami, czyli o ginącym świecie
przedmiotów .................................................................................................... 363
Alicja i Jan Szymczakowie
Inwentarz majątku ruchomego burmistrza sieradzkiego Piotra Zamojskiego
z 1581 r. ........................................................................................................... 375
Leszek Kajzer
O budownictwie nie tylko przemysłowym ...................................................... 389
Wiesław Puś
Przemysł ziemiański guberni siedleckiej w latach 1879-1913 ........................ 407
Piotr Czepas
Olejarnia Władysława Malesy w Mszadli, pow. Skierniewice, woj. łódzkie
jako dokument techniki i życia społecznego mieszkańców wsi ...................... 417
Katarzyna Orszulak-Dudkowska
Samochód i mężczyzna ................................................................................... 429
Aleksandra Lech
Wspieranie dochodów polskich rolników przez dopłaty bezpośrednie
po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej ................................................. 443
5
MATERIAŁY
Amilkar Kosiński
Tatarskim szlakiem... (fragment „Dzienników rowerowych”.
Trasa Łódź–Czeremcha–Sejny, 2008 r.)........................................................... 457
LISTY DO REDAKCJI
Cień na pomniku (Leszek Orłowski) ................................................................. 477
Contents ............................................................................................................ 481
6
Od redakcji
Niniejszy XIX tom „Zeszytów Wiejskich” dedykujemy w 70. rocznicę urodzin i 50-lecie pracy naukowej, Profesorowi Władysławowi Baranowskiemu.
W ten sposób składamy hołd przewodniczącemu Rady Naukowej pisma, będącego biuletynem naukowym Interdyscyplinarnego Zespołu Badania Wsi (istniejącego od 1994 r. przy Katedrze Etnologii a obecnie przy Instytucie Etnologii
i Antropologii Kulturowej UŁ) i przede wszystkim wieloletniemu kierownikowi
Katedry Etnologii i dyrektorowi Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej.
Jednocześnie w ten sposób staramy się docenić dorobek naukowy Jubilata, który
istotnie wpłynął na poziom i zakres badań etnograficznych akademickiego
ośrodka łódzkiego w dziedzinie kultury ludowej, tak materialnej, jak i duchowej
w odniesieniu do regionu łódzkiego, Europy Wschodniej i azjatyckiej części
Federacji Rosyjskiej.
W tomie XIX „Zeszytów Wiejskich”, zamieszczone zostały studia i materiały przygotowane głównie przez naukowców z Uniwersytetu Łódzkiego (Wydział Filozoficzno-Historyczny – Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej,
Instytut Archeologii i Instytut Historii). Publikacja ta powstała z naturalnej potrzeby uhonorowania dorobku naukowego Jubilata, ale także docenienia inspirującej i opiekuńczej roli szefa, jako autorytetu sprzyjającego rozwojowi naukowemu i dydaktycznemu swoich podopiecznych. Mieści w sobie życzenia
zdrowia, wszelkiej pomyślności i dalszego owocnego trwania w naszym środowisku.
Ad multos annos Panie Profesorze!
Łódź 1 października 2014 r.
7
Profesor Władysław Jerzy Baranowski (fot. M. Piotrowski)
Profesor Władysław Jerzy Baranowski.
W 70-lecie urodzin i 50-lecie pracy naukowej
Władysław, dla rodziny i przyjaciół Sławek, urodził się 23 kwietnia 1944r.
w Warszawie, podczas okupacji niemieckiej, w rodzinie inteligenckiej. Jego
ojciec – Bohdan był już doktorem historii, przedwojennym absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. W czasie okupacji, jako robotnik zatrudniał się
w firmie przewozowej. Brał też udział w konspiracji. Matka zaś, Anna z domu
Makomaska, zajmowała się domem i opieką nad dzieckiem, drżąc o życie
i zdrowie niemowlaka, przysypanego gruzem i zranionego podczas Powstania
Warszawskiego. Potem ta dzielna kobieta przeżywała z Nim ciężkie chwile
w obozie dla internowanych w Pruszkowie.
Wiosną 1945 r. dr Bohdan Baranowski, po uzyskaniu 1. kwietnia etatu starszego asystenta w nowopowstałym Uniwersytecie Łódzkim, przeniósł się z całą
rodziną, żoną, rocznym Sławkiem i teściami, do Łodzi. Otrzymał przydział
mieszkaniowy na osiedlu, zwyczajowo nazywanym „Berlinkiem”, położonym
w północno-zachodniej części miasta, leżącym jednak właściwie na wiejskim
przedmieściu Łodzi. Miejsce to było pamiątką architektoniczną po okupacji
niemieckiej. Powstało na początku lat 40. XX wieku. Mieszkańcy osiedla, wybudowanego głównie dzięki wykorzystaniu niewolniczej pracy Polaków, byli podczas okupacji urzędnikami, oficerami, ale również pracownikami usytuowanego
w pobliżu dużego gospodarstwa rolnego, nastawionego na produkcję mleka
i współpracującego z pobliskimi gospodarstwami chłopskimi. Znacjonalizowane
po wojnie, jeszcze przez ponad 10 lat zaopatrywało miasto w mleko. Mógł więc
Sławek, od wczesnego dzieciństwa, obserwować krowy przeganiane główną
ulicą „Berlinka”, przy której mieszkał, na pobliskie łąki. Mógł wzrastać w materialnych warunkach zabudowy miejskiej, ale jednocześnie swoiście „oddychać”
atmosferą pobliskich gospodarstw chłopskich i chłonąć uroki otaczającej osiedle
przyrody – lasu, łąk i czystej rzeki. Te okoliczności, ale także autorytet Ojca,
wybitnego historyka i współtwórcy subdyscypliny naukowej – etnografii historycznej, w której centralne miejsce zajmowała wieś i jej kultura, z pewnością
decydująco wpłynęły na określenie drogi naukowej przyszłego Profesora.
Szczęśliwe dzieciństwo Sławka na „Berlinku” i okolicach podmiejskich tego osiedla, wkrótce zdominowały obowiązki szkolne. W 1951 r., na jesieni,
rozpoczął pierwszą edukację w Szkole Podstawowej Towarzystwa Przyjaciół
Dzieci nr XIII, usytuowanej na pobliskiej ulicy Antoniego Mackiewicza. Tutaj
11
też, po ukończeniu „podstawówki”, uczył się w Liceum Ogólnokształcącym, do
ukończenia 8. klasy. Następnie, po przeprowadzeniu się całej rodziny do centrum
Łodzi (ul. Mariana Buczka, obecnie Aleksandra Kamińskiego nr 30), kontynuował naukę w IV LO im. E. Sczanieckiej1.
Po pomyślnie zdanym egzaminie maturalnym i egzaminie na studia, od roku akademickiego 1962/1963 rozpoczął studia na kierunku etnografia (Wydz.
Filozoficzno-Historyczny UŁ). Ukończył je 29 czerwca 1967 r., pisząc pracę
magisterską, pod kierunkiem prof. dr Kazimiery Zawistowicz-Adamskiej, „Tradycyjny handel wyrobami rzemieślniczymi na targowiskach dawnego powiatu
radomszczańskiego”, która wkrótce została opublikowana w „Łódzkich Studiach
Etnograficznych”2 i była wynikiem kilkuletnich badań terenowych. Już w czasie
studiów student Sławek wziął udział w badaniach prowadzonych m.in. przez
Katedrę Etnografii w rejonie projektowanej kopalni węgla brunatnego i elektrowni w Bełchatowskiem.
Mgr W. Baranowski, mimo posiadania docenionego dorobku w postaci szeregu publikacji naukowych, nie mógł tuż po studiach rozpocząć działalności
naukowo-dydaktycznej, przede wszystkim w związku z zawieszeniem zapisów
na studia etnograficzne w latach 1966–1972.
Kontakt zawodowy z UŁ, mający trwać blisko pół wieku, rozpoczął świeżo
upieczony magister etnografii 1 października 1966 r. od objęcia etatu naukowotechnicznego w Instytucie Historycznym (obecnie Instytut Historii). W kolejności był zatrudniony jako technik stażysta (do 31 lipca 1967 r.), jako inżynier
stażysta (do 31 grudnia 1968 r.) i jako inżynier (do 31 stycznia 1972 r.). Prowadził Pracownię Fotograficzną. W pracy tej wykorzystywał znaczne umiejętności
techniczne i także wiedzę i orientację w zakresie nauk historycznych, realizując
różnorodne zlecenia poszczególnych jednostek naukowych Instytutu. W okresie
zaś wakacyjnym współpracował i opiekował się pierwszymi w naszym środowisku studenckimi obozami naukowymi historyków. Nie zaniedbywał przy tym
podnoszenia kwalifikacji zawodowych, m.in. kończąc w marcu 1967 r. kurs dla
kinooperatorów. Stawał się autorytetem w dziedzinie XVIII. i XIX-wiecznego
rozpoznawania ikonograficznego. Jego opracowania materiałów ilustracyjnych
w książkach dotyczących historii kultury, w szczególności życia codziennego
tego okresu, spotkało się z pozytywną oceną recenzentów3. Jednocześnie publi-
__________
1
2
3
12
J. P. Dekowski: Noty biograficzne pracowników Łódzkiego Ośrodka Etnograficznego,
„Łódzkie Studia Etnograficzne”, T. XVII, 1975, s. 19.
W. Baranowski: Tradycyjny handel wyrobami rzemieślniczymi na targowiskach dawnego
powiatu radomszczańskiego, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, T. XI, 1970, s. 75–132.
Np. Całkowite opracowanie materiału ilustracyjnego do pracy: B. Baranowski, Życie
codzienne wsi między Wartą a Pilicą w XIX wieku, Warszawa 1969, ss. 212.
kował wydawnictwa źródłowe4 oraz przygotowywał intensywnie dysertację
doktorską.
Z czasem podjął nowe wyzwania naukowe, orientując się w kierunku określonym wówczas jako badania nad kulturą religijną. Od początków 1969 r.
uczęszczał na seminarium doktorskie, prowadzone przez wybitnego etnografa,
prof. dr. Józefa Bursztę, w Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
(UAM). Wykorzystując opiekę i inspirację Mistrza, 30 marca 1972 r. obronił na
Wydziale Filozoficzno-Historycznym tej uczelni pracę „Kult Świętych w tradycyjnym katolicyzmie ludowym. Na przykładzie południowych powiatów woj.
Łódzkiego”. Jak stwierdził promotor: „Dr Wł. Baranowski wykazał się jako
wybitnie ukierunkowany i przygotowany do badań historyczno- etnograficznych.
Posiadł doskonałą znajomość wszelkiego rodzaju źródeł historycznych, zarówno
drukowanych, jak rękopiśmiennych i materialnych. Umie je należycie wykorzystać do opisu historycznego. Wykazał też duże umiejętności w badaniach terenowych.
Wspomniana rozprawa doktorska ma charakter historyczno-etnograficzny,
porządkujący i systematyzujący mało dotąd poznane zjawisko kulturowe tzw.
katolicyzmu ludowego. Rozszerza ona znacznie dotychczasową wiedzę w tym
zakresie, choć od strony ściśle teoretycznej zagadnienie nie zostało wyczerpane.
Autor nie ma zresztą inklinacji do teoretyzowania, jest natomiast znakomity
w analizach historyczno-etnograficznych”5.
Po uzyskaniu pierwszego stopnia naukowego, dr W. Baranowski rozpoczął
kolejny, dojrzały etap działalności zawodowej. Wrócił do swojej macierzystej
jednostki naukowo-dydaktycznej. Jeszcze przed doktoratem, na wniosek kierownik Katedry Etnografii, doc. dr hab. Bronisławy Kopczyńskiej-Jaworskiej, objął
etat starszego asystenta (od lutego 1972 r.), a następnie od 1 października 1972 r.
został adiunktem. Ustabilizował swój główny nurt zainteresowań naukowych
wokół kwestii katolicyzmu ludowego, ujmowanego z punktu widzenia metodologii, jak sam to określił, tzw. etnografii historycznej. Przy tym posiadał już
doceniany, m.in. przez wybitnego znawcę historii obyczajów w Polsce nowożytnej, doc. dr. Zbigniewa Kuchowicza, dorobek: „W swych badaniach nad kulturą
religijną mgr W. Baranowski podniósł (…) mało niestety w literaturze naukowej
rozpatrywany, problem tzw. świętych doktorów. Kult [ten] (…) rzutował
w poważny sposób na mentalność i obyczajowość szerokich kół ludności wiej-
__________
4
5
Były ty wydawnictwa z zakresu kultury materialnej, których był współautorem. Np. B.
Baranowski, W. Baranowski, J. Koliński: Katalog budownictwa przemysłowego w Polsce,
T. IV, Z. 1. (Powiat Pajęczno – województwo łódzkie), Wrocław 1967, ss. 83.
Dział Spraw Pracowniczych UŁ (DSP), Teczka Władysława Baranowskiego (TWB) sygn.
nr 394, Opinia prof. dr. Józefa Burszty (kierownik Katedry Etnografii Uniwersytetu im. A.
Mickiewicza w Poznaniu), Poznań 10 IV 1972, k. 1.
13
skiej. Pragnę podkreślić, że autor prace swe opierał na szerokiej bazie źródeł
wywołanych, jak również bogatej literaturze przedmiotu”6.
Od początków zatrudnienia w Katedrze Etnografii dr W. Baranowski wziął
aktywny udział w pracach organizacyjnych, związanych z reaktywowaniem,
w roku akademickim 1972/1973, studiów etnograficznych, istotnie wspomagając, a nawet zastępując doc. dr hab. B. Kopczyńską-Jaworską w tych działaniach7.
Aktywny był również, w intensywnie wówczas prowadzonych przy współudziale Katedry, badaniach zespołowych, początkowo, w latach 1972–1976, na
terenie Włocławskiego, gdzie badał „Stosunek mieszkańców wsi kujawskiej do
ziemi, na podstawie zebranych i opracowanych materiałów dotyczących spraw
sądowych z pow. Włocławskiego, związanych z posiadaniem ziemi – z lat 1959–
1960 i 1970–1972”8.
Natomiast, na terenie ówczesnego woj. skierniewickiego, realizując tzw.
temat węzłowy, zlecony przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (nr
IV. 11. 1.), podjął kwestie: „Polska kultura narodowa, jej rozwój i percepcja”.
Szczegółowo to zagadnienie, jako kierownik grupy, realizował w ramach tematu:
„Rola i miejsce kultury ludowej, folkloru i kultury popularnej w kulturze narodowej”9.
Od 1975 r. wyraźnie rozszerzył swoje zainteresowania badawcze na problematykę rosyjskiej kultury ludowej i jej znajomości w Polsce. Opracowywał je
i kontynuował m.in. w ramach prac z zakresu polskiego źródłoznawstwa etnograficznego, obejmującego Europę Wschodnią oraz pozaeuropejskie tereny obecnej
Federacji Rosyjskiej. Dzięki stażowi naukowemu, który odbył w 1976 r. (pół
roku) w instytutach Akademii Nauk ZSRR w Ałma-Atach i szczególnie Irkucku,
mógł znacznie poszerzyć bazę źródłową, umożliwiającą intensywniejsze badania
i uzyskanie drugiego stopnia naukowego. Badania te zaowocowały dwiema pracami: 1) Polskie relacje o rosyjskiej kulturze ludowej (1831–1920), Łódź 1985,
ss. 310 oraz 2) Wierzenia i życie religijne ludu rosyjskiego w świetle polskich
relacji z lat 1831–1920 (Studium ze źródłoznawstwa religioznawczo-
__________
6
7
8
9
14
DSP, TWB, sygn. nr 394, Doc. dr Zbigniew Kuchowicz: Opinia o pracy naukowej mgr.
Władysława Baranowskiego, 26 kwietnia 1972 r., k. 1.
„Prof. W. Baranowski od początku swej pracy w naszej Katedrze brał czynny udział
w pracach organizacyjnych związanych z reaktywowaniem w 1972 r. kierunku studiów etnograficznych na Uniwersytecie Łódzkim, wielokrotnie zastępując kierownika Katedry”. B.
Kopczyńska-Jaworska, Wniosek o odznaczenie Medalem Komisji Edukacji Narodowej dr
hab. Władysława Baranowskiego, Łódź, dn. 22.02.1993. (I E i A K, Teczka personalna
prof. W. Baranowskiego).
Por. W. Baranowski: Sprawy sądowe związane z posiadaniem ziemi w powiecie włocławskim w latach 1959–1960 i 1970–1972, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”, Nr 18, 1875, s. 107–128.
Por. W. Baranowski, E. Nowina-Sroczyńska: Pojęcie tradycji – próba zastosowania
w badaniach empirycznych, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, XXIII, 1984, s. 9–15.
etnograficznego), Łódź 1987, ss. 232. Ostatecznie, w oparciu o tę drugą rozprawę, uzyskał na Radzie Wydziału Nauk Społeczno-Politycznych Akademii Nauk
Społecznych w Warszawie (24 października 1988 r.) stopień doktora habilitowanego.
Dodajmy jeszcze, że przygotowując rozprawę habilitacyjną, której fragmenty krytycznie, ale i życzliwie, oceniała prof. B. Kopczyńska-Jaworska wraz
z pracownikami naukowo-dydaktycznymi Katedry, dr W. Baranowski otrzymał
w semestrze zimowym roku akademickiego 1981–1982 urlop naukowy. Nie
tracił w tym czasie kontaktu z macierzystą placówką: „(…) pomimo urlopu naukowego służył pomocą, gdy tylko zachodziła tego potrzeba”10.
Twórczość naukową habilitanta kompetentnie oceniał prof. dr Zbigniew Jasiewicz z Instytutu Etnologii UAM: „Praca W. Baranowskiego wypełnia lukę
w dotychczasowych studiach nad gromadzeniem przez Polaków materiałów do
poznania obcych kultur ludowych. Badania te, skoncentrowane dotąd na relacjach dotyczących pozasłowiańskich ludów Imperium Rosyjskiego, pozostawiły
niedopracowane i niezauważone opisy kultury ludu rosyjskiego (…) Jestem
pewien, że praca W. Baranowskiego wejdzie do zestawu podstawowych lektur
etnograficznych z zakresu kształtowania się w naszym społeczeństwie i etnografii zainteresowań innymi niż polska kulturami ludowymi”11.
Wkrótce po zatwierdzeniu habilitacji, bowiem od 1 września 1989 r. Władysław Baranowski został powołany na stanowisko docenta, uzyskując pozytywną opinię prof. B. Kopczyńskiej-Jaworskiej. Po upływie roku, kierownik Katedry
Etnografii wystąpiła z kolejnym wnioskiem sprzyjającym Jego rozwojowi naukowemu: „Biorąc w pierwszym rzędzie pod uwagę potrzeby dydaktyczne (...)
wobec likwidacji stanowiska docenta popieram starania doc. dr. habil. W. Baranowskiego o mianowanie go na stanowisko profesora nadzwyczajnego”12. Nominację na stanowisko otrzymał 28 listopada 1990 r. od J. M. Rektora UŁ.
Określając wówczas swoje plany naukowe napisał: „Moje obecne zainteresowania naukowe mieszczą się w zakresie problemów podejmowanych przez
etnografię historyczną. Nadal pragnę kontynuować prace z zakresu polskiego
źródłoznawstwa etnograficznego obejmującego Europę Wschodnią oraz pozaeuropejskie tereny ZSRR”13.
__________
10
11
12
13
B. Kopczyńska-Jaworska, Wniosek o odznaczenie … (I E i A K, Teczka personalna prof.
W. Baranowskiego).
Prof. dr Zbigniew Jasiewicz: Recenzja wydawnicza pracy Władysława Baranowskiego
„Polskie relacje o rosyjskiej kulturze ludowej. 1931–1920”, s. 447. Poznań, dnia 18 października 1983 (I E i A K, Teczka personalna prof. W. Baranowskiego).
DSP, TWB, sygn. nr 394, Opinia prof. dr hab. Bronisławy Jaworskiej, Kierownika Katedry
Etnografii UŁ, Łódź 08.10.1990.
Doc. dr hab. Władysław Baranowski: Życiorys (1990 r.), k. 1. (I E i A K, Teczka personalna prof. W. Baranowskiego).
15
Po czterech latach od czasu uzyskania profesury nadzwyczajnej UŁ, gdy
etnografia w nowych warunkach ustrojowych zmieniła nazwę i znacznie rozszerzyła swój krąg zainteresowań naukowych, Jubilat został trzecim w historii tej
placówki jej szefem, jako kierownik Katedry Etnologii. 19 września 1994 r.
Dziekan Wydziału Filozoficzno-Historycznego, prof. dr hab. Wiesław Puś, wystosował do J. M. Rektora UŁ pismo następującej treści: „W związku z przejściem na emeryturę, z dniem 30 września 1994 r., Kierownika Katedry Etnologii
UŁ Pani Prof. dr habil. Bronisławy Kopczyńskiej-Jaworskiej, proszę Pana Rektora o mianowanie z dniem 01 października 1994 r. na stanowisko Kierownika
Katedry Etnologii Pana Prof. nadzw. dra habil. Władysława Baranowskiego”14.
* * *
Od początku uzyskania etatu w Katedrze Etnografii Profesor ustawicznie
doskonalił swoje umiejętności dydaktyczne, ściśle zresztą związane z pracami
badawczymi, szczególnie prowadzonymi w terenie, w środowisku wiejskim,
w regionach etnograficznych. Po reaktywowaniu studiów etnograficznych, od
roku akademickiego 1972/1973 rozpoczął zajęcia w formie ćwiczeń i wykładów,
głównie z ludowej kultury materialnej oraz etnografii krajów Związku Radzieckiego, etnografii Polski i Europy i „metodyki”. Prowadził też ćwiczenia terenowe
objęte programem studiów etnograficznych. Seminarium magisterskie na etnografii objął od semestru zimowego roku akademickiego 1976/1977, zaś seminarium magisterskie na kierunku pedagogika zaoczna prowadził w latach 1978–
1982. Od połowy lat 80. XX w. wykładał także oraz prowadził seminarium magisterskie na kierunkach „wychowanie muzyczne” i „pedagogika kulturowooświatowa”, również na Wydziale Fil.-Hist. UŁ.
Otaczał szczególną opieką i inspirował pozaprogramowy naukowy ruch
studencki, pełniąc w latach 1977–1983 funkcję opiekuna Studenckiego Koła
Naukowego Etnografów15. W ramach tych prac organizował letnie studenckie
obozy naukowe, realizując program badawczy Katedry, angażując również młodych etnografów z uniwersytetów w Brnie i Bratysławie, Uniwersytetu Jagiellońskiego i UAM. W ramach polsko-czechosłowackich seminariów studenckich,
udany pod względem merytorycznym był wyjazd koła naukowego na seminarium organizowane przez Katedrę Etnografii i Folklorystyki w Bratysławie,
połączony z pobytem w Pradze (13–21 września 1980 r.).
__________
14
15
16
DSP. TWB, sygn. nr 394. Pismo Dziekana Wydz. Fil.-Hist. Prof. dr hab. Wiesława Pusia
z dn. 19 września 1994 r.
Por. W. Baranowski: Działalność Studenckiego Koła Naukowego Etnografów przy Katedrze Etnografii UŁ, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, T. XX, 1978, s. 163–164.
W działalności Profesora ogromny nacisk został położony na organizowanie i prowadzenie ćwiczeń terenowych, objętych programem studiów etnograficznych-etnologicznych w UŁ. Podczas ćwiczeń wiosennych, które corocznie,
przez ponad 30 lat (do 2012 r.) odbywał na Podhalu (Gliczarów Górny, Stołowe
– gmina Biały Dunajec), przeważnie wspólnie z dr. Marcinem Piotrowskim,
uczył studentów I roku pozyskiwania klasycznych dla etnografii źródeł wywołanych z zakresu ludowej kultury materialnej (ludowe budownictwo), jak i duchowej (zwyczaje wiosenne), poprzez zastosowanie narzędzia badawczego w postaci dyspozycji do wywiadu. Tutaj mógł liczyć, na pomoc i życzliwość
miejscowego środowiska górali podhalańskich w szczególności rodzin Anny
i Stanisława Maciatych („Matusów”) oraz Marii i Stanisława Skupieniów („Staszeli”)16.
Natomiast letnie ćwiczenia terenowe (dla studentów I, II, III roku) organizował, już pod kątem uzyskania źródeł wywołanych do opracowania konkretnych tematów badawczych. Początkowo prowadził je w latach 80. i na początku
lat 90. w Głuchowie i Janisławicach (ówczesne woj. skierniewickie) na terenie
regionu łowickiego. Jednakowoż największe osiągnięcia w tym względzie zanotował na terenie Ziemi Garwolińskiej.
Właśnie z inicjatywy Profesora, nowego kierownika Katedry Etnologii, 10
kwietnia 1996 r. odbyło się w Ośrodku Doskonalenia Animatorów Kultury
w Łucznicy k. Pilawy, spotkanie z dyrektorem Centrum Animacji Kultury
w Warszawie, Stanisławem Kolbuszem. Ustalono na nim, że na terenie gmin
ówczesnego województwa siedleckiego (Borowie, Garwolin, Osieck, Parysów
i Pilawa) prowadzone będą przez łódzkich etnologów badania terenowe. Sformułowano jednocześnie ogólną tematykę tych badań, które miały w dalszej perspektywie badawczej dotyczyć przeobrażeń społeczno-kulturowych, zachodzących
współcześnie na terenie wsi i miasteczka oraz jednocześnie przybliżyć odpowiedź na pytanie: jak integrować się z Europą, nie tracąc własnej tożsamości
regionalnej? Efekt praktyczny badań powinien dać władzom samorządowym
materiały do wytyczenia przez nie właściwej polityki społeczno-kulturalnej.
Zakrojone na kilka lat kontakty naukowe z Ziemią Garwolińską, przeciągnęły się, w dużym stopniu dzięki aktywności Profesora, na lat niemal dwadzieścia. Podczas modelowo organizowanych corocznym ćwiczeń terenowych
w różnych miejscach (Łucznica k. Pilawy, Miętne k. Garwolina, Żelechów
i Sobolew), studenci (478 osób) udoskonalali umiejętności w zakresie budowania
i rozwijania własnego warsztatu naukowego. Materiały z ćwiczeń wykorzysty-
__________
16
Pokłosiem tych badań stała się m.in. kompetentna analiza badawcza, przedstawiająca
autorytet S. Skupienia – „Staszela”, autorstwa P. Owczarka: Mędrzec wiejski, „Zeszyty
Wiejskie”, Z. IV, 2002, s. 62-90.
17
wali w swoich pierwszych publikacjach naukowych, raportach dla samorządów
terenowych i kilkudziesięciu pracach magisterskich17.
Tutaj też zrodziły się trwałe i pożyteczne dla obu środowisk – samorządowców i etnologów, oparte na wzajemnej życzliwości, kontakty Profesora z:
Elżbietą Woźniak-Sionek (koordynator badań i jednocześnie trwały rzecznik
utrzymania związków Garwolińskiego z Katedrą Etnologi i IEiAK), Stefanem
Gorą (wójtem, starostą i wicestarostą garwolińskim), Stanisławem Szostakiewiczem (dyr. Zespołu Szkół Rolniczych w Miętnem), Kazimierzem Sionkiem (wójt
Parysowa), Markiem Chciałowskim (wicestarosta i starosta garwoliński), Mirosławą Miszkurką (burmistrz Żelechowa), Andrzejem Szubielskim (wiceburmistrz
Żelechowa), Grzegorzem Szymczakiem (dyr. Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Żelechowie), Wiesławem Wieraszką (komendant Powiatowej Straży
Pożarnej w Garwolinie). Ostatnio tę grupę najbliższych i najbardziej zasłużonych
dla współpracy osób, wzbogacili: Andrzej Koszutski, wójt gminy Sobolew oraz
Leszek Urawski, przew. Rady tej gminy i jednocześnie dyrektor miejskiego
Zespołu Szkół Ponagimnazjalnych.
Należy jeszcze dodać, że podczas badań w Garwolińskiem udało się odkryć
i upowszechnić twórczość nietuzinkowego artysty ludowego, Wiktora Muchy
z Borowia18.
* * *
Funkcje szefa uniwersyteckiej etnologii obejmował Profesor po dwóch
wielkich postaciach tej nauki, docenianych i w Polsce, i w europejskich środowiskach etnologicznych – prof. prof. Kazimierze Zawistowicz-Adamskiej i Bronisławie Kopczyńskiej-Jaworskiej. Wydawało się, że w tej sytuacji trudno będzie
Mu sprostać zadaniom, jakie postawiło przed Nim środowisko i nauka, szczególnie, że rozpoczynał swoją kadencje bez odpowiedniego zaplecza kadrowego
w postaci wymaganej liczby samodzielnych pracowników naukowodydaktycznych. Tymczasem okazało się, że nie tylko dobrze bogacił dorobek
wybitnych poprzedniczek, ale również doprowadził placówkę, którą kierował, do
znacznego rozkwitu, szczególnie w dziele upowszechniania studiów etnologicznych oraz kształcenia młodych kadr naukowych.
Usamodzielnienie się naukowe dotychczasowych adiunktów (prof. prof.
Ewa Nowina-Sroczyńska, Grażyna Ewa Karpińska, Katarzyna Kaniowska) oraz
zatrudnienie wysokiej klasy profesorów spoza UŁ (prof. prof. Maria Wieruszew__________
17
18
Por. W. Baranowski, A. Lech: Łódzka etnologia na Ziemi Garwolińskiej (1996–2011).
Kronika współpracy, „Zeszyty Wiejskie”, Z. XVI, 2011, s. 268-287.
Por. M. Liszewski: Wiktor Mucha, autorytet i artysta ludowy z Borowia w Ziemi Garwolińskiej, Łódź 2006 (praca mgr, Archiwum I E i A K).
18
ska, Sławoj Szynkiewicz, Danuta Markowska), poparte żmudną zewnętrzną
aktywnością Profesora, stworzyło możliwość powołania, na bazie Katedry, instytutu kierunkowego. Ostatecznie, po pewnej weryfikacji nazwy, został on powołany Zarządzeniem nr 13 Rektora Uniwersytetu Łódzkiego (prof. dr hab. Wiesław Puś) z dn. 14 XI 2005 r., jako Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej
na Wydziale Filozoficzno-Historycznym w którego skład „(…) wchodzą następujące jednostki:
– Zakład Etnologii Polski i Europy
– Zakład Metodologii i Teorii Kultury
– Zakład Antropologii Kulturowej
– Zakład Folklorystyki
Wymienione jednostki łączą się w celu ściślejszej współpracy, w szczególności w zakresie realizacji procesu dydaktycznego”19.
Swoje miejsce naukowe znalazł Jubilat w pierwszym z wymienianych zakładów, który po likwidacji Zakładu Folklorystyki został nazwany Zakładem
Etnologii i Folklorystyki20. W nim realizował m.in. promotorstwo doktoratów.
Zmieniał się również charakter studiów prowadzonych przez IEiAK. W treściach nauczania trwał ruch w kierunku antropologii kulturowej. Jednocześnie,
zresztą już od połowy lat 90. XX wieku, studia etnologiczne straciły swój,
z punktu widzenia społecznego, elitarny charakter. Dobre warunki demograficzne również wpłynęły na to, że etnologia ze studiów dla 8–10 osób na roku, przekształciły się w kierunek dający możliwość kształcenia się dla kilkudziesięciu
(nawet ponad stu) osób na pierwszym roku. Studiować etnologię pragnęło wielu
zdolnych absolwentów szkół średnich z Łodzi i terenów województwa, ale także
z oddalonych regionów kraju. Dla nich udało się również uruchomić studia niestacjonarne (wieczorowe i zaoczne), studia pierwszego i drugiego stopnie (licencjackie i magisterskie) oraz doktoranckie. Za wymienionymi wszystkimi zmianami kryła się efektywna aktywność organizacyjna i programowa Jubilata.
Uzyskanie przez Wydział Fil.-Hist. praw do nadawania stopnia naukowego
doktora w dziedzinie etnologii, związane z udanymi zabiegami Jubilata w tym
względzie, spowodowało znaczny rozwój kadrowy Instytutu. Spośród grupy
najzdolniejszych absolwentów, po zdobyciu przez nich pierwszego stopnia naukowego, rekrutowała się nawet, jeszcze w ramach Katedry i przed uzyskaniem
specjalizacji, grupa znakomitych dydaktyków, samodzielnie prowadzących wykłady, ćwiczenia terenowe oraz opiekujących się pracami licencjackimi: dr dr
Joanna Sadowska, Paweł Schmidt, Ewa Jagiełło, Noemi Modnicka, Beata Wasilewska-Klamka, Robert Dzięcielski, Katarzyna Orszulak-Dudkowska, Inga
Kuźma i Damian Kasprzyk.
__________
19
20
Zarządzenie nr 13 Rektora Uniwersytetu Łódzkiego z dnia 14.11.2005 r., s. 2.
Zarządzenie Rektora Uniwersytetu Łódzkiego nr 112 z dnia 30.06.2011 w sprawie zmiany
struktury organizacyjnej na Wydziale Filozoficzno-Historycznym.
19
W dorobku naukowym Profesora istotne miejsce zajęły nie tylko promocje
doktoratów, ale także opracowywanie kompetentnych opinii na temat prac pisanych w związku z uzyskiwaniem kolejnych stopni naukowych, rzeczowe i jednoczenie zachęcające autorów do dalszych refleksji naukowych21.
Talenty organizacyjno-naukowe Jubilata, nade wszystko pełnienie funkcji
opiekuńczych wobec wszystkich pracowników, doktorantów i studentów,
w harmonii z funkcjami administracyjnymi, tworzyło w Instytucie atmosferę
sprzyjającą nieskrępowanemu wypełnianiu obowiązków pracowniczych, dającą
dużo satysfakcji, a nawet radości w realizacji swoistego posłannictwa, jakim jest
działalność naukowo-dydaktyczna. Trzeba przyznać, że pomoc jaką uzyskiwał
Profesor w kierowaniu Instytutem, od prowadzącej sekretariat, mgr Małgorzaty
Chelińskiej i od zastępczyni d.s. dydaktycznych, dr Noemi Modnickiej, okazała
się nieoceniona w zapewnieniu Instytutowi funkcjonowania na odpowiednio
wysokim poziomie.
Misję, jako Dyrektor IEiAK, zakończył 30 września 2012 r. Przekazał
wówczas kierowanie umiłowaną placówką prof. G. E. Karpińskiej, którą już
wcześniej przekonał do podjęcia odpowiedzialnego wyzwania. Uczynił to
z pełnym przekonaniem co do słuszności tego wyboru, po konsultacjach z władzami dziekańskimi i pracownikami Instytutu, doceniając uczonej tej dorobek,
zdolności organizacyjne i pozycję w polskiej etnologii; jednocześnie mając nadzieje na twórczą kontynuację przez Nią dzieła swego i swoich poprzedniczek.
* * *
Spośród licznych funkcji, jakie sprawował Jubilat z pożytkiem dla nauki
i dydaktyki oraz życia społecznego, można wymienić tylko te najważniejsze.
Wśród nich, wyeksponujmy obowiązki prodziekana Wydz. Fil.-Hist., które pełnił, wybierany na nie przez Radę Wydziału, na dwie kadencje, od 1 września
1999 r. do 31 sierpnia 2005 r. Zajmował się wówczas, w latach wyjątkowego
rozkwitu Wydziału, sprawami finansowymi oraz studiów wieczorowych i zaocznych.
__________
21
20
Wymieńmy w tym miejscu recenzję habilitacji Eugeniusza Iwańca (Droga Konstantyna
Gołubowa od starowierstwa do prawosławia – UŁ 2003) oraz niektórych doktoratów: Piotra Polewskiego (Świat dawnych i współczesnych inicjacji. Studium antropologiczne rytuałów funeralnych małego miasta i wsi podhalańskich – UŁ 2005, promotor prof. E. Nowina-Sroczyńska), Alicji Kujawskiej (Kult świętych a tradycja nadawania imion na Górnym
Śląsku – UAM 2005, promotor prof. J. Floreńska-Bukowska, Ewy Jagiełło (Polacy w Uzbekistanie. Tożsamość odległej diaspory – UŁ 2006, promotor prof. S. Szynkiewicz), Damiana Kasprzyka (Regionalizm płocki w okresie II Rzeczypospolitej – UŁ 2007, promotor
prof. A. Lech).
J. M. Rektor UŁ prof. dr hab. Michał Seweryński mianował 22 marca 1994
r. Profesora członkiem Komisji Odwoławczej Uniwersytetu Łódzkiego do Spraw
Oceny Nauczycieli Akademickich, na okres całej kadencji do 30 września
1996 r.
W działalności organizacyjno-metodycznej sporo miejsca zajęło Profesorowi muzealnictwo regionalne. Był przewodniczącym Rady Muzealnej Muzeum
Wsi Radomskiej, przewodniczącym i członkiem Rady Muzealnej Muzeum
w Łowiczu, przewodniczącym Rady Muzeum Regionalnego w Kutnie, oraz
członkiem Rady Muzealnej Muzeum w Sieradzu.
Reprezentował łódzką etnologię na przełomie XX i XXI w. jako ekspert
w Państwowej Komisji Akredytacyjnej, jak również Uniwersyteckiej Komisji
Akredytacyjnej dla kierunku etnologia w UAM, UJ, Uniwersytecie Śląskim
(Filia w Cieszynie) i Uniwersytecie Warszawskim.
Zaznaczając ważną pozycję w polskiej etnologii, reprezentował nasze środowisko w Prezydium Komitetu Nauk Etnologicznych PAN (od 1996 r.). Aktywizował się także jako członek Zespołu Komitetu Nauk Etnologicznych PAN,
przygotowującego standardy programowe dla uniwersyteckich kierunków etnologii.
Docenić również należy inspiracje i aktywność Jubilata w pismach naukowych związanych tematycznie z etnologią. Był redaktorem Redakcji NaukowoDydaktycznej „Folia Ethnologica” (ostatnio od 1 stycznia 2009 r. do 31 grudnia
2012 r.). Posiada duże zasługi w powołaniu do życia „Zeszytów Wieskich”,
w których jest przewodniczącym Rady Naukowej22.
Aktywność ogólnouniwersytecka Profesora, na rzecz zreformowania i rozwoju uczelni, przejawiała się m.in. udziałem w pracach Komisji d.s. Strategii
Rozwoju UŁ 2000 + 10 (członek od 17 grudnia 2001 r.)
Jako aktywny członek Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego realizował
program tej organizacji, m.in. pełniąc funkcję członka Zarządu i wiceprezesa
Oddziału w Łodzi w latach 80. i 90. XX wieku.
W zewnętrznej działalności społecznej o charakterze zawodowym, oddawał
się, z wielkimi sukcesami, pracom na rzecz akademickiego środowiska pracowniczego, w Związku Nauczycielstwa Polskiego.23
__________
22
23
Pismo to jest biuletynem naukowym Interdyscyplinarnego Zespołu Badania UŁ Wsi UŁ,
powołanego Zarządzeniem Rektora UŁ z dn. 2 grudnia 1996 r. i zlokalizowanego, w dużym stopniu dzięki Profesorowi, przy I E i A K. Jubilat jest współzałożycielem tej struktury, a także jej czołowym animatorem.
Szerzej na ten temat pisze w następnym tekście dr Ireneusz Kolendo: Profesor Władysław
Baranowski w Związku Nauczycielstwa Polskiego.
21
* * *
Sukcesy Jubilata w pracy zawodowej i na niwie działalności społecznej,
mogły być osiągnięte dzięki wsparciu najbliższych – rodziny; w szczególności
zaś żony Grażyny, która dzieli Jego troski oraz radości od blisko pięćdziesięciu
lat i podobnie jak On całe życie zawodowe przepracowała w UŁ (Studium Języka Polskiego dla Cudzoziemców). Również więc w życiu małżeńskim Sławek
osiągnął swoisty Jubileusz, którego owocem jest syn Bartłomiej, anglista i politolog z wykształcenia, absolwent UŁ, synowa Paulina, etnolog po UAM oraz dwoje najcudowniejszych dla dziadka wnucząt, które budzą w Nim, nieznane dotąd
w swojej specyfice, uczucia szczególnej miłości. Dodajmy jeszcze, że Profesor
może zawsze liczyć na pomoc ze strony młodszego brata – Krzysztofa, historyka
nauki, profesora zwyczajnego w Politechnice Łódzkiej, głównie w kwestiach
pozyskiwania do badań etnologicznych źródeł historycznych i stosowania
w analizach badawczych metod dla tej nauki charakterystycznych.
* * *
Wyrazem uznania dla aktywności zawodowej i społecznej Jubilata, były
liczne odznaki i odznaczenia, które otrzymywał głównie w czasach III Rzeczypospolitej, m.in. Złota Odznaka UŁ i Medal UŁ „W służbie Społeczeństwa
i Nauki” oraz Medal Komisji Edukacji Narodowej, Srebrny i Złoty Krzyże Zasługi i ostatnio Złoty Medal Za Długoletnią Służbę (2009 r.).
Z pewnością dokonany wyżej przegląd działań naukowych, dydaktycznych
i organizacyjnych Profesora nie jest kompletny, choć wyraźnie zaświadcza
o Jego różnorodnej aktywności. Jesteśmy przekonani, że działalność ta nie
osłabnie, gdyż znajdujemy Sławka w pełni sił twórczych. Realizuje kolejne zamierzenia naukowo-organizacyjne, szczególnie związane z dalszym inspirowaniem i prowadzeniem badań terenowych na Ziemi Garwolińskiej oraz promowaniem kolejnych doktoratów.
Informując o osiągnięciach Jubilata, doceniamy Jego wielką życzliwość
wobec swoich uczniów i współpracowników. Podnosimy istnienie serdecznych
więzi łączących Go z nami. I oby tak trwało …
Andrzej Lech
(Instytut Etnologii
i Antropologii Kulturowej UŁ)
22
Ćwiczenia terenowe Sobolew 2014. Stoją od lewej: Stefan Gora (wicestarosta garwoliński),
Andrzej Koszutski (wójt Sobolewa), Elżbieta Woźniak-Sionek, prof. Andrzej Lech, Małgorzata Tywanek (kierownik internatu), Marek Chciałowski (starosta garwoliński), Leszek Urawski
(dyrektor Zespołu Szkół w Sobolewie), prof. Władysław Baranowski. (fot. K. Sionek)
Profesor z wnuczętami: Kalinką i Bazylkiem. (fot. B. Baranowski)
23
Profesor Władysław Baranowski
w Związku Nauczycielstwa Polskiego
Choć jako historyk powinienem znać datę wstąpienia naszego Jubilata
w szeregi Związku Nauczycielstwa Polskiego, ale nie jestem do końca pewien
kiedy dokładnie to miało miejsce. Brak na ten temat wiarygodnych źródeł
w niepełnym związkowym archiwum. Zapewne swoją związkową działalność
rozpoczął On po zakończeniu studiów wraz z podjęciem akademickich zajęć na
naszym Universitatis Lodziensis. Myślę również, że doświadczenie w społecznym działaniu dla innych zdobył w szeregach Zrzeszenia Studentów Polskich.
Jest natomiast pewne, że imię i nazwisko – Władysław Baranowski – pojawiało się po raz pierwszy w składzie osobowym Rady Zakładowej ZNP w Uniwersytecie Łódzkim 24 listopada 1980 r., jako jej członka bez określonej funkcji,
zasiadającego w Prezydium. Uchwałą wybranej wcześniej, bo w marcu 1980
roku, Rady Zakładowej (swoistego „parlamentu” związkowego podejmującego
ważkie decyzje pomiędzy konferencjami sprawozdawczo-wyborczymi) postanowiono, że zakończy ona swą działalności w październiku tegoż roku. Przedstawiając w trakcie następnego posiedzenia Rady – 30 września – krytyczne
stanowisko odnoszące się do dotychczasowych form i zasad funkcjonowania
organizacji i dyskutując na temat roli i nowych zadań Związku, w kolejnej
uchwale gremium to zobowiązało Rady Oddziałowe na wydziałach, do zorganizowania zebrań pracowników. Miały one za zadanie określić przyszłość związku
i wypowiedzieć się na temat przeprowadzenia koniecznych reform w działającej
do tej pory organizacji1. Także – ewentualne powołanie nowej, w oparciu o ponad siedemdziesięcioletnią spuściznę najstarszego ogólnopolskiego związku
zawodowego jakim był, od chwili jego założenia w 1905 r., Związek Nauczycielstwa Polskiego.
W konsekwencji podjętych zamierzeń 10 listopada 1980 r. odbyła się Konferencja Sprawozdawczo-Wyborcza naszej uczelnianej organizacji. Efektem jej
obrad stały się: uchwała, wybór Rady Zakładowej Pracowników Szkół Wyższych i Instytucji Naukowych ZNP w UŁ, i powołanie jej Prezydium (z przewodniczącą Mariolą Nowak na czele) oraz dwoma współprzedwodniczącymi.
W gronie tych ostatnich znalazł się W. Baranowski.
__________
1
Niestety, w archiwach uczelnianego ZNP, nie zachował się protokół z tego zebrania.
25
Niestety, prace nad realizacją uchwały programowej nowo powołanych statutowych organów związkowych zostały przerwane wraz z ogłoszeniem i wprowadzeniem stanu wojennego i – jak tego doświadczyliśmy – jednym ze skutków
narzuconego przez władze prawa stanu wojennego stało się zawieszenie działalność wszelkich organizacji politycznych i społecznych, w tym także naszej –
związkowej.
Dla członków i działaczy ZNP w szkolnictwie wyższym, a także w UŁ,
„czas wojenny” nie był czasem całkowicie straconym. Więzy między kolegamizwiązkowcami i tradycja wieloletniej działalności nauczycielskiej organizacji nie
zostały zerwane i zapomniane.
Gdy latem 1982 r. wśród byłych członków Zarządu Głównego zaczęto
mówić o spodziewanej likwidacji wszystkich PRL-owskich związków zawodowych (wskutek konspiracyjnych, stricte politycznych akcji podziemnej „Solidarności”), a sejm uchwalił nową Ustawę o Związkach Zawodowych, a ta faktycznie delegalizowała NSZZ z jednej strony, ale umożliwiała budowę nowych
związków zawodowych z drugiej, skłoniło to grupę uczelnianych pracowników
do podjęcia starań, by odbudować ZNP. To właśnie za ich przyczyną w naszej
uczelni, jako pierwszej w Łodzi, powstał Komitet Założycielski ZNP, któremu
przewodniczyli historyk doc. Ryszard Rosin i etnograf dr Władysław Baranowski – jako wiceprezes „odnowionej” już Rady Zakładowej. Warto dodać, że aż do
1989 r., tj. do wznowienia prac przez Komisję Uczelnianą NSZZ „Solidarność”,
Rada Zakładowa ZNP i jej Prezydium reprezentowały interesy nie tylko poszczególnych pracowników należących do naszego związku, ale i ogółu zatrudnionych, pozostając wówczas jedyną organizacją związkową w Uniwersytecie
Łódzkim.
Jak piszą J. Kita i S. Pytlas: „Pomimo istotnych różnic [w początkowym
okresie obecności dwóch związków w UŁ – przyp. I. T. K.] podstawowe kierunki ich działalności /…/ obejmują bowiem wszystkie problemy ważne dla pracowników Uniwersytetu. Przedmiotem szczególnego zainteresowania są sprawy
związane z sytuacją socjalno-bytową /…/ bronią intelektualnych i ekonomicznych interesów pracowników, wykazują inicjatywy świadczące o poczuciu odpowiedzialności za funkcjonowanie Uczelni. /…/ Warto zaznaczyć, iż pomimo
różnic w sposobie działalności i prowadzonych akcji, coraz częściej oba związki
nawiązują kontakty, w celu uzgodnienia wspólnego stanowiska (np. zasady rozdziału podwyżek w UŁ)”2.
Tak więc nazwisko Jubilata pojawiło się ponownie w kontekście zebrania
Komitetu Założycielskiego, zmierzającego do reaktywacji ZNP w UŁ, o którego
rejestrację podjęli walkę doc. Ryszard Rosin, dr Władysław Baranowski i inni.
Ich zabiegi zakończyły się powodzeniem. Rejestracja ZNP w UŁ w Sądzie Wo__________
2
26
J. Kita, S. Pytlas, O związkach zawodowych w UŁ w latach 1980–1995, [w:] 60 lat Związku
Nauczycielstwa Polskiego w Uniwersytecie Łódzkim, opr. i red. J. Goździk, B. Liwowski,
Łódź 2006, s. 53–54.
jewódzkim w Łodzi dokonała się 14 grudnia 1982 roku. Natomiast 10 stycznia
1983 r., po przekształceniu Komitetu Założycielskiego w Tymczasową Radę
Zakładową funkcję wiceprzewodniczącego objął W. Baranowski. W konsekwencji, w trakcie Walnego Zgromadzenia Wyborczego ZNP (23 marca 1983 r.)
i powołaniu nowych struktur, kierowanie prezydialnym gronem, już w „randze”
prezesa, powierzono właśnie Jemu.
Jubilat kierował naszą związkową organizacją dwukrotnie. Odbył dwie następujące po sobie kadencje – od 23 marca 1983 r. do 20 września 1990 r., by po
przerwie spowodowanej kłopotami zdrowotnymi, od 2002 r. kontynuować realizację związkowych projektów już w kolejnej Radzie Zakładowej.
Warto wiedzieć, że Władysław Baranowski pełnił także ważne funkcję
w Zarządzie Głównym ZNP, tj. w Krajowej Radzie Nauki ZNP. Został wybrany
jej wiceprezesem w momencie jej powstania w 1984 r. Pełnił tę funkcję, jeżdżąc
cyklicznie do stolicy od początku 1984 r. do roku 1998, będąc w latach 19901994 i 1994-1998 członkiem Sekcji Szkół Wyższych Krajowej Rady Nauki3. Do
głównych kwestii z którymi w warszawskiej centrali spotykał się należały m.in.
opiniowanie normatywnych projektów odnoszących się do szkolnictwa wyższego i nauki oraz środowiskowych spraw socjalnych. Pracował też w komisjach
sejmowych i Komisji Trójstronnej oraz podejmował bieżącą współpracę z innymi centralami związkowymi
Lata Jego kierowania związkową organizacją uczelnianą, jak wszyscy oceniali, i sam przyznaje – były trudne4. Oczywiście, że po sądowej rejestracji ZNP
w UŁ i po pierwszym walnym zgromadzeniu 82 członków związku, zebranie
nakreśliło na nowo zasady i formy działania organizacji.
Jestem przekonany, że o powierzeniu W. Baranowskiemu najwyższej funkcji w akademickiej organizacji związkowej zdecydowało kilka czynników. Nade
wszystko, jak mniemam, była nią odwaga i aktywność prezentowana w trakcie
starań zmierzających do odbudowy struktur związkowych jak również i powszechne przekonanie koleżanek i kolegów, że jest On tą osobą, cieszącą się
szacunkiem, która będzie kolegialnie kierowała organizacją w niełatwej, początkowej fazie jej działania.
W ogóle Jego status naukowy, jak i otwartość na trudny dialog z uczelnianymi władzami, okazały się pomocne w rozwiązywaniu niełatwych przecież
problemów na linii Związek – Rektorat. To te, jak myślę, okoliczności i cechy
__________
3
4
Warto wiedzieć, że KRN jest autonomiczną częścią ZNP, skupiającą czynnych i emerytowanych pracowników uczelni, PAN i instytutów naukowych. Nazwa KRN wprowadzona
została do statutu ZN w 1983 r., a faktyczna działalność zaczęła od I Krajowej Konferencji
Nauki ZNP w styczniu roku następnego. To właśnie gremium poruczyło Władysławowi
Baranowskiemu pełnienie funkcji wiceprezesa.
Por. Wł. Baranowski, Trudne lata ZNP (1982–1990), [w:] 60 lat Związku Nauczycielstwa
Polskiego w Uniwersytecie Łódzkim, Łódź 2006, s. 55–50.
27
charakteru predestynowały Go do tego, by podjąć się nie zawsze wdzięcznej roli
uczelnianego lidera związkowego.
Jak wspomina Szanowny Jubilat – istotną sprawą na początku kadencji kierowania ZNP w UŁ stała się kwestia przejętych (na mocy ówcześnie obowiązującego prawa) środków finansowych należących do b. Komisji Zakładowej
NSZZ „Solidarność”, które, w porozumieniu z działaczami zdelegalizowanego
przez władze drugiego związku, postanowiono przekazać na cel społeczny, czyli
na budowę Szpitala Centrum Matki Polki w Łodzi, co było ze wszech miar zasadne, niekonfliktowe i rozsądne, bo utrwalało wiarygodność działań ZNP w UŁ.
Niewątpliwie w tym okresie funkcjonowania Rada Zakładowa koncentrowała swoje działania na polu organizacyjnym, co pozwalało odnawiać czy tworzyć na nowo związkowe struktury na uczelni w postaci Rad Oddziałowych, a te,
wraz z zapisującymi się ponownie (wg ówczesnych przepisów było to konieczne) członkami, podejmowały codzienne statutowe działania. Reaktywowane
zostały one na większości wydziałów5. I w tych wysiłkach brali udział wszyscy
członkowie tymczasowych (jeszcze) wykonawczych władz ZNP UŁ, na czele
z prezesem.
Szybko, po zakończeniu procesu wyłaniania organizacji oddziałowych, padła propozycja zwołania Walnego Zebrania Wyborczego ZNP w UŁ. Odbyło się
ono 23 marca 1983 r., w niecałe trzy miesiące po stworzeniu władz tymczasowych. W wyniku demokratycznych wyborów na czele normalnego już statutowego organu, tzn. Prezydium Rady Zakładowej stanął, jak wspomniałem, W.
Baranowski. Funkcję tę – społeczną, niewynagradzaną w jakikolwiek sposób
i w jakiejkolwiek formie gratyfikacji – pełnił także przez drugą kadencję, wybrany ponownie decyzją delegatów 11 czerwca 1986 r.
Co więc, spoglądając z perspektywy lat kontynuował i zainicjował, we
współpracy z koleżankami i kolegami, nasz kolega – prezes?
Ponownie oddajmy Mu głos: „Działania nasze w czasie tych dwóch kadencji, wynikały z istoty funkcjonowania związków zawodowych i co jest oczywiste
koncentrowały się na obronie praw pracowniczych oraz uczestnictwie w rozdziale pomiędzy pracowników, świadczeń z funduszu socjalnego. Ale także co jest
istotne, a o czym nie należy zapominać, iż w długoletniej tradycji Związku Nauczycielstwa Polskiego, zawsze bardzo wyraźnie widoczne były te działania,
które wynikały z jego funkcji jako związku o charakterze twórczym. Ta świadomość, będąca obecną wśród naszych członków, jak również poczucie związku ze
środowiskiem nauczycielskim, miały wpływ na podjęcie w początku 1984 r.
__________
5
28
„Trzeba przy tym pamiętać, że wydarzenia z grudnia 1981 r. i następujący po nich okres,
wywarły wpływ na kształtowanie w świadomości ludzi, negatywnej oceny ruchu związkowego. Z taka ocena spotykali się często w swoim środowisku ówcześni nasi członkowie,
którzy podkreślali swój związek z tradycjami ZNP, zaznaczając równocześnie, że nie zapisują się do niego na nowo, a jedynie reaktywują swoją przynależność” – ibidem, s. 56.
decyzji o przystąpieniu Rady Zakładowej do jednolitego Związku Nauczycielstwa Polskiego”6.
Bez wątpienia Jego „pierwsza” prezesura wymagała wielu sił nie tylko fizycznych, także poświęcenia prywatności na rzecz społecznikostwa czy odłożenia w czasie lub rezygnacji z aktualnie realizowania projektów naukowych.
Jak wiadomo, ruch związkowy w szkolnictwie wyższym w początkach lat
80., nie był jednolity. Istniała i funkcjonowała forma federacji, grupująca związkowców ze szkół wyższych i ośrodków naukowych. Stąd też długotrwałe wysiłki, w celu skonsolidowania w tej strukturze pracowników szkół wyższych i instytutów naukowych, musiały zakończyć się powodzeniem. Wstępem do integracji
środowiska akademickiego było powołanie w styczniu 1984 r. wspomnianej już
Krajowej Rady Nauki ZNP. Warto wiedzieć, że ZNP w naszym Uniwersytecie
był jednym z siedmiu uczelnianych, który wraz z kilkoma organizacjami z Instytutów Naukowych sygnował powołanie do życia KRN. Jej wiceprezesem został
nie kto inny, jak nasz prezes – W. Baranowski.
Wracając jednak na nasze ZNP-owskie uczelniane podwórko, należy
stwierdzić, że od chwili reaktywowania Związku nasi działacze włączyli się
w działalność na rzecz całej akademickiej społeczności. Przede wszystkim
w kwestie jej sprawnego funkcjonowania: „Nie zawsze było to łatwe zważywszy, iż ówczesna sytuacja polityczna i społeczna stwarzała przesłanki do traktowania działaczy /…/ z pewną nieufnością /…/ nie ułatwiał także fakt, że
w znacznej większości byli to ludzie stawiający pierwsze kroki w tego rodzaju
działalności. Uczestnicząc w powodzeniem we wszystkich ciałach kolegialnych
i komisjach senackich i rektorskich, przyczyniali się do prawidłowego wypełniania przez organizację związkową należących do niej funkcji”7.
Oddajmy ponownie głos Prezesowi: „Myślę, że oceniając nas /…/ można
powiedzieć, że bliższy był nam model związku zawodowego mającego na uwadze tak ogólną sytuacje w nauce, jak i kondycję ekonomiczna uczelni, będącej
miejscem pracy naszych członków, niż organizacji mającej charakter roszczeniowy. A tak na marginesie ta cecha wyróżnia ZNP spośród całego ruchu związkowego”8. A ja dodam od siebie – nie zajmowaliśmy się rozdziałem przysłowiowej cebuli i kartofli.
Ogólnie można stwierdzić, że podczas dwukadencyjnej prezesury naszego
Jubilata – dziś o pięćdziesięcioletnim „stażu” naukowym – praca RZ ZNP w UŁ
przez Niego kierowana, koncentrowała się wokół rozwiązywania dwóch ważnych kwestii: a to w angażowaniu się w indywidualne sprawy pracowników
(opiniowanie decyzji personalnych kierowanych do naszych związkowych
władz), a to jako aktywna strona w kwestiach odnoszących się do ogółu pracowników lub poszczególnych grup zawodowych (głównie spraw płacowych, pod__________
6
7
8
Ibidem.
Ibidem, s. 57.
Ibidem.
29
wyżek, premii, nagród i przeszeregowań). Nie zapominano również o związkowej działalności socjalnej, w ramach której reprezentanci ZNP zasiadali
w różnorakich komisjach, zajmujących się podziałem świadczeń z uczelnianego
funduszu socjalnego, na podstawie wypracowanego przez czynniki związkowe
regulaminu. Warto w tym miejscu zdecydowanie podkreślić, że wszystkie formy
działalności członków ZNP skierowane były do wszystkich pracowników uczelni, bez względu na miejsce pracy – w tym do członków rozwiązanej „Solidarności”.
Po 1989 r., gdy NSZZ „Solidarność” ponownie zaistniał w szkołach wyższych, pojawiła się szansa na korzystne współdziałanie obu związków. Dobra
współpraca od razu przyniosła wymierne korzyści dla społeczności akademickiej
UŁ. I taka pozostaje do dzisiaj. Na pewno jest to w dużej mierze zasługą Jubilata
oraz koleżanek i kolegów, czy to zasiadających w Radzie Zakładowej w latach
1983-1990 czy społecznie dzialajacych na poszczególnych wydziałach.
Jak sam Szanowny Jubilat wspomina:„Ta grupa kilkudziesięciu osób, często bez żadnego doświadczenia w pracy związkowej, która na przełomie
1982/1983 roku podjęła decyzję o reaktywowaniu Związku Nauczycielstwa
Polskiego w UŁ, postawiła sobie cel aby zaistniał on w sposób widoczny na
uczelni. Pomimo panującej nie zawsze przychylnej atmosfery jaką okazywano
ruchowi związkowemu, sądzimy, że to się udało. Czego jednym z przykładów
może być fakt, iż już w 1986 roku liczył on 1131 członków, co sytuowało go
wśród trzech największych organizacji uczelnianych”9.
Warto byłoby jeszcze wspomnieć o zagranicznych kontaktach członków
naszego, uczelnianego związku, które oparte o wcześniej zawarte umowy
o współpracy związkowej z Uniwersytetem w Tbilisi i Uniwersytetem w Szegedzie oraz o dwie nowe (z Uniwersytetem w Koszycach i Technicznym Uniwersytetem w ówczesnym Karl-Marks-Stadt) owocowały żywą wymianą grup wczasowych, sportowych i kolonijnych oraz zimowiskami dla dzieci i młodzieży.
Ponadto pozwoliły nie tylko na bezdewizową wymianę akademickich grup młodzieży i pracowników-związkowców, ale i na zorganizowanie seminariów
z kolegami z Koszyc. Bardzo aktywnym na tym organizacyjnym polu był przyjaciel Prezesa, wiceprezes, matematyk dr Kazimierz Psarski, któremu prezydium
powierzyło realizację w praktyce zawartych porozumień o współpracy zagranicznej.
Przy prezentacji biogramu znanej osoby, a taką niewątpliwie jest Jubilat,
zazwyczaj na końcu zamieszcza się listę wszelkiego rodzaju odznak i odznaczeń.
Zapewne pierś bohatera mojej notatki, umieszczonej w specjalnym tomie „Zeszytów Wiejskich”, zapełniona jest wieloma odznaczeniami rangi państwowej,
naukowej, etc, etc. Nie będę jednak ich kolejno wymieniał.
__________
9
30
Ibidem, s. 58.
Chciałbym jednak zwrócić P.T. Czytelnikom uwagę, na dwa odznaczenia,
które i ja też otrzymałem, co ciekawe – właśnie z rąk prezesa W. Baranowskiego.
Mam wrażenie, że i On traktuje je jako najcenniejsze w swojej kolekcji. Zwrócę
jednak uwagę na dwa z nich:
1.
Medal Komisji Edukacji Narodowej – dla każdego nauczyciela
najwyższe odznaczenie
oraz
2.
Złota Odznaka ZNP – świadcząca o społecznikowskim zapale działania dla dobra ogółu, dla ludzi spod nauczycielskiego znaku jedności celów i realizacji zawodowych ideałów.
* * *
Mam nadzieję Sławku, że nie będziesz miał mi za złe, iż napisałem ten
krótki tekst, na pewno pomijając wiele aspektów Twojej związkowej aktywności. Wiesz dobrze, że każdy rzetelny historyk czy inny badacz przeszłości, nie
mając dostatecznej wiedzy czy też nie dysponując bogatymi archiwaliami, nie
powinien wypowiadać ostatecznych sądów, ale tylko prezentować sprawdzone
fakty. Ja, w dużej mierze opierałem się o własne, zapamiętane wydarzenia
i doświadczenia z pracy w Radzie Zakładowej i Prezydium – także właśnie za
Twoich „rządów”.
Gratuluję osiągniętej przez Ciebie – Sławku pozycji naukowej i wysokiego
uznania dotychczasowych zasług na związkowej niwie. W imieniu Koleżanek
i Kolegów z ZNP w UŁ pozwolę sobie prosić o jeszcze więcej!
Ireneusz T. Kolendo
(emeryt, Studium Języka Polskiego
dla Cudzoziemców UŁ)
31
Bibliografia prac Profesora Władysława Baranowskiego1
1966
Stolarze działoszyńscy i ich wytwórczość, „Łódzkie Studia Etnograficzne” t.
8, 1966, s. 137–145.
[rec.] Z. Staszczak, Budownictwo chłopskie w województwie lubelskim
w XIX i XX wieku, Wrocław 1963, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R.
14: 1966, s. 391–393.
[rec.] S. Norváthova, Cigáni na Slovensku – Historicko-etnografický náčrt,
Bratislava 1964, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. 14: 1966, s. 415.
[rec.] W.A. Tugołukow, Izmienienija w chozjajstwie i bytie Ewienkow irkutskoj obłasti za połtora wieka, „Sowietskaja Etnografija” 1965, „Kwartalnik
Historii Kultury Materialnej” R. 14: 1966, s. 416.
__________
1
Niniejsza bibliografia została opracowana na podstawie następujących źródeł:
–
J. Dekowski, Noty biograficzne pracowników łódzkiego ośrodka etnograficznego.
„Łódzkie Studia Etnograficzne” t. 17, s. 19–58;
–
W. Frontczakowa; R. Zmuda; M. Frontczak; B. Swiderski, Łodzka bibliografia regionalna : 1971–1980, Łódź 1994;
–
G. E. Karpińska, Bibliografia etnografii polskiej za lata 1970–1975, Wrocław 1980;
–
D. Kasprzyk, Bibliografia zawartości biuletynu informacyjno-naukowego Interdyscyplinarnego Zespołu Badania Wsi UŁ „Zeszyty Wiejskie” za lata 1998–2010. Zeszyty
I–XV., Łódź 2011;
–
J. Kościelska, Bibliografia etnografii polskiej za lata 1986–1990, Łódź 1996;
–
M. Niewiadomska, Bibliografia etnografii polskiej za lata 1961–1969 cz. 1, Wrocław
1982;
–
M. Niewiadomska, Bibliografia etnografii polskiej za lata 1961–1969 cz. 2, Wrocław
1983;
–
M. Niewiadomska, Bibliografia etnografii polskiej za lata 1976–1985, Wrocław–
1989;
–
J. Styk, Problematyka społeczna wsi w piśmiennictwie polskim 1901–1988. Bibliografia, Lublin 1992;
–
„Bibliografia Etnografii Polskiej” w Internecie (http://www.ptl.info.pl/odie/);
–
materiały zgromadzone w Archiwum Naukowym Instytutu Etnologii i Antropologii
UŁ;
–
informacje zamieszczone na stronach Instytutu Etnologii i Antropologii UŁ
(http://etnologia.uni.lodz.pl/index.php?id=80).
33
[rec.] J. Benǔch, Zimne ustajnenie dobytka mimo osady v obci Devičie,
„Slovenský Národopis” 1965, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. 14:
1966, s. 416.
[rec.] V. Burian, Supplementa k pisemnym a ikonografickým pramenǔm
hanackégo kooje, „Český Lid” 1965, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”
R. 14: 1966, s. 417.
[rec.] V. Frolec, Vliv rozkładu velkorodiny ma vývoj lidového obydli v zapadnim Bulharsku, „Český Lid” 1965, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”
R. 14: 1966, s. 578–579.
[rec.] W. Polevoj, Zabytyj istocznik po etnografii Sibiri XVII wieka, „Sewietskaja Etnografija” 1965, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. 14:
1966, s. 574.
[rec.] E. Horváthova, Cigáni na Slovensku. Historicko-etnografický náčrt,
Bratislava 1964, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. 14: 1966, s. 415.
1967
[rec.] J. Jančar, Lidova keramika na Slovacku od počatku 20 stoleti, „Český
Lid” R. 52: 1965, nr 1, s. 25–33, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R.
15: 1967, nr 1, s. 213–214.
Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiat Pajęczno, województwo łódzkie, t. 4, z. 1, Wrocław 1967, (współautorzy: B. Baranowski, J. Koliński).
1968
Przyczyny antagonizmów między wsią a czworakami przed pierwszą wojną
światową i w okresie międzywojennym na terenach południowych powiatów woj.
łódzkiego, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego”, Seria I, z. 58, 1968, s.
133–146.
Dane urzędowe o przemyśle szklarskim w Królestwie Polskim w końcu XIX
wieku, „Studia z Dziejów Rzemiosła i Przemysłu” t. 7, 1968, s. 234–248, (współautor: B. Jewsiewiecki).
1969
Relikty wierzeń w św. Piotra Palikopę – egzekutora dziesięcin, „Kwartalnik
Historyczny” R. 76: 1969, nr 4, s. 897–902.
Z badań nad katolicyzmem ludowym okresu pouwłaszczeniowego (Kult
„świętych doktorów”), „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego”, Seria I, z.
63, 1969, s. 83–99.
34
Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiat Radomsko, województwo łódzkie, t. 4, z. 2, Wrocław 1969, (współautorzy: B. Baranowski, A. Lech).
Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiat Wieluń
i Wieruszów, województwo łódzkie, t. 4, z. 3, Wrocław 1969, (współautorzy: B.
Baranowski, A. Lech).
1970
Tradycyjny handel wyrobami rzemieślniczymi na targowiskach dawnego
pow. radomszczańskiego, „Łódzkie Studia Etnograficzne” t. 11, 1970, s. 75–132.
Folklor młynarski w woj. łódzkim, „Studia z Dziejów Gospodarstwa Wiejskiego” t. 12, 1970, z. 1, s. 255–288.
Kult patronów gospodarstwa w katolicyzmie ludowym okresu pouwłaszczeniowego, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego”, Seria I, z. 67, 1970, s.
55–70.
Z badań nad ludową recepcją „Żywotów Świętych”, „Lud” t. 54, 1970, s.
87–114.
Przemysł, handel i usługi, [w:] Tezy referatów na sesję popularnonakowową n.t. „25 lat Władzy Ludowej na Ziemi Piotrkowskiej”, red. H. Bąkowski, Piotrków Trybunalski 1970, s. 13–14.
Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiat Opoczno,
województwo kieleckie, t. 2, z. 4, Wrocław 1970, (współautorzy: B. Baranowski,
J. Koliński).
1971
Kult świętych nie uznawanych przez władze kościelne w tradycyjnym katolicyzmie ludowym, „Euhemer” R. 15: 1971, nr 1 (79), s. 41–51.
Ze źródeł pierwiastków hagiograficznych w życiu religijnym wsi w drugiej
połowie XIX i w początkach XX w., „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego”, Seria I, z. 76, 1971, s. 105–127.
Inwentaryzacja zabytków budownictwa przemysłowego na przykładzie Łodzi, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. 19: 1971, nr 3, s. 469–477.
1972
Tradycyjny terminarz prac gospodarczych w południowej części woj. łódzkiego, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi”, Seria Etnograficzna, nr 16: 1972, s. 43–63.
Problem spędzania wolnego czasu i rozrywek w środowisku robotników
rolnych na terenie obecnego województwa łódzkiego w początkach bieżącego
35
stulecia oraz w okresie międzywojennym, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu
Łódzkiego”, Seria I, z. 86, 1972, s. 77–92.
Rozbudowa sieci placówek zaopatrzenia i zbytu, [w:] 25 lat władzy ludowej
na ziemi piotrkowskiej, Materiały z sesji popularno-naukowej 16 I 1970r., red.
Ryszard Rosin, Łódź 1972, s. 125–135.
Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiaty Bełchatów i Łask, województwo łódzkie, t. 4, z. 5, Wrocław 1972.
[rec.] Z. Landau, J. Tomaszewski, Robotnicy przemysłowi w Polsce. Materialne warunki bytu 1918–1939, Warszawa 1971, „Kwartalnik Historii Kultury
Materialnej” R. 20: 1972, s. 359–360.
[rec.] J. P. Dekowski, Rzemieślnicy w pieśni ludowej województwa łódzkiego, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi”,
Seria Etnograficzna, nr 14, 1970, s. 133–151, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. 20: 1972, nr 3, s. 541–542.
[rec.] S. Bukowski, Lata klęski i głodu, „Rocznik Łódzki” 1971, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. 20: 1972, s. 358.
[rec.] J. Lech, Przyczynki do folkloru młynarskiego, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi”, Seria Etnograficzna, nr 14,
1970, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. 20: 1972, s. 370.
1973
„Fornalska starość” (ze spraw socjalno-bytowych robotników rolnych
w końcu XIX, początkach XX w. oraz w okresie międzywojennym na terenie
obecnego województwa łódzkiego), „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego”, Seria I, z. 96, 1973, s. 75–87.
1974
Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiaty Kutno
i Skierniewice, województwo łódzkie, t. 4, z. 7, Wrocław 1974.
[rec.] Itogi i zadači izučenija istorii Sibiri dosovetskogo perioda, Novosibirsk 1971, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. 22: 1974, nr 2, s. 588–
590.
[rec.] H. M. Małgowska, Sieroszewski i Syberia, Toruń 1973, „Kwartalnik
Historii Kultury Materialnej” R. 22: 1974, nr 2, s. 590–591.
1975
Agatona Gillera rozważania nad stosunkami społecznymi i kulturą ludową
rosyjskiej wsi na Zabajkalu, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego”, Seria
I, z. 111, 1975, s. 55–66.
36
Sprawy sądowe związane z posiadaniem ziemi w powiecie włocławskim
w latach 1950–1960 i 1970–1972, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego w Łodzi”, Seria Etnograficzna, nr 18, 1975, s. 107–128.
Indeksy, [w:] B. Baranowski, Życie codzienne małego miasteczka w XVII
i XVIII wieku, Warszawa 1975.
1976
Rękodzieło i przemysł wiejski, [w:] Kultura ludowa Polski Środkowej
w procesie zmian, t. 1, red. B. Kopczyńska-Jaworska, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi”, Seria Etnograficzna, nr 19,
1976, s. 181–246.
„Aksinia” – Adama Szymańskiego opowieść o życiu wsi rosyjskiej, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Łódzkiego”, Seria I, z. 109, 1976, s. 51–57.
Próba zarysu etnografii rosyjskiej ludności Syberii w książce Jana Chyliczkowskiego, [w:] Historia kontaktów polsko-rosyjskich w dziedzinie etnografii.
Materiały z konferencji we Wrocławiu, red. J. Babicz, A. Kuczyński, Wrocław
1976, s. 23–32.
1977
Pierwsza polska książka o Syberii, „Acta Universitatis Lodziensis”, Seria I,
z. 16, 1977, s. 59–75.
Echa „Żywotów Świętych” w folklorze południowej części byłego woj.
łódzkiego, „Łódzkie Studia Etnograficzne” t. 19, 1977, s. 47–101.
1978
Znaczenie opisów Rufina Piotrowskiego dla badań nad kulturą ludową Rosji, „Acta Universitatis Lodziensis”, Seria I, z. 8, 1978, s. 19–30.
Syberyjskie obserwacje Stanisława Krupskiego, „Acta Universitatis Lodziensis”, Seria I, z. 18, 1978, s. 105–111.
Zmiany w sieci ośrodków targowych na terenie obecnego województwa
skierniewickiego, „Acta Universitatis Lodziensis”, Seria I, z. 40, 1978, s. 111–
124.
Z działalności Studenckiego Koła Naukowego Etnografów przy Katedrze
Etnografii UŁ w latach 1973–1977, „Łódzkie Studia Etnograficzne” t. 20, 1978,
s. 163–164.
37
1979
Etnograficzne i folklorystyczne obserwacje Maksymiliana Jatowta (Jakuba
Gordona) na terenie Kozaczyzny Uralskiej z połowy XIX w., „Acta Universitatis
Lodziensis”, Seria I, z. 51, 1979, s. 163–179.
The origin of folk cult of „unofficial” saints and their influence on Polish
folklore, „Ethnologia Polona” vol. 5, 1979 [wyd. 1980], s. 43–56.
1980
Aspects écoamiques, politiques et sociaux du dépérissement de l'habit traditionnel des Kazaks, „Acta Universitatia Lodziensis”, Seria I, z. 72, 1980, s. 73–
92.
Kultura ludowa regionu, [w:] Województwo sieradzkie. Zarys dziejów, obraz współczesny, perspektywy rozwoju, red. W. Piotrowski, Łódź 1980, s. 127–
141.
1981
Polskie zainteresowania kultura ludową północnych obszarów europejskiej
Rosji, [w:] Polskie badania obcych kultur ludowych, red. A. Kisza, „Acta
Universitatis Wratislaviensis” nr 572, 1981, s. 33–39.
1984
Pojęcie tradycji – próba zastosowania w badaniach empirycznych, „Łódzkie Studia Etnograficzne” t. 23, 1984, s. 5–15. (współautor: E. NowinaSroczyńska).
1985
Polskie relacje o rosyjskiej kulturze ludowej (1831–1920), Łódź 1985.
Syberyjskie narody, [w:] Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny t.
II, Warszawa 1985, s. 105–106.
Tureckie narody Azji Środkowej i Kazachstanu, [w:] Literatura polska.
Przewodnik encyklopedyczny t. II, Warszawa 1985, s. 108–109.
1986
Na peryferiach Islamu (specyfika religijna wierzeń w Kazachstanie), „Euhemer” R. 30: 1986, nr 1, s. 47–92.
Polskie zainteresowanie ludami Komi w XVI–XIX wieku, „Etnografia Polska” t. 30, 1986, z. 1, s. 181–200.
38
1987
Wierzenia i życie religijne ludu rosyjskiego w świetle polskich relacji z lat
1831–1920. Studium ze źródłoznawstwa religioznawczo-etnograficznego, Łódź
1987.
Problemy badań polskiej wsi Wierszina w obwodzie Irkuckim na Syberii,
[w:] Na egzotycznych szlakach : o polskich badaniach etnograficznych w Afryce,
Ameryce i Azji w dobie powojennej, red. L. Dzięgiel, PTL. Archiwum Etnograficzne t. 33, Wrocław 1987, s. 215–219.
Świat islamu, Łódź 1987.
1988
Język sakralny Tatarów polskich, „Euhemer” R. 31: 1988 [wyd. 1989], nr 3,
s. 83–97.
1989
The customs of the polish ethnic group in the alien cultural milieu (the Polish settlers in Siberia), [w:] Ethnological Contacts 2. The conference: The methods and research problems of the city and village anthropology, Łódź 1989, s.
67.
1991
"Czynaje, Fiereje, Szejtany". Wierzenia demonologiczne polskich muzułmanów z lat międzywojennych, „Acta Baltico-Slavica” t. 20, 1991, s. 193–203.
Polskie relacje o Kałmukach z XIX w. jako źródło etnograficzne, „Acta
Universitatis Lodziensis. Folia Ethnologica” t. 5, 1991, s. 127–140.
Echa reformatorskich tendencji muzułmańskich w polskim islamie XIX i XX
w., „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Politologica” t. 22, 1991, s. 59–71.
Polish Interest in the Slovenian Folk Culture (to the year 1918), [w:] Ethnological Contacts 3. Moravskie toplice, Ljubljana 1991, s. 11–16.
1992
The Role of Payment for a Wife in Past and Present Kazakhstan, „Acta
Universitatis Lodziensis. Folia Ethnologica” t. 6, 1992, s. 91–96.
1996
Konferencja "Przeszłość i teraźniejszość etnologii polskiej w stulecie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego", Wrocław, 10–11 września 1995, „Lud” t.
39
80, 1966, s. 323–327, (współautorzy: Z. Jasiewicz, B. Kopczyńska-Jaworska, A.
Kowalska-Lewicka, A. Posern-Zieliński).
1999
Formy narracyjne polskich materiałów do etnografii narodów carskiej Rosji, „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Ethnologica" t. 10, 1999, s. 97–124.
2001
Polskie relacje o Kałmukach z XIX wieku – jako źródło etnograficzne, [w:]
Polska a Syberia –spotkanie dwóch światów. Materiały z konferencji naukowej.
Łódź, 1–2 marca 2001 roku, red. M. Blomberg, E. Jagiełło, E. Poturalska i in.,
Łódź 2001, s. 9–19.
[red.] Polska a Syberia –spotkanie dwóch światów. Materiały z konferencji
naukowej. Łódź, 1–2 marca 2001 roku, Łódź 2001, (współredaktorzy: M. Blomberg, E. Jagiełło, E. Poturalska, A. Lech, A. Andrzejewski).
2005
Żydzi i ich kultura w świadomości mieszkańców wsi i miasteczek, „Zeszyty
Wiejskie” z. 10, 2005, s. 131–138.
Echa żywotów świętych w folklorze południowej części województwa łódzkiego, [w:] Z tradycji historii kultury i oświaty. Studia ofiarowane Jerzemu Kukulskiemu w siedemdziesiątą rocznicę urodzin i czterdziestą pracy naukowej, red.
M. Pindera, Piotrków Trybunalski 2005, s. 51–65.
2007
Zmiany społeczno-kulturowe w środowisku wsi i miasteczka związane
z transformacją ustrojową w Polsce i przystapieniem do Unii Europejskiej (raport z badań terenowych), „Zeszyty Wiejskie” z. 12, 2007, s. 222–241, (współautor: A. Lech).
Urok rzeczy pożytecznych. Tradycyjne rękodzieło ludowe, [w:] Na styku regionów. Dziedzictwo kultury ludowej województwa łódzkiego: praca dedykowana twórczyni łódzkiej szkoły etnograficznej, prof. dr hab. Kazimierze Zawistowicz-Adamskiej, red. B. Kopczyńska-Jaworska, A. Nadolska-Styczyńska, A.
Twardowska, Pułtusk 2007, s. 61–82.
Echa „Żywotów świętych” w folklorze południowej części województwa
łódzkiego, [w:] Z tradycji historii kultury i oświaty. Studia ofiarowane Jerzemu
Kukulskiemu w siedemdziesiątą rocznicę urodzin i czterdziestą pracy naukowej,
red. M. Pindera, Piotrków Trybunalski 2007, s. 51–65.
40
2009
Istytut Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu łódzkiego, „Ethnologia europae Centralis” t. 9, 2009, s. 95–99, (współautorzy: E. A. Jagiełło, J.
Sadowska).
2010
[rec.] Kasprzyk D., Regionalizm płocki w II Rzeczypospolitej, Płock 2008,
„Zeszyty Wiejskie” z. 15, 2010, s. 287–290.
2011
Łódzka etnologia na Ziemi Garwolińskiej (1996–2011). Kronika współpracy, „Zeszyty Wiejskie” z. 16, 2011, s. 268–287, (współautor: A. Lech).
Specyfika wierzeń religijno-magicznych polsko-litewskich Tatarów w drugiej połowie XIX i pierwszej połowie XX wieku, [w:] Etnologiczne i antropologiczne obrazy świata – konteksty i interpretacji: Prace ofiarowane Profesorowi
Zygmuntowi Kłodnickiemu w 70. rocznicę urodzin, red. H. Rusek, A. Pieńczak,
Cieszyn–Katowice 2011, s. 344–352.
2012
Kultura społeczna Buriatów w polskich relacjach, „Zeszyty Wiejskie” z.
17, 2012, s. 174–194.
opracowała Anna Deredas
(Instytut Etnologii
i Antropologii Kulturowej UŁ)
41
Wykaz prac doktorskich i magisterskich opracowanych
pod kierunkiem
Profesora Władysława Baranowskiego
PRACE DOKTORSKIE
Krystyna Piątkowska, 1993, Antropologiczna koncepcja sztuki ludowej.
Studium wybranych przykładów.
Jan Święch, 1994, Młynarstwo wietrzne na Kujawach.
Joanna Sadowska, 2000, Etnologiczne studium współczesnych twórców
postludowych.
Paweł Schmidt, 2001, Studium tożsamości kulturowej mieszkańców pogranicza na przykładzie wybranych wsi polskiego Spisza i Podhala.
Agnieszka Kowarska, 2003, Między tradycją a rzeczywistością. Obrzędowość Romów w Łodzi i okolicach. Wizerunek mniejszości romskiej.
Barbara Chlebowska, 2011, Żebractwo wiejskie w II RP.
Piotr Czepas, 2011, Tradycyjne budownictwo chłopskie w Polsce środkowej w XIX i XX wieku.
Anna Kijewska, 2012, Bułgarscy chrześcijanie i muzułmanie w sytuacjach
wielokulturowych. Kurban – krwawa ofiara we współczesnej Bułgarii.
PRACE MAGISTERSKIE
1978
Małgorzata Libelt-Chelińska, Funkcje obrzędów zimowych z uwzględnieniem procesu przemian (na przykładzie gminy Głuchów).
Aleksandra Różańska, Zmiany poglądów na instytucję małżeństwa (na
przykładzie wsi Miechowice, gmina Głuchów).
1979
Lech Bernasiński, Formy współdziałania gospodarczego wsi współczesnej.
43
Gabriela Chlebowska, Wpływ parafii na życie społeczności wiejskiej ze
szczególnym uwzględnieniem rodziny (na przykładzie parafii Wysokiennice woj.
skierniewickie).
Małgorzata Dzierzgwa, Postawa estetyczna twórcy ludowego (regionu
łowickiego).
Iwona Grzegorczyk, Stosunek do ziemi i zawodu rolnika mieszkańców
wsi Urzecze.
Małgorzata Jurecka, Rola wytwórczości domowej w produkcji stroju ludowego.
Michał Michałowski, Lecznictwo ludowe we wsi Złaków Kościelny (ze
szczególnym uwzględnieniem elementów magiczno-religijnych).
Ryszard Mucha, Pieśń w obrzędzie weselnym we wsi Mąkolice.
Maria Niewiadomska, Ludowa wizja kosmosu.
Krzysztof Pisera, Życie religijne wsi Złaków Kościelny.
1980
Julita Dobrzeniecka-Pisera, Odpust jako forma świętowania.
Krystyna Libertowicz, Zmiany obrzędów dorocznych cyklu wiosennoletniego w gminie Głuchów.
Zbigniew Maik, Rola magii w gospodarstwie wiejskim.
Anna Nadolska, Udział młodzieży w życiu religijnym wsi (na przykładzie
parafii Głuchów, województwo skierniewickie).
Elżbieta Pająk, Wychowanie dziecka w rodzinie wiejskiej (na przykładzie
wybranych rodzin wsi Michowice, gmina Głuchów, województwo skierniewickie).
Halina Płusa, Elementy recepcyjne w obrzędowości rodzinnej gminy Głuchów.
Alicja Woźniak, Wątki demonologiczne we współczesnej wsi łowickiej.
1981
Jolanta Haczkurska, Budownictwo ludowe jako wyznacznik społecznego
zróżnicowania wsi (na przykładzie wsi Łaźniki w gminie Zduny, w województwie skierniewickim).
Stanisław Nowina-Sroczyński, Rola targów w gospodarstwie wiejskim.
Aleksandra Pawlikowska, Funkcje zabezpieczające magii.
1982
Danuta Gawrońska, Poglądy na miłość, małżeństwo i rodzinę mieszkańców wsi Zabostów Duży.
44
Król Krystyna, Zmiany ustroju kastowego we współczesnych Indiach na
podstawie relacji studentów Studium Języka Polskiego dla cudzoziemców Łodzi.
Elżbieta Miszczyńska, Studium osobowości garncarza i działacza społecznego Stefana Konopczyńskiego.
Anita Narczewska, Tradycyjne wyposażenie domu mieszkalnego we wsi
Słupia Stara w woj. kieleckim na przełomie XIX/XX w.
Teresa Pira, Zmiany obrzędowości i zwyczajowości weselnej (na przykładzie wybranej wsi Michowice).
1984
Maria Wróblewska, Łowickie jako region gospodarczo-kulturowy na
przykładzie wsi Kocierzew.
Urszula Piotrowska, Waleria Czubak – osobowość artystyczna i jej recepcja w środowisku wiejskim.
Małgorzata Rudzka, Upodobania estetyczne mieszkańców wsi Kocierzew,
woj. skierniewickiego na podstawie aktualnego wyposażenia wnętrza mieszkalnego.
1986
Izabela Churas, Ośrodek wytwórczości wiórowej w Koziegłowach.
Lucyna Hörl, Prace Bronisława Gąbczewskiego jako źródło etnograficzne.
Małgorzata Kędzia, Kobieta u Kirgizów. Rola społeczna i gospodarcza.
Joanna Sienkiewicz, Pożywienie Jakutów.
Wiesław Stefańczuk, Łowiectwo na Syberii w świetle polskich źródeł pisanych.
1987
Małgorzata Pać, Księżacy w świetle artykułów „Zony” oraz miejsce czasopism w ich życiu.
1989
Julita Tosiek, „Wstępy”. Jarmark koński w Skaryszewie.
1990
Magdalena Formejster, Kultura Buriatów w świetle polskich źródeł XIX
i początkach XX wieku.
45
1993
Leszek Lerka, Przesądy związane z hodowlą zwierząt.
Katarzyna Michel, Wpływ turystyki na kulturę polskiego Spisza (na przykładzie wsi Czarna Góra, gmina Bukowina Tatrzańska, woj. nowosądeckie).
Paweł Schmidt, Jedność kultury ludowej polskiego Spisza na tle wpływów
kultur ościennych.
Beata Wasilewska, Współczesny obraz środowiska łemkowskiego w Polsce w latach 1947-1992).
1994
Paweł Kieroń, Subkultura polskich skinheadów.
Jerzy Kowalski, Kultura ludowa sieradzkiego w prasie i wydawnictwach.
Małgorzata Weseli, Symbolika kolorów w polskiej sztuce ludowej.
1995
Sławomir Iwanowicz, Postać diabła Boruty.
Marta Janczar, Specjaliści wiejscy od medycyny ludowej.
Marek Kałajak, Kultura ludowa ziemi kaliskiej w publikacjach okresu
1882-1939.
Albert Katana, Świadomość społeczna mieszkańców wsi.
Iwona Kotowska-Zaremba, Postrzeganie przestrzeni w kulturze ludowej.
Otylia Mamos, Złe siły w wierzeniach ludu łęczyckiego.
Wojciech Muszelski, Etnologiczna interpretacja barwy w polskiej medycynie ludowej.
Sławomira Ruta, Użytkowanie surowców mineralnych przez tubylczą ludność Australii.
Joanna Sadowska, Ludowa wiedza meteorologiczna w przysłowiach
i przepowiedniach.
Małgorzata Wilbik, Kultura materialna tubylczych narodów Syberii
w polskich relacjach do 1914 r.
1996
Mehta Girijesh, Przedstawienia konfliktów religijnych w Indiach na przykładzie hinduizmu, sikhizmu i islamu.
Jakub Janiszewski, Post w polskiej kulturze ludowej XIX i XX w.
Katarzyna Rosiak, Wybrane zagadnienia wywiadu na podstawie badań
nad świadomością Księżaków.
46
1997
Magdalena Bartosiewicz, Rola społeczna procesji religijnej na przykładzie
procesji Bożego Ciała w Łowiczu.
Hendzlik-Dondziło Sylwia, Czas i przestrzeń w zjawiskach mediacji. Na
przykładzie obrzędów narodzinowych i pośmiertnych w polskiej kulturze ludowej.
Agnieszka Kowarska, Społeczna rola tańca w zbiorowości Cyganów Bergitka Roma w Czarnej Górze, woj. nowosądeckie.
Maciej Kwaśkiewicz, Postać młynarza w kontekście kultury tradycyjnej.
Aneta Kwitecka, Tradycja a współczesność. Zmiany w funkcjonowaniu
ośrodka garncarskiego w Rędocinie.
Julia Mrówczyńska, Wigilia w środowisku wiejskim i miejskim – obrzędowość współczesna, przemiany zwyczajów.
Monika Piechota, Pożywienie Bożonarodzeniowe i Wielkanocne oraz jego
znaczenie w kulturze ludowej.
Andrzej Żytnicki, Mit i prawda historyczna źródłem wyobrażeń o postaci
majora Hubala.
1998
Monika Drążkiewicz, Ośrodek muzealny w środowisku wiejskim na przykładzie Muzeum Kaszubskiego Parku Etnograficznego we Wdzydzach Kiszewskich.
Aneta Gajewska, Zachowanie tradycji w zmienionych warunkach kulturowych u Górali z Bukowiny Rumuńskiej zamieszkałych w gminie Brzeźnica
w woj. zielonogórskim.
Katarzyna Gajzler, Procesy adaptacyjne Górali z Bukowiny Rumuńskiej
zamieszkałych po II wojnie światowej w gm. Brzeźnica w woj. zielonogórskim.
Agnieszka Hasiak, Człowiek w świecie zwierząt. Zwierzę w świecie człowieka. Rozważania nad stosunkiem człowieka do zwierzęcia w kulturze typu
ludowego.
Izabela Polańska, Wstrzemięźliwość dnia codziennego a rozpasanie świąteczne porównanie kultur dwóch „kuchni” wsi polskiej Książenice i wsi niemieckiej Bredenbeck.
Gabriela Zielińska, Kobieta w tradycyjnej rodzinie rybackiej Półwyspu
Helskiego.
1999
Agnieszka Bugajewska, Ameryka jako kraj nadziei na lepsze jutro. Życie
współczesnej Polonii w latach 1980-1997.
47
Małgorzata Cherezińska, Wizerunek smoka w wierzeniach religijnych
i ludowych. (Studium analizy porównawczej.)
Aneta Jarosiewicz, Pożywienie w regionie zamojskim na przełomie XIX
i XX wieku – analiza antropologiczna tradycji i współczesności.
Sylwia Kijewska, Księdzem, kupcem, rolnikiem lub żołnierzem – pierwsze
urodziny dziecka, dzień wróżb na przyszłe życie.
Lidia Lisiecka, Studium etnograficzne Fabryki Fajansu i Majoliki Józefa
Freudenreicha w Kole.
Magdalena Marciniak, Ludowa wizja świata na przykładzie „Konopielki”
Edwarda Redlińskiego. Próba antropologicznej analizy wersji literackiej i filmowej.
Agnieszka Mikołajczyk, Osiemnaste urodziny – święto cyklu życia. Formy i przebieg uroczystości.
Agnieszka Obara-Wach, Graffiti we współczesnej kulturze młodzieżowej.
Anna Walczak, Współczesna forma „opery żebraczej” – antropologiczne
studium o ludziach żyjących na marginesie kultury.
2000
Sebastian Błaszczyk, Judasz. Bohater, ofiara, obcy.
Anna Mackiewicz, Skrzydła ciszy – Studium etnograficzne aniołów.
Emil Mielczarek, Cyberprzestrzeń – nowy rodzaj przestrzeni.
Jarosław Olenderek, Ziemia jako wartość. Studium etnologiczne współczesnej wsi na przykładzie Stodziewa (gmina Parysów).
Jarosław Piestrzyński, Współczesna łódzka obrzędowość weselna – tradycja i związki z kulturą ludową.
Małgorzata Rolińska, Cmentarz – przestrzeń znacząca.
Agata Szkopińska, Inskrypcje niehebrajskie na cmentarzu żydowskim
w Łodzi – konfrontacja z tradycją.
2001
Michał Baran, Kolekcjonerstwo jako zjawisko kulturowe.
Agnieszka Bartczak, Święte wizerunki we współczesnym środowisku
wiejskim.
Dominik Janiak, Monografia Jarantowa.
Elwira Kaczmarek, Polska odzież robotnicza w ikonografii okresu międzywojennego.
Emilia Klimecka, Zmiana świadomości Księżaków.
Jarosław Kraszewski, Rozważania nad pojęciem popkultury w ujęciu antropologii polskiej: studium wybranych przykładów.
48
Katarzyna Matczak-Piotrowska, Gminny Ośrodek Kultury w Parysowie
– jego działalność społeczno-kulturalna w środowisku wiejskim.
Agnieszka Pietrowska, Współczesny artysta nieprofesjonalny – outsider,
na przykładzie życia i twórczości Feliksa Smolińskiego.
Monika Rupniewska-Mielczarek, Mniejszości wyznaniowe w Polsce –
Tatarzy polscy.
Tomasz Ryksa, Stosunek młodzieży wiejskiej do ziemi w okresie transformacji na wsi polskiej.
Ludmiła Stateczna, Złota monstrancja włosów. Próba ujęcia symboliki
włosów na gruncie kultury ludowej.
Paweł Szymczak, Kulturowa rola muzeum regionalnego na przykładzie
Muzeum w Zgierzu.
2002
Agnieszka Gańko, „Magia rzeczy” – reklama a dzieci, antropologiczna refleksja na temat dzieciństwa.
Dominika Józefowicz, Wizerunek Cygana na podstawie dziewiętnastowiecznych czasopism.
Anna Kijewska, Motywacja przyjazdów młodzieży z Ukrainy na studia do
Polski.
Katarzyna Michalak, Wizerunek Żyda na lamach czasopism – „Kłosy”
i „Tygodnik Ilustrowany”.
Beata Muszyńska-Dębska, W magicznym świecie znaczeń – macierzyństwo jako ryt przejścia.
Kamila Nosarzewska, Polonia w Szwecji (Sztokholm). Tożsamość etniczno-kulturowa a problemy adaptacyjne pierwszego pokolenia Polaków przybyłych do Szwecji.
Daniel Pawłowski, Łódź – fotograficzne portrety miasta.
Arletta Rogalska, Ludność żydowska na terenie polskich miasteczek
i osad.
Agnieszka Różalska, Wzorce osobowe kobiety PRL-u w latach 1950–60
lansowane w prasie kobiecej.
Marcin Seiler, Graffiti, sztuka miejsc niepięknych czy destrukcja przestrzeni – wędrówki po Łodzi.
2003
Agata Jankowska, Antropologiczna analiza twórczości „szalonych”
w oparciu o biografie wybranych postaci sztuki nieprofesjonalnej.
Aleksandra Lewandowska, Jak się stać szamanem? Bohater według Cambell’a.
49
Ewa Lipka, Mroczna kolorystyka demonicznego świata na przykładzie mitu Łysej Góry.
Piotr Sochaczewski, Między dniem a nocą – rozważania etnologa o dawnym i współczesnym postrzeganiu światła i mroku.
Robert Szymczak, Społeczno-kulturowe funkcje Ochotniczej Straży Pożarnej w Garwolinie.
Bartłomiej Szymczyk, Doświadczenie dzikiej przyrody a doświadczenie
kultury.
Urszula Węgrzyn, Religijność ludowa, czy polityczna prowokacja? Walka
o krzyże w Miętnem.
Irena Witkowska, Przesądy i wróżby na progu XXI wieku.
2004
Dorota Ciółkowska, Kulturotwórczy fenomen góralszczyzny.
Sławomir Cyndecki, Funkcjonowanie stereotypów prześladowczych
w kulturze.
Edyta Górska, Wizerunek Żyda w kulturze małomiasteczkowej.
Marzena Kardas, Hipermarket dziś, targ wczoraj jako miejsca nie tylko
handlowe.
Agnieszka Kusik, Litwin Polakowi bratem? Stosunki sąsiedzkie na pograniczu.
Eliza Lewandowska, Żywotność fenomenu androgyna i jego prefiguracje
w kulturze i sztuce.
Szymon Olechnowicz, Łódzkie subkultury motocyklistów.
Agnieszka Pomorska, Miłość w jeziornej toni, jaćwieskie przygody, wigierskie diabły – wędrówka śladami tradycyjnych tekstów folklorystycznych
Suwalszczyzny.
Adam Skrzydlewski, Ginące zawody na terenie powiatu garwolińskiego.
Katarzyna Skrzypiec, Bohater swojego narodu. Pontyfikat papieża Jana
Pawła II w prasie.
Magdalena Skudlarska, Tatuaż we współczesnej kulturze młodzieżowej –
uniwersalia i osobowości.
Wojciech Zjawiony, Obrzędowość społeczności kaliskiej w okresie międzywojennym na podstawie regionalnych źródeł.
2005
Magdalena Furmaniuk, Wirtu@lne społeczności – antropologiczne surfowanie w Internecie.
Paulina Juszkiewicz, Kapliczki przydrożne rzeki Pilicy.
Emilia Kieliszewska, Kult młodego, pięknego ciała w reklamie.
50
Magdalena Kin, Łódź – ziemia obiecana. Współczesne wyobrażenia życia
w mieście na podstawie wspomnień mieszkańców wsi.
Michał Kustosik, Dożynki w opoczyńskim.
Anna Lencewicz, Widmo Brokenu – przesądy górskie na przykładzie środowiska alpinistów.
Anna Nowakowska, Współczesny wizerunek Polki kreowany przez kobiece czasopisma.
Aleksandra Pajek, Współczesna wiedza o tradycyjnych formach zastosowań ziół na przykładzie wsi regionu radomskiego.
Anna Różniata, Magiczne strony życia. Zastosowanie magii ezoterycznej.
Marta Siniarska, „Stowarzyszenie Optymalnych” jako nowe zjawisko
w kulturze.
Anna Surma, Fotografie Warszawy – miejsca szczególne.
Maria Szymańska, Społeczno-kulturalny wymiar funkcjonowania Ochotniczej Straży Pożarnej w Lutomiersku.
Dorota Wichan, Niedziela jako dzień rekreacji robotników w dawnej Łodzi.
Marta Witkowska, Fascynacja kulturą rdzennych mieszkańców Ameryki
na przykładzie Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian.
Marta Zawadzka, Ich Troje – fenomen popularności.
2006
Paulina Gajewska, Społeczno-kulturowa rola szkoły w Godzianowie
w życiu społeczności lokalnej.
Bartosz Grześkiewicz, Oczekiwania i niepokoje rolników związane z integracją Polski z Unią Europejską.
Sebastian Izdebski, Antropologiczne rozważania na temat współczesnego
mężczyzny na podstawie analizy wybranej prasy.
Filip Jasieczek, Okiem cudzoziemca. Konfrontacja tradycji polskich z zachodnioeuropejskimi.
Marta Jędrzejas, Ptaki jako szczególny typ istot w wyobrażeniach kultury
typu ludowego.
Ewelina Kałucka, Muzeum wsi kieleckiej jako źródło wiedzy o regionie.
Katarzyna Kozłowska, Dzieci i starcy jako postacie medialne w kulturze
typu ludowego.
Iwona Kwiek, Współczesne wesele – obrzęd czy ceremoniał.
Agnieszka Majewska, Współczesny fantazmat wampira – bohater i antybohater dzisiejszego mitu.
Michał Majtczak, Miłośnicy żywej historii jako nowe zjawisko w środowisku kolekcjonerskim.
51
Zbigniew Marciniak, Weekend na Pietrynie, czyli młodzież w szponach
wielkomiejskiej rozrywki.
Katarzyna Mituta, Obrzęd weselny w kulturze miejskiej – studium etnologiczne przesądu.
Bogdan Suwała, Akcesja Polski do Unii Europejskiej. Obraz wsi polskiej
w „Naszym Dzienniku” z lat 2000-2004.
Marcin Wacławiak, Sport, hobby czy sposób na życie – obraz współczesnego żeglarstwa.
Maciej Zieliński, Jedność w różnorodności – grupy parafialne przy kościele św. Alberta Chmielowskiego w Łodzi.
Magdalena Zytka, Ikona prawosławna – studium historycznoetnograficzne.
2007
Magdalena Bednarczyk, Czarownica jako obcy w kulturze.
Paweł Błaszczyk, Obrzędowość żeglarska.
Beata Buchalska, Mecenat Łódzkiego Domu Kultury nad twórcami sztuki
nieprofesjonalnej.
Anna Gajda, Zapomniane historie. Powojenne losy Niemców i „folksdojczów” we wspomnieniach Polaków.
Agnieszka Grabarczyk, Wspinaczka sportowa – filozofia życia, pasja,
która łączy.
Patrycja Piotrowska, Płazy i gady w kulturze ludowej.
Karina Steinberg, Zmiana pozycji ludzi starszych. Konfrontacja przeszłości z teraźniejszością.
Joanna Waloszek, Tradycja, a nowoczesność – współczesne kowalstwo,
jako przykład zmieniającej się funkcji rękodzieła.
Anna Wierzbicka, Kobieta, mężczyzna i Łódź... czyli o tym jak kultura
wielkomiejska różnicuje płeć.
Małgorzata Woźniak, Biesiada, muzyka, taniec, czyli kategorie wyznaczające charakter współczesnego wesela na wsi. Wesele jako zabawa w powiecie
garwolińskim.
2008
Maciej Bednarek, Współczesne ruchy neopogańskie w Polsce – wiara
i obrzędowość.
Anna Jankowska, Postać papieża Benedykta XVI w Bawarii.
Emilia Kostrzewa, Na pielgrzymkowym szlaku. Obrazy polskiego pątnictwa.
52
Radosław Kozula, Skinheads jako subkultura pełna przeciwieństw – próba
analizy ruchu, mnogości ideologii i poglądów.
Anna Lis, Tradycje kuchni staropolskiej w dawnej i współczesnej Polsce.
Paulina Paprocka, Sztuki walki jako zjawisko kulturowe.
Aleksandra Peterman, Fenomenalna i fantastyczna czyli przepis na kobietę idealną. Wpływ czasopism na kreowanie wizerunku współczesnej kobiety.
2009
Magdalena Domaradzka, Fenomen gry w Palanta w Grabowie jako zjawisko kulturowe.
Michalina Goss-Hydzik, Cmentarz jako kulturowa przestrzeń na przykładzie wybranych nekropolii bieszczadzkich z XIX wieku.
Magdalena Jabłońska, Rom jako obcy w polskiej kulturze.
Kamil Jóźwiak, Współczesny wizerunek Diabła i jego wyznawców.
Marta Krośnicka, Wizerunek magii we współczesnych mediach.
Ewa Madalińska, Jak człowiek staje się kolekcjonerem?
Paulina Markiewicz, Specyfika kulturowa kibiców Widzewa.
Marta Pietrasik, Tradycyjne święta żydowskie i ich współczesne kontynuacje.
Jakub Pokora, Współcześni uzdrowiciele na przykładzie bioenergoterapeutów.
Marek Świątkowski-Okoński, Być kierowcą. Szkice antropologiczne.
2010
Karolina Auguścik, Bycie singlem – błogosławieństwo czy przekleństwo?
Bartosz Burgielski, Tkanina dwuosnowowa na Podlasiu.
Karolina Dziełak, Portrety obcego w społecznej świadomości na przykładzie wyobrażeń łodzian o Wietnamczykach.
Dorota Filipowicz, Święta doroczne na półkach supermarketów.
Aleksandra Fischbach, Musem Imilchil – kontekst kulturowo-społeczny.
Joanna Gruszczyńska, Męskość metroseksualna – figura estetyczna czy
tożsamość współczesnego mężczyzny.
Jacek Jakubiec, Osobowość artysty postludowego. Postać i rzeźbiarstwo
Leszka Abrahmowicza.
Jerzy Jamroziak, Przeszłość a teraźniejszość wyznawców kościoła Adwentystów Dnia Siódmego.
Izabela Kucharska – Gałach, Tatromania jako zjawisko kulturowe.
Kamila Kuzior, Kultura gadżetu a świat kobiet. Telefon komórkowy
i okulary.
53
Milena Lipska, Autorytet księdza na wsi. Analiza antropologiczna parafii
wiejskiej.
Katarzyna Lis, Żelechów – miejsca znaczące według mieszkańców miasta.
Robert Macegoniuk, Stereotypy we współczesnej reklamie.
Magdalena Małachowska, Wspólnota kulturowa fanów Depeche Mode.
Sylwia Nowak, Powrót do przeszłości – moda na lata 80-te we współczesnej kulturze popularnej.
Agnieszka Panas, Stylizacja w restauracjach pseudo-etnicznych na przykładzie restauracji „Anatewka” w Manufakturze.
Katarzyna Petrykowska-Pietrzyk, Monografia Regionalnego Zespołu
Pieśni i Tańca „Sanniki”.
Magdalena Roguś, „Spektakl i codzienność” o wielkich spektaklach w małych społecznościach – szkic z antropologii widowisk.
Przemysław Skroński, Tożsamość społeczności małego miasta na przykładzie Żelechowa.
Katarzyna Torzewicz, Niewinny „extranjero”. Antropologiczne studium
doświadczeń własnych.
Magdalena Urbaniak, Fenomen popularności fengshui w kulturze współczesnej.
Anna Uszyńska, Odchodzenie od tradycji w budownictwie drobnoszlacheckim na przykładzie przysiółka Tymianki Adamy.
Marta Włodarska, Komunikaty reklamowe a płeć kulturowa.
2011
Jakub Adamiak, Femme fatal jako egzemplifikacja zła – próba analizy antropologicznej.
Bogusława Bronowicka, Świat kiczu, świat mody. Antropologiczne studium kreowania konwencji odzieżowych od drugiej połowy XIX wieku aż po
współczesność.
Patrycja Golec, Formy rekreacji łodzian w okresie międzywojennym.
Monika Guminiczak, Ludowe tworzenie – o życiu i pracy artysty ludowego dawniej i dziś.
Ludmiła Kamionka, Funkcje Fundacji dla Śląska w systemie kultury województwa śląskiego.
Ewelina Kurkowska, Rola telewizji w kształtowaniu tożsamości regionalnej na przykładzie TVP Białystok.
Małgorzata Majewska, Post w kulturze europejskiej.
Wioleta Matyszczak, Rok obrzędowy w Starej Kiszewie.
Justyna Nagiel, Tożsamość narodowa ludności białoruskiej we wsi Czyże.
Barbara Sitek, Malarstwo częstochowskie w zbiorach Muzeum Regionalnego im. Stanisława Sankowskiego w Radomsku.
54
2012
Artur Buczel, Funkcjonowanie tradycji w zwyczajach i obrzędach mazurskich.
Karolina Czubała, Wpływ szkolnictwa na życie kulturowe i tożsamość regionalną młodzieży na przykładzie Zespołu szkół Ponadgimnazjalnych im. Ignacego Wyssogoty Zakrzewskiego w Żelechowie.
Adam Edelwajn, Miejski Dom Kultury w Zduńskiej Woli – jego rola
w zaspokajaniu potrzeb kulturalnych mieszkańców.
Michał Felcenloben, "Memy internetowe" jako nowe zjawisko kultury digitalnej.
Barbara Just, Wesele obrzęd czy ceremonia?
Kargul Magdalena Katarzyna : Tożsamość społeczno-kulturowa regionalistów kociewskich.
Agnieszka Korczyńska, „Klata, szmata, Giermund, siata”. Antropologiczny opis średniowiecznych grup rekonstrukcji historycznej.
Jarosław Kowalewski, Rola ośrodka kultury w społeczności lokalnej na
przykładzie Miejskiego Ośrodka Kultury w Koluszkach.
Jakub Kroc, Tożsamość i mimetyczność. O stylu życia versus naśladowaniu obrazów zainspirowanych kulturą jamajską w Polsce.
Miłosz Kubiak, Cmentarz jako tekst kultury – na przykładzie Starego
Cmentarza w Łodzi.
Nowak Sylwia: Powroty do przeszłości – moda na lata 80-te we współczesnej kulturze popularnej. Łódź 2009.
Dorota Sienkiewicz, Człowiek z drugą twarzą i jego straszne oczy. Studium antropologiczne.
Karolina Szczerbowicz, Kobieta XXI wieku: życiowe aspiracje, dążenia,
wyznawane wartości.
Tomasz Szporak, Folklor w Internecie na przykładzie blogu.
Michał Wasylkowski, W jaki sposób ludzie się poznają? Rozważania antropologiczne o inicjowaniu znajomości i zdobywaniu partnera.
Jan Widuliński, Architektura wsi podłódzkich I połowy XX wieku na
przykładzie wsi Różyca i Przanowice.
Dorota Wilk, Ginące piękno łódzkich willi fabrykanckich – opis wybranych willi letniskowych.
2013
Paulina Gajewicz, Obiekty dworskie ziemi kutnowskiej.
55
2014
Dorota Bukowska, Próba antropologicznej analizy graffiti na przykładzie
łódzkich ulic.
Piotr Kowalczyk, Rola Lokalnej Grupy Działania „Mroga” w procesie aktywizacji społeczności wiejskich.
Kamila Kula, Weekend poza miastem. Wybrane uwarunkowania rozwoju
agroturystyki w powiecie zgierskim.
Anna Musierowicz, Obraz Polaka w oczach obcokrajowca mieszkającego
w Polsce. Stereotypy i wyobrażenia o Polakach – o ich konfrontacji z rzeczywistością.
Agnieszka Papis, Góralski kalendarz obrzędowy. Próba analizy na przykładzie Podhala.
Adrian Pietrzak, Rock’n’Roll – styl życia.
opracowała Anna Deredas
(Instytut Etnologii
i Antropologii Kulturowej UŁ)
56
Maria Wieruszewska
Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa
Polskiej Akademii Nauk
Między nami etnografami.
Upamiętnienie Jubileuszu profesora Sławka Baranowskiego
Tak już jest, że jubileusze sprzyjają ożywieniu wspomnień. Uruchamiam
więc swoje doświadczenie mnemiczne1 aby wydobyć i zaktualizować te sprawy,
które dla nas etnografów były i są wciąż ważne z tego powodu, że kształtowały
nas jako badaczy i wciąż budują naszą dyscyplinową tożsamość. Moja pamięć
sięga czasów studenckich, gdy pokolenie ówczesnych – ale i nieco młodszych –
jak Sławek – studentów etnografii toczyło swoiste walki plemienne głównie
z archeologami, bo też z nimi przede wszystkim spotykaliśmy się na wspólnych
zajęciach w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi przy Placu
Wolności 14. W tamtym pokoleniu studentów Uniwersytetu Łódzkiego żywioł
młodych temperamentów sprawdzał się w sporach o rangę i prestiż własnych
dyscyplin. My zazdrościliśmy kolegom archeologom odkryć (wykopaliskowych), rozgłosu medialnego jaki w ślad za nimi postępował a więc tego wszystkiego czego, jako początkujący badacze wiejskiej kultury ludowej w tamtym
czasie, byliśmy szczególnie spragnieni. Odczuwany deficyt szerszego zainteresowania tym do czego się przysposabialiśmy jako badacze, wywoływał frustracje
i radykalizował poglądy młodych adeptów etnografii.
Jak po latach widzę dawne spory etnografów i archeologów? Na tym właśnie chcę skupić uwagę aby w konkluzji pokazać, że w pogodzeniu niegdyś
opozycyjnych stanowisk pomaga wspólna problematyka zwykłych rzeczy w codzienności2. Archeologia odkrywa palimpsestową obecność realnie istniejącą
__________
1
2
Określenie to przejmuję od Zofii Rosińskiej, która na antenie Radia Dla Ciebie (RDC)
użyła go dnia 18 maja 2014 w programie „Niedziela Filozofów”. Profesor wyróżniła zapamiętywanie i zapominanie, także przypominanie, wspomnienie, upamiętnianie, rozpoczynając rozmowę od stwierdzenia, że „pamięcią wszyscy się zajmują” i że jest to „pojęcie wędrujące”, ujmowane w różnych aspektach. Generalnie wskazuje to na jego ważność ale
i tajemniczość, a przede wszystkim znaczenie jakie ma pamięć dla tożsamości. Nic dziwnego, że „walka o pamięć, to walka o tożsamość” (tamże).
B. Olsen, W obronie rzeczy. Archeologia i ontologia przedmiotów, przełożyła Bożena
Shallcross. Instytut Badań Literackich PAN Wydawnictwo, Warszawa 2013, s. 261. Chcę
przez to powiedzieć, że klimat intelektualny właściwy nowej humanistyce streszcza się
w formule Bjørnara Olsena: coraz bardziej teraźniejsza przeszłość (Tamże, s. 196).
57
w teraźniejszości, jako zmieszanie kamieni, ziemi i kości zarazem, która nie pasuje do marzeń nowoczesności czy historyzmu o kompletności, uporządkowaniu ...
zgodnie z oczekiwaniami linearnego czasu i narracyjnej historii3. W czasach
płynnej rzeczywistości nasza dyscyplina z kolei na nowo odkrywa świat materialny, cielesność, zmysłowość4. Warto zastanowić się co sprawia, że swoisty
zwrot ku rzeczom nabiera tempa i wyznacza współczesne tendencje nie tylko
w antropologii i archeologii.
Badaczy, którzy stoją w awangardzie współczesnych zmian cechuje radykalizm stanowisk i wręcz obsesyjne przy nich obstawanie, z zamiarem nakreślenia nowej ontologii przedmiotów, ze świadomością wyznaczania alternatywnych
wobec zachodniego myślenia sposobów percepcji świata materialnego. Pierwszą
odpowiedzią na pytanie o źródła tego zwrotu ku rzeczom, może być świat
współczesnych technologii. Technologie medialne – jak sugeruje Randall Collins5 – mogą, choć nie muszą – skierować się w stronę rytuałów interakcyjnych
dla których cielesna obecność okazuje się ważna, o czym – dodam od siebie –
wiedzieli nasi poprzednicy. Czy nie z tej racji właśnie wspomniana materialność,
fizyczność, cielesność – jako ważne składniki doświadczenia życia – zostają
aktualnie w humanistyce zrehabilitowane? Dotykam kontrowersyjnej kwestii,
która ociera się o ryzykowną dla humanistyki sprawę kontaminacji sfery przyrodniczej i kulturowej. Pomimo przekonania, że kultura wnika... w procesy umysłowe6, a aktualne tendencje są określane jako „kulturalizacja natury” i „naturalizacja kultury”, na dodatek w aurze „płynnej rzeczywistości” świata
ponowoczesnego i zacierania granic, także niwelowania opozycji natura-kultura,
należałoby mieć w pamięci przestrogę, by jednak nie poplątać czynnika cielesnego z duchowym7. Przypomnienie uwagi Feliksa Konecznego ma swoją rację,
szczególnie gdy ma się w pamięci sprawę szkód wyrządzonych humanistyce
i błędów przez nią samą popełnionych na skutek ulegania wzorcom przyrodoznawstwa w przekonaniu, że tylko przyrodnicze nauki stanowią wiedzę8. Słowa
autora książki O wielości cywilizacji, iż – jak pisał – póki się nie wbije kołka
w serce tego wampira jakim jest monopol przyrodników, to z pewnością on
odżyje, właśnie dzisiaj okazują się prorocze9.
__________
3
4
5
6
7
8
9
58
Tamże, s. 197.
D. Angutek, Kulturowe wymiary krajobrazu. Antropologiczne studium recepcji przyrody
na prowincji: Od teorii do empirii, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2013.
Collins R., Łańcuchy rytuałów interakcyjnych, przełożyła Katarzyna Suwada. Zakład
Wydawniczy „NOMOS”, Kraków 2011.
D. Angutek, dz. cyt., s. 24.
F. Koneczny, O wielości cywilizacyj, Skład Główny: Gebethner i Wolff, Kraków 1935, s.
203.
Tamże, s. 11.
Klio sama zawiniła niemało, że zdegradowano ją na piąte koło u wozu Przyrody. Upadek
nauk humanistycznych dawał też i daje coraz więcej pola wszelkiemu szarlataństwu w życiu publicznym [tamże, s. 319]. Dalej Koneczny pisał: głoszę tedy renesans nauk humani-
Druga odpowiedź, która może przybliżyć fenomen zwrotu w stronę przeformułowania ontologii, ma związek z wyczerpaniem paradygmatu modernistycznego. Bardziej znaczące uprzywilejowanie rzeczy niż to było zauważalne
w rzekomo wrogiej rzeczom tendencji myślenia zachodniego10, wynika – moim
zdaniem – z intencji dekonstrukcjonistycznych. Diagnoza wskazująca na swoiste
domknięcie, koniec, zmierzch, jednocześnie kieruje uwagę w stronę nowego
otwarcia. Koniec wielkich narracji, zmierzch ideologii, aby skrócić listę sfer
dotkniętych symptomami wyczerpania [na przykład „śmierć melodii w muzyce”]
jednocześnie otwierają perspektywę nowych poszukiwań [Andrzejewski 2011, s.
58]11.
Zacznę od tego, że moim zdaniem stawianie na cenzurowanym całej myśli
Zachodu oskarżanej o odwieczną dyktaturę bytu ludzkiego12 nie ma racji bytu.
Stąd zresztą biorą się aktualnie – coraz bardziej zauważalne – wysiłki aby przezwyciężyć antropocentryzm wraz z tyranią tekstów pisanych i mówionego języka13. Łączą się one z całym pakietem sprzeciwu wobec dziedzictwa kartezjańskiego i zniwelowania granic pomiędzy materią a umysłem. Jak mówią
zwolennicy rehabilitacji świata materialnego przed „myślę” Kartezjusza wkracza
praktyka działania, rutyna, które wyrażają nie tyle świadomość ale głównie
uznanie dla ludzkiego „mogę i czynię”14. W ślad za tym idzie próba dowartościowania percepcji zmysłowej, doświadczenia somatycznego i co warte odnotowania, preferowanie raczej dotyku niż wzroku. By nie być gołosłowną dam
przykład autorki, która w swojej książce dokumentuje świadectwa badaczy
z kręgu antropologii zmysłów a czyni to dla wzmocnienia własnej tezy o przeciwstawieniu się – typowej dla Kultury Zachodu – percepcji okulocentrycznej
(wzrokowej) i zamiany jej w percepcję dotykową (haptyczną), lub co bardziej
możliwe dotykowo-wzrokową15. Za innymi badaczami pisze więc o jednostronnym okulocentryźmie w naukach społecznych, o zawężonym sposobie percepcji
wzrokowej, o konieczności przezwyciężania okulocentryzmu związanego z kulturą Zachodu i wiodącą dla niej modernistyczną perspektywą. Odmieniany przez
10
11
12
13
14
15
stycznych. Mniemam, że nie będą one już ustępowały w niczem „umiejętności ścisłej” nauk przyrodniczych... Nie idę z tymi, którzy chcieliby zrobić z historii coś na kształt nauk
przyrodniczych [tamże].
B. Olsen, dz. cyt., s. 104.
Ł. Andrzejewski, Polityczność widzenia [dyskusja redakcyjna], [w:] Antropologia polityczna „Societas/Communitas” 1(11), 2011, s. 58.
Harman G., Tool-being: Heidegger and the Metaphysics of Objects, Chicago 2002. Cyt. za:
B. Olsen, dz. cyt., s. 12.
B. Olsen, dz. cyt., s. 31.
Aktywny związek z rzeczami a nie kontemplacja intelektualna wypełnia, zdaniem MerleauPonty'ego, istotę percepcji [M. Merleau-Ponty M., Fenomenologia percepcji, Warszawa
2001. Cyt. za Olsen, dz. cyt., s. 126]. Wprowadzone przez niego pojęcie ciała fenomenologicznego ma służyć opisaniu podstawowego związku człowieka ze światem [tamże].
D. Angutek, dz. cyt.
59
wszystkie przypadki okulocentryzm naznacza kulturę, sferę symboliczną, wpływa na świadomość i kształtuje wzorce poznania16. Widoczny zwrot bierze się
z chęci wyzwolenia z okulocentrycznej epistemologii modernistycznej i dopełnienia jej epistemologią opartą na wielozmysłowym sensorium17. W miejsce
dawnej ontologii, która wyznaczała materii pozycję bierną, nie ustają wysiłki
w stronę nowej ontologii rzeczy. Miałaby ona nadać materialności charakter już
nie tyle bierny co sprawczy, czynny, aktywny. To co dopiero trzeba ukształtować
i uczynić znaczącym za pomocą przemyślanej interwencji człowieka18 zdaje się
wychodzić naprzeciw, formułowanemu już przez Martina Heideggera, przekonaniu o potrzebie odpowiedzi na drzemiące w rzeczach: formy, kształty i możliwości19.
Nie bez związku z proponowaną jakby na nowo strategią poznawczą będzie
przypomnienie, że dla nas – dawnych studentów etnografii – którzy zdobywali
doświadczenie terenowe w tak zwanych przednowoczesnych kontekstach (nie
pomijając wsi tradycyjnych), postawą dominującą wymaganą i preferowaną
przez naszych Nauczycieli było niezmienne poszanowanie i należyta uwaga
poświęcona materialnej stronie życia badanych ludzi. Więcej na ten temat mógłby powiedzieć profesor Sławek Baranowski i grupa kolegów, którzy wraz z Nim
wyjeżdżali do Żabnicy w celu rozpoznania i opisania właśnie materialnej strony
gospodarowania ludzi polskich Karpat20. Warto dziś zapytać, co zmieniło się
wraz z nowoczesnością w arsenale tamtych praktyk? Nie będę powielała, jak
czyni to grono współczesnych autorów, oskarżycielskiego tonu wobec rzekomego: zapominania, wygnania, marginalizowania, wykluczania, uciszania, niezauważania, tłumienia problematyki „rzeczy” w antropologii i naukach społecznych.
Radykalizm z jakim wygłaszane są sądy o pogardzie rzeczy, awersji wobec rzeczy, ich złej reputacji – wydaje mi się przesadzony. Wstydliwość jaką wywołuje
jednak zainteresowanie czymś co uchodzi za mało znaczące, przypadkowe, nieistotne, drugorzędne także nie jest na miejscu. Tym bardziej, że spiętrzenie krytycznej świadomości o rzekomym wygnaniu rzeczy z nauk społecznych21 na
zasadzie wprawionego w ruch wahadła – potęguje aktualny i według mnie mocno przesadzony tryumfalizm „powrotu rzeczy”. Historyk Frank Trentmann pisze
__________
16
17
18
19
20
21
60
Tamże, s. 134, 161, 164, 176, 184, 230 i nast.
Tamże, s. 159.
B. Olsen, dz. cyt., s. 34.
W tym sensie poręczna wiedza o rzeczach jest kluczowa... Tamże, s. 252.
Praktyki terenowe na Południu Polski odbywały się pod kierunkiem profesor Bronisławy
Kopczyńskiej-Jaworskiej, odpowiednio północne tereny kraju pozostawały w rozpoznaniu
terenowym profesor Jadwigi Kucharskiej, a Polska centralna, od czasu tak zwanych badań
bełchatowskich finansowanych przez ówczesny Komitet Rejonów Uprzemysławianych
Polskiej Akademii Nauk, była terenem poszukiwań prowadzonych przez studentów pod
kierunkiem profesor Olgi Mulkiewicz-Goldbergowej.
B. Olsen, dz. cyt., s. 35.
na przykład, iż: (…) rzeczy wróciły. Po zwrocie ku dyskursowi i znakom, pod
koniec XX wieku pojawiła się nowa fascynacja materialną treścią życia22.
W katalogu pokrewnych zainteresowań humanistycznych pojawia się też
ciało i to nie w charakterze narzędzia poznania, ale koniecznego składnika systemu poznawczego23. Dla Merleau-Ponty'ego ciało to ekspresja, dlatego jest ono
znaczące, a nawet wydziela sens24, a cielesność urasta do pierwszorzędnego
warunku możliwości świadomości i świata25. Trudno w pełni zgodzić się z tym,
że dowartościowanie ciała, choćby w tytułowym sformułowaniu książki Cielesna
geneza czasu i przestrzeni26, sygnalizuje dopiero inicjalną fazę wkroczenia tej
problematyki do nauk społecznych w związku z zainteresowaniem materialnością. Osłabienie takiego stanowiska przychodzi łatwo, kiedy sięgnie się do etnograficznych opisów rytuałów, czy zwróci uwagę na słowa Emila Durkheima
dotyczące tak zwanej świadomości zbiorowej w powiązaniu z fizycznym zgromadzeniem ludzi. Klasyk socjologii pisał o tym, do czego nawiązuje współczesna interpretacja rytuałów interakcyjnych: zebranie się ludzkich ciał w jednym
miejscu jest konstytutywne dla różnych form ekspresji społecznych27. Przez
klasyka socjologii sytuacje takie opatrzone terminami uniesienia zbiorowego
[collective effervescen], sumienia zbiorowego czy świadomości zbiorowej wskazywały na wagę fizycznych relacji w grupowych działaniach ludzi. Kiedy ciała
przebywają razem może nastąpić proces intensyfikacji wspólnego doświadczenia... Zbiorowe ruchy są znakami, za pomocą których tworzona jest intersubiektywność. Zbiorowa uwaga wzmacnia ekspresję wspólnych emocji, z kolei podzielane emocje działają dalej, intensyfikując zbiorowe ruchy i poczucie
intersubiektywności28. Nie dziwi zatem stwierdzenie, że rytuał jest zasadniczo
procesem cielesnym29, chociaż problem tkwi w owym „zasadniczo” i pod tym
względem nie unieważniałabym interpretacji rytuału jako zjawiska społecznego,
bo przez ludzi uznawanego za ważne, tym samym dotykającego sfery wartości –
przez grupę praktykowanych i uznanych za odświętne30. Erving Goffman pod-
__________
22
23
24
25
26
27
28
29
30
Cyt za: Tamże, s. 36.
M. Pokropski, Cielesna geneza czasu i przestrzeni, Wydawnictwo IFiSPAN, Warszawa
2013, s. 39.
Tamże, s. 61.
Tamże, s. 93.
Tamże.
R. Collins, Łańcuchy rytuałów interakcyjnych, przełożyła Katarzyna Suwada. Zakład
Wydawniczy „NOMOS”, Kraków 2011, s. 51.
Tamże, s. 52.
Tamże, s. 70.
Zdaję sobie sprawę, że tak postawiona kwestia – cielesne czy zorientowane na wartości
pochodzenie rytuału, zbliża problem do dylematu pierwszeństwa jajka czy kury. Dodam, że
impakt zainteresowań rzeczami i cielesnością nierzadko w ferworze dyskusji ociera się
o ten dylemat. Por. hasło „rytuał” w Słowniku etnologicznym. Terminy ogólne pod redakcją naukową Zofii Staszczak, PWN, Warszawa–Poznań 1987.
61
kreśla, co mnie przekonuje, iż zachowania cielesne są wyuczone i konwencjonalne, a w ich zrozumieniu pomaga rama w jakiej one przebiegają. Abstrahowanie od czynności symbolicznych w takich przypadkach byłoby więc błędem31.
Z drugiej strony autor książki Łańcuchy rytuałów interakcyjnych obstaje jednak
przy swoim zdaniu o pierwszeństwie kontaktu cielesnego, uczestnictwa fizycznego w różnego typu ekscytujących i podniosłych zgromadzeniach32. Próba
rozstrzygnięcia pierwszeństwa w odniesieniu do sfery cielesnej lub społecznej
przypomina mi nierozwiązywalną kwestię. Stronnicy jednej lub drugiej opcji
wchodzą ze sobą w szranki jakby z pobudek mało merytorycznych. Może chcą
ugruntować swoją pozycję w porządku władzy i prestiżu podpierając się argumentami tych czy innych racji? Nie mnie oceniać motywy, ale przyglądając się
argumentacji obu stron trudno mi się oprzeć porównaniu do dylematu pierwszeństwa jajka czy kury. Pobrzmiewają w tych stanowiskach zbieżne z doświadczeniem lat studenckich plemienne walki, które toczyliśmy w obronie swoich dyscyplin do czego powrócę dalej.
Warto zwrócić uwagę na wspólną linię myślenia zorientowaną na fizyczność, cielesność, materialność jaką daje się aktualnie dostrzec w antropologii
i socjologii33, archeologii34, fenomenologii35. Zwrot ku rzeczom opisywany jest
jako radykalne zerwanie z myślą Zachodu, jego epistemologią, ontologią i podstawami filozoficznymi. Nie miejsce aby szczegółowo odnieść się do wcześniej
sygnalizowanych wątpliwości co do radykalizmu tych poglądów, ale można się
zgodzić z tezą, że ideologia nowoczesności, przywiązana do opozycyjnych dystynkcji, zaważyła na swoistym „oczyszczeniu” przedmiotu badań społecznych
z tego co składa się na przyrodę i rzeczy36. Podobnie zresztą było z archeologią,
co wydaje się paradoksalne, zważywszy na materialność znalezisk wykopaliskowych. Zwolennicy „zwrotu ku rzeczom” upierają się jednak – że dla zapisu
archeologicznego to nie samo znalezisko jako materialny artefakt było istotne,
ale w ostateczności ważny był człowiek, osoba, która – jak Indianin stojący za
artefaktem – pozostawiła materialne ślady swego bytowania, ale tylko ślady37.
Zapytam więc przekornie czy to ma być zarzut? W fenomenologii „wrażliwej na
rzeczy” z kolei dokonuje się obecnie krytycznej rozprawy z kartezjańską
i kantowską spuścizną, a nawet wczesną fenomenologią Edmunda Husserla,
__________
31
32
33
34
35
36
37
62
E. Goffman, Analiza ramowa, przełożył Stanisław Burdziej, Zakład Wydawniczy
„NOMOS”, Kraków 2010, s. 430 i nast.
R. Collins, dz. cyt., s. 70.
Por. książka Janusza Barańskiego, Świat rzeczy: zarys antropologiczny, Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2007 oraz książka Izabelli Bukraby-Rylskiej,
W stronę socjologii ucieleśnionej, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa
2013.
Por. rozdział pt. „Archeologie cielesności” w cytowanej wyżej książce Bjørnara Olsena.
Por. M. Pokropski, dz. cyt.
B. Olsen, dz. cyt., s. 206.
Tamże, s. 207.
w której sama materialność pozostawała drugorzędna wobec „naukowej” fenomenologii38.
Niech mi będzie wolno poświęcić teraz kilka zdań temu co – jak sobie zaplanowałam w tytule tego eseju – byłoby przybliżeniem stanowiska uformowanego między nami etnografami w ciągu lat pracy badawczej i dydaktycznej. Na
zarysowanym tle zmian w traktowaniu materialności przez nauki społeczne,
właśnie etnografia-antropologia kulturowa – moim zdaniem – wychodzi obronną
ręką, co nie oznacza, że omijają nas dyskusje wokół racji konstytuujących naszą
tożsamość. Chętnie przecież na nowo odczytujemy klasyków, by wspomnieć
o zasłużonej dla łódzkiej etnografii profesor Kazimierze ZawistowiczAdamskiej39. Mówię o „obronnej ręce” w tym sensie, że nie dotyka nas –
w takim samym stopniu jak inne dziedziny humanistyki – trauma gwałtownego
porzucenia tematów, kolejnych powrotów, swoistych nawróceń i rozgrzeszeń.
W zasobach etnograficznych są bowiem wystarczające dowody na to, że istnieją
społeczności dla których tak kategoryczne rozróżnienia, jak właściwe dla myśli
nowoczesnej, po prostu nie znajdują racji bytu. Wiemy, że w różnych kulturach
pomiędzy światem ludzi, zwierząt, roślin zachodziły bliskie relacje, które raczej
wskazywały na poszukiwanie płaszczyzn stycznych, niż przeciwstawnych. Pomiędzy tym co materialne i duchowe, ludzkie i pozaludzkie działo i dzieje się
nadal wiele, na co etnografowie mają oczy i uszy (inne zmysły także) otwarte.
Oczywiście w praktyce ludzi, którzy się nam, jako badaczom, powierzyli nie
oznaczało to całkowitego zatarcia granicy ale pokazywało wyraźną intencję
poszukiwania pokrewieństwa z innymi niż ludzie bytami. Wprawdzie można
spotkać się z poglądem o wygnaniu rzeczy... z antropologii i nauk społecznych
wraz z badaniem nowoczesnych społeczeństw40, ale bardziej dotyczy to antropologii społecznej, która w latach dwudziestych ubiegłego wieku dokonała rzeczywiście zwrotu w stronę analizowania struktur i procesów zostawiając właśnie
rzeczy poza głównym zasięgiem zainteresowania41. Jak rozumieć w tym przy-
__________
38
39
40
41
Fenomenologia przywiązuje natomiast znaczenie do późniejszego zwrotu Husserla bliskiego Heiddegerowi i Merleau-Ponty'emu dzięki skupieniu się na „świecie życia” [Lebenswelt] ale też na doświadczeniu traktowanym jako powrót do świata przeżywanego. Tamże,
s. 108.
Por. Wokół społeczności wiejskiej. Etnografia Kazimiery Zawistowicz–Adamskiej – kontynuacje i inspiracje, pod red. G. E. Karpińskiej, seria wyd. „Łódzkie Studia Etnograficzne”, tom L, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław–Łódź 2011.
B. Olsen, dz. cyt., s. 153.
Por. A. Kuper, Między charyzmą i rutyną. Antropologia brytyjska 1922–1982, przełożyła
Katarzyna Kaniowska, Łódź 1987. B. Olsen jest zdania, że także amerykańska antropologia
kulturowa, co dziwne – za sprawą Franza Boasa – badacza o doświadczeniu muzealnym
zdobytym w Niemczech, także odwróciła się od rzeczy. Przytacza na poparcie swojej tezy
następujące zdanie, którego moim zdaniem nie da się podważyć a mianowicie, że
...najważniejsze elementy kultury nie są redukowalne do artefaktów... B. Olsen, dz cyt., s.
154.
63
padku ów niedostatek zainteresowania materialnością? To pytanie na razie pozostawiam bez odpowiedzi.
Autorzy, którzy obecnie upominają się o zmierzenie się z kwestią: co istotnie, w sensie ontologicznym, znaczy ucieleśnienie, jednocześnie przywołują
kontekst w ramach którego podjęcie tego problemu było utrudnione. Co stało na
przeszkodzie? Otóż – jak twierdzą- powodem była koncentracja zawsze na czymś
innym niż ona (kultura materialna – MW) sama... czyli na tym co mentalne
i przedstawieniowe, na kulturze materialnej jako metaforze symbolu, ikonie,
przekazie i tekście42. Sojusznikiem tej argumentacji okazał się także klasyk socjologii George Simmel, który postrzegał tendencje modernistyczne w badaniach
jako skłonności do symbolizacji, estetyzacji i fragmentaryzacji, co sytuowało
badaczy w pewnej odległości względem całości i pełni rzeczy43. Warto zapytać,
jak można byłoby sensownie mówić o sprawczości rzeczy, o co zdają się zabiegać zwolennicy nowej tendencji przywrócenia materialności jej utraconej rangi?
Nie da się – moim zdaniem – dochodzić znaczenia rzeczy, także materialnych,
bez udziału człowieka abstrahując od jego kompetencji kulturowych. Czy zatem
wysiłki badaczy życzliwych rzeczom, którzy starają się pokazać jak świat materialny (rzeczy) pośredniczy(ą) w ludzkiej aktywności – na przykład w sposobach
gospodarowania – jest naprawdę czymś nowym? Warto pogłębić moją wątpliwość odwołując się do zasobów refleksji jaka krążyła i nadal jest żywotna między nami etnografami.
Etnograficzne studia przygotowały nas do tego, aby nie traktować zbyt serio wygodnych akademickich podziałów i klasyfikacji, na przykład na kulturę
materialną, społeczną i duchową, aby mieć dystans do językowych binarnych
opozycji jak: natura – kultura, materia – umysł, kultura – społeczeństwo. Z tego
wczesnego studenckiego doświadczenia bierze się nasza szczególna odporność
na „kawałkowanie wiedzy”, niechęć do wznoszenia murów pomiędzy tym co
składa się na milieu człowieka „z krwi i kości”. Oto pierwsze z brzegu przykłady. Kiedy przeglądam ilustracje połowów dorsza w Norwegii, lub fotografie
z Grenlandii z widocznymi na nich mężczyzną, kajakiem i sprzętem myśliwskim44, to jednocześnie wywołuję z pamięci migawki naszych etnograficznych
praktyk terenowych w Polsce. Niemal namacalnie potwierdzały one to, co
współcześni autorzy nowej ontologii przedmiotów odkrywają jako zdolność
rzeczy do działania. Doświadczenie bycia z mieszkańcami wsi uczyły nas zrozumienia nie tylko tego jak ludzie twórczo wykorzystują narzędzia, które mają
do dyspozycji, ale też pokazywały na co rzeczy materialne im pozwalają, co
__________
42
43
44
64
B. Olsen, dz cyt., s. 58.
Dla zobrazowania takiej postawy Simmel pisał, że jej przyjęcie przedstawia rzeczywistość
nie z prostą pewnością, lecz poprzez natychmiast cofające się koniuszki palców. G. Simmel, Filozofia pieniądza, przekład, wstęp A. Przyłębski, Warszawa 2012, rozdz. 5. Cyt. za
B. Olsen, dz. cyt., s. 59.
Fotografie zamieszczone są w książce Bjørnara Olsena.
oferują. Oczywiście nasi informatorzy wiedzieli to wcześniej niż my studenci
obserwujący ich przy codziennych czynnościach. Ich wiedza, zdobywana praktycznie, była wiedzą nawykową, zawierała kompetencje „jak działać”. Merleau–
Ponty pisał, że była to wiedza, która tkwi w rękach, która jest dana tylko w wysiłku fizycznym i która nie daje się przełożyć na obiektywne wskaźniki45. Nam studentom owe użytkowe kompetencje, które odnosiły się do kos, pługów, siekier,
cepów, by na tym poprzestać, mogły wydawać się banalnie proste jako obiekt
badań naukowych – jeśli, a tak jest rzeczywiście – najbardziej ponętne znaczenie
rzeczy zawsze wynika z pełnionych przez nie symbolicznych i przedstawieniowych funkcji46. Przyznać trzeba, że w sprawozdaniach z badań terenowych
wspomniane: kosy, pługi, siekiery i cepy, zostawały jednak sprowadzone do
reprezentowania czegoś pozamaterialnego47. Ale czy mogło być inaczej? Czy
trzeba z tego powodu bić się w piersi, jak chcą zwolennicy nowej ontologii rzeczy48?
Czy koledzy archeolodzy, którzy, mają świadomość tego, że odkrywają palimpsest struktur i dołów na śmieci49, mają się czuć zawstydzeni tym, że nadal
pośród rumowiska znajdujących się w ziemi przedmiotów jednak szukają śladów
codziennej egzystencji człowieka? Przyznam się, że wiedza na temat „Wielkiego
Podziału” wspartego na filozofii kartezjańskiej i ugruntowanie jej w myśli nowoczesnej (nowożytny reżim myślowy) nie pozwalała impregnować etnografów na
świadectwa pochodzące z „innych” kultur, w których opozycje kultura-natura nie
były znane. My nie uważaliśmy kultury materialnej za skazaną na wygnanie,
pechową kategorię, jak się ostatnio o tym pisze. To prawda, że codzienne doświadczenie, empatia ale też etyczność – cechy wpisane w postawę antropologa
– pomagają przed ignorowaniem tego jak ludzie, których badamy rzeczywiście
myślą i działają.
Doświadczenie niezapośredniczone słownie, pomijane na przykład w socjologii a widziane przez etnografów, choćby w relacji człowieka do rzeczy, jest
„chwytane” zmysłowo, doświadczane somatycznie50. Najczęściej odbierane za
pomocą wzroku51. Nie ułatwiamy sobie przy tym zadania, bo wiemy, że nie ma
__________
45
46
47
48
49
50
51
M. Merlau-Ponty, Fenomenologia percepcji, Warszawa 2001, s. 163. Cyt. za: B. Olsen, dz.
cyt., s. 126.
B. Olsen, dz. cyt., s. 234.
Tamże, s. 235.
Tak odbieram intencje autora książki W obronie rzeczy. Archeologia i ontologia przedmiotów (Olsen, 2013).
Tamże, s. 197.
Merley-Ponty traktuje doświadczenie rzeczy jako „pełne” doświadczenie cielesne.
Dorota Angutek wskazuje na odejście od okulocentrycznej epistemologii modernistycznej
przez zastąpienie jej epistemologią opartą na „wielozmysłowym” sensorium. D. Angutek,
dz. cyt., s. 159. Nie byłabym aż tak radykalna w twierdzeniu o wyparciu danych wzrokowych przez dotykowe jak sugeruje Autorka w swojej książce. Powołam się na Jamesa Gibsona, psychologa ekologicznego, który uważa widzenie za proces ... ucieleśniony związany
65
ucieczki od języka, ale wiemy też, że doświadczenie nie zamyka się w języku.
Wiemy, że kultura materialna istnieje w świecie w fundamentalnie, konstytutywnie odmienny sposób niż teksty i język.
Trudność polega jednak na sztuce artykułowania owego zaangażowania
w kulturę materialną. Któż wiec jeśli nie etnografowie ale i archeolodzy mogliby
razem ćwiczyć się w kompetencji, jaką Walter Benjamin nazwał przejściem
z języka rzeczy do języka ludzi, inaczej przekładem poprzez kontinuum przekształceń.
z działaniem człowieka w środowisku. Jego zdaniem najpierw widzimy, że coś nadaje się
do tego, aby na tym usiąść, chwycić, podnieść czy się pod to wczołgać, a dopiero potem
możemy wyodrębnić poszczególne cechy zmysłowe. Cyt. za: M. Pokropski, dz. cyt., s. 47.
66
W KRĘGU ZAGADNIEŃ
HISTORII I TEORII
KULTURY
Andrzej Paweł Wejland
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
Mój Cekcyn. Fragmenty autobiograficzne
[…] tak wiele dróg prawdziwych i symbolicznych kręci się w głowie. Czy te drogi dobrze
nakładają się na siebie?
Franciszek Kamecki, Podróże i przystanki
Mój Cekcyn to Cekcyn mojego zapamiętanego wakacyjnego dzieciństwa
i wciąż mocno tkwiącej we wspomnieniach wakacyjnej wczesnej młodości.
Cekcyn sprzed lat, z każdym wyjazdem coraz dogłębniej wtedy poznawany
i coraz namiętniej doświadczany. Cekcyn zatem nie ten co teraz, choć zarazem
ten sam, z pewnością jednak „mój”, skoro zajmujący sporą przestrzeń w mojej
pamięci i z niezmienną od lat siłą pobudzający do przemieniania jej w opowieść.
Jest co pamiętać i jest o czym opowiadać – zdarzające się dobrze ponad
dwadzieścia lat, niekiedy nawet paromiesięczne odwiedziny u mieszkających
w Cekcynie przyjaciół naszej rodziny to potężny materiał wspomnieniowy.
Owszem, materiał dziurawy jak cała autobiograficzna pamięć, przy doskwierającym (zwłaszcza na stare lata) głodzie wspomnień dający się co prawda z większą
szczegółowością i dokładnością odtworzyć, a może tylko zacerować i załatać,
czyli dopełnić – bez intencji zmyślania – narracyjną fikcją. Uspokaja mnie świadomość tego, że wspomnienia naturalnie, z biegiem lat ulegają erozji, że zlewają
się w ogólne, schematyczne obrazy i że narracja korzysta z tego, co pamięć zechciała utrwalić i chce nadal przechowywać. Pamięć bowiem, jak to pamięć –
tłumaczy Douwe Draaisma – „dysponuje własną wolą. […] «Wspomnienie –
pisze w książce Rytuały Cees Nooteboom – jest jak pies, który kładzie się gdzie
zechce»”1.
__________
1
D. Draaisma, Dlaczego życie płynie szybciej, gdy się starzejemy. O pamięci autobiograficznej, przeł. E. Jusewicz-Kalter, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2006, s. 5,
wyróżnienie w oryginale. Śródcytat: C. Nooteboom, Następna historia. Rytuały, przeł. Z.
Klimaszewska i E. Osuch-Stańczak, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1999, s.
107. W sprawie erozji wspomnień i ich zlepiania się – gdy dotyczą powtarzających się zdarzeń i codziennej rutyny – w proste, uogólniające obrazy, por. D. Draaisma, dz. cyt., s. 34–
35.
69
Z naturalnymi pamięciowymi lukami równie naturalna zdolność do opowiadania jakoś sobie radzi: zamiast faktów podstawia pseudofakty, czasem będące prawdziwymi zmyśleniami, czasem zaś niewinnymi konfabulacjami, fikcjami
„ulepiającymi” opowiadane historie do postaci logicznych ciągów wydarzeń2.
Nieźle radzi sobie także z wymiataniem pamięciowych śmieci, to znaczy tego,
czego wcale nie chcieliśmy zapamiętać i nie chcemy dalej nosić w pamięci.
„Pamięć – jak uzupełnia swoją myśl Draaisma – nic sobie nie robi również
z polecenia, aby czegoś n i e przechowywać. […] w tym wypadku pamięć
podobna jest do psa, który machając ogonem aportuje to, co wyrzuciliśmy, pragnąc się tego pozbyć”3. Naturalna zdolność formowania opowieści ratuje przed
pamięciowymi śmieciami po prostu wymiatając je na narracyjne pobocza, omijając ich złogi w poczuciu nieważności, zbędności czy szkodliwości. Przede
wszystkim jednak umacnia w dążeniu do ukształtowania opowieści „dobrze
zbudowanej”, czyli logicznej, spójnej, ułożonej w sensowne, dające się zrozumieć sekwencje zdarzeń, rozwijające się bez zważania na impulsy zakłócające,
odciągające od jasno i konsekwentnie prowadzącej ku zakończeniu linii narracji4.
Mój Cekcyn, mimo że wyłaniający się ze wspomnień, to także Cekcyn widziany w nowy sposób: z nakładającymi się na obraz wspomnieniowy – służącymi analizie i narzucającymi interpretację – pojęciami i koncepcjami antropologicznymi, na tyle, na ile umiem ugruntowanymi w źródłach i opracowaniach
(w starym, dobrym sensie) etnograficznych. Tam gdzie pamięć autobiograficzna
objawia przykrą pustkę lub tam gdzie wyścieła się mrowiem nieuporządkowanych i niespójnych detali, tam z pomocą spieszą właśnie, wzięte od innych badaczy i należące do ogólniejszej antropologicznej wiedzy, hermeneutyczne podpórki: gotowe albo ledwie wymagające adaptacji klisze oglądu i opisu kultury,
w szczególności kultury regionalnej. W spojrzeniu na mój Cekcyn pomagają mi
więc moje dzisiejsze, nieczerpane z dawnych doświadczeń i przeżyć, strategie
czysto badawcze.
Pierwsza z nich, ściśle z drugą związana, polega na tym, by własne autobiograficzne wspomnienia uznać za fragmenty i nadać im odpowiednią pisarską
formę. Druga zaś na tym, by ze wspomnień tych wydobyć trzy ślady i za nimi
w antropologicznym oglądzie i opisie podążać. Z połączenia obu strategii wynika, że mój Cekcyn pojawi się w mojej antropologicznej opowieści we fragmentach, nie zaś w jakiejś holistycznie pojętej całości (jak w antropologicznych
monografiach terenowych) i że każdy z nich będzie miał postać myślowo i pisarsko niedomkniętą, szkicową, nieukończoną, bo wciąż otwartą treściowo, gotową
__________
2
3
4
70
Por. P. Ricoeur, Du texte à l’action. Essais d’herméneutique II, Seuil, Paris 1986, s. 20.
D. Draaisma, dz. cyt., s. 5, wyróżnienie w oryginale.
Nawiązuję w ten sposób do znanych ustaleń dotyczących uniwersalnych zasad organizujących w opowieści narracyjną rzeczywistość, por. J. Bruner, Narracyjna konstrukcja rzeczywistości, [w:] tegoż, Kultura edukacji, przeł. T. Brzostowska-Tereszkiewicz, Universitas, Kraków 2006, s. 181–208.
na dopełnienia płynące z rozbudzonej albo i wskrzeszonej pamięci5. Ślady, za
którymi pragnę w tej opowieści podążać, będą pretekstami i pre-tekstami jednocześnie – okazjami do antropologicznych komentarzy opartych na źródłach
i opracowaniach etnograficznych oraz zalążkami wielowątkowych, bardziej
rozbudowanych wspomnieniowych historii6.
Mój Cekcyn to wieś w Borach Tucholskich, historycznym siedlisku mających swoją gwarę Borowiaków. Każdy z trzech śladów będzie się zatem odnosił
do Cekcyna borowiackiego i zyska – charakterystyczną dla mowy tych, z którymi w Cekcynie przez lata splatały się moje życiowe ścieżki – nalepkę wziętą
z borowiackiej gwary. Borowiacka gwara będzie się zresztą pojawiać i dalej,
w głębi każdej z trzech autobiograficznych mikroopowieści.
1. Bronusiowe szwele
Nie wiem, ile miałem lat, gdy zrozumiałem, gdzie zaczynają się Bory Tucholskie – gdzie zaczynają się, prawdę mówiąc, dla mnie. Za Wierzchucinem
pociągi – te ciągnięte najpierw przez lokomotywy parowe, a dopiero później
przez spalinowe – wjeżdżały w leśny tunel. Czekałem wtedy niecierpliwie na
zawsze ten sam mieszany chór: szum lasu, roznoszący się po nim dalekim echem
stukot kół wagonów i świst wiatru wdzierającego się przez do połowy otwarte
okna. Chór milkł, kiedy pociąg, minąwszy przystanek w Wierzchucinie Starym,
wytaczał się z leśnej gęstwiny na bezdrzewną goliznę. Po kilku minutach trzeba
było wysiadać, zwykle z lewej strony od kierunku jazdy (pociąg zatrzymywał się
__________
5
6
W sprawie antropologicznych monografii terenowych, por. J. Lutyński, Antropologiczna
monografia terenowa i badania społeczno-kulturowych przeobrażeń w Polsce, [w:] tegoż,
Metody badań społecznych. Wybrane zagadnienia, Łódzkie Towarzystwo Naukowe, Łódź
1994, s. 292–307. Terminu „fragment”, a także terminu „fragment antropologiczny” używam w nawiązaniu do znaczenia, jakie mają nazwy „fragment” lub „fragment literacki”,
por. M. Głowiński, Fragment, [w:] Słownik terminów literackich, pod red. J. Sławińskiego,
Ossolineum, Wrocław 2000, s. 165–166; M. Konarzewska, Fragment, [w:] Słownik rodzajów i gatunków literackich, pod red. G. Gazdy i S. Tyneckiej-Makowskiej, Universitas,
Kraków 2006, s. 261–263; G. Świtek, Writing on Fragments. Philosophy, Architecture, and
Horizons of Modernity, Warsaw University Press, Warsaw 2009.
Figura myślowego i pisarskiego podążania jest przeze mnie odnoszona do własnych autobiograficznych wspomnień i własnych antropologicznych metakomentarzy do nich. Inaczej
dzieje się wtedy, gdy antropolog podąża po cudzych śladach, choćby po śladach odnalezionych w czyjejś twórczości literackiej, jak to zdarza się np. u Marty E. Savigliano, tworzącej
kompozycyjne zręby swojego antropologicznego czy też etnograficznego nokturnu o milongach w Buenos Aires opisanych w jednym z opowiadań Julio Cortázara, por. A. P. Wejland, Miasto nocą. O poetyce nokturnu antropologicznego, [w:] Antropolog w mieście
i o mieście, pod red. G. E. Karpińskiej, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław–
Łódź 2012 („Łódzkie Studia Etnograficzne”, tom LI), s. 155–164.
71
tu na chwilę, by zaraz ruszyć dalej, ku Tucholi). Na stacji kolejowej w Cekcynie
ktoś zawsze na nas czekał – w pierwszych latach zwykle na mamę i na mnie,
w późniejszym czasie i na mnie samego. Tam, jak mi ona opowiadała, Bronusia
chwyciłem od razu za rękę i nakazałem prowadzić się do domu. Po całodziennej
lub całonocnej podróży byłem najwyraźniej zmęczony, mama przecież także.
Bronuś posadził mnie wtedy – to wciąż relacja mamy – na swoim ramieniu
i przytulił. Tak zaczęła się nasza serdeczna znajomość. Miałem dwa i pół roku.
Jak przez mgłę pamiętam (albo mi się tak tylko wydaje i całą historię znam jedynie z rodzinnych opowieści), że z początku raz czy dwa jechaliśmy pożyczoną
furmanką, dookoła, drogą. Potem już, taszcząc bagaże, szliśmy pieszo, od stacji
wzdłuż torów wprost do domu Bronusia, czyli Bronisława Porożyńskiego i jego
żony, Helenki.
Tuż za stacją mijało się Jaśtakowy tartak – w dali niewysokie budynki,
a przy torach sterty równo ułożonych drewnianych, chyba głównie sosnowych
(bo sosen jest w Borach najwięcej) drągów i pali, stosy desek i kupki poskręcanych wiórów. To był tartak nie byle jaki, wówczas chyba jeszcze parowy, sprzed
wojny. Założył go na długo przed nią, bo w 1923 roku, Jakub Jaśtak. W jednym
z numerów „Słowa Pomorskiego” z 1935 roku znalazłem ogłoszenie tak reklamujące usługi firmy: „Deski sosnowe, suche odziemk. i środkowe 23 mm po
58,– zł, boki bezsięczne 58,– zł za 1 m3, deski podłogowe 30 mm heblow.
I szpuntowane […] Także kompl. budowle stodół, chlewy itd. poleca Jakób Jaśtak, tartak parowy, Cekcyn, pow. Tuchola.”7.
Po okrążeniu posterunku nastawczego i paru jeszcze krokach trzeba było
zejść ku podmokłej, pełnej tataraku łące, obejść ją, sapiąc wdrapać się pod górę –
i już. Niedaleko torów stał ich dom. Bronuś i Helenka (nazywaliśmy ich na co
dzień bardziej intymnie) poznali się w czasie wojny, wywiezieni do Niemiec na
przymusowe roboty. Pracowali u bauerów w sąsiednich wsiach. Ona – łodzianka,
wykształcona ponadprzeciętnie jak na ów czas i owo miejsce, przystojna, ciemnowłosa, on – Tucholski Borowiak o roześmianych oczach, wąsko przyciętych,
ale bujnych wąsach (po każdym goleniu starannie czesanych), krępy, a nawet –
przy niewielkim wzroście – potężny. Kiedy on zakochał się w niej na zabój,
__________
7
72
„Słowo Pomorskie” z 7 września 1935, nr 206, s. 10 (słowo „bezsięczne” powinno być
zapewne zapisane jako „bezsęczne”, czyli pozbawione sęków). Pamięć mnie jednak nie
myliła: to byli Jaśtakowie, nie zaś Jastakowie, jak utrzymywał na swej stronie internetowej
„Tartak Heban” i nadal utrzymuje, już jako „Heban – Domy z drewna”, obecny dziś w tym
miejscu, por. http://heban.las.pl/pl/historia.htm [dostęp: 26.02.2012] oraz http://www.domy
heban.pl [dostęp: 11.06.2014]. Znałem przecież ich rodzinę, może wprawdzie niezbyt blisko, ale jednak bez pomyłki co do brzmienia nazwiska. Upewniła mnie w tym jeszcze oficjalna notka umieszczona w „Dzienniku Urzędowym Wojewódzkiej Rady Narodowej
w Bydgoszczy” z 1 marca 1951, nr 5, s. 28, zapowiadająca sporządzenie protokołu zdawczo-odbiorczego w przejętym na własność państwa przedsiębiorstwie: „Tartak – Cekcyn,
pow. Tuchola, właściciel Jaśtak Jakub.” http://jbc.bj.uj.edu.pl/libra/publication?id
=77389&tab=3 [dostęp: 26.02.2012].
a ona zrozumiała, że nikt inny nie zapewni jej w życiu tak solidnego jak on oparcia (nasłuchałem się o tym opowieści co niemiara), zjawili się tutaj i pobrali,
bodaj w cekcyńskim kościele. Dom był ich i nie ich, jak często powtarzali, dlatego w jakieś dziesięć lat później zaczęli niedaleko budować drugi, już naprawdę
własny, swój. Ten stary był domem poniemieckim, murowanym, z czerwonej,
poszarzałej przez lata cegły, trochę skruszały, pod oknami sypiący się, naprawiany. Naprzeciw niego (obejście tworzyło zamknięty prostokąt) znajdowała się
równie sfatygowana, otwierana na dwie strony stodoła, za nią zaś był kawałek
pola. Dom nie był więc borowiacką chatą. Żeby zobaczyć prawdziwą, borowiacką, drewnianą chałupę wystarczyło jednak wybrać się do matki Bronusia, która
wraz z jego młodszą siostrą, Wandą, mieszkała w odległych o parę kilometrów
Budziskach Wielkich (jazdę na ramie albo na bagażniku Bronusiowego roweru
niełatwo wymazać z pamięci).
W ich domu więcej było zresztą łódzkich, Helenkowych zwyczajów, niż
tego, co borowiackie. Z jednym przecież istotnym wyjątkiem: Bronuś, chociaż
uczony przez Helenkę „poprawnego języka”, mówił po swojemu, borowiacką
gwarą. Nigdy nie uznał jej za coś gorszego, wdrażał mnie więc najpierw w tutejsze słownictwo – w pojedyncze, dziwnie dla mnie brzmiące słowa, potem również w bardziej złożone wyrażenia. Nauka zaczęła się całkiem naturalnie od jo,
znanego wszakże i w innych regionach Polski zniekształcenia niemieckiego „ja”,
czyli „tak”.
Sięgam do opracowań etnograficznych i podpieram się objaśnieniami dialektologów. O Borowiakach w 1904 roku Jan Karłowicz tak pisał: „Na wschód
[od Krajny] leży tak zwana Puszcza Tucholska, duży czworobok pomiędzy Tucholą, Koronowem (Polnisch Krone), Świeciem i Starogardem; zamieszkują go
Borowiacy, inaczej zwani Borakami albo Borusami. Ludność to choć uboga, ale
pracowita i przemyślna, osiadła na gruntach piaszczystych, porosłych wielkimi
lasami sosnowymi, wśród których dość rzadkie wsie ludowi polskiemu dają
przytułek.”. W nieco ponad dwadzieścia lat później u Jana Stanisława Bystronia
można było wyczytać, że Borowiacy Tucholscy to – w obrębie pierwotnej grupy
Pomorzan – pośrednia grupa leśna, w parę lat potem Adam Fiszer powtarzał
jeszcze za Karłowiczem i Bystroniem: „Na obszar pomorski działały dość silnie
wpływy wielkopolskie i kujawskie i wytwarzały pewne grupy przejściowe. Pod
wpływem wielkopolskim kształtowała się grupa Borowiaków tucholskich, osiadłych w puszczy Tucholskiej między Tucholą, Koronowem, Świeciem i Starogardem. […] Borowiacy są grupą przejściową […].” Całkiem współcześnie
Janusz Kamocki tłumaczył zaś: „Puszczę Tucholską zamieszkują Borowiacy,
uboga grupa leśna, pozostająca pod silnym wpływem Wielkopolski i Kujaw (wg
innej teorii – przeciwnie, jest to skaszubizowana grupa wielkopolska) […]”8.
__________
8
J. Karłowicz, Lud. Rys ludoznawstwa polskiego, Wydawnictwo Macierzy Polskiej, Lwów
1904 („Polska. Obrazy i opisy”, z. 1–2), s. 154; J. S. Bystroń, Ugrupowanie etniczne ludu
polskiego = Les groupes ethnographiques polonais, Księgarnia Geograficzna „Orbis”, Kra-
73
Koncepcja „pośredniości” pojawiła się równolegle w pracach językoznawców poświęconych gwarze borowiackiej lub borowiackiemu dialektowi. Kazimierz Nitsch wewnątrz dialektów pomorskich odnajdował dialekt Borów Tucholskich, czyli dialekt borowiacki, przez jego następców jasno już zaliczany do
gwar przejściowych między dialektem wielkopolskim i kaszubskim. „Gwara
Borów Tucholskich, czyli gwara tucholska, albo inaczej borowiacka – czytam
u Haliny Karaś – jest zaliczana do szeroko rozumianego dialektu (zespołu dialektalnego) wielkopolskiego […]. Wraz z Krajną i Kociewiem stanowi obszar przejściowy między Wielkopolską i Kaszubami. Jej granice wytyczył na początku XX
wieku Kazimierz Nitsch, który preferował określenie gwara tucholska (dialekt
tucholski) niż borowiacka z tego względu, iż część Borów językowo należy do
Kociewia, a z kolei część mieszkańców Krajny używa gwary tucholskiej […].
Obecnie popularniejszym określeniem jest gwara borowiacka z uwagi na fakt, że
przymiotnik tucholski mógłby sugerować, że chodzi tylko o gwarę miasta –
Tucholi lub powiatu tucholskiego […]”9. Na tle tych ustaleń trochę łatwiej pojąć,
skąd dialektolodzy wywodzą samą nazwę Cekcyn, z podkreśleniem, że chodzić
może i o Cekcyn Polski (Polnisch Cekzin) – ten, o którym tu opowiadam,
i o Cekcyn Niemiecki (Deutsch Cekzin, Ciechocin), leżący na północ i zachód od
Tucholi na terenie historycznej Kosznajderii, to znaczy bliżej Chojnic10.
Wyjść z sieni i skierować się w prawo to natrafić na furtkę do ogrodu. Nie
było i nie ma nigdzie na świecie ogrodu piękniejszego niż ten, zapamiętany
ogród mojego dzieciństwa. Wydawał mi się ogromny, choć zapewne taki nie był
(i nie jest, bo wiem, że wciąż tam oddycha za drewnianym płotem). Jedna głów-
9
10
74
ków–Cracovie 1925 („Krakowskie Odczyty Geograficzne” nr 2), s. 20; A. Fiszer, Etnografia słowiańska, z. 3: Polacy, Książnica–Atlas, Lwów–Warszawa 1934, s. 124; J. Kamocki,
Zarys grup etnograficznych w Polsce, „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska”
1991/1992, vol. XLVI/XLVII, 6, s. 121. Por. także M. Polakiewicz, Z etnografii powiatu
tucholskiego, [w:] Tuchola. Zarys monograficzny, pod red. J. Wojtowicza, Towarzystwo
Naukowe w Toruniu, Toruń 1962 („Prace Popularnonaukowe” nr 3), s. 121–160.
H. Karaś, Gwary borowiackie jako typ gwar przejściowych, [w:] Gwary polskie.
Przewodnik multimedialny, pod red. tejże, http://www.gwarypolskie.uw.edu.pl/index.php?
option=com_content&task=view&id=373&Itemid=17&fte=1 [dostęp: 22.02.1014]. Por. K.
Nitsch, Dialekt tucholski, [w:] tegoż, Wybór pism polonistycznych, t. III: Pisma pomorzoznawcze, Ossolineum, Wrocław–Kraków 1954, s. 120–145; H. Karaś, Gwara Borów Tucholskich – granice, stan badań, charakterystyka, [w:] Dialekty i gwary polskie. Kompendium internetowe, pod red. tejże, http://www.dialektologia.uw.edu.pl/index.php?l1=opisdialektow&l2=dialekt-wielkopolski&l3=bory-tucholskie&l4=bory-tucholskie-gwararegionu-mwr [dostęp: 22.02.2014]; K. Handke, Terytorialne odmiany polszczyzny, [w:]
Współczesny język polski, pod red. J. Bartmińskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii
Curie-Skłodowskiej, Lublin 2001, s. 201–221, zwłaszcza s. 202 (mapa) oraz 210–211.
K. Nitsch, „Gostycyn” i „Cekcyn”, „Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu” 1912,
R. 19, s. 129–136; L. Zabrocki, Gostycyn i Cekcyn, [w:] „Slavia Occidentalis”, t. XI, pod
red. M. Rudnickiego, Wydawnictwo G. Gebethner i Wolff, Poznań 1932, s. 72–80.
na, szeroka ścieżka i wiele ścieżek poprzecznych, uporządkowane warzywne
grządki i kwiatowe rabaty. I przede wszystkim owocowe drzewa, w większości
wiśnie – to ze względu na nie mama mówiła, że przekracza granicę wiśniowego
sadu. Któregoś lata czekała mnie w nim niespodzianka: zbudowana przez Bronusia ze szweli huśtawka, z drewnianym krzesełkiem na wahadle ze stalowych
sznurów. Bałem się jej co nieco, lecz ośmielony przez Bronusia zacząłem wywijać nogami i bujać się pod niebo. Gzub na huźdawce, z każdym wzbiciem się
ponad wiśniowe drzewa wykrzykujący słowa zachwytu. Szwele to drewniane
podkłady kolejowe, czasem pościnane od góry wzdłuż długich boków, brunatne
albo i prawie czarne, nasączone konserwującymi smarami i przez to wydzielające niemiłą woń. Pół godziny bujania się to było wszystko, na co mi Bronuś pozwalał: Bo te szwele zdrowia nie dawajo.
By zrobić huśtawkę, musiał Bronuś szwele tu i tam przyciąć żagą, czyli piłą. Lubiłem obserwować jak pracował. Był niewyobrażalnie silny i zręczny.
Szwele posłużyły mu również do zbudowania przestronnej szopy, kurnika i po
części wychodka, wciśniętego między stodołę i płot od ogrodu. Miał ich dużo,
tych zużytych, na kolei niepotrzebnych, leżały na podwórzu w stercie obok psiej
budy.
Przez pierwsze powojenne lata Bronuś pracował przy naprawie torów i dostawał – jak inni robotnicy kolejowi – jakiś „deputat szwelowy”. Parę ładnych lat
upłynęło, zanim przeniesiono go do innej pracy. Na przystanku w Wierzchucinie
Starym był (tak, jak przypuszczam, nazywa się ta funkcja) dróżnikiem przejazdowym, takim jednak, co i bilety, jak trzeba było, na pociągi sprzedawał (nie
wszystkie się tam zatrzymywały), nie tylko więc zamykał szlabany i wychodził
z chorągiewką na peron, gdy cuk przejeżdżał albo się nawet zatrzymywał. Bana,
czyli banhof, wprawdzie niewielki, wymagał też starannego sprzątania. Z Cekcyna do Wierzchucina Starego pociągiem podróżowało się co najwyżej pięć
minut, ale Bronuś zawsze jechał do pracy rowerem. Z klamerkami u eleganckich,
na kant wyprasowanych kolejarskich spodni, w mundurze i zdobnej czapce prezentował się znakomicie, a prezentowałby się lepiej, gdyby nie sam rower –
wysłużony, stale reperowany i malowany, z grubymi, ciężkimi oponami i wciąż
w nich gasnącymi, łatanymi gumowymi dętkami. Zaraz po wojnie, ale i długo
potem, rower był tutaj sprzętem niezbędnym – i dla dojeżdżających do pracy,
i dla zaglądających do sklepu, i dla wybierających się na randkę. Do Wierzchucina Starego i z powrotem Bronuś pedałował przez las, pomału, bo nie umiał się
spieszyć i w ogóle czas odczuwał inaczej, osobliwie. Bywało jednak, że
z ostrożnym pośpiechem, a nawet w te pędy, gdy ruszały za nim dzikie świnie.
O spotkaniach z nimi nie tyle lubił, ile musiał opowiadać, by przed dzikami
ostrzec nas, głównie „Nowicuszkę”, matkę Helenki i mnie, wybierających się
często do lasu na grzyby albo jagody. Bór był ich pełen każdego lata i każdej
jesieni.
75
Z grzybów najlepsze były rydze, przyrządzane wcale nie po borowiacku,
także maśloki i zielone, spod mchu i igliwia wyłuskiwane gąski – grzyby na
zupę. Ale najczęściej były nimi kurzejki, przyrządzane z gęstą, pełną skwierczącego jeszcze boczku jajecznicą. Wypadało prócz tego w lesie uważać na to, by
nieopatrznie nie wkroczyć na schowany tuż przy torach, dla nietutejszego oka
prawie niewidoczny, zaniedbany i zapomniany niemiecki kirchof – tam się grzybów nie zbierało, nawet gdy koszyk był pusty11.
Świeżo po wybudowaniu nowego domu – tego „swojego” – i urządzeniu
przy nim gospodarstwa, z ogródkiem zamiast ogrodu, Bronuś kupił konia. Klacz
miała złotą sierść i piękne oczy, była mądra, łagodna i pozwalała mi na sobie
jeździć, przy asekuracji zapewnianej przez Bronusia. Skręcała za dotknięciem
dłoni albo za lekkim pociągnięciem lejców, gdy była zaprzężona do zwykłego
wozu z kołami na metalowych obręczach albo wozu drabiniastego, wypełnionego po brzegi sianem czy snopkami żyta. Helenka tłumaczyła, że tak naprawdę
koń im nie jest potrzebny, bo gospodarstwo zbyt małe. Ale jeśli Bronuś chce go
mieć… Kochał pracować na roli bardziej niż na kolei. Kochał ziemię i wszystko,
co ziemia człowiekowi daje. Był świetnym kosiarzem, często zapraszanym przez
sąsiadów do pomocy przy żniwach. Siadaliśmy wtedy na podwórzu, a on na
babce, czyli kowadełku, popluwając od czasu do czasu na metalowy młotek
z jego węższej strony, klepał długimi godzinami swoją kosę. Miał ponadto pamiątkowy, po ojcu, podniszczony drewniany strychołek, przygotowany do jej
ostrzenia podczas koszenia, oraz obłą, z piaskowca zrobioną osełkę. Zadziwiał
mnie umiejętnym stawianiem sztyg, a w zdumienie wprawiał – z jakim szacunkiem dziś o tym myślę! – zbieraniem kłosów z ledwo ściętego ścierniska. Helenka zajmowała się ogrodem i na starym, i na nowym gospodarstwie, ale w poważniejszych i cięższych pracach Bronuś jej zawsze pomagał, zwłaszcza przy
pieleniu grządek z perzu czy skrzypu, wymagającym klęczenia przez długie
minuty. Haka w jego rękach śmigała, kiedy na polu oczyszczał z chwastów rzędy
kartofli. Gdy w Cekcynie masowo pojawiła się stonka (był rok 1959), zbieraliśmy ją, chrząszcze i larwy, do butelek i słoików (owadobójcze DDT nie przypadło mu nigdy do gustu)12.
Uczył mnie wszystkiego i do wszystkiego, co robił, zapraszał: jeździliśmy
na ryby (najpierw rowerem, a później na motorze), do kuźni, gdzie przesiadywał,
czasem w milczeniu, całymi godzinami, a mnie okropnie się nudziło, chyba że
kowal szykował akurat coś bardziej wyjątkowego niż podkowę dla konia. Był
tradycjonalistą w poglądach i zachowaniu. Z nowoczesnej techniki korzystał,
__________
11
12
76
Ten, pochodzący z drugiej połowy XIX wieku i służący pochówkom jeszcze do połowy
następnego wieku, cmentarz ewangelicki między Cekcynem a Lubińskiem, odnowiono
i uroczyście przywrócono lokalnej pamięci dopiero we wrześniu 2010 roku, por. Kalendarium Historyczne Gminy Cekcyn, http://www.cekcyn.pl /index.php/gmina/historia [dostęp:
22.02.2014].
Co do czasu pojawienia się stonki w Cekcynie, por. tamże.
lecz z umiarem, uznając, iż stare sposoby życia i pracy zupełnie wystarczają.
I ładnie to tak strzelać Panu Bogu w okno? Nie, że niecelnie, ale dlatego, że to
Pana Boga obraża i w ogóle jest niemożliwe. Usłyszałem od niego te słowa chyba w lecie 1958 roku, w parę miesięcy po wystrzeleniu pierwszego sputnika, albo
wkrótce potem, po wystrzeleniu następnych sputników, zwłaszcza tego z Łajką.
Nigdy nie przyjął do wiadomości, że to może być prawda. Bo poza tym co taki
knap jak ja ze szkół wie? Tylko to, co mu wmówią. A on ajnfach we wszystko
wierzy.
2. Walcerek Mańka Górki
Z Cekcyna do Tucholi lub z powrotem jedzie się koleją dziesięć, może jedenaście minut. To czas dostateczny, by po drodze do pracy bądź z pracy,
w znanym gronie lub z nieznajomymi, ale znającymi się na rzeczy, rozegrać
kilka partii (rund czy też rozdań) baśki. Wystarczy wyciągnąć talię kart i z kieszeni – przy grze na serio – parę groszy. Nie rozumiejąc jej zbytnio, przypatrywałem się grającym. Na rozłożonej teczce albo torbie, czy wprost na desce
drewnianego siedzenia, lekko w bok przechyleni albo pochyleni (pamiętam chyba samych mężczyzn), wykonywali coś w rodzaju, oddzielającego ich od reszty
jadących, tańca na siedząco, w krótkich dialogach objaśniając sobie przebieg
błyskawicznych rozgrywek. Z drobną przesadą antropolog obserwator, siedzący
naprzeciw lub obok nich i chcący wynieść pożytek z lektury prac Ervinga
Goffmana, opisałby to, w czym uczestniczy, jako codzienną interakcję zogniskowaną, to zaś co widzi mógłby uznać za codzienny rytuał interakcyjny13.
Jako dzieciak umiałem jedynie dostrzec ich zaangażowanie w grę i jakby
zamknięcie się w kapsule czasu. Konduktor, znający ich wszystkich, tej kapsuły
nie rozrywał, tylko ode mnie domagał się okazania biletu. Helenka, z którą odbywałem wyprawy do Tucholi (pracowała tam na poważnym urzędowym stanowisku), jedynie się wtedy do mnie porozumiewawczo uśmiechała. Baśka któregoś lata przywędrowała jednak wprost do ich nowego domu. Gdy w sobotnie
popołudnie zaczęli tam przybywać bliżsi i dalsi sąsiedzi, stół w przestronnej
kuchni, zazwyczaj stojący pod oknem, odsunięto prawie na środek i obstawiono
krzesłami. Już przy świetle elektrycznym (na cekcyńskich wybudowaniach po-
__________
13
E. Goffman, Zachowanie w miejscach publicznych. O społecznej organizacji zgromadzeń,
przeł. O. Siara, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008, s. 16–35, 91–164; Y.
Winkin, Antropologia komunikacji. Od teorii do badań terenowych, przeł. A. Karpowicz,
Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2007, s. 89–101, 132–145.
77
jawiło się ono w 1962 roku) zaczął się – czy tylko dla mnie, siedzącego tymczasem z boku? – pyszny kulturowy spektakl14.
Baśkę opisuje się jako tradycyjną kaszubską grę karcianą, dodając od razu,
iż znana jest również (niekiedy po inną nazwą) poza obszarem Kaszub – na całym Pomorzu, w Wielkopolsce (tutaj jako kop) i na Śląsku. Grają w nią zwykle
cztery osoby, aczkolwiek grać można także we dwie albo trzy. Gra jest szybka.
„Jedna runda nie trwa zwykle dłużej niż minutę. Talia do gry w baśkę składa się
z szesnastu kart i każdy z graczy otrzymuje ich tylko cztery. Rozdanie składa się
z dwóch faz: licytacji (rajcowania) i rozgrywki. W wyniku licytacji ustalany jest
rodzaj gry i strony – podział na starych (lub pojedynczego starego) i przeciwnych im młodych, czasem ujawniany dopiero w trakcie rozgrywki. Rozgrywka
i rozliczenie gry uzależnione są od rodzaju gry: zwykła, wesele, cicha, gran, zolo,
gran-doux, zolo-doux, baśka. […] Wygrywają gracze lub gracz, którym uda się
uzyskać łącznie 53 punkty w przypadku starych lub 52 punkty w przypadku
młodych. Poza tym podczas gry padają najprzeróżniejsze odzywki i terminy:
trumfy, fele, boki […], kontry i rekontry, których znaczenie pojąć mogą jedynie
grający. […] Rozliczenia w baśkę odbywają się pieniędzmi. […] W latach 60tych XX wieku stawkę pieniężną 50 gr. za zolo określano stawką kolejarską”15.
Z ciekawością obserwowałem wszystkich graczy przy stole, dostrzegając
pośród nich pewnych siebie ekspertów i udających skromność nowicjuszy –
jedni i drudzy, inaczej niż gracze zapamiętani z pociągu, zachowywali radosny
dystans do gry. A może tylko jeden z nich, właśnie poznany Maniek Górka? Był
mniej więcej moim rówieśnikiem, synem gbura, zamożnego chłopa zza torów,
grą w baśkę – właśnie grą – bawiącym się jak własnym teatralnym występem.
Tym razem to Maniek rzucał mi porozumiewawcze spojrzenia i tak słowami oraz
gestami manewrował, by nawet po nieudanej licytacji albo przegranej rozgrywce
wciąż promienieć uśmiechem i prawie skakać z uciechy. Gdy sam niebawem
włączyłem się do gry, Maniek jeszcze podkręcił zabawowe tony, zauważył bowiem, że wprawdzie z innymi gram w karty, lecz wcale nie jestem łasy na wygraną (taki ze mnie gracz niegracz). Kiedy Maniek, urzeczony moją pozorowaną
bezradnością, wykrzykiwał: Jak on, u diachła, pianknie gra! – wszyscy wybuchali śmiechem i co najwyżej robili sobie przerwę, by sięgnąć po szklaną lufkę
__________
14
15
78
Datę doprowadzenia elektryczności do wybudowań w Cekcynie, zapewne więc też do
wybudowania Lubińsk, gdzie znajdowały się oba domy Bronusia i Helenki, podaję za: Kalendarium…, dz. cyt.
Historia Baśki, http://baska.kaszuby24.com /historia-baski/ [dostęp: 9.03.2014]; tekst
oryginalny zapisuję w typograficznym uproszczeniu i nieco zmienionym układzie. Pomijam sprawę niedawnej kodyfikacji zasad gry w baśkę i przekształcenia jej w turniejową grę
sportową. Kop jest grą o bliźniaczych regułach. W nim jedno ze zgłoszeń gry zapisywane
jest jako du, nie zaś doux, co – nie będę ukrywał – lepiej brzmieniowo odpowiada temu, co
zapamiętałem z żywej gry w baśkę, por. http://www.wolsztynski-kop.pl/zasady-gry/ [dostęp: 9.03.2014] oraz http://karty-do-kopa.pl.tl/Strona-startowa.htm [dostęp: 20.03.2014].
i delikatnie wcisnąć w nią aromatycznego skręta albo (to łatwiejsze) wyciągniętego z paczki sporta.
Baśka jest grą ekspresyjnej licytacji, czyli rajcowania, zmagania się deklarowanych sił, oraz pełnej emocji rozgrywki, czyli zręcznych przebić. „Podczas
grania w baśkę gracze nie skrywają emocji, […] podczas kontrowania i przy
udanej zagrze – [baśce] często towarzyszą okrzyki radości i uderzenia pięścią
w stół […]”. W nasz stół najmocniej podczas rajcowania walił dobrotliwy Bronuś, także pewien starszy sąsiad, którego nazwiska nie pamiętam, i oczywiście
Maniek. W żadnym dostępnym mi dzisiaj opisie reguł gry w baśkę nie znalazłem
– wówczas niezwykle nas rozgrzewającej i niezmiennie rozśmieszającej – najwyższej, górującej nad wszystkimi i ostatecznej odzywki Piłsudski na dachu.
Kto ją wymyślił i czy była – zrodzoną w tym gronie i nieupowszechniającą się
dalej – kulturową innowacją? Być może w tamtych czasach lepiej komuś odpowiadała niż znane w kopie, również szczytowe i rozstrzygające, wąsy Stalina16.
Szczerze zaimponował mi Maniek któregoś lata swoim zaangażowaniem
w polterabend. Bronusiowy brat, Leon, mieszkający w Gdańsku Oliwie, swoją
córkę, chyba chrześnicę Helenki, wydawał za mąż: ślub miał być w sobotę
w cekcyńskim kościele, a zaplanowane przynajmniej na dwa dni wesele (z poprawinami) u nich. Przez parę słonecznych dni składaliśmy na podwórzu parkiet
z desek dla tańczących i pomost dla paru grajków. Szykowaliśmy się również –
razem z młodymi – na nocne oczyszczanie ze szkła podjazdu pod udekorowaną
bramę i miejsc pod płotem od strony drogi. Tam bowiem, zgodnie z przewidywaniami obu braci Borowiaków, miały się w piątek rozegrać wydarzenia należące do tutejszego zwyczaju. Najzagorzalszym ich uczestnikiem okazał się Maniek: U jednych tamój to było kedyś dycht do niczego, dla Halinki to musi być
rychtyk zarzondzone. Szkło tłukli więc przez dobre dwie godziny. Potem oklaskiwali pannę młodą próbującą zbierać rozbite szkło i pana młodego częstującego wódką.
Jako już całkiem dorośli, ruszaliśmy z Mańkiem w soboty – on wiedział,
w które – na wiejskie zabawy. Przyjechołeś? – Jo. Posiedzisz? – Jo. – No to jo!
(z szelmowskim uśmiechem i poklepywaniem mnie po plecach). – Jo, jo! (teraz
ja, z ukontentowaniem i nadzieją na wspólne rajzy).
Pierwszy wypad okazał się, rzecz jasna, wyjątkowo ekscytujący. Maniek
zapewnił mnie, że tutejsi traktują mnie jak swojego czy wręcz za swojego uważają, będę więc mógł brać dziewczyny do tańca, byle nic więcej. Odszykowani
prawie jak do kościoła, na motorze Mańka wybraliśmy się gdzieś pod Brzozie.
Zajechawszy do dużej chałupy pod lasem, dumnie – witając się po drodze ze
stojącymi na podwórzu – wkroczyliśmy przez sień do środka. Z głębi dochodziły
już dźwięki muzyki. Czekała na nas wyrychtowana do tańca, opróżniona prawie
__________
16
Por. http://karty-do-kopa.pl.tl/Szczeg%F3%26%23322%3By-gry-w-KOPA.htm [dostęp:
20.03.2014].
79
ze wszystkiego, duża izba. Bandziem hulać! – zakrzyknął Maniek. Orkiestrę
tworzył skupiony na graniu starszy mężczyzna. Siedział na krześle, przechylając
się na wszystkie strony, w takt melodii wydobywanych z prostych skrzypiec. Nie
trzeba mi było więcej podniet: polka, oberek, znów polka. Dziewczyny rzucające
spojrzenia, uśmiechnięte, czekające. Obtańcowywałem wtedy jedną, znaną już
wcześniej, z rodziny zbieraczy grzybów, bo mi się pod każdym względem podobała, a nade wszystko – jak te polki i oberki wywijała!
Sensacja z tanecznego zawrotu głowy wyłoniła się nagle. Skrzypce zaczęły
grać coś innego, bardziej dostojnego. Maniek najpierw stężał, znieruchomiał,
potem głęboko się skłonił jakby przygotowanej na to dziewczynie i dał znak
innym, by poszli w jego ślady. Tak poznałem borowiackiego walcerka. Skrzypce
śpiewały w ekstatycznym uniesieniu, cała izba zgodnie wirowała. „W Borach
Tucholskich – jak objaśnia Kuba Kopczyński – tańczono walcerka, spokrewnionego z niemieckim walcem, ale pozbawionego przez borowiackich muzykantów
przedtaktów. Wykonywany był parami, wirowo, często w towarzystwie śpiewu”17.
Tu nikt prócz skrzypiec nie śpiewał. „Wśród innych tańców spotykanych
w tym regionie wymienić możemy także chodzonego i polkę, które popularne
były na terenie całego kraju, różniły się tylko lokalnymi wykonaniami. Borowiacy wymieniają również pod boram oraz franczka”18. Tych innych tańców sobie
nie przypominam, ani z tego, ani z żadnego późniejszego tanecznego wypadu
z Mańkiem. Jemu w głowie tak naprawdę był tylko jeden taniec. Bo nic, jak
twierdził, nie mogło równać się z walcerkiem.
3. Księżowskie wandry
W każdą niedzielę szło się gromadką do kościoła na msza świanta. Droga
była piaszczysta, z wydeptaną ścieżką po jednej stronie, wygodną dla idących
pieszo, a bardziej jeszcze dla rowerów i motocykli (jako ulicę Kanałową – nazwa
ta pojawiła się nie od razu – wyasfaltowano ją w październiku 2002 roku)19. Gdy
z lewej minęło się brzęczące ule jednego sąsiada, a z prawej gospodarstwo innego, przylegające do tartaku, potem – znów z lewej strony – nieduży lasek, właściwie kępę kilkunastu wysokich sosen, do głównych zabudowań Cekcyna było
już całkiem blisko. Jeszcze trochę pod górkę i długim łukiem w lewo, na najważniejszą ulicę we wsi (drogą w prawo trafiało się, o ile pamiętam, do mleczarni i piekarni, a także na stację kolejową). Po ładnych paru krokach dochodziło się
__________
17
18
19
80
K. Kopczyński, Muzyka i taniec, http://www.nasze.kujawsko-pomorskie.pl/Etnografia/bory
-tucholskie/Muzyka-i-taniec.html [dostęp: 23.02.2014].
Tamże.
Por. Kalendarium…, dz. cyt.
do miejsca, wyróżniającego się szczególnym połączeniem tego, co święte i tego,
co świeckie: kościoła i ulokowanej naprzeciwko niego gospody GS. Układ ten –
kościoła i gospody albo nawet paru gospód – starszy był tu jednak od znanych mi
czasów i w istocie powtarzał typowy schemat przestrzenny. Jedną z tras wycieczek po Borach Tucholskich kierował Kazimierz Karasiewicz jeszcze w 1922
roku „do wielkiej wsi kościelnej Cekcyna, gdzie jest kilka dobrych gospód”20.
Między kościołem a gospodą dokonywał się w niedzielę ruch wahadłowy:
kto szedł do kościoła lub z niego wychodził trafiał często do gospody, i odwrotnie (ale rzadziej, bo najpierw wypić, a potem iść się modlić, było naruszeniem
obyczaju i kończyło się nie dość że ludzkim obgadywaniem, to i czasem niezłym
paternoster z ambony). Helenka i Bronuś kupowali mi po mszy jakieś słodycze,
najczęściej lody, bywało, że on jeszcze w gospodzie „na chwilę” zostawał, by
z tym czy tamtym porozmawiać. Zaraz za gospodą stał – i wciąż stoi – nieco
wyższy i potężniejszy ceglany budynek, z salą na parterze, w której odbywały się
seanse kina objazdowego. Tuż za nim schodziło się – i wciąż się schodzi – szeroką ścieżką do jeziora: wspaniałego (to sporych rozmiarów i miejscami bardzo
głębokie rynnowe jezioro polodowcowe) i niebezpiecznego, przyciągającego
ludową wyobraźnię i pobudzającego swoją naturalną mocą do snucia „opowieści
przerażających”.
Kościół nie utrwalił się zbyt dokładnie w mojej pamięci. Nie ma w niej nic
prócz jego ogólnego widoku, z drogą wiodącą na Kruszkę – reszta zlała się
w jeden niezróżnicowany, uproszczony poznawczy obraz. Oglądam dziś przeto
jego zdjęcia i doczytuję, najpierw u ks. Bolesława Makowskiego: „Więc powstają kościoły neoromańskie […]. O wiele częściej jednak stosowany jest styl neogotycki; wymieńmy tylko kościoły lepsze, staranniejsze w projekcie i wykonaniu, i większe: w Lichnowach (1863) – nieproporcjonalnie wielki na małą
parafję, z wysoką wieżą, w Raciążu (1866), Lipuszu (1867), Cekcynie (1870)
[…]”21.
Następnie zaglądam do nieco obszerniejszego opisu u ks. Romualda Frydrychowicza: „Teraźniejszy kościół został między latami 1869–70 zbudowany
i dnia 14 września 1870 przez delegata i prob. tucholskiego Kopala pod tytułem
Znalezienia św. Krzyża poświęcony. Przed wojną posiadał kościół trzy dzwony,
teraz jest tylko jeden, bo dwa większe zostały w czasie wojny zabrane. Pozostały
dzwon ma napis: «Sancta Maria ora pro nobis. A. D. 1869». Ozdobę dzwonu
stanowią 3 reljefy: 1. Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus. A. D. 1869. 2. Pan
Jezus na krzyżu, a po obu stronach Matka Boska Bolesna i św. Jan Ew. 3. Św.
__________
20
21
Zaznaczał co prawda również obecność innych ważnych obiektów: „Stacja kolejowa
w miejscu. Przy wsi mleczarnia spółkowa włościańska.”, K. Karasiewicz, Przewodnik po
Borach Tucholskich z 7 mapami, Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, Warszawa 1922, s.
13.
Ks. B. Makowski, Sztuka na Pomorzu. Jej dzieje i zabytki, Instytut Popierania Nauki –
Kasa im. Mianowskiego, Toruń 1932, s. 215; ortografia oryginalna.
81
Paweł”22. Znaczne ubytki – co czytam gdzie indziej – przyniosła II wojna światowa: „[…] parafia była bardzo zniszczona. Pociski artyleryjskie zrobiły wyrwy
w murze. Eksplozje spowodowały częściowe lub całkowite zniszczenie okien.
Naprawy wymagała wieża oraz dach”23.
W końcu biorę do ręki jeszcze inny tekst, dość wyczerpująco (i z fotografiami), lecz niestety niezbyt czytelnie informujący o tym, co kiedy tu w kościele
było lub jest: „Kościół jest jednonawowy, bez kaplic. Posiada dwie kruchty
i zakrystię. Strop jest drewniany. W kościele znajduje się ogółem 30 okien,
w tym 9 witraży dywanowych. W tylnej części kościoła, 4 m nad posadzką znajduje się chór muzyczny, który został zbudowany w 1870 r. w stylu romańskim.
Znajdują się tam 15-to głosowe organy. Ołtarz główny pochodzący z 1870 r.
składał się z mensy i nastawy. Część dolna była wykonana ze sztucznego kamienia, nastawa wykonana była z drewna i ozdobiona ornamentacyjnymi figurkami.
Prezbiterium zostało całkowicie przebudowane. Ołtarz główny został rozebrany.
Figury i krzyż po odnowieniu umieszczono wysoko na ścianie nad bocznym
wejściem. W centrum prezbiterium znajdują się wolno stojący ołtarz i ambonka
wykonane z piaskowca. Ołtarz jest konsekrowany i jego portatilium zawiera
relikwie św. Męczenników Gaudentego i Inocentego”24.
Nie jest to – co źródła obficie potwierdzają – pierwszy kościół we wsi, dziś
zresztą pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego. Odkryciem dla mnie
było (ale pewnie tylko dla mnie), iż ks. Stanisław Kujot ponad sto lat temu sięgnął w swoich rozległych studiach do historii o wiele dawniejszej, średniowiecznej, by ustalić, kto i jak kościół tu wtedy zakładał. Okazało się ponadto, że po
nim, całkiem współcześnie, dzieje cekcyńskiej parafii opisywali jeszcze inni
badacze25.
Słabo pamiętam również, bo to wydarzenie jesienne (byłem już w szkole
albo u progu nowego roku na uniwersytecie), parafialny odpust, przypadający na
niedzielę po 14 września. W pamięć wryły mi się natomiast coniedzielne msze
święte i odprawiający je ksiądz, wygłaszający z ambony – po odczytaniu sto-
__________
22
23
24
25
82
Ks. R. Frydrychowicz, Dzwony kościelne w diecezji chełmińskiej (dokończenie), „Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu” 1926, R. 33, s. 460–461; ortografia oryginalna.
Kapłani [parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Cekcynie], http://parafiacekcyn.pl/
index.php?option=com_content&view=article&id=7&Itemid=107 [dostęp: 22.02.2014].
Dzieje parafii Cekcyn, http://parafiacekcyn.pl/index.php?option=com_content&view=
article&id=6&Itemid=106 [dostęp: 22.02.2014], ortografia oryginalna, z jedną niezbędną
drobną korektą.
Ks. S. Kujot, Kto założył parafie w dzisiejszej dyecezyi chełmińskiej. Studium historyczne
(z mapą), „Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu” 1902, R. 9, s. 57 (w tym miejscu autor mówi o Cekcynie Polskim), 67 (tu zaś o „Polskim Cekcynie (raczej Ciechocinie)”), 84 (tutaj po prostu o Cekcynie); podobne zapisy znaleźć można w drugiej części tej
pracy: tegoż, Kto założył parafie…, „Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu” 1903,
R. 10. Por. informacje, w tym bibliograficzne, zawarte w tekście: Dzieje parafii Cekcyn, dz.
cyt.
sownej perykopy ewangelijnej (nauczył mnie tego wyrażenia) – porywające
homilie, w tamtych czasach nazywane po prostu kazaniami. W nich, jeszcze jako
małego dzieciaka (ale uformowanego przez przyjezuickie przedszkole), uderzało
mnie, z mocą wypowiadane i nieswojo brzmiące słowo ojcharystia. Jakby poprzez utworzoną przez nie szczelinę spoglądałem odtąd na wspaniałą postać
ksiandza Pawła Rynkowskiego. Nie on jeden stosował w Cekcynie niemiecki
wzór wymowy sąsiadujących samogłosek (dlatego poznałem tam również idejały).
Cekcyński (od 1945 roku) ksiądz proboszcz urodził się – co wyszperałem
dopiero teraz – w Duisburgu nad Renem, w Niemczech. „Od 1920 roku mieszkał
w Wolentalu. W 1926 roku zdał maturę w gimnazjum w Starogardzie Gdańskim.
W 1930 roku, po ukończeniu Seminarium Duchownego w Pelplinie, uzyskał
święcenia kapłańskie. Pracował jako wikariusz w Szembruku, Zblewie, Tucholi.
Przez okres okupacji hitlerowskiej ukrywał się”26.
Gdy się spotkaliśmy na dłuższej rozmowie, miałem go po prostu za tutejszego. –Pamiętam tu księdza „od zawsze” – powiedziałem. – Ależ nie, nie zawsze tu byłem. Nie żebym odczuwał jakąś wanderlust, ale że tak Bóg dawał,
a biskup nakazywał. To takie księżowskie wandry. Nie wahał się używać słów
„obcych”, gdy zorientował się, że je nieźle rozumiem. Podczas jednego z moich
ostatnich pobytów w Cekcynie (byłem już na studiach) dowiedziałem się, że
przed wojną pracował przez jakiś czas w Tucholi z „księdzem doktorem” i asystował mu przy wznoszeniu świątyni pw. Bożego Ciała. Rzeczywiście, u księdza
Konstantyna Kreffta: „Kasę budowlaną prowadził wtedy ks. wikary Paweł Rynkowski”27.
Chyba ze względu na mnie, gdzieś między innymi opowieściami, pojawiła
się w jego ustach wzmianka o księdzu Cyrylu Karczyńskim, który – na długo
zanim tuż przed wojną nastał na probostwie cekcyńskim – zasłużył się jako zbieracz pieśni ludowych. Za namową ks. Stanisława Kujota, „podjął się pracy etnograficznej, co było zgodne z duchem tamtego czasu, gdy w Europie szerzyły się
tendencje folklorystyczne i ludoznawcze.” W ten sposób „ocalił od zapomnienia
teksty i melodie 152 pieśni ludowych z terenu swojej parafii” w Grzybnie,
w powiecie chełmińskim28. Zapewne przez skromność ksiądz Paweł Rynkowski
nie napomknął nawet, że jego oficjalne „Wspomnienie”, jako proboszcza cek-
__________
26
27
28
Cytuję za: http://www.ppaczewo.pelplin.opoka.org.pl/kaplani.html [dostęp: 22.02.2014],
z moimi korektami typograficznymi. Wolental to wieś kociewska niedaleko parafialnego
Pączewa.
A. Węsierski, Ksiądz Krefft: przyszedłem, aby wybudować tak potrzebną świątynię, „Tygodnik Tucholski” z 20 lutego 2013, http://tygodnik.pl/a/ksiadz-krefft-przyszedlem-abywybudowac-tak-potrze [dostęp: 22.02.2014].
W. Wielgoszewski, Kapłan rozmiłowany w swojej małej ojczyźnie, „Tygodnik Katolicki
Niedziela. Głos z Torunia” 2007, nr 27 (655) z 8 lipca 2007, http://www.niedziela.diecezja.
torun.pl/2007/0727/wielgoszewski.html [dostęp: 9.06.2014].
83
cyńskiego, włączone zostało do dokumentacji procesu beatyfikacyjnego ks. Karczyńskiego i 104 innych „polskich męczenników, którzy oddali swoje życie za
wiarę podczas niemieckiej okupacji”29.
Jakimi słowami opisać nasze, nieczęste przecież, ówczesne rozmowy?
Ksiądz od nich nie stronił, zagadywał mnie nawet i do nich nakłaniał, głównie
przy okazjach, jakie stwarzało zapraszanie Helenki na matkę chrzestną albo na
ślub jakiejś chrześnicy czy jakiegoś chrześniaka (a miała ich wielu jako osoba
ważna dla chłopów w powiecie). Nie okazywał wylewności, był zasadniczy, ale
i ciepły. Urodzony i wychowany w Cekcynie ks. Franciszek Kamecki, poeta
uświęconej pamięcią codzienności („Mój wujek Paweł miał kuźnię obok kościoła w Cekcynie”) wspomina, że „był człowiekiem z humorem”. A zaraz potem
dodaje: „Dużo się modlił”30. W innym miejscu przyznaje się nawet: „Wierzyłem.
że proboszcz ks. Paweł Rynkowski ma uśmiech od Boga”31.
Obaj ksianża traktują życie jako wędrówkę – stary, popularny topos ks.
Kamecki rozwija jednak tak, iż słowem wandry określa nie ją tylko, lecz i życiowych wędrowców: „Wędrujemy. Idziemy. […] Idzim (po borowiacku). My,
wandry. […] Przez bory i knieje. […] Wędrówką jest życie człowieka”32. Czasem wandry idą parami, jak ksiądz Paweł Rynkowski i on sam, albo w większym
gronie. Z ochotą dołączam więc do nich w tych wspomnieniach o moim (ale ich
bardziej) Cekcynie. Niepokoi mnie jedynie, dlaczego nigdy w Cekcynie nie
trafiłem na małego, ledwie parę lat starszego ode mnie Franka. A może trafiłem,
ale nie pamnientom? Bo czyż nie widziałem go, gdy służył tam do mszy świętej
jako ministrant? Chyba że czynił to wyłącznie na rannych mszach: „Jako ministrant od 6. roku życia na 6.30 biegłem do kościoła, aby podczas mszy św. podawać wino i wodę, dzwonić, dumnie odpowiadać księdzu po łacinie, nie znając
tego języka”33. Z ochotą do nich dołączam i – jak mam się z Frankiem nie zgo-
__________
29
30
31
32
33
84
Tamże. Informację o tym „Wspomnieniu” podaję za: ks. W. Mazurowski, Życie i śmierć
męczenników przykładem wierności Bogu, przypis 43, http://meczennicy.pelplin.pl
/t_pliki_/1.doc [dostęp: 2.03.2014].
F. Kamecki, Borowiackie językowanie (II), Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin 2011, s.
39. Fragment dotyczący kuźni pochodzi z felietonu tegoż, Dostajemy baty z 2003 roku,
http://www.ewangelizacja.net/?ac=ar&idM=61&idA=54 [dostęp: 02.03.2014]. Zdanie, iż
ks. Kamecki „pisze o rzeczach, sprawach bardzo zwyczajnych, prozaicznych, jednak
uświęconych pamięcią «krainy dzieciństwa»”, wypowiada M. Pająkowska-Kensik w pracy
O udziale księży w kociewskim żniwie, „Język – szkoła – religia” 2012, R. VII, nr 1, s.
186.
F. Kamecki, Kogo słuchałem?, felieton z drukowanego w dwutygodniku „Pielgrzym” cyklu
Drabiną do nieba, http://www.ewangelizacja.net/?ac=ar&idM=60&idA=1477 [dostęp:
02.03.2014].
F. Kamecki, Podróże i przystanki. 25 felietonów, Wydawnictwo Bernardinum, Pelplin
2010, s. 71.
F. Kamecki, Borowiackie językowanie (II), tamże.
dzić? – „wspominam tamte chwile tak jakoby ktoś palcem trącał strunę wiolonczeli, która nie chce leżeć daremnie na tapczanie”34.
Summary
The article contains, besides the introduction, three micro-narratives based
on my personal memory of the village Cekcyn in the Tuchola Forest (Bory
Tucholskie) – the memory of the place, but also of the people, their dialect and
some other features of their regional culture. Each of the micro-narratives has
a form of an autobiographical fragment (in the sense similar to that of a deliberately undeveloped literary fragment) in which my memory is complemented by
the ethnographic details taken from sources and research reports as well as by
more general anthropological concepts.
__________
34
Tamże, s. 34–35.
85
Edmund Lewandowski
Instytut Socjologii UŁ
Święta czy przeklęta?
W poszukiwaniu tożsamości Rusi i Rosji
Społeczeństwo ruskie i rosyjskie wyodrębniło się z językowej wspólnoty
słowiańskiej, a ta z rodziny indoeuropejskiej. W różnych dziś językach indoeuropejskich – od Islandii do Indii – fundamentalny wyraz matka brzmi podobnie.
W islandzkim jest moor, szwedzkim – moder, angielskim – mother, irlandzkim –
mathair, hiszpańskim i włoskim – madre, łacińskim – mater, francuskim – mere,
niemieckim – Mutter, rosyjskim – mat’, czeskim – mati, bułgarskim – moma,
serbskim i chorwackim – majka, greckim – mitera, perskim – madar, urdu (Pakistan, Indie) – mor, innych językach indoaryjskich – matar, moju, ma, mava.
Z kolei wyraz tata jest nazwą onomatopeiczną, czyli wyrazem naśladującym brzmieniem naturalny dźwięk, w tym przypadku artykułowany przez niemowlęta. Najprawdopodobniej około 5 tysięcy lat temu w języku praindoeuropejskim wyraz ten brzmiał at, a pieszczotliwie atikos. W późniejszych językach
indoeuropejskich mamy: staroindyjskim – tatas, greckim – atta, tetta, pappas;
łacińskim – atta, tata, papież; ruskim – pop; gockim – atta; litewskim – tetis;
rosyjskim, czeskim, serbsko-chorwackim – tata; francuskim, włoskim, hiszpańskim – papa; niemieckim Papa, Vati, Vater; angielskim – dad. Prasłowianie
mówili otc, dawni Polacy – ociec, a dziś mamy ojciec, ojcowizna, ojczyzna (spadek po ojcu).
Na uwagę zasługuje też geneza wyrazów rodzina i ród. W praindoeuropejskim ord lub ured znaczy przyrost, wzrastanie, powodzenie. W staroirańskim
(awestyjskim) marny rādaiti – przysposabianie, w indyjskim – rādhnoti – pozyskiwanie. W prasłowiańskim zaś i staropolskim ród ma trojaki sens. Oznacza: 1)
urodzenie, pochodzenie, gatunek; 2) ród, plemię, naród; 3) osoby mające wspólnego przodka1. W eseju „Nauka a językoznawstwo” („Odra” 1980, nr 10) Lee
Whorf pisze: „W językach indoeuropejskich panuje jedność podstawowych
wzorców, które na pierwszy rzut oka zdają się zgadzać z logiką naturalną. Uniformizm ów istnieje tylko dlatego, że wszelkie dialekty indoeuropejskie wykro__________
1
K. Długosz-Kurczabowa, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa 2003, s.
318–320, 376–379, 441–445; W. Boryś, Słownik etymologiczny języka polskiego, Kraków
2005, s. 317, 516, 524, 629; I. Malmor, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa-Bielsko Biała 2009, s. 353–354, 298, 404.
87
jone zostały podług tego samego szablonu, wywodząc się historycznie z niegdysiejszej wspólnoty językowej. (...) Jeśli porównamy nasze języki z chińskim,
semickimi, tybetańskimi czy afrykańskimi, rozbieżności w analizie rzeczywistości stają się bardziej widoczne, a gdy przystąpimy do tubylczych języków Ameryki, fakt różnego artykułowania rzeczywistości okazuje się zupełnie niezbity.
Objawia się nam w całej pełni relatywność wszystkich systemów pojęciowych,
włącznie z naszym własnym, i ich generalną zależność od języka”2.Praojczyzną
białej ludności indoeuropejskiej (dziś 15% ludności świata) były stepy i lasostepy nad Jeziorem Aralskim oraz na północ od mórz Kaspijskiego i Czarnego.
W połowie II tysiąclecia p.n.e. fale Indoeuropejczyków dotarły do Indii i Iranu
(Ariowie), Bliskiego Wschodu i Europy. Z tego pnia etnicznego pochodzą Ariowie (praojczyzna w międzyrzeczu Amu-darii i Syr-darii), Hetyci, Grecy, Italikowie, Ilirowie, Trakowie, Celtowie, Germanie, Sarmaci, Słowianie…
W religii praindoeuropejskiej głównym przedmiotem kultu były Ryta
(Prawda-Ład- Sprawiedliwość) i Djaus (Jasne Niebo). Stąd mamy łacińskie ritus
– święty obyczaj, indyjski Djaus Pitar (Ojciec Niebios), grecki Dzeus Pater,
italski Diespiter (Ojciec Dnia), rzymski Jupiter (Jowisz), a także, deus, divus,
dzień…3.
Z wszystkich ludów indoeuropejskich najbliższe Słowianom są ludy irańskie. Zdumiewająca jest zbieżność wyrazów staroperskich z polskimi: bhaga –
bóg, nebah – niebo, spenta – święty, spaeto – światło, zurak – zło, ray – raj,
zaotra – żertwa (ofiara), ver – wiara, vidya – wiedza, sravah – słowo, zavaiti –
wzywa, cykayat – kaja, Nouruz – Nowy Rok, dyaus – dzień, drva – zdrów, hvare
– chory, modran – mądry, paisati – pisać, mag – mogiła, giri – góra, agni –
ogień, vayu – wiatr, madha – miód, szir – ser…4
Słowianie
Najprawdopodobniej praojczyzną Słowian był rejon Przeduralu (około 200
tys. km2), odgraniczony rzekami Ufą, Biełą i Kamą. Tam sąsiadowali z irańskimi
Sarmatami, którzy w VI wieku p.n.e. opanowali tzw. Bramę Ludów, stepy między południowym Uralem a Morzem
Kaspijskim. W IV wieku dopiero Słowianie wyruszyli na zachód, a ich
miejsce zajęły plemiona sarmackie, ugrofińskie i tureckie, tworząc podwaliny
__________
2
3
4
88
Cyt. za: L. Stomma, Historie niedocenione, Warszawa 2001, s. 244.
A. Kempiński, Słownik mitologii ludów indoeuropejskich, Poznań 1993, s. 112, 369; B.
Koc, A. Ługowski, Mały słownik klasycznej myśli indyjskiej, Warszawa 1992, s. 31, 92–
93; M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. 1, Warszawa 1988, s. 133.
A. Gieysztor, Mitologia Słowian, Warszawa 1982, s. 34–36, 66.
narodowości baszkirskiej5. Po drodze Słowianie ulegali wpływom indoeuropejskich Sarmatów, Bałtów, Gotów i Normanów, uralskich Ugrofinów, azjanickich
Awarów…
Nie mamy pewności, co znaczy etnonim „Słowianie”? Już w XIII wieku
wiązano go z wyrazami slovo (słowo) lub slava (sława). Najprościej przyjąć
zdroworozsądkową etymologię. Być może rzeczownik słowo dotyczył ludzi
potrafiących mówić, w przeciwieństwie do niemych jak Niemcy. I wtedy Słowianie to mający wspólny język, znający te same słowa, rozumiejący się wzajemnie. Natomiast Sławianie to inaczej sławni, o których prawie wszyscy słyszeli. Ale może też chodzić o lud gadatliwy, używający zbyt dużo słów, albo
małomówny (gockie sklavan oznaczało mruka). Jednak inni językoznawcy wykluczają jakikolwiek związek z wyrazami „słowo” i „sława”. Według nich Słowianie to mieszkańcy podmokłych terenów, ponieważ etnonim Sclavus związany
jest z indoeuropejskim rdzeniem kleu (ciec, płyną). Jordanes podaje, że Sklawenowie zamiast „miast mają błota i lasy”. Slovy znaczy błoto…6.
W każdym razie dziś państwa słowiańskie zajmują 18 mln 643 tys. km2,
czyli 57,3% terytorium Europy oraz 28,4% (Rosja zauralska) obszaru Azji.
W 2014 roku było tam 280 mln 390 tys. Słowian, a dla porównania 175 mln
ludności germańskiej i 165 mln romańskiej. Powyżej miliona Słowian ma 18
państw7:
Tab. 1. Słowianie
Państwo
Słowianie
Rosja
Ukraina
Polska
Czechy
Białoruś
Kazachstan
Bułgaria
Serbia
Słowacja
Chorwacja
Bośnia i Hercegowina
Niemcy
Uzbekistan
Słowenia
122 500 000
50 568 000
38 032 000
10 197 000
10 157 000
7 563 000
7 500 000
6 155 000
4 658 000
4 423 000
3 515 700
2 025 000
1 928 000
1 882 000
% ludności
ogółem
85,3
96,6
98,7
98,6
98,1
44,0
88,5
85,0
87,4
91,7
97,8
2,5
9,1
94,2
__________
5
6
7
L. Czupkiewicz, Pochodzenie i rasa Słowian, Wrocław 1996, s. 5–14.
E. Lewandowski, Konfrontacje cywilizacyjno-etniczne, Łódź 2010, s. 139, p. 349, 350,
351.
K. Wasilewski, Słowianie kontra Słowianie, „Przegląd” 2014 (24–30 03), s. 10–16.
89
Państwo
Słowianie
Macedonia
Mołdawia
Łotwa
Kirgizja
1 510 000
1 234 000
1 171 000
1 088 000
% ludności
ogółem
73,2
28,3
44,0
24,0
W innych 14 państwach (Litwa, Estonia, Czarnogóra, Tadżykistan, Azerbejdżan, Turkmenistan, Gruzja, Grecja, Węgry, Włochy, Rumunia, Kosowo,
Austria, Albania) jest 4 mln 283 tys. Słowian. Z tego wynika, że w Rosji mieszka
44% Słowian. Ten superetnos dzieli się na trzy subetnosy: wschodni (Rosjanie,
Ukraińcy, Białorusini), zachodni (Polacy, Czesi, Słowacy, Serbołużyczanie)
i południowy (Bułgarzy, Serbowie, Chorwaci, Bośniacy, Słoweńcy, Macedończycy, Czarnogórcy). Z czasem wspólny język prasłowiański zróżnicował się,
lecz wciąż uderza bliskie pokrewieństwo języków słowiańskich. Jeszcze niedawno Rosjanie znad Morza Białego łatwiej mogli się porozumieć z ludami jugosłowiańskimi niż Niemcy z północy i południa. Jerzy Nalepa zestawił kilkanaście
wyrazów z trzech słowiańskich grup językowych. Podaję niżej kilka wybranych
słów fundamentalnych8:
Tab. 2. Zestaw wyrazów
Polskie
ziemia
gród
woda
mleko
dzień
noc
śmierć
dusza
ręka
noga
Rosyjskie
zemlja
gorod
voda
moloko
deń
noć
smert’
duśa
ruká
nogá
Serbochorwackie
Zemljá
Grad
Voda
milijéko
Dan
Noć
Smrt
Duśa
Rúka
Noga
W pewnym sensie Rosjanie stanowią awangardę Słowiańszczyzny, ponieważ stanowią połowę tego superetnosu i podtrzymują ideologię słowianofilską.
Ale mają też geny i memy ugrofińskie, mongolskie, tureckie, bałtowskie, niemieckie, żydowskie i inne. W ich dzisiejszym państwie na 20% mniejszości
składa się 128 narodowości. W stolicy (15 mln) Rosjanie są w mniejszości. Po-
__________
8
90
J. Nalepa, Charakterystyka językowa dawnej Słowiańszczyzny, [w:] L. Leciejewicz (red.),
Słownik kultury dawnych Słowian, Warszawa 1990, s. 447.
łowa mieszkańców to Azerbejdżanie, Tatarzy, Ormianie, Żydzi, Gruzini, Cyganie, Mołdawianie, Czeczeńcy, Wietnamczycy, Chińczycy itd.
Wacław Radziwinowicz, autor niemal wyłącznie antyrosyjskich tekstów,
przyznaje jednak: „Rosjanie – wbrew powszechnej opinii – nie są w codziennym
życiu nacjonalistami. Nawet ten, kto głośno krzyczy, że winę za wszelkie nieszczęścia kraju ponoszą Żydzi czy «kaukascy», nie żywi pretensji i potrafi się
szczerze przyjaźnić z mieszkającym w sąsiedniej klatce schodowej Naumem
Aaronowiczem czy Saidem Megomedowiczem. Jednocześnie Rosjanie mają
cudowną odporność na wpływy obcych kultur. Zdecydowana większość tych,
którzy żyli po kilkadziesiąt lat na Łotwie, w Gruzji czy Czeczenii nie nauczyła
się miejscowego języka, nic nie wie o historii narodu i mentalności ludzi, obok
których mieszkali całe życie”9.
Kim więc oni są? Na pytanie Bronisława Zaleskiego, czy Rosjanie są też
Słowianami, Cyprian Kamil Norwid dał znamienną odpowiedź: „Jużcić oni Słowianie są, i dali tego dowód od początku:
1) bo się sami rządzić nie umieli i zawezwali Waregów;
2) bo się upijają – łatwo ściskają i płaczą – łatwo;
3) bo nic oryginalnie sami z siebie postawić i wywieść nie umieją bez zuchwalstwa lub naśladownictwa.
Wszystko to dowodzi, że są Słowianie”10.
Ruś
Nie ma dziś wątpliwości, kto stworzył państwo ruskie. Od początku IX
wieku wschodnią Słowiańszczyznę kolonizowali szwedzcy wikingowie, których
nazywano Rusami (ludzie wiosłujący na łodziach) lub Waregami (sprzysiężeni
wojownicy). Nestor podaje, że Słowianie wygnali Waregów, lecz wkrótce poprosili, żeby przyszli władać nimi, ponieważ sami nie potrafili się rządzić. Czytamy:
„I poszli za morze ku Waregom, ku Rusi. Bowiem tak się zwali ci Waregowie –
Rusią, jako się drudzy zowią Szwedami, inni Normanami i Anglami, a jeszcze
inni Gotami – tako ci. Rzekli Rusi Czudowie, Słowienie, Krywicze i Wesowie:
«Ziemia nasza wielka i obfita, a ładu w niej nie ma. Przychodźcie więc rządzić
i władać nami». I wybrali się trzej bracia z rodami swoimi, i wzięli ze sobą
wszelką Ruś i przyszli do Słowien najprzód, i siadł najstarszy, Ruryk, w Nowogrodzie, a drugi, Sineus, na Białym Jeziorze, a trzeci, Truwor, w Izborsku. I od
tych Waregów przezwała się ziemia ruska”11.
__________
9
10
11
W. Radziwinowicz, Córka błędnego samuraja, „Wysokie Obcasy” 2004, nr 11, s. 9–10.
C. Norwid, Pisma wszystkie, Warszawa 1971, s. 321.
Kroniki ruskie, Warszawa 1987, s. 26–27, 29, 37 (Podkr. – E.L.).
91
Wybitny etnolog, historyk, geograf, orientalista Lew Gumilow (syn rozstrzelanego poety Nikołaja i prześladowanej poetki Anny Achmatowej, który
w więzieniach i łagrach spędził 13 lat) pisze: „Biografia Ruryka jest skomplikowana. Z «zawodu» był Waregiem, to jest najemnym wojownikiem. Z pochodzenia był Rusem. Prawdopodobnie miał powiązania z południowymi ludami nadbałtyckimi. (…) Istnieje legenda o dwóch braciach Ruryka, Sineusie i Truworze,
powstała w wyniku niezrozumienia słów latopisu. «Ruryk, jego krewniacy (sine
hus) i wojownicy (thru voring)». Drużynników Ruryk osadził w Izborsku, krewniaków wysłał dalej, do Biełooziera, sam zaś, mając oparcie na Ładodze, gdzie
była osada wareska, osiadł w Nowogrodzie. W ten sposób, podporządkowawszy
sobie okolicznych Słowian, Ugrofinów i Bałtów, utworzył swoje państwo”12.
Rusowie pochodzili z Roslagen (Uppland), części szwedzkiego wybrzeża
bałtyckiego, leżącego naprzeciw Zatoki Fińskiej. W języku fińskim Ruotsi oznacza Szwecję. To stamtąd prowadził słynny szlak „od Waregów do Greków”,
długości 2200 km, łączący Bałtyk z Morzem Czarnym. Wędrówka pomniejszymi
rzekami i Dnieprem do Konstantynopola lub na Krym i Kaukaz trwała 30–40
dni. Wzdłuż szlaku Rusini/Waregowie wybudowali twierdze i faktorie: Aldeigjuborg nad Ładogą, Holmgard (Nowogród Wielki) nad Wołchowem Könungard (Kijów) nad Dnieprem i inne.
Nestor podaje, że dwaj ludzie Ruryka, Askold i Dir, zajęli Kijów i zaczęli
władać „ziemią polańską” (krainą Polan naddnieprzańskich. Ruryk panował
w Nowogrodzie. A jego następca Oleg przeniósł stolicę około 882 roku do Kijowa i wokół tego grodu zaczął jednoczyć plemiona wschodniosłowiańskie. Autor
pierwszej historii Rusi miał świadomość jedności wszystkich Słowian. Pisał:
„Był jeden naród słowiański: Słowianie, którzy siedzieli nad Dunajem i których
podbili Węgrzy i Morawianie, i Czesi, i Lachowie, i Polanie, teraz zwani Rusią”13. I nieco dalej powtórzył: „A naród słowiański i ruski jedno jest, od Waregów bowiem przezwali się Rusią, a pierwej byli Słowianami; a chociaż i Polanami zwali się, lecz mowa była słowiańska. Polanami zaś przezwani byli,
ponieważ w polu siedzieli, a język mieli wspólny, słowiański”14.
Pierwsi władcy Rusi Kijowskiej noszą skandynawskie imiona: Ruryk (Hroerekr), Askold (Hoskuld), Dir (Dyri), Oleg (Helgi), Igor (Ingvarr), Olga (Helga).
Imiona germańskie mieli też posłowie i kupcy ruscy. W latach 911 i 944 teksty
umów zawartych między Rusią a Bizancjum zaczynały się od słów: my ot roda
ruskago. W 911 roku było 15 posłów i wszyscy mają skandynawskie imiona.
Natomiast w 944 roku było aż 50 wysłanników i tylko trzech nosiło słowiańskie
imiona. W bizantyjskim dokumencie z X wieku występują nazwy siedmiu (spo-
__________
12
13
14
92
L. Gumilow, Od Rusi do Rosji, Warszawa 1996, s. 27.
Kroniki…, s. 29 (Podkr. – E.L.).
Tamże, s. 31 (Podkr. – E.L.).
śród dziewięciu) porohów na Dnieprze po rusku (rhòsisti) i po słowiańsku (sklabinisti)15.
Pierwszym księciem Rusi, który miał imię słowiańskie był Światosław
(945–972), syn Igora i Olgi. W 988 roku Włodzimierz Wielki, pół-Słowianin,
syn Światosława i Małuszy (klucznicy Olgi, słowiańskiej nałożnicy) wprowadził
z Bizancjum chrześcijaństwo. Chrystianizacja odbywała się w języku słowiańskim, a nie greckim. Naukę ułatwiało pismo słowiańskie, zwane cyrylicą, przyjęte z Bułgarii.
Włodzimierz wygnał Waregów z Kijowa. Ale jakiś czas werbowano ich jako najemników do książęcej drużyny. Wciąż jeszcze przez Ruś do Bizancjum
pływały łodzie Wikingów. Ale Waregowie (Szwedzi) i Kołbiagowie (Duńczycy)
traktowani byli już jako cudzoziemcy. Nie mieli pełni praw. Język wareski najdłużej utrzymywał się w rejonie Nowogrodu. Wyszedł tam z użycia w XIII wieku. Waregowie ulegli slawizacji.
Już pod koniec XII wieku ruski etnos zaczął się rozpadać. Były więc: Ruś
Kijowska (kolebka późniejszej Ukrainy), Ruś Zaleska (kolebka późniejszej Rosji), Ruś Czerwona (halicko-włodzimierska), Ruś Biała (koło Mińska), Ruś
Czarna (koło Grodna). Słowianie z pierwszej emigrowali na północ, na Zalesie,
gdzie na terenach słabo zaludnionych przez Ugrofinów powstała nowa Ruś.
Począwszy od XIV wieku niepostrzeżenie wyłaniały się trzy subetnosy: ukraiński, białoruski i rosyjski. Ruś południowo-zachodnia znalazła się pod panowaniem Litwy i Polski. Ale język białoruski do 1696 roku był językiem urzędowym
Wielkiego Księstwa Litewskiego.
W dziejach Rusi i Rosji ogromną rolę odegrali Germanie i Niemcy. Historia
dynastyczna zaczęła się od Germanów i na Germanach skończyła. Przez siedem
wieków (882–1598) panowali książęta i carowie wywodzący się od germańskiego wodza wareskiego Ruryka. Potem przez trzy wieki (1613–1917) rządzili
Romanowowie, ale przez ostatnie 155 lat panowała niemiecka linia Oldenburgów (Holstein-Gottorp). Piotr III Romanow nazywał się Karl Peter Ulrich Holstein-Gottorp, a Katarzyna II to Zofia Augusta Anhalt-Zerbst (ur. w Szczecinie).
Już po zakończeniu Wielkiej Smuty (1605–1613), czyli niezgody, zamętu, anarchii, do Rosji zaczęli masowo napływać Niemcy. Z niemieckich wzorów korzystał Piotr I Wielki (204 cm wzrostu). Pisał o tym Benedykt Zientara: „Jedną
z różnic między ostrożnymi reformami XVII wieku a gwałtowną okcydentalizacją Piotra Wielkiego było całkowite pominięcie w tej drugiej wzorców polskich,
najbliższych i najbardziej popularnych wśród szlachty rosyjskiej, i sięgnięcie do
przykładów niemieckich, szwedzkich, holenderskich, angielskich (w mniejszym
stopniu francuskich), które często niewolniczo kopiowano. W ten sposób państwowość i społeczeństwo rosyjskie zostały przymusem wtłoczone w całkowicie
__________
15
J. Ochmański, Dzieje Rosji do roku 1861, Warszawa–Poznań 1980, s. 18; W. Duczko, Ruś
wikingów, Warszawa 2006, s. 27, 55, 209; W. Mańczak, Wieża Babel, Wrocław 1999, s.
16–18.
93
obce jego tradycjom schematy. Obcość nowych struktur podkreślało wprowadzenie obcych nazw – głównie niemieckich – dla urzędów i instytucji. Także
nowe miasta, ze stolicą na czele, chrzczono po niemiecku (Sankt-Petersburg),
Schlüsselburg, Peterhof, Kronstadt, Jekaterinburg itd.). W niższej administracji
przewagę uzyskali Niemcy. Załamały się ożywione dotychczas kontakty z Polską
i Polakami. Społeczeństwo i państwo polskie w XVIII wieku straciło szacunek
Rosjan, stało się przez swą słabość i rosnące zacofanie przedmiotem lekceważenia i pogardy. Na Polskę zaczęto spoglądać jako na łatwą zdobycz, dojrzewającą
do aneksji”16.
W drugiej połowie XVIII wieku Katarzyna II sprowadziła wielu kolonistów
niemieckich. Już w pierwszym roku swego panowania usankcjonowała ich pobyt. Stopniowo niemieccy ostseiterzy zdobywali wysokie stanowiska państwowe
i wojskowe, które niezbyt cenili rosyjscy inteligenci i arystokraci. Giennadij
Krietinin podkreśla, że nawet w okresie rozkwitu słowianofilstwa Niemcy mieli
w Rosji silną pozycję. W latach osiemdziesiątych XIX wieku zajmowali aż 40%
stanowisk w wyższym dowództwie wojskowym, stanowili 57% kadry ministerstwa spraw zagranicznych, 62% poczty i telegrafu. Należeli do elity naukowej,
dominowali wśród nauczycieli, rzemieślników, inżynierów. Notabene, szczególnie dużo Niemców było w obu stolicach: Petersburgu i Moskwie.
Na uwagę zasługuje następująca opinia rosyjskiego uczonego o pozytywnym znaczeniu Niemców w jego kraju: „Przy czym przeważali ci, z którymi
Rosjanie musieli się kontaktować w zwykłych codziennych sprawach. Stopniowo kształtował się stereotyp Niemca w Rosji: pracowitego, dokładnego, wykształconego, pedantycznego i punktualnego. Średnie warstwy ludności rosyjskiej nie odnosiły się do Niemców wrogo. Większość Rosjan nawet nie
domyślała się, że między słowianofilami a zwolennikami orientacji prozachodniej są jakieś tarcia. Rosjanie wyrobili już sobie opinię, że Niemcy są zapobiegliwi i dokładni, wszechstronnie wykształceni i sprawnie gospodarujący, no i są
świetnymi fachowcami. To imponowało. Niemiec stawał się nieodłącznym atrybutem rosyjskiej rzeczywistości; w pozytywnym tego słowa znaczeniu”17.
To wcześniej znalazło literacki wyraz. W powieści Iwana Gonczarowa
„Obłomow” (1859, wyd. pol. 1922) główny bohater symbolizuje bezczynnego
Rosjanina, który traci czas na jałowe rozmyślania, żyje z dnia na dzień, wszystko
odkłada na później. Ma słabą wolę, praca go nudzi, woli spokój i ciche zadowolenie. Natomiast jego przyjaciel, półkrwi Niemiec, pracuje dla samej pracy. Jest
pedantyczny i dokładny. Ma wszystko na swoim miejscu18. Fiodor Dostojewski
zauważył, że Rosjanie w porównaniu z Niemcami są złymi pracownikami. Potrafią wykonać robotę „z wysiłkiem źle, niesumiennie i, jak się to mówi, opuścić się
__________
16
17
18
94
B. Zientara, Dawna Rosja, Warszawa 1995, s. 120.
G. Krietinin, U źródeł rosyjskiego stereotypu Niemca, „Dziś” 2002, nr 6, s. 116.
I. Gonczarow, Obłomow, Warszawa 1978, s. 534.
całkiem”. Podczas pobytu w Niemczech podziwiał pracę służącej hotelowej,
która każde polecenie realizowała dobrze i z zadowoleniem. Pisał: „Nie, w nas
tak nie pracują, w nas żadna służąca nie pójdzie na taką katorgę, nawet za nie
wiem jaką zapłatę, a ponadto tak nie zrobi, lecz sto razy zapomni, wyleje, nie
przyniesie, stłucze, pomyli się, «napyskuje», a tutaj przez cały miesiąc nie było
żadnego powodu do skargi”. Urzędnicy niemieccy są solidni i uprzejmi, rosyjscy
zaś wyniośli, dumni, wrogo nastawienie do klientów19.
Niemkami były żony carów: Pawła I, Aleksandra I, Mikołaja I, Aleksandra
II, Aleksandra III (Dunka), Mikołaja II (Alicja Hessen-Darmstadt). Niektórym
rosyjskim patriotom nie podobało się to. Pewien oficer sztabu generalnego opublikował wiersz pod znamiennym tytułem: Posłanije samozwancu HolsztiejGottorpu, czto biesstydno Romanowym nazywajet. Z rosyjskiej dynastii naigrawali się Aleksander Bestużew (1797–1837) i Kondratij Rylejew (1795–1826)20:
Car nasz – niemiec ruuuskij,
Nosit mundir uzkij.
Aj da car, aj da car,
Prawosławnyj gosudar.
Niemniej do końca carowie, a później także przywódcy bolszewików,
wspierali Niemcy. W tych niezłych stosunkach rosyjsko-niemieckich wyjątkiem
były tragiczne zmagania podczas dwu wojen światowych. A dziś w gabinecie
kanclerskim Angeli Merkel, która w młodości zwyciężała w olimpiadach języka
rosyjskiego (od okręgowej do centralnej), na ścianie wisi portret Konrada Adenauera, a na biurku stoi oprawiona w posrebrzane ramki grafika (zwrócona
w stronę fotela) carycy Katarzyny II Wielkiej…21.
Ziemia
W latach międzywojennych Emil Zegadłowicz interesująco charakteryzował przybyszów z dalekich kresów. Wszyscy opowiadali o wielkich majątkach,
które zostawili po tamtej stronie, Wynikało, że „gdyby się tak pobieżnie zliczyło,
co tam jeden z drugim z tych żubrów i żubrzyc miał dominiów, latyfundiów,
obszarów, kluczów, majoratów, włók, dziesięcin – całej, za przeproszeniem,
__________
19
20
21
F. Dostojewski, Dziennik pisarza 1876, t. 2, Warszawa 1982, s. 196–197, 212–213.
Cyt. za: A. Turczyński, Tano, czyli starogermański bóg Wotan w kundla ruskiego odmieniony, „Twórczość” 1998, nr 2, s. 21.
C. Ockrent, Pani kanclerz, „Wysokie Obcasy” 2007, nr 44, s. 32, 35; J. Haszczyński, Heimat pani kanclerz, „Rzeczpospolita” 2009, nr 227, s. 13.
95
Rosji by nie starczyło; a to kraj spory, rozległy; wielka ta Rosja”22. No, bez wątpienia, wielka i największa.
Federacja Rosyjska (republiki, kraje, obwody, okręgi) to pod względem obszaru zdecydowanie największe państwo świata, obejmujące 17 mln 75 tys. 400
km2, stanowiące 12,6% powierzchni lądów (bez Antarktydy), będące raczej
kontynentem niż krajem, mające kontynentalne problemy. Rosja jest 48 razy
większa od Niemiec i 55 razy od Polski!!! W części europejskiej (do Uralu) jest
4 mln 452 tys. 200 km2, co stanowi 42,4% terytorium Europy (Unia Europejska
– 43%); w azjatyckiej zaś 12 mln 623 tys. 200 km2, czyli 28,4% obszarów Azji.
Krańce granicy wschodniej i zachodniej dzieli 9 tys. km, a północnej i południowej 2,5 tys. do 4 tys. km. Jest tam aż 11 stref czasowych. Gdy mieszkańcy Półwyspu Czukockiego wstają, to ludność Moskwy, Petersburga i Kaliningradu
szykuje się do snu. Część europejska stanowi tylko 26% terytorium Rosji, natomiast azjatycka aż 74% ! Lasy zajmują 50,4% terytorium i stanowią 21 proc.
lasów globu. Najdłuższymi rzekami są: Ob. z Irtyszem (5410 km), Lena (4400
km), Amur z Arguniem (4440 km), Jenisej (4102 km), Wołga (3530 km), Kołyma (2129 km), Don (1870 km), Indygirka (1726 km). Najgłębsze jezioro świata,
Bajkał (1620 m), zawiera jedną piątą światowych zasobów słodkiej wody.
W ziemi rosyjskiej są ogromne ilości bogactw naturalnych (cała tablica Mendelejewa).
Historyk niemiecki Rudolf von Thadden twierdzi, że w polityce globalnej
dla Rosji liczą się tylko Stany Zjednoczone, natomiast w Europie tylko Niemcy23. W zasadzie dopiero w XVIII wieku Rosja stała się imperium eurazjatyckim,
a od połowy XX wieku supermocarstwem. W obecnym kształcie terytorialnym
jest chyba skazana na imperialność. Nowy-stary hymn Rosji, uchwalony w 2000
roku, głosi24:
O Rosjo – najświętsze nasze mocarstwo!
O Rosjo – umiłowany kraju nasz!
Potężna wola i wielka sława
Są twym majątkiem po wsze czasy.
Od mórz południowych do polarnego kręgu
Rozpostarły się nasze lasy i pola.
Tyś jedna na świecie! Jedna jesteś taka!
Strzeżona przez Boga ziemio ojczysta.
Rozległe przestworza dla marzeń i życia
Przyszłość przed nami otwierają lata.
__________
22
23
24
96
E. Zegadłowicz, Motory, Łódź 1981, s. 226.
R. Thadden, Panna przy niedźwiedziu (rozm. A. Krzemiński), „Polityka” 1998, nr 5, s. 64.
Cyt. za: A. de Lazari, Boże, chroń niedźwiedzia, „Polityka” 2001, nr 3, s. 41.
Siłę nam daje nasza wierność Ojczyźnie.
Tak było, tak jest i tak będzie na wieki.
Po każdej zwrotce jest dość znamienny refren:
Sław się Ojczyzno nasza wolna –
Odwieczny związku braterskich narodów.
Od przodków dana mądrości narodowa.
Sław się kraju! Jesteśmy dumni z ciebie.
Niemało dziś Rosjan żałuje rozpadu Związku Socjalistycznych Republik
Radzieckich. Imperium liczyło 22,4 mln km2 powierzchni oraz 287 mln ludności.
To monstrum zajmowało 1/6 lądów kuli ziemskiej, połowę kontynentu europejskiego, ponad 1/3 Azji. W dziejach powszechnych większe były tylko: Wielka
Mongolia – 28 mln km2 (20,6% lądów) i Wielka Brytania – 32 mln km2 (23,5%
lądów i ¼ ludzkości). Nie można więc się dziwić, że popularny rosyjski piosenkarz Oleg Gazmanow wyznaje25:
Ukraina i Krym, Białoruś i Mołdawia –
To jest mój kraj.
Sachalin i Kamczatka, góry Uralu –
To jest mój kraj.
Kraj Krasnojarski, Syberia, Powołże,
Kazachstan i Kaukaz, państwa bałtyckie też…
To musi robić wrażenie na ludziach „radzieckich”, którzy ze łzami
w oczach śpiewali i śpiewają wezwanie do obrony ojczyzny przed niemieckimi
agresorami. Słowa tej słynnej pieśni II wojny światowej napisał Aleksander
Lebiediew-Kumacz w 1941 roku, a muzykę skomponował Aleksander Aleksandrow. Pierwsze zwrotki brzmią następująco:
Wstawaj, kraju ogromny,
Wstawaj na śmiertelny bój
Z faszystowską siłą ciemną,
z przeklętą hordą.
Niech wściekłość szlachetna Wskoczy jak fala!
Nadchodzi wojna ludowa,
Święta wojna.
__________
25
Cyt. za: M. Wojciechowski, „Gazeta Wyborcza” 2005, nr 59, s. 2.
97
Joann Kołogriwow twierdzi, że w świadomości Rosjan ogromne znaczenie
ma stosunek do ziemi, poczucie jej wielkości. W kraju niewyobrażalnych przestrzeni, surowego klimatu, narażonym zewsząd na ataki, kształtowało się poczucie własnej znikomości i marności wszystkich spraw. Nie warto było gromadzić
tego i zabiegać o to, co łatwo stracić. Nie miało sensu przestrzeganie prawa,
które mogło ulec zmianie. Należało podporządkować się losowi. Pisze on: „Olbrzymie, monotonne równiny, bezkresne dale, gdzie niewymierna nieskończoność i nadprzyrodzoność składają się jak gdyby na część codziennych przeżyć,
określają obraz tej duszy i jej elementy duchowe. Podobnie jak przestrzeń ojczystej ziemi, również i ona sama nie zna granic. Poczucie ściśle określonej formy,
którym się tak szczycą łacinnicy i grecy – jest jej obce. Z samej natury właściwe
jest jej poczucie braku granic, miary, oraz przerażająca świadomość sprzeczności, co przypomina gwałtowną zmienność klimatu jej kraju. W duszy rosyjskiej –
podobnie jak nad ojczystymi stepami – szaleją burze i wieją wichry”26.
Tamtejsze stepy zachwyciły Adama Mickiewicza. W rejonie Akermanu
(tur. „Białej Twierdzy”, dziś Białogrodu na Ukrainie) doświadczył tego, co
przedstawił następująco27:
Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu,
Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi,
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omijam koralowe ostrowy burzanu.
Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu;
Patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi;
Tam z dala błyszczy obłok – tam jutrzenka wschodzi;
To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu.
Ziemie rosyjskie niezauważalnie przechodzą w Wielki Step, który sięga od
obszarów ukraińskich do mongolskich. Wojciech Zajączkowski twierdzi, że
kiedyś Ruś Kijowska, Państwo Moskiewskie, Litwa czy Polska były peryferiami
Wielkiego Stepu, a nie odwrotnie28. Podobno właśnie na stepie można znaleźć
klucz do rosyjskiej duszy. W opowiadaniu Antoniego Czechowa „Step. Dzieje
pewnej jazdy” czytamy: „Podczas jedzenia toczyła się ogólna rozmowa. Z rozmowy tej Jegoruszka wywnioskował, że wszyscy jego znajomi, nie bacząc na
różnicę lat i charakterów, mieli jedną wspólną cechę, która ich upodabniała do
siebie; wszyscy oni mieli wspaniałą przeszłość i bardzo niedobrą teraźniejszość,
__________
26
27
28
98
A. Turczyński, Tano…, s. 40.
A. Mickiewicz, Stepy Akermańskie, [w:] Księga cytatów z polskiej literatury pięknej od
XIV do XX wieku ułożona przez Pawła Hertza i Władysława Kopalińskiego, Warszawa
1975, s. 260.
W. Zajączkowski, Rosja i narody, Warszawa 2009, s. 8.
o swej przeszłości wszyscy, co do jednego, mówili z zachwytem, do teraźniejszości zaś odnosili się z pogardą. Ruski człowiek lubi wspominać, ale nie lubi
żyć; Jegoruszka jeszcze o tym nie wiedział i zanim zjedzono kaszę, święcie
uwierzył, że naokoło kotła siedzą ludzie głęboko dotknięci i skrzywdzeni przez
los”29. Intrygujące jest tu zastosowanie dużego kwantyfikatora. Pisarz sugeruje,
że wszyscy Rosjanie mają tę jedną wspólną cechę. To jednak znana w społeczeństwie rosyjskim teza. Wybitny reżyser filmowy i aktor Nikita Michałkow (nagrodzony Oscarem w 1995 roku, syn Siergieja, autora hymnu państwowego
ZSRR i FR, brat Andrieja Michałkowa-Konczałowskiego) uważa, że Antoni
Czechow dobrze tu ujął jedną z cech rosyjskiego charakteru narodowego30.
Sfinks
Wielu myślicielom Rosja i Rosjanie kojarzą się z mitycznym Sfinksem,
który przybył z krańców Ziemi i zadaje światu dramatyczną zagadkę. W 1855
roku pierwszy bodaj rosyjski pisarz Aleksander Hercen stwierdził, że rosyjskie
życie jest nieodgadnionym sfinksem. A jedenaście lat później rosyjski poeta,
filozof i dyplomata Fiodor Tiutczew napisał słynny czterowiersz31:
Umom Rossiju nie poniat’,
Arszynom obszczim nie izmierit’,
U niej osobiennaja stat’,
W Rossiju możno tolko wierit’.
Czy rzeczywiście w Rosję można tylko wierzyć, a nie da się jej zrozumieć
i zwykłą miarą zmierzyć, bo jest tak odmienna? Rosyjski pisarz i pieśniarz Juz
Aleszkowski ma inne zdanie. Zachęca: Pora uże, jebiona mat’,/Umom Rossiju
ponimat’. Mariusz Wilk zaś słowu Tiutczewa „wierzyć” przeciwstawia własne
„przeżyć”, samemu doświadczyć32. Ale przecież blisko dwa wieki przed nim
Rosji doświadczał Adam Mickiewicz. I zwrócił uwagę na nieprzewidywalność
narodu rosyjskiego. W słynnej III części „Dziadów” (1832) tak pisał33:
__________
29
30
31
32
33
A. Czechow, Step. Dzieje pewnej jazdy, [w:] L. Tołstoj, A. Czechow, I Bunin, Trzy opowieści, Warszawa 1975, s. 197.
N. Michałkow, Pod słońcem Stalina (rozm. F. Forestier), „Forum” 1994, nr 38, s. 16.
Cyt. za: M. Wilk, Wilczy notes, Gdańsk 2003, s. 12.
Tamże.
A. Mickiewicz, Dziady, część III, Ustęp, Droga do Rosji, w. 69–96. W 1847 roku Fiodor
Dostojewski zanotował: „Dla Europy Rosja to jedna z zagadek Sfinksa. Zachód prędzej
wynajdzie perpetuum mobile lub eliksir życia, niż zgłębi istotę rosyjskości, ducha Rosji, jej
charakter i nastawienie” (F. Dostojewski, Dziennik pisarza 1847–1874, t. 1, s. 47).
99
Tu oczy ludzi, jak miasta tej ziemi,
Wielkie i czyste – i nigdy zgiełk duszy
Niezwykłym rzutem źrenic nie poruszy:
Nigdy ich długa żałość nie zaciemi;
Z daleka patrząc – wspaniałe, przecudne;
Wszedłszy do środka – puste i bezludne.
Ciało tych ludzi, jak gruba tkanica,
W której zimuje dusza gąsienica,
Nim sobie piersi do lotu wyrobi,
Skrzydła wyprzędzie, wytcze i ozdobi;
Ale gdy słońce wolności zaświeci,
Jakiż z powłoki tej owad wyleci?
Czy motyl jasny wzniesie się nad ziemię,
Czy ćma wypadnie, brudne nocy plemię?
Jak pamiętamy, grecki Sphinks (Dusicielka) miał tajemniczą twarz kobiety,
lecz piersi i łapy lwa, ogon węża i skrzydła orła. W końcu ten potwór został
upokorzony, skoczył ze wzniesienia i roztrzaskał się, ale dopiero wówczas, gdy
Edyp rozwiązał jego zagadkę. Natomiast naukowcy rosyjscy zmagają się z potężną dusicielką ich ziemi. W 1927 roku Michał Sumgin nazwał rosyjskim sfinksem wieczną zmarzlinę. Ale zanim stał się uczonym, był studentem rewolucjonistą, a potem zesłańcem. W 1911 roku zetknął się w syberyjskiej tajdze
z tajemniczym i niezrozumiałym zjawiskiem przyrody, które opisał w fundamentalnej pracy „Wieczna zmarzlina w granicach ZSRR”. Niełatwo uwierzyć, że
stanowi 80% Syberii oraz 60% Rosji.
Wybitny geograf Jan Szupryczyński (prof. PAN i UMK) następująco wyjaśnia ten fenomen: „Zmarzlina to, krótko określając, zamarznięty grunt. Pod pojęciem zmarzliny rozumie się warstwę litosfery (powierzchniową warstwę skorupy
ziemskiej), która przez okres kilku lub nawet kilkunastu tysięcy lat wykazuje
stale niskie temperatury. Warstwa ta zbudowana jest z litych lub luźnych skał,
a na powierzchni pokryta jest glebą. W jej obrębie oprócz skał występują lód,
para wodna, powietrze, a nawet woda (soczewki, tzw. taliki) i różne gazy, w tym
również metan. W warstwie zmarzliny lub pod nią występują też pokłady ropy
i gazu. (…) Zmarzlina to relikt ostatniej epoki lodowej (ostatniego zlodowacenia
plejstoceńskiego), która skończyła się na półkuli północnej około 11 tys. lat
temu. (…) Średnia miąższość zmarzliny na obszarze Azji wynosi około 300 m,
w Kotlinie Jakuckiej więcej niż 500 m, na niektórych obszarach Syberii więcej
niż 1000 m. Największą jak dotąd jej miąższość stwierdzono nad rzeką Marcha
(dopływ rzeki Wieluj) – 1500 m (66oN i 111oE). (…) Powierzchniowa warstwa
zmarzliny w okresie lata podlega rozmarzaniu do różnej głębokości – na Syberii
2–5 m. Ta rozmarzająca w ciągu ciepłej pory roku powierzchniowa warstwa
100
w geokrynologii nosi nazwę warstwy czynnej. W ciągu lata olbrzymie obszary
Syberii i północnej Kanady są trudno dostępne – tworzą się na zmarzlinie rozlewiska i bagna (Nizina Zachodniosyberyjska)”34.
Jak żyć w takich warunkach? Rosjanie budują domy na wysokich żelbetonowych słupach. A specjalna służba, ważniejsza niż ochrona przeciwpożarowa,
nadzoruje eksploatację budynków, przez całą dobę przegląda urządzenia naziemne i podziemne. Centrum badań nad wieczną zmarzliną znajduje się w Jakucku nad Leną, gdzie mieszka 220 tys. osób, jest uniwersytet, przemysł drzewny, skórzany, maszynowy, budowlany, odzieżowy, spożywczy. Nina Wielmina
pisze: „Latem w rejonie Jakucka panuje zwykle trzydziestostopniowy upał, można kąpać się w ciepłej wodzie jezior, na polach w drżącym, rozpalonym powietrzu stoi dojrzała pszenica, ziemia taje na głębokość trzech–czterech metrów.
Zimą mrozy sięgają do sześćdziesięciu stopni, a zmarzlina do dwustu–czterystu
metrów. Rtęć na termometrze w podziemiu – każdy może się tam dostać i przekonać – niezmiennie wskazuje minus cztery stopnie. Do siewu przystępują tu,
kiedy gleba odtaje na głębokość orki, w bruździe za pługiem błyszczy lód. Urodzaje tu dobre, prawdopodobnie pomaga w tym zmarzlina: nad jej powierzchnią
zbiera się ciepła deszczowa woda”35.
Nad dolnym Jenisejem, 163 km od koła podbiegunowego, leży Igarka,
w której mieszka 10 tys. osób, jest port rzeczny, przemysł drzewny i rybny, stacja naukowo-badawcza Rosyjskiej Akademii Nauk. W tamtejszej zmarzlinie jest
dużo odtain. To efekt ocieplającej siły potężnej rzeki syberyjskiej. Wielmina
zachwyciła się: „Złocista Igarka! Lotnisko wśród krzaków wikliny i czeremchy,
błękitne z białymi grzywkami wody Jeniseju. Długie, bursztynowe tratwy spławianego drzewa, ogromne statki z całego świata stojące na redzie, krzyki marynarzy, świst i huk wyciągarek, skrzypienie dźwigów, mowa w różnych językach… Igarka to niezwykłe miasto, naprawdę złociste świeżą żółcizną desek
i bierwion, żółcizną drewnianych domów, parkanów, jezdni i chodników.
A wszystko dopasowane ściśle, bez szczelin. Po deszczu Igarka wygląda jak
czysto wymyta świetlica. Zapach wilgotnych trocin, zmieszany z zapachem
czystej wody Jeniseju i chłodnego wiatru, unosił się nad miastem. Coś tam
gdzieś zawsze budowano, dobudowywano, remontowano. Na rogach ulic miejsca do wypalenia papierosa, tu nie wolno palić, gdzie popadnie”36.
__________
34
35
36
J. Szupryczyński, Zmarzlina „wieczna” czy „niewieczna”?, „Gazeta Wyborcza” 2010, nr
64, s. 13.
N. Wielmina, Lodowy sfinks, Warszawa 1982, s. 41.
Tamże, s. 37.
101
Wyzwania
Arnold Toynbee dowodził, że każda cywilizacja powstała i rozwijała się
w określonej sytuacji wyzwania i odpowiedzi. Rozwój społeczny to ciągły rytm
wyzwań i odpowiedzi. Wyzwanie może pochodzić z przyrody lub społeczeństwa. To drugie może mieć charakter represyjny lub militarno-polityczny. Brak
odpowiedzi lub niewłaściwa odpowiedź prowadzi do upadku37. Przed Rosją są
cztery ekstremalne wyzwania (najlepsze są umiarkowane): syberyjskie, chińskie,
muzułmańskie, zachodnie.
1. W języku mongolskim Sibir znaczy „Śpiąca Ziemia”. Należy ją obudzić
i ucywilizować. Jednak to aż 12,7 km2 powierzchni. Obecnie mieszka tam 31
mln osób: Rosjan (26 mln), Ukraińców i Białorusinów (2 mln), Niemców (0,5
mln), Tatarów (0,5 mln), Buriatów, Jakutów, Tuwińczyków, Czuwaszów,
Mordwinów, Koreańczyków, Chińczyków, Azerbejdżanów, Żydów, Polaków
i innych. Rdzennej ludności jest tam zaledwie 1,5 mln. Zasadnicze pytanie
brzmi: jak zagospodarować i zasiedlić ten bajecznie bogaty i trudny do zniesienia
kraj?
2. Na południowym wschodzie Rosja, która ma 142 mln obywateli, graniczy z Chinami, które mają 1 mld 360 mln obywateli. To znaczy, że ludność Rosji
stanowi zaledwie 10% żywiołu chińskiego. Na wschodzie Chin (1/3 ogólnej
powierzchni) mieszka 95% ludności (421 osób na km2). Natomiast w najbliższym Chińczykom rejonie Rosji (Obwód Amurski, Kraj Chabarowski i Nadmorski – 1 mln 318 tys. km2) mieszka tylko 4,6 mln osób (3,5 na km2). Rejon ten
pokryty jest lasami (56%), posiada wiele bogactw naturalnych, leży nad morzami
Japońskim i Ochockim, ma połączenia kolejowe, rzeczne i oceaniczne z resztą
świata. Brakuje tu jedynie odpowiedniej liczby ludności. Może więc nastąpi
wielka imigracja jak kiedyś na dziewicze tereny amerykańskie?
3. Najbardziej ekspansywną dziś i fundamentalistyczną religią jest islam.
Jego wyznawcy stanowią 19% ludzkości. Awangardą niby są Arabowie, ale oni
– wbrew pozorom – stanowią tylko jedną piątą wszystkich muzułmanów. Rosja
ma problem z niearabskim żywiołem napierającym od południa. Pakistan, Afganistan, Iran kojarzą się z fundamentalizmem i terroryzmem. W 2012 roku Pakistan miał 190 mln, Iran – 77 mln, Afganistan – 27 mln ludności. W wieku 15
i mniej lat w Pakistanie było 40% ludności, w Iranie – 27%, w Afganistanie aż
45%. A dla porównania: w Rosji tylko 15%, Polsce – 16%, we Włoszech zaledwie 14%!
4. Na razie jednak Rosja musi się liczyć z najbardziej agresywnym państwem świata, Stanami Zjednoczonymi, które mobilizują przeciw niej kraje zachodnioeuropejskie. USA niby bronią pokoju (pax Americana), lecz faktycznie –
__________
37
A. Toynbee, Studium historii. Skrót dokonany przez D.C. Somervella, Warszawa 2000, s.
136–140.
102
jak każde imperium – „mają naturalną skłonność do podbojów”38. W końcu
listopada 2008 roku amerykański reżyser Oliver Stone przyznał: „Niestety, mój
kraj jest zarażony jakąś formą agresji”39. Amerykanom wydaje się, że mają najlepszy ustrój, a ich naturalnym obowiązkiem wobec świata jest cywilizowanie
barbarzyńców i narzucanie własnej wersji demokracji.
Co wobec tego ma czynić Rosja? W czerwcu 2014 roku John Gray (angielski myśliciel polityczny, były wykładowca na uniwersytetach Oksfordzkim,
Harvarda, Yale) napisał: „Przewidywałem (w 2008 roku – E.L.), że jeśli Zachód
spróbuje rozszerzyć strefę wpływów NATO dalej na wschód, Rosja odpowie
agresją i Ukraina zostanie rozerwana na kawałki. Moje poglądy uznano wtedy za
absurdalne. Można się było ze mną nie zgadzać, kiedy argumentowałem, że to
nierozsądne, żeby przesuwać granicę NATO dalej na wschód. (…) XIX-wieczna
polityka, z którą mamy do czynienia właściwie od samego upadku żelaznej kurtyny oznacza, że niezależnie od tego, kto byłby u sterów władzy w Rosji, oddanie Krymu i Sewastopola bez walki nie wchodziłoby w grę. Nawet Gorbaczow
by na to nie pozwolił. Zresztą … on też poparł aneksję Krymu. Dlatego nawet
jeśli Putin nigdy by się nie urodził albo nigdy nie zostałby premierem czy prezydentem, Ukraina straciłaby Krym”40.
Natomiast amerykański polityk i pisarz polityczny Patrick Buchanan (były
doradca Ronalda Reagana) już 19 marca 2014 roku pytał: „Teraz, gdy Putin
przejął Krym bez jednego strzału i 95% krymskiego elektoratu zagłosowało
w niedzielę za przyłączeniem się do Rosji, czy jego decyzje nadal wyglądają na
irracjonalne? Czyż nie było do przewidzenia, że Rosja, wielka potęga, która
właśnie była świadkiem wyrwania sąsiada z jej orbity przez wsparty przez Amerykanów przewrót w Kijowie, przystąpi do obrony swojej strategicznej pozycji
na Morzu Czarnym, którą posiada od dwóch stuleci? (…) Spróbujmy zrozumieć
świat, który Putin miał przed sobą, obejmując władzę po dekadzie rządów Jelcyna. Widział Matkę Rosję ograbioną przez oligarchów podżeganych przez zachodnich kapitalistów kolesiów, w tym Amerykanów. Widział miliony etnicznych Rosjan pozostawionych samym sobie, opuszczonych, od państw bałtyckich
po Kazachstan. Widział Stany Zjednoczone, które oszukały Rosję obietnicą
nieprzesuwania NATO do Europy Wschodniej, jeśli Armia Czerwona wycofa
się, aby następnie wykorzystać rosyjskie wyjście do wprowadzenia NATO na
rosyjskie podwórko. (…) Ameryka i Rosja znalazły się dzisiaj na kursie kolizyjnym ze względu na sprawę, czyja flaga będzie powiewała nad jakąś częścią
__________
38
39
40
J. Le Goff, Europejczycy są pacyfistami (rozm. R. Sołtyk), „Gazeta Wyborcza” 2004, nr
296, s. 12.
Cyt. za: J. Wiewiórski, Kraj z agresją, „Gazeta Wyborcza” (Łódź) 2008, nr 275, s. 3.
J. Gray, Upadek Zachodu czyli jak zostaliśmy barbarzyńcami (rozm. A. Kaniewska), „Gazeta Wyborcza” 2014, nr 137, s. 17.
103
Ukrainy, której żaden zimnowojenny prezydent, od Trumana do Reagana, nie
uważałby za nasz interes”41.
Scytowie
W swych dziejach Rosja była jednocześnie przedmurzem Zachodu i forpocztą Wschodu. Podczas westernizacji utrwalała cechy azjatyckie. Jest wciąż
rozdarta między okcydentalistami a słowianofilami. W średniowieczu granica
między Wschodem (Azja) a Zachodem (Europa) przebiegała wzdłuż Donu.
I wtedy Moskwa leżała w Azji. W XVI wieku dopiero Europejczycy odkryli
nową Ruś (Moskiewską). Pod wpływem głównie Polaków zaczęli ją postrzegać
jako kraj azjatycki, barbarzyński, obcy i wrogi. Jednak car Piotr I Wielki pragnął,
żeby jego państwo było częścią europejskiej cywilizacji. Ale dziś poczucie odrębności Rosjan jest dość silne. Uważają się za przedstawicieli innej cywilizacji,
za społeczeństwo kierujące się specyficznymi wartościami, naród zmierzający
własną drogą rozwoju. Natomiast rosyjska elita polityczna, jak za Piotra I Wielkiego, jest bardziej europejska niż społeczeństwo42.
Już w drugiej połowie XIX wieku i do lat dwudziestych następnego stulecia
niektórzy intelektualiści rosyjscy utożsamiali się z barbarzyńską hordą scytyjską,
która na nowo zapoczątkuje rozwój Europy… Aleksander Hercen w liście do
Pierre’a Proudhona przedstawił się jako prawdziwy Scyta, z radością obserwujący rozpad starego świata, powołany do zapowiedzi jego rychłego zgonu. Aleksander Błok z satysfakcją notował w dzienniku, że należy do narodu, który pokaże, kim są barbarzyńcy. W dodatku udzieli odpowiedzi okrutnej i jedynej godnej
człowieka. W okresie rewolucyjnym pojawiły się wizje przewrotu rasowokulturowego (Błok) i klasowo kulturowego (Jesienin)43. Wyzwaniem rzuconym
starej Europie miał być wiersz Błoka „Scytowie” (30 I 1918). W przekładzie
Mieczysława Jastruna jego charakterystyczne fragmenty brzmią następująco44:
Miliony was. Nas – mrowie, mrowie, mrowie.
Spróbujcie, zmierzcie się z nami!
Tak, my – Azjaci! My – dzicy Scytowie
Z pożądliwymi skośnymi oczami!
Nam – jedna chwila, wy – mieliście czas.
__________
41
42
43
44
P. Buchanan, Kim jest Władimir Putin?, „Przegląd” 2014 (31 03 – 6 04), s. 23.
E. Lewandowski, Konfrontacje…, s. 58.
E. Watała, W. Woroszylski, Życie Sergiusza Jesienina, Warszawa 1973, s. 120–130.
A. Błok, Poezje, Warszawa 1967, s. 243–246.
104
A my, jak niewolnicze roty,
Tarczę trzymaliśmy wśród wrogich ras
Mongołów i Europy! (…)
O, stary świecie! Póki jeszcze trwasz,
Póki się męczysz w słodkiej męce,
Jak mądry Edyp spójrz Sfinksowi w twarz,
W zagadkę jego lat tysięcy…
Rosja – to Sfinks. Czy brocząc czarną krwią,
Czy chmurząc się, czy grzmiąc radością,
Wciąż patrzy, patrzy w ciebie, patrzy wciąż
I z nienawiścią, i z miłością!
Lecz kochać tak, jak kocha nasza krew,
Już zapomniały wasze serca!
Nie pamiętacie, że jest jeszcze gniew,
Że miłość pali i uśmierca.
Kochamy wszystko – i żar zimnych liczb,
I wizje w boskim zachwyceniu,
Nieobca nam galicka jasna myśl
Ani germański mroczny geniusz. (…)
Nigdy wam tarczą nie będziemy już,
Do boju nie pójdziemy sami,
Spójrzmy tylko na bitewny kurz
Swymi wąskimi źrenicami.
I nie ruszymy się, gdy wściekły Hun
Trupy ograbi i znieważy,
W kościoły będzie konie gnać wśród łun
I mięso białych braci smażyć!...
O, stary świecie! Wiedz, ostatni raz
Na jasne bratnich uczt igrzyska,
Na ucztę pracy i pokoju – was
Przyzywa lira barbarzyńska.
Ten wiersz mógł budzić trwogę. Rosjan przedstawiał jako Scytów, a Rosję
porównywał do Sfinksa. W nowych czasach wydawano almanach Skify (Scytowie), pasjonowano się ideologią „scytyjską”, przez pryzmat „scytyjski” postrze105
gano rewolucję lutową i październikową 1917 roku. Wielu rosyjskim intelektualistom wydawało się, że nastały ich czasy, że nadchodzi Złoty Wiek, Inny Świat
(Inonia), Raj na Ziemi, że znowu Chrystus zmartwychwstał. To miał być koniec
historii. Rewolucja zapowiadała likwidację Świętej Rusi, wolność bez krzyża,
świat w pożarze i krwi, wyjście hołoty na ulice. Ale wydawało się pięknoduchom, że przodem „idzie Jezus Chrystus”45.
Już 2 lipca 1920 roku Michaił Tuchaczewski w rozkazie stwierdził, że na
ostrzach bagnetów zaniosą szczęście i pokój pracującej ludzkości. Z tą chyba
misją wyruszyła na zachód słynna Armia Konna. W tej armii czerwonych Kozaków korespondentem polowym gazety frontowej był Izaak Babel. Poszedł do
niej na ochotnika. Miał 26 lat. W szczerym „Dzienniku 1920” (1989) ukazał
wstrząsające obrazy. Pisał: „Kim są nasi Kozacy? Warstwy: pazerność, zawadiactwo, fachowość, rewolucyjny zapał, zwierzęce okrucieństwo. Jesteśmy
awangardą, ale czego? Ludność miejscowa oczekuje wyzwolicieli, Żydzi – swobód, a tu przyjeżdżają Kubańcy. (…) Dlaczego nie opuszcza mnie ten ciężki
smutek? Dlatego, że daleko od domu (pochodził z Odessy – E.L.), dlatego, że
obracamy wszystko w ruinę, idziemy jak wicher, jak lawa, znienawidzeni przez
wszystkich, życie się rozpada, jestem na wielkiej, nie kończącej się stypie. (…)
O kobietach w Armii Konnej można napisać tom. Szwadrony szarżują, kurz,
tętent, szable w dłoń, bluzgają przekleństwa, a one z zadartymi spódnicami mkną
na samym przedzie, zakurzone, cycate, same kurwy, ale towarzyszki, i kurwy
dlatego właśnie, że towarzyszki, to najważniejsze, obsługują tym, czym mogą,
bohaterki – a jednocześnie pogardzane, poją konie, znoszą siano, reperują
uprząż, kradną po kościołach i po domach. (…) Trzeba zgłębić duszę tych żołnierzy, zgłębiam, wszystko to straszne, bestie z zasadami”46.
Rosjanka
Jeśli już zgłębiać dusze tamtych i innych żołnierzy oraz milionów wielkiego narodu, warto studiować dzieła Fiodora Dostojewskiego. A jeśli już porównywać Rosję do mitologicznego Sfinksa, który miał tajemniczą twarz kobiety, to
należałoby przedstawić portret (charakterystykę) jakiejś typowej Rosjanki.
A temu chyba najlepiej odpowiada Nastasja Filipowna Baraszkowa. Jej imię
sugeruje zmartwychwstanie (gr. anastasis = powstanie, wskrzeszenie, zmartwychwstanie), a nazwisko baranka ofiarnego. To przypomina historię Jezusa
Chrystusa. W każdym razie Nastasja (Anastazja) miała 25 lat, włosy ciemno-
__________
45
46
Tamże, s. 254–272.
I. Babel, Dziennik 1920, Warszawa 1990, s. 19, 94–97, 134, 135; tegoż, Historia jednego
konia, Warszawa 1988, s. 98; M. Gogol, Martwe dusze, Warszawa 1996, s. 268–269.
106
blond, oczy ciemne i głębokie, czoło zamyślone, wyraz twarzy namiętny i wyniosły. Patrząc w jej oczy wyczuwało się tajemniczy mrok. Wydawało się, że te
niesamowite oczy zadają jakąś zagadkę. Fiodor Dostojewski pisze: „Była w tej
twarzy jakaś ogromna duma i pogarda, prawie nienawiść, a zarazem jakaś ufność, jakaś niezwykła dobroć; gdy się patrzyło na jej rysy, ów kontrast budził
nawet jakby litość Ta oślepiająca uroda była nie do zniesienia, uroda bladej twarzy, z lekka zapadniętych policzków i płomiennych oczu; dziwna uroda”47.
Nastasja pochodziła z rodziny szlacheckiej. Była ciężko doświadczona
przez los. Jej matka zginęła w pożarze, ojciec zwariował i szybko zmarł. Przyjął
ją pewien ziemianin i pokochał, a potem suto wynagrodził. Pociągała i odpychała
wielu mężczyzn, łatwo przechodziła od euforii do głębokiej depresji, prowokowała skandale, była nieobliczalna. W końcu zginęła z ręki szalonego adoratora.
W rzeczywistości, jak typowa Rosjanka, wbrew pozorom, to wstydliwa, cnotliwa, delikatna i ufna marzycielka, zdolna do silnych i głębokich uczuć.
W pewnym sensie głowy rosyjskiemu Sfinksowi mogłaby też dostarczyć
piękna i wyniosła Agłaja Jepanczyn. Jej ojciec mówi, iż to „takie samowolne
i fantazjujące stworzenie, że trudno nawet opowiedzieć. Posiada wszystkie zalety, wszystkie wspaniale cechy serca i umysłu – wszystko to ma na pewno, ale
przy tym kapryśna, zjadliwa, słowem, charakter ma diabelski i w dodatku pełen
fantazji”48.
Podobne cechy mają również Katarzyna z „Braci Karamazow”, Liza
z „Biesów”, Achmakowa z „Młodzika”, Dunia ze „Zbrodni i kary”. Realnym
prototypem tych sześciu powieściowych kobiet była Apolinaria Susłowa, którą
Fiodor Dostojewski poznał w 1861 roku. On miał wówczas 40 lat, a ona 23.
Cztery lata później odrzuciła jego oświadczyny, lecz nadal się przyjaźnili. Wasilij Rozanow (filozof, pisarz, krytyk literacki), za którego wyszła w 1880 roku (po
sześciu latach małżeństwo rozpadło się), tak ją charakteryzował: „W typie bardzo rosyjska, ale takiej Rosjanki, jak żyję, nie spotkałem. Ma w sobie coś z chłystowskiej Bogurodzicy albo Katarzyny Medici. Jest wspaniała, urzekająca, ale
też zdolna z zimną krwią popełnić przestępstwo, w noc św. Bartłomieja strzelałaby do hugonotów po prostu z hazardem”49.
Polina Susłowa była córką chłopa, rządcy hrabiego, studiowała na uniwersytecie petersburskim, wierzyła w teorię Darwina; pasjonowała się emancypacją
kobiet, pisała opowiadania, zamierzała wrócić na wieś i pracować wśród ludu,
myślała o samobójstwie. Poza tym rozpowiadała, że zamorduje niewiernego
kochanka i wyznała na spowiedzi zamiar zabicia cara. W liście do jej siostry,
Nadieżdy, pierwszej Rosjanki, która zdobyła dyplom lekarza, Fiodor Dostojewski skarżył się, że Polina „żąda od ludzi wszystkiego, wszelkich doskonałości,
__________
47
48
49
F. Dostojewski, Idiota, Londyn 1992, s. 85, 129.
Tamże, s. 378.
Cyt. za: D. Kułakowska, Pokój z widokiem na wzgórze Sainte-Genévieve (Dostojewski
i Polina), „Miesięcznik Literacki” 1984, nr 10, s. 60.
107
nie wybacza żadnej wady mimo innych dobrych cech, sama natomiast czuje się
zwolniona od jakichkolwiek obowiązków wobec ludzi”50. W ostatnim liście do
Poliny pisarz donosił o wzmagającej się epilepsji i stwierdzał: „Szanuję cię (i
zawsze szanowałem) za Twoje wysokie wymagania, lecz przecież wiem, że
Twoje serce nie może nie rwać się do życia, a Ty uważasz ludzi albo za nieskończenie szlachetnych, albo bez reszty podłych i nikczemnych”51.
W osobowości Poliny Susłowej znamienne są labilność, brak umiaru i marzycielstwo. Te właśnie cechy Dostojewski uznał za typowo rosyjskie. Charakterystyczna dla Rosjan jest też paradoksalna dewiza Gawriły Dzierżawina: Ja car –
ja rab – ja czerw – ja Bog! W różnych okresach czuł się carem, niewolnikiem,
robakiem, Bogiem! Rosjanin może zaskoczyć cudzoziemca zmiennymi nastrojami: radości i smutku, entuzjazmu i zniechęcenia, przyjaźni i wrogości. Zygmunt Kałużyński wspominał: „Słonimski, który podawał się za polskiego racjonalistę, skarżył się na przyjaciela Rosjanina, który dręczył go szalenie
zmiennymi nastrojami. Wpadał w euforię: Ach, żyzn! Jaki świat jest wspaniały,
cudowny, promienny! Ja Choczu tolko tańcowat’!, po czym nagle załamywał się:
Proklataja żyzń! Jedna potworność, zbrodnia, ja się zabiję! Słonimski go powstrzymywał, i przyjaciel miał atak wściekłości. «Ty mnie nienawidzisz! Ty
wróg! Ty gad! Ubiju!», po czym z miejsca rozjaśniał się, deklarował miłość
i wpijał się w usta: Ty drug! Ty najlepszy! Ja ciebie kocham nad życie itd. Nie
jest to wyjątek, bo znajduję w literaturze rosyjskiej tysiąc pokrewnych ilustracji…”52.
Rosjanin potrafi szybko otrząsnąć się z nieszczęścia i łatwo pogodzić z losem. Wydaje się nieodgadniony i zmienny jak kobieta. Miewa napady kobiecej
histerii, szaleństwa i opętania. W przeciwieństwie do męskich Niemców i Anglików, Rosjanie i Polacy mają cechy kobiece. W odróżnieniu jednak od Polaków,
Rosjanie mają matuszkę (matulę, dobrodziejkę) Rossiję i batiuszkę (ojczulka,
dobrodzieja), cara, prezydenta… Podstawą tożsamości Rosjanina jest imię
i nazwisko ojca. Ale wobec zagrożenia niemieckiego z plakatów wzywała synów
do walki Mat’ – Rodina. Nie sposób było jej odmówić. W bój szli i umierali za
Rodinu i Stalina!
__________
50
51
52
Tamże, s. 62.
Tamże, s. 64.
Z. Kałużyński, W Europie, lecz nie na Zachodzie, „Tu i Teraz” 1984, nr 4, s. 14.
108
Ojczulek
W 1895 roku pewien siedemnastoletni chłopiec, student seminarium duchownego w Tyflisie, opublikował w gazecie Iwierija (Iberia) piękny i wzruszający wiersz. Pisał53:
Gdy księżyc jasną swą poświatą
Rozświetli nagle mroczną ziemię,
A jego blask odległe szczyty
Bladym błękitem opromieni,
Gdy nad ruczajem w nieba lazur
Wzbiją się wnet słowicze tony
I delikatny głos piszczałki
Zabrzmi przeczysty, niezmącony,
Kiedy, ucichłszy wprzód na mgnienie,
Znowu zaszemrze w górach strumień,
A wiatru tęsknym zawodzeniem
Las rozbudzony w krąg zaszumi,
Gdy zbieg, uchodząc przed pogonią,
Znów na rodzinnej ziemi stanie,
Gdy, śród ciemności zabłąkany,
Zobaczy słońce niespodzianie –
Wtedy gniotącej duszę chmury
Mroczna rozwieje się opoka
I gromkim głosem serce zbudzi
Nadzieja mocna i głęboka;
Dusza poety wzwyż ulata,
A radość w sercu jak zdrój tryska;
Wiem, że przemożna ta nadzieja
Błogosławiona jest i czysta.
Ten wiersz ma kapitalne znaczenie psychologiczne i historiozoficzne. Jego
autorem bowiem jest Iosif Dżugaszwili, czyli Józef Stalin (pseud. Koba), syn
szewca, urodzony w Gori, usunięty z seminarium duchownego w Tyflisie (ob.
Tbilisi), potem socjaldemokrata i bolszewik. W pierwszym rządzie radzieckim
był komisarzem ludowym ds. narodowościowych. A potem aż 31 lat panował
nad Rosją i okolicznymi krajami. Niektórzy utrzymują, że prawdziwym ojcem
Stalina nie był gruziński szewc Wissarion, lecz polski szlachcic, rosyjski oficer,
geograf i podróżnik Mikołaj Przewalski (1839–1888). Podobieństwo rzeczywiście jest uderzające. Przed laty, gdy pracowałem w tygodniku społeczno__________
53
Cyt. za: D. Wołkogonow, Stalin, Warszawa 1999, s. 26.
109
kulturalnym „Odgłosy”, pytałem wiele osób w redakcji i drukarni, kto jest na
wielkiej kolorowej fotografii z radzieckiej encyklopedii. Wszyscy odpowiadali,
że każdy głupi rozpozna Stalina… Podobno na rok przed urodzeniem Stalina
i dwa lata później Przewalski był w Gori. Ale późniejszy tyran był Gruzinem.
Notabene, na czele rewolucji październikowej stało siedmioosobowe Biuro
Polityczne, w którym dominowali obcy. Było w nim aż czterech Żydów: Lew
Kamieniew (Rosenfeld), Grigorij Sokolnikow (Brillant), Lew Trocki (Bronstein),
Grigorij Zinowiew (Hersz Radomylski). Żydem był też Jakow Swierdłow –
formalnie „szef” państwa radzieckiego. Żydzi współtworzyli imperium stalinowskie. Paweł Wieczorkiewicz twierdził, że kadrę kierowniczą WCzK, czyli aparatu terroru, stanowili Polacy, Żydzi i Łotysze, a „Rosjan prawie tam nie było”54.
Aleksander Jakowlew (sekretarz KC KPZR, historyk) ujawnił, że w 1937 roku
na czele jedenastu spośród dwunastu istniejących kompleksów łagrów stali Żydzi, a ostatnim (mińskim) kierował Ormianin55.
W każdym razie Józef Stalin był władcą charyzmatycznym i despotycznym.
Z trzech klasycznych atrybutów przywódcy miał dwa: patos i logos. Brakowało
mu etosu. Potrafił ukazywać dramatyzm sytuacji, wiedział, jak trafić do mas,
lecz nie przestrzegał zasad moralnych. Można go uznać za wzorowego ucznia
Machiavellego: nikomu nie ufał, ignorował pochlebców, wzbudzał miłość
i strach, unikał połowicznych środków, nie dotrzymywał słowa, metody dobierał
do okoliczności, zrównał wszystkich (pozornie) wobec prawa, reformy wspierał
siłą. Nie tolerował jednak wystąpień ludu! Nie popierał wierzeń religijnych.
Na fotografiach i portretach Stalin sprawiał wrażenie olbrzyma. W rzeczywistości miał tylko 162 cm wzrostu, był o 2 cm niższy od Lenina, lubił niskich
ludzi i podwyższenie na trybunie. Miał krótszą lewą rękę, ospowatą twarz, żółte
krzywe zęby. Mówił mało, cicho i powoli. Jego spojrzenia, słowa i gesty były
wieloznaczne. Pewna działaczka, która zobaczyła go w 1905 roku, zanotowała:
„Malutki, cherlawy i jakiś ułomny, przypominał złodziejaszka oczekującego
kary”. Ale ludzie go uwielbiali. Wydawało im się, że bez niego zginie cały
świat…
Trójka
Społeczeństwa indoeuropejskie składały się – według pełnionych funkcji –
z trzech stanów: duchownego (kapłani), wojowniczego (szlachta), produkcyjnego (pasterze, rolnicy, rzemieślnicy, kupcy). Ta struktura determinowała świado-
__________
54
55
P. Wieczorkiewicz, Piłsudski uratował Rewolucję Październikową (rozm. K. Różycki),
„Angora” 1999, nr 47, s. 4.
A. Jakowlew, Widziane z Kremla, „Gazeta Wyborcza” 1991, nr 150, s. 13.
110
mość. Indoeuropejczycy preferowali trójdzielny paradygmat, mieli skłonność do
podziału wszystkiego na trzy części. Nic więc dziwnego, że w Rosji trójka jest
liczbą szczęśliwą. Rosjanie często powtarzają: Boh trojcu lubit. Toteż trzy razy
się żegnają, trzy razy całują z bliskimi osobami. Nawet do wypicia pół litra wódki potrzebują trzech wspólników, ponieważ odkryli, że w tej pojemności jest 21
guli, jeśli pije się z gwintu…
Symbolem narodu rosyjskiego jest trojka (zaprzęg trzykonny). W słynnej
trojce konie boczne są przyprzężone do środkowego. Rosjanie uwielbiali niebezpieczny pęd sań lub bryczki. Bohater powieści Mikołaja Gogola „Martwe dusze”
(1842) każe woźnicy popędzić konie, ponieważ uwielbia szybką jazdę. Pod koniec utworu czytamy: „Gawronie! Jak jedziesz? Nuże, popędzaj! I rzeczywiście
Selifan od dawna już jechał przymrużywszy oczy, z rzadka tylko przez sen potrząsając lejcami po bokach również drzemiących koni; a Pietrkowi już dawno,
nie wiadomo w jakim miejscu, spadła czapka i on sam odchyliwszy się w tył
oparł głowę o kolano Cziczikowa, tak że ten musiał jej dać szturchańca. Selifan
ocknąwszy się i chlasnąwszy parę razy po plecach tarantowatego, po czym ten
ruszył kłusem, i pomachawszy batem nad wszystkimi, wyrzekł łagodnym,
śpiewnym głosikiem: – Nie bój się! Koniki się rozruszały i poniosły jak puch
lekką bryczkę. Selifan tylko wymachiwał batem i wykrzykiwał: «Ech! ech! ech!»
równo podskakując na koźle, w miarę jak trójka to wyjeżdżała na pagórek, to
pędziła z pagórka, którymi był usiany cały trakt, dążący ledwie dostrzegalnym
spadkiem w dół. Cziczikow tylko się uśmiechał, z lekka podskakując na swej
skórzanej poduszce, bo lubił szybką jazdę! I jakiż Rosjanin nie lubi szybkiej
jazdy? Jakżeby jego, dusza, dążąca do zapamiętania się, do zakręcenia się nie
powiedziała czasem «Bierz diable wszystko!» Jakżeby jego dusza miała jej nie
lubić? Jakże jej nie lubić, kiedy w niej jest coś wspaniałego i cudownego? (…)
Hej, trójko, ptaku – trójko! Kto ciebie wymyślił? Widać tylko u dzielnego narodu
mogłaś się zrodzić – na tej ziemi, która nie lubi żartować, tylko równo i gładko
rozłożyła się na połowie świata; i idźże rachować wiorsty, dopóki ci się nie zaćmi w oczach. (…) Czyż nie tak samo i ty, Rosjo, pędzisz jak dzielna nieprześcigniona trójka? (…) Rosjo, dokądże pędzisz? Daj odpowiedź! Nie daje odpowiedzi. Cudownym dźwiękiem brzmi dzwoneczek; grzmi i staje się wiatrem
rozrywane na strzępy powietrze; przelatuje obok wszystko, cokolwiek jest na
ziemi, i patrząc z ukosa odsuwają się i dają jej drogę inne narody i państwa”56.
W tym samym czasie Mikołaj Dobrolubow pisał, że cała historia Rosji odznacza się niezwykłą porywczością. Nagle powstało państwo, nagle przyjęto
chrzest, szybko dogoniono Europę. Po gwałtownym przyspieszeniu następowała
jednak stagnacja57. Podobną tezę znajdujemy w powieści „Złodziej” (1927) Leonida Leonowa. Jego zdaniem, los Rosji byłby marny, gdyby „co każde dwa
__________
56
57
M. Gogol, Martwe dusze, Warszawa 1996, s. 268–269.
N. Dobrolubow, Izbrannyje soczinienija, Moskwa–Leningrad 1947, s. 7–8.
111
wieki nie pojawiał się na koźle energiczny woźnica, który puszczał się w pogoń,
smaganiem wydobywając wszystkie siły ze znakomitej rosyjskiej trójki”58.
Przy tym podejściu można wskazać trzy despotyczne jednostki, które smagając naród rosyjski, zmusiły go do ogromnego wysiłku. Byli to: Iwan IV Groźny, Piotr I Wielki i Józef Stalin. W rosyjskiej tradycji nietrudno ich uznać za
jurodiwych, czyli nawiedzonych, opętanych, szalonych. Wszyscy trzej odznaczali się niezwykłym okrucieństwem, lecz spowodowali szybki rozwój. Ale jak ich
ocenić? Czy warto było?
Problem ten ciekawie przestawił Władimir Tiendriakow. W powieści
„Sześćdziesiąt świec” (1980) uczniowie dziesiątej klasy piszą wypracowania na
temat Iwana Groźnego. Pracowita, brzydka średnio zdolna Zoja Zybkowiec
wyczytała, że car zgwałcił i kazał powiesić żony dwóch diaków. Na tej podstawie stwierdziła: „Ktoś taki nie mógł pragnąć dla ludzi dobra. Jeśli nawet tępił
bojarów, to tylko dlatego, że ich nienawidził. Jeśli więc był za czasów Iwana
jakiś postęp, to nie jest to jego zasługą”59. Nauczyciel historii oczekiwał innego
zdania. Wywołał do odpowiedzi Lenę Szorochową. Powiedziała: „Nie zgadzam
się z Zoją. Iwan Groźny ścinał głowy i wieszał – wie o tym każdy. Ale każdy
również wie, że zdobył Kazań, że za jego czasów rozpoczął się podbój Syberii,
pojawiły się na Rusi pierwsze drukowane książki, nawiązano poprzez Morze
Białe kontakty z Europą. Więc co jest ważniejsze? Co ważniejsze? To, że mordował żony jakichś tam diaczków, czy wielkie czyny dziejowe?”60. Nauczyciela
przeraziło, że dziewczyna, która otrzyma ze szkoły znakomitą opinię, z bezduszną lekkością potraktowała fakt, iż czar zabijał prawdopodobnie kobiety tak
młode jak ona. Profesor był wzburzony, Lena przekonana o swej racji, a klasa
sennie milczała. Z kolei wywołany do odpowiedzi Lowa Boczarow – wyjątkowo
inteligentny, lecz znudzony szkołą – oświadczył, że może odpowiedzieć, jak
należy, ale jeśli ma być szczery, to myśli tak samo jak Zoja: „Iwan Groźny zdobył Syberię – rzeczywiście to wielki wyczyn, ale nawet w imię tego wyczynu nie
chciałbym mu pomagać. Szorochowa chciałaby, a ja nie”61.
Po wypowiedziach Leny i Lowy profesor dumał nad swym stosunkiem do
historii. Jest obiektywny, zna wady i zalety cara, który przelał krew, lecz stworzył mocarstwo od bieguna północnego do południowych pustyń. A ponieważ
klasa nadal milczała, zaczął zastanawiać się nad fenomenem pięknej Leny Szorochowej. Nie miał wątpliwości, że ona nie zabije krewnych, ale ludzi obcych
z konieczności może. Jeśli zaś nawet nikogo nie zabije, to jednak „głosowała” za
tym. Profesora zmartwiło, że nauczył dziewczynę beznamiętnego, lodowatego
traktowania historii, lekceważenia przelanej krwi62.
__________
58
59
60
61
62
L. Leonow, Złodziej, Warszawa 1979, s. 448.
W. Tiendriakow, Sześćdziesiąt świec, Warszawa 1984, s. 10–11.
Tamże, s. 67–68.
Tamże, s. 70.
Tamże, s. 71.
112
Cierpienie
Jeśli klasyczny diabeł jest częścią siły, która pragnąc zła, stwarza dobro, to
Józef Stalin i bolszewicy odwrotnie – czynili zło, chcąc dobra. Po zamachu na
Lenina ogłosili bezlitosny terror. W sumie, licząc od I wojny światowej, ofiary
wojny domowej, klęski głodu, kolektywizacji rolnictwa, egzekucji i łagrów, II
wojny światowej wyniosły aż 75 mln osób. Jest to liczba szokująca, apokaliptyczna, niewiarygodna, lecz zgodna z wyznaniem Aleksandra Lebiedzia, że
w wojnach, rewolucjach i represjach XX wieku Związek Radziecki stracił 75
mln ludzi63.
W powieści Anatolija Rybakowa „Dzieci Arbatu” (1987) główny bohater
został uwięziony z błahego, sfingowanego powodu i zesłany na trzy lata do wsi
nad Angarą. Brat jego matki uważa, że w tych czasach to „drobiazg”, bo przecież
innych rozstrzeliwują. Tłumaczy siostrze, że Sasza ma coś na sumieniu, chyba
nic wielkiego, ale ma. A prawo jest prawem. Poza tym chłopiec jest młody, poradzi sobie, na wsi żyją miliony ludzi. Na to matka Saszy oświadcza: „Gdyby car
sądził was według waszych praw, to rządziłby jeszcze przez tysiąc lat”64. Przypomina bratu zdumiewająco łagodne wyroki carskie na Stalina. Nie wiedziała
jednak, że początkowo jej syn był przekonany, że jest niewinny, lecz pozostali
więźniowie są winni Był gotów bronić władzy radzieckiej, gdyż sądził, że w jego
sprawie zawinili tylko ci, którzy jej nadużywają.
Rosjanie dość łatwo godzą się z losem, szczęście kojarzą z cierpieniem, cenią smutek. W trudnych czasach sądzą, że widać Bóg tak chce, że mogłoby być
jeszcze gorzej. W powieści Fiodora Dostojewskiego „Bracia Karamazow”
(1879–80) czytamy, że „każdy z nas jest winien za wszystko wobec wszystkich”65. Ta myśl pojawia się pięciokrotnie. Grzech jest atrybutem człowieka. Nie
ma ludzi bezgrzesznych. Notabene, Jezus Chrystus podkreślał: „Nikt nie jest
dobry, tylko sam Bóg” (Mk 10, 18).
W prawosławnej kulturze rosyjskiej cierpienie jest wartością transcendentną, katharsis, sprawiedliwą karą za grzech i drogą do szczęścia. W powieści
Leonida Dobyczina „Miasto En” (Dyneburg, Daugavpils) w święto Matki Bożej
Cierpiących ojciec Fiodor mówi, że nie trzeba unikać cierpień, bo w nich Bóg
nas nawiedza. Pewien święty płakał, że Bóg o nim zapomniał, ponieważ nie
cierpiał. Ten fragment kazania damy skomentowały znamiennie: „Ach, jakie to
prawdziwe”66. W powieści Jurija Trifonowa „Czas i miejsce” (1981) stary pisarz
poucza młodego, że jeśli nigdy nie cierpiał, to nie ma ludziom nic do powiedze-
__________
63
64
65
66
„Przegląd Tygodniowy” 1996, nr 48, s. 2.
A. Rybakow, Dzieci Arbatu, Warszawa 1988, t. 1, s. 284.
F. Dostojewski, Bracia Karamazow, Wrocław 1995, t. 1, s. 397, 410, 416, 440; t. 2, s. 349.
L. Dobyczin, Miasto En, Warszawa 1999, s. 10, 30.
113
nia67. Fiodor Dostojewski uczył, że nie znajdziemy szczęścia w dobrobycie;
trzeba sobie na nie zasłużyć cierpieniem. Jego zdaniem, głęboką potrzebą całego
narodu rosyjskiego jest pragnienie cierpienia. W szczególności lud rosyjski
wręcz rozkoszuje się cierpieniem. Podczas gdy Niemiec upija się na wesoło,
Rosjanin lubi pić i płakać.
Fiodor Dostojewski zauważył, że do utajonych idei narodu rosyjskiego należy nazywanie przestępstwa nieszczęściem, a przestępców – nieszczęśliwymi”68. To niemiecki historiozof Oswald Spengler skomentował następująco:
„Przestępca jest kimś nieszczęśliwym – jest to kompletne zaprzeczenie faustowskiej osobistej odpowiedzialności”69.
Rosyjski historyk, socjolog i futurolog Igor Bestużew-Łada twierdził, że
jedną z największych wad Eurazjatów (Rosjan, Ukraińców, Białorusinów, ludów
Syberii) jest traktowanie środka odurzającego (alkoholu, nikotyny) jako ohydnego, ale niezbędnego lekarstwa, którego im więcej się wchłonie, tym lepiej.
W powieści Michała Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata” (1928–40) czarny kot
Behemot nalewa Małgorzacie do smukłego kieliszka jakiegoś przejrzystego
płynu. Na pytanie, czy to wódka, odpowiada: „Na litość boską, królowo, czy
ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus”. A gdy Małgorzata
próbowała odsunąć kieliszek diabeł Woland zachęcił: „Proszę pić śmiało”.
A dalej czytamy: „Woland w milczeniu wzniósł kieliszek i trącił się z Małgorzatą. Małgorzata pokornie wypiła przekonana, że ten spirytus ją dobije. Nic złego
się jednak nie stało. Ożywcze ciepło rozgrzało jej wnętrzności, coś miękko uderzyło ją po karku, powróciły siły, poczuła także wilczy apetyt”70. Antoni Czechow (wybitny nowelista i dramatopisarz, ale z zawodu lekarz) uświadamiał
kogoś, co go powinno czekać w domu: „Stół powinien już być nakryty, a kiedy
pan usiądzie, to natychmiast – serwetkę za kołnierz i bez pośpiechu sięgnąć po
karafkę z wódeczką. Przy tym nalewa ją pan, matuchnę, nie do kieliszka, lecz do
jakiejś tam przedpotopowej pradziadowskiej czareczki srebrnej… i wypija pan
nie od razu, tylko najpierw pan westchnie, obojętnie spojrzy na sufit, potem bez
pośpiechu podniesie pan ją, to jest tę wódeczkę, do warg – i natychmiast panu
z żołądka po całym ciele iskry pójdą”71.
Igor Bestużew-Łada ostrzegał: „W końcu samo tylko nagminne pijaństwo
ostro wytycza granice istnienia cywilizacji z tego rodzaju przyzwyczajeniami
żywieniowymi: dwa, trzy pokolenia i następnie czeka nas los wszystkich plemion i narodów, które alkohol starł z powierzchni Ziemi”72. Ale podobno Rosja-
__________
67
68
69
70
71
72
J. Trifonow, Czas i miejsce, Warszawa 1985, s. 49.
F. Dostojewski, Dziennik pisarza…, t. 1, s. 284.
O. Spengler, Zmierzch Zachodu, Warszawa 2001, s. 306.
M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, Wrocław 1990, s. 365–366.
Cyt. za: A. Kwapisz i inni, Kuchnia rosyjska, „Rzeczpospolita”, New Media Concept 2008,
s. 45.
I. Bestużew-Łada, Koniec świata Eurazjatów, „Forum” 1999, nr 10, s. 6.
114
nie więcej znoszą niż inni Rusini. Wiktor Jerofiejew pisze: „Ukraińcy mają
w sobie leniwy hedonizm. Ich można łatwo określić. Jadę na Krym i widzę po
zachowaniu, dostosowaniu się do słońca. Gdy za mocne, to Ukrainiec szuka
cienia. Rosjanin nie szuka. Latem będzie się smażył na słońcu, zimą marzł na
mrozie. Wszystko wytrzyma, ale niczego nie zmieni. Nie jest hedonistą, ale też
nie jest ascetą. To pewien fatalizm, ale biologiczna siła”73.
Świętość?
W jakimś czasie pojawiło się przekonanie, że Ruś (Rosja) jest święta.
Wspomniany wyżej Wasilij Rozanow dowodził, że od wieków istniały dwie
Rosje: Ruś widocznych pozorów (Imperium) i Święta Ruś (Matuszka). O pierwszej mówiono w Moskwie i Petersburgu, o drugiej w głębi kraju. Mariusz Wilk
sądzi: „Ów stan rzeczy, moim zdaniem, przetrwał do dziś. Bo i dzisiaj obie Rosje
istnieją: i Imperium, na drżących nogach, i Matuszka, walająca się w rowie.
Pierwszej popróbowałem na konferencjach prasowych i na kaukaskich wojnach,
w dyplomatycznych salonach i na moskiewskich puczach, u «nowych ruskich»
na przyjęciach i u starych stalinistów na daczach, na festiwalach, prezentacjach
i sekretnych konwentyklach; drugiej – na wiejskich hulankach i na syberyjskich
bezdrożach, w archangielskich błotach i w uralskich zonach, w byłych zeka za
stołem i u mnichów prawosławnych w refektarzu, na weselach, stypach i tajnych
obrzędach pokutnych”74.
Jeden z teraźniejszych myślicieli rosyjskich przekonuje: „Rdzeniem idei rosyjskiej skupiającym wszystkie jej znaczenia w jeden niepowtarzalny sens jest
koncepcja Świętej Rusi, Moskwy – Trzeciego Rzymu. Święta Ruś w idei rosyjskiej – to duchowy ideał królestwa prawdy i sprawiedliwości, miłości i dobra,
wedle którego należy odbudowywać Ruś historyczną. Misją Moskwy – Trzeciego Rzymu jest obrona i zachowanie czystości Prawdy Bożej, niesienie jej
wszystkich narodom”75. W 1992 roku archimandryta Konstanty ubolewał: „Na
początku tego stulecia ze świadomości narodu rosyjskiego uleciała myśl, że
nasza Ojczyzna nie jest Wielką Rosją, jest natomiast przyobleczoną w narodowo-państwową potęgę Świętą Rusią, której Opatrzność Boska powierzyła niezwykle ważną służbę: być ostoją wszechświatowego Prawosławia być Poskromicielem światowego zła. Stąd nadanie Moskwie tytułu Trzeciego Rzymu”76.
__________
73
74
75
76
W. Jerofiejew, Moskwa bez Pietuszek (rozm. A. Krzemiński), „Polityka” 2003, nr 41, s. 74.
M. Wilk, Wilczy…, s. 3.
Cyt. za: A. Lazari, Mentalność rosyjska. Słownik, Katowice 1995, s. 77.
Tamże, s. 81.
115
W języku polskim „święty” znaczy nietykalny, bardzo dobry, godny czci.
W rosyjskim svjatój to przedmiot kultu religijnego. Świętymi są ziemia, świat,
strastotierpcy (cierpiący jak Chrystus), jurodiwyje (głupcy Boży), starcy (przewodnicy duchowi). W języku greckim zaś hagios oznacza czysty i splamiony.
I podobnie łacińskie sacer znaczy święty i przeklęty. W tym klasycznym sensie,
odpowiadając na tytułowe pytanie, można stwierdzić, że Rosja jest święta i przeklęta!
Catherine Clément napisała pouczającą książkę „Podróż Teo”, fascynującą
młodych i dorosłych, przetłumaczoną na kilkanaście języków. W tej opowieści
czternastoletni chłopiec z Paryża, syn dyrektora zakładu naukowego w Instytucie
Pasteura i nauczycielki nauk przyrodniczych w liceum George Sand, Francuza
i Greczynki, z bogatą ciotką zwiedza świat i poznaje różne kultury religijne.
W końcu przybywa do Świętej Rusi. O prawosławnych ludziach rosyjskich ciotka mówi: „Są Rosjanami. A Rosja to nie byle co. (…) Oni uważają, że ziemia
rosyjska jest matką, która cierpi jak Chrystus podczas męki na krzyżu. Najważniejsze jest cierpienie”77. Na temat cara Iwana Groźnego bratanek słyszy: „Car
cierpiał z powodu brzemienia, jakim było rządzenie Rosją. Cierpiał, kiedy karał.
Cierpiał, kiedy spotykały go niepowodzenia. Sam był ofiarą Rosji i cierpiał
z tego powodu, że miał prawo do karania. Cały swój czas poświęcał na obrzucanie samego siebie obelgami: mówił, że jest niewolnikiem, grzesznikiem, człowiekiem nieporadnym, ale z tego upokorzenia czerpał siły, które pozwalały mu
zabijać, jeśli okazało się to niezbędne. Długie dzieje caratu to seria krwawych
zbrodni i zabójstw, a los, jaki zgotował Lenin ostatniemu z dynastii Romanowów, Mikołajowi II, jest tylko logiczną ich konsekwencją. Zgładzony wraz
z całą rodziną ostatni car zapłacił drogo za to, że był władcą konsekrowanym.
Ojciec w końcu umarł. Wkrótce po śmierci Lenina Stalin zgodził się, by nazwano go ojcem narodów; słowa naród używano tu w liczbie mnogiej, gdyż imperium sowieckie obejmowało rozmaite narody, ale ojciec pojawił się znowu, i to
z całą swą władzą. (…) Wielu carów zabijało własnych synów. Udziałem Iwana
Groźnego, Piotra Wielkiego było męczeństwo, ale żaden z nich nie cofał się
przed czynami, jakich wymagało sprawowanie władzy: obaj kazali stracić swego
następcę, gdyż uznawali go za człowieka słabego ducha albo buntownika. Tak
więc car cierpiał jak Bóg Ojciec, który zgodził się na to, by Jego Syn umarł na
krzyżu. Car był wcieleniem Boga i brał na siebie wszystkie grzechy swojego
ludu. A przeznaczeniem jego następcy, carewicza, była, z samej definicji, Męka
Chrystusowa”78. A gdy Teo wykrzyknął – „Co za rodzinka! – ciotka Marta odparła: „Nie można powiedzieć, żeby królowie francuscy tak bardzo ustępowali
__________
77
78
C. Clément, Podróż Teo, Warszawa 2003, s. 450.
Tamże, s. 463–464.
116
pod tym względem carom. Różnica polega na tym, że na innych władcach nie
spoczywał obowiązek cierpienia”79.
W tym monstrualnym związku czy więzieniu narodów działy się sprawy
wielkie i małe, dobre i złe, piękne i brzydkie, radosne i tragiczne. Podczas II
wojny światowej ZSRR stracił 26,7 mln osób. Połowę stanowiła ludność cywilna. Ale dziś uważają, że Armia Czerwona obroniła Słowiańszczyznę i Europę.
Potwierdza to Norman Davies. Mówi: „Wojnę z III Rzeszą wygrał ZSRR. Decydujące zwycięstwa sowieckie, pod Stalingradem i pod Kurskiem, Armia Czerwona odniosła, gdy nieliczne wojska aliantów biły się na frontach peryferyjnych,
bez znaczenia dla losów wojny, a Londyn i Waszyngton zaabsorbowane były
przede wszystkim zdobyciem strategicznej kontroli nad szlakami komunikacyjnymi na Atlantyku. Wystarczy uświadomić sobie, że do Afryki Hitler posłał
kilkanaście dywizji, a na front wschodni – kilkaset. O tym zachodnia historiografia nie chce pisać, woli zajmować się starciami na froncie zachodnim. (…) Wojna po prostu zmobilizowała społeczeństwo w stopniu, którego wcześniej nikt, ze
Stalinem włącznie, nie był w stanie przewidzieć. Ewakuacja przemysłu z europejskiej części ZSRR na Ural i na Syberię była osiągnięciem wręcz niewyobrażalnym. Fabryki przeniesione w sierpniu 1941 roku z Ukrainy do Magnitogorska
już w grudniu wypuszczały pierwsze, w pełni sprawne czołgi”80. Na pytanie, czy
gdyby alianci nie utworzyli drugiego frontu Stalin też wygrałby z Hitlerem,
Davies odpowiada twierdząco. I wtedy Europa stałaby się jednym wielkim
Związkiem Radzieckim…
W sumie można odnieść wrażenie, że mityczny Sfinks zmartwychwstał
w rosyjskiej Eurazji i tam zadaje ludzkości kolejne zagadki…
Summary
The Slavic country, Kievan Rus was established by Swedish Vikings who
were referred to as the Rus people or Variangans. The tribes who played a significant role in the history of Rus and Russia were the Teutonic peoples and Germans. For seven centuries (882–1598) the country was ruled by princes and tsars
coming from the German chief, Rurik. Then for three centuries (1613–1917) the
Romanovs ruled the country and for the last 155 years the German Oldenburg
dynasty (Holstein-Gottorp).
The Russian federation comprises 12.6% of lands, 42.4% of Europe and
28.4% of Asia. This is rather a continent than one of the countries of the world.
And the problems they face are also continental ...
__________
79
80
Tamże, s. 464.
N. Davies, II wojna. Wydanie poprawione (rozm. W. Kalicki), „Gazeta Wyborcza” (Gazeta
na Święto) 2008, nr 256, s. 9 i 11.
117
One of the difficult natural challenges is definitely permafrost, which
makes up 60% of Russia and 80% of Siberia. The other significant ones include
social-political challenges: western (mainly American), Muslim, Far Eastern
(mainly Chinese).
Russia and the Russians are often associated with the mythical Sphinx
which had a face of a woman, breast and paws of a lion, a tail of a snake and
wings of an eagle. Thus the face of the nation can be the heroines from Fyodor
Dostoyevsky’s novels: Nastasja Filipowna Baraszkow, Agłaja Jepanczyn and
Katarzyna, Liza, Achmakowa, Dunia. Their actual prototype was Apolinaria
Susłowa. She was best characterized by Wasilij Rozanow. He wrote: „A very
Russian type, however, I have never met such a Russian woman in my life. She
has something of the Khylst Saint Mother of God or Catherine de Medici. She is
wonderful, fascinating, but simultaneously cold-blooded and able to commit a
crime. On the St. Bartholomew’s Day she would shoot the Huguenots as a sport”.
Nothing more, nothing less….
118
Jerzy Kmieciński
Uniwersytet Łódzki
Archeologia i świadomość historyczna
Wprowadzenie
Archeologia jako nauka społeczna już od XIX wieku z wzrastającą intensywnością dąży do udostępniania materialnych świadectw historycznych wszystkich zamieszkałych obszarów globu. Prowadzi to do ulepszenia i utrwalenia
systematycznego, chronologicznego i chorologicznego układu a w następstwie
do uzyskania pogłębionego wglądu w kulturę oraz w określone aspekty historii
poszczególnych społeczności ludzkich. Penetracje te mają rozmaitą rozległość
i głębię: najrozleglejsze i najgłębsze okazują się w wypadku kultur wysoko rozwiniętych, najskromniejsze zaś w odniesieniu do wędrujących społeczności
myśliwskich, po których niejednokrotnie pozostały tylko z pośpiechu wykonane
narzędzia kamienne.
Jeśli zsumujemy to co jest źródłowo dostępne, to ukaże się nam wysoce interesujący, niezwykle wielostronny obraz procesów historycznych mających swe
początki w wymiarze światowym w paleolicie, co następnie kontynuuje się
w popleistoceńskich neolitycznych przejawach dynamicznego rozwoju kultury.
Innowacje kulturowe nie docierają równomiernie i równocześnie do wszystkich
zakątków świata bowiem pewne obszary pozostawały przez nie nietknięte. Wysoko rozwinięte formy postępu cywilizacyjnego od trzeciego tysiąclecia przed
naszą erą poczynając, początkowo rozprzestrzenione były również tylko na ograniczonych, wybranych terytoriach. W następstwie jednak w rozmaity sposób
i pod różnymi technologiczno-ekonomicznymi, społecznymi czy też religijnymi
postaciami rozszerzyły się w rezultacie kompleksowych ogólnostrukturalnych,
rozwiniętych kulturowo przejawów i zdobywały coraz to nowe terytoria. Dalsza
transformacja tych procesów następuje w antyku zaś w średniowieczu te tak
ustrukturalizowane obszary historyczne pulsują okrężnie wzajemnymi kontaktami i rozwojem od Azji Wschodniej poczynając poprzez jej południową i przednią część, dalej północną Afrykę i Europę sięgając aż po środkową i południową
Amerykę.
W badaniach archeologicznych istotne znaczenie ma właściwa interpretacja
ustawicznie powielających się ilościowo materialnych źródeł historycznych
z wszystkich części świata przy uwzględnianiu ich regionalnego zróżnicowania
119
i tradycji ale równocześnie zwracając uwagę na ich interregionalne wzajemne
powiązania. Skutkować to winno obiektywizacją wglądu w rozwój czasowy
i przestrzenny historycznych ekumen ludzkich oraz wzbogacać naszą wiedzę
o tym jak dalece sięga samodzielność rozwoju kulturowego poszczególnych
terytoriów na ile zaś należy się liczyć z oddziaływaniem kontaktów, wpływów
i infilrtacji kulturowej.
Przede wszystkim i bezpośrednio źródła archeologiczne dostarczają informacji o zasiedleniu, rękodzielniczym sprzęcie domowym, narzędziach pracy,
dziełach sztuki, biżuterii, uzbrojeniu, obrządku grzebalnym czy miejscach kultu.
Rzucają więc światło na niektóre tylko aspekty kultury określonej społeczności
ludzkiej. Tam gdzie dodatkowo istnieją źródła pisane pozwala to na uzyskanie
daleko sięgającego wglądu w kulturę, religię i historię. Umożliwia też wzbogacenie naszej wiedzy co do funkcjonalnej oceny źródeł archeologicznych. Na
obszarach wysoko rozwiniętych kultur istnieje też możliwość poznawania rzeczywistości oraz ujmowania zjawisk zwłaszcza społecznych w sposób historyczny, tj. ze względu na ich powstanie, rozwój i warunki dziejowe pozwala nam
więc na poznawanie świadomości historycznej określonej społeczności ludzkiej.
Pojęcie, które nazywamy świadomością historyczną, odnosić się będzie do społeczności złączonej więzami społecznymi, politycznymi i etnicznymi, przy czym
tak rozumiana świadomość historyczna przejawia się wtedy w wymiarze stopniowalnym w najwyraźniej wyartykułowanej formie w przewodzących kręgach
polityczno-kulturowych mniej zaś wyraźnie w innych warstwach społecznych
i grupach marginalnych.
Najogólniej pod pojęciem świadomości historycznej przyjmuje się, iż jest
to wiedza o własnym pochodzeniu i tradycji jak też i świadomość o pozycji własnej społeczności w stosunku do innych grup w otaczającym nas środowisku jak
i do społeczeństwa ludzkiego w ogóle.
Badaną pod tym kątem każdą historyczną przestrzeń i tam ukształtowaną
świadomość historyczną należałoby uznać za wartość jedyną w swym rodzaju
i niepowtarzalną. Takie podejście nie przeszkadza w spojrzeniu porównawczym
na ogólnej platformie różnorodnych społeczności ludzkich. Wynik takiego porównawczego spojrzenia nie spowoduje zatarcia odrębności a wręcz przeciwnie
tym wyraźniej przeciwstawi je odmiennym przejawom. Pozwoli to także na
uwidocznienie pokrewnych cech charakterystycznych, które uzasadnić się dadzą
bądź to wzajemnymi kontaktami, bądź zbliżoną tradycją, bądź też podobieństwem podstawowych struktur, funkcji czy wreszcie doświadczeń. Jest też rzeczą
naturalną, że z wysoko rozwiniętych kultur państwowych padało światło na
niepiśmienne społeczności. Tak więc porównywanie ich wzajemne nie musi
obejmować tylko wydzielonych źródeł materialnych, ale daje możliwość do
wyciągania stosownych wniosków co do podobnego, zintegrowanego funkcjonowania systemowego w określonych niepiśmiennych kulturach archeologicz-
120
nych. Takie podejście upoważnia do uznania badań powszechnej i porównawczej
archeologii jako uniwersalno historycznie ukierunkowanej nauki.
Rola archeologii w pogłębianiu świadomości historycznej
współczesnych społeczeństw
Zadając pytanie jakie znaczenie posiadają materialne świadectwa historyczne i ich badanie dla określenia świadomości historycznej współczesnych
społeczności ludzkich – należy równocześnie przyjąć założenie, że współczesna
rzeczywistość jest wynikiem procesu historycznego, który dotyczy w równej
mierze stopniowego rozwoju wydarzeń jak i świadomej refleksji uznającej równoważną wartość poznawczą spuścizny archeologicznej w stosunku do innych
świadectw historycznych. Należy też podkreślić, że nasza ocena będzie tylko
wtedy należycie obiektywna i w miarę pewna, jeżeli uwzględnimy w tym procesie całą nowożytność.
Historyczna świadomość społeczeństw wczesnej nowożytności, zaś
w szczególności XVI i XVII stulecia odróżniać się będzie w sposób istotny od
europejskiego średniowiecza na skutek nowych wkraczających na globalną arenę
historyczną kultur Nowego Świata, Afryki jak i Dalekiego Wschodu. Następuje
też wtedy zdecydowany zwrot w docenieniu dziedzictwa kulturowego antyku.
Obie opcje przyczyniły się do przyjęcia nowej oceny poglądów i doświadczeń historycznych, ogólnie rzecz ujmując do wykształcania się świadomości
historycznej. Odkrycie Ameryki oraz intensyfikacja połączeń morskich z południową i wschodnią Azją przyczyniło się do pogłębionego poznania tych kontynentów a na skutek tego wpłynęło na zmianę dotychczasowych poglądów dotyczących wszystkich kultur jako całości. Pomnożenie dopływu nowych informacji
pobudziło proces porównywania własnej europejskiej kultury oraz zapoczątkowało obiektywizację i zróżnicowanie wartościowalnych cech. Nie brakło też
prób wiązania nowych kultur i ludów z własną literacka tradycją. To nowe nastawienie obok zasadniczego założenia, że przekaz literacki czyni możliwym
bezpośredni wgląd w poznanie przeszłości przyznawało też materialnym świadectwom historycznym niezależną wartość dowodową przy ocenie historii Zachodu w związku z kontinuum dziedzictwa Antyku wykazując zarazem znaczną
wstrzemięźliwość w stosunku do Nowego Świata.
W XV wieku we Włoszech wzmogło się zainteresowanie powszechnie widocznymi jeszcze zabytkami antycznymi. Nastąpiło to w wyniku intensyfikacji
zainteresowania antycznymi pisarzami przy wyraźnym nawiązywaniu do dziedzictwa antycznego (przykładowo można wymienić publikacje Roma triumphans
z 1472 roku czy Italia illustrata z 1474 r.
121
Upostaciowienie tego procesu wystąpiło już w okresie przednowożytnym
na północ od Alp, kiedy w piętnastowiecznych przedstawieniach malarskich
tematów antycznych obrazowane tam postacie niefrasobliwie ubierano we właściwe dla późnego średniowiecza stroje (np. postać Juliusza Cezara na berneńskim dywanie z XV wieku). Równie powszechnie występowało to zjawisko
w obrazowaniach scen biblijnych na drugoplanowej panoramie miast z architekturą średniowieczną. Na najstarszym (1520 r.) malarskim przedstawieniu bitwy
Varrusa obie walczące strony przedstawione były jako Landsknechci a różnili się
tylko napisami na sztandarach „Germaniae” i SPQR Senatus Populusque Romanus.
Po raz pierwszy W. Lazius w dziele De migratione gentium z 1557 roku
przy obrazowaniu postaci Germanów zużytkował reliefy rzymskie. Równocześnie też francuskie grobowce megalityczne z młodszej epoki kamienia (2500
p.n.e.) jak i południowo-niemieckie kurhany kultury mogiłowej z epoki brązu
(1200 p.n.e.) uważano za miejsca pochówków Rzymian bądź też innych ludów,
których nazwy przekazane były przez antycznych autorów. Podobnie też na
podstawie reliefu Merkurjusza uznano, że darzony on był specjalnym kultem
jako bóstwo u Germanów. Cały też areopag bóstw celtyckich, germańskich
i słowiańskich porównywano z areopagiem greckim i rzymskim (S. Frank, Geschichtsbibell, 1530 i Germaniae Chronicon, 1538).
Określony związek zabytków archeologicznych i pisarzy antycznych jest
szczególnie uderzający w wypadku kamieni z inskrypcjami i monet. Nie bez
przyczyny był tu fakt bardzo rozpowszechnionego w XVI wieku kolekcjonowania tych właśnie zabytków. Poświęcane im naukowe komentarze nosiły w zasadzie antykwaryczny charakter przy czym służyły jako ilustracja dla mniej lub
bardziej właściwie dobranych źródeł pisanych, skutkiem tego jednak stało się to
pierwszym impulsem do uznania tych zabytków za źródła historyczne. Przykładem dalszego rozwoju tej tendencji jest fakt, iż około roku 1500 przy opracowywaniu przez Peutingera słynnej genealogii cesarzy, genealogię cesarza Maksymiliana udało się na podstawie monet, bez luk, prześledzić aż do panowania
Juliusza Cezara. Warto też przytoczyć tu użycie przez S. Meisterlina w jego
Nürnberger Chronic z 1488 r., pochodzących z Norymbergi, rzymskich znalezisk inskrypcyjnych, jako dowodu na przynależność tego terytorium do rzymskiego imperium. Pisarz ten uczynił to również już wcześniej w swojej kronice
augsburskiej na podstawie tam znalezionych zabytków rzymskich. Już więc na
tej podstawie można abstrachować jaką siłę dowodu historycznego posiadały
zabytki antyczne w tamtym czasie.
Należy też to zjawisko uznać za niezmiernie istotny impuls empirycznokrytycznego podejścia umacniającego i rozwijającego się we wczesnej nowożytności.
Mając to na względzie można na tej podstawie sformułować następujące
dwie refleksje:
122
1. zaistnienie potrzeby tworzenia pozbawionej luk systematyki, która wydaje się możliwa do realizacji przy użyciu znalezisk monet
2. rezygnacja z łączenia w ciąg chronologiczny faktów w takich wypadkach jeżeli nie były one wyraźnie powiązane źródłowo.
Te dwie zasady – dążenie do tworzenia systematyki immanentnie związanej
z zabytkami (źródłami materialnymi) oraz ostrożność interpretatorska – wydają
się niezmiernie istotne dla późniejszego rozwoju krytycznej metodologii. I tak
Johannes Aventinus (właściwie Turmair 1477–1534) wychowawca dwóch synów bawarskiego domu książęcego, podkreśla w napisanej przez siebie kronice
bawarskiej, że obowiązkiem historyka-kronikarza jest korzystanie wyłącznie
z pewnych źródeł, do których on oprócz rękopisów, listów, kronik – zalicza
także przedmioty kultu, monstrancje, kolumny, krzyże, stare kamienie, stare
monety oraz groby, a więc w równej mierze pisemne jak i materialne świadectwa
historyczne, przy czym odnośnie ostatnio wymienionych dotyczy to zarówno
chrześcijańskiego średniowiecza jak i rzymskiego antyku. W swym dziele odwołuje się on do nich często co świadczy o tym, że obdarza je samoistną wiarygodnością. Przejaw tego zauważyć można kiedy na podstawie rozprzestrzenienia
rzymskich znalezisk wnioskuje o granicach Imperium Rzymskiego.
Oczywiście nie oznacza to, że w tym czasie wyżej opisane podejście było
powszechne – stare, fantastyczne przekazy trwały jeszcze długo i zachowały swą
wiarygodność. I tak w północno-środkowo-wschodniej Europie głęboko wierzono jako w przedziwne zjawisko ollae naturales czyli rosnące same z siebie
w ziemi urny czy w powstawanie w burzowych chmurach z błyskawicami cerauniae kamienne (w Polsce do dziś dolomity uznaje się za kamienie piorunowe), zaś za budowniczych grobowców megalitycznych uważano olbrzymów
(stąd w niemieckim Hünengräber).
Ogólnie rzecz ujmując wiek XVI rozszerzył horyzonty pisarstwa historycznego tak dalece, że oprócz wydarzeń i stosunków politycznych zaczęto dostrzegać również i inne obszary życia społeczeństw czego następstwem jest zarysowywanie zrębów historii kultury (M. de Montaigne, S. de La Popeliniere). We
Francji L. de Roy (zm. 1577) podjął wysiłki opracowania historii uniwersalnej,
w której określoną rolę odgrywają też materialne świadectwa. Do badań historycznych należy też zaliczyć monumentalne dzieło G. Vasariego (1511–1574),
gdzie autor podjął próbę uszeregowania w epoki sztuki włoskiej porównując to
następnie z antykiem. Jako wynik tych refleksji intelektualnych powstaje wtedy
koncepcja genius saeculi, czyli duch czasu, który kształtuje przejawy twórczości
w określonej przestrzeni czasowej.
Przedstawione w publikacjach XVI-to wiecznych porównania procesów
historycznych a więc państwa, narody, obyczaje, urządzenia, przedstawienia
religijne, charaktery narodowe, języki, dzieła sztuki – rozciągają się na różne
obszary terytorialne i różne okresy czasowe. Porównania te służą z jednej strony
do ukazywania podobieństw z drugiej zaś do występujących różnic. Jednakże,
123
biorąc pod uwagę XV wieczną mentalność, nie można tego uważać za nic więcej
jak tylko za zapowiedź historycznego postrzegania tych wszystkich procesów.
Te oparte o intuicję ale i o bezpośrednie doświadczenie – zwiastuny nowego podejścia do historii – były tak samo cenne jak nowe badania prowadzone
w tym czasie na polu nauk przyrodniczych a przede wszystkim astronomicznych.
Nie same jednak obserwacje, jako takie były najważniejszym, na miarę epoki,
osiągnięciem np. Galileusza lecz jego determinacja i gotowość uznania ich jako
samodzielnej podstawy procesu poznania, niezależnie od przekazów pisanych
a nawet przeciw nim.
Tak jak w naukach przyrodniczych tak i na gruncie historii konfrontowano
wtedy nowe, empiryczne podejście nie tylko z autorytarnymi normatywami powszechnie zakorzenionymi w literackich przekazach antyku, ale szczególnie
z autorytetem kościelnym, który prezentował obraz historii utrwalony przez
Pismo Święte. Nie oznaczało to wszakże, że prekursorzy nowego podejścia pragnęliby mieć zamiar stawiać pod znakiem zapytania uświęcony tradycją religijny
porządek świata i historii – uważali oni raczej, iż przedstawiciele nauki Kościoła,
ów w Piśmie Świętym zawarty obraz, w sposób opatrzny przekazywali społeczeństwu.
Wiek XVII wzbogacił to znowelizowane, wczesnonowożytne pojmowanie
historii o nowe spojrzenie, które w przyszłości odegra znaczącą rolę – był to
mianowicie aspekt narodowy. Tak więc we Włoszech zauroczenie się antykiem
w XV i XVI wieku, spowodowało u Włochów wzrost poczuwania się za potomków i dziedziców starożytnych Rzymian. We Francji zaś wzrost znaczenia politycznego tego Królestwa w XVII wieku spowodował powstanie prądu umysłowego niosącego przekonanie, iż elementy kultury rzymskiego antyku przywodzą
na pamięć raczej negatywne odczucie obcego panowania, któremu przeciwstawiano z jednej strony celtyckość, z drugiej zaś sugerowano, iż gotyckie katedry
wywierają przemożny wpływ na średniowiecze francuskie, które jest upostaciowieniem własnych, sławnych przodków. Kiedy w roku 1653 odkryto w Tournai
grób, który na podstawie napisu na złotym pierścieniu uznano za pochówek
władcy frankońskiego Childeryka, w publikacji, która ukazała się dwa lata później, położono specjalny nacisk na znalezioną również w grobie cykadową fibulę,
w której dopatrywano się pszczoły uznanej za najstarszy herb Francji oraz uznano za pierwowzór późniejszej lilii stanowiącej istotny element herbu Andegawenów.
Tak jak we Francji, tak również z większą mocą w innym narodowym państwie – w Anglii za świadków narodowej tradycji zaczęto uważać nie tylko średniowieczne zabytki architektury i sztuki, ale również monumenty pogańskie –
kurhany, grobowce, kręgi kamienne, megalityczne konstrukcje Stonehenge
i Avebury, które uznano za świątynie druidów.
W drugiej połowie XVII wieku powstawały, przede wszystkim we Francji,
opracowania Historia universalis, w których uwzględniono zarówno Amerykę
124
jak i Afrykę, Australię, Chiny i Japonię (J.B. Bossuet, 1661) należy przy tym
podkreślić, że w wielonakładowej Histoire du Monde autorstwa U. Chevreau
(1686) obok historii politycznej przedstawione zostały elementy historii kultury.
W państwach skandynawskich przede wszystkim należy wymienić Gustawa II Adolfa w Szwecji, który poświęcał wiele uwagi wczesnohistorycznym
zabytkom, które według niego spełniały ważną rolę w budzeniu poczucia narodowego. Władca ten realizując wysiłki celem wzbudzania szacunku dla przeszłości, którą upostaciowiały kamienie runiczne, megality, kurhany (należy tu przywołać dzieło Olafa Magnusona, Historia septentrionalis z roku 1555) powołał J.
Bureusa jako „antykwariusza” powierzając mu zadania wyszukiwania starożytnych zabytków i gromadzenia ich „bo przez to ojczyzna będzie mogła być przedstawiona, szczególnie wszystkie stare napisy runiczne”. Przed zaokrętowaniem
w celu udania się na środkowoeuropejską kampanię wojenną w 1630 roku Gustaw Adolf przypominał wszystkim stanom swego państwa aby pamiętali, że są
potomkami Gotów.
Również w Danii notuje się wówczas pierwsze badania grobów prahistorycznych (np. O. Wormius, Monumenta Danica, 1643). O. Rudbec podkreśla
w swoim dziele z 1676 p.t. Atlantia, że podstawą jego badań historycznych
oprócz przekazów pisanych i bajecznych tradycji, istotne są materialne podstawy
świadczące o osadnictwie oraz kamienie i budowle nagrobne informujące o wierzeniach.
W Niemczech wykopaliska w tym czasie, niekiedy świadomie nacelowane
były na pozyskiwanie najstarszych świadectw, które chciano wiązać z historycznymi przekazami pisanymi, dotyczącymi określonych plemion. Wykazać to
można na przykładzie, kiedy to Landgraf Karl von Hessen około roku 1700 zarządził wykopaliska koło miejscowości Madem aby przyczynić się do powiększenia informacji wzbogacającej spuściznę kulturową Hattów. O krok dalej poszedł G.W. Leibniz (1646–1716), który jak nikt inny dotychczas dostrzegł
wartość źródeł archeologicznych jako dokumentów historycznych wskazując
przy tym na konieczność uważnej obserwacji procesu wydobywania zabytków.
Że Leibniz uznał znaleziska archeologiczne jako pełnowartościowy materiał
dowodowy w rekonstrukcji procesów historycznych można wnioskować z jego
interpretacji znalezisk siekier kamiennych na terenie Francji, które uznał za
świadectwo wypraw wojennych Germanów na teren Galii. Nie jest naszym zamiarem na tym miejscu oceniać prawidłowość wyciąganych przez Leibniza
w tym wypadku wniosków merytorycznych, pragniemy tylko zwrócić uwagę na
jego tok myślenia, który doprowadza tego myśliciela do takich stwierdzeń. Zaczęła więc funkcjonować już wtedy teoretyczna myśl możliwości interakcji określonych zjawisk archeologicznych z konkretnymi grupami językowymi i etnicznymi. Różnorodność form grobowych jak i wyposażenia grobów próbowano już
interpretować bądź jako wyraz zróżnicowania społecznego bądź jako zobrazowanie wierzeń religijnych. I choć te interpretacje oparte o bardzo jeszcze spora125
dyczny i nieuporządkowany zasób źródeł, mogą być uważane za bazujące na
dalece niewystarczających przesłankach to przecież nie da się zaprzeczyć, że
w XVIII wieku w krajach europejskich dość powszechnie utrwalało się przekonanie, iż przy formowaniu się określonej świadomości historycznej świadectwa
archeologiczne muszą być uwzględniane. Podejście takie podzielane było wtedy
nie tylko przez nielicznych intelektualistów. Świadczyć o tym może dzieło opublikowane w roku 1719 przez A.A. Rhode’go, zwykłego proboszcza z Eichede
(miejscowość położona między Hamburgiem a Lubeką), w którym ten duchowny
pisze „skąd wobec tego mamy czerpać informacje o istnieniu Cymbrów jeśli nie
wydobędziemy ich z ziemi. Cymbrowie bowiem nie pozostawili nic pisemnego
o sobie tak jak to uczynili Rzymianie czy Grecy swoim następcom”. (Cimbrisch –
Hollsteinische Antiquitäten Remarques) „denn woher sollen wir rechte Nachricht von ihrem (der Cimbern) damahligen Zustande haben, wenn wir sie nicht
hinterlassen wie die Römer und Griechen ihren Nachkommen“.
Szeroko rozpowszechniające się i stające się dobrze postrzeganą modą
w kręgach intelektualnych i dobrego towarzystwa krajów europejskich XVIII
wieku, zainteresowania antykwaryczne ruchomymi i nieruchomymi zabytkami
archeologicznymi rozciągać się poczęły także na najstarsze dziedzictwo kultur
amerykańskich, afrykańskich i dalekowschodnich stanowiąc z czasem zaczątek
kulturowej komparystyki z odległą przeszłością Zachodu (np. B. Lafitau,
Mæurus Sauvages Amériquaines comparées aux mæurus des premiers temps,
2 tomy, 1724). Dlatego też wykształcone we wczesnej nowożytności wzory,
założenia i hipotezy uznane być mogły za obiektywne świadectwo kulturowe
i zużytkowane jako źródła poznania historycznego.
Nie jest tutaj jednak naszym założeniem śledzenie rozwoju badań poszczególnych dziedzin archeologii i wyodrębnianiu się nowych jej gałęzi, poczynając
od archeologii klasycznej poprzez pre- i wczesnohistoryczne archeologie poszczególnych krajów i kontynentów nie wyłączając kontynentów amerykańskich.
Nie leży bowiem w polu naszych szczególnych zainteresowań rozwój archeologii jako takiej. Jesteśmy w pełni świadomi tego jak ważna jest intensyfikacja
pozyskiwania stosownych źródeł na wszystkich zaludnionych zakątkach Ziemi
jak istotne są metodyczne zabiegi i osiągnięcia zmierzające do ich chronologicznego zaszeregowania, co stanowi fundamentalną podstawę ich naukowohistorycznej wymowy i grupowania w stosowne zbiory tego kompendium zabytków. Jesteśmy też świadomi jak w następstwie tych zabiegów istotna jest ocena,
krytyka i interpretacja aspektów osadniczych, gospodarczych, kulturowych
wreszcie religijnych i historycznych. Trudno byłoby w konsekwencji nie dostrzec w jakiej dynamice osiągania stale nowych wyników znajdują się współczesne badania archeologiczne, jak bardzo oryginalne podejścia pozwalają ujrzeć
w nowym świetle stawania się społecznych procesów rozwojowych. Dostrzegamy również na skutek jakich metod w postępowaniu badawczym osiągany jest
perfekcjonizm w klasyfikacji zabytków oraz interpretacyjne, naukowo pogłębio-
126
ne spojrzenie na różne dziedziny dziejów i to nie historii wydarzeń lecz historii
struktur.
To wszystko należy zasygnalizować lecz nie to jest naszym celem najważniejszym. Wiedzie to tylko do postawienia kluczowego pytania a mianowicie
jakie znaczenie te profesjonalno-naukowe wysiłki posiadają dla kształtowania się
powszechnej świadomości historycznej naszych czasów. Oczywiście należy
wychodzić z założenia, iż stan współczesnej świadomości historycznej nie prezentuje nawet w przybliżeniu jednolitej struktury. W związku z tym występujące
współcześnie tradycyjne, intelektualne dążności – uwzględniając ich rozliczne
powiązania z określonymi, aktualnymi kierunkami myśli społecznej – należy
oceniać pod takim katem widzenia jak dalece perceptywne są one dla współczesnych prądów umysłowych oraz w jakim stopniu stają się realnością w funkcjonowaniu tych procesów. Najnowsza przeszłość uświadomiła nam dziwnym zrządzeniem losu ścisłą współzależność technologicznego, ekonomicznego jak
i cywilizacyjnego oraz militarnego rozwoju. Sugeruje to taki tok rozumowania
jakoby ludzkość jako całość w tym właśnie momencie zaczęła nagle odgrywać
w świadomości społecznej na skalę światową specjalną rolę; nie da się jednak
zaprzeczyć, że właśnie współcześnie, z nieprzepartą bezpośredniością, globalna
zbiorowość ludzka ukazuje się nam jako realna wspólnota, która stawia fundamentalne pytanie o uniwersalny wymiar swej świadomości historycznej. Uniwersalny aspekt współczesnej świadomości historycznej zawiera się zatem w doświadczeniu rzeczywistej egzystencji nie zaś w stanowiącej dobro powszechne –
wiedzy historycznej. Dla nauki historii w jej profesjonalnej formie jest niezmiernie trudnym znaleźć określone, metodologiczne podejście w rekonstruowaniu
obiektywnego obrazu procesów dziejowych w dziedzinie historii powszechnej
mając poczucie, że ta dyscyplina długotrwale i uporczywie poddawana jest
wpływom uniwersalnej autoświadomości współczesnej ludzkości i na niej ugruntowanej samowiedzy historycznej.
Jest rzeczą oczywistą, że przy wyłącznym oparciu o źródła pisane, krytyczne, naukowe przedstawienie historii powszechnej nie może się udać, że dla takiego ujęcia rozstrzygające jest wykorzystanie materialnych świadectw historycznych, które stoją do dyspozycji także poza kulturami wysokimi. Archeologia
przyczynia się przeto do naukowego rozświetlenia uniwersalnej historii ludzkości. To jej znaczenie będzie zwielokrotnione dla funkcjonującej świadomości
historycznej czasów współczesnych przez okoliczność, że archeologiczne pomniki kultury: odkryte wykopaliskowo osady, cmentarzyska i miejsca kultu jak
też i ruchome znaleziska w muzeach i na wystawach, stają się ogólnie dostępne
zainteresowanej publiczności i wizualnie tę świadomość uwydatniają.
Dyskutuje się współcześnie wiele nad tym na ile – ogólnie mówiąc – żywe
zainteresowanie archeologicznymi świadectwami kulturowymi (ustalane na
podstawie liczby zwiedzających wystawy i turystów oglądających ruiny w terenie) oraz uznawanie archeologii jako równoprawnej dyscypliny historycznej
127
(ustalane w oparciu o wielkość nakładów przedmiotowych wydawnictw) jest
wyrazem określonej świadomości historycznej czy też przyczyniają się do tego
całkiem inne motywy? Oczywiście nie należy tu ulegać mylnemu przeświadczeniu, że współczesne spotkania ze świadectwami archeologicznymi są wynikiem
głębokiego zrozumienia procesów historycznych. Występuje tu również, jak
wszędzie zresztą, powierzchowność bądź też dostosowywanie się do mody.
Byłoby jednak niesłusznym w sposób generalny tak interpretować zachowania
społeczeństwa w ogóle. Proces powszechnej aktywacji świadomości historycznej
mógłby następować, jeżeli by przyjąć, iż archeologia jako nauka funkcjonuje
w społeczeństwie ogólnie zainteresowanym określonymi świadectwami historycznymi a zarazem dysponującym dostatecznym zasobem faktycznej wiedzy
o historycznej pozycji i znaczeniu tych świadectw. Dopiero wtedy bezpośredni
kontakt z zabytkami archeologicznymi może wywołać u odbiorców określone
skojarzenia rekonstrukcyjne ze strukturami systemowymi w przeszłości.
W związku z tym powstaje pytanie jakie pryncypia interpretacyjne i jak dalece uogólnione pojęcia historyczne, powinny być stosowane przy wprowadzaniu
w obieg społeczny przekazów archeologicznych, od tego bowiem w znacznym
stopniu zależy ich historyczne zrozumienie. To pytanie posiadające może nie
całkiem profesionalno-archeologiczny charakter, pozostaje jednak w związku
z możliwościami historycznego postrzegania. Można przy tym wyróżnić pięć
podstawowych kierunków.
Pierwszy, główny kierunek wywodzi się z normatywizmu – określonego
prądu umysłowego ew. formacji kulturowej i ewokuje wieloznaczność realnych
zjawisk w relacji do przyjmowanych normatywów. Ten tryb wartościowania
może być przyjętą w zadufaniu, własną samooceną historyczną jak to czyniono
w racjonalistycznym Oświeceniu na czele z Voltairem, który odmienność zjawisk historycznych usiłował oceniać jako drobną nieprecyzyjność w stosunku do
jego własnej oceny, jeżeli przy tym związane to było z różnorodnością detali
kulturowo-historycznych, służyło to dzięki swej barwności jako tło, na którym
własna współczesność bardziej jaskrawo pozwalała się wyodrębniać; historyczne
pojmowanie nie było przy tym zamierzone, zaś to co wcześniejsze i odmienne –
uznawane było za nieistotną wartość i służyło jako środek użyty instrumentalnie
w celu oceny własnej współczesności. Tego rodzaju kategoryczne stanowisko
w odniesieniu do historii w ogóle zaś do materialnych źródeł historycznych
w szczególności – spotyka się do dnia dzisiejszego, najczęściej w bezrefleksyjno-naiwnej postaci wobec tradycji. Oświeceniowo-aroganckie lub bezrefleksyjno-naiwne uznanie współczesności jako normatywu pozostaje w biegunowoskrajnym przeciwieństwie wobec wyobrażenia, według którego idealna doskonałość występuje w swym pierwotnym stanie, w porównaniu z którym wszystko
późniejsze oznacza upadek i degenerację.
W drugim z kolei istotnym kierunku możliwych refleksji historycznych
główny ciężar położony jest na rozwój myśli społecznej z naciskiem na różno-
128
rodność zjawisk historycznych w czasie i przestrzeni i przyporządkowaniu tego
procesu jednolicie i jednorodnie pojmowanej ewolucji. Traktując to szczegółowiej – takie podejścia ewolucyjne są pojęciowo bardzo rozległe. Mogą one opierać się na technicznych i gospodarczych osiągnięciach i na tej podstawie ustanawiać stopniowalność rozwoju okresów historycznych przy czym ocena
elementów, które z technologicznych czy ekonomicznych względów w swojej
genezie i rozprzestrzenieniu będą uznawane za określające epokę, może być
rozmaita.
Od zwolenników tych tendencji ostro odcina się marksistowska teoria historii, mimo to można ją z całkiem słusznych powodów sklasyfikować jako ewolucjonistyczną ponieważ zgodnie z nią jej zwolennicy całkiem wyraźnie uważają,
że określone społeczno-ekonomiczne procesy rozwojowe mają przemożny
wpływ na rozwój historyczny.
Inne aspekty ewolucjonistycznej teorii kierują spojrzenie w pierwszej linii
na strukturę świadomościową ludzi i pojmują historyczne i kulturowe uwarunkowania jako przejawy konkretnych okresów świadomości, które ewoluują
w określonym czasie od prastarych, prymitywnych form do bardziej zróżnicowanych. Wbrew rozumieniu przez Hegla historii jako stopniowego rozwoju pryncypiów, których zawartością jest świadomość wolności, występuje współcześnie
podejście ugruntowane na materialnej spuściźnie kulturowej ujawnionej przez
badania archeologiczne, które ukazuje w sposób widoczny, iż struktura społeczeństwa ludzkiego w środkowym i młodszym paleolicie, neolicie, epoce miedzi
i brązu jak i w epoce żelaza jest odzwierciedleniem ewolucji psychicznej. Rozwój w tych określonych formacjach kulturowych oraz uwidaczniającej się przez
to wyraźnej świadomości ich nosicieli wykazuje intensyfikację refleksyjności
oraz wyraźny wzrost przedsiębiorczości.
W trzeciej kolejności należy omówić nurt, który globalnie należałoby nazwać regionalizmem historycznym. W tym wypadku zakres zainteresowania
ogranicza się do wyraźnie limitowanego obszaru tak, że funkcjonujące poza nim
zjawiska historyczne nie brane są w rachubę bądź też oznaczone jako „inne” lub
„obce”. Najprostsza forma regionalizmu zasadza się na zainteresowaniu własną
ojczyzną przy czym obszar tych ram motywowany jest większą przejrzystością
obserwacyjną wszelkich procesów, z drugiej zaś strony przez określone warunki
kompetencyjne. Obok tej materialnej i po części zasadnej formy regionalizmu,
jawi się także ucieleśniony historiograficznie i historycznie nacjonalizm. Posiada
on długą tradycję i potrafił także źródła archeologiczne wprząc w swoją służbę.
Posługując się nim zwolennicy tego nurtu, przywołując związane z tym kierunkiem metodologicznie mniej lub bardziej wątpliwe interpretacje, próbują zajmować stanowisko wobec istotnych wyzwań współczesności. Z punktu widzenia
teorii nauki jest to wyraźna perwersja, która jednak w kręgu nacjonalistycznych
koncepcji jak i nacjonalistycznej świadomości może wywołać określoną fascynację.
129
Czwarty istotny model interpretacji zjawisk uchwytnych archeologicznie
i w ogóle historycznie sprowadza je do wspólnego mianownika wysuwając na
plan pierwszy ich antropologiczny aspekt (przy czym określenie „antropologiczny” nie jest tu rozumiane w sensie biologiczno-somatycznym lecz w ujęciu anglosaskiej antropologii kulturowej). Chodzi tu najogólniej rzecz biorąc, o podstawowe struktury ludzkich zachowań, działań i motywacji, które zależne są
bądź od środowiska naturalnego, bądź społeczeństwa, gospodarki lub kultury.
Jest rzeczą niewątpliwą, że uzależnienia tego rodzaju posiadają istotny wymiar
w procesach historycznych, jednakże w wypadku przeabsolutyzowania tego
spektrum następuje niekorzystne popadanie w determinizm.
W końcu należy też nazwać historycznym paradygmatem te koncepcje
u podstaw których pozostają minione sposoby egzystencji oraz zjawiska kulturowe o tyle o ile uchwytne są źródłowo i udokumentowane w specyficznym dla
nich historyzmie, to znaczy w wyłącznej im tylko identyczności i właściwym
związku z tradycją co pozwala je odpowiednio przedstawić i zrozumieć. Ujmując
to szczegółowiej takie zjawiska mogą posiadać bardzo rozległą różnorodność.
Wartościowanie ich w takim podejściu polega na tym, że nie ulegają one kategoryzacyjnym normom sposobu myślenia zwykle ograniczającym obraz historii
a więc nie koncentrują się w klasyfikacji bądź to na normatywizmie, bądź na
przedstawieniach emocjonalno-narodowych czy strukturach antropologicznych,
lecz dysponując dostępnym zasobem źródeł o znacznej rozmaitości postulują
poznawanie rzeczywistości i ujmowanie zjawisk zwłaszcza społecznych i kulturowych w sposób historyczny tj. ze względu na ich powstanie, rozwój i warunki
dziejowe.
Warto w tym miejscu poświęcić nieco więcej uwagi Johanowi Wolfgangowi Goethemu jako twórcy o wszechstronnych zainteresowaniach, łączącego
wyobraźnię poetycką z dociekliwością badacza naukowego. Goethego można
uznać za kompetentnego prekursora podobnie ustrukturalizowanego poglądu
historycznego jak wyżej zaprezentowany. Nadał on temu tropowi odpowiedniej
głębi i bezpośredniości. Jego spotkanie z katedrą w Straβburgu pozwoliło mu
doznać doskonałości i spełnienia historycznej głębi i możliwości gotyku co
w połączeniu z włoską sztuką antyczną jak i łączność z naturą wpłynęło na rozwój wysokiego kształtu życia. Jego naturalna skłonność antykwaryczna, która
była mu właściwa od młodości i towarzyszyła przez całe życie, związała go
blisko ze spuścizną kulturową różnych okresów i różnych części globu od epoki
kamienia aż po nowożytność, przy czym ta uniwersalna ciekawość nie zadowalała go, kiedy ograniczała się do poznania wyizolowanych, pojedynczych zjawisk
lecz spontanicznie łączyło się to w nim z potrzebą tworzenia wewnętrznego
związku i wyjaśnianiu istoty rzeczy. Wielokrotnie wyrażał swe niezadowolenie
w stosunku do politycznych i militarnych wydarzeń w historii świata ubolewając,
że czyste, literackie przekazy pozwalają tylko na ukazywanie bezkrwistych obrazów cieni (blutlose Schattenbilder). Podkreślał też, że każdy realny relikt prze-
130
szłości pociąga swoim urokiem wrażliwy umysł oraz sprowadza znajdujący się
w nim fragment przeszłego bytu do bezpośredniej bliskości i przez zrozumienie
jego znaczenia czyni go częścią składową współczesnego życia. Dla podkreślenia znaczenia obiektywnych świadectw historycznych istotna jest jego sentencja
swym zmysłom winieneś zaufać i niczego fałszywym nie ujrzysz jeśli rozum twój
będzie czujny (Den Sinnen hast du dann zutrauen, kein Falsches lassen sie dich
schauen, wenn dein Verstand dich wach erhält). Jeżeli nawet przyjąć, że Goethe
nie uważał badań historycznych za równie istotne co twórczość literacka, należy
mu mimo to przypisać decydującą rolę w kształtowaniu określonej, nowoczesnej
i trzeźwej świadomości historycznej. Kiedy Goethe stwierdza, że historia świata
powinna być od czasu do czasu przepisana na nowo, oraz że co do tego w naszych czasach nie powinno być żadnej wątpliwości w tym momencie zwraca się
on przeciwko pragmatyzmowi i moralizatorstwu zarozumiałego racjonalizmu
XVIII wieku. Antycypując skłania się Goethe do rozumnej, krytycznej oceny
procesów historycznych, nacechowanej szacunkiem i wyrozumiałością z gotowością ich zaaprobowania. Znaczące i charakterystyczne dla epoki romantyzmu
jest jego maksyma, iż nie uznaje się czegoś, czego się nie ceni. Jest to nowa,
entuzjastyczna postawa, zgodnie z którą winny być postrzegane historyczne
formy różnych kultur i okresów czasowych.
Kiedy ogarniamy ogólnym spojrzeniem wyżej nakreślone idee przewodnie
oraz pryncypia procesów ogólnohistorycznych, wtedy skłaniać się można do
refleksji, że paradygmat oparty na historyzmie okazać się może najwłaściwszym
narzędziem metodologicznym do obiektywnej oceny roli źródeł archeologicznych w ich wszechstronnym funkcjonowaniu w procesie formowania się świadomości historycznej. Oczywiście nie należy niedoceniać wartości podejścia
ewolucjonistycznego jak też racjonalistycznych czy antropologicznych punktów
widzenia, posiadają one bowiem swe uzasadnienie i wartość.
Na wielu obszarach świata ujawnia się współcześnie szczególny stosunek
określonych społeczeństw i etnikonów do oceny dziedzictwa archeologicznego
i jego związku z obecnym terytorium zamieszkania tych grup ludności oraz
szczególnego znaczenia tej kategorii spuścizny kulturowej w uzmysłowieniu
świadomości historycznej. To co zaczęło się kształtować w krajach europejskich
w okresie romantyzmu, odgrywa obecnie w społeczeństwach południowej,
wschodniej i środkowej Azji a także w Afryce i Ameryce Łacińskiej, stale rosnącą rolę. Przy uprzytomnianiu sobie narodowej tożsamości, źródła archeologiczne
– te stanowiące fragment krajobrazu jak i te ruchome w muzeach – uznawane są
za świadectwa korzeni własnej tożsamości historycznej, przy czym nie jest to
uważane za równoznaczne z kontynuacją etniczną, ale pojmowane jako historia
obszaru, który uznaje się za terytorium własnego życia i dziedzictwo tradycji.
Świadomość dziedzictwa historycznego, łączone z określoną spuścizną archeologiczną, kształtuje z jednej strony poczucie odpowiedzialności za badanie tego
dziedzictwa oraz poznawanie i dbałość o jego relikty; przywodzi też równolegle
131
refleksję aby tę w określony sposób udowodnioną oraz swoiście zinterpretowaną
historię uznawać za podstawę własnej narodowej egzystencji. Tak dalece dokąd
to pozostaje w granicach wyraźnej, regionalnej kompetencji i o nią opartej miłości ojczyzny oraz ogranicza się np. do konkurencji z sąsiednimi wspólnotami,
przejawiającej się m. in. w rozwoju badań naukowych i opiece nad zabytkami,
jest ten wyróżniający się aspekt świadomości historycznej wartościowy i godny
poparcia. Rozumieć to należy oczywiście nie schematycznie lecz w odniesieniu
do stosownie znamiennych właściwości, postrzeganych w zjawiskach kulturowych, które odgrywają określoną rolę w wielopostaciowej strukturze świadomości historycznej. Ta refleksja posiada swą wartość tak dalece o ile te aspekty nie
będą przeabsolutyzowane i użyte jako wiodące kategorie wartościujące określone
zjawiska historyczne oraz świadomość historyczną. Niestety występują jeszcze
ustawicznie przykłady na to, że archeologia używana jest służebnie do budowania normatywnej albo ewolucjonistycznej lub co gorsza do nacjonalistycznej
świadomości historycznej. Pocieszającym jest jednak fakt, że koncepcje te dają
o sobie znać coraz rzadziej. Istotnym zadaniem archeologii jako nauki historycznej jest ukazywanie jednostkowych zjawisk w ich historycznym zindywidualizowaniu jako wyrazu regionalnej tradycji ale zarazem interregionalnych kontaktów oraz powszechnego rozwoju. Kontekst, w którym występuje określony
szczegół umożliwia nam jego historyczne zrozumienie oraz poprzez zindywidualizowane poznanie umożliwia temu szczegółowi stać się genetycznie i organicznie częścią wspólnej struktury ludzkości. Nie znaczy to jednak, że takie
podejście umożliwi bezpośrednie przewartościowanie wyników profesjonalnych
badań archeologicznych w żywą świadomość historyczną.
Powszechne zainteresowanie szerokich kręgów współczesnego społeczeństwa na wszystkich kontynentach świata, skierowane na materialne źródła historyczne wychodzi naprzeciw archeologii jako nauce społecznej oczekując słusznie
z jej strony usystematyzowania, interpretacji i profesjonalnego przedstawienia
w określonych zarysach wyników badań, co umożliwi upostaciowienie uniwersalnej historii kultury. Skutkiem tego osiągnie się możliwość ukazania globalnych powiązań kulturowych, które niekoniecznie muszą się opierać o aktualnie
realne kontakty, wszakże nawet wtedy te wyizolowane fragmenty ekumeny
ludzkiej można by uznać za część uniwersum.
Niech mi więc wolno będzie w ostatnim zdaniu stwierdzić, że bardziej niż
świadectwa językowe czy źródła pisane, które szczególnie uzewnętrzniają określone wartości etniczne i narodowe – archeologiczne dziedzictwo kulturowe
pozwala pełniej ujrzeć i ugruntować uniwersalność obrazu historycznego.
132
Summary
Archeology as a social science has been constantly striving since the 19th
century to make material historical testimonies of all inhabited areas of the globe
more available. It leads to the improvement and consolidation of systematic,
chronological and chorological system and as a result to obtain a deepened insight into culture and into specific aspects of history of individual human communities. These penetrations are of diverse breadth and depth. The broadest and
the deepest ones are observed in highly developed cultures, the least spectacular
ones are noted in case of wandering hunting communities whose traces are only
stone tools made in a hurry.
Bibliografia
Abramowicz A., Historia archeologii polskiej, XIX i XX wiek, Warszawa–Łódź 1991
Bossuet J.B., Historia universalis, Paris 1681; Uwagi nad historią powszechną, wyd. pol. 1788
Brückner A. Mitologia słowiańska, Warszawa 1985
Buchner R., Das Geschichtsbewusstsein der Germanen, „Mannus” 29, 1937
Chevreau U., Historie du Monde, Paris 1686
Chiflet J.J., Anastasis Childerici I. Francorum regis, sive Thesaurus sepulchralis Tornaei
Nerviorum efossus, et commentario illustrates, Antverpiae 1655
Daniel G.E., 150 Years of Archeology, London 1975
Franck S., Germaniae Chronicon, 1538
Franck S., Geschichtsbibell, 1530
Franz L., Goethe und die Urgeschichte, Innsbruck 1949
Gieysztor A., Więź narodowa i regionalna w polskim średniowieczu [w:] Polska dzielnicowa
i zjednoczona, Warszawa 1972
Grabski A.F., Poczucie jedności słowiańskiej a świadomość narodowościowa w Polsce średniowiecznej [w:] „Z polskich studiów slawistycznych” Seria III, Historia 1968
Grodecki R., Powstanie polskiej świadomości narodowej, Katowice 1946
Gummel H., Urgeschichtsforschung in Deutschland, Berlin 1938
Halecki O., The Limits and Divisions of European History, London 1950
Hegel G.W., Fenomenologia ducha, t. 1–2, Warszawa 1967–68
Jaspers K., Vom Ursprung und Ziel der Geschichte, Basel 1955
Klindt-Jensen O., A History of Skandinavian Archeology, Århus 1975
Kłoskowska A., Kultury narodowe u korzeni, Warszawa 1996
Kühn H., Geschichte der Vorgeschichtsforschung, Berlin–New York 1976
Lafitau J.F., Moeurs des Sauvages Amériquains, Comparées aux Moeurs des Premiers Temps,
t. 1–2, Paris 1724
Lazius W., De migratione gentium, 1557
Lemberg E., Wege und Wandlungen des Nationalbewusstsein. Studien zur Geschichte des
Volkswerdung in der Niederlanden und in Böhmen, Münster 1934
Magnus O., Historia septentrionalis, Roma 1555
Meinecke F., Die Entstehung des Historismus [w:] Meinecke Werke III, Berlin 1959
Montaigne M.E.de, Pisma, t. 1–5, Kraków–Warszawa 1917
Müller-Karpe H., Das Vorgeschichtliche Europa, München 1968
133
Rhode A.A., Cimbrisch-Hollsteinische Antiquitäten-Remarques, Hamburg 1624
Rudbeck O., Atlantia, København 1676
Stemmermann H.P., Die Anfänge der deutschen Vorgeschichtsforschung, Leipzig 1934
Vasari G., Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów, Kraków 1980
Wallach R., Das abendländische Gemeinschaftsbewusstsein im Mittelalter, Leipzig 1928
Wormius O., Danicorum Monumenta libri sex, København 1643
Zientara B., Korzenie nowoczesnego narodu, „Kwartalnik Historyczny” 90, 1983
Zientara B., Przemiany wzorów współczesnej ideologii narodowej przedkapitalistycznych
form świadomości społecznej, „Kwartalnik Historyczny” 90, 1983
134
Katarzyna Kaniowska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
Metoda w antropologii. Uwagi na marginesie „Refleksji na
temat badań terenowych w Maroku” Paula Rabinowa
Mimo wszystkich przemian, zarówno paradygmatycznych jak i wynikających z przyczyn zewnętrznych, antropologia pozostaje nauką opisową i empiryczną. Te dwie cechy trwale charakteryzują naszą dyscyplinę. W zależności od
zmian w myśleniu o badanym świecie oraz metodologicznych tego konsekwencji, opis i empiryczne poznanie zyskują wciąż na nowo określane znaczenia
w antropologii, ale zawsze pozostają ważnym składnikiem w zbiorze cech jej
tożsamości. Wobec różnorodności stanowisk wypracowanych przez współczesną
antropologię warto zastanowić się, jakie znaczenie przykładamy do obydwu
wymienionych elementów. Proponuję skoncentrować się na problemie empirycznego poznania, bowiem z oczywistych powodów jest ono względem opisu
pierwsze, choć doświadczenie rzeczywistości i jej opisywanie dokonują się –
przynajmniej w jakieś mierze – równolegle. Najbardziej interesować mnie tu
będzie kwestia metody.
Wydaje się, że mimo różnic, zwolenników rozmaitych nurtów antropologii
łączy przekonanie, że tym, co decyduje o swoistości antropologii jako dyscypliny
są w pierwszym rzędzie badania i refleksja wyprowadzana z badań, nie zaś refleksja je poprzedzająca lub je zastępująca. Krótko mówiąc – zakładamy, że
punktem wyjścia wszelkiego naukowego działania w antropologii jest empiryczne badanie wybranej rzeczywistości. Założenie to jednak nie jest równoznaczne
z tym, że wszyscy tak samo rozumiemy ten wymóg i tak samo go realizujemy.
To z kolei nie może być rozpatrywane w oderwaniu od całego kontekstu danego
sposobu praktykowania antropologii – wszak każde badania empiryczne stanowią część jakiejś konstrukcji myślenia naukowego. Z tego też – między innymi –
powodu, badania empiryczne nie mogą być traktowane jako nieuporządkowane,
niezaplanowane i spontaniczne działanie, które dostarczyć mają „materiału”, jaki
dopiero stanie się źródłem wiedzy, gdy odpowiednio przygotowany poddany
zostanie krytycznemu i zdyscyplinowanemu przez procedury oglądowi. Oznacza
to, że badania empiryczne spełnią swą funkcję i będą miały rzeczywistą wartość
heurystyczną wtedy, gdy przeprowadzone zostaną z zastosowaniem świadomie
wybranych metodologicznych rozwiązań.
135
We wciąż ważnym dla rozważań o tożsamości antropologii eseju Clifforda
Geertza pada często powtarzane później zdanie, że antropologię niejako definiuje
metoda etnograficznych badań terenowych1. Geertz jednak zaznacza, że:
„samo uznanie «nastawienia na badania terenowe» za kryterium naszej odrębności i uzasadnienie naszego istnienia w świecie metodologii nasiliło tylko
niepokój o jego naukową rzetelność z jednej strony, z drugiej o jego moralną
prawomocność. (…)
Po stronie nauki przedmiotem troski jest głównie to, czy badacze, którzy
tak wielką wagę przywiązują do elementu personalnego – ten oto badacz w tym
właśnie okresie, ten informator w tym miejscu – mogą być w ogóle dostatecznie
«obiektywni», «powtarzalni», «kumulatywni», «przewidywalni», «dokładni»
i «sprawdzalni», by zaoferować coś więcej niż zbiór opowiastek o względnie
znacznym stopniu wiarygodności”2.
W istocie, rozważania o badaniach terenowych odnoszą się do problemu
wiarygodności wiedzy antropologicznej. Wiarygodność tę zaś zwykły określać
warunki ukształtowane i sformułowane w pozytywistycznej koncepcji nauki.
Wszystkie wymienione przez Geertza pożądane cechy naukowego badania są
jednocześnie atrybutami wiedzy naukowej. Kumulatywność, obiektywność,
dokładność, sprawdzalność decydują – jak przyjmowano w tej koncepcji –
o pewności i naukowości wiedzy. Pytanie, które stawia Geertz rodzi się z przekonania, że mimo wszelkich zmian, nadal przywiązani jesteśmy do takiej wizji
wiedzy i wszelkie od niej odstępstwa trudno zaakceptować. Jest więc to jednocześnie apel o przeformowanie tożsamości antropologii. Antropologia wszak nie
może być nauką pojmowaną w konwencji pozytywistycznej, ale też nie może
być zbiorem opowiastek (choćby najbardziej wiarygodnych).
Można zasadnie twierdzić, że – paradoksalnie – to właśnie badania terenowe, procedura najistotniejsza dla tożsamości antropologii, sprawiają, iż status
dyscypliny jest trudny do określenia. Z pewnością decyduje to także o konieczności zrewidowania i zmianie myślenia o charakterze jej empirycznego wymiaru.
Badania terenowe włączają doświadczenie i narrację do zbioru danych oraz do
procedur poznania. Subiektywność staje się, tym samym, nieodzownym i stale
obecnym elementem antropologicznego poznania. Jeśli Geertz pyta „jakiego
typu uczonymi są ci, dla których podstawową techniką jest towarzyskość,
a głównym narzędziem poznania oni sami?”, to przecież stawia pytanie o to, czy
metoda badań etnograficznych jest metodą w tym rozumieniu nauki, które wciąż
ma się dobrze i które kształtuje nasze wyobrażenia i oczekiwania wobec wiedzy
naukowej.
__________
1
2
Clifford Geertz, Zastane światło. Antropologiczne refleksje na tematy filozoficzne, Universitas, Kraków 2003.
Tamże, s. 120.
136
Od czasu publikacji rozważań Geertza o tożsamości antropologii, debata
o swoistości i specyfice naszej dyscypliny była wielokrotnie podejmowana. Najczęściej w dyskusjach traktuje się autora „Zastanego światła” jako prekursora
nowego paradygmatu antropologii. Tymczasem, na co zwraca uwagę Pierre
Bourdieu w posłowiu do „Refleksji na temat badań terenowych w Maroku” Paula Rabinowa3, Geertz wypowiadając się o tożsamości antropologii sam reprezentuje pozytywistyczne przekonania, co najwyżej „poddaje je renowacji”. Bourdieu
pisze tam:
„trudno zrozumieć społeczny sukces tej pozytywistycznej filozofii nauki,
która na swój sposób eliminuje naukowca, jeśli się nie zrozumie, że czyniąc go
nienagannym sługą logicznych kanonów wyjaśniania, jak te Hempla albo Nagela, lub kryterium falsyfikacji, która obiecuje pewność, stawia się go zarówno
z boku, jak i poza zasięgiem, nawet dla niego samego”4.
Uznanie doświadczenia i narracji jako elementów o fundamentalnym znaczeniu dla poznania diametralnie zmieniło antropologię. Jak słusznie zauważa
dalej Bourdieu:
„można być zaskoczonym, że (…) trzeba było przypomnieć ludziom, że
fakty są wytwarzane, wymyślane, konstruowane, a obserwacje nie są niezależne
od teorii i że etnolog i jego informatorzy współpracują przy tworzeniu interpretacji, którą informatorzy proponują etnologowi, kierując się zupełnie szczególną
retoryką prezentacji, a «wyjaśnienia», które wymyślają, są funkcją ich wyobrażenia o oczekiwaniach i wymagają prawdziwie teoretycznego wysiłku, implikującego przyjęcie założenia o nadzwyczajnej postawie, wywołanej samą sytuacją
dociekania”5.
Taki punkt widzenia poszerza ramy nakreślone przez Geertza. Badania terenowe są w świetle powyższego działaniem poznawczym szczególnego rodzaju.
Rabinow, jak nikt inny w dotychczasowym dorobku antropologii, ukazał ich
„anatomię”, charakteryzując składające się na nie czynności. „Refleksje na temat
badań terenowych w Maroku” mówią o tożsamości antropologii więcej niż niejedne toczone na ten temat debaty. Rabinow dokonuje rozliczenia z pozytywistycznym modelem antropologii, ukazując nieadekwatność jego założeń i metod
do realnych możliwości oraz granice poznania badanej rzeczywistości. Ale co
jeszcze ważniejsze – a co komentatorom pracy Rabinowa w ogóle umyka – demityzuje antropologię w tym sensie, że udowadnia, iż to, co antropologia ogła__________
3
4
5
Paul Rabinow, Refleksje na temat badań terenowych w Maroku, Wydawnictwo Marek
Derewiecki, Kęty 2010.
Tamże, s. 136.
Tamże, s. 137.
137
sza jest przedstawieniem rzeczywistości, nie zaś nią samą. Warto dostrzec ten
aspekt rozważań zawartych w „Refleksjach...”. Nie tylko ustanawia się tam nową
tożsamość antropologii, ale też od razu wskazuje labilny charakter owej tożsamości. Oznacza to, że wszelkie poszukiwania sposobu zdefiniowania tej dyscypliny nauki i dyskusje o specyfice wytwarzanej przez nią wiedzy nie przyniosą
oczekiwanej jednoznaczności. Już sama świadomość faktu, że podstawą wiedzy
jest w antropologii doświadczenie i narracja, dwa zawsze zsubiektywizowane
źródła, nie może pozostawić złudzeń co do tego, że pewność, obiektywność,
sprawdzalność są przymiotami tej wiedzy. W dyskusjach o nowej tożsamości
antropologii fakt ten jest wielokrotnie podkreślany. Niemniej jednak sprawa
prawomocności wiedzy pozostaje problemem do rozwiązania. W poszukiwaniu
odpowiedzi na pytanie o uprawomocnienie opisów, sądów i interpretacji publikowanych w pracach antropologów, trzeba zwrócić się ku badaniom terenowym.
Oznacza to, że należy zarazem zastanowić się nad jakimś nowym sposobem
postrzegania empirycznego wymiaru antropologicznego poznania. Istnieją po
temu przynajmniej dwa powody. Po pierwsze, badania terenowe uznawane są za
metodę, a zatem traktowane są nadal jako swoista gwarancja naukowości. Po
drugie – panuje przekonanie, że wspomniane wyżej uprawomocnienie jest pochodną uczestnictwa badacza w badanej rzeczywistości, co znaczy, że poprzez
nie realizuje się wartość empirycznego poznania.
Geertz proponował, by antropologię określać „raczej w kategoriach konkretnego stylu badań” i nie szukać definicji dla metody etnograficznych badań
terenowych6. Jednakże, jeśli chcemy rozważać kwestie naukowego statusu badań
antropologicznych, nie możemy poprzestać jedynie na próbie określania ich
„stylu”. Owszem, specyfika badań terenowych jest tu sprawą kluczową, ale nie
uciekniemy od konieczności uwzględnienia szerszego kontekstu problemu. Jak
bowiem słusznie zakłada Christopher Norris:
„(…) Jeśli (…) pragniemy uzyskać poznanie naukowe lub chcemy zrozumieć te rzeczy i zdarzenia, które składają się na nasz codzienny świat, to regułą
w takich przypadkach jest konieczność podciągania danych naocznych pod odpowiednie lub korespondujące pojęcia. Oczywiście jest to reguła w znaczeniu
konstytutywnym, czyli określająca wstępny warunek uzyskania takiego poznania, a nie w regulatywnym znaczeniu zasady (…)”7.
Metoda zatem postrzegana być musi jako rezultat poszukiwań reguł poznania. W antropologicznych badaniach terenowych ten ścisły związek pomiędzy
naocznym faktem i doświadczeniem a pojęciem i przedstawieniem faktu czy
__________
6
7
Clifford Geertz, Zastane światło. Antropologiczne refleksje na tematy filozoficzne, Universitas, Kraków 2003, s. 119.
Christopher Norris, Dekonstrukcja przeciw postmodernizmowi, Universitas, Kraków 2001,
s. 17.
138
doświadczenia, widać wyraźnie. Co więcej, związek ten stanowi o specyfice
antropologicznego poznania; antropologicznego, to znaczy – zawsze kulturowo
ukonstytuowanego. Tę oczywistość dostrzeżono w antropologii zdumiewająco
późno. Zmieniła ona zasadniczo nasze myślenie o antropologii jako nauce opartej o pozytywistyczny paradygmat.
Podsumowując swe doświadczenia z badań terenowych Rabinow właściwie
ogłosił wykładnię antropologii nowego paradygmatu. Charakteryzując w tym
duchu specyfikę antropologii jako nauki przywołuje on uwagi Frederica Jamesona o zmianie paradygmatycznej w językoznawstwie, a wśród nich tę, że „przede
wszystkim są punkty widzenia (…) z perspektywy których następnie wytwarza
się przedmioty”8. Metoda staje się problemem, który nie może być rozpatrywany
w oderwaniu od przyjętego porządku epistemologicznego. Nie może być także
nieuwzględniony kontekst, w jakim dokonuje się poznanie – każde badania terenowe konfrontują ze sobą różne kulturowo światy. Zwraca na to uwagę Rabinow
wskazując osobliwość poznania w antropologii:
„antropologiczne fakty są międzykulturowe, ponieważ wytwarzane ponad
granicami kulturowymi. Istnieją jako przeżyte doświadczenie, które jest przekształcane w fakty w procesie zadawania pytań, obserwowania i doświadczania.
Włączają się w to zarówno antropolog, jak i ludzie, którymi się on zajmuje.
Oznacza to, że informator musi najpierw nauczyć się wyjaśniać własną kulturę,
stać się samoświadomy i zacząć obiektywizować własny otaczający go świat.
Musi zatem nauczyć się, jak «prezentować» ją antropologowi, osobie z zewnątrz,
która z definicji nie rozumie nawet najbardziej oczywistych rzeczy.(...) Daje to
początek hybrydycznemu, międzykulturowemu przedmiotowi albo produktowi.
Jeśli ten proces kształtowania przedmiotu – poprzez auto-refleksję, autoobiektywizację, prezentację i dalsze wyjaśnienie – ma być kontynuowany, musi zostać
opracowany w toku badań terenowych system podzielanych symboli. To bardzo
trudny i męczący proces, szczególnie w początkowych etapach, kiedy zasób
podzielanych doświadczeń jest niewielki i nie można się też oprzeć na wspólnym
rozumieniu czy języku; nie ma po prostu wspólnej płaszczyzny. Wszystko staje
się bardziej pewne, gdy ów liminalny świat zostaje wspólnie skonstruowany,
choć z definicji, nigdy nie traci on zewnętrznego charakteru”9.
Rabinow zamieścił tę charakterystykę na końcu „Refleksji...”. Tym samym
nabiera ona szczególnego znaczenia. Jest nie tylko podsumowaniem opisywanych perypetii antropologa w terenie; nie tylko swoistym studium przypadku
antropologa. Ta rozprawa o antropologicznej pracy przekształca się w diagnozę
__________
8
9
Frederic Jameson, The Prison House of Language, Princeton 1972, s. 13 za: Paul Rabinow,
Refleksje na temat badań terenowych w Maroku, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty
2010, s. 128.
Tamże, s. 130.
139
dotyczącą dyscypliny w jej nowym rozumieniu. Badania terenowe są źródłem
wiedzy a jednocześnie stanowią fundamentalną część procesu poznania. Można
by powiedzieć – są w istocie tożsame z poznaniem, bowiem w ich trakcie dokonują się wszystkie poznawcze procedury, od doświadczania i opisywania faktów
poprzez ich przedstawienia, narracje i interpretacje, zmierzające ku komunikacji
i rozumieniu. W określaniu tożsamości dyscypliny punkt ciężkości przesuwa się
i o jej swoistości decyduje teraz nie sposób naukowej analizy, ale naukowe
działanie. Antropologia staje się dyscypliną, która wytwarza swą wiedzę w działaniu; w doświadczeniu badanej rzeczywistości przez uczestniczące w niej podmioty (dawny podział na badających i badanych; poznających i poznawanych
przestaje mieć sens) i w aktach komunikacji międzykulturowej. Antropolog, jak
ujmuje to James Clifford, poznaje poprzez „uważną obecność”10, to znaczy,
poprzez uczestniczenie, zdystansowane reflektowanie i próby translacji. Podobne
przekonania żywi Kirsten Hastrup, która analizując własne praktykowanie antropologii, wskazuje na te same właściwości procesu poznania jako na cechy decydujące o tożsamości dyscypliny11. Uważna obecność oznacza coś więcej niż
metodę. Jeśli tę pierwszą rozumieć tak szeroko jak Rabinow, to nie ma potrzeby
identyfikowania tej drugiej. Metoda ustępuje miejsca całemu złożonemu procesowi, który – co szczególnie ważne – dokonuje się w terenie; od pierwszego dnia
badań do dnia publikacji ich wyników. Praktyka badawcza rozumiana jako złożony proces analizowania obecności podmiotu w otaczającej go rzeczywistości
(przez podmiot rozumieć tu należy zarówno badanego i badacza) jest procedurą
pełniącą funkcję metody. Pytanie o metodę jest w takiej sytuacji nieuzasadnione
i niepotrzebne. Nie metoda więc decyduje o specyfice antropologii; nie ona określa swoistość dyscypliny.
Jak słusznie zauważa Geertz:
„(...) antropologia kulturowa, pozbawiona ustalonej i niekwestionowanej
niszy, jest zasadniczo bardziej uzależniona od swej tożsamości, kompetencji
i koncentracji na określonej praktyce badawczej niż jakakolwiek inna nauka,
społeczna czy przyrodnicza. Jeśli trwa praca terenowa, a w każdym razie jeśli
jest ona przedmiotem niepokoju z jednej i nadziei z drugiej strony, trwa również
dyscyplina”12.
Tym samym potwierdza on swą uwagę, że antropologia definiuje się poprzez metodę etnograficznych badań terenowych. Ale metoda rozumiana jest tu
w sposób podobny do tego, o którym pisze Rabinow. „Informator nadaje formę
__________
10
11
12
James Clifford, Routes: Travel and Translation in the Late Twentieth Century, Harvard
University Press, Cambridge 1997, s. 56 i przypis 2.
Kirsten Hastrup, Droga do antropologii. Między doświadczeniem a teorią, Wydawnictwo
Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008.
Clifford Geertz, Zastane światło..., s. 140.
140
swemu doświadczeniu”, a „ten proces nadawania formy zachodzi nie w laboratorium, a w ramach interpersonalnej interakcji”13. Można by powiedzieć, iż metoda
to interakcja, dzięki której możliwe stają się wszystkie działania poznawcze
składające się na „uważną obecność” antropologa. To szczególny rodzaj obecności, wymagający wysiłku porozumiewania się, konstruowania systemu znaczeń,
który owo porozumienie umożliwi.
„Badania terenowe – twierdzi Rabinow podsumowując swe doświadczenia
z Maroka – są (…) procesem intersubiektywnego konstruowania liminalnych
trybów komunikacji. Intersubiektywność oznacza istnienie więcej niż jednego
podmiotu, jednak nie znajdując się ani tu, ani tam, podmioty nie podzielają ani
wspólnego zbioru założeń, ani doświadczeń, ani tradycji. Ich konstruowanie jest
procesem publicznym. Znaczna część tej książki skoncentrowana jest na tych
przedmiotach, które moi marokańscy przyjaciele i ja konstruowaliśmy wspólnie
w miarę upływu czasu, aby móc się komunikować. Motywem przewodnim jest
to, że owa komunikacja była często żmudna, cząstkowa i stronnicza, partial.
Równie ważnym motywem jest to, że nie była całkowicie nieprzejrzysta. Badania terenowe tworzy dialektyka owych biegunów, nieustannie powtarzający się
proces, który nigdy nie jest taki sam”14.
Rzeczywiście, proces poznania dokonujący się w terenie nigdy nie jest taki
sam, choć zawsze składają się nań te same elementy i prowadzą od doświadczenia ku rozumieniu. Nie ma co domagać się od antropologii metody w rozumieniu
przyjmowanym w dawnym paradygmacie nauki. Zbyt wiele zmieniło się w samoświadomości naszej dyscypliny. Tę samowiedzę o specyfice antropologii
Bourdieu zamyka w pytaniach:
„Kim jest informator i co on właściwie robi, kiedy omawia szczegółowo
z antropologiem reprezentację swojego własnego świata, w przypadku której
nigdy nie będzie miał pełnej jasności, co do tego, czy schematy, tworzące ją, są
zapożyczone z systemu struktur kognitywnych typowych dla jego kultury czy
systemu etnologa, czy też są podświadomie wynegocjowaną mieszanką kodów
tych dwóch zbiorowych klasyfikacji, ze sobą skonfrontowanych? Czyż sama
relacja badawcza, tworząc sytuację teoretycznych dociekań, w których badany
sam przeprowadza ze sobą wywiad na temat tego, co do tej pory nie stanowiło
problemu i wydawało się oczywiste, nie tworzy zasadniczej zmiany, umożliwiającej wprowadzenie stronniczości we wszystkie inne zebrane obserwacje, która
jest bardziej radykalna niż wszystkie wypaczenia etnocentryzmu?”15.
__________
13
14
15
Paul Rabinow, Refleksje na temat..., s. 130.
Tamże, s. 131.
Pierre Bourdieu, Posłowie [w:] Paul Rabinow, Refleksje na temat..., s. 137–138.
141
Jakiekolwiek znajdziemy odpowiedzi na te pytania, jedno będzie pewne –
dla metody (w dawnym rozumieniu) w antropologii (w nowym rozumieniu) nie
ma uzasadnienia.
Summary
Field research is a special kind of cognitive procedure. Paul Rabinow, like
no other in the history of anthropology, had revealed the „anatomy“ of this procedure characterizing cognitive activities involved in this kind of research. "Reflections on Fieldwork in Morocco" tell us about the identity of anthropology
more than some of the discussions which took up on this subject. Rabinow delivers a critical evaluation of the modernist model of anthropology by disclosing
discrepancies between assumptions and methods and actual conditions of acquiring knowledge about investigated reality. But what is even more important: he
demythicizes anthropology by demonstrating that what is rendered by anthropology is not the reality itself but its presentation. Rabinow gives thereby a new
identity to anthropology. The anthropology is still defined by the method of
ethnographic fieldwork but this method is conceived as a reconstruction of a
process of interpersonal interaction.
142
Aleksandra Rzepkowska
Katedra Etnologii i Antropologii Kulturowej UMK w Toruniu
Zespół Aspergera – społeczno-kulturowe konsekwencje
diagnozy
1
W ostatnim czasie mówi się nie tyle o autyzmie, co o zaburzeniach ze spektrum autyzmu (w skrócie ASD, od angielskiego Autism Spectrum Disorders).
W ich skład wchodzi między innymi zespół Aspergera (ZA), postrzegany zwykle
jako łagodna forma niepełnosprawności, sytuująca się w rejonie końcowego
bieguna tego szerokiego kontinuum1. Tak jak inne postaci ASD, ZA częściej
dotyka płeć męską niż żeńską, nieco inne są także jego objawy u kobiet i mężczyzn. Proces diagnozy owego syndromu nie jest prosty – rodzaj oraz stopień
nasilenia poszczególnych symptomów mogą się bowiem znacząco różnić
w zależności od osoby. Zdarza się również, że jest on mylony z innymi zaburzeniami, a nawet przypisywany całkiem zdrowym ludziom, na przykład naturalnie
introwertywnym, zahamowanym towarzysko i nieśmiałym. Wszystko to sprawia,
że ciężko oszacować skalę tego schorzenia, epidemiolodzy nie są zgodni w swoich rachubach. Ostatnio jednak przyjmuje się, że częstotliwość jego występowania wynosi 1:300 w ogólnej populacji2.
Warto pamiętać, iż – podobnie jak autyzm klasyczny – ZA prawdopodobnie towarzyszył ludzkości od wieków. Jako osobny syndrom chorobowy został
on jednak opisany stosunkowo niedawno temu, a tym, który stworzył jego charakterystykę, był austriacki pediatra i psychiatra – Hans Asperger. W swoim
artykule, opublikowanym w 1944 roku, zaprezentował on sylwetki czterech
chłopców (Fritza V., Harro L., Ernsta K. i Hellmutha L.), wyróżniających się pod
względem zachowań społecznych, lingwistycznych i poznawczych3. Za pomocą
tych czterech przykładów Asperger wskazał też na pewien szczególny i powta-
__________
1
2
3
U. Frith, Autyzm. Wyjaśnienie tajemnicy, przeł. M. Hernik, G. Krajewski, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2008, s. 31–32.
T. Attwood, Zespół Aspergera. Wprowadzenie, przeł. M. Łamacz, Wydawnictwo Zysk i Ska, Poznań 2006, s. 23.
H. Asperger, Die „Autistischen Psychopathen” im Kindesalter, „Archiv Für Psychiatrie
und Nervenkrankheiten” 1944, nr 117, s. 73–136.
143
rzający się układ cech behawioralnych oraz emocjonalno-kognitywnych, stanowiących rdzeń tego zaburzenia. Są to:
– brak empatii i przejawów współczucia,
– naiwny, niewłaściwy w danej sytuacji i jednostronny typ interakcji,
preferowanie relacji opartych na wspólnych zainteresowaniach, a nie na
bliskości psychicznej4,
– odmienny profil umiejętności lingwistycznych (sztywna, pedantyczna
mowa, dążenie do ścisłej precyzacji i systematyzacji pojęć, dosłowna
interpretacja wypowiedzi, idiosynkrazje, zakłócona prozodia itd.,),
– uboga i nieadekwatna komunikacja niewerbalna,
– przywiązanie do rutyny,
– intensywne, silnie pochłaniające zainteresowania w jakiejś dziedzinie,
– niezdarna, źle skoordynowana motoryka i osobliwa postura.
Co ważne, austriacki uczony zaobserwował także śladowe oznaki tych
znamion u rodziców dzieci (szczególnie ojców), które leczył i hipotetycznie
zakładał, że choroba ta może być dziedziczona. „Późniejsze badania potwierdziły
– odwołuję się tu do autorytetu Tony’ego Attwooda – że w niektórych rodzinach
pojawiają się uderzająco podobne cechy u członków rodziny w pierwszym
i drugim stopniu pokrewieństwa, po obu stronach rodziny, lub że w historii rodziny pojawiali się ekscentryczni osobnicy z lekką postacią zespołu Aspergera.
(…) Znane są też rodziny, w których jest wiele dzieci lub wiele pokoleń z tym
zespołem objawowym”5. Wbrew pozorom to informacja ważna nie tylko dla
lekarza, terapeuty czy psychologa, ale i dla antropologa. Pozwala bowiem rozumieć i przewidywać określone scenariusze kulturowe związane z funkcjonowaniem tych rodzin, zarówno w aspekcie życia domowego, jak i w interakcji ze
społeczeństwem. Świadomość, że za nietypowy rozwój dziecka nie odpowiada
deficyt miłości czy zła opieka rodzicielska, lecz tak niezależny czynnik jak geny,
może wszak ośmielać ludzi do ujawniania się ze swoimi kłopotami, zachęcać ich
do tworzenia grup wsparcia, a także do korzystania z pomocy specjalistów
i programów terapeutycznych. Tym samym dochodzi do obalenia wielu kulturowych tabu – zjawiska do tej pory niewidzialne i niesłyszalne, rozgrywające się
w niszach i zakamarkach rzeczywistości (w czterech ścianach domu, w ciasnym
kręgu rodziny itp.), z wolna przenikają do głównego nurtu życia społecznego.
Jak wspomniałam, do ogłoszenia drukiem efektów prac wiedeńskiego lekarza doszło w połowie lat 40. XX wieku. Zatrzymam się przez chwilę przy tej
dacie. Wydaje mi się bowiem, że jest coś symbolicznego i niesłychanie budują-
__________
4
5
„Aspergerowcom” wydaje się, że inni ludzie myślą i czują to samo co oni, dlatego nie
dostrzegają potrzeby wzajemnej komunikacji – dzielenia się myślami, uczuciami itp. Z tego
samego powodu często w ogóle nie czytają beletrystyki, tylko literaturę fachową, gdyż ta
pierwsza przenosi treści społeczne, przybliża sylwetki, perypetie oraz światy wewnętrzne
innych ludzi (bohaterów literackich), co nie jest interesujące dla osób z ZA.
T. Attwood, dz. cyt., s. 123.
144
cego w tym, że u kresu II wojny światowej, z samego serca kultury niemieckojęzycznej – której „odłam” przez długi czas niósł światu śmierć i zniszczenie,
wyszedł tak ożywczy i ocalający dla wielu impuls – pierwszy w historii kliniczny
opis zespołu Aspergera. Bez wątpienia był to przełom, który nieprzebranym
rzeszom chorych i ich rodzinom dał to, co najcenniejsze – tak bardzo wyczekiwaną przez nich świadomość problemu i nadzieję. Zaledwie rok wcześniej, bo
w 1943 roku, inny lekarz o austriackich korzeniach – Leo Kanner stworzył medyczny opis autyzmu głębokiego6. Nie wiem jednak, czy dokonanie Aspergera
nie było pod pewnymi względami wydarzeniem bardziej doniosłym. Autyzm
klasyczny, mimo że jest bezsprzecznie poważniejszym i gorzej rokującym schorzeniem, daje bowiem wyraźne objawy, nad którymi nie sposób przejść do porządku dziennego. Syndrom Aspergera jest zaburzeniem o wiele bardziej subtelnym, słabiej uchwytnym i mniej oczywistym. Co więcej, cierpiący nań ludzie
mają normalną, a nawet podwyższoną inteligencję. Z tego powodu na ogół pomyślnie przechodzą oni przez wszystkie etapy kształcenia, zdobywają profesję,
a dzięki zdolnościom wysepkowym i szczególnym zainteresowaniom w wybranej dziedzinie często odnoszą sukcesy w pracy zawodowej. Mimo to nie odnajdują się w życiu społecznym, mają kłopoty we współdziałaniu i w komunikacji
z innymi. Zdiagnozowani oraz włączeni w proces terapii zyskują szansę na poprawę sposobu funkcjonowania i na zdobycie akceptacji społecznej. Niezdiagnozowani i nieleczeni uchodzą za ekscentryków, dziwaków, nieudaczników i są
zazwyczaj odrzucani przez innych. Tu i ówdzie odzywają się głosy, że Hans
Asperger dokonał swego odkrycia, gdyż sam cierpiał na zespół opatrzony później swoim nazwiskiem. Jako dziecko był ponoć nad wiek spokojny i poważny,
a ponadto hiperlektyczny i preferujący samotność. Być może dzięki temu łatwiej
mu było dostrzec podobne cechy u innych, a także zrozumieć ich zachowanie
i punkt widzenia. Możliwe też, że z uwagi na swoją osobowość jako specjalizację wybrał właśnie pediatrię. Specyfika pracy z dziećmi jest wszak inna niż
z dorosłymi, praca ta nie wymaga tak wysoko rozwiniętych umiejętności społecznych. Dzieci z natury są bardziej naiwne, prostolijne, niezbyt biegłe i wyrobione w niuansach gry społecznej. Chyba nigdy się nie dowiemy, jak było naprawdę. Diagnozowanie retrospektywne jest zawsze działaniem obarczonym
dużym ryzykiem błędu i wątpliwym, zwłaszcza w wykonaniu kogoś takiego jak
ja – nieposiadającego żadnych kwalifikacji medycznych. Bez względu jednak na
okoliczności, które pozwoliły wiedeńskiemu pediatrze i psychiatrze na opis nowego syndromu chorobowego, chcę przypomnieć jego dorobek i nazwisko. Wartość jego prac jest bezsporna (zarówno w sensie medycznym, jak i społecznokulturowym), warto więc podejmować starania, aby pamięć zbiorowa zachowała
__________
6
L. Kanner, Autistic disturbances of affective contact, „Nervous Child” 1943, nr 2, s. 217–
250.
145
jakieś, choćby mgliste, wspomnienie o tej postaci. Tym bardziej że Hans Asperger nie doczekał światowego sukcesu swych badań. Jego pionierski raport z 1944
roku był przez ponad trzydzieści lat zupełnie ignorowany, zarówno w Europie,
jak i w Stanach Zjednoczonych, choć on sam cały czas cierpliwie i niestrudzenie
leczył małoletnich pacjentów z autyzmem. Otworzył oddział leczniczy dla tych
dzieci, a współpracująca z nim siostra Viktorine stworzyła pierwszy program
wychowawczy z elementami terapii mowy, teatru i wychowania fizycznego.
Zginęła tragicznie, kiedy pod koniec wojny, w efekcie bombardowań aliantów
oddział został zniszczony7. Sam Asperger zmarł w 1980 roku, niedługo przed
tym, gdy syndrom noszący jego nazwisko został wreszcie uznany na arenie międzynarodowej. W dużej mierze przyczynił się do tego artykuł Lorny Wing (lekarki i matki dziecka autystycznego), w którym powołała się ona na ustalenia
austriackiego medyka oraz po raz pierwszy użyła określenia „zespół Aspergera”8.
2
W sytuacji, kiedy mamy do czynienia z chorobą, która daje wyraźne i namacalne objawy, a także z taką, która postępuje i zagraża życiu człowieka, wybór sposobu postępowania na ogół jest prosty. Trzeba poddać się diagnozie oraz
niezwłocznie wdrożyć odpowiednie leczenie. Jeśli jednak jest to tak zwana niewidzialna choroba9, a więc taka, która nie daje czytelnych (zwłaszcza wizualnych) symptomów, sprawa się komplikuje. Tak właśnie dzieje się w zespole
Aspergera – chorobie w dużej mierze „niewidzialnej” oraz „pogranicznej”, stanowiącej łagodną postać autyzmu. W swoim artykule postaram się nakreślić
najważniejsze społeczne i kulturowe konsekwencje uzyskania medycznej diagnozy tego syndromu10. Wybór owego zagadnienia jest ściśle związany z gromadzonymi przeze mnie doświadczeniami terenowymi, podczas których dokonuję korekty oraz rewizji wielu swoich wcześniejszych poglądów i opinii na ten
temat.
Zacznę od tego, że przystępując do badań byłam zdeklarowaną zwolenniczką możliwie szybkiej diagnozy ZA oraz włączenia chorego w całościowy
i zindywidualizowany proces terapeutyczny. Wydawało mi się, że jest to rozwią-
__________
7
8
9
10
T. Attwood, dz. cyt., s. 14.
L. Wing, Asperger’s syndrome. A clinical account, „Psychological Medicine” 1981, t. 11, s.
115–130.
Można tutaj wskazać na choroby sercowo-naczyniowe, nerwobóle, fibromialgię, schorzenia
psychiczne, neurologiczne itd.
W terapii tego syndromu bierze udział wielu specjalistów: psycholodzy, pedagodzy, logopedzi, fizjoterapeuci itp., jednak rozpoznanie stawia lekarz psychiatra.
146
zanie optymalne dla wszystkich – dla pacjenta i dla jego rodziny. Przeświadczenie to umacniały moje przednaukowe obserwacje i spostrzeżenia, zrodzone na
bazie prywatnych kontaktów z rodzinami „Aspergerowców”. Wynikało z nich,
że brak diagnozy albo zbyt późne jej postawienie (gdy pacjent jest dorosły, ma
okrzepłą osobowość, utrwalone sposoby reagowania, nawyki i niewiele można
już zmienić) to przysłowiowe „samo zło”. Trzeba także podkreślić, iż sytuacja ta
jest nie tylko źródłem traumy dla chorego, który odczuwa zwykle własną inność,
nieprzystawalność do otoczenia oraz nie potrafi nazwać i odnaleźć jej przyczyn,
ale i dla bliskich mu osób. Dla zilustrowania rozmiaru strat przeżywanych przez
te osoby posłużę się przykładem pewnej rodzinnej tragedii. Otóż nie tak dawno
temu usłyszałam historię opowiadającą o tym, jak – dorastająca w otoczeniu ojca
oraz braci ze zbyt późno zdiagnozowanym i nieleczonym ZA – młoda kobieta
popełniła samobójstwo. Obraz syndromu Aspergera, już to sygnalizowałam,
bywa różny. We wspomnianym przypadku składały się nań poważne trudności
w kontaktach interpersonalnych: brak empatii, nieresponsywność, krytykanctwo,
agresja, trudny do przezwyciężenia upór (cechy zwielokrotnione w osobach ojca
i braci). Udręczona domową atmosferą oraz osamotniona w swym bólu dziewczyna nie wytrzymała i targnęła się na własne życie11. Jest to przykład drastyczny i z pewnością dość odległy od normy, jednak nie sposób przejść wobec niego
obojętnie. Z całą wyrazistością pokazuje on także, iż konsekwencje choroby
w rodzinie ponoszą wszyscy – także jego zdrowi członkowie. Chłonąc tego rodzaju historie utwierdzałam się w przekonaniu, że nie ma nic lepszego niż wczesne i rzetelne rozpoznanie: remedium na nieprzespane noce, cierpienie i niepewność, droga do specjalistycznej pomocy, terapii i nadziei. I mimo iż nie straciłam
zaufania dla instytucji diagnozy, to jednak dojrzewają we mnie wątpliwości, czy
istotnie jest to „samo dobro” (a w każdym razie znacząca korzyść), jak uprzednio
sądziłam. Prowadząc badania, coraz częściej słyszę bowiem, że wielu rodziców
dzieci, u których pojawiło się podejrzenie ZA, rezygnuje z rozpoznania w obawie przed społecznym zetykietowaniem i wykluczeniem. Argumenty, jakich się
tu używa, są następujące: „nie istnieje leczenie przyczynowe syndromu Aspergera, dziecko i tak będzie chore, a dodatkowo zyska łatkę świra i nieudacznika,
ludzie zaczną się odwracać od niego i od całej naszej rodziny”. Trudno się nie
zgodzić z taką wykładnią. Świadomość zdrowotna naszego społeczeństwa jest
dość niska. Mało kto wie, czym jest zespół Aspergera. Poza tym sporo osób nie
odróżnia choroby psychicznej od neurologicznej, wskutek czego „Aspergerowcy” są czasem niesłusznie uznawani za psychotyków, a nawet za osobników
niebezpiecznych dla otoczenia12. Jesteśmy też wciąż społeczeństwem zamknię-
__________
11
12
Oczywiście nie można wykluczyć, że do tej tragicznej sytuacji mógł doprowadzić splot
wielu różnych przyczyn.
Postawy społeczne wobec chorych psychicznie są wciąż bardzo negatywne, a wyrazem
tego jest fakt, iż większość ludzi odrzuciłaby osobę leczącą się psychiatrycznie jako sąsiada, pracownika, przyjaciela czy partnera życiowego oraz uważałaby ją za mniej wiarygod-
147
tym na inność i nietolerancyjnym. Los „po diagnozie” może więc faktycznie być
losem niewdzięcznym i nie do pozazdroszczenia, zarówno dla samego chorego,
jak i dla jego rodziny. Dzieje się tak między innymi dlatego, iż w wymiarze
pragmatycznym oraz społeczno-kulturowym fakt oficjalnego rozpoznania schorzenia kreuje jak gdyby „nowego” człowieka, choć kondycyjnie, czyli w konstrukcji jego organizmu nic się przecież nie zmienia. W tym sensie konsekwencje
diagnozy mogą niekiedy być dla pacjentów nie mniejszym obciążeniem niż same
objawy chorobowe, stanowiąc niejako „drugą chorobę” oraz przyczyniając się do
rozwoju jej „jatrogennego piętna” (nawiązuję tu do terminu ukutego przez Normana Sartoriusa)13. Owa szczególna moc diagnozy zdaje się wynikać chociażby
z tego, iż w codziennej praktyce i języku ulega ona często swoistej „reifikacji”.
Polega to na tym, iż rozpoznanie przestaje być uważane za jeden z możliwych
sposobów interpretacji fenomenów klinicznych oraz funkcjonalne narzędzie,
służące celom praktycznym, lecz zaczyna być postrzegane jako obiektywizujący
opis atrybutów jednostki, a nawet absolutna i definitywna prawda o istocie jej
osobowego bytu14. Jak sugeruje Piotr Świtaj, być może u źródeł takiego stosunku
do diagnozy leży zjawisko określane w dyskursie naukowym jako „postawa
platońska”. O ile bowiem – wyjaśnia badacz – „(…) historyczny rozwój współczesnych klasyfikacji chorób mieścił się w tradycji nominalizmu (w przypadku
medycyny streszczającego się najzwięźlej w sentencji przypisywanej J.J. Rousseau: «Nie istnieją choroby, lecz tylko chorzy ludzie»), to analiza zarówno codziennego języka klinicystów, jak i medycznych prac naukowych pozwala
uzmysłowić sobie, że w praktyce «jednostki chorobowe» są traktowane często
w zupełnie odmienny sposób – czasem niemal jak platońskie byty idealne
(…)”15. Podejście platońskie nie oznacza oczywiście świadomego opowiedzenia
13
14
15
ną, inteligentną, atrakcyjną, kompetentną itp. P. Świtaj, Rola diagnozy psychiatrycznej
w procesie stygmatyzacji osób z zaburzeniami psychicznymi, „Postępy Psychiatrii i Neurologii” 2009, t. 18, nr 4, s. 379. Piętno ciążące na ludziach ze schorzeniami neurologicznymi
jest nieco mniejsze, ale również silne.
N. Sartorius, Iatrogenic stigma of mental illness, „BMJ” 2002, t. 324, s. 1470–1471. Oczywiście zanim dojdzie do instytucjonalnego naznaczenia, związanego z wejściem w kontakt
z oficjalnym systemem opieki zdrowotnej, jednostka może mieć do czynienia z (długotrwałym nawet) nieformalnym etykietowaniem – w rodzinie, w szkole, w pracy czy w relacjach
ze znajomymi. O rozpoczęciu tego procesu wcale nie musi też przesądzić obecność konkretnych objawów patologicznych. Czynnikiem inicjującym może być na przykład niewłaściwa interpretacja zachowania, zemsta towarzyska czy plotka. Niezależnie od tego nie da
się zaprzeczyć, że oficjalna etykieta – „uświęcona” autorytetem eksperckim – ma znaczenie
wyjątkowe, stanowi punkt zwrotny oraz znaczącą zmianę jakościową w życiu jednostki.
Jest to niejako ostateczne i formalne domknięcie procesu jej naznaczania. P.W. Corrigan,
How clinical diagnosis might exacerbate the stigma of mental illness, „Soc Work” 2007,
t. 5, s. 31–39.
S. Grover, Reification of psychiatric diagnoses as defematory. Implications for ethical
clinical practice, „Ethical Hum Psychol Psychiatry” 2005, t. 7, s. 77–86.
P. Świtaj, dz. cyt., s. 378.
148
się po stronie skrajnego realizmu pojęciowego, może jednak podsycać tendencję
do absolutyzowania i mało krytycznego nastawienia do klasyfikacji chorób,
a w konsekwencji także do rozpoznania klinicznego. Skłonność ta dotyka nawet
profesjonalistów i jest jeszcze większa wśród laików.
Ważną cechą medycznych etykiet diagnostycznych jest też to, że choć (tak
jak i inne etykiety) są one fundowane społecznie, a więc mają charakter względny, uproszczony, a czasem arbitralny i mogą być nietrafne, to jednak silnie
„przyklejają się” do osoby – bardzo trudno się ich pozbyć. Nawet przy znacznej
poprawie funkcjonowania oraz stopniowego przystawania do społecznych standardów, osoba z rozpoznanym zespołem Aspergera i w taki sposób identyfikowana przez otoczenie, prawdopodobnie zawsze narażona będzie na dystans
i nieufność16. Sytuacja ta może skutecznie wydłużać okres „wychodzenia”
z choroby, a także sprawiać, iż jednostka – wbrew sobie, ale pod naporem sygnałów zewnętrznych – będzie zachowywać się zgodnie ze stereotypem chorego
oraz kierowanymi do niej dyrektywami i oczekiwaniami społecznymi. Zdaniem
wielu teoretyków, w taki właśnie sposób zaczyna się „kariera przewlekłej dewiacji”17. Warto przy tym dodać, iż proces ten może czasami przybierać formę samospełniającej się przepowiedni, to znaczy chory może tak silnie zrosnąć się
z przypisaną mu etykietą diagnostyczną, że w pewnym sensie zacznie „realizować i materializować rozpoznanie”, które jest już nie w pełni aktualne albo
w ogóle zostało źle postawione18.
Trzeba ponadto mieć świadomość, iż diagnoza może stać się główną siłą
napędową innego destrukcyjnego procesu, jakim jest medykalizacja własnej
osoby. Rozmawiając z osobami z ZA zauważam, iż wiele z nich ma tendencję do
sprowadzania własnej tożsamości wyłącznie do stanu swojego zdrowia. Tym
samym umniejszają one wszystkie inne aspekty własnego człowieczeństwa oraz
hiperbolizują jeden z nich, dotyczący ograniczeń zdrowotnych. W rezultacie
choroba staje się niemal całością i podstawową determinantą ich „ja” – wszystko
w ich życiu dzieje się ze względu na nią: to ona zaczyna organizować ich zachowanie, wyznaczać rytm i granice aktywności, skalę i amplitudę osiągnięć.
W skrajnych przypadkach zaczyna wręcz odgrywać rolę głównego systemu
orientacyjnego dla egzystencji i tożsamości – wydaje się, że jednostka przede
wszystkim postrzega samą siebie jako pacjenta, chorego, a dopiero potem jako
__________
16
17
18
Tego rodzaju zachowania mogą być zresztą przenoszone również na bliskich chorego jako
na osoby dzielące z nim geny, a więc potencjalnie „podejrzane”, nawet mimo braku jakichkolwiek oznak choroby.
T.J. Scheff, Being mentally ill. A sociological theory, Aldine de Gruyter, New York 1999,
s. 89. Spektakularnym przykładem takiej „kariery” na gruncie popkultury jest biografia
Lisbeth Salander, bohaterki trylogii Stiega Larssona pod tytułem Milllenium. S. Larsson,
Trylogia Millenium, przeł. B. Walczak-Larsson, Wydawnictwo „Czarna Owca”, Warszawa
2009.
P. Świtaj, dz. cyt., s. 383.
149
człowieka. Jest to bardzo niebezpieczna tendencja, tym bardziej że mamy tu do
czynienia ze sprzężeniem zwrotnym, gdyż choroba nie tylko kształtuje nasze
postrzeganie świata, ale i warunkuje to, jak świat postrzega nas. Im bardziej więc
ktoś ulega skłonności do medykalizacji własnego „ja”, tym bardziej otoczenie
zwraca uwagę na jego trudności. Nie chodzi, rzecz jasna, o to, aby wypierać czy
negować fakt własnej niedyspozycji, ale o to, aby starać się wypracować korzystny balans w tej sferze. Choroba nie powinna pochłaniać i zagarniać całej
tożsamości indywiduum, lecz nie należy też zapominać, że jest ona ważną i integralną jej częścią. Powinni o tym pamiętać również rodzice i bliscy chorego.
Często zdarza się bowiem, iż będąc świadomi jego problemu dążą do wyręczania
go we wszystkim, albo – wręcz przeciwnie – każą mu podejmować zadania
i czynności, które zwyczajnie go przerastają. Każda z tych sytuacji jest niekorzystna i zaburza proces zdrowienia – tak w wymiarze medycznym, jak i społeczno-kulturowym. W pierwszym przypadku chory jest odzierany z poczucia
podmiotowości i sprawczości, odbiera mu się szansę na samodzielność,
a w drugim – doprowadza do stanu przeinspirowania i przestymulowania. W obu
przypadkach dochodzi zaś do wtórnej jak gdyby wiktymizacji jednostki, która
cierpi nie tylko z powodu choroby, ale i z powodu jej traktowania ze względu na
chorobę. Sytuacje takie można uznać wręcz za nadużywanie diagnozy. Co więcej, ostatnio mamy do czynienia z rozwojem specyficznego przemysłu kulturowego, który wspiera takie działania. Mam na myśli chociażby tak zwaną pornografię inspiracji (inspiration porn)19, która polega na reprodukowaniu
wizerunków osób chorych lub niepełnosprawnych, zazwyczaj z silnie wyeksponowanymi oznakami ich dysfunkcji (siedzących na wózkach inwalidzkich, używających protez ortopedycznych itd.), które bez żadnego wysiłku wykonują
codzienne czynności. Częstym elementem takich przekazów staje się slogan:
„Jeśli inni chorzy mogą to zrobić, to i ty jesteś w stanie – nie stosuj wymówek!”.
Co prawda ludzie z zespołem Aspergera nie zdradzają zwykle śladów fizycznej
ułomności, ale i oni mogą podlegać tego rodzaju opresyjnym działaniom kulturowym, na przykład kiedy epatuje się ich przykładami życiorysów sławnych
osób z ZA oraz oczekuje od nich geniuszu lub spektakularnych osiągnięć
w jakiejś dziedzinie.
I wreszcie, rozważając społeczno-kulturowe implikacje diagnozy ZA, należy wskazać, iż jej uzyskanie może pociągać za sobą znaczne ograniczenie przestrzeni życiowej jednostki. Logicznym następstwem rozpoznania jest bowiem
__________
19
Zjawiskiem tym zainteresowałam się bliżej dzięki lekturze pracy studentki – Natalii
Wawryniewicz pod tytułem Życie z chorobą – choroba w życiu. Autoetnograficzne studium
przypadku. Praca powstała w ramach prowadzonego przeze mnie w semestrze letnim roku
akademickiego 2013/2014 w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej UMK konwersatorium Wybrane sposoby interpretacji kultur. Zob. Discussion #1: inspiration porn,
http://disabilityinkidlit.wordpress.com./2013/0704/discussion-1-inspiration-porn/ [dostęp:
18.06.2014].
150
terapia, co wiąże się z koniecznością częstych wizyt w ośrodkach specjalistycznych oraz udziałem w zajęciach korekcyjno-wyrównawczych czy turnusach
rehabilitacyjnych. W efekcie chory może zapaść na opisany w „Czarodziejskiej
górze” Tomasza Manna syndrom sanatoryjny – stan swoistego odrealnienia
wynikający z zamknięcia w świecie, gdzie czas płynie inaczej i życie inaczej
wygląda20.
3
Z moich rozważań wynika, że diagnoza zespołu Aspergera – mimo iż
w praktyce klinicznej jest niezbędna i użyteczna – nieuchronnie niesie za sobą
poważne konsekwencje natury społecznej i kulturowej, a oprócz tego może się
przyczyniać do nasilenia piętna choroby. Świadomość wystąpienia tych konsekwencji może zaś prowadzić do podjęcia rozmaitych strategii obronnych, jak:
zachowywanie informacji o leczeniu w ścisłej tajemnicy, wycofywanie się
z kontaktów międzyludzkich postrzeganych jako źródło wstydu, zagrożenia itp.
albo rezygnacja z diagnozy. Oczywiście strategie te mogą być uruchamiane
i testowane także w przypadku innych schorzeń, jednak ZA jest przypadkiem
szczególnym z racji swej „niewidzialności” oraz „pogranicznego” charakteru.
Takie schorzenie po prostu łatwiej ukryć. Z drugiej jednak strony fakt uzyskania
diagnozy oraz podjęcia leczenia może wnieść wiele dobrego w życie osób z tym
syndromem i ich rodzin. Dlatego też warto inicjować działania mające na celu
edukację społeczeństwa oraz próbę zmiany nieprzychylnych postaw w tym obszarze. W dzisiejszych czasach dużą rolę w procesie rozpowszechniania oraz
utrwalania opinii odgrywają środki masowego przekazu. Można więc starać się
oddziaływać na świadomość i wyobraźnię zbiorową tą drogą (pamiętamy dobrze
pozytywny wpływ filmu „Piękny umysł” na stosunek jego odbiorców do schizofrenii). Do oswojenia i zneutralizowania choroby przyczyniają się także swoiste
„coming outy” popularnych i lubianych osób. Dobrym przykładem jest tu Monika Zamachowska (do niedawna Richardson), która ujawniła, że jej syn Tomek
ma ZA. Coraz częściej dowiadujemy się ponadto, iż – czytane w świetle współczesnej wiedzy medycznej – źródła biograficzne na temat wybitnych osobistości
świata kultury i nauki wskazują na ich nietypowe cechy, powiązane z zespołem
Aspergera. Lista takich postaci jest długa, a znajdują się na niej chociażby Albert
Einstein i Ludwig Wittgenstein. Szerzenie wiedzy o tym stanowi ważny element
praktyk zmierzających do destygmatyzacji osób z tym syndromem. Jeszcze innym tego rodzaju działaniem jest tak zwana interwencja lingwistyczna, a więc
__________
20
T. Mann, Czarodziejska góra, przeł. J. Kramsztyk, J. Łukowski, Warszawskie Wydawnictwo Literackie „Muza”, Warszawa 2012–2013.
151
próba takiego przeprojektowania języka medycznego (w tym etykiet diagnostycznych), aby nie zawierał on określeń pejoratywnych, wywołujących złe skojarzenia i deprecjonujących dla chorego21. Jest to niezwykle istotne, albowiem
język jest podstawowym faktem kulturowym, za którego pomocą wszystkie
formy życia społecznego są ustanawiane i nieustannie odtwarzane, wskutek
czego kreuje on określone postrzeganie rzeczywistości. I wreszcie, można by
rozważyć samą koncepcję diagnozy, to znaczy zamiast podejścia kategorialnego
na szerszą skalę stosować podejście wymiarowe. Polegałoby ono na tworzeniu
opisu objawów na dość szerokim kontinuum, obejmującym także normę, co nie
podkreślałoby tak mocno odmienności pacjentów i nie czyniłoby z nich oddzielnej, izolowanej kategorii. Warto też pamiętać, iż diagnoza nie ogranicza się do
identyfikacji zaburzenia i wyjaśnienia jego genezy, lecz jest procesem, który ma
się zakończyć osiągnięciem określonych celów. Położenie akcentu na proces,
jego dynamikę i celowość podkreśla, że poza odpowiedzią na pytanie „co «to»
jest?” bardzo ważna jest odpowiedź na równoległe pytania: „co można z «tym»
zrobić, aby osiągnąć pożądany stan?” i „jak to zrobić, przy użyciu jakich technik,
metod i narzędzi?”. Terapia jest integralną częścią procesu diagnostycznego22.
Poza tym, jak zauważa Julita Urbaniuk: „W takcie terapii dochodzi (…) do weryfikacji wniosków sformułowanych w diagnozie. Specjalistyczne diagnozy zbyt
często ograniczają się tylko do opisu stanu aktualnego, w niewystarczającym
stopniu koncentrując się na zaleceniach dotyczących poprawy funkcjonowania
osoby badanej”23. Powoduje to, że adresaci rozpoznania mogą mieć wrażenie, iż
nie wnosi ono nic nowego do ich sytuacji oraz spostrzeganego od dawna obrazu
trudności. Nazywa tylko w sposób specjalistyczny (a często i niezrozumiały) to,
co już wiadomo. Zmiana koncepcji diagnozy (w kierunku podejścia wymiarowego, projektującego i celowościowego) mogłaby – jak sądzę – przyczynić się nie
tylko do polepszenia efektów leczenia, ale także – co szczególnie istotne dla
antropologa – zaowocować korzystnymi tendencjami o charakterze społecznokulturowym: mogłaby przemodelować zbiorowe postawy wobec pacjentów oraz
ich stosunek do własnej choroby. Byłby to ważny krok w stronę ograniczenia
potocznych lęków i fobii, pobrzmiewających w sentencji, iż „jedną z najbardziej
rozpowszechnionych na świecie chorób jest diagnoza”.
__________
21
22
23
P. Świtaj, dz. cyt., s. 383.
J.W. Paluchowski, Diagnoza psychologiczna. Podejście ilościowe i jakościowe, Scholar,
Warszawa 2001, s. 37.
J. Urbaniuk, O dwóch takich, co… dostali diagnozę. Problematyka diagnozy dziecka
z dysleksją, [w:] B. Cytowska, B. Winczura (red.), Dziecko z zaburzeniami w rozwoju. Konteksty diagnostyczne i terapeutyczne, Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Kraków 2005, s. 96.
152
Summary
Present article concerns socio-cultural consequences of clinical diagnosis of
Asperger’s syndrome. The authoress shows, that the label of psychiatric and
neurological illness is often a source of subjectively experienced suffering for
persons receiving such diagnosis, their relatives and friends. It may also lead to
the process of stigmatization and spoil individual’s identity. Thus, the process of
diagnosing should not be a routine procedure lacking reflection, especially on
ethical aspects. Theres is also urgent necessity to educate the society about psychiatric and neurological illnesses in order to prevent the attitudes of stigmatization and discrimination of the patients and their families.
153
Krystyna Piątkowska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
O potrzebie antropologii w społecznej praxis.
Kilka uwag na gorąco po realizacji projektu badawczego
Projekt badawczy „Infrastruktura kulturalna i formuły działania urzędu pracy w nowej sytuacji kulturowej wobec stanu świadomości i praktyk osób bezrobotnych”1 powstał w konkretnej sytuacji dotyczącej szerokiego planu kultury
Łodzi, miasta do którego wróciłam w 1974 roku, z którym jest związana cała
moja kariera zawodowa, jako etnologa i antropologa kultury, w którym pełniłam
także pewne role w instytucjach administracyjnych, komentowałam w lokalnych
mediach rozmaite fakty i zdarzenia, wreszcie którego tożsamość próbowałam
określić oraz zmodyfikować, mając świadomość istnienia dezawuujących klisz
i praktyk symbolicznego unieważnienia. Od kilku lat realna i medialna sytuacja
Łodzi coraz bardziej się pogarsza. Jest to duże miasto, które od schyłku XX
wieku straciło już ponad sto tysięcy mieszkańców. Miasto, z którym kojarzone są
przypadki skrajnej degrengolady fundamentalnych zasad ludzkiej egzystencji –
„łowcy skór”, „dzieci w beczkach”, nietrzeźwi kierowcy miejskiego transportu,
zdominowana przez złoczyńców ulica Piotrkowska, przyszła matka w ośmiomiesięcznej ciąży, pijana, z kijem bejsbolowym rzucająca się pod samochód, rozpadające się kamienice, szarość, marazm, brud – to tylko niektóre z pojęć kluczy
oraz słów dookreślających to miejsce w potocznych narracjach prywatnych
i emitowanych w przestrzeniach publicznych, dialogach. Od momentu wybuchu
kryzysu ekonomicznego, do powyższej listy mankamentów dołączył jeszcze
jeden – Łódź znajduje się w czołówce w statystykach bezrobocia. Jak podaje
dodatek do „Dziennika Łódzkiego” – „Forum Łódź” z 14 marca 2014 r., „Jeste-
__________
1
Projekt pilotowany przez Wyższą Szkołę Europejską im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie
w ramach programu Kapitał Ludzki – Narodowa Strategia Spójności finansowanego przez
Europejski Fundusz Społeczny Unii Europejskiej.
155
śmy na drugim miejscu wśród miast wojewódzkich, zaraz za Białymstokiem.
Spośród 44 000 bezrobotnych, niespełna 6 000 dostaje zasiłek.” „44-tysięczną
armią łódzkich bezrobotnych można zasiedlić duże osiedle. Aż 24 954 osoby
w styczniu 2014 roku miały status długotrwale bezrobotnego. Do kategorii 50+
należało 15 000 osób. Rynek pracy w Łodzi pozostaje marny. W dużej mierze za
obecny stan odpowiadają uwarunkowania historyczne”.
Łódź nie dała sobie rady w starciu z wolnym rynkiem. Obie liczby – 24 954
długotrwale bezrobotnych oraz 14 981 należących do kategorii powyżej 50 lat,
mają ponury wydźwięk. W pewnym momencie – konkretnie w połowie 2013
roku, dramat utraty pracy zaczął dotykać także ludzi z wyższym wykształceniem,
z dużymi kompetencjami zawodowymi, pracowników instytucji oświaty, wykładowców szkół wyższych, ludzi wolnych zawodów. Zatem specyficznych grup
zawodowych, wobec których „nie możemy krzyczeć: «hura, hura, sukces», gdy
tylko uda nam się im zaoferować jakąkolwiek robotę” – jak mówił dr Krzysztof
Bondyra, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, ekspert do spraw
rynku pracy. „To nie mogą być oferty pierwsze z brzegu. Oczywiście przysłowiowe wózki widłowe zainteresują niektórych nauczycieli, ale to będzie zdecydowana mniejszość. Większość chciałaby w nowej pracy wykorzystać kompetencje, które już posiadają, np. w szkoleniu ludzi, instytucjach kulturalnych,
organizacjach pozarządowych” – napisano w „Gazecie Wyborczej” 14.02.2014
(„Na ratunek nauczycielom”).
W październiku 2013 roku sytuacja zwolnień dotknęła również osoby z mojego najbliższego otoczenia. Najbardziej właściwą egzemplifikacją niech będzie
wypowiedź jednej z nich: „– Opowiedz swoją historię – określ przyczyny, dla
których musisz kontaktować się z Urzędem Pracy – To jest oczywiste – bo nie
mam pracy, prawda? Nie wiem jak głęboko mogę sięgnąć w problem. Na pewno
czuję się osobą w ogóle nie przystosowaną do tej sytuacji. Przez całe swoje życie
zawodowe byłem jakby wychowywany w zupełnie innym systemie wartości.
Praca na Uniwersytecie zawsze kojarzyła mi się ze stabilizacją. Nagle się okazało, że są pewne wymogi, którym bądź nie mogę podołać, bądź z którymi nie
mogę się zgodzić. Pomijając całą aferę itd. cały czas mam ochotę wpisywać
w CV, że pozwałem swojego szefa, straciłem pracę, wpadłem w depresję i nagle
stwierdziłem, że do tego zmiana jest niemożliwa, że przez całe życie dążyłem
tylko do jednego celu, mianowicie – być po prostu badaczem, naukowcem i nic
więcej” (mężczyzna 45 lat, z tytułem naukowym, rozmowa w trakcie trwania
projektu badawczego, maj 2014 r.).
Podług badań opublikowanych 27.06.2013 r. na stronie rynekzdrowia.pl,
55% polskich bezrobotnych 50+ cierpi na depresję. Wszystkie znane mi osoby
zwolnione z pracy na wyższych uczelniach zachorowały na tę przypadłość. Chociaż usiłowały cały czas coś robić – monitorować strony internetowe, czytać,
pisać teksty, za które nie dostawały żadnych dochodów, składać kolejne oferty
w instytucjach, w których teoretycznie powinny znaleźć swoje miejsce – nic się
156
nie zmieniało w ich sytuacji. Nawet oficjalnie zgłaszane oferty w BIP, miały
z góry określonych beneficjentów. Te obserwowane przeze mnie zjawiska spowodowały, że w mojej refleksji pojawił się element dodatkowy, dopełniający
dość apokaliptyczny obraz Łodzi – jest to najbardziej marnotrawne miasto
w Polsce, rezygnujące z części wiedzy, lokalnego patriotyzmu i aksjologii „przyzwoitości” ludzi, bądź co bądź należących do intelektualnej czołówki, albo nie
potrafiące „poradzić sobie” z kompetencjami własnych mieszkańców. W tej
społecznej grze nie chodzi o jakość i właściwości, chodzi o dystrybuowanie
„dobra rzadkiego”, jakim jest praca mogąca stanowić ekwiwalent wsparcia
i lojalności w subsystemach władzy i zarządzania, czy poczucia komfortu z powodu nienaruszalności pozycji i statusu. Czy w takich okolicznościach istnieje
jakaś możliwość zdobycia zatrudnienia dającego satysfakcję i poczucie spełnienia przez osoby funkcjonujące bez pomocy „kapitału społecznego”, jak są zorganizowane i przygotowane instytucje powołane do moderowania tego zespołu
zjawisk?
Z perspektywy refleksji naukowej ta idea mieści się w szerokich kontekstach społeczeństwa ponowoczesnego, gdzie przekształcenie tożsamości klasowych oraz dynamiczne transformacje kulturowe wymagają odpowiedniej wiedzy, a nie tylko partykularnego zaangażowania. Jak twierdzi Chris Barker
w pracy Studia kulturowe. Teoria i praktyka: "Nie ma wątpliwości co do tego, że
jesteśmy obecnie świadkami upadku sektora przemysłowego w gospodarkach
Zachodu oraz rozwoju sektora usług, czemu towarzyszy odpowiednia zmiana we
wzorach zatrudnienia. Odsetek pracowników administracji, specjalistów oraz
pracowników technicznych w Ameryce i Wielkiej Brytanii stopniowo wzrastał
aż do poziomu 1/3 ogółu siły roboczej. (...) Taka klasa usługowa nie jest bezpośrednio zaangażowana w wytwarzanie towarów. Zamiast tego osoby te sprzedają
swoje umiejętności i stają się uzależnione od swojej siły rynkowej. (...) Zamiast
jednej klasy pracującej mamy obecnie: nową, ceniącą pieniądz postindustrialną
klasę pracującą; cieszącą się bezpieczeństwem i przywilejami "arystokrację"
pracowników oraz podklasę bezrobotnych.”2.
Chciałam zatem wejść w głąb zintegrowanego kontekstu działania instytucji powołanej do pomocy osobom pozostającym bez pracy (począwszy od przestrzeni i „świata rzeczy”, po aksjologię wizerunków i wyobrażenia o klientach
urzędu istniejących w świadomości pracowników), postaw i oczekiwań beneficjentów tej instytucji oraz transformacji znaczeń i praktyk w obszarze praxis
społecznej.
W trakcie badań zrealizowanych zostało łącznie ponad 50 rozmów zarówno
z pracownikami, jak i klientami Powiatowego Urzędu Pracy w Łodzi. Miały one
charakter wywiadów narracyjnych, bądź wywiadów reporterskich. Najdłuższy
__________
2
Ch. Barker, Studia kulturowe. Teoria i praktyka, tłum. A. Sadza, Wydawnictwo UJ, Kraków 2005, s. 182–185.
157
zapis takiej rozmowy liczy sobie około 30 stron formatu a4, natomiast wywiady
reporterskie składały się z kilku pytań formułowanych „na gorąco”, przede
wszystkim w trakcie oczekiwania petentów na kontakt z pracownikiem PUP.
Oprócz tego wykonałam dokumentację fotograficzną obu gmachów PUP – najpierw w trybie rejestracji pierwszych wrażeń wizualnych, w czym wzięło również udział kilka młodych osób reprezentujących Studenckie Koło Naukowe
Etnologów UŁ, dokumentujących wędrówkę po labiryntach gmachów (są dwa
obiekty Instytucji), a następnie w konwencji retrospekcji oraz spojrzenia antropologa przez pryzmat analityczno – interpretacyjny. Ta część dokumentacji,
w której towarzyszył mi dr Robert Dzięcielski, jest moim własnym spojrzeniem
i materializacją refleksji powstającej a`vista podczas „dialogu antropologów”
o podobnej wrażliwości na obraz i podobnym rozumieniu możliwości dyscypliny. Całość obejmowała około 700 zdjęć. Ten fragment badań został skonfrontowany z dostępnymi w przestrzeni sieci wizerunkami i obrazami urzędów zarówno polskich, jak i europejskich (zdarzały się również wizualizacje pochodzące
z Ameryki oraz Azji).
Projekt wymagał również zapoznania się i przeanalizowania tekstów dotyczących ustawodawstwa, komentarzy prasowych, dostępnych blogów, forów
internetowych, a także przykładów korespondencji pomiędzy Urzędem i jego
klientami.
Cel badania miał dwojaki charakter:
1. Rekonstrukcję fragmentu społecznej praxis realizowanej w Instytucji
przez opis kulturowych zjawisk mieszczących się w dwóch sferach –
przestrzeni obszaru architektonicznego, semantycznego oraz działań
i aktywności, a także interakcji pomiędzy klientami i pracownikami
w kontekście swoistej opresji – wykluczenia spowodowanego brakiem
zatrudnienia części grupy społecznej wchodzącej w tę interakcję i poczucia powinności – zakresu obowiązków i trudności w ich realizowaniu przez grupę „obsługującą” petentów. Sądzę, że interesariusze PUP
– pracownicy oraz „bezrobotni”, reprezentują różne typy „kapitałów
kulturowych”, które nie tylko nie służą jeszcze transformacji Instytucji,
ale mogą tę transformację skutecznie blokować (pomimo nowelizacji
ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, podpisanej
24 kwietnia 2014 roku przez Prezydenta RP).
2. Eksploracyjny – chciałam przyjrzeć się praktykom uczestników znajdujących się w polu subkultury Urzędu, gdzie spotykają się wcześniej
wspomniane reprezentacje społeczne – dominująca, uformowana na
idei władzy, zarządzania i jej reprodukcji, znaków i procedur – oraz
podległa – klienci Urzędu, wobec których są realizowane pewne działania w określonych warunkach zapisów ustawowych, przestrzeni, reprodukcji systemu, urzędowej interakcji i procedur pracy.
158
Zasadniczą kwestią i zadaniem projektu była jednak odpowiedź na pytanie:
Jak jest? I czy można coś zmienić?
W wyniku badań udało mi się zdobyć konkretną wiedzę dotyczącą realiów
współczesnej kultury. Zdołałam także zidentyfikować pewne regularności odnoszące się do zachowań i procedur realizowanych przez ludzi, a także dostrzec
klisze mentalne, którymi obie strony posługują się podczas interakcji. Konkretnym rezultatem była również możliwość sformułowania propozycji odnoszących
się do aranżacji przestrzeni, wynikających z idei proksemiki, symbolicznej waloryzacji kolorów, dystansów między ludźmi, wreszcie przedmiotów – rzeczy,
stanowiących elementy systemu semiotycznego, który daje się odczytać. Nie
uzurpuję sobie statusu eksperta w kwestii pomocy osobom poszukującym pracy,
czy mediatora między różnymi instytucjami formalnymi i przygodnymi naszej
lokalnej społeczności. Jednak ponieważ pojmuję swoją dyscyplinę także w kategoriach antropologii stosowanej, zaangażowanej – mam nadzieję, iż pomogę
w newralgicznych problemach praktyki społecznej.
W realizacji projektu zastosowałam konwencję etnograficznych badań jakościowych, jako podstawę zdiagnozowania istniejącej realnie sytuacji. Stacjonarne, trwające 4 miesiące badania, przeprowadzone zostały w dwóch gmachach
Powiatowego Urzędu Pracy w Łodzi, przy ul. Kilińskiego i Milionowej. Wykorzystałam następujące metody badawcze:
– obserwację uczestnicząca, podczas której tworzyłam też pewne formy
eksperymentów badawczych;
– swobodne rozmowy i wywiady, nieograniczone sztywnym zestawem
pytań, lecz wspomagane dyspozycjami do rozmów, gdzie badacz może
kontrolować przebieg rozmowy, modyfikując w jej trakcie pytania w zależności od nastawienia rozmówcy, sytuacji, itp.;
– analizę różnych tekstów kultury i dostępnych dokumentów związanych
z podjętym problemem;
– rejestrację fotograficzną i następnie analizę wywołanych materiałów wizualnych z przestrzeni publicznej PUP z wykorzystaniem metody analizy semiotycznej i konfrontowanie konstatacji z innymi wizualizacjami
podobnych kontekstów polskich i zagranicznych.
Podczas tak zdeterminowanej interakcji wytworzyła się swoista naukowa
i intersubiektywna empatia, pozwalająca dotrzeć badaczowi do zewnętrznego
wobec niego świata, do znaczenia doświadczeń indywidualnych i grupowych
badanych, a także do często ukrytych relacji między organizacją (Urzędem)
a jego interesariuszami, rozgrywających się w określonej przestrzeni publicznej.
Wykorzystywany przeze mnie aparat pojęciowy jest dobrze ugruntowany
w obserwacjach empirycznych i potwierdzonych opiniach3. Uczestniczyłam
__________
3
D. Silverman, Interpretacja badań jakościowych, tłum. M. Głowacka-Grajper, Warszawa
2007.
159
w każdym etapie generowania danych i ich analizy, modyfikując w trakcie badań
swoje zamierzenia (w sensie teoretycznym takie podejście odnosi się do tzw.
teorii ugruntowanej Barneya Glasera4).
Rejestracja rozmów odbywała się w swoistym kontekście społecznym i sytuacyjnym. Miałam tego świadomość, iż rozmowy prowadzone z osobami poszukującymi pracy, z przedstawicielami kierownictwa PUP, a także z urzędnikami powołanymi do obsługi interesantów, są usytuowane przestrzennie
i aksjologicznie w obszarze konkretnej instytucji, która może determinować
intencjonalność, otwartość, a nawet swoistą odwagę bądź jednoznaczność wypowiedzi moich interlokutorów. Zawsze zwracałam uwagę na otoczenie, relacje
pomiędzy interesariuszami Urzędu zachodzącymi w tle, obserwowałam „dziejącą
się sytuację”, a także w ramach dozwolonego eksperymentarium badawczego –
inicjowałam pewne zachowania obserwując, jak reagują na nie inni (np. siedząc
przed ekranami, na których wyświetlane są oferty pracy, robiłam notatki. Tylko
w jednym wypadku, było to na ulicy Kilińskiego, dostrzegłam podobne zachowanie osoby siedzącej przed ekranem. Z reguły, jeśli ktoś przyglądał się ekranom, to tylko się przyglądał). Wiedza etnograficzna uzyskiwana takimi sposobami stała się podstawowa dla osadzenia zebranych danych (nagranych i przepisanych rozmów, rejestracji fotograficznych i notatek badawczych) w kontekście
przestrzennym, organizacyjnym i społecznym PUP.
Starałam się w sposób możliwie bezinwazyjny wniknąć w tę dotąd nieznaną mi rzeczywistość bez sztywnego modelu prekonceptualizacji badań. Jako
presupozycje, służyła mi wiedza dotycząca obecnego stanu kultury w Polsce,
oparta także na własnych badaniach i przemyśleniach5 i wiążącego się z tym
stanu świadomości różnych grup społecznych, zwłaszcza „ludzi wykluczonych”
z powodu utraty pracy.
Bezpośrednie i rzetelne poznanie i „wczuwanie się” w świat badanego obszaru pozwala zbliżyć się (uwzględniając różne konteksty, punkty widzenia,
osobiste przekonania, kontekstualne stereotypy i klisze itp.) do wiedzy o tym, jak
ludzie poszukujący pracy bezpośrednio doświadczają własnej sytuacji (sympathetic introspection Charlesa H. Cooley’a)6. Sprowadza się to do empatycznego
rozumienia intencji i motywów badanych, stawiania się jakby „w ich pozycji”.
Takie doświadczenie odnosiłam także do opinii pracowników Urzędu o ich interesantach i wzajemnych relacji instytucja – podmiot. Do odkrywania znaczeń
dochodziłam również poprzez analizę wypowiedzi w określonym kontekście
rozmowy (znaczenia „budują się” w sekwencjach lub ciągach sekwencji i wypo-
__________
4
5
6
B. Glaser, Theoretical Sensitivity, San Francisco 1978.
K. Piątkowska, K. Piątkowski, „Teraz w kolekcji jest wszystko…” Gust i upodobania estetyczne mieszkańców polskich wsi i małych miast, w: Stan i zróżnicowanie kultury wsi
i małych miast w Polsce. Kanon i rozproszenie, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa
2011.
J. Mucha, Cooley, Wiedza Powszechna, Warszawa 1992.
160
wiedzi, co pokazuje analiza konwersacyjna). Natomiast w analizach przestrzeni
wykorzystywałam metodę semiotyczną z elementami strukturalizmu, konstatując
znaczenia miejsca, aranżacji przestrzeni, dystansów itp.
Z uwagi na określoną objętość tekstu nie mogę zaprezentować całości efektów projektu badawczego. Przedstawię natomiast fragmenty i próbki refleksji,
analiz i antropologicznych rekomendacji pozostając z nadzieją, iż dane mi kiedyś
będzie zapoznanie zainteresowanych z pełną wersją pracy.
Rezygnując zatem z teoretycznych rozważań dotyczących przestrzeni rozpocznę od stwierdzenia, iż człowiecza miara rzeczywistości wskazuje na pewne
uniwersalia, przekraczające granice partykularnych kultur. Ciało ludzkie jest
„ciałem żyjącym”, a przestrzeń jest skonstruowana przez człowieka, tzn. jej
organizacja wynika z postawy i struktury ludzkiego ciała oraz relacji odległości
między ludźmi. Yi-Fu Tuan pisze: „Z intymnego doświadczenia własnego ciała
oraz innych ludzi człowiek organizuje przestrzeń w ten sposób, by odpowiadała
jego biologicznym potrzebom i społecznym stosunkom, by zaspokajała je.
Słowo «ciało» kojarzy się bezpośrednio z przedmiotem raczej niż z żywą
i działającą istotą. Ciało to «to» – i «to» jest w przestrzeni albo zajmuje przestrzeń. Przeciwnie, jeśli użyjemy terminów «człowiek» i «świat» nie myślimy
o człowieku – przedmiocie w świecie zajmującym maleńką cząstkę przestrzeni,
ale o człowieku zamieszkującym świat, rządzącym światem i stwarzającym go.
W istocie sam termin World («świat») mieści w sobie zarówno człowieka, jak
i jego otoczenie, bo jego etymologiczny korzeń (Wer) znaczy «człowiek». Człowiek i świat to złożone pojęcia”7.
Przed wchodzącym człowiekiem otwiera się przestrzeń ulegająca od razu
zróżnicowaniu odpowiadającemu strukturze wyprostowanego ciała: przód – tył,
prawo – lewo, poziom – pion, góra – dół. Przestrzeń podporządkowana jest temu
schematowi, a kultury różnią się w „wypełnianiu treścią” tych schematów przestrzennych.
To jest sposób porządkowania chaosu, nadawania mu sensu, a porządkowanie wymaga sklasyfikowania elementów. Narzędziem klasyfikacji jest – jak
wiadomo – język. „Każde pojęcie żeby mogło być wyodrębnione, potrzebuje
swojej przeciwwagi. Nic nie może być z tyłu, jeśli coś nie jest z przodu, po prawej, jeśli nic nie jest po lewej, w górze jeśli nic nie jest na dole. (…) Istotą rzeczywistości jest wszelako sens. Kultura dokonuje więc wartościowania biegunów
opozycji. Lewe przestaje być opozycją prawego tylko w wyniku przeciwstawienia w orientacji przestrzennej. Nabiera w stosunku do prawej zabarwienia negatywnego. W samym elementarnym słownictwie: lewizna, zrobić coś «na lewo»,
czyli nielegalnie, «lewe pieniądze» – zarobione nieuczciwie, «on jest lewy» –
niepewny, niegodny zaufania… Po prawej stronie: prawo, praworządność, człowiek prawy, czyli szlachetny, prawda, prawidłowy, prawidłowość, prawomocny,
__________
7
Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, tłum. A. Morawińska, PIW, Warszawa 1987, s. 51.
161
prawomyślny, nawet najbardziej poszukiwany grzyb to prawdziwek”8. Z prawą
stroną wiąże się świętą siłę, zasadę wszelkiego ukierunkowanego działania
i źródło wszystkiego co dobre i uprawnione. Lewa strona jest antytezą: oznacza
świeckie, nieczyste, niepewne i słabe, to co jest złe i należy się bać9. W kodzie
kulturowym pozytywne bieguny jednych opozycji łączą się z pozytywnymi biegunami innych, a negatywne z negatywnymi (lewa : prawa, śmierć : życie,
a więc: lewa – śmierć, prawa – życie).
Podobnie z opozycjami: góra – dół, wysoko – nisko. To co na górze i wyżej
– w większości kultur jest pozytywnie wartościowane: widać to w porządku
kosmosu (niebo, piekło), w tworzeniu hierarchii (góra tabeli – najlepsi), w określaniu stanów (górnolotność, zdołowanie), statusów itp. itd.
Podobna hierarchia wartości według osi pionowej odnosi się także do budowli architektonicznych. Identycznie jest także z wartościowaniem przestrzeni
według osi przód – tył. „Przestrzeń z przodu jest przede wszystkim wizualna.
Jest jasna i dużo większa od przestrzeni z tyłu, której doświadczamy dzięki znakom niewizualnym. (…) W kategoriach czasu przestrzeń z przodu kojarzy się
z przyszłością, przestrzeń z tyłu z przeszłością”10.
Ludzkie ciało jest też miarą kierunków, odległości, długości, objętości, pojemności, położenia. Ludowe miary wywodzą się wszak od części ciała.
Odległość przestrzenna może być również związana z relacjami międzyludzkimi i podobnie wartościowana.
Do tych uwag trzeba jeszcze dodać pewne idee związane z architekturą
i materializacją przestrzeni, która w kontekście społecznym oddziałuje jako deklaracja w różnych sieciach komunikacyjnych powiązań, a także na poziomach
aksjologicznych decyzji. Same budynki zatem mówią, a to jest niezwykle istotne
ze względu na konsekwencje11. Innymi słowy lokum konkretnej instytucji powinno być nie tylko efektywne i funkcjonalne, ale także manifestować znaczenia
zgodne z przyjętym systemem wartości, ich kontekstualną ważnością i określonym przesłaniem dla użytkowników gmachu. Zajmujący się tą kwestią Mildred
Reed Hall i Edward T. Hall odkryli, iż „…nieprawdopodobne układy przedmiotów i zdarzeń mogą wymuszać zachowania zgodne z dynamicznymi wzorcami
tych układów”12. Układ przestrzenny determinuje wobec tego ludzkie zachowania, które zaczynają mieć charakter sformalizowany, zestandaryzowany, choć
werbalizacje większości dyrektyw nie są artykułowane (anonse dotyczą np. informacji o monitorowaniu obiektów). Otoczenie istniejące w obszarze architek-
__________
8
9
10
11
12
L. Stomma, A jeśli było inaczej. Antropologia historii, Wydawnictwo Sens, Poznań 2008,
s. 180.
Yi-Fu Tuan, op. cit., s. 62.
Ibid., s. 58.
M. Reed Hall, E. T. Hall, Czwarty wymiar w architekturze, tłum. R. Nowakowski, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2001.
Ibid., s. 13.
162
tonicznym wchodzi w interakcję z ludźmi, zatem jego kontekst zawsze powinien
być uwzględniany. W świecie Zachodu uważa się, że ludzie są wartością dominującą nad wszystkim, wobec tego także nad otoczeniem. Jednak w sytuacji
zinstytucjonalizowania interakcji, tylko określona grupa może mieć przywilej
dominacji w przestrzeni. Grupa, do której są kierowane działania, nie jest
uwzględniana w kontekście manifestowania jej tożsamości i osobowości.
Jakie wrażenie robi przestrzeń np. Urzędu przy ul. Milionowej w Łodzi?
Zacytuję obserwację młodego łódzkiego etnologa, który po raz pierwszy znalazł
się w tym gmachu 3 lutego 2014:
„Wchodzimy głównym wejściem do Urzędu Pracy na ulicy Milionowej.
W środku szare puste przestrzenie, które mogłyby być scenografią jakiegoś filmu, na końcu korytarza na pierwszym piętrze stoi nakryty czarnym materiałem
stół do gry w bilard (?).Okazuje się, że to nie to wejście co potrzeba, wychodzimy więc tą samą trasą, ale jak się okazuje znajdujemy się już, nie wiemy dlaczego, bo szłyśmy tą samą drogą, po drugiej stronie budynku. Idziemy do kolejnego
wejścia. Tu, gdzie czekają ludzie wyczytywani po numerze z głośnika panuje
atmosfera wewnętrznego, łączącego korytarza w jakimś wielkim budynku, jakim
jest na przykład szpital Matki Polki. Pośrodku korytarza stoją zielone krzesełka
przy których czekają ludzie, aby dostać się do poszczególnych pozamykanych
pokoi. W rogu wisi czarny ekran. W tej części panuje mrok, oświetlenie jest
sztuczne, ściany takie jak to w korytarzu podziemnym lub piwnicy, kosze na
śmieci znajdujące się tu są przeznaczone do użytku na zewnątrz. Przy łazience
widnieje informacje, ze jest monitorowana (w części z umywalkami). Kiedy
chcemy podzielić się spostrzeżeniami stoimy na korytarzu, przy jednej z klatek
schodowych. Z zewnątrz miejsce to przypomina tyły zakładów sortowania jakichś materiałów, a nie urząd państwowy. Ludzie coś wynoszą, pakują do samochodów, zaraz obok jest parking. Tyły budynku są niskie, dobiegają odgłosy
wentylacji. Podsumowując można powiedzieć, że będąc tu, chce się przejść zaraz
gdzieś indziej, jednak jest tylko to tu, przestrzeń przechodnia, mająca być Urzędem Pracy w Łodzi. Jak się dowiedziałam następnego dnia, budynek na Milionowej nie był pierwotnie przeznaczony na Urząd Pracy, a został dopiero zaadaptowany przez władze miasta do tego celu.”
I jeszcze fragment rozmowy z pracodawcą, mężczyzną w wieku ok. 60 lat:
„– Jakby Pan scharakteryzował oba nasze Urzędy?
– Wie Pani, nawet jak jest biednie, to powinno być czysto. Na Kilińskiego
jest niewątpliwie lepiej, ale jak nikt nie będzie pilnował to zrobi się tak samo jak
tutaj. W tym urzędzie przyjmuje się klientów jednak te 10 lat dłużej.
– Co panu najbardziej przeszkadza?
163
– Brud. Wszechobecny. Jeśli w tym budynku jest jakiś kierownik gospodarczy to Dyrekcja powinna natychmiast zmienić tego kierownika. Przecież
każdy Urząd to jest wizytówka miasta, no to zacznijmy od najprostszych spraw.
Dziury w ścianach powinno się od razu zaklejać, a potem pomalować. U mnie
w firmie tak właśnie robimy bo nie mogę sobie pozwolić żeby ktoś miał o mnie
złe zdanie, a tutaj? Pozrywane plakaty, no to pozrywana farba. Brudne ściany,
pozdejmowali jakieś ramki to pozostawały dziury, jakieś pogruchotane meble na
korytarzach i na nich kurz. Ogólnie przykry widok. Powinno się zacząć od najprostszych spraw.
– Widzę, że zwraca Pan uwagę na takie zjawiska, o których rzadko kiedy
się rozmawia. Co Pan sądzi o kolorystyce Urzędu?
– Uważam, że kolory powinny być takie bardziej „rehabilitacyjne”, żeby
był jakiś nastrój przyjemny i spokojny. Lubię kolory pastelowe, jasne ugry, szarości, biele, kość słoniową. Ta zieleń tu zwyczajnie nie pasuje. Jest zimna
i sprawia wrażenie partyzanckiego schronu.
– A co Pan sądzi, o takim pomyśle, żeby w tych Urzędach na Kilińskiego
i Milionowej zorganizować np. strefy sztuki? Doprosić studentów z ASP żeby
pokazywali tutaj swoje prace zaliczeniowe, czy dyplomowe, a może takie działania skierować na tych, którzy szukają pracy? Niechby oni pokazali swoje dzieła.
– Dwa tygodnie temu wróciłem z USA, byłem u córki, świetnie się jej powodzi, z mężem prowadzi dobry biznes. I ja z nią jeździłem po różnych Urzędach i tam jest inna atmosfera. Wszędzie widać to o czym Pani mówi. Wiszą
obrazy, są rośliny i ludzie tam się inaczej zachowują, bo to uspokaja, daje jakieś
poczucie normalności, a może nawet, że się jakoś doceniamy, bo ktoś myśli
o tych co tutaj przychodzą, żeby było ładnie. Może kiedyś i w Polsce będzie
cywilizacja. Ja popieram coś takiego”.
Analiza całości materiału doprowadziła do stworzenia pakietu rekomendacji i sugestii dla Instytucji. Tutaj prezentuję fragment:
Nawiązując do teorii Humphry’ego Osmonda oraz Edwarda T. Halla można
powiedzieć, iż niektóre przestrzenie skłaniają ludzi do trzymania się z dala od
siebie. Można je nazwać przestrzeniami odspołecznymi. Inne znów sprawiają, że
ludzie skupiają się razem. Te badacze nazwali dospołecznymi. W wielu instytucjach dominują przestrzenie odspołeczne. Mało jest takich, które możnaby nazwać dospołecznymi13. Co ciekawe personel i pracownicy takich instytucji zde-
__________
13
E. T. Hall, Bezgłośny język, tłum. R. Zimand, A. Skarbińska, PIW, Warszawa 1987, s. 167.
164
cydowanie wolą te pierwsze, gdyż nie tylko łatwiej utrzymać w nich porządek,
ale klienci instytucji nie są w stanie stworzyć jakichkolwiek zintegrowanych
grup reprezentujących ich interesy, są osobni, wycofani, zamknięci w sobie,
niezainteresowani jakimkolwiek dialogiem z otoczenia. W przestrzeniach dospołecznych następuje kontekstualna dekonstrukcja, na przykład krzesła, które dają
się dowolnie przestawiać, pod koniec dnia zostają poustawiane w niewielkie
kręgi. W przestrzeniach odspołecznych, szereguje się je w sposób „wojskowy”
w długie rzędy stojące wzdłuż ścian. Jeszcze gorszą wersją jest ustawianie tych
rzędów na samym środku dostępnej przestrzeni, jak to ma miejsce w Urzędzie,
gdzie klienci czują się jak na cenzurowanym, jakby byli inwigilowani ze wszystkich stron, a to powoduje absolutną wstrzemięźliwość i niechęć do wchodzenia
w jakiekolwiek relacje z innymi z powodu poczucia osamotnienia i braku bezpieczeństwa. Osmond zwrócił uwagę, że jeśli meble mają swoje niezmieniane
położenie, to nawet w pomieszczeniach o dużej przestrzeni i jasnej kolorystyce,
ludzie się do tych mebli upodabniają – nie mają ochoty na rozmowy z sobą, są
cicho przylepieni do rzeczy w określonych konfiguracjach i zdają się być
w stanach depresyjnych. Po wnikliwych badaniach okazało się, że istnieją pewne
konfiguracje skłaniające ludzi do rozmów i otwartości. Najlepszym układem jest
tak zwany układ poprzez róg stołu. Kolejnym układem, w którym konwersacje
odbywają się dwukrotnie rzadziej jest układ bokiem do siebie, ale tylko wtedy
kiedy ilość miejsc obok siebie jest ograniczona. W innych dystansach w ogóle
nie zauważa się takich rozmów. Te spostrzeżenia zasugerowały rozwiązanie
problemu wycofywania się z izolacji starszych ludzi. Te spostrzeżenia dają
asumpt do stwierdzenia, że przestrzeń poczekalni PUP ma absolutnie charakter
odspołeczny, wobec czego ludzie nie wchodzą w żadne bliższe interakcje z sobą,
a to nastawienie inicjalne traktowane jako dyrektywa, jest następnie kontynuowane w kontaktach z pracownikiem, przy czym ten kontakt odbywa się głównie
w relacji w poprzek stołu, która według specjalistów od proksemiki nie jest skuteczna, powoduje zamknięcie, brak szczerości i niechęć do pogłębiania kontaktu.
Sugerowałabym zatem próbę zdekonstruowania tej przestrzeni, stworzenia mikrostruktur umożliwiających porozumiewanie się, które jednocześnie znosiłyby
stres i dawały ludziom jakieś poczucie wspólnoty.
Imperatyw światła – światło i tlen są fundamentalnymi substancjami tworzącymi przestrzeń Urzędu. W budynku przy ulicy Milionowej, o bardzo specyficznej konstrukcji, wnętrza przeznaczone dla klientów – przede wszystkim trakty komunikacyjne, są praktycznie pozbawione dziennego światła. Na pierwszym
piętrze Urzędu, w miarę duże okna są przesłonięte kurtyną z roślin. Proponowałabym stworzyć z nich pewne struktury – aranżacje, które dawałyby poczucie
komfortu, relaksu, przede wszystkim klientom Urzędu, natomiast nie odcinałyby
dostępu światła naturalnego. Ponieważ wszystkie pomieszczenia biurowe znajdują się przy ścianach zewnętrznych i mają dostęp do okien, sugerowałabym, aby
165
w przyszłości zrezygnowano z drzwi wykonanych z materiałów drewnopodobnych na rzecz szkła mlecznego. Takie drzwi przepuszczałyby światło naturalne
do wnętrza budynku, dawałyby poczucie większej przestrzeni oraz braku barier.
Przyznam, że szczególnie dziwne było dla mnie zaobserwowanie przysłonięcia
świetlika nad drzwiami pewnego pokoju przy ulicy Milionowej, starą kartą
z kalendarza z 2008 roku. Nie dość, że taka sytuacja deprecjonuje powagę Urzędu, to świadczy o kompletnym braku zrozumienia aksjologii i potrzeb klientów
Instytucji. Oczywiście sztuczne światło może dopełniać codzienną przestrzeń.
Trochę inaczej wygląda ta kwestia w gmachu przy ulicy Kilińskiego, gdzie jednak również pracownicy skarżą się na brak światła naturalnego w boksach znajdujących się wewnątrz sali przeznaczonej dla obsługi klientów. Zamiast usytuować stanowiska wzdłuż ścian bądź również zaanektować środek sali,
zabudowano boksami stronę, na której znajdują się okna. Rzeczywiście problem
PUP polega na tym, że żaden z gmachów nie był projektowany dla potrzeb tej
Instytucji. Dokonywano tylko pewnych adaptacji nie zdając sobie sprawy z wielopoziomowego kontekstu działań i interakcji w tej przestrzeni.
Wartością zarówno dla pracowników jak i klientów, są rośliny znajdujące
się w przestrzeni Instytucji. Pracownicy, realizując swoje potrzeby, zakładają
„prywatne” ogrody parapetowe, przynoszą rośliny z domu i pielęgnują je z zaangażowaniem. Uważam, że w takich urzędach, które służą ogromnej ilości klientów, rośliny powinny być traktowane priorytetowo i znaleźć się również w przestrzeniach służących wzajemnej interakcji. W Urzędzie Pracy w Madrycie, lady
oddzielające centra informacyjne, znacznie niższe od tych znajdujących się
w naszym mieście, mają wykończenia rantów w postaci rynien, w których sadzi
się żywe rośliny o wysokości nieprzekraczającej 30 centymetrów. Wysokie
kwiaty umieszcza się w różnych punktach przestrzeni wspólnej. Nie ma mowy
o kwiatach sztucznych, a przestrzeń sprawia wrażenie przyjaznej i dostosowanej
do potrzeb wszystkich interesariuszy. Oczywiście korzystne byłoby zaaranżowanie pewnego standardu estetycznego, polegającego na ujednoliceniu donic, sezonowości kwietnych dekoracji, itp. Należałoby zatem desygnować osobę, która
miałaby w swojej pieczy rośliny w obu gmachach, nie cedując tego na osoby bez
kompetencji i nie lekceważąc ważności tego problemu.
Kluczową kwestię dla zrozumienia problemów ludzi poszukujących pracy,
stanowi wykluczenie.
Pojęcie wykluczenia we współczesnym świecie, a zwłaszcza w polityce
społecznej, jest bardzo często używane. Samo w sobie jest jednak nieostre: odnosi się je do różnych osób czy grup ludzkich. Może ono dotyczyć ludzi długotrwale bezrobotnych, korzystających z zasiłków socjalnych, mających złe warunki
mieszkaniowe, mieszkających w miejscach szczególnych, czy wręcz bezdomnych, a także nielegalnych imigrantów, przesiedleńców, ludzi rozmaicie upośledzonych itp. „Wykluczenie w znaczeniu ogólnym lub zdefiniowane jako spo-
166
łeczne czy miejskie, jest mylone z biedą i ubóstwem, izolacją, segregacją, upośledzeniem, dyskryminacją, brakiem. Ponieważ może ono w sposób ekstremalny
oznaczać wszelką nierówność albo różnicę, poszerza się je na rozproszone problemy i niejednorodne populacje. Skądinąd ta wielość powoli została narzucona
dyskursom, a także prawu. Polityka publiczna nie zajmuje się już wykluczeniem,
lecz podejmuje problem wykluczeń” – napisał Julien Damon14. Dla moich celów
badawczych to pojęcie zawierające w sobie walor metaforyczności i ideologiczności, ograniczę do osób bezrobotnych i poszukujących pracy.
W kontekście rosnącego bezrobocia wykluczenie wywołuje lęk u wielu naszych rodaków. Przeciwdziałanie wykluczeniu staje się stąd przedsięwzięciem
koniecznym podejmowanym przez powołane do tego instytucje i organizacje,
a także powinno to pojęcie zadomowić się w społecznym dyskursie i znaleźć
właściwe miejsce w świadomości społecznej. Nie można ludzi wykluczonych
pozostawiać samych sobie, na tym polu w naszym kraju jest jeszcze bardzo dużo
do zrobienia. Zwłaszcza, że problem wykluczenia i wiążącej się z tym biedy,
musi być odnoszony do praw podstawowych człowieka i powinien wywoływać
debaty i idące za tym zmiany w obszarze polityki społecznej (to kwestia solidaryzmu społecznego).
W Polsce, w warunkach transformacji i przemiany rzeczywistości społeczno-gospodarczej, wykluczenie czy tego rodzaju degradacja społeczna, wiąże się
zwykle z naszą przeszłością i dlatego u nas „społeczności zdegradowane to nie
tyle wyjściowo ubogie i społecznie upośledzone, ile przede wszystkim grupy
wcześniej funkcjonujące z pewnym powodzeniem, rodziny względnie stabilne
ekonomicznie, o zapewnionym przez socjalistyczne państwo poczuciu bezpieczeństwa i o pewnym znaczącym czy nawet nad-znaczącym statusie społecznym”15.
Z perspektywy antropologii można oczywiście odnieść się do „sytuacji badawczej człowieka zdegradowanego, człowieka przeżywającego własne wykluczenie. Badanie to jest próbą stanięcia wobec tej rzeczywistości jako przede
wszystkim niezrozumiałej i dlatego antropologia ta stanowi tutaj jedynie próbę
opisu, sposób współdziałania. Jest to pewna droga poprzez świat człowieka zdegradowanego, pokonywana z coraz większą sprawnością dostrzegania i wytwarzania pewnych znaczeń, tak aby nie tyle pewne procesy stały się zrozumiałe, ile
aby nabrały one charakteru swoistej rzeczywistości, osobliwej realności (przestrzeń wewnętrzna cudzych zachowań nie jest bowiem niczym bezpośrednio
dostępnym czy nawet – bezpośrednio umiejscowionym)”16.
__________
14
15
16
J. Damon, Wykluczenie, tłum. A. Karpowicz, Oficyna Naukowa, Warszawa 2012, s. 7.
T. Rakowski, Łowcy, zbieracze, praktyki niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego,
Wydawnictwo Słowo/obraz,terytoria, Gdańsk 2009; zob. także: E. Tarkowska red., Zrozumieć biednego. O dawnej i obecnej biedzie w Polsce, Warszawa 2000, M. Szpakowska,
Chcieć i mieć. Samowiedza obyczajowa w Polsce czasu przemian, Warszawa 2003.
T. Rakowski, op. cit., s. 359–350.
167
Nie możemy traktować świata, w którym funkcjonują bezrobotni, jako
świata, który jest swoiście zamknięty, niezrozumiały, przepełniony przez nich
poznawczą niechęcią. „Nie jest tym bardziej pozbawiony «kultury», ową unpatterned social existence. To, co tam się wydarza, wydarza się bowiem zawsze na
gruncie wewnętrznej, niemal odruchowej wiedzy kulturowej i tam dochodzi do
tworzenia się nowych znaczeń, przebudowy, przemiany kulturowej, intensywnego poznania rzeczywistości”17. Pokazują to zapisy rozmów przeprowadzonych
przeze mnie z bezrobotnymi.
„Czasy, w których żyjemy, generują nowy rodzaj ubogich, do których należą ci, którzy posiadają wszelkie warunki ku temu, aby godnie żyć: wysokie wykształcenie, doświadczenie zawodowe, odpowiedni status społeczny, jednak
z różnych powodów utracili pracę, i ze względu na wiek (50 plus) i nierzadko
sprzężoną z wiekiem niepełnosprawność, pracy w żaden sposób odzyskać już nie
mogą.
Długoterminowe bezrobocie mocno odbija się na człowieku i jego rodzinie.
Jeżeli pracę traci jedno z rodziców, rodzina zaczyna funkcjonować w zaniżonych
standardach: gorsze jedzenie, gorsze ubrania, brak możliwości rekreacji i zaspokojenia potrzeb «niekoniecznych». Gdy pracę tracą obydwoje rodzice, system
rodzinny i jego członkowie doświadczają poważnej traumy: brakuje wówczas na
wszystko. Szybko odłączane są media, pojawiają się długi, nie można zaspokoić
żadnych potrzeb – nie ma nawet na kromkę chleba. Bezrobocie i ubóstwo stają
się szybko rozpoznawane przez ludzi. Bezrobotny zaczyna odstawać od reszty
świata – od «pracującego» społeczeństwa.(…)
Bezrobocie niszczy człowieka nie tylko z zewnątrz, ale także «od środka».
Z każdym dniem ubywa bezrobotnego jako człowieka, ponieważ długotrwałe
bezrobocie staje się nie tylko faktem społecznym jednostki i jej rodziny, ale
także pewnego rodzaju stanem umysłu, wyrażającym się utratą nadziei i przekonaniem, że nie jestem nic wart, skoro nigdzie mnie nie chcą”18.
Wypowiedzi moich interlokutorów bywały równie drastyczne. W rekomendacjach starałam się zwrócić uwagę na przyczyny swoistego stosunku pracowników Urzędu do klientów. Starałam się także, przyznaję – niezbyt skutecznie
z wielu powodów, powołać koalicję instytucji i osób chcących pomóc obu stronom. Platforma Dobra Społecznego jest na razie tylko szlachetną ideą.
Świat współczesny nie tylko jest płynny, ale także heteronomiczny, zatem
nie da się jednoznacznie określić „parametrów” osoby bezrobotnej bądź poszukującej pracy. Matryca "prawdziwego bezrobotnego – pana lumpa" (określenie
urzędnika) jest bardzo wygodna, ale kompletnie mija się ze zróżnicowaną sytuacją aktualnego kontekstu. Jak mówił Roland Barthes, przy spotkaniu z obcymi
__________
17
18
Ibid., s. 364.
B. Pawlik, Nowy ubogi – czyli Nikt, list do „Gazeta Wyborcza”, portal internetowy, [dostęp: 15.05.2014].
168
zawsze uciekamy się do pomocy "repertuaru obrazów", który jest podstawowym
narzędziem klasyfikacji. Teksty wizualne stanowiące o tożsamości klientów PUP
są absolutnie niejednoznaczne i nie dają możliwości identyfikacji ich tożsamości.
Ludzie mają swoje ambicje i aspiracje. Powołane instytucje powinny respektować ich prawa, a także pomagać w odzyskaniu poczucia godności i społecznego
bezpieczeństwa. Należałoby zatem, na przykład, stworzyć odpowiednie grupy
pracowników, którzy byliby kompetentni w zakresie pomocy osobom o wysokim
statusie intelektualnym i z ponadstandardowym stopniem wykształcenia. Nie da
się prowadzić interakcji ze społecznościami reprezentującymi różne podtypy
kultur, wykorzystując jakąkolwiek uniwersalną matrycę. Mam świadomość, że
pracownicy PUP sami zdają sobie sprawę z opresyjnego kontekstu i braku możliwości odpowiednich działań. To nie jest kwestia dyskryminacji lub piętnowania. Każda subkultura posługuje się swoim językiem, wizualną idiomatyką, kreuje odpowiednie poziomy aspiracji. Ta wiedza jest fundamentalna i powinna być
przekazywana jako podstawa działalności doradców zawodowych i opiekunów
grup interesariuszy. Brak wiedzy o subkulturach i społecznych partykularyzmach
rodzi obawę i niechęć, co sprowadza się do tworzenia klisz w opisach partnerów
interakcji (niektóre z nich zyskują status stereotypów). Wiedza i świadomość
kontekstu neutralizują mity i dają obiektywny ogląd sytuacji. Dlatego każda
inicjatywa zmierzająca do oswojenia „obcego” i zrozumienia szczególnego kontekstu, jest godna rozważenia i realizacji.
Również w tej materii proponowałam pewne działania:
1. Sama koncepcja funkcjonowania Instytucji generuje terytorialność –
kompleks zachowań pracowników, który wcale nie daje poczucia bezpieczeństwa, natomiast kreuje imperatyw „obrony własnego terenu”
przed petentem, natrętem, „trudnym klientem” itp. Terytorialność powinna być ograniczona do przestrzeni socjalnej Urzędu, nowa ustawa
może wymagać stworzenia przestrzeni „seminaryjnych”, w których
pracownicy będą bywać i spotykać się z klientami. Zwiększy się zatem
ich mobilność w przestrzeni budynku oraz poczucie równoprawności
wszystkich interesariuszy (przykładem choćby instytucje naukowe,
prawne, a nie administracyjne). To również osłabi moc kategorii „swójobcy”, projektującej postrzeganie „innego”, czyli klienta.
2. Myślenie o interakcjach i kreowaniu przestrzeni instytucji nie powinno
być determinowane normami wynikającymi z kulturowych patologii
(tak pisała Hannah Arendt w odniesieniu do systemów totalitarnych).
Powinny one wynikać ze standardów aksjologicznych, które mają być
respektowane przez ogół społeczeństwa.
W obszarze ekonomii współczesnej społecznej praxis, fatalnie prezentuje
się ustawodawstwo i przepisy regulujące działalność urzędów pracy. Nie tylko są
anachroniczne, ale wręcz paraliżują kreatywność i zaangażowanie pracowników
tych instytucji. Brak świadomości ze strony decydentów na poziomie central169
nym, że kategoria pracy stała się w kulturowym systemie wartości fundamentalna, permanentne niedofinansowywanie instytucji, które się tym zajmują, wymuszanie na pracownikach stosowania prowizorek, uprawiania „partyzantki”, zadowolenie z działań, które dobitnie zaświadczają o tryumfie rozumu
praktycznego, jak mówi Pierre Bourdieu19, wreszcie dbałość o literalne respektowanie przez pracowników przepisów, ustaw każdego szczebla, szczelność
gorsetu formy, struktury, hierarchii i jurysdykcji, co pracownikom uniemożliwia
jakąkolwiek elastyczność i refleksyjną, odpowiedzialną aktywność, nie napawa
optymizmem, bo tzw. nowa ustawa zderzy się z tradycją, rutyną i kliszami starego porządku.
Władysław Baranowski i Andrzej Lech w roku 2011 opublikowali w „Zeszytach Wiejskich” historię swoich działań w ramach swoistego aliansu z włodarzami Ziemi Garwolińskiej. W zakończeniu tekstu umieścili następujący akapit:
„Jesteśmy przekonani co do tego, że podjęta w 1996 r. współpraca pomiędzy samorządami terenowymi Ziemi Garwolińskiej a łódzką uniwersytecką etnologią, przyniosła obopólne korzyści. Przyczyniła się bowiem do promocji tego
regionu w skali ogólnokrajowej, a także wzbogacania czy weryfikowania treści
kierowanych przez samorządowców i animatorów kultury, w stosunku do miejscowych społeczności wsi i małego miasteczka. Prace magisterskie oraz różne
publikacje naukowe i popularno-naukowe, najpełniej realizują wymienione detale współpracy. Istotnym elementem współpracy jest również i to, że podczas
ćwiczeń studenci mieli możliwość doskonalenia swoich umiejętności w prowadzeniu badań terenowych, zaś ich wyniki z pożytkiem dla Ziemi Garwolińskiej
oraz własnego rozwoju naukowego, mogli wykorzystać w pracach magisterskich
i pierwszych publikacjach naukowych. Jesteśmy przekonani, że współpraca,
o której traktuje niniejszy tekst, posiadająca już znaczący dorobek, będzie dalej
z korzyścią dla obu stron, kontynuowana. Dziękujemy wymienionym wyżej
przedstawicielom władz samorządowych, powiatowych i gminnych, dyrektorom
szkół, przedstawicielom różnych instytucji i organizacji oraz miejscowemu społeczeństwu”20.
Szanowni Koledzy, poszłam tym tropem. Dziękuję za inspirację. Może
moja współpraca z Instytucją będzie miała jakiś ciąg dalszy?
Na koniec pragnę podziękować Dyrektorom Powiatowego Urzędu Pracy
w Łodzi za decyzję umożliwienia mi realizacji projektu, życzliwość i otwartość,
z jaką przyjęli moje refleksje, Pracownikom za życzliwość, poświęcony czas,
wsparcie i rozmowy, Osobom Poszukującym Pracy – za zrozumienie, cierpli-
__________
19
20
P. Bourdieu, Zmysł praktyczny, tłum. M. Falski, Wydawnictwo UJ, Kraków 2008.
W. Baranowski, A. Lech, Łódzka etnologia na Ziemi Garwolińskiej (1996–2011). Kronika
współpracy, „Zeszyty Wiejskie”, nr 16, Łódź 2011, s. 281.
170
wość, szczerość i niekiedy, niezwykłe wręcz interakcje oraz Studentom Etnologii, a szczególnie Katarzynie Jabłońskiej, Łucji Lange i Matyldzie Borczyńskiej
(dziękuję także innym spośród Państwa – Kalinie, Błażejowi, Beacie i innym).
Summary
The research project “Cultural infrastructure and formula of office work in
a new cultural situation in comparison to the state of consciousness and practices
of the unemployed” was made to a particular situation concerning a wide culture's plan* of the city of Łódź. For several years, Łódź's real and media situation
is increasingly getting worse. It is a big city with which are associated cases of
extreme decay of the fundamental principles of human existence. Since the outbreak of the economic crisis, one more flaw joined the abovementioned list of
shortcomings – Łódź is in the forefront in unemployment statistics. The city have
not coped a challenge with the free market. Both figures: 24 954 long-term unemployed, and 14 981 belonging to the category over 50 years are a sad example.
At some point – particularly in mid-2013, the drama of job losses began to touch
the people with higher education, with high professional competence, employees,
educational institutions, faculty, universities, professional people. I wanted to go
into the context of the integrated functioning of the institutions set up to help
those who have been without work (starting from the space and the "world of
things", to the axiology of images and ideas about office clients existing in the
minds of employees), attitudes and expectations of the beneficiaries of the institution and the transformation of meanings and practices in the area of social
praxis The crucial point and objective of the project was, however, the answer
the question: How is it? And is there a chance to change something?
171
Anna Kubisztal
Doktorantka, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
Polski antropolog opowiadający o portugalskiej antropologii
– prolegomena
„Korzyść, jaka wypływa ze zmiany kierunku przynajmniej
części naszej uwagi z zafascynowania badaniami terenowymi, które tak długo nas zniewalały, na zafascynowanie pisaniem, nie wiąże się jedynie z tym, że lepiej zrozumiemy tę
trudność, lecz także z tym, że musimy nauczyć się czytać bardziej wyostrzonym okiem.”1
Prezentowana praca ma charakter prolegomeny do rozprawy doktorskiej.
Nie stanowi jej części, jest jedynie przyczynkiem ukazującym strategie przeprowadzonej pracy badawczej nad tekstami. Pisana przeze mnie dysertacja naukowa
dotyczy antropologii portugalskiej. Stanowi prezentację dróg rozwoju dyscypliny, poprzez zobrazowanie wybranych przeze mnie okresów historycznych, prac
antropologicznych oraz ich szczegółową interpretację.
Poniższa praca zawiera metody i techniki badań wykorzystywane do interpretowania tekstów naukowych. Ukazuje ona sposób, w jaki młody antropolog
z odmiennego kulturowo i historycznie kraju, będzie analizował dzieła portugalskich intelektualistów. Prezentuje zestaw metod, które wykorzystywałam jako
schematy interpretacji wyselekcjonowanych dzieł.
W przeważającej części opierałam analizowanie tekstów, które wykorzystałam do rozprawy doktorskiej, na kanwie wypracowanej i prezentowanej przez
antropologów refleksyjnych, takich jak Clifford Geertz, James Clifford.
Problematyka doktoratu
Dzieje i drogi rozwoju antropologii portugalskiej są niezwykle, zaskakujące
i pasjonujące, jednak niestety do tej pory nie były prezentowane na gruncie polskim. Dlatego chcę przyjrzeć się dorobkowi kilku pokoleń badaczy portugalskich. Pragnę zaprezentować momenty w dziejach antropologii tego kraju, które
__________
1
Geertz C., Dzieło i życie. Antropolog jako autor. Warszawa 2000, s. 24.
173
wpłynęły na kształt i sposób współczesnego uprawiania tej dziedziny naukowej
w kontekście jej historii oraz obszarów badań z uwzględnieniem istotnych wątków oraz metodologii. Ponadto poza zaprezentowaniem rozwoju dyscypliny,
pragnę poprowadzić rozważania nad tekstualnością dzieł portugalskich intelektualistów, wykorzystując koncepcję dialogiczności oraz heterglosji, które mają dla
mnie nie tylko walor heurystyczny, ale tworzą zrąb pewnej uniwersalistycznej
płaszczyzny refleksji.
Antropologia i antropologia w Portugalii2
Antropologia – według ogólnie podzielanej opinii – jest tworem nauki zachodnio – europejskiej. Stanowi wysublimowany efekt jej empirycznego nastawienia, jej całkowitej otwartości na otaczającą ją rzeczywistość, a także chęci
poznania odmiennych sposobów życia. Po raz pierwszy takie spojrzenie na an3
tropologię zaprezentował Max Weber ; jest ono także obecne choćby w reflek4
5
sjach Jacquesa Derridy i polskiego filozofa Leszka Kołakowskiego . Omawianą
dyscyplinę uważają za par excellence europejską, swoisty poznawczy manifest
europejskości. Wydaje się być jednakowo obligująca wszystkich badaczy. Można przypuszczać, że w ten sam sposób się rozwija, wpływa na wybór obiektów
badań i sposoby interpretacji. Warto jednak zauważyć, że każdy kraj posiada
swoją wersję antropologii, a przynajmniej pewne jej nurty. Sytuacja taka ma
związek z zapleczem historycznym, położeniem geograficznym, a także wpływem wiodących szkół antropologicznych. Antropologia portugalska nie stanowi
wyjątku, bowiem wypracowała również rodzimą odmianę pewnych działów tej
dziedziny naukowej. Chociaż, może ona stanowić doskonałe źródło i inspirację
dla polskich badaczy, to niestety jej wersja narodowa nie jest obecna w refleksji
polskich naukowców. Stanowi nierozpoznawalny wariant europejskiej antropologii. Podkreślić należy, że dobrze są znane prace brytyjskich, francuskich, niemieckich czy amerykańskich naukowców, natomiast nigdy nie były tłumaczone
dzieła portugalskie. Jest to materia naukowa, którą warto prześledzić pod kątem
paradygmatów całkowicie obcych polskim, a nawet europejskim analizom. Zauważyć należy, że antropologia portugalska ma swój niepowtarzalny kształt,
z drugiej strony wpisuje się w tradycyjny sposób prowadzenia badań terenowych
__________
2
3
4
5
Pod pojęciami “antropologia portugalska” rozumiem dyscyplinę naukową nazywająca się
antropologią wykonywaną w Portugalii, przez Portugalczyków lub badaczy o innej narodowości żyjących i pracujących w Portugalii.
Max Weber, Szkice z teorii religii, Warszawa 1984.
Jacques Derrida, Kres człowieka, [w:] Pismo filozofii, Kraków 1992.
Leszek Kołakowski, Szukanie barbarzyńcy. Złudzenia uniwersalizmu kulturowego, [w:]
Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań, Londyn 1984.
174
i rozważań intelektualnych. Jej specyfika jest widoczna – między innymi,
w zaskakującym ustosunkowaniu się do problemu tożsamości narodowej i zupełnej obojętności w stosunku do tematyki społeczeństw oraz kultur krajów
kolonialnych. Kolejnym wyjątkowo ciekawym i przełomowym momentem
w historii rozwoju antropologii portugalskiej jest jej powtórne powstanie po
Rewolucji Goździków. Użyłam słowa „powtórne”, gdyż dominowało przekonanie, że jest to moment budowania wszystkiego na nowo, również dyscypliny
naukowej. Większość ówczesnych badaczy wróciła z zagranicznych studiów
doktoranckich z różnych krajów. Każdy z nich prowadził badania zgodnie ze
swoimi doświadczeniami naukowymi, co utworzyło pewnego rodzaju mozaikę
studiów antropologicznych. Choć były one odmienne, to tworzyły uzupełniającą
się i współgrającą całość.
Interesującą kwestię stanowi odpowiedź na pytanie czy antropologia kraju
nie stanowiącego centrum inicjowania projektów teoretyczno – metodologicznych bardzo różni się od głównych nurtów. Jakie czynniki mają na nią wpływ?
Czy mamy prawo mówić, że jedna szkoła jest wiodąca a inna nie jest? Czy to, że
mamy wielu znanych badaczy brytyjskich oznacza, że szkoła manchesterska
stanowi nurt centralny? Czy każda szkoła antropologiczna nie jest unikatowa
i nieporównywalna z żadną inną, bo posiada swoją własną historię i wyrasta
z zupełnie innych warunków kulturowych? Patrząc na te rozważania warto pochylić się nad zagadnieniem antropologii autorskiej. Może właśnie powinniśmy
mówić o niej, a nie o konkretnej szkole stanowiącej źródło kształtu prowadzonych prac badawczych. Na temat autoryzowania antropologii będę snuła rozważania w dalszej części pracy.
Antropologia portugalska tak, jak w innych krajach, przenikała się z innymi
naukami humanistycznymi i społecznymi. W różnych momentach historycznych
miały one znaczący wpływ na jej dzieje. Czasem również powodowały brak
rozwoju innych elementów charakterystycznych dla ogólnej dyscypliny, jaką jest
antropologia. Na przykład w XIX wieku istotną rolę odegrała silna potrzeba
zaznaczenia odrębności pomiędzy rodowitymi Portugalczykami a społeczeństwami podbitymi. Największe znaczenie miały prace badawcze prowadzone
przez biologów i genetyków. Naukowcy skoncentrowali się na poszukiwaniu
różnic rasowych ze względu na różnice dziedziczne. W tych okolicznościach
zupełnie zaprzestano prowadzenia prac nad zagadnieniami kulturowymi i społecznymi, natomiast rozkwitła antropologia fizyczna.
Antropologia w Portugalii
Chociaż Portugalia posiadała wielkie terytoria kolonialne i stanowiła imperium, a do tego nie miała problemów z własną niepodległością czy autonomią, to
175
w latach 1870 do 1960 została scharakteryzowana przez antropologów portugalskich zajmujących się historią dyscypliny, jako „antropologia budowania naro6
du” . Co jest niezwykle istotne, nie była to dyscyplina naukowa, która prowadziła studia tylko nad folklorem i tradycjami, ale także podejmowała refleksje
7
dotyczące tożsamości narodowej . W dorobku historii antropologii portugalskiej
istnieje tylko kilka publikacji, które ukazują problematykę związaną ze społeczeństwami i kulturą plemienną, poza nimi antropologia w Portugalii ukonstytu8
owała się jako dyscyplina zajmująca się tradycyjną kulturą ludową . Portugalska
dziewiętnastowieczna etnografia skupiła się na kulturze chłopskiej, rozumianej
jako prawdziwy wyraz ontologii ludu. To ona miała ukazywać autentyczną tożsamość Portugalczyków, była uznawana za źródło wiedzy i prawdy. Miała wyjaśniać i uzasadniać mechanizmy kreujące swoiste cechy narodu. Refleksja etnograficzna z tego okresu de facto konfiguruje się jako instrument kulturowy
i ideologiczny potwierdzający tożsamość narodową.
W historycznym ciągu antropologii portugalskiej daje się wyodrębnić cztery odmienne okresy: pierwszy to lata od 1870 do 1880 – został on określony
mianem „czasu mistrzów”, ze względu na pionierów antropologii portugalskiej.
Drugi okres, to przełom XIX i XX wieku nazwany „czasem prekursorów”. Pozostałe okresy nie zostały nazwane przez portugalskich badaczy historii antropologii. Trzeci z nich to lata 1910–1920; był to czas pierwszych przemian w prowadzonych badaniach. Etnografowie zaczynają interesować się nowymi obszarami
badań, takimi jak: architektura ludowa czy ubiór wiejski. Ostatni – to okres od
1930 do 1960 roku. W tym czasie prowadził swoje badania najwybitniejszy
portugalski etnolog Jorge Dias. Poza prowadzeniem studiów nad tradycyjnymi
obszarami badań – architekturą wiejską czy materialną kulturą ludow, był pierwszym, który rozpoczął etnologiczne badania nad społeczeństwami plemiennymi.
Dzięki nauce w Niemczech oraz studiom w Stanach Zjednoczonych prowadził
__________
6
7
8
George Stocking w pracy pod tytułem „Afterword: A View from the Center” sugerował by
antropologie prowadzące badania nad społecznościami plemiennymi nazywać: anthropology of empire-building (antropologią budowania imperium), a drugie z wymienionych
oznaczyć zwrotem anthropology of nation-building (antropologia budowania narodu).
W odniesieniu do omawianej nauki portugalskiej podział ten jest w pewien sposób niezadowalający.
Etnografia, w Portugali, jest rozumiana jako nauka zajmujące się zbieraniem oraz opisywaniem kultur ludzkich w ich wytworów. Coraz częściej mówi się o etnografii jako o metodzie zbierania danych na potrzeby antropologii. Natomiast etnologia jest uznawana za dziedzinę nauki zajmującą się opracowywaniem oraz analizowaniem materiałów dostarczanych
przez etnografię. Współczesna antropologia w Portugalii składa się z subdyscyplin takich,
jak etnologia, antropologia kulturowa, społeczna, a nawet fizyczna. Należy ona do nauk
społecznych, dlatego badacze mówią, że są antropologami społecznymi. Podaję za: Cabral
de Pina J., Os contextos da Antropologia, Difel 1991, s. 11.
Leal J., Antropologia em Portugal: mestres, percursos, transições, Livros Horizonte, Lisboa
2006, s. 33.
176
prace badawcze w nurcie dyfuzjonizmu, a później w oparciu o założenia amerykańskiej szkoły Culture and Personality.
Pierwsza faza jest uznawana w Portugalii za początek etnografii jako dyscypliny naukowej. Najważniejszymi etnografami tego okresu są: Teófilo Braga,
Adolfo Coelho, Consiglieri Pedroso. W tym okresie badacze zaczęli łączyć badania nad kulturą ludową oraz problematyką tożsamości narodowej, co stało się
fundamentalnym zagadnieniem wpływającym na rozwój etnografii.
Podstawową kwestię badawczą stanowiła literatura ludowa. Interesowano
się: romansami, zbiorami poezji i dawnych pieśni, a także opowieściami ludowymi. Z biegiem czasu prowadzono obserwację festynów i ceremonii odbywających się cyklicznie, praktyk magicznych, przekonań dotyczących istot nadprzyrodzonych czy przesądów. Metodologiczną kanwą prowadzonych studiów była
głównie mitologia porównawcza, zaczerpnięta od filologa i orientalisty – Maxa
Müllera. Co ważne, jest to czas, kiedy naukowcy rozpoczynają zróżnicowane
i porównawcze badania terenowe.
Na przełomie wieków najważniejszymi portugalskimi etnografami byli
Adolfo Coelho, jedyny nadal pracujący etnograf z okresu mistrzów, oraz Rocha
Peixoto. Podejmowano badania etnograficzne na coraz szerszą skalę. Interesowano się tradycyjną kulturą materialną, sztuką nieprofesjonalną, społeczną
i ekonomiczną organizacją społeczności wiejskiej. Ewolucjonizm całkowicie
zastąpił mitologię porównawczą i miał największy teoretyczny wpływ na rozwój
antropologii portugalskiej.
Etnolodzy pierwszego dziesięciolecia oraz lat 20-stych XX w., byli zainteresowani badaniem sztuki ludowej, a także kultury materialnej od tradycyjnego
garncarstwa po architekturę i strój ludowy. Najbardziej znanymi badaczami tego
okresu byli: Vergílio Correia, Luís Chaves oraz Pires de Lima.
Od 1930 do 1960 roku kontynuował pracę Jorge Dias, który stworzył wzajemnie się uzupełniającą grupę badawczą. W jej skład wchodziła: Veiga de
Oliveira, Benjamim Pereira, Fernando Galhano oraz Margot Dias. Prowadzili
badania pośród górskich społeczności z północnej części Portugalii, interesowali
się kulturą materialną oraz tradycyjnymi urządzeniami rolnymi, a także studiowali różne zagadnienia dotyczące folkloru w ich ojczyźnie. Największy teoretyczny wpływ na ich koncepcje miał niemiecki dyfuzjonizm oraz amerykańska
szkoła Culture and Personality. Klasyk portugalskiej antropologii, za jakiego jest
uważany Jorge Dias, interesował się również rozwojem i historią dziedziny naukowej, jaką jest antropologia w Portugalii. Jako pierwszy wprowadził etnologię
jako przedmiot wykładowy na Uniwersytetach w Coimbrze oraz Lizbonie,
a także założył Narodowe Muzeum Etnologiczne znajdujące się w stolicy.
W tym okresie nie tylko Dias i jego współpracownicy prowadzili badania.
Również została utworzona grupa etnologów współpracujących z rządem Estado
Novo, dyktatorskim reżimem Salazara. Ich najważniejszym założeniem było
177
eksponowanie ideologicznej wizji portugalskiej wsi, w szczególności sztuki
ludowej, która przez tę grupę etnologów była uważana za podstawę kultury portugalskiej.
Dopiero w latach 60-tych XX wieku zainteresowania etnologów portugalskich zaczęły się zmieniać. J. Dias rozpoczął badania nad kulturą plemienną.
Wyjechał do Mozambiku by prowadzić studia nad społecznością Macondes.
Natomiast tacy badacze, jak Joyce Riegelhaupt, Colette Callier-Boisvert oraz
José Cutileiro – wolni od ideologicznych uwikłań reżimu, prowadzili badania
nad portugalską kulturą ludową.
Transformacje polityczne, jakie się dokonały po Rewolucji Goździków
miały duży wpływ na przemiany różnych dyscypliny naukowych. Ponadto był to
czas, kiedy wielu antropologów portugalskich wróciło do swojej ojczyzny po
ukończeniu zagranicznych studiów doktoranckich. Te dwa czynniki spowodowały, że antropologia portugalska przeszła przez znaczne zmiany. Przede wszystkim bardzo poszerzył się zakres podejmowanej problematyki badawczej. Rozpoczęto badania na terenach byłych kolonii portugalskich dotyczące społeczności
plemiennych. Interesowano się zagadnieniami związanymi nie tylko z wsią, ale
przede wszystkim z miastem i rodzinami w nim mieszkającymi. Warto podkreślić, że zagadnienia: tożsamości, emigracji, seksualności, czy gender stały się
podstawowymi tematami badawczymi. Antropolodzy portugalscy zaczęli opisywać historię rozwoju swojej dziedziny naukowej. Warto zauważyć, że zmieniły
się również sposoby prowadzenia badań oraz metodologia, co wynikało z doświadczeń nabytych podczas pracy nad dysertacjami na zagranicznych Uniwersytetach.
Terminologia
Etnografię i etnologię będę traktowała jako wcześniejsze etapy rozwoju tej
dziedziny naukowej, natomiast antropologię kulturową i społeczną, jako późniejsze stadia rozwoju, które w równiej mierze wpłynęły na dzisiejszy wygląd antropologii w Portugalii – określanej mianem społecznej. „W środowisku rodzimym
nadal można spotkać się z przekonaniem, że badacze, którzy pracują w terenie,
«to tylko etnografowie, zaś ci, których pochłania studiowanie tekstów, a w terenie bywają rzadko lub wcale, to antropolodzy». Oczywiście opinia ta wartościuje
i dzieli badaczy na gorszych (etnografów) i lepszych (teoretyków antropologów).
Ma ona niewiele wspólnego z faktem, że wysiłek pokoleń badaczy w różnych
krajach zmierzał w istocie do tego, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, jak uporać się z problemem interpretacji danych zebranych w terenie, jak od poje-
178
dynczego przypadku badawczego przejść do jego wyjaśnienia”9. Co więcej,
wskazując prace takich intelektualistów jak Clifford Geertz, James Clifford,
Adam Kuper, Michael Herzfeld czy Vincent Carpanzano można potwierdzić, że
antropologia nie musi opierać się na typowych badaniach terenowych. Wysublimowaną alternatywą do doświadczenia terenu jest „czytanie” tekstów naukowych. „Nie można «siebie tłumaczyć przez siebie» – etnografia nie wyjaśnia się
przez etnografię. Każdy badacz jest bowiem zatopiony w dyskursie nie tylko
«swojej epoki», ale także w tym, który podaje systematycznej, naukowej krytyce,
by zrozumieć swój teren (teksty naukowe jako specyficzny rodzaj dyskursu intelektualnego)”10.
Pisanie
„Etnografia jest, od początku do końca uwikłana w pisanie. Pisanie to zakłada, co najmniej, przełożenie doświadczenia na formę tekstową”11. Tekst,
raport, analiza, opis istniały i miały znaczenie od początku rozwoju dyscypliny.
Do zaistnienia intelektualisty na scenie akademickiej, do ukazania światu odmiennej kultury, społeczności czy sposobu życia potrzebny był tekst, który wyjawi tajniki i efekty badań w terenie. Bez tekstu antropolog prowadził badania,
o których nikt nie mógł się dowiedzieć i które nie miałyby znaczenia dla dalszego rozwoju. Jest to medium dzięki, któremu antropolog istnieje „tu”, a nie tylko
„tam” w terenie. Prace antropologiczne stanowią świadectwo prowadzonych
badań, wyciągniętych wniosków czy sformułowanej metodologii. Nie sposób
pominąć słowa francuskiego filozofa Jacquesa Derrida’y mówiące o tym, że „nie
istnieje nic poza tekstem”12.
Do tej pory w pewnych polskich kręgach akademickich pokutuje mniemanie, że badanie antropologii jako pisarstwa jest niezwykle nieantropologiczne.
Clifford Geertz ironicznie napisał: „To, co prawdziwy etnograf powinien zrobić,
to pojechać w teren, wrócić z informacjami na temat żyjących na nim ludzi
i sprawić, by informacje owe stały się dostępne dla zawodowej społeczności
w formie praktycznej, nie zaś włóczyć się po bibliotekach i dumać nad problemami literackimi.”13 W mojej pracy nie planuję podejmować refleksji nad strategiami narracyjnymi najbardziej znanego etnologa portugalskiego Jorga Diasa,
czy opisywać retorycznego aparatu na przykład João de Pina Cabral’a. Chcę
__________
9
10
11
12
13
Francuska antropologia kulturowa wobec problemów współczesnego świata, red. red.
Chwieduk A., Pomieciński A., Warszawa 2008, Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 8.
Ibid., s. 10.
Clifford J., O autorytecie etnograficznym, [w:] Reprezentacje, nr 2, 1983, s. 118–147.
Derrida J., Gramatologia, Londyn 1976, s. 217.
Geertz C., op. cit., s. 1.
179
ukazać zainteresowania i dokonania portugalskich intelektualistów w oparciu
o publikacje, jakie się ukazały, a także zaprezentować prowadzone przez nich
prace badawcze na przełomie XX i XXI wieku. „Interpretacja oparta na filologicznym modelu „czytania” tekstów wyłoniła się jako wyrafinowana alternatywa
wobec dziś łatwo dostrzegalnej naiwności roszczeń autorytetu opartego na doświadczeniu”14. Postanowiłam połączyć wysublimowaną interpretację dzieł
antropologów portugalskich z siłą doświadczenia wynikającego z przebywania
w ich środowisku.
Bycie tam i bycie polką
Przygotowując się do wyjazdu do Lizbony zadawałam sobie pytanie: na ile
ja, polska badaczka, potrafię zrozumieć drogi rozwoju antropologii portugalskiej.
Nauki będącej pod wpływem odmiennej niż moja historii, kultury, a przede
wszystkim sposobów myślenia. Tylko dzięki uczestniczeniu w życiu portugalskiej społeczności, a zawężając ten zakres mogę napisać społeczności portugalskich antropologów, mogę całkowicie poznać ich głębokie struktury myślenia
i postępowania. Wraz z nimi mogę wypracować wspólny rezultat podejmowanych przeze mnie tematów badawczych. Analizując teksty portugalskich etnografów czy antropologów, wielokrotnie nie rozumiałam ich motywacji bądź
niechęci przy wyborze danych wątków, sposobów badań. Czytając dokonania
pierwszych etnografów miałam nieodpartą pokusę zrozumienia, dlaczego tak
ważne było dla nich pytanie: Que somos? Kim jesteśmy? Z czego wynika problem z ustaleniem własnej tożsamości w kraju z taką tradycją? Dzięki prowadzeniu konwersacji z portugalskimi antropologami mogłam w pełni poznać ich
punkt widzenia. Spędzając z nimi czas pracy, a także czas wolny byłam w stanie
poznać i zrozumieć ich sposób patrzenia na antropologiczne przedmioty badań,
a także usłyszeć to, co oni mają do powiedzenia na temat własnej dyscypliny i jej
ścieżek rozwoju.
Zgłębiając temat historii jak i współczesnej antropologii portugalskiej nie
wystarczy tylko zapoznać się z podręcznikami z dyscypliny czy przeczytać dzieje historyczne. Niezwykle istotną rolę odgrywa kontekst historyczny, ale także
społeczny i obyczajowy. «Tam» trzeba «być». Już Raymond Firth w książce po
tytułem We, the Tikopia opublikowanej po raz pierwszy w 1936 roku zauważa,
że dogłębne poznanie badanej społeczności potrzebuje długiej obecności badacza, a także wymaga „długotrwałego osobistego kontaktu z [badanym] ludem”.
Nie doświadczając życia pośród Portugalczyków i nie wchodząc w kontekst
portugalskiej antropologii nie można dogłębnie zrozumieć ich mentalności, spo-
__________
14
Clifford J., op. cit, s. 24.
180
sobu życia i postrzegania świata. Trzeba nieświadomie dać się ująć ich odmienności. Badacz musi starać się w jak największym stopniu zanurzyć w badaną
rzeczywistość, aby w pełni zrozumieć jej kontekst i uwarunkowania. Dzieje się
tak, nie tylko ze względu na zaświadczenie o prawdziwości przedstawianych
treści, ale przede wszystkim ze względu na wejście w głębokie struktury funkcjonowania badanej społeczności. Tylko poprzez zmniejszenie dystansu pomiędzy badaczem a badanym można w pełni zrozumieć i zapoznać się z badaną
problematyką. Rodzaj i zakres analizowanej tematyki nie ma znaczenia, bo każdy z nich wymaga takiego samego dogłębnego zaangażowania oraz empatii.
Etnolog Lorgin Danforth we wstępie do książki pod tytułem: The Death Rituals
of rural Greece snuje rozważania nad kwestią zrozumienia przedmiotu badań.
„Antropologia w sposób nieunikniony uwikłana jest w spotkanie z Innym. Jednak etnograficzny dystans, który oddziela czytelnika tekstów antropologicznych
i samego antropologa od Innego, zbyt często jest sztywno utrzymywany, a czasem nawet sztucznie wyolbrzymiany. W wielu przypadkach takie dystansowanie
się prowadzi do wyłącznego skupienia się na Innym jako na pierwotnym, dziwnym, egzotycznym. Rozziew pomiędzy swojskimi „my” i egzotycznymi „nimi”
jest wielką przeszkodą na drodze do znaczącego rozumienia Innego”15. Utrudnienie to można pokonać tylko i wyłącznie wchodząc w świat badanej społeczności, pamiętając o bagażu kulturowo-ideologicznym badacza.
Badanie danej kultury, czy jej przejawów wymaga również odkrycia powiązanych ze sobą znaczeń, które definiują analizowany przedmiot badań. Dlatego poszukując odpowiedzi na pytania, które wydawały mi się niezrozumiałe,
nie tylko opierałam się o wywiady z portugalskimi badaczami, ale przede
wszystkim starałam się odnaleźć tropy prowadzące do zrozumienia matryc badanej kultury. Inspirowałam się teorią „opisu gęstego” pamiętając słowa Geertza
mówiące o tym, że: „człowiek jest zwierzęciem zawieszonym w sieciach znaczenia, które sam utkał, kulturę postrzegam właśnie jako owe sieci, jej analizę
traktuję zaś nie jako eksperymentalną naukę, której celem jest odkrywanie praw,
lecz interpretatywną, która za cel stawia sobie odkrycie znaczenia.”16 Istotne jest
również to, że sam autor musi sobie uświadomić „kim jest?”. Jego tożsamość,
system wartości, historia i ideologia, w której się wychował mają wielkie znaczenie w postrzeganiu świata. Jadąc do badanej społeczności musimy pamiętać
nie tylko o naszej odmienności, ale także o tym, że matryce naszego i badanego
świata nigdy na siebie się nie nałożą.
Podczas pierwszego spotkania z życiem akademickim w Portugalii, pochłonęła mnie fascynacja jego swoistością. Zaczęłam tracić dystans do badanej
rzeczywistości, zaczęłam myśleć i patrzeć w podobnych kategoriach na pracę
badacza, antropologię portugalską i dzieje dyscypliny, jak moi rozmówcy. Nawet
__________
15
16
Danforth L., The Death Rituals of Rural Greece, Princeton – Nowy Jork 1982, s. 5.
Geertz C., Interpretacja kultur. Wybrane eseje, przeł. Piechaczek M., Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2005, s. 19.
181
po powrocie z badań byłam tak zachwycona codziennością Portugalczyków, ich
sposobem życia, prowadzenia badań, że nie potrafiłam nabrać odpowiedniego
dystansu i realnie spojrzeć na badaną przeze mnie kulturę i społeczność akademicką. Potrzebowałam czasu i odległości przestrzennej by z dojrzałością
i beznamiętnie interpretować oraz podjąć refleksję nad zebranymi materiałami.
„Znalezienie miejsca dla siebie w obrębie tekstu, który powinien odzwierciedlać
jednocześnie intymne spojrzenie i chłodne oszacowanie, jest niemal takim samym wyzwaniem, jak uprzednie zyskanie oglądu i oszacowanie”17.
Badania do pracy doktorskiej prowadziłam od marca do września 2011 roku, a drugą część we wrześniu 2013 roku. Przez siedem miesięcy odbywałam
staż naukowy w O Centro em Rede de Investigação em Antropologia (CRIA)
mieszczącym się w Lizbonie. Dzięki praktykom w CRIA mogłam uczestniczyć
w życiu akademickim antropologów. Prowadziłam obserwację uczestniczącą,
brałam udział w wydarzeniach naukowych istotnych dla środowiska antropologów (cyklicznych seminariach CRIA oraz okazjonalnych spotkaniach w Instituto de Ciências Sociais da Universidade de Lisboa ICS). Przy pisaniu
rozprawy doktorskiej wykorzystałam materiały źródłowe w postaci książek,
artykułów i folderów. Przeprowadziłam siedemnaście wywiadów, dziesiątki
rozmów etnograficznych z osobami o różnym doświadczeniu zawodowym. Od
najmłodszych badaczy po znanych i cenionych profesorów.
Zbiór metod. Przedsądy
Jadąc na pierwsze badania oraz kwerendy biblioteczne i archiwalne miałam
wyobrażenia i przedsądy na temat dokonań antropologów portugalskich oraz
rozwoju dyscypliny. Przedsądy rozumiane tak, jak opisał to światowej sławy
filozof Hans – Georg Gadamer. Zazwyczaj kojarzą się one z pejoratywną konotacją, jednak naukowiec podkreśla, że pełnią pozytywną funkcję.
Gadamer podkreśla, że rozumienie to proces tworzenia coraz to lepszych
projektów i systematycznie ich przepatrywanie, a kiedy trzeba, to i korygowanie.
Tylko aktywne przeżycia oraz doświadczenie rzeczywistości mogą konstruować
rozumienie, na które składają się właśnie przedsądy. Tylko dzięki empirii proces
rozumienia jest dynamiczny, weryfikowalny i proponuje nowe perspektywy
analityczno-interpretacyjne. Wydawałoby się, że właściwym rozwiązaniem jest
kontrolować proces poznawczy tak, by właśnie w negatywny sposób nie wpłynął
na przedmiot badań. Gadamer podkreśla, że jest to niemożliwe bo każda jednostka wychowuje się w określonej tradycji, kulturze i historii – „nie dzieje należą do
__________
17
Geertz C., Dzieło… op. cit., s. 21.
182
nas, lecz my do nich”18. Wyobrażenia wstępne, które ludzie kreują, są pewnego
rodzaju irrealizmem, jednak są konieczne by w pełni zrozumieć rzeczywistość.
Przedsądy są kanwą życia. Oczywiście mogą być szkodliwe. Największe zagrożenie niesie stereotypowe myślenie, bez rewidowania doświadczeń, o którym
pisał Gadamer. Wyjście poza własny punkt widzenia i krzywdzące wyobrażenia,
a także przyjęcie odmiennych perspektyw poznawczych, daje możliwość rzetelnego poznania i rozumienia.
Czego szukałam w antropologii portugalskiej? Jakie były moje przedsądy?
Próbowałam odnaleźć tematy badawcze, które były zgodne z moimi oczekiwaniami w stosunku do kraju posiadającego takie położenie geograficzne i taką
historię. Szukałam tematów, które będą odmienne od problematyki podejmowanej w Polsce. Znając dokonania brytyjskich czy francuskich badaczy spodziewałam się, że rozwój badań antropologicznych w państwach kolonizatorów będzie
podobny. Wyobrażałam sobie, że kraj posiadający tak wiele kolonii, będzie miał
wielkie dokonania i osiągnięcia badawcze w tej tematyce. Oczekiwałam, że będę
mogła zgłębić swoją wiedzę na temat dawnych kultur i tradycji krajów z byłych
koloni portugalskich. W szczególny sposób interesowałam się: Zielonym Przylądkiem, Angolą, Mozambikiem oraz Brazylią. Byłam przekonana, że w muzeum etnologicznym zobaczę imponujące zbiory zdobyczy z tamtych czasów.
Wierzyłam, że portugalscy etnografowie dużo więcej czasu poświęcili na badania kultur egzotycznych niż własnej. Prawda wygląda zupełnie inaczej.
Zbiór metod. Autor. Ja jako autor
Rozpoczynając prace nad tekstem podjęłam refleksje nad rolą autora. Geertz w książce pod tytułem: „Dzieło i Życie. Antropolog jako autor” zadał niezwykle ważne pytanie: „W jaki sposób «funkcja autora» ujawnia się
w tekście?”19. Problem istnienia czy ukazywania się autora jest odwiecznym
problemem nie tylko w antropologii, ale także w innych dyscyplinach humanistycznych. Przez lata dominowało przekonanie, że prace powinny charakteryzować się pełnym obiektywizmem, a autor ma być całkowicie niewidoczny. Tekst
ma być pisany bezosobowo, bądź w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Autor
powinien być zamaskowany „ponieważ stawia się go powszechnie nie jako kwestię związaną z narracją, nie jako problem tego, jak najuczciwiej opowiedzieć
prawdziwą historię, lecz jako kwestie epistemologiczną – jak nie dopuścić, żeby
subiektywne poglądy zabarwiały obiektywne fakty. Kolizja między konwencjami
przedstawienia w tekstach „nasyconych” autorem oraz tych, z których autora
__________
18
19
Gadamer H. G., Prawda i Metoda, Warszawa 2007, s. 381.
Geertz C., Dzieło… op. cit., s.19.
183
usunięto, a które wyrastają ze szczególnej natury przedsięwzięcia etnograficznego, pojmowana jest jako kolizja pomiędzy widzeniem rzeczy takimi, jakimi ktoś
je odbiera, a widzeniem ich takimi, jakimi są naprawdę”20. Warto zastanowić się
nad pytaniem; czy faktycznie możemy w pracy badacza-antropologa mówić, że
coś jest obiektywne? Czy wydarzenia, których jesteśmy świadkami, nie są tylko
i wyłącznie naszą subiektywną obserwacją. Sytuacje, w których bierze udział
większa ilość antropologów, jest opisana jako suma subiektywnych poglądów
i analiz. Istnieje jako mozaika charakteryzująca się spojrzeniem więcej niż jednej
osoby. Prowadząc wywiady i rozmowy z portugalskimi badaczami wymienialiśmy się poglądami dotyczącymi historii antropologii portugalskiej i wielokrotnie
nie były one tożsame. Tę sytuację można by było wytłumaczyć odmiennością
kulturowo-społeczną osób biorących udział w konwersacji. Moja prezentacja
historii dyscypliny i dekonstrukcja współczesnych obszarów badań będzie odmienna od ich spojrzenia na prekursorów dyscypliny w Portugalii. „Antropologowie pochłonięci są ideą, że centralny problem metodologiczny uwikłany
w opis etnograficzny wiąże się z mechanizmami zdobywania wiedzy – uzasadnieniem «empatii», «intuicji» i «wglądu» oraz temu podobnych form jako form
poznania; weryfikowalnością wewnętrznych relacji myślenia i odczuwania innych ludów; ontologicznym statusem kultury. Zgodnie z tym, odnajdują trudności w konstruowaniu opisów raczej w problematyczności badań terenowych niż
dyskursu. Jeśli można dać sobie radę z relacją pomiędzy obserwującym i obserwowanym (porozumiewaniem się), relacja pomiędzy autorem i tekstem (sygnowanie) – jak się sądzi – będzie tego samoistnym następstwem”21.
Postanowiłam podjąć refleksję nad tym jak bardzo mogę sobie pozwolić
być widzialna w tekście. Nie tylko jest to kwestia mojego punktu widzenia, czy
subiektywnego zaprezentowania problemu, ale świadome wykorzystywanie
zwrotów ukazujących mnie jako autora i antropologa, który zajmował się
i doświadczył tego, co opisuje. Prowadzenie kwerend bibliotecznych, archiwalnych czy nawet wywiadów, może wydawać się zajęciem całkowicie beznamiętnym i obiektywnym. Nie wymagającym głębszej analizy i interpretacji antropologicznej. Co więcej, czytelnik takiej pracy może mieć poczucie, że każda osoba
opisałaby dokładnie w taki sam sposób, gdyż praca dotyczy oczywistej kwestii,
mianowicie rozwoju dyscypliny naukowej.
Firth w klasycznej pozycji We, the Tikopia, już w pierwszym rozdziale, jest
dostrzegany jako „autor” i jako „badacz, który tam był”. Podobnie sytuacja się
ma z Bronisławem Malinowskim, jak zauważa i podkreśla to Clifford Geertz,
a także Roland Barthes. Polski etnolog jest uznany za autora „obserwacji uczestniczącej, tradycji etnograficznej pisarstwa w duchu „Ja nie tylko tam byłem, lecz
byłem jednym z nich, mówiłem ich głosem”22. Wielu również współczesnych
__________
20
21
22
Ibid., s. 19–20.
Ibid., s. 20.
Ibid., s. 38.
184
antropologów uwidacznia swoje autorstwo w pisanych dysertacjach. Wzorując
się na klasykach antropologii, jak i współczesnych badaczach uważam, że koniecznym jest uwidocznienie się w tekście. „Wejście we własny tekst (to oznacza
przedstawieniowe samo uobecnienie się w tekście) może być dla etnografów
równie trudne jak wejście w daną kulturę ( to znaczy wyobrażeniowe uobecnienie się w danej kulturze)”23.
Metodologia
Analizując dotąd nieznane mi prace, wykorzystywałam hermeneutykę Hansa – Georga Gadamera, a ściślej mówiąc rozwinięcie tej metody zaproponowanej
przez Martina Heideggera. Wprowadził on pojęcie kręgu hermeneutycznego:
„Kto chce zrozumieć jakiś tekst, dokonuje zawsze pewnego projektu. Kreśli
sobie pewien sens całości, gdy tylko w tekście zaznaczy się jakiś pierwszy sens.
Ten zaś ujawni się tylko dlatego, że tekst ów czytany jest przy pewnych oczekiwaniach. Na wypracowaniu takiego przedprojektu, ciągle rewidowanego przez
to, co się przy dalszym wnikaniu w sens okazuje, polega rozumienie rzeczy tam
zawartych”24. Analizując prace napisane przez portugalskich naukowców od
XIX po XXI wiek będę próbowała zrozumieć ogólny sens całości. Większość
opracowywanych przeze mnie tekstów jest dokonywana po przeprowadzonych
wywiadach z ich autorami bądź interpretatorami prac prekursorów antropologii
portugalskiej. Dokonując analizy, interpretacji i dekonstrukcji wybranych przeze
mnie prac Portugalczyków, będę wykorzystywała teorie wypracowana przez
francuskiego filozofa Jacques’a Derrida’y. Dekonstrukcję będę rozumiała tak,
jak nazwał ją jej autor: „Pewna forma kwestionowania i pisania, kwestionującego pisania, a nie tylko kwestionowania”25.
Prowadząc dekonstrukcję tekstów etnografów, etnologów i antropologów
portugalskich będę przyglądała się, w jaki sposób każda z wybranej pracy została
opisana. Jak piszą portugalscy uczeni z danego okresu? W analizie, której dokonałam było poszukiwanie sensu i zrozumienia całej pracy w oparciu o metodę
kręgu hermeneutycznego. Poszukiwałam pewnych sensów, których zgodnie
z moimi przesądami spodziewałam się odnaleźć w wyselekcjonowanych przeze
mnie pracach. Snułam rozważania, na ile prace intelektualistów portugalskich
odzwierciedlają współczesną im rzeczywistość. Zastanawiałam się jaką podejmują problematykę badawczą, jakie są ich zainteresowania badawcze i czy mimo
__________
23
24
25
Ibid., s. 30.
Gadamer H. G., op. cit, s. 369.
Derrida J., Some Statements and Truisms about Neologisms, Newisms, Postisms, Parasitisms, and other small Seismisms, The States of Theory, red. David Carroll, New York
1989, s. 83.
185
upływu czasu jest coś co jest dla nich wspólne, ponadczasowe. W zupełnie inny
sposób analizowałam dzieła naukowców osiemnastowiecznych, w inny patrzyłam na dzieła Jorga Diasa i jego współpracowników, a w inny sposób spojrzałam
na prace antropologów powstałe po obaleniu reżimu Salazara. Tropiłam, jakie są
wykorzystywane postacie tekstu naukowego. O jakim rodzaju opisu antropologicznego w dziełach portugalskich uczonych z danego okresu możemy mówić.
Czy teksty naukowe są w postaci „etnografii realistycznej” zapoczątkowanej
przez Malinowskiego, czy mamy do czynienie z konstruowaniem „etnografii nierealistycznej”. Na ile prekursorzy wpisują się w teorie dotyczącą badacza terenowego – teoretyka, a na ile odwołując się do terminologii użytej przez Jamesa
Frazera: człowiekiem na miejscu. Poszukiwałam czy występują w postaci naukowca – obserwatora uczestniczącego, a może wypracowali własną sylwetkę
badacza zaangażowanego bądź badacza – działacza społecznego... Poszukiwałam metod i technik pracy wykorzystywanych przez badaczy z różnych okresów
czasu. Zastanawiałam się nad ich autonomią względem nurtów z innych krajów.
Poddawałam analizie prace pod kątem wielogłosowości autorów. Tropiłam jak
zmieniał się styl konstruowania narracji. Odnosiłam się do sposobów prowadzenia narracji opracowanych i opisywanych przez światowej sławy intelektualistów
antropologicznych i filozoficznych.
W historii antropologii sposoby kształtowania narracji zmieniały się ze
względu na kontrowersyjne dyskusje w antropologii, a największe zmiany przyniósł postmodernizm. „Formuła tekstu naukowego bez wątpienia oddaje
w pewnej mierze paradygmatyczne zakorzenienie autora oraz trendy panujące
w miejscu i czasie, w jakich przyszło mu tworzyć”26. Pierwsze rozważania dotyczące namysłu nad pisarstwem etnograficznym, a także tekstualnością miały
miejsce po tak zwanym „zwrocie metodologicznym” czy inaczej mówiąc „zwrocie lingwistycznym”. Swoje źródła miał w pracach Ludwiga Wittgensteina oraz
Richarda Rorty’ego, w hermeneutyce Gadamera oraz Ricoeur, a także rozwijającym się postmodernizmie filozoficznym. Za symboliczny początek zwrotu lingwistycznego uważa się opublikowanie Dziennika Bronisława Malinowskiego
w 1967 roku. Od tego momentu wielu znanych intelektualistów podejmuje refleksje nad tekstualnością antropologii. W moich analizach odwoływałam się do
mistrza tekstualności Clifforrda Geertza, a także Jamesa Clifforda, Georga Marcusa i Michael Fishera. Nie bez znaczenia są dla mnie prace: Vincenta Crapanzano, Paula Rabinowa czy Kirsten Hastrup. Prowadząc badania nad tekstualnością, pragnę odnieść się także do intertekstualności wybranych przeze mnie prac
naukowych.
Podejmując rozważania nad wyselekcjonowanymi przeze mnie materiałami
przyglądałam się ich autorom. Roland Barthes w dziele pod tytułem: Śmierć
__________
26
Walczak B., Antropolog jako Inny. Od pierwszych badań terenowych do wyzwań ponowoczesnej antropologii, Warszawa 2009, s. 74.
186
autora podkreślił znaczenie autora tekstu w dokonywaniu dekonstrukcji materiału źródłowego. „Gdy odsuniemy Autora, «rozszyfrowanie» tekstu stanie się
kompletnie bezużyteczne”27. Portugalscy uczeni mają barwną historię życia
i niezwykłe doświadczenia terenu. Idąc tropem twórców podjęłam analizę uwidacznia się „ja” autorów tekstów. Zastanawiałam się czy antropolodzy w swoich
tekstach umiejscawiają samych siebie. Ponadto interpretując dzieła rozważałam
czy odczuwalne jest podkreślenie „bycia w terenie” czyli Geertzowieskiego
„bycia tam”. Na ile bycie w terenie, uczestniczenie w życiu danej społeczności
stanowi formę „bycia świadkiem” opisywanych wydarzeń. Podjęłam próbę odpowiedzi na pytanie czy I – witnessing, czyli „zaświadczające ja” wpisuje się
w koncepcję biograficzną „Bycia tam”, a może raczej stanowi refleksję ukazującą badacza przygodę i obserwację. „Najbardziej bezpośredni sposób połączenia
pracy terenowej, jako osobistego spotkania i etnografii, jako wiarygodnej opowieści, polega na przemianie formy Dziennika (…) w uporządkowany i publicznie dostępny gatunek – coś, co świat mógłby przeczytać28.
Niezwykle istotne jest również przeanalizowanie czy bycie w terenie przekłada się na „opis uczestniczący” autora tekstu. Ważne jest dostrzeżenie czy
opisywana przez nich etnografia, łączy własną „interpretację danego społeczeństwa, kultury, sposobu życia czy czego tam jeszcze, z własnym spotkaniem
z pewnymi ich członkami, nosicielami, przedstawicielami (…) w zrozumiały
związek”29.
Podejmując refleksję nad funkcją autora w dekonstruowanych przeze mnie
dziełach zastanawiałam się nad zadaniem autoryzowania tekstów. Kiedy możemy mówić o autorze? „Co czyni autora autorem?”30. Zagadnienie to było już
wielokrotnie omawiane. Swoiście dyskursywne rozważania prowadził francuski
filozof i socjolog Michel Foucault co zawarł w dziele What Is an Author?,
a także francuski teoretyk semiologii Roland Barthes w tekście Authors and
Writers. Foucault podzielił autorów na tych, „którym w uprawniony sposób
przypisać można wytworzenie tekstu, książki czy dzieła” oraz na tych, którzy
pozostawiają po sobie spuściznę i inspirują kolejne pokolenia. Idąc drogą rozważań Foucaulta, Ci drudzy nie tylko autoryzują swoje dzieło, ale także „wytworzyli również coś więcej: możliwości i reguły formowania innych tekstów”. Inspirując się rozważaniami francuskiego filozofa rozeznawałam i poszukiwałam tych
autorów, którzy autoryzowali swoje teksty, a także stali się natchnieniem dla
innych badaczy. Za Barthes’em używałam zwrotu „autor” czyli ten który wytwarza dzieło. Został zdefiniowany jako człowiek, „który całkowicie wchłania fundamentalne dlaczego świata w jak pisać”. Natomiast dla osoby, która „stawia
sobie cel (dać świadectwo, wyjaśnić, poinstruować), dla którego język jest zale__________
27
28
29
30
Barthes R., Śmierć autora, [w:] „Teksty Drugie” 1999, nr 1–2, s. 250.
Geertz C., op. cit., s. 119.
Ibid.
Ibid., s. 31.
187
dwie środkiem; wedle niego język umacnia jedynie jakąś praxis, a nie konstytuuje nową. (…) Odzyskuje naturę instrumentu komunikacji, nośnika «myśli»”31
będę używała zwrotu „pisarz”. Poprzez wywiad etnograficzny oraz metodę user
experience mogłam dowiedzieć się kto dla samych antropologów pracujących
w Portugalii jest klasykiem i autorem. Rzeczywistość poświadczona konkretnymi
dziełami ukazuje nam, że w obrębie nauk humanistycznych i społecznych są
jednostki wybitne, które konstytuują kategorię dyskursu. Przyglądałam się wymienianym dziełom antropologicznym, a przede wszystkim temu czy to autor
tworzy tekst dyskursywny, czy jednak to dzieło zaświadcza o swoim autorze.
Poszukiwałam autorów, którzy posiadają swoją tożsamość pisarską. Poddałam
pod głębszą refleksję rozważania nad problemem istnienia antropologii autorskiej w Portugalii, a także zastanawiałam się nad zakresem moich rozmyślań
porównując autorów ze światowych szkół antropologicznych.
Dialogiczność
Ważną formą opisu antropologicznego w mojej pracy, choć nie jedyną, którą wykorzystałam, jest dyskursywny proces pisania etnograficznego w formie
dialogu pomiędzy dwoma osobami. Moi rozmówcy mieli wpływ na przebieg
naszych rozmów, a także na wspólnie wysuwane wnioski. Prezentację takiej
formy pracy badawczej można przeczytać w tekście Jamesa Clifforda, który
opisuje studia Dwyer’a oraz Crapanzano. Umieszczają oni „etnografię
w procesie dialogu, w którym rozmówcy aktywnie negocjują wspólną wizję
rzeczywistości. Carpanzano dowodzi, że to obustronne konstruowanie ma miejsce w każdym spotkaniu etnograficznym, choć jego uczestnicy mają skłonność
przyjmować, że po prostu zaakceptowali rzeczywistość drugiej strony”32. Prowadzona rozmowa etnograficzna może mieć formę kontrapunktu, który stanowi
swoistą wymianę refleksji antropologicznych wzajemnie się uzupełniających.
Konwersacja taka wielokrotnie prowadzi do wyciągnięcia wspólnych nowatorskich i trafnych wniosków.
Zdeklarowana przeze mnie forma pisarstwa etnograficznego, z którą czytelnik będzie mógł się zapoznać w drugiej części rozprawy doktorskiej, uznaje
tryb „dyskursywny” ukazujący konteksty prowadzonych badań i sytuacji rozmowy etnograficznej. Omawiana dysertacja naukowa ukazuje nie tylko dialogiczność, ale również wielość autorów, inaczej mówiąc wielość głosów. Nie
tylko, po raz wtóry, dokonuję analizy oraz interpretacji dzieł prekursorów antropologii portugalskiej, ale także dopuszczam do głosu rozważania dotyczące tych
__________
31
32
Barthes R., Authors and Writers, [w:] A Barthes Reader red. Sontag S., Nowy Jork 1982, s.
187, 189.
Clifford J. op. cit., s. 26.
188
prac ich następców. W części dekonstruującej współczesne prace antropologów
portugalskich oddaję im głos i wspólnie wchodzimy w dialogiczny sposób interpretowania prac, zdarzeń czy opisywania doświadczeń terenu. Ta płaszczyzna
złożonych dyskursów zostaje zaprezentowana przez wielogłos w postaci kontrapunktu. Odwołuję się tu do metody „heteroglosji” wypracowanej przez rosyjskiego literaturoznawcę Michaiła Bachtina. „Dla Bachtina, zajętego przedstawieniem niejednolitych całości, nie istnieją zintegrowane kulturowe światy ani
języki (…) Konkretnie mówiąc «kultura» jest niekończącym się dialogiem subkultur, wtajemniczonych i laików, różnorodnych frakcji. (…) Bachtin odkrywa
utopijną tekstualną przestrzeń, którą może pomieścić dyskursywna złożoność,
dialogiczne wzajemne oddziaływanie głosów”33.
Konkluzja
Snując rozważania nad obrazem antropologii portugalskiej, który przedstawię w dysertacji, pochyliłam się nad zagadnieniem mojego doświadczenia terenu. Kształtowało się ono w bliskiej współpracy z osobami, z którymi przebywałam na co dzień, z którymi prowadziłam nie tylko wywiady, ale przede
wszystkim swobodne rozmowy etnograficzne, a także prywatne. Wielokrotnie
dotyczyły one nie tylko zagadnień ściśle związanych z rozwojem antropologii
w Portugalii, ale także ich subiektywnych doświadczeń, opinii wypływających
z życia w tym terenie i środowisku akademickim. Przez siedem miesięcy egzystowałam w samym sercu antropologii portugalskiej, czyli największym antropologicznym centrum naukowo-badawczym skupiającym wszystkich badaczy
z Portugalii, a także zagranicznych naukowców. Brałam udział w codziennych
wydarzeniach, trudnościach i konstruowaniu planów na przyszłość. Moja empiria
kształtowała się w oparciu o uczestnictwo w naturalnym środowisku badanej
społeczności. W ten sposób uczyłam się ich sposobu patrzenia i rozumienia życia. Doświadczenie terenu, a także poznanie środowiska odzwierciedla teoria
wypracowana przez Diltheya34. „Rozumienie innych wypływa początkowo
z prostego faktu koegzystencji we wspólnym świecie; lecz ten empiryczny świat,
intersubiektywne podłoże dla obiektywnych form wiedzy jest dokładnie tym,
czego brakuje etnografowi wchodzącemu w obcą kulturę lub co jest dla niego
problematyczne. Tak więc, w ciągu pierwszych miesięcy w terenie ma miejsce
__________
33
34
Ibid., s. 27.
Dilthey W., The Construction of the Historian World in the Human Sciences, [w:] Dilthey
W.: Selected Writings, wyd. H. P. Rickman, s. 168–245 Cambridge 1914, Cambridge University Press (1976).
189
nauka języka rozumianego w najszerszym sensie. (…) Taki proces indywidualnego «wżywania się» w obcy świat ma zawsze charakter subiektywny, lecz
szybko zostaje uzależniony od tego, co Dilthey nazywa «trwale ustalonymi ekspresjami», czyli stałych form do których można się odwoływać” 35. Zatem wspólny ogląd świata musi być stale rewidowany poprzez tworzenie doświadczenia
koegzystencjalnego.
Summary
This work is the prolegomenon to my doctoral dissertation. It is not a part
of it, the only contribution presenting strategies, which I used during my work on
texts. My future work is about Portuguese anthropology. It is a presentation of
discipline development by illustrating selected anthropological books and their
detailed interpretation.
This article depicts the research techniques and methods which I used to interpret scientific texts and the general outline of the history of anthropology in
Portugal. It shows the way in which the young anthropologist, from a country
differing culturally and historically, will analyze the work of Portuguese intellectuals. It presents the way how Polish anthropologist was writing about the anthropology in Portugal and it shows a comprehensive set of methods that I used
as the schemes to interpret the selected texts.
__________
35
Clifford J. op. cit. s. 23.
190
Violetta Krawczyk-Wasilewska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
Kolberg i inni. Z dziejów europejskiej dokumentalistyki
folklorystycznej
W Polsce początku XIX wieku, podobnie jak w innych krajach Europy,
podglebie romantycznego zainteresowania kulturą ludową stanowiły przyczyny
historyczne. Wspomnieć tu więc trzeba hasła rewolucji francuskiej, znajdujące
oddźwięk w powstaniu kościuszkowskim, jak również tzw. archeologię kulturalną, w której – wzorem Rousseau i Herdera – akcentowano rolę spetryfikowanej
tradycji chłopskiej jako wyróżnika identyfikacji narodowej. Aspekt tożsamościowy miał szczególne znaczenie w krajach, które utraciły niepodległość, a do
takich należała Polska. Elementy nacjonalistyczne i patriotyczne z jednej strony,
z drugiej zaś romantyczna estetyka, z trzeciej wreszcie szybki rozwój cywilizacyjny tak charakterystyczny dla całego 19. stulecia to powody, dla których gromadzenie tradycji ludowych i zapisywanie ich dla potomnych znalazło wielu
apologetów tak w Europie, jak i w Polsce. Największym zbieraczem polskiego
folkloru chłopskiego był Oskar Kolberg (1814–1890), którego całość dorobku,
wydana post mortem jako Dzieła wszystkie obejmuje 92 tomy wraz z indeksem,
lokując naszego zbieracza wśród największych dokumentalistów folkloru dziewiętnastowiecznej Europy.
Wspomnieć tu trzeba, że na długo przed wystąpieniem Kolberga i pojawieniem się w Anglii terminu folklor (1846)1, zbieractwo tekstów pieśni i tzw.
starożytności ludowych na Wyspach Brytyjskich miało już ugruntowaną tradycję, utrwaloną drukiem zarówno przez pokolenie tzw. antykwariuszy folkloru,
jak i przedstawicieli późniejszej folklorystyki literackiej2. W pierwszej grupie
czołowe miejsce zajął zbiór 46 ballad, po większej części „poprawionych” przez
Thomasa Percy’ego i ogłoszonych jako Reliques of Ancient English Poetry już
w 1765 r. oraz antologia 360 pieśni szkockich poddanych obróbce przez Davida
Herda (Ancient and Modern Scottish Songs, Heroic Ballads, etc., 1769). Pokolenie romantycznych zbieraczy-literatów najlepiej rozgłosił trzytomowy zbiór
__________
1
2
Por. W. J. Thoms: Folklor, „Literatura Ludowa”, 1975, nr 6, s. 37–39 (polski przekład: V.
Krawczyk-[Wasilewskiej]).
R. M. Dorson: The British Folklorists. A. History, Routledge, London 1968, s. 44–106.
191
Minstrelsy of the Scottish Border…3, zawierający kompilacje historycznych
i romantycznych ballad wraz z komentarzami o lokalnych przesądach, obyczajach chłopstwa i jego tradycji narracyjnej. Tę ostatnią (podania i baśnie) zapisywano i opracowywano literacko; w Szkocji – Allan Cunningham, a w Irlandii –
Thomas Crofton Croker oraz Samuel Lover4.
Jeśli idzie o wschodnie rubieże Europy, to na gruncie rosyjskim dość wcześnie, bo już w roku 1804 upubliczniono tzw. Sbornik Kirszy Daniłowa (Drewnije
russkije stichotworenija) – 71 bylin i pieśni historycznych zebranych w zachodniej Syberii pod koniec XVIII w. Natomiast w Niemczech – dwa lata później –
Clemens Brentano i Ludwig Achim von Armin ogłosili słynny, dedykowany
Goethemu, trzytomowy zbiór przerobionych literacko pieśni ludowych Des Knaben Wunderhorn: Alte deutsche Lieder (Heidelberg 1806). Des Knaben Wunderhorn stanowiło inspirację dla braci Wilhelma i Jakuba Grimmów, którzy
z tych samych pobudek ideowych i metodologicznych kolekcjonowali oraz – od
roku 1812 – publikowali teksty bajkowe, podaniowe i mitologiczne. Pierwszy,
zawierający 86 bajek (w tym także niemiecką wersję korpusu Ch. Perraulta)
rozrósł się do 211. w siódmej i finalnej edycji z 1857 r.5
O ile bracia Grimm w przekazie bajki nie dostrzegali roli samego bajarza,
o tyle pionier serbskiej folklorystyki Vuk Karadžić jako pierwszy zwrócił uwagę
na znaczącą rolę indywidualnego pevača w przekazywaniu pieśni epickich, którymi zresztą zachwycał się Adam Mickiewicz w toku swych paryskich wykładów. Karadžić rozpoczął od odtworzenia z własnej pamięci 100 piosenek i pieśni
w zbiorku, wydanym w Wiedniu w 1814 r.6, kontynuując swe dzieło zbierackie
z ust ludu serbskiego w dalszych dwu zestawach zatytułowanych Srpskie narodne pjesmi; trzytomowym, tzw. lipskim (1823–1824) i 6. woluminowym, tzw.
wiedeńskim (1841–1846), a także w pośmiertnej edycji z 1866 r.7 Swój zbiór
opatrzył komentarzem językowym, antopologicznym i etnograficznym.W dorobku miał również pracę paremiograficzną8.
Wśród ówczesnych zbieraczy słowiańskich znaczącą rolę w folklorystyce
słowackiej odegrał patron uniwersytetu w Koszycach Pavel Jozef Šafárik, a to
__________
3
4
5
6
7
8
W. Scott: Minstrelsy of the Scottish Border,Consisting of Historical and Romantic Ballads,
Collected in the Southern Countiesof Scotland; with a Few of Modern Date,Founded upon
Local Tradition, James Ballantyne, Kelso 1802–1803, t. I–III.
A. Cunningham: Traditional Tales of the English and Scottish Peasantry,1822, t. I–II; T. C.
Croker: Fairy Legends and Traditions from the South of Ireland, John Murray, London
1825; S.Lover: Legends and Stories of Ireland, Dublin 1832.
W. i J. Grimm: Kinder- und Hausmärchen, Berlin 1812,1815,1822 i dalsze; J. Grimm:
Deutsche Sagen, Berlin1816–1818; tenże, Deutsche Mythologie, Göttingen 1835.
V. Karadžić: Mala prostonarodna slaveno-srpska pjesmarica, Beč, 1814.
Tenże: Srpske narodne pjesme iz Hercegovine, Beč, 1866.
Tenże: Narodne srpske poslovice i druge narodnyje različne, kao i one u običaj uzete riječi,
Cetinje, 1836.
192
nie tylko dzięki dwu zbiorom pieśni9, lecz przede wszystkim dzięki 1000. stronicowej pracy Slovanské starožitnosti (Praha1837, 1863, 1865), tłumaczonej na
kilka języków, w tym na polski10. Z Šafárikiem okresowo współpracował profesor literatury słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, a później Praskiego –
František Ladislav Čelakovsky, który opracował antologię pieśni morawskich,
słowackich, rosyjskich, serbskich i łużyckich. Wydał ją w latach 1822–1827 jako
trzytomowe Slovanské národní písně, przy czym tom drugi dedykował Kazimierzowi Brodzińskiemu. Nadmieńmy, że pieśni cytował w oryginale z równoległym, filologicznym przekładem na jezyk czeski. Natomiast w innej swej pracy
z roku 1852 Mudrodrosloví národa slovanského v příslovích – jako pierwszy
odróżnił przysłowia od porzekadeł, które wzajemnie porównywał. Dzieło to
objęło 15 tys. zapisów uporządkowanych tematycznie tak, aby wypływała z nich
tradycyjna życiowa filozofia Słowian.
W tym samym czasie na Ukrainie rodzimą literaturę ustną w obieg życia
naukowego i kulturalno literackiego wprowadził w 1827 r. Mychajło Maksymowicz swym zbiorkiem dum i innych pieśni11, a następnie – po zakupie w 1833 r.
od Heleny Wasilewskiej materiałów Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego – ogłosił
wkrótce ich poszerzone wydania12. Równolegle na gruncie rosyjskim zbiór pieśni
ludowych, a także bajek opublikował Iwan Sacharow13, zaś przedstawiciel młodszego pokolenia Aleksandr Afanasjew zasłynął zbiorem podań (1859)14 i klasycznym, znanym dobrze folklorystyce europejskiej, doskonale dobranym zbiorem bajek (1855–1863)15, z których całą setkę wyzyskał w następnym stuleciu
Wladimir J. Propp do opracowania analizy strukturalno-typologicznej rosyjskiej
bajki magicznej16. Oparte na kolekcji własnej, ale też innych zbieraczy teksty
Afanasjewa były – wzorem braci Grimm – poddawane odpowiednim, choć
z zachowaniem umiaru, przeróbkom literackim.
Romantyczny i patriotyczny duch przyświecał także pracy kolekcjonerów
z innych europejskich kręgów kulturowych, że wspomnimy prace Eliasa LönnroLönnrota nad literacką kompilacją fińskiego eposu narodowego Kalevala, która
zresztą nie była znana Kolbergowi. Dzieło to Lönnrot złożył z 50 run częściowo
zapisanych w toku badań terenowych, częściowo uzupełnionych własną wy-
__________
9
10
11
12
13
14
15
16
Písně světské lidu slovenského v Uhřích. Sebrané a vydané od P. J. Šafárika, Jána Blahoslava a jiných, Pešť 1823–1827,t. 1–2; P. J. Šafárik, J. Kollár: Národnie zpievanky – Pisne svetské Slováků v Uhrách, Buda 1834–1835.
P. J. Szafarzyk, Słowiańskie starożytności, PTNP, Poznań 2003, wyd. II (reprint z 1844r.).
M. Maksymowicz : Małorossijskije piesni, Moskwa 1827.
Tenże: Ukrainskije narodnyje piesni, Kijew 1834; Sbornik ukrainskich piesen, Kijew 1849.
I. P. Sacharow: Piesni russkogo naroda, Sankt Peterburg 1833–1839; Russkije narodnyje
skazki, S.-Peterburg 1841.
A. Afanasjew: Russkije narodnyje legiendy, Moskwa 1859.
Tenże: Narodnyje russkije skazki, t. 1–3, Moskwa1855–1863.
W. J. Propp: Morfołogia skazki, Leningrad 1928 [edycja polska:Morfologia bajki, Książka
i Wiedza, Warszawa 1976].
193
obraźnią oraz talentem poetyckim i wydał je w 1849 r. po uprzednich, cząstkowych edycjach17, tym samym dając impuls swym następcom do zbierania
w terenie wariantów pieśni kalevalicznych18.
Epikę ludową, pieśni, podania i bajki gromadzono także w Estonii, że wymienimy znanego kompilatora Kalevipoega Friedricha Reinholda Kreutzwalda19,
romantycznego zbieracza mitów i quasi-bajarza – Matthiasa Johanna Eisena
oraz, przewyższającego poprzedników, Jakoba Hurta, który w 1888 r. ogłosił
apel o topograficzne i metodyczne zbieranie autentycznych przekazów folkloru
i zorganizował sieć wyszkolonych przez siebie ponad 300 wolontariuszy terenowych, dzięki aktywności których zgromadził 45.500 tekstów pieśni (łącznie
z wariantami), 8.500 opowieści, 45.000 przysłów, 37.000 zagadek i wiele materiałów religijnych, zdobywając naukowy rozgłos w kraju i zagranicą20. Z kolei na
Litwie pieśni lokalne zapisywał Georg Heinrich Nesselmann21, a w Szwecji,
gdzie istniała bogata tradycja balladowa, teksty ballad wraz z motywami muzycznymi publikowali w pierwszym ćwierćwieczu 19 stulecia Erik Gustaf Geijer
i autor zbioru 142 melodii tanecznych Arvid August Afzeljus22.
Natomiast na gruncie duńskim dokładnie w połowie wieku XIX pojawia się
historyk literatury i etnograf Svend Hersleb Gruntvig, który w roku 1844 ogłasza
manifest zachęcający do zbierania duńskich opowieści ludowych i ballad, a od
1853 r. staje się pierwszym redaktorem serii balladowej Danmarks gamle Folkeviser, która – kontynuowana aż do roku 1976 przez jego następców – osiągnęła
postać 12. woluminowego wydawnictwa, zawierającego 539 skomentowanych
wątków balladowych. Od samego początku Gruntvig dostrzegał wariantowość
materiału badawczego, a same ballady klasyfikował wedle podziału na pieśni
bohaterskie, magiczne, historyczne i rycerskie. Metoda filologiczna charakteryzowała także dwa inne zbiory Gruntviga, a mianowicie zbiór podań czyli sag
__________
17
18
19
20
21
22
V. Krawczyk[-Wasilewska]: „Kalevala” Lönnrota a kierunki rozwoju fińskiej myśli folklorystycznej, „Prace Polonistyczne” 1976, s. 298–299; O folklorystyce fińskiej, „Liteatura Ludowa” 1984, nr 4/6, s. 33–44.
Finnish Folk Poetry – Epic. An Anthology in Finnish and English ed.by M. Kuusi, K.
Bosley, M. Branch, Finnish Literary Society, Helsinki 1977, ss. 602.
Fr. R. Kreutzwald: Sippelgas, t. I i II, Tartu 1843, 1861; tenże, Mythische Beleuchtung des
Labyrinths bei Dorpat, “Das Inland”, t. 9, nr 51, s. 812–814; tenże: Maailm ja mõnda, mis
seal sees leida on (I–V), Dorpat 1848–1849; tenże : Kalevipoeg, Dorpat 1857–1861. Por.
K. Kuutma, T. Jaago (eds.): Studies in Estonian Folkloristics and Ethnology. A Reader and
Reflexive History, University of Tartu 2005.
Pieśni publikował (Vana kannel.Alte Harfe) przeważnie w serii naukowej “Eesti
Kirjameeste Seltsi toimetised” (1875–1886), wydawanej w Tartu. Por. K.Kuutma, T. Jago
(eds.) : op.cit.
G. H. Nesselmann: Litauische Volkslieder, Berlin 1853.
A. A. Afzeljus: Traditioner af Svenska Folk-Dansar, Stockholm 1814–15; E. G. Geijr i A.
Afzeljus :Svenska folk-visor från forntiden, 3 vols (Stockholm, 1814–1817).
194
i bajek ludowych23. Interesując się wszystkimi działami folkloru słownego
i korzystając z rozbudowanej przez siebie sieci współpracowników terenowych
opublikował również trzytomowy zbiór poświęcony „pradawnej pamięci i wiedzy ludu duńskiego”24. Od Gruntviga filologiczne zacięcie przejęli norwescy
zbieracze folkloru; Sophus Bugge, norweski badacz Eddy i zbieracz pieśni ludowych25 oraz Jørgen Engrebretsen Moe26, kolekcjoner bajek i przyśpiewek (tzw.
stev), którego dzieło kontynuował później syn jego Moltke27.
W tym samym okresie na południu Europy Niccolò Tommaseo wydaje
w Wenecji studium poparte tekstami pt. Canti popolari italiani, corsi, illirici,
greci (1841), a w Paryżu Paul Garnier w wydawnictwie H. L. Delloye ogłosza
w 1843 r. pierwszy z trzech tomów antologii Chants et chansons populaires de la
France. Był to ilustrowany zbiorek plebejskich przyśpiewek, kupletów
i piosenek patriotycznych, wojskowych oraz biesiadnych, wsparty zapisem nutowym Hippolyta Colet (melodie jednogłosowe z akompaniamentem fortepianu)
i opatrzony krótkimi komentarzami historyczno-społecznymi Théophile-Marion
Dumersana.
Nie sposób w krótkim artykule dokonać krytycznego oglądu bujnie rozwijającej się naukowej folklorystyki europejskiej ostatniego ćwierćwiecza XIX
stulecia i początku XX wieku. Wymienimy zatem jedynie najbardziej cenione
zbiory tego okresu. I tak folklorystyce brytyjskiej przysłużył się harvardzki profesor retoryki Francis James Child, który wydał krytyczną i porównawczą systematykę 305 angielskich i szkockich ballad oraz ich amerykańskich wariantów
w 10.tomowym dziele finalnym, liczącym 2.500 stron, wydawanym w latach
1882–1898 i znanym jako Child Ballads28.
Wśród tzw. celtyckiej folklorystyki na uwagę zasługuje 4 tomowy dwujęzyczny zbiór ustnej tradycji szkockich górali opracowany przez doświadczonego
zbieracza i tłumacza z języka gaelickiego – Johna Francisa Campbella of Yslay29. Pośmiertna spuścizna folklorystyczna tego uczonego i prekursora odrodzenia gaelickiego liczy 610 pozycji zebranych w 270 teczkach, które wraz z kolekcją map i innych materiałów przechowywane są w Szkockiej Bibliotece
__________
23
24
25
26
27
28
29
S. H. Gruntvig: Danske Sagen, København 1854–1861; Danske Folkeaeventyr, København
1876–1884.
Tenże: Gamle danske minder i Folkemunde, København 1854–61 (t. I–III).
S. Bugge: Gamle Norske Folkeviser (Norroen Fornkvoedi), Christiania 1867; tenże: Gamle
Norske Folkeviser, Christiania 1858.
E. Moe: Samling af Sange, Folkeviser og Stev i norske Allmuedialekter, 1840; wyd.II, 1869
[zapis melodii:Lindeman]; tenże i P. Chr. Asbjørnsen: Norske folkeeventyr, 1841–1852
[przekład angielski: G. Webbe Dasent, 1859].
K. Liestøl: Moltke Moe, Oslo 1949.
F. J. Child: The English and Scottish Popular Ballads, Boston and New York: Houghton,
Mifflin & Co., 1882–98.
J. F.Campbell : Popular Tales of the West Highlands. Vol. I–IV (New edition). Paisley and
London 1890–1893; tenże:Celtic Dragon Myth, 1911.
195
Narodowej w Edynburgu. Z kolei profesor badań celtyckich z Oxfordu John
Rhys wydał w roku 1900 dwutomową antologię, poświęconą folklorowi słownemu Walii i Wyspy Man opartą na źródłach zastanych i własnych badaniach
terenowych30.
Kierując się ku krajom skandynawskim odnotować należy dzieło nauczyciela z zawodu – Tanga Evalda Kristensena, twórcy Duńskiego Towarzystwa
Folklorystycznego (1883) i wielkiego zbieracza, którego spuścizna to setki pozycji bibliograficznych, w tym 79 książek, urobek zaś folklorystyczny liczy 3.000
pieśni (1.000 z zapisem nutowym), 2.700 tekstów bajkowych, 25.000 podań
i kilkaset małych form folkloru (zagadki, powiedzenia i przysłowia) zebranych
od 6.500 informatorów i popartych tysiącami etnograficznych notatek terenowych31. W Finlandii natomiast zbieractwo folkloru skierowano – dzięki kampanii
Fińskiego Towarzystwa Literackiego – na runy kalevaliczne, które zbierał Julius
Krohn, a później syn jego Kaarle. Razem zapisali 18.000 wariantów poezji
i prozy ludowej, które systematyzowali w duchu nowej metody porównawczej
geograficzno-historycznej, zwanej fińską. Publikacja naukowa Juliusa Warianty
Kalevali32 z roku 1888 przekształciła się z czasem w Starodawne runy ludu fińskiego – 33. tomowy i zarazem pomnikowy zbiór zawierający 89.250 tekstów
run od ponad 50.zbieraczy. Ukazywało się sukcesywnie od 1908 do 194833.
Pionierską próbą typologii bajek opierającej się na metodzie Krohnów była praca
ich ucznia Antti Aarnego34, rozwinięta później – we współpracy z Amerykaninem Stithem Thompsonem – do systematycznej klasyfikacji światowych wątków
bajkowych 35 wydanych już po śmierci Aarnego w 1928 r., dając asumpt Thompsonowi do późniejszego ogłoszenia 6. tomowego katalogu wątków literatury
ustnej36.
Wielkim zbieraczem folkloru północnych rubieży był miłośnik kultury ludu
Kvenków i Saami, fiński badacz i literat Samuli Paulaharju (1875–1944), który
pozostawił po sobie wiele pozycji książkowych37 oraz kolekcję 65.000 notat
__________
30
31
32
33
34
35
36
37
J. Rhys: Celtic Folklore:Welsh and Manx, t. 1–2., Oxford University Press 1900–1901.
J. Roackwell: Evald Tang Kristensen.A lifelong adventure in folklore, Aalborg University
Press & Danish Folklore Society, Copenhagen 1982.
J. K. [Krohn]: „Kalevalan” toisinnot, Helsinki 1888.
Suomen kansan Vanhat Runot, t. 1–33, Helsinki 1908–1948 [t. 34 – 1967].
A. Aarne: Verzeichnis der Märchentypen mit Hilfe von Fachgenosen, Helsinki 1910 (Folklore Fellows Communications No3).Patrz następne prace Aarnego w tej serii (FFC No 5, 8,
10, 13, 14).
A. Aarne i S. Thompson: The Types of Folk-Tale, t. I–VI, Helsinki 1928 (FFC No 74).
S. Thompson: Motif-Index of Folk-Literature, Helsinki 1932–1936, t. I–VI (FFC 106–109,
116–117).
Najbardziej znane na świecie są jego mroczne i „nieobrobione” opowieści lapońskie Tunturien yöpuolta (1934) wydane w Polsce jako Nocne cienie tunturi, Wydawnictwo Poznańskie 1972.
196
etnograficznych i folklorystycznych zarchiwizowanych w Suomen Kirjallisuuden
Seura w Helsinkach.
Jak z powyższego – z konieczności zawężonego – przeglądu wynika, potrzeba gromadzenia i publikowania folkloru słownego cechowała całą nieprofesjonalną folklorystykę Europy pierwszej połowy XIX wieku, a także unaukowioną folklorystykę przełomu XIX i XX stulecia. W Polsce atmosfera romantycznego entuzjazmu dla amatorskiego kolekcjonerstwa tzw. twórczości gminnej,
cechowała pokolenie następców Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego38, stanowiące
w drugim ćwierćwieczu 19. stulecia elitę intelektualną i bohemę artystyczną,
uprawiającą – by użyć dzisiejszego określenia – swoisty folkloryzm na niwie
literackiej, muzycznej i dokumentacyjnej39.
W tej atmosferze wzrastał księgowy Oskar Kolberg, który po opublikowaniu w 1842 roku Pieśni ludu polskiego z akompaniamentem fortepianu, nota bene
głównie ballad, od razu okazał się zbieraczem przewyższającym swoich polskich
poprzedników, a to dzięki założeniu, że należy notować tekst pieśni wraz z melodią, grupować tematycznie i gatunkowo oraz podawać informację o miejscu
znalezienia materiału. Celem społecznym było propagowanie w salonach szlachty i mieszczan pieśni ludowych, odpowiednio „wygładzonych” literacko i muzycznie przez zbieracza.
Rozpoczęte w 1839 r. badania terenowe, które Kolberg kontynuował przez
lat pięćdziesiąt na całym prawie obszarze ziem polskich, a także doskonała orientacja w zbiorach innych kolekcjonerów (polskich i zagranicznych) sprzyjały
podjęciu gigantycznego zadania naukowo-społecznego, jakim miała być kompleksowa charakterystyka polskiego folkloru muzycznego, polegająca na porównaniu wariantów melodycznych tych samych pieśni z różnych regionów. Taki
pogląd przyświecał jego następnej publikacji – Pieśniom ludu polskiego
z 1857 r., zawierającej 910 zapisów własnych i cudzych wraz z odsyłaczami
bibliograficznymi i 10 barwnymi rycinami strojów. Zapis słowny, zbliżony do
języka literackiego okraszany był wyrażeniami gwarowymi, dokumentacja zaś
muzyczna obejmowała zapis jednogłosowy, już bez akompaniamentu instrumentu salonowego.
Jak wiadomo koncepcję tę wkrótce zmienił, łącząc pieśni z obrzędami i innymi przejawami kultury chłopskiej, tym samym przekształcając swe zainteresowania muzykologiczne w kierunku etnograficznym. Dostrzeżenie cechy
__________
38
39
Z. D. C. [Zorian Dołęga Chodakowski]: O Sławiańszczyźnie przed chrzesicjaństwem,
„Ćwiczenia Naukowe” 1818, t. 2, s. 3–32. Por. J. Maślanka: Zorian Dołęga Chodakowski.Jego miejsce w kulturze polskiej i wpływ na polskie piśmiennictwo romantyczne, Wrocław 1965.
Por. H. Kapełuś, J. Krzyżanowski (red.): Dzieje folklorystyki polskiej 1800–1863. Epoka
przedkolbergowska, Ossolineum 1970.
197
zmienności pieśni, jak i forma edycji materiału stanowiły istotne novum. W miarę przybywania dokumentacji terenowej Kolberg zmienił również swe założenia
badawcze, tworząc – jako pierwszy w Polsce i w Europie – model regionalnej
monografii etnograficznej zwanej serią i oznaczaną seryjnym numerem, którą –
na przykładzie Sandomierskiego – z roku 1865 zainicjował swe dzieło życia pod
zbiorowym tytułem Lud, jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce. Tytuł ten eo ipso stanowi
pojęcie i enumeracyjną definicję folkloru, a także jego klasyfikację.
W czasie więc II poł. XIXw, gdy Kolberg kontynuował swe niezwykłe
dzieło zbierackie i edytorskie, Europie przybywali, co próbowaliśmy wykazać,
nowi zbieracze i interpretatorzy kultury tradycyjnej, kładący nacisk na autentyzm
przekazu i lokalizację materiału oraz metodologię badań. Impulsem historycznym były ruchy wolnościowe, jak również pozytywistyczny scjentyzm i postępująca demokratyzacja życia społecznego. Coraz częściej zbieraniem i dokumentowaniem folkloru zajmowali się – wspierani przez światłe środowiska społeczne
– uczeni różnych specjalności, głównie zaś polihistorzy i antropolodzy oraz
filolodzy skupieni wokół ośrodków uniwersyteckich i nowo powstających towarzystw naukowych, a także rozwijających się na całym kontynencie muzeów
i czasopism kulturalnych. Zróżnicowane pojęcie „kultury” i „cywilizacji”, dostrzeżenie wędrówki wątków folklorystycznych, rozwój, ale też upadki, różnych
teorii kulturowych, od mitologicznej, poprzez genetyczno-antropologiczną, typologiczną, socjo-historyczną, geograficzno-historyczną i filologiczną, zarówno
w aspekcie lingwistycznym, jak i komparatystycznym nadawały pracom nad
folklorem określony wymiar lokalny i ponadlokalny.
Mając powyższe tło na uwadze, należy stwierdzić, że dzieło dokumentacyjne Kolberga stanowi pomost między amatorską i profesjonalną folklorystyką
polską. Za życia swojego Kolberg wydał ze swej ogromnej, prawie stuwoluminowej spuścizny dwa tomy pieśni i 13 monografii regionalnych w ramach 32
tomów, na które składało się 12.500 pieśni wraz z melodiami, 1.250 podań, 670
bajek, 2.700 przysłów, 340 zagadek, 15 widowisk i tańców oraz liczne szkice
i ryciny. Dorobek ten – choć niedostatecznie spopularyzowany za granicą – wraz
z pośmiertnie wydawanymi tomami zbieracza zapewnia mu czołowe miejsce
w europejskich dziejach dokumentalistyki folklorystycznej.
Summary
In the introduction to the article, the author sketches the European background of the term “folklore” (coined by Thoms in 1846) and its historical and
aesthetic Polish determinants. Folk culture in Poland was basically a peasant
phenomenon that preserved its archaic character until deep into the 19th century
due to persistence of serfdom.In that era, the collections of folk-cultural artifacts
198
were considered as a patriotic and romantic task within Europe, but particularly
in a country that had lost its independence.This article presents author’s overview
to the main European folklore collectors of the19th century and underlines that
the Polish folklore collector Oskar Kolberg was one of the biggest in Europe. His
unprecendented activity left panoramic and systematic ethnographical materials
of Polish folk culture in his monumental life work called Lud… His 92 volumes
of Complete Works have been fully edited posthumously.
199
Grażyna Ewa Karpińska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
Dziedzictwo w cyfrowym archiwum: fotografie robotników
w repozytorium cyfrowym
Konkurs
Pierre Nora, mówiąc o przyśpieszeniu historii, wyjaśniał, że coraz szybsze
ześlizgiwanie się teraźniejszości w przeszłość historyczną jest wskazówką umacniającą powszechne przekonanie, że wszystko, co wytworzyła przeszłość może
zniknąć1. Sytuacja ta jest impulsem dla obsesyjnego tworzenia archiwów w celu
całościowego zapisu historii, „całkowitej konserwacji teraźniejszości i absolutnego ocalenia przeszłości”, albowiem „Strach przed błyskawicznym i ostatecznym zniknięciem łączy się z niepokojem o sens teraźniejszości i niepokojem
o to, czy przyszłość da o niej najdrobniejsze świadectwo, najskromniejszy ślad
[…]”2. Uczony uważa, że nadszedł kres spontanicznej pamięci, która „schroniła
się w gestach i zwyczajach, umiejętnościach przekazywanych przez niepisane
tradycje, w samowiedzy, naturalnych odruchach i głęboko zakorzenionych
wspomnieniach”3. Nora pisze o skutecznie rozwijającej się w naszej epoce pamięci nowoczesnej, będącej pamięcią zapośredniczoną, która jest „świadoma
i przemyślana, przeżywana jako obowiązek, nie jest spontaniczna; jest psychologiczna, indywidualna i subiektywna; ale nigdy nie społeczna, zbiorowa lub
wszechogarniająca”4. Tą nowoczesną pamięcią jest pamięć archiwalna opierająca
się „na materialności śladów, bezpośredniości danych, widzialności obrazu”,
której „powołaniem” jest rejestrowanie wszystkiego i która zrzuca na archiwum
odpowiedzialność za pamiętanie5.
W Polskim słowniku archiwalnym z 1974 r. przeczytamy, że archiwum to
„instytucja […] powołana do kształtowania, zabezpieczania, gromadzenia, opracowywania oraz trwałego przechowywania i udostępniania materiałów archiwal-
__________
1
P. Nora, Between Memory and History: les lieux de mémoire, tłum. M. Roudebush, „Representations”, 1989, no 26 (Spring), s. 7.
2
Tamże, s. 13.
3
Tamże.
4
Tamże.
5
Tamże, s. 13 i nast.
201
nych”6. Definicja ta mówi o materialnych zasobach archiwum istniejącego
w fizycznej przestrzeni: o archiwum-instytucji, archiwum-miejscu – magazynie
z określonymi zbiorami udostępnianymi w przestrzeni publicznej7. Oprócz archiwum-instytucji istnieje dziś jeszcze inna postać archiwum, która pojawiła się
wraz z ekspansją otwartego systemu, jakim jest Internet oraz sieć World Wide
Web. Jest to archiwum rozumiane metaforycznie – archiwum-magazyn nieograniczone fizycznymi granicami, bez realnego miejsca z niematerialnymi i nieogarnialnymi zasobami, to „archiwum bez ścian”8, z którego korzysta człowiek
zasiadający „w fizycznej przestrzeni, niejako sprywatyzowanej”9. Jego najprostszą egzemplifikacją są licznie powoływane do życia przez konkretne instytucje
(muzea, organizacje pozarządowe, instytuty naukowe) repozytoria cyfrowe, które
digitalizują swoje zbiory i udostępniają je w sieci. Jednym z nich jest repozytorium cyfrowe fotografii „Robotnicy w XIX i XX wieku”, budowane od 2012 r.
na UŁ w ramach projektu finansowanego przez Narodowy Program Rozwoju
Humanistyki10.
Repozytorium cyfrowe fotografii „Robotnicy w XIX i XX wieku” powstaje
w oparciu o zgromadzony w archiwum naukowym Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ zespół około 10 tys. reprodukcji fotografii i ich opisów
pochodzących z konkursu „Fotografia robotnicza”, ogłoszonego w 1985 r. przez
redakcje tygodników „Przekrój” i „Polityka” oraz kwartalnika „Fotografia”.
Fotografie przedstawiają robotników i ich rodziny – ludzi pracujących fizycznie
w przemysłowych zakładach lub mających prawny status robotników zatrudnionych w różnych przedsiębiorstwach, również w rolnictwie czy w leśnictwie,
wymienionych z imienia i nazwiska, którzy budowali miasta i fabryki, port
gdyński i magistralę węglową Śląsk – Gdynia, zakładali wodociągi i elektrownie,
__________
6
7
8
9
10
Wybrane terminy z Polskiego Słownika archiwalnego pod red. Wandy Maciejewskiej,
Warszawa 1974 – http://www.archiwa.gov.pl/pl/materiay/725-slownik-archiwalny.html
[dostęp: 10.06.2014].
Przypomnę, że funkcja udostępniania nie była przez całe wieki znana archiwom, tworzonym przecież już od średniowiecza przez władze królewskie, państwowe, miejskie, kościelne oraz klasztory, również przez osoby prywatne. Zob. K. Pomian, Przeszłość jako
przedmiot wiedzy, Wydawnictwo UW, Warszawa 2010, s. 158–178.
Termin Erica Ketelaara, zob. E. Ketelaar, Archiefdienst zonder muren: Archives without
walls, [w:] Archieven in Europa: Een toekomstbeeld. Miscellanea Archivistica Studia,
Algemeen Rijksarchief, Brussels 1998, s. 7–9,
http://www.agad.archiwa.gov.pl/electro/ketelaar.html [dostęp: 15.06.2014].
I. Kurz, Powrót do archiwów, „Kultura Współczesna. Teoria. Interpretacje. Praktyka”,
2011, nr 4, s. 7–8.
Tworzenie tego repozytorium cyfrowego jest to praca naukowa finansowana w ramach
programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki” w latach 2012–2015, numer rejestracyjny projektu 11H 11 009480.
202
układali drogi; są zdjęcia działaczy ruchu zawodowego i robotniczego, załóg hut,
kopalń i fabryk, robotników pracujących przy maszynach, świętujących w kręgu
rodzinnym w domu, spacerujących na ulicy, odpoczywających poza miastem,
przebranych w mundury różnych armii w czasie pierwszej wojny światowej; są
ich zdjęcia szkolne, komunijne, ślubne, z chrztów i pogrzebów; są fotografie
z przymusowej pracy w niemieckich fabrykach podczas drugiej wojny światowej, z emigracji za chlebem do kopalń francuskich i fabryk za oceanem na przełomie XIX i XX w. i w okresie międzywojennym. W zbiorze znajdują się zbierane latami, niekiedy od końca ubiegłego wieku, kolekcje rodów górniczych,
kolejarskich, murarskich, rodzin włókienników. Najstarsze zdjęcie pochodzi
z 1881 r., a przedstawia hutnika z Siemianowic z rodziną, najmłodsze zdjęcia
zostały zrobione w latach osiemdziesiątych XX w., mimo że organizatorzy konkursu wyznaczyli 1945 r. jako cezurę końcową.
Większość zdjęć jest opisana zgodnie z wytyczonym przez jury konkursu
schematem: 1. data wykonania zdjęcia (rok, miesiąc, dzień); 2. kogo bądź co ona
przedstawia; 3. jakie zdarzenie dokumentuje; 4. gdzie wykonano zdjęcie; 5.
gdzie mieszkały osoby przedstawione na zdjęciu; 6. skąd pochodziły; 7. gdzie
były zatrudnione, w jakiej fabryce, warsztacie, na jakim stanowisku; 8. dalsze
losy osób występujących na zdjęciu; 9. jeśli zdjęcie przedstawia budynek mieszkalny lub fabryczny zrobić jego dokładny opis – gdzie się znajdował, do kogo
należał, kto w nim pracował; 10. kto wykonał zdjęcie. Opisy w wielu przypadkach przybrały formę sag rodzinnych, spisywano historie fabryk i warsztatów
pracy, również osób w nich zatrudnionych11.
Kolekcja dotyczy robotników – środowiska, które etnografowie, skoncentrowani na społecznościach wiejskich, plemiennych i kulturze ludowej, w latach
sześćdziesiątych XX w. i późniejszych uczynili przestrzenią swych zainteresowań. Liczne badania prowadzone przy użyciu różnych teorii, pojęć i modeli
badawczych podporządkowane były stawianym wówczas zadaniom opisania
„swoistości kultury robotniczej” do 1939 r. i relacji tej kultury do tradycyjnej
kultury ludowej. Ich efektem są nie tylko publikowane prace, lecz również bogaty materiał zebrany w terenie w postaci wywiadów, zdjęć czy obserwacji i złożony w archiwach muzeów oraz instytutów naukowych12. Zbiór fotografii robotniczych pochodzących z konkursu i zgromadzonych w archiwum Instytutu
Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ jest ich dopełnieniem. Od chwili gdy
__________
11
12
G. E. Karpińska, Stare źródła w nowych mediach. O repozytorium cyfrowym zbioru „Robotnicy w XIX i XX wieku”, [w:] Toruńskie Konfrontacje Archiwalne. T. 4. Archiwa i archiwistyka w późnonowoczesnym kontekście kulturowym, pod red. W. Chorążyczewskiego,
W. Piaska, A. Rosy, Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń [w druku].
Tylko w archiwum Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ znajduje się zbiór
liczący ok. 3 tysiące fotografii (wraz z reprodukcjami) oraz ok. 1100 materiałów terenowych (wywiadów, wspomnień, obserwacji).
203
zdjęcia te opuściły prywatne albumy i swoich właścicieli, zmieniły swój status
i w wyniku różnych poczynań stały się składowymi publicznego dziedzictwa
kulturowego, czyli spuścizny zakorzenionej w przeszłości i odsyłającej do przeszłości określonego środowiska, wspomagającej rozpoznawanie przeszłej, ale
i obecnej rzeczywistości kulturowej, zostały uznane za warte zachowania i przekazania następnym pokoleniom13.
Fundamentalną cechą dziedzictwa nie jest forma czy typ zasobów, lecz
proces. „Dziedzictwem jest wszystko to, co współcześni wybierają z przeszłości,
jaką sami wykreowali na użytek czasów obecnych lub w celu przekazania potomnym” – powiada Gregory J. Ashworth14. Poniżej przedstawię działania odbywające się wokół konkursowego zbioru fotografii i jego dotyczące, biorące
udział w tworzeniu jego wartości historycznej. Każdy z tych zabiegów, będący
przecież efektem, wspomnianego na początku tego tekstu, coraz bardziej wzmożonego zainteresowania przeszłością i rejestrowania jej śladów, w jakimś stopniu
decydował o losach zbioru i był określonym wyborem uzależnionym nie tylko od
możliwości finansowych, przepisów prawnych, interesów politycznych i decyzji
urzędników, lecz również od pełnionych ról, statusu społecznego i zainteresowań
osób wchodzących w skład środowiska eksperckiego (historyków, etnografów,
a później etnologów i antropologów kulturowych, socjologów, muzealników,
fotografów, informatyków i in.), co nadawało spuściźnie określony kształt
i znaczenie.
Fotografie
Zanim fotografie zostały wysłane na konkurs, stanowiły część zbiorów domowych przechowywanych i oglądanych w albumach, gromadzonych „na pamiątkę”, by zaświadczać ciąg pokoleń, przypominać ludzi bliskich, zmarłych lub
żyjących w oddaleniu, dostarczać wzruszeń i wspomnień. Sławomir Sikora proponuje świat fotografii prywatnych traktować „jako świat imion własnych,
szczególnie jeśli cofniemy się nieco w czasie, kiedy to fotografia nie była jeszcze
tak powszechna, by nie rzec pospolita. Byłby to świat, w którym fotografia zachowała magiczną moc, zachowała silną więź ze swoim odniesieniem, zachowa-
__________
13
14
Por. E. Nieroba, A. Czerner, M.S. Szczepański, Flirty tradycji z popkulturą. Dziedzictwo
kulturowe w późnej nowoczesności, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2010, s.
39 i nast.
G. J. Ashworth, Sfragmentaryzowane dziedzictwo: sfragmentaryzowany instrument sfragmentaryzowanej polityki, tłum. M. Myszkiewicz. [w:] Dziedzictwo kulturowe XXI wieku.
Szanse i wyzwania, pod red. M. Murzyn, J. Purchli, Międzynarodowe Centrum Kultury,
Kraków 2007, s. 32.
204
ła silne ontologiczne znamię”15. Roch Sulima, komentując pokonkursowy zbiór
fotografii chłopów polskich16, podkreślał, że fotografia, którą interpretowano
jako „cień” osoby17, była substytucją przedstawianej postaci, „zastępowała osoby
same”18. Pisał, że fotografia jako zjawisko kulturowe jest „«znakiem» uwikłanym w «naturalne konteksty», realne sytuacje życiowe, a jej pełna treść istnieje
za sprawą opowieści rodowodowych, kronik domowych i lokalnych, życiorysów,
listów, «nowin», plotek, rzadziej dedykacji. […] Chociaż fotografia podważyła
monopol na prawdę słowa mówionego (prawdę autopsji) to jednak «opowieść»
(narracja słowna) ma wciąż pozycję dominującą, ale – w dawaniu «świadectw»,
głoszeniu «prawdy świadka», pozycję już nie wyłączną, nie jedyną”19. Możemy
zatem rzec, że pamięć uobecnia się nie tylko za pomocą słów, lecz również za
pomocą obrazu i rzeczy: w omawianym przeze mnie przypadku fotografia
uobecnia się jako pamiątka. Taki przedmiotowy status nadaje fotografii praca
pamięci, czyli wspomnienia i nostalgia20, które materializując się, zatrzymując
czas i blokując proces zapominania21 bardziej niż słowa należą do kogoś, są też
słów potwierdzeniem nadając im wymiar prawdy i oczywistości22.
Wystawa
Konkurs na fotografie robotnicze pomyślany był jako etap do realizacji wystawy będącej drugą częścią wielkiego albumu „Rodzina człowiecza w Polsce”23,
którego tytuł nawiązywał do jednej z najważniejszych wystaw światowych
Edwarda Steichena „Family of Man” (Nowy York, 1955). Organizatorzy konkursu prosili o nadsyłanie prywatnych, oryginalnych zdjęć z albumów rodzin__________
15
16
17
18
19
20
21
22
23
S. Sikora, Między przezroczystością a nieprzezroczystością: aporia fotografii, [w:] Antropologia wobec fotografii i filmu, pod red. G. Pełczyńskiego, R. Vorbicha, Biblioteka
Telgte, Poznań 2004, s. 11.
Chodzi o konkurs „Fotografia polskiej wsi do 1948 roku” zorganizowany w 1983 r. przez
redakcje tygodnika „Nowa Wieś” oraz kwartalnika „Fotografia”.
Zob. też Z. Toczyński, Prawda w fotografii, [w:] Nowe media w komunikacji społecznej
w XX wieku. Antologia, pod red. M. Hopfinger, Oficyna Naukowa, Warszawa 2005, s. 53–
55.
R. Sulima, Album „cieni”. Słowo i fotografia w kulturze ludowej, [w:] tenże, Słowo i etos.
Szkice o kulturze, Fundacja Artystyczna Związku Młodzieży Wiejskiej „Galicja”, Kraków
1992, s. 120, 122.
Tamże, s. 118–119.
B. Frydryczak, Świat jako kolekcja. Próba analizy estetycznej natury nowoczesności,
Wydawnictwo Fundacji Humaniora, Poznań 2002, s. 175.
Por. P. Nora, dz. cyt., s. 19.
Z. Toczyński, dz. cyt., s. 51.
Pierwszą była wystawa „Fotografia chłopów polskich” powstała w wyniku ogłoszonego
w 1983 r. konkursu.
205
nych, „obrazujących kształtowanie się klasy robotniczej na ziemiach polskich aż
po rok 1945, rok nacjonalizacji przemysłu w Polsce, i pierwsze lata odbudowy
kraju”24. Część fotografii zaprezentowano na wystawie pokonkursowej w maju
1989 r. w warszawskiej Galerii Zachęta25. Była to druga wystawa fotografii
robotniczej w Polsce; pierwsza została zorganizowana przez Zawodowy Związek
Pracowników Fotograficznych w grudniu 1936 r. w Muzeum Przemysłu Artystycznego we Lwowie26 i miała na celu rozwinięcie ruchu amatorskiego wśród
robotników27. Celem drugiej wystawy było odtworzenie zbiorowego historycznego portretu robotniczego zarejestrowanego na dawnej fotografii28. Scenariusz
wystawy tak rozpisano, by był zgodny z historią kraju: poprzez fotografie pokazywano dzieje robotnicze pod zaborami, w Drugiej Rzeczpospolitej, podczas
pierwszej i drugiej wojny światowej29. Oprócz zdjęć nadesłanych na konkurs na
wystawie znalazły się również wydobyte z muzealnych magazynów fotografie
poświęcone pracy pochodzące z połowy XIX w. i okresu międzywojennego.
Wystawie towarzyszyły komentarze historyków – konsultantów jury konkursu. Podkreślali oni znaczenie nadesłanych na konkurs fotografii jako źródła
wykorzystywanego przez badaczy historii gospodarczej lub ruchu robotniczego,
pełniącego rolę uwierzytelniającą wydarzenie czy sytuację, dokumentującego to
„jak rzeczywiście było” (codzienne życie, pracę i działalność społeczno-polityczną robotników) oraz uzasadniającego tezy historyczne30.
Nowe życie fotografii: status dokumentu
Po zakończeniu konkursu, ogłoszeniu wyników i zdemontowaniu wystaw,
jury konkursu zadecydowało, że zdjęcia i ich opisy zostaną przekazane do archiwum naukowego Instytutu Etnologii (dziś Instytut Etnologii i Antropologii Kul-
__________
24
25
26
27
28
29
30
A. Garlicka, Druga wystawa fotografii robotniczej, [w:] Robotnicy. II wystawa fotografii
robotniczej. Zdjęcia z lat 1881–1946. Katalog wystawy, pod red. M. Kurasiak, Wydawnictwo Centralnego Biura Wystaw Artystycznych, Warszawa 1989, s. 7.
Wystawę pokazano również w Częstochowie, Krakowie, Sosnowcu i Łodzi.
Na wystawie pokazano 120 prac. Przeważały „reportaże z osiedli robotniczych, portrety
robotników i zdjęcia przy pracy, ale nie były to zdjęcia robione w fabrykach”. Zob. A. Garlicka, dz. cyt., s. 7.
Tamże.
Tamże.
Robotnicy. II wystawa fotografii robotniczej. Zdjęcia z lat 1881–1946. Katalog wystawy,
pod. red. M. Kurasiak, Wydawnictwo Centralnego Biura Wystaw Artystycznych, Warszawa 1989.
Tamże. Więcej na ten temat G.E. Karpińska, dz. cyt.
206
turowej) UŁ. W Instytucie zostały one zreprodukowane31, czyli sfotografowano
je za pomocą tradycyjnego aparatu fotograficznego, a klisze poddano procesowi
chemicznemu. Reprodukcja każdej takiej fotografii umocowanie ontologiczne
ma w analogowej bazie, czyli na celuloidowej błonie fotograficznej, a efektem
jest powstanie pojedynczego zdjęcia. Każde zdjęcie, sprowadzone do jednego
wymiaru, wywołane zostało na papierze i powkładane w odpowiednio opisane
koperty32. Innymi słowy, fotografie zostały zarchiwizowane i otrzymały status
dokumentu archiwalnego. Michel de Certeau pisał o dokumentowaniu jako geście „«odłożenia na bok», zgromadzenia, a więc zamiany w «dokumenty» pewnych obiektów napotkanych w inny sposób. […] W rzeczywistości polega on na
«wytworzeniu» określonych dokumentów poprzez kopiowanie, przepisywanie
lub fotografowanie, a tym samym zmianę przypisanego im miejsca i statusu”33,
czyli – to dalej de Certeau – chodzi o przemianę „pewnej rzeczy, która posiadała
swój status i swoją rolę, w inną rzecz funkcjonującą w inny sposób”34. Fotografie-rzeczy (pamiątki rodzinne) przechodząc do archiwum naukowego stały się
zarchiwizowanymi rzeczami-dokumentami. Archiwum dla nich stało się domem
(umieszczono je w domowym areszcie – jakby powiedział Derrida), a pieczę nad
nimi i ich znaczeniami, czyli prawem do ich objaśniania i ustalania porządku,
przejęli ci, którzy reprezentowali władzę35. Przemianie uległy też fotografieobrazy: już na wystawie w warszawskiej Zachęcie przestały być tym, czym były
dla swoich, dla bliskich krewnych czy dzieci, czyli, jak pisał Jan Szczepański
w przedmowie albumu o fotografii chłopów polskich, „skoncentrowaną przeszłością, zbitką wspomnień dawnych radości i łez”36. Zmieniły one stosunek
własności: ze sfery prywatnej przeszły do sfery publicznej i otrzymały publiczny
charakter, przez co „zatarciu uległa różnica między głównie «informacyjną»
retoryką obrazu a tą «sentymentalną»” i została ustanowiona między nimi relacja
„abstrakcyjnej wizualnej równoważności”37. W obcych już nie wywołują emocji,
są dla nich obojętnymi obrazkami, dokumentami potwierdzającymi to, co przed-
__________
31
32
33
34
35
36
37
W archiwum Instytutu są kopie oryginałów – „prawdziwe” fotografie, jako przedmiot
materialny, zostały odesłane właścicielom.
Na kopercie umieszczono nazwę obszaru, z którego materiał pochodzi oraz numer inwentarzowy nadany w archiwum IEiAK UŁ.
M. de Certeau, Pisanie historii. Ustanawianie źródeł i redystrybucja przestrzeni, tłum. P.
Mościcki, [w:] Tytuł roboczy: archiwum # 3, pod red. M. Ziółkowskiej, A. Leśniaka, ms2
Muzeum Sztuki, Łódź 2009, s. 4.
Tamże, s. 5.
Zob. J. Derrida, Archive Fever: A Freudian Impression, tłum. E. Prenowitz, „Diacriticts”
1995, vol. 25, no 2, s. 9–10, http://beforebefore.net/149a/w11/media/Derrida-Archive
_Fever_A_Freudian_Impression.pdf [dostęp: 05.06.2014].
J. Szczepański, [w:] Fotografia chłopów polskich, pod. red. M. Bijak, A. Garlickiej, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1993, s. 6.
A. Sekula, Społeczne użycia fotografii, tłum. K. Pijarski, Wydawnictwo UW, Warszawa
2010, s. 118.
207
stawiają38. Paul Ricoeur powiedziałby, że jak tylko przeszły przez drzwi archiwum pogrążyły się „w masie dokumentów, które wcale świadectwami nie są”;
zostały też poddane krytyce i konfrontacji z innymi dokumentami i świadectwami39. Akt archiwizacji został dokonany w celu przechowania ich dla ponownego
użycia w przyszłości i dla pamięci następnych pokoleń, co nie oznacza nieobecności zdjęć rozumianych jako rzeczy. Archiwizacja oddzieliła fotografiedokumenty od bezpośredniego odziaływania teraźniejszości40 – zamknięto je
w szufladach na kilkanaście lat. Ponadto otrzymały status reprodukcji, reprodukcja zaś – jak powiedział Walter Benjamin – umożliwiła „oryginałowi wyjście
naprzeciw oglądającemu”41, co dało fotografiom nowe życie. Digitalizacja
i umieszczenie w repozytorium – to kolejna zmiana ich statusu i nadanie zbiorowi innego kształtu.
Nowy status dokumentu: skany i pliki
Digitalizacja – dziś podstawowe narzędzie archiwizacji, to „proces społeczny, którego elementem jest remediacja i udostępnianie online artefaktów
dziedzictwa historycznego w postaci obiektów cyfrowych – plików, skanów”42.
Digitalizacja fotografii analogowej odbywa się poza aparatem fotograficznym,
w skanerze, który przekazuje obrobiony materiał dalej – do komputera. Innymi
słowy, fotografia analogowa, definiowana przez drobne ziarniste sploty, wiązki
światła, zostaje przekształcona w obraz składający się z pikseli, będących elementarnymi cząstkami obrazu monitorowego. Fundament bytowy fotografii
cyfrowej nie jest umocowany – jak w przypadku tradycyjnej fotografii – w konkretnym, fizycznym materiale i procesach fotochemicznych, lecz w rzeczywistości numerycznej. Stanowi ona powłokę43, przez którą trudno dotrzeć do przed-
__________
38
39
40
41
42
43
Proces ten opisuje Siegfried Kracauer w eseju o fotografii: S. Kracauer, The Mass Ornament. Weimar Essays, tłum. Th.Y. Levin, Harvard University Press, Cambridge – London
1995, s. 47–49.
P. Ricoeur, Pamięć, historia, zapomnienie, tłum. J. Margański, Universitas, Kraków 2007,
s. 194.
W. Ernst, Archiwum, przechowywanie, entropia. Tempor(e)alność fotografii, tłum. M.
Skotnicka, [w:] Archiwum jako projekt. The Archive as Project, tłum. M. Skotnicka, pod
red. K. Pijarskiego, Fundacja Archeologia Fotografii, Warszawa 2011, s. 67.
W. Benjamin, Twórca jako wytwórca. Eseje i rozprawy, tłum. R. Reszke, Wydawnictwo
KR, Warszawa 2011, s. 27.
M. Wilkowski, Zwrot cyfrowy w edukacji historycznej, https://docs.google.com/document/
pub?id=13re0ciTIqXctMwjpDy4vXxqpp5D9yf7C8965xZB6vdI [dostęp: 16.06.2014].
Termin wprowadzony przez Derricka de Kerckove. Zob. D. de Kerckhove, Powłoka kultury. Odkrywanie nowej elektronicznej rzeczywistości, tłum. W. Sikorski, P. Nowakowski,
Wydawnictwo Mikom, Warszawa 1996.
208
miotów materialnych, aby zaś była zrozumiała dla człowieka, musi on zastosować odpowiedni program do jej odczytu. Jak pisze Piotr Zawojski fotografii
cyfrowej można przypisać stan immaterialności w rozumieniu Jeana-Françoisa
Lyotarda, czyli stan, w którym poprzez „permanentne i wszechobecne mediatyzowanie rzeczywistości w coraz mniejszym stopniu mamy kontakt z bytami
materialnymi”44.
Digitalizacja jest kreacją lub taką kreację umożliwia, a obrazy cyfrowe są
iluzyjne – piszą badacze. W warstwie komputerowej ich rzeczowość zniknęła –
w repozytorium cyfrowym już nie są one rzeczami-dokumentami archiwalnymi,
lecz stały się skanami i plikami. Foto-grafia, czyli pisanie światłem, zmieniła się
w foto-dane45. I z jednej strony, jak pisze badacz współczesnej kultury mediów –
Lev Manovich, w warstwie wizualnej fotografie ciągle mają strukturę, która jest
dla czytelnika rozpoznawalna i ma sens, z drugiej zaś – są po prostu danymi
komputerowymi, czyli czymś, „co zapisywane jest w plikach, przechowywane
w bazach, pobierane i sortowane, przepuszczone przez algorytmy i zapisywane
do urządzenia wyjściowego”46. Innymi słowy, ich struktura została „poddana
przyjętym konwencjom komputerowej organizacji danych”, przez co należą one
„raczej do swoistej kosmogonii komputerowej niż do skarbnicy ludzkiej kultury”47. Manovich mówi o warstwie komputerowej, która rządzi się swoją ontologią, epistemologią i pragmatyką48. Żeby poruszać się po niej swobodnie trzeba
odwołać się do informatyki. Jest to wiedza niedostępna dla zespołu tworzącego
repozytorium cyfrowe „Robotnicy w XIX i XX wieku”, a składającego się
z antropologów, socjologów i historyków, stąd konieczna współpraca z informatykami.
Repozytorium stało się miejscem przechowywania robotniczych fotografii,
które pozostają w dalszym ciągu „ikonami” (obrazami, wyobrażeniami, podobieństwami) określonej kultury – kultury robotników, dalej dokumentują upływ
czasu i sposoby fotografowania, minione wydarzenia, sytuacje i osoby, tworzą
narrację będącą opowieścią o przeszłym świecie, co znaczy, że za ich pomocą
można opowiedzieć jakąś historię49. Jednakże digitalizacja i umieszczenie
w repozytorium cyfrowym nadały zdjęciom nowy status: uznano je za szczególnie ważne i istotne, a to jest przecież kolejne „wyjście naprzeciw oglądającemu”
i, jak się wydaje, wyjście rzeczywiste, bo w przeciwieństwie do fotografii
__________
44
45
46
47
48
49
P. Zawojski, Elektroniczne obrazoświaty. Między sztuką a technologią, Wydawnictwo
Szumacher, Kielce 2000, s. 71.
J. Baudrillard, Fotografia, czyli świetlny zapis, tłum. B. Jabłońska, [w:] Fotospołeczeństwo.
Antologia tekstów z socjologii wizualnej, pod red. M. Boguni-Borowskiej, P. Sztompki,
Wydawnictwo Znak, Kraków 2012, s. 381.
L. Manovich, Język nowych mediów, tłum. P. Cypryański, Wydawnictwa Akademickie
i Profesjonalne, Warszawa 2006, s. 117.
Tamże, s. 114–115.
Tamże, s. 115–116.
Więcej o tym G.E. Karpińska, dz. cyt.
209
umieszczonych w tradycyjnym archiwum, pozwala im wyjść z archiwalnej szuflady do większej publiczności i być dostępnymi dwadzieścia cztery godziny na
dobę przez cały tydzień; ponadto digitalizacja jest formą nobilitowania tych
obrazów, które zamieniono na cyfrowe50. Nie zapomnijmy też, że cyfrowa rzeczywistość oddala fotografie-rzeczy i ich opisy od ich dawnego kontekstu i nadaje im nową wartość51.
Repozytorium – forma przechowywania przeszłości
Digitalizacja zmusiła do wprowadzania zmiany w tradycyjnym modelu myślenia o archiwach, ich funkcjonowaniu i doświadczaniu przez badaczy. Eksplozja w XXI w. archiwów cyfrowych działających w świecie pełnej dostępności
w trybie „access for all” i „open access”, ułatwiających korzystanie z licznych
materiałów archiwalnych tradycyjnie trudno dostępnych (na przykład poprzez
serwisy umożliwiające przeszukiwanie w jednym oknie wiele repozytoriów
i bibliotek cyfrowych) oraz umożliwiających stosowanie nowych narzędzi
w pracy badawczej, także liczne programy pozwalające na sprawne zarządzanie
zbiorami źródeł i literatury, stoją w coraz większej sprzeczności z ideą archiwów, albowiem – jak twierdzi Marcin Napiórkowski – „każde archiwum epoki
cyfrowej musi mierzyć się z paradoksem, w ramach którego «udostępnić wszystko» znaczy: przestać istnieć jako archiwum […] w dawnym kształcie”. Usunięte
zostały obowiązujące zasady organizujące archiwa w fizycznej przestrzeni, co
powoduje, że „nie możemy już dłużej mówić ani o zbiorach dokumentów, ani
o zasadach dostępu”52. Zmiana formy przechowywania przeszłości poddaje
w wątpliwość stosowanie rozgraniczeń pomiędzy archiwami tradycyjnymi
a internetowym magazynowaniem materiałów53. Nie tylko foto-grafia zmieniła
się w foto-dane, lecz „archiwum fotograficzne zmienia się w postfotograficzną
__________
50
51
52
53
M. Krajewski, Fotografie jako przedmioty, [w:] Do zobaczenia. Socjologia wizualna
w praktyce badawczej, pod red. J. Kaczmarka, Wydawnictwo UAM, Poznań 2008, s. 119.
Zob. G. E. Karpińska, dz. cyt..; zob. też M. Wilkowski, Co się dzieje z archiwum w internecie? Kilka wątków teoretycznych, [w:] Archiwistyka społeczna. Podręcznik, pod red. K.
Ziętal, Ośrodek KARTA, Warszawa 2013, s. 53–58.
M. Napiórkowski, Prawda archiwów, „Kultura Współczesna. Teoria. Interpretacje. Praktyka” 2011, nr 4, s. 19. To stwierdzenie jest dyskusyjne. W przypadku omawianego repozytorium dostępność do niego jest reglamentowana (tylko za pośrednictwem terminali znajdujących się w sieci lokalnej UŁ), poza tym jego administrowanie przeciwdziała użyciom
niezgodnym z prawem autorskim.
Zob. np. E. Ketelaar, Archives in the Digital Age: New Uses for an Old Science, „Archives
& Social Studies: A Journal of Interdisciplinary Research”, 2007, vol. 1, s. 167–191,
http://archivo.cartagena.es/files/36-168-DOC_FICHERO1/10-ketelaar_archives.pdf
[dostęp: 16.06.2014].
210
transmisję danych. Cyfryzacja fotografii umożliwia zatem jej implementację do
świata digitalnego”, a to jest podstawą do włączenia jej w uniwersum cyfrowych
technicznych obrazów oraz tekstów, muzyki, grafiki – słowem wszystkich mediów cyfrowych54. Przeszukiwanie zbiorów odbywa się już bez pomocy archiwisty – czytelnik sam konstruuje swoje wyobrażenia na temat przeszłości wyszukując lub wpisując odpowiednie słowa. Zbiory tworzone są na komputerze
i rozpowszechniane przez komputery, archiwizowane i zapisywane na komputerach55, w wyniku czego utracony został bezpośredni kontakt z materiałem archiwalnym. Marcin Wilkowski pisze wręcz o „perspektywie kryzysu władzy archiwum nad definiowaniem porządku korzystania ze zbiorów czy nawet jako
o przejawie końca pewnego etosu pracy w archiwum, opartego na doświadczeniu
bezpośredniego kontaktu z historycznymi dokumentami, teraz dostępnymi online”56.
Tradycyjna budowa archiwum polega na tworzeniu spisu dokumentów
i klasyfikowaniu ich. W mediach cyfrowych porządkowanie archiwum jest regulowane za pomocą algorytmów57, a sposób organizowania zbiorów przede
wszystkim jest wyznaczany przez oprogramowanie. Zbiorami fotograficznymi
i ich opisami w repozytorium fotografii robotników zarządza dLibra – nowoczesny system umożliwiający tworzenie profesjonalnych bibliotek i repozytoriów
cyfrowych oraz udostępniający ich zasoby innym osobom i systemom w Internecie58.
DLibra stanowi część warstwy komputerowej, która modeluje repozytorium
poprzez między innymi funkcje wyszukiwania, dopasowywania, sortowania
i filtrowania, przedstawiania danych, także poprzez interfejs. Warstwa komputerowa ściśle współpracuje z warstwą kulturową (semantyczną)59: w naszym przypadku jest nią utworzona na potrzeby projektu baza danych, dzięki której repozytorium nie będzie prostym magazynem spuścizny kultury robotników, w którym
zdjęcia są tylko deponowane, lecz magazynem tak zorganizowanym, by ułatwiać
wyszukiwanie: plikom i skanom nadaje się nazwy, a każdą fotografię indeksuje
__________
54
55
56
57
58
59
P. Zawojski, Sztuka obrazu i obrazowania w epoce nowych mediów, Oficyna Naukowa,
Warszawa 2012, s. 90.
L. Manovich, dz. cyt., s. 115.
M. Wilkowski, Wprowadzenie do historii cyfrowej, Instytut kultury miejskiej, Gdańsk
2013, s. 51, https://docs.google.com/document/pub?id=13re0ciTIqXctMwjpDy4vXxqpp
5D9yf7C8 965xZB6vdI [dostęp: 16.06.2014].
W. Ernst, dz. cyt., s. 76.
Atutem tego systemu jest to, że wymiana danych odbywa się w oparciu o powszechnie dziś
uznane standardy i protokoły, jak na przykład RSS, RDF, MARC, DublinCore, OAI-PMH,
oraz to, że pozwala on na przechowywanie obiektów cyfrowych w dowolnym formacie,
a każdy z nich może być opisany przy pomocy zdefiniowanego w ramach repozytorium zestawu metadanych. Strony www repozytorium cyfrowego opartego o system dLibra są specjalnie przygotowane pod kątem wyszukiwarek internetowych.
L. Manovich, dz. cyt., s. 115.
211
według opracowanego systemu klasyfikacji60. Tak jak w tradycyjnych archiwach
jest określany i narzucamy z perspektywy teraźniejszości sposób „chodzenia” po
przeszłości, z perspektywy teraźniejszości konstruowana jest przeszła rzeczywistość z myślą o przyszłym używaniu zasobów oraz dokonuje się metaforycznego
zawłaszczania przedstawionej rzeczywistości. Znaczy to też, tu wrócę do myśli
wyrażonej na początku tego tekstu, że zbiór fotografii robotników, przyjmując
formę dziedzictwa kulturowego umieszczonego w archiwum naukowym, stał się
konstruktem tworzonym w trakcie gromadzenia, użytkowania, opisywania, podobnie jak konstruktem jest repozytorium. Allan Sekula podkreśla, że żadne
archiwum nie jest neutralne – zawsze uosabia ono „władzę związaną z akumulacją, kolekcjonowaniem, gromadzeniem, a także panowaniem nad słownikiem
i regułami języka”61. Pisze Sekula, że charakter archiwów jest wewnętrznie
sprzeczny: „W ich granicach znaczenie uwalnia się od użycia tylko po to, by na
bardziej ogólnym poziomie zdominował je empiryczny model prawdy”62.
Przeszłość, która przecież nigdy nie jest dla nas dostępna, tworzy konstelacje, które w konkretnym momencie historycznym osiągają „teraz” swej rozpoznawalności. Klasyfikacja z jednej strony ma ułatwić badaczowi poruszanie się
po obrazach i zapisach z przeszłości, z drugiej zaś pamiętajmy, że umieszczone
w repozytorium zdjęcia są postrzegane przez użytkowników Internetu jako pliki,
w związku z tym wskaźnikiem i miarą ich wartości jest „sposób obchodzenia się
z nimi jako z plikami”63, które zwykle umieszcza się w odpowiednich katalogach. Ponadto fotografie oglądane przez Internet charakteryzują się dwoistością.
Z jednej strony użytkownik ogląda je jako zdjęcia dla nich samych, jako obrazy
z przeszłości, odzwierciedlające przeszłą realność; z drugiej zaś strony, jak pisze
Rafał Drozdowski, „ogląda je już również jako (dosłownie i przenośnie rozumiane) linki” odsyłające do innych fotografii umieszczonych w repozytorium, odsłaniające przy tym logikę i strukturę ich wzajemnych powiązań64. Przypomnę, że
istota archiwizacji polega na porządkowaniu poprzez opisywanie, nadawanie
nazw, dobieranie odpowiednich słów kluczowych. Albowiem, jak powiedział
w wywiadzie Lutz Dammbeck – „archiwum musi być użyteczne, to znaczy ktoś
powinien być w stanie je przeczytać i dlatego właśnie potrzebny jest namysł nad
__________
60
61
62
63
64
Podstawą pracy nad tworzeniem zestawu metadanych są podpisy i opisy wykonane przez
właścicieli fotografii oraz opisy zamieszczone na rewersach zdjęć. O strukturze repozytorium fotografii robotniczych zob. G.E. Karpińska, dz. cyt. Zob. też www.lodzregion.
uni.lodz.pl.
A. Sekula, dz. cyt., s. 119.
Tamże, s. 120.
R. Drozdowski, Zdjęcia w sieci. Kierunkująca i na-znaczająca rama prezentacyjna Internetu, [w:] Obrazy w sieci. Socjologia i antropologia ikonosfery Internetu, pod red. T. Ferenca,
K. Olechnickiego, Wydawnictwo Naukowe UAM, Toruń 2008, s. 20.
Tamże, s. 21.
212
jego strukturą […]. W przeciwnym wypadku będzie tylko górą materiału”65.
Można zatem spointować stwierdzeniem Sekuli, że „Fotograf, archiwista, redaktor, kurator […] wszyscy oni mogą twierdzić, że jedynie proponują neutralne
odzwierciedlenie dawno ustanowionego porządku rzeczy. U podstaw tego zawodowego wyparcia leży rodzaj zdroworozsądkowego empiryzmu. Fotografia odzwierciedla rzeczywistość. Archiwum dokładnie kataloguje całość tych odzwierciedleń itd. Nawet jeśliby przyznać – co jest dziś stosunkowo powszechne – że
fotografia interpretuje rzeczywistość, wynikać z tego może, że archiwum dokładnie kataloguje całość interpretacji, i dalej w tym samym duchu. Pieśń o niewinności i odkryciu można śpiewać w dowolnym momencie. Tak więc proces
naturalizacji tego, co kulturowe, […] jest powtarzany i wzmacniany na każdym
poziomie aparatu kulturowego – jeśli nie zostanie przerwany przez krytykę”66.
Podsumowanie
„Fotografie robotników w XIX i XX wieku” to zbiór nie tylko związany
z przeszłością, ale również uobecniający przeszłość, czyli przywołujący ją do
teraźniejszości. Umieszczony w repozytorium cyfrowym przestał funkcjonować
jako hermetycznie zamknięty i odcięty od zewnętrznych wpływów. Po opuszczeniu prywatnych albumów stał się publicznym dziedzictwem zakorzeniającym
się w różnych kontekstach historycznych i od tych kontekstów zależny. Ponieważ dziedzictwo, jak zaznaczyłam, to nie jest forma, typ zasobów czy „zestaw
wyjątkowych obiektów, struktur, zdarzeń i związków”, lecz proces, nie ma zbiór
fotografii „z góry określonego stanu końcowego”67. Nie należy go też traktować
jako przejawu „wartości ponadczasowych, uniwersalnych i niezmiennych”, co
znaczy, że „to, co wybieramy dziś, może jutro zostać zlekceważone i vice versa”68, zwłaszcza że, co podkreśla Gregory J. Ashworth, a co powinno się odnieść
również do repozytorium cyfrowego zbioru fotografii „Robotnicy w XIX i XX
wieku”, działania twórców dziedzictwa „są zazwyczaj ukierunkowane na stworzenie określonego produktu. Skupiają oni uwagę na wyborze samego obiektu,
jego utrzymaniu i zarządzaniu nim, nie zaś na metodzie jego konsumowania.
Swe zadanie uważają za zakończone z chwilą udostępnienia dzieła odbiorcom”69.
__________
65
66
67
68
69
L. Dammbeck, Konstrukcja i estetyzacja archiwów, tłum. K. Pijarski, [w:] Tytuł roboczy:
archiwum # 1, pod red. M. Ziółkowskiej i A. Leśniaka, ms2 Muzeum Sztuki, Łódź 2008, s.
52.
A. Sekula, dz. cyt., s. 121.
G. J. Ashworth, dz. cyt., s. 32.
Tamże, s. 36.
Tamże.
213
To jest powodem do obaw i coraz większego rozziewu między wytwórcami
a konsumentami dziedzictwa, dla których może ono „znaczyć inaczej” i podlegać
zupełnie innym praktykom.
Summary
The collection of photographs “The working class in the 19th and 20th century” located in the science archive at the Institute of Ethnology and Cultural
Anthropology of the University of Łódź has been transferred to a digital repository. Having been for various reasons removed from private albums and from their
owners, these photographs are an element of cultural heritage, rooted in the past
and referring to the history of a concrete milieu (the working class). They are
considered to be worth preserving and passing on to future generations as part of
cultural heritage. My article describes how the status of these photographs was
changing, and presents initiatives and actions that centred on this collection or
referred to it, and that contributed to the evolution of its historical value.
214
Sebastian Latocha
Doktorant, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
Powrót do archiwum. Etnologiczna lektura metryk
Kościoła rzymskokatolickiego
Prowadzone różnymi rękoma zmieniających się proboszczów płoszą czytelnika
rozwlekłością opisów lub zniechęcają
oschłą lapidarnością zwięzłych notatek
rozdzielonych łysinami nieuwzględnionych lat1.
Ks. Jan Kracik
Z lekturą metryk Kościoła rzymskokatolickiego2 wiąże się irytacja wynikająca z ich nieczytelności – często pisane są po prostu jak kura pazurem. Brakujące strony, zazwyczaj te najważniejsze, dodatkowo wzmagają zażenowanie. Reglamentacja dostępu do metryk, flegmatyczna digitalizacja rękopisów, wysokie
opłaty za kopiowanie, rozwlekła forma i lakoniczna treść oraz spędzony w archiwum czas mierzony w miesiącach. Słowem – nie warto. Wydaje się, że
współcześnie funkcjonuje właśnie taki obraz pracy z metrykami kościelnymi.
Dlatego popadły one w niełaskę, a w etnologii nie wykorzystuje się ich w ogóle.
A jednak warto. Po co właściwie antropolog kultury sięga dzisiaj po metryki
Kościoła rzymskokatolickiego?
Jan Lutyński o Jamesie George’u Frazerze – „Był uczonym gabinetowego
typu, obcował nie z ludźmi, o których pisał, lecz z książkami”3, (…) przedstawiał
nie suche opisy i uogólnienia, ale żywą wizję zjawisk”4, „Umiał uwydatnić ich
psychologiczny, ludzki sens”5. Chociaż paradygmat antropologii kultury6 zmienił
__________
1
2
3
4
5
6
J. Kracik o metrykach kościelnych, cyt. za: R. Kufel, Jak prowadzić kronikę parafialną?,
Zielona Góra 2014, s. 31.
Chodzi o rejestry chrztów, ślubów i pogrzebów w ramach administracji kościelnej.
J. Lutyński w przedmowie do: J.G. Frazer, Złota gałąź, Warszawa 1978, s. 14.
Tamże.
Tamże.
Nazwy – „antropologia kultury” i „etnologia” – w niniejszym opracowaniu używane są
zamiennie.
215
się od czasów Złotej gałęzi, to podobieństwo pracy etnologa, który sięga dzisiaj
po metryki Kościoła rzymskokatolickiego, do dzieła Jamesa George’a Frazera
nasuwa się samo – chodzi przecież nie o pracę z ludźmi, tylko o studiowanie
dokumentów, których „suche opisy” przekształca się w żywą opowieść o ludziach i ich kulturze. Przedstawienie „psychologicznego, ludzkiego sensu” zjawisk, które funkcjonują jako metrykalne uogólnienia, organizuje pracę antropologa kultury nad tymi dokumentami. Powrotowi do gabinetu7 po metryki nie
grozi niebezpieczeństwa wyważenia otwartych drzwi, ponieważ etnolodzy raczej
nie sięgali do dzisiaj po metryki Kościoła rzymskokatolickiego. Sięgali po nie,
na przykład, historycy, którzy jednak zadawali metrykom inne pytania niż dzisiaj
zadaje im antropolog kultury. Miejsce, w którym zatrzymują się demografia
i statystyka historyczna, wyznacza początek pracy etnologa, który lakoniczny
dyskurs liczb, ułamków, procentów i wykresów przekształca w narrację o kulturze i kondycji ludzkiej.
Nie oznacza to jednak, że brakowało pomysłu obejmującego etnologiczną
refleksję nad metrykami kościelnymi; w Polsce idea sięgnięcia etnologa po metryki zrodziła się już w głowie Kazimierza Dobrowolskiego8 właśnie w czasach
opracowywania Złotej Gałęzi przez Jamesa George’a Frazera. Pomysł ten nie
doczekał się jednak realizacji. Działanie nie poszło w ślad za postulatem. Kazimierz Dobrowolski zdefiniował 18 dziedzin9, z perspektywy których można
studiować metryki. Co prawda, wśród nich nie ma etnologii, ale są sprawy, które
przecież rozpatruje antropolog kultury. Przed etnologiczną refleksją nad metrykami kościelnymi na przykładzie metryk Parafii Rzymskokatolickiej p.w. Przemienienia Pańskiego w Lubani10 z połowy XIX wieku, poznajmy jeszcze proweniencję i dzieje metryk Kościoła rzymskokatolickiego ze szczególnym
uwzględnieniem kontekstu polskiego.
Metryki kościelne, które sięgają początków chrześcijaństwa, są ekstensją
dziedzictwa administracyjnego Rzymu. Kościół, który powstał w ramach państwa rzymskiego, naśladował jego administrację. Dlatego upadek Rzymu
w V wieku spowodował, że i kościelna tradycja metrykalna rozluźniła się. Do-
__________
7
8
9
10
W kontekście pracy z metrykami archiwum stanowi gabinet antropologa kultury.
K. Dobrowolski, Znaczenie metryk kościelnych dla badań naukowych, „Rocznik Towarzystwa Heraldycznego we Lwowie, t. V, 1920, s. 90–110.
Nauka o ludności, genealogja, onomastyka, językoznawstwo, stosunki kościelno-religijne,
zwyczaje obrzędowe, dzieje sieci szkół parafialnych, dzieje wojen i organizacji wojskowej,
prawo prywatne, stosunki społeczne, miscellanea kulturalne, akty i zapiski historyczne,
dzieje gospodarcze, historja sztuki, dzieje obyczajów życia prywatnego, folklor ludowy, historja literatury, dzieje bibliotek kościelnych i parafialnych. Zachowano oryginalne sformułowania i pisownię (K. Dobrowolski, dz. cyt., s. 94–108).
Współcześnie Lubania jest wsią (ok. 200 mieszkańców) w gminie Sadkowice (powiat
rawski, województwo łódzkie). Parafia została erygowana w 1464 roku. Obecny kościół
został wybudowany w latach 1887–1893 na miejscu starego, drewnianego, który pamiętał
czasy rozważanych metryk.
216
datkowo, chrześcijan zaczęło przybywać w tempie, za którym metryki nie były
w stanie nadążyć. Brak ciągłości metryk Kościoła rzymskokatolickiego można
również wytłumaczyć wojnami i kataklizmami, w których dokumenty te przepadały bez śladu11. Po okresie marazmu metrykalnego dokumenty te pojawiają się
lokalnie dopiero w XIV/XV wieku, głównie we Włoszech, Francji i Hiszpanii12.
Najstarsze zachowane do dzisiaj metryki kościelne pochodzą z Bazylei z końca
XV wieku13.
Aż do Soboru Trydenckiego (lata 1545–1563) nie było obowiązku prowadzenia metryk, obejmującego cały Kościół. Wcześniej rejestrację metrykalną
prowadzono lokalnie, dowolnie, na drodze zwyczaju. Dlatego postanowienia
Soboru Trydenckiego nakładające na proboszczów w całym Kościele obowiązek
prowadzenia metryk według kanonu14 są kamieniem milowym w dziejach metryk kościelnych. Postanowienia te Kazimierz Dobrowolski łączy z reformacją:
„Rozłam na dwie główne konfesje pociągnął za sobą palącą potrzebę ewidencji
członków przeciwnych kościołów. To też zarówno ustawodawstwo katolickie jak
i protestanckie zajmuje się baczniej kwestją metryk”15.
W Polsce najstarsze zachowane do dzisiaj metryki pochodzą z Boreczna
z 1549 roku16, ale nie oznacza to, że postanowienia Soboru Trydenckiego od razu
przyjęły się w całej Rzeczpospolitej Polskiej. Dopiero w XVII wieku metryki
kościelne prowadzone były powszechnie i według kanonu. Należy jednak wiedzieć, że w większości parafii zachowały się jedynie metryki z końca XVIII
i XIX/XX wieku; rzadko trafiamy na starsze dokumenty17. Internetowa baza
danych PRADZIAD stanowi inwentarz metryk, który umożliwia wgląd w zachowanie rejestrów w poszczególnych parafiach w Polsce. Różnice między parafiami pod kątem zachowania tych dokumentów są bardzo duże. Na przykład
zachowane do dzisiaj metryki Parafii p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii
Panny w Czarnocinie, która została erygowana w 1289 roku, sięgają aż 1594
roku, a metryki pobliskiej Parafii p.w. Św. Mikołaja Biskupa w Wolborzu, erygowanej ok. 1140 roku, sięgają tylko 1755 roku18.
W czasach zaborów na ziemiach polskich funkcjonowały trzy systemy rejestracji metrykalnej. W zaborze austriackim od 1784 roku „metryki należało spisywać w języku łacińskim. W księgach ochrzczonych znajdujemy dwupokole__________
11
12
13
14
15
16
17
18
J. Kurpas, Początki ksiąg metrykalnych, „Archiwa, Biblioteki i Muzea Kościelne”, t. II,
1961, s. 17–19.
K. Dobrowolski, dz. cyt., s. 90.
J. Kurpas, dz. cyt., s. 19.
Szerzej: T. Moskal, Historia ksiąg metrykalnych kościoła katolickiego na ziemiach polskich, „Archiwariusz. Biuletyn Archiwum Archidiecezjalnego w Poznaniu”, nr 1, 2005, s.
60–61.
K. Dobrowolski, Znaczenie metryk kościelnych…, dz. cyt., s. 90.
J. Kurpas, Początki ksiąg metrykalnych…, dz. cyt., s. 19.
M. Nowaczyk, Poszukiwanie przodów. Genealogia dla każdego, Warszawa 2005, s. 102.
Archidiecezja łódzka. Informator 2007, Łódź 2007, s. 546–547, 580–582.
217
niowe wywody przodków ochrzczonego dziecka. Na uwagę zasługuje umieszczanie w spisach nazwisk panieńskich babek ochrzczonego dziecka. Wpisywano
ponadto dane osoby przyjmującej poród oraz numer domu, w którym dziecko
przyszło na świat. W księgach zaślubionych zapisywano: rok, miesiąc i dzień
ślubu, numer domu, imię i nazwisko nupturienta, jego wyznanie, wiek i stan
cywilny. Podobne rubryki odnosiły się do wychodzącej za mąż kobiety. Równie
szczegółowe były księgi zmarłych. Należało w nich zanotować: rok, miesiąc
i dzień śmierci, numer domu, imię i nazwisko zmarłego, religię, płeć i wiek,
rodzaj choroby oraz przyczynę śmierci”19. Metryki w zaborze austriackim były
prowadzone osobno dla każdej miejscowości wchodzącej w skład parafii 20
i zawierają one bardzo dużo informacji cennych dla antropologa kultury.
Metryki z zaboru pruskiego w porównaniu z austriackimi rejestrami są lapidarne. Od 1874 prowadzone były w języku niemieckim nie przez proboszczów,
tylko przez urzędników świeckich21. Tutaj najwcześniej metryki świeckie oddzieliły się od metrykalnej rejestracji kościelnej
Jeśli chodzi o zabór rosyjski, to w 1807 roku w Księstwie Warszawskim
przyjęto Kodeks Napoleona przewidujący powołanie do życia świeckich metryk
prowadzonych przez urzędników państwowych, którymi zostali proboszczowie.
Dlatego w zaborze rosyjskim metryki kościelny były jednocześnie dokumentami
państwowymi. Początkowo rejestry prowadzono w języku polskim, a od 1868
roku – w języku rosyjskim22.
W dwudziestoleciu międzywojennym nie opracowano jednej formuły rejestracji metrykalnej. Dopiero od 1946 roku możemy mówić o powszechnej, państwowej rejestracji, różnej od metryk kościelnych23.
Rozmiar niniejszego opracowania nie pozwala mi wyczerpać etnologicznej
refleksji nad metrykami z Lubani. Skupię się tylko na jej fragmentach, odwołując
jednocześnie do mojej pracy magisterskiej24, która stanowi całość problemu, jaki
tutaj jedynie zarysowano.
Jeśli chodzi o związek metryk kościelnych z onomastyką, to skoncentrujmy
się jedynie na problematyce nadawania imion przy chrzcie. Kontekst ten obchodzi również antropologa kultury, ponieważ imiona „indywidualizują i klasyfikują
ludzi. Imiona wybiera się, by pasowały do płci, rangi albo przynależności klanowej dziecka. Mogą stworzyć więź homonimiczną albo mieć charakter sakral__________
19
20
21
22
23
24
T. Moskal, dz. cyt., s. 73.
M. Nowaczyk, Poszukiwanie przodków…, dz. cyt., s. 95.
Tamże.
I. Dybus-Grosicka, Początki i rozwój rejestracji stanu cywilnego na ziemiach polskich,
„Prawo, Administracja, Kościół”, t. XXVII, 2006, s. 79.
M. Różański, Akta metrykalne w prawodawstwie polskim, „Archiwariusz. Biuletyn Archiwum Archidiecezjalnego w Poznaniu”, nr 1, 2005, s. 134.
Por. S. Latocha, Akta metrykalne jako źródło do badań etnograficznych, praca magisterska
napisana pod kierunkiem prof. dr hab. A. Lecha w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ, Łódź 2013.
218
ny”25. Oznacza to, że imię rozpięte jest między sprawami praktycznymi a magią.
W kulturze ludowej imię „traktuje się nie tylko jako neutralny oznacznik przedmiotu i osoby, lecz również część, którą nazywa (podobnie jak jej wizerunek).
Szczególne zalecenia odnoszące się do nadawania i posługiwania się imionami
wynikają właśnie z tego faktu. Najprostsze z nich mówią, że człowiek sam przynosi sobie imię, tzn. patrona, którego święto przypada w dniu narodzin”26. Kazimierz Dobrowolski spostrzegł, że imiona „nie były dotąd (…) bliżej rozpatrywane z punktu widzenia ludoznawczo-kulturalnego. Zdaniem naszym należałoby
najpierw zestawić katalogi imion jednej lub większej liczby miejscowości. Spisy
takie ilustrują ilość oraz ewolucję w danym terytorjum używanych imion, ich
efemeryczność lub trwałość, ubytki i przyrosty; na podstawie katalogów łatwo
też wyodrębnić pewne działy jakościowe: imiona starobiblijne, nowego testamentu, świętych średniowiecznych, późniejszych, narodowych, oraz ustalić
wzajemny stosunek tych grup. Katalogi wspomniane dostarczają też nieco materjału do oscylacyj kulturalnych, obrazując napływ lub expanzję specjalnych dla
jakiegoś terenu imion. Godną badania jest kwestja przyczyn nadawania imion.
Metryki dostarczają w tej mierze cennych nieraz wskazówek. Dziecię otrzymuje
imię tego świętego, w dzień którego przyszło na świat, względnie otrzymało
chrzest, dalej imiona ojca lub matki chrzestnej; czasem wyborem imienia kieruje
lokalny kult świętego patrona. Imiona podwójne, potrójne, itd. występują stosunkowo późno, przeważnie u szlachty. Nie bez pewnych rezultatów pozostałoby
zapewne porównanie imion różnych stanów społecznych”27. Co można powiedzieć o kulturowych regułach nadawania imion w Parafii Rzymskokatolickiej
p.w. Przemienienia Pańskiego w Lubani na podstawie metryk z lat 1849–1867?
Postulat Kazimierza Dobrowolskiego obejmuje skonstruowanie katalogów
imion dla parafii. W latach 1849–1867 ochrzczono tutaj 1116 dzieci, 577 płci
żeńskiej i 539 płci męskiej. Dziewczyny najczęściej nazywano Mariannami (143
razy). Dalej: Józefa (81), Franciszka (50), Antonina i Katarzyna (po 37), Zofia
(29), Małgorzata (26), Ewa (20), Aniela i Anna (po 19), Elżbieta i Jadwiga (po
10), Agnieszka (9), Rozalia (8), Helena (7), Paulina i Wiktoria (po 6), Julianna
(5), Barbara, Joanna, Urszula i Waleria (po 4), Agata, Apolonia, Cecylia, Eleonora, Maria i Tekla (po 3), Anastazja, Bronisława, Magdalena, Teodozja, Teofila
i Tekla (po 2), Adelajda, Agrypina, Dorota, Filipina, Kazimiera, Kunegunda,
Lucyna, Łucja i Marcelina (po 1)28. Popularność imienia Marianna w parafii
Lubania w połowie XIX wieku jest manifestacją kultu maryjnego. Imię Matki
Boskiej przyciągało i jednocześnie odpychało, fascynowało i przerażało, dlatego
__________
25
26
27
28
B. S. d’Anglure, Imiona i ich nadawanie, w: A. Barnard, J. Spencer (red.), Encyklopedia
antropologii społeczno-kulturowej, Warszawa 2008, s. 269.
P. Kowalski, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie, Warszawa 2007, s. 165.
K. Dobrowolski, Znaczenie metryk kościelnych…, s. 102–103.
Katalogi imion nadawanych dzieciom przy chrzcie w Parafii Rzymskokatolickiej p.w.
Przemienienia Pańskiego w Lubani w latach 1849–1867 obejmują tylko pierwsze imiona.
219
nie używano go w codziennej egzystencji. Obrazują to metryki kościelne oraz
fragment książki Boża podszewka29 Teresy Lubkieicz-Urbanowicz: „Pospieszne
to były chrzciny, a ksiądz huknął na nich z góry, że Maria jest tylko jedna, Matka
Boska, a wszystkie po nich mogą być co najwyżej Marianny”30. Jednak w parafii
Lubania w latach 1849–1867 trzem dziewczynom nadano przy chrzcie imię
Matki Boskiej. Nie przyszły one jednak na świat w chłopskich rodzinach; chłopstwo „uważało bowiem, że Maria to wyłącznie Matka Boska”31. Marie ochrzczone w Lubani w latach 1849–1867 reprezentowały warstwę wyższą. Oznacza to,
że imię znakowało różnice społeczne i stanowiło przedłużenie stanu społecznego; podobnie liczba imion. Podwójne i potrójne imiona nadawano jedynie dzieciom, które przyszły na świat w pałacach, ale nigdy w chałupach. Dla warstwy
niższej były imiona pojedyncze; podwójne i potrójne – dla wyższej. Wzór ten,
bazujący na kulturowej taksonomii, organizował reguły nadawania imion przy
chrzcie.
Chłopaków najczęściej nazywano Józefami (66 razy). Dalej: Jan (62), Wojciech (35), Michał (33), Franciszek i Stanisław (po 30), Antoni (28), Walenty
(27), Piotr (22), Jakub (21), Adam (18), Marcin (16), Tomasz (14), Ignacy (13),
Andrzej (12), Wincenty (10), Wawrzyniec (9), Szczepan, Szymon i Władysław
(po 8), Kazimierz i Teofil (po 7), Roch (6), Mikołaj i Paweł (po 5), Ludwik
i Mateusz (po 4), Aleksander, Edward, Feliks, Jacek, Kacper, Konstanty, Łukasz
i Marian (po 2), August, Błażej, Dionizy, Dominik, Gabriel, Henryk, Karol,
Leonard, Leopold, Maciej, Marceli, Maurycy, Rudolf, Wacław i Wiktor (po 1).
Metryki Parafii Rzymskokatolickiej p.w. Przemienienia Pańskiego w Lubani z lat 1849–1867 potwierdzają intuicję Kazimierza Dobrowolskiego co do
związku imion nadawanych dzieciom przy chrzcie z kalendarzem ewokacji świętych w Kościele rzymskokatolickim. Takie imiona stwarzały więzi homonimiczne ze świętymi, które to zasilały wyobrażenia o opiece świętych nad ich imiennikami. Na przykład, jeśli dziewczyna przyszła na świat w styczniu, to wiadomo
było, że imię dostanie od św. Agnieszki (wspomnienie w kalendarzu kościelnym
– 21 stycznia), jeśli w lutym, to od św. Agaty (5 luty) lub św. Apolonii (9 luty),
w lipcu – od św. Anny (26 lipca), a na przełomie listopada i grudnia – od św.
Elżbiety (5 listopada), św. Katarzyny (25 listopada) lub św. Barbary (4 grudnia).
Chłopiec z lutego dostawał zazwyczaj imię od św. Walentego (14 lutego),
z kwietnia – od św. Wojciecha (23 kwietnia), a z sierpnia – od św. Wawrzyńca
(10 sierpnia), św. Rocha (16 sierpnia), św. Jacka (17 sierpnia) lub św. Ludwika
(25 sierpnia). Rzadziej nadawano dzieciom te imiona bez łączenia narodzin
z kalendarzem ewokacji świętych. Wówczas imiona przechodziły zazwyczaj
z rodziców chrzestnych na dzieci, które przez chrzest otrzymywały parę opieku__________
29
30
31
Na motywach książki Teresy Lubkiewicz-Urbanowicz Izabela Cywińska zrealizowała
serial telewizyjny Boża poszewka emitowany przez TVP1 w latach 1997–1998.
T. Lubkiewicz-Urbanowicz, Boża podszewka, Warszawa 1997, s. 8.
B. Ogrodowska, Polskie tradycje i obyczaje rodzinne, Warszawa 2012, s. 56.
220
nów ziemskich; tutaj manifestowała się magia ochronna poprzez nadawanie
imion według reguł mających zapewnić dziecku opiekę i ochronę, bo imię jest
przecież apotropeionem obok innych działań słownych – modlitwy i formuł
magicznych.
Kazimierz Dobrowolski: „Ze stosunków społecznych wyraziście występuje
w metrykach kwestja ekskluzywności stanowej”32. Objawia się ona, między
innymi, w metrykach ślubów. W parafii Lubania w połowie XIX wieku małżeństwa zawierano tylko w obrębie warstw społecznych. Chłopcy synowie i wdowcy żenili się z chłopskimi córkami i wdowami, podobnie wśród warstwy wyższej. Oznacza to, co wiemy chociażby z literatury pięknej, że przedstawiciele
różnych stanów na wsi nie żyli razem, tylko obok siebie. O integracji raczej nie
było mowy.
Obok ekskluzywności stanowej można jeszcze mówić o ekskluzywności
płciowej, która objawiała się wyraźnie w kontekstach narodzin i chrztów dzieci.
Poród był rzeczą kobiecą, chrzest – męską. Skąd taki podział? „Macierzyństwo
bowiem jest zawsze niezaprzeczalne i niewątpliwe, chociażby w aspekcie biologicznym. Nie trzeba więc go udowadniać. Podczas gdy ojcostwo, równie przecież doniosłe i ważne, wymagało jednak zawsze stosownego potwierdzenia,
uznania potomka poprzez postawę mężczyzny, poprzez akcje obrzędowe i stosowne rytuały”33. Samo urodzenie dziecka potwierdzało macierzyństwo kobiety,
a mężczyzna musiał potwierdzić swoje ojcostwo symbolicznie; okazją był
chrzest. Metryki pokazują, że to zazwyczaj ojciec szedł z dzieckiem do proboszcza, żeby je ochrzcić, co stanowiło rytuał konfirmujący ojcostwo. Dlatego
w przypadku dzieci nieślubnych do proboszcza szły z nimi zazwyczaj akuszerki,
babki lub rzadziej inne kobiety, z rodziny i sąsiadki, ale nigdy mężczyźni, żeby
zasygnalizować brak ojcostwa. Dziecko takie „nazywano pogardliwie bękartem,
bębnem, bastardem, bachorkiem, znajdą, znajduchem, pokrzywnikiem, wylegańcem, ogonkiem, niemające ani nazwiska, ani ojcowskiej opieki, ani prawa do
dziedziczenia, razem z matką skazane było na ciężkie życie, twarde, pełne upokorzeń”34. W parafii Lubania w rozważanym czasie działało 10 wiejskich położnych35. Były one kobietami dojrzałymi, najczęściej w piątej lub szóstej dekadzie
swojego życia. Z położnicą w domu zostawały inne kobiety, a ojciec dziecka,
__________
32
33
34
35
K. Dobrowolski, Znaczenie metryk kościelnych…, dz. cyt., s. 105.
B. Ogrodowska, Polskie tradycje…, dz. cyt., s. 8.
Tamże, s. 14–15.
W metrykach Parafii Rzymskokatolickiej p.w. Przemienienia Pańskiego w Lubani z lat
1849–1867 pojawiają się akuszerki: Teresa Bednarkowa z Jajkowic, Marianna Dąbrowska
z Lipnej, Teresa Gołębiowska z Rosochy, Wiktoria Jarzyńska z Bujał, Barbara Maciejewska z Bujał, Rozalia Marlikowska z Kłopoczyna, Franciszka Olejniczakowa z Bujał, Marianna Sadowska z Kłopoczyna, Salomea Snopek z Trębaczewa i Marianna Szymczakowa
z Żelaznej.
221
wyjątkowo akuszerka, z innymi mężczyznami ze wsi jako świadkami chrztu szli
do proboszcza.
O doniosłości obrzędowego potwierdzenia ojcostwa przez chrzest w przypadku dzieci ślubnych świadczą sytuacje, w których chrzest specjalnie opóźniano, żeby umożliwić ojcu dziecka dopełnienie rytuału poręczającego społecznie
i kulturowo jego ojcostwo. Wówczas w metrykach pojawiały się marginalia, np.:
akt spóźniony z przyczyny podróży, spóźnienie spisania aktu urodzenia dziecięcia
nastąpiło z przyczyny nieobecności ojca w domu, spóźnienie obrzędu chrztu
świętego nastąpiło z przyczyny słabości ojca, albo opóźnienie wynikało z niespokojności w Kraju36.
Objawiająca się w kontekstach narodzin i chrztów dzieci ekskluzywność
płciowa związana była dodatkowo z izolacją obrzędową położnicy, którą obowiązywał zakaz kontaktów społecznych, sąsiedzkich i towarzyskich podczas
połogu trwającego mniej więcej sześć tygodni aż do powrotu do zwyczajnego
życia37. Izolacja ta miała przełożenie na nieobecność matki dziecka przy chrzcie.
Pójście do proboszcza wiązało się z przekroczeniem progu domu, czego położnicy nie wolno było zrobić, a ponieważ chrzest następował zaraz po narodzinach
dziecka, matki przy nim nie było. Domowa, prywatna sfera narodzin dziecka
była kobieca, a publiczny chrzest – męski. Do kobiety, matki należał poród, a do
mężczyzny, ojca – chrzest. Przy porodzie nie było ojca, a przy chrzcie matki.
Świadkami chrztów, ślubów i pogrzebów byli tylko mężczyźni; do nich należała cała sfera publiczna. W ramach każdej wsi w parafii Lubania funkcjonowali tzw. stali świadkowie, którzy w swojej wsi obsługiwali większość obrzędów, jakie obejmowały metryki kościelne. Stali świadkowie musieli być
autorytetami wiejskimi i spełniać pewne kryteria społeczne. Nie byli oni jednak
autorytetami w rozumieniu Jana Stanisława Bystronia: „Podstawowym autorytetem dawnej wsi, nieznającej jeszcze uwarstwień społecznych i różnic majątkowych, jest zespół ludzi starych, tych, którzy dużo przeżyli, dużo wiedzą i w każdym wypadku mogą poradzić. Ci to starcy są ogniwami łączącymi silnie
przeszłość z teraźniejszością; gdzieniegdzie są oni po prostu władcami całej
grupy, gdzie indziej znów raczej doradcami, szanowanymi powszechnie i słuchanymi”38. W parafii Lubania w rozważanym czasie żyli bogatsi i biedniejsi
chłopi. Autorytet starców przeżył się wraz z pojawieniem się różnic majątkowych wśród chłopstwa. Teraz autorytetem wiejskim był gospodarz. W obrębie
każdej wsi w parafii żyli gospodarze, którzy jako świadkowie obsługiwali większość chrztów, ślubów i pogrzebów, które dotyczyły mieszkańców danej wsi. Na
przykład, gospodarz mógł być świadkiem na ślubie wyrobnika, ale wyrobnik na
ślubie gospodarza już nie. Wyrobnicy bywali świadkami u innych wyrobników
__________
36
37
38
Wypisy te pochodzą z metryk parafii Lubania z lat 1849–1867. „Niespokojność w Kraju”
dotyczy powstania styczniowego.
P. Kowalski, Kultura magiczna…, dz. cyt., s. 475.
J.S. Bystroń., Kultura ludowa, 1947, s. 31.
222
lub w przypadku chrztów dzieci nieślubnych. Gospodarze często też byli świadkami obrzędów u przedstawicieli wyższej warstwy, żyjących w ramach jednej
wsi z chłopstwem. Stali świadkowie obsługiwali rocznie nawet kilkadziesiąt
różnych obrzędów. Jeśli chodzi o same chrzty, to tylko w przeciągu trzech lat
(1855–1857) w Bujałach Jan Matysiak obsłużył jako świadek 11 chrztów,
w Jajkowicach Michał Sochacki – 8, w Kłopoczynie Mateusz Stępniak – 26,
w Lipnej Marian Gradowski – 6, w Lubani Ignacy Wiśniewski – 26, w Olszowej
Woli Gabriel Kozioł – 11, w Rutkach Maciej Wereński – 3, w Skarbkowej Karol
Kajtaniak – 10, w Trębaczewie Kazimierz Szczepaniak – 8 i w Żelaznej Bonifacy Szczepański – 8 chrztów39. Wszyscy oni byli gospodarzami. Liczba obsłużonych przez nich chrztów zależała od wielkości wsi. Oznacza to, że na podstawie
metryk z parafii Lubania z połowy XIX wieku można mówić jeszcze o ekskluzywności miejscowej w dawnej wsi, obok stanowej i płciowej. Jeśli dziecko
przyszło na świat w jakiejś wsi, to stąd też brało się świadków, najlepiej spośród
gospodarzy i to stałych świadków, którzy mieli autorytet i doświadczenie
w obsługiwaniu różnych obrzędów. Po co było szukać daleko, jeśli po sąsiedzku
żyli „swoi” świadkowie, których można było zawołać już w drodze do proboszcza. Wyjątkowo, jeśli nie było ich akurat w domach, a np. dziecko trzeba było
ochrzcić szybko, brało się przypadkowych świadków, najczęściej na miejscu,
spod kościoła w Lubani, gdzie był proboszcz. Nie było czasu na szukanie innych
świadków, dlatego też często świadkiem był po prostu organista.
Jest jeszcze bardzo dużo antropologicznych problemów, które można rozważyć w kontekście metryk kościelnych, na co jednak nie ma miejsca w niniejszym opracowaniu. Zasygnalizował je już Kazimierz Dobrowolski, ale etnolog
może je dzisiaj rozwinąć, powracając do archiwum.
Metryki kościelne często są jedynymi źródłami do dziejów wsi i małych ojczyzn położonych na peryferiach procesów historycznych. Są takie miejsca,
przez które nie przetoczyła się Historia znana z podręczników szkolnych,
w których „dominuje historiografia o charakterze państwowo-narodowym, europocentryczna, patriarchalna, prezentująca fakty z wielkiej polityki, gospodarki
czy wysokiej kultury oraz tzw. najważniejsze osiągnięcia cywilizacyjne”40. Etnologiczna refleksja nad metrykami odcina się od niej i zbliża się do mikrohistorii,
historii mentalności i codzienności; w niej „człowieka i jego losy poznajemy za
pośrednictwem «cases» (przypadków), «miniatur», antropologicznych opowieści, które jak sonda pozwalają wniknąć w codzienną rzeczywistość”41. Innymi
słowy, praca antropologa kultury z metrykami przypomina pipetowanie, redukuje
skalę obserwacji, skupia się na szczegółach codzienności umykających „wielkiej
__________
39
40
41
Katalog ten obejmuje jedynie po jednym świadku, który obsłużył najwięcej chrztów
w ramach każdej wsi z parafii Lubania.
K.M. Budzianowska, O edukacji historycznej i podręcznikach historii słów kilka, „Respublica Nowa”, nr 7, 2009.
E. Domańska, Mikrohistorie. Spotkania w międzyświatach, Poznań 1999, s. 58.
223
Historii” zamiast ukazywać panoramę, której sito gubi konteksty, jakie rozważa
etnolog sięgający po metryki. Dokumenty te stanowią archiwum lokalnych społeczności, w którym złożone zostało ich dziedzictwo kulturowe. Metryki kościelne wskazują nasze korzenie i mogą służyć jako probierze tożsamości ludzi
balansujących w płynnej nowoczesności, ale „pytań jest tak wiele, na które praktycznie wcale nie odpowiedzą kroniki, choć mogliby ongiś ich autorzy, gdyby
mieli nieco więcej wyobraźni i zastanowili się, co będzie interesować potomków
ich parafian”42.
Summary
Church registers seem to be a tedious lecture – wordy in form but with terse
content, interesting only for genealogy enthusiasts who investigate their family
trees. This stereotype cause lack of appliance of church registers in ethnology,
despite their significance in describing our culture, daily life, rites and imagination figures that have become lost or remained up-to-date in actual manifestations. Ethnological reflection on church registers is a part of microhistory that
illustrate history of mankind and its culture in cases. Church registers demonstrate our heritage, document local socio-cultural patterns and they are the source
of identity of modern man. In outline I present the results of research into church
registers carried out by ethnologist with regard to documents from Roman Catholic parish in Lubania from years 1849–1867.
__________
42
J. Kracik, cyt. za: R. Kufel, Jak prowadzić kronikę…, dz. cyt., s. 35.
224
Kościół p.w. Przemienienia Pańskiego w Lubani, widok współczesny
(źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Lubania_ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_
Przemienienia_Pa%C5%84skiego.jpg).
Fragment mapy KdwR, arkusz 35, 1915 r., przedstawiający Lubanię i okoliczne wsie
(źródło: http://igrek.amzp.pl/details.php?id=10848).
225
Ewa Nowina-Sroczyńska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
Suplement do kultury religijnej współczesnego Podhala
W klasycznej już „Antropologii kultury wsi polskiej XIX wieku” Ludwik
Stomma narzekał, że nawet najwięksi – Jan Stanisław Bystroń czy Adam Fischer
niewiele uwagi poświęcili problematyce religijności ludowej:
Wieś polska pozbawiona zostaje nagle wiszącego nad polami dźwięku
dzwonów, tłumu przed kruchtą, szmeru modlitwy. Jest to wynikiem mniej czy
bardziej, przeważnie mniej uświadomionych ciągot etnografów do rozdzielenia
rdzennego i naleciałości, wypreparowania z chrześcijańskiej kultury wsi tego, co
rzekomo ludowe właśnie, z gruntu siermiężne i prasłowiańskie. (…) Cała operacja opiera się tu na przekonaniu, że gdy zabierzemy chłopu z chałupy ikonę
i krucyfiks, będziemy mieli od razu do czynienia z wzorcowym magicznopierwotnym Słowianinem. Stąd barwne i pełne fascynacji opisy ludowych obrzędów dorocznych (np. Bożego Narodzenia, Matki Boskiej Gromnicznej, Wielkanocy, Matki Boskiej Zielnej…) gdzie z pejzażu usunięto tylko… księdza, mszę, modlitwę, spowiedź itp.1.
Koncentrując się na „wypreparowaniu” z religijności działań magicznych,
„przeżytków pogańskich” – do kościoła zagląda większość etnografów tylko po
to, aby zauważyć, ze na św. Szczepana (26 XII) sypie, w niektórych okolicach
ziarno z chóru. Reszta wydaje się redundantna i nieistotna dla chłopskiej egzystencji2.
Nie sposób nie zgodzić się z konkluzjami wytrawnego antropologa; dziś
„nieobecność w kościele” przestaje być grzechem zaniechania. Współczesne
badania nad religijnością proponują szerokie spektrum studiów, w których istotną rolę odgrywają poszukiwania kulturowych mechanizmów kształtujących
religię, wieloaspektowych jej przejawów; wskazywanie relacji władzy
i przemocy w kontekście religii, postulat badania „religii przeżywanej” (religii
doświadczenia), wreszcie „opisywanie sposobów porządkowania świata poprzez
uwikłanie kategorii religijnych w kategorie genderowe, etniczne, rasowe3.
W obszarze naszej dyscypliny incydentalnie poddawana jest antropologicznemu namysłowi inwencja przedstawicieli Kościoła w proponowaniu i autorskiej kreacji nowych form rytualnych i obrzędowych, a także inwencja oddol-
__________
1
2
3
L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku, Instytut Wydawniczy Pax,
Warszawa 1986, s. 204.
A. Niedźwiedź, Od „religijności ludowej” do „religii przeżywanej”, [w:] Współczesna
kultura ludowa w działaniu, red. B. Fatyga, R. Michalski, Warszawa–Olsztyn 2014, s. 8.
Tamże, s. 205.
227
na – wiernych, którzy wprowadzają do znanych już scenariuszy świątecznych
elementy nowe; obie formy podlegają i są wynikiem społecznych negocjacji.
Mój tekst ma charakter suplementu, materiału uzupełniającego dla badań
nad kulturą religijną Podhala. Korzystam też z innego desygnatu słowa suplement – moje refleksje traktuję jako materiał aktualizujący dynamicznie zmieniające się treści i formy podhalańskiej religijności4.
Przedmiotem analizy będą: święta pasterskie, wielkoczwartkowe I Komunie Święte, msze na cmentarzach, wspólne modlitwy za zmarłego przed pogrzebem, „wianki” dla zmarłych panien i kawalerów, nowe rytuały wielkopiątkowe;
związane z określonym wyznaniem – polskim rzymskim katolicyzmem i z określonymi praktykami wynikającymi z obowiązków katolika, ale także z praktykami wykraczającymi poza nakazy wiary i Kościoła. Zawsze jednak podległe
autorytetowi instytucji, zyskujące jego aprobatę i aprobatę wiernych.
W pracy posługuję się pojęciem „kultura religijna” rezygnując celowo
z innego – „religijność ludowa.” Czynię to z inspiracji myślą teoretyczną Kamili
Baranieckiej-Olszewskiej5 i metodologicznymi refleksjami Anny Niedźwiedź6.
Polska etnologia i antropologia kulturowa posiłkowała się pojęciem „religijności ludowej” od lat 80 XX wieku do początku wieku XX tworząc modelowe
obrazy tradycyjnej kultury chłopskiej XIX i początku XX wieku. Autorzy mieli
świadomość ograniczeń: modele zwykle standaryzują niestandaryzowaną rzeczywistość ludzkiego doświadczenia i ludzkich sposobów przeżywania świata7.
Korpus źródeł, z których korzystano dawał nieraz wybiórczy i nieprecyzyjny
wgląd w religijność chłopów przełomu XIX/XX wieku. Mimo to nurt rekonstrukcji tradycyjnego ludowego światopoglądu pozwolił na zrozumienie wielu
działań w określonych kontekstach społecznych, historycznych i kulturowych.
Ponadto zachęca do ponownego odczytywania źródłowych materiałów etnograficznych, a przede wszystkim niejednokrotnie pozwala na odsłanianie ukrytych
i rozpoznawalnych warstw symboli oraz stereotypów, wskazując przynajmniej na
niektóre źródła nośności wielu zachowań, wyobrażeń i narracji obecnych we
współczesnej kulturze polskiej, w tym również w potocznych sposobach przeżywania religii8. Interpretacje rekonstrukcjonistyczne9 prezentowały ludowe imago
__________
4
5
6
7
8
9
Badania podhalańskie dotyczyły przede wszystkim symbolicznych i estetycznych wymiarów kultury. Omawiany fragment realizowano w kilku wsiach: Gorniu–Leśnicy, Białym
Dunajcu, Stołowym, Gliczarowie Górnym i Dolnym, Bukowinie Tatrzańskiej, Stasikówce
i Poroninie. Podstawową formą badawczą były obserwacje uczestniczące (jawne i ukryte)
i wywiady swobodne, przeprowadzone w latach 2009–2014.
K. Baraniecka-Olszewska, Ukrzyżowani. Współczesne misteria Męki Pańskiej w Polsce,
Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej, Toruń 2013.
A. Niedźwiedź, Od „religijności ludowej”…, s. 1–17.
Tamże, s. 2.
Tamże, s. 3.
Pośród nich dwa teksty z lat 80 tych mają szczególną wartość: R. Tomicki, Religiność
ludowa, [w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, T2, red. M. Biernacka, M.
228
mundi, którego ontologia zakładała antynomiczną budowę Wszechświata; najważniejszą z wielu opozycji była egzystencja Realnego i Nadprzyrodzonego –
sfer wzajem się przenikających i oświetlających. Ludowa antropologia zakładała,
że człowiek był jedną z części Wszechświata i miał z nim poczucie jedności
a także obowiązkiem ludzi była pomoc Naturze i Kosmosowi w bezustannym
cyklicznym odradzaniu się. Ten silnie sakralizowany świat poznawano i rozumiano dzięki swoistym władzom poznawczym: wierze, wyobraźni, intuicji, wizjom i snom. Religijne wartościowanie czasu i przestrzeni, żywiołów i zjawisk
atmosferycznych, religijny synkretyzm a więc życie w aurze sacrum to podstawowe cechy morfologii kulturowej ludowej wizji świata i człowieka. Etnologiczne rekonstrukcje interpretowały światopogląd ludu żyjącego w małych,
w dużym stopniu samowystarczalnych, izolowanych społecznościach wskazując
na systemowy charakter ludowej ontologii.
Współcześnie, w czasach płynnej nowoczesności, w rzeczywistości polifonicznej, niestabilnej, dynamicznej, bez zakorzenienia, w dużym stopniu nomadycznej dokonała się erozja tamtego światopoglądu. „Na gruncie tradycji polskiej warto więc, jak sądzę – mówi A. Niedźwiedź – zastanowić się dziś poważnie
nad zasadnością używania terminu „religijność ludowa” w innych kontekstach
niż odwołujące się do modelowego obrazu tradycyjnej społeczności wiejskiej
końca XIX i początku XX wieku10.
Precyzyjniejszą i dającą większe możliwości badawcze i interpretacyjne kategorią może być „kultura religijna”, termin zastosowany przez S. Czarnowskiego już w 1937 roku11. „Kultura religijna” to kategoria, którą po modyfikacjach
czyni narzędziem operacyjnym Kamila Baraniecka-Olszewska poddając refleksji
antropologicznej polskie misteria religijne. Wedle badaczki Czarnowski użył
terminu kultura religijna z dwóch powodów. Po pierwsze, chciał odróżnić religię
jako wyznanie od religii rozumianej jako wierzenia i praktyki, po drugie zaś
dzięki wykorzystaniu tej kategorii mógł pokazać wzór normujący praktykę poszczególnych ludów i warstw12.
Moim celem, biorąc pod uwagę refleksję K. Baranieckiej-Olszewskiej jest
wskazanie wielu możliwości praktyk religijnych swoistej religii z wyboru oznaczającej jednak kształtowanie tożsamości religijnej w obrębie wyznania
i w obrębie instytucji kościelnej13, a nie konstruowanie wzoru. W kategorii „kultura religijna” jest miejsce i na religie w znaczeniu wyznania i na indywidualne
praktyki oraz wierzenia. Interesuje mnie życie w takiej postaci, w jakiej przejawia się w kulturze a nie próba sprawdzenia czy realizuje ono w pełni założenia
10
11
12
13
Frankowska, W. Paprocka, Wrocław: Ossolineum, Instytut Kultury Materialnej PAN, 1981,
s. 29–70. i L. Stomma Atropologia…, s. 204–232.
A. Niedźwiedź, Od „religijności ludowej”…, s. 9.
S. Czarnowski, Kultura, „Wiedza i życie”, Warszawa 1938, s. 155.
K. Baraniecka-Olszewska, Ukrzyżowani…, s. 46.
Tamże, s. 46.
229
danej religii, zwłaszcza w momencie, gdy sama religia oraz stojące za nią instytucje oferują wyznawcom tak szeroki wachlarz praktyk i dopuszczają wiernych
do jego tworzenia14.
Autorka modyfikuje, przedefiniowuje termin użyty przez Czarnowskiego.
Mówiąc o kulturze religijnej ma na myśli nie twór powstały wskutek adaptacji
katolicyzmu do warunków panujących w badanych przez nią społecznościach,
ale to co tworzy się w wyniku koegzystencji treści teologicznych i ludzkich potrzeb, światopoglądem wiernych i ich wrażliwością religijną. Kultura religijna
obejmuje wszystko co dotyka sfery religii, nawet sferę religijności indywidualnej. Odejście od dychotomii pomiędzy doktryną a praktyką, obecnej
u Stefana Czarnowskiego, oznacza także przekroczenie innych dychotomii –
elitarne/popularne, potoczne, rodzinne/nabyte, magiczne/religijne… Tak więc
termin „kultura religijna”, reinterpretowany może stanowić ramę interpretacyjną
dla współczesnej religijności.
Święta pasterskie
Ludźmierz jest jednym z najstarszych sięgających XIII wieku sanktuariów
maryjnych w Polsce, a kościół i parafia ludźmierska są najstarszymi na Podhalu.
Jednym z najistotniejszych wydarzeń w historii sanktuarium była uroczystość
koronacji wizerunku Matki Boskiej Ludźmierskiej powszechnie nazywanej Gaździną Podhala15, która odbyła się w 1963 roku. Prymas Polski kardynał Stefan
Wyszyński w towarzystwie metropolity krakowskiego bp Karola Wojtyły
i orszaku duchownych dokonali aktu koronacji a jak mówi powszechnie znana
opowieść – w czasie błogosławieństwa z ręki Marii wypada berło, które
w obecności rzesz pielgrzymów pochwyci późniejszy papież. To zdarzenie uznane za mirakularne i profetyczne dziś bardziej znane jest niż legenda etiologiczna
powstania sanktuarium. Od wielu wieków święte miejsce Podhalan to nie tylko
centrum religijności, ale także obszar wspierający tożsamość regionalną.
__________
14
15
Tamże, s. 46.
Matka Boska Ludźmierska – wizerunek z lipowego drewna przedstawia Marię z Dzieciątkiem frontalnie, w pozycji stojącej; figura gotycka, autor nieznany, prawdopodobnie
z warsztatu w Nowym Sączu. Datowana na rok 1400. Charakterystycznym elementem
rzeźby jest tajemniczy uśmiech Madonny. Atrybutem królewskości jest berło trzymane
w lewej ręce; Patrz: A. Bochenek, Uwagi historyka sztuki o posągu Matki Boskiej
z Dzieciątkiem w kościele parafialnym w Ludźmierzu, Kraków 1963, s. 1.
Pierwsze źródła mówiące o kulcie Marii Ludźmierskiej pochodzą z XVII wieku: K. Bukowski, Rozwój kultu Matki Boskiej Ludźmierskiej [w:] Gaździna Podhala – Matka Boska
Ludźmierska, Kalwaria Zebrzydowska 1997, s. 26.
230
Rola sanktuarium umacnia się, kiedy proboszczem zostaje ks. prałat Tadeusz Juhas16 Z jego inicjatywy powstaje ołtarz polowy, odbywa się premiera Nieszporów Ludźmierskich Jana Kantego Pawluśkiewicza, a w 1997 roku przyjeżdża z wizytą Jan Paweł II; po tym wydarzeniu zostaje wybudowany za świątynią
Ogród Różańcowy (2000), wreszcie w 2001 ludźmierski kościół otrzymuje tytuł
bazyliki mniejszej. W 1994 w Domu Podhalańskim powstaje Katolicki Uniwersytet Ludowy, nauczanie obejmuje trzyletnie studia dla mieszkańców Podhala,
Orawy i Spisza. Wśród propozycji wykładów: samorządowość, historia regionu,
kultura regionu, sztuka. Co roku odbywa się też konkurs poezji religijnej.
Każdego roku w pierwszą niedzielę po św. Wojciechu do Ludźmierza
przybywają bacowie i juhasi na swoje, pasterskie święto17. Święty Wojciech jest
patronem pasterzy, tradycyjnie jego dzień wiązany był z rozpoczęciem redyku.
Kulminacyjnym momentem obchodów jest uroczysta suma, którą rozpoczyna
„pieśń na wejście” z orkiestrą licząca kilkanaście osób, ministrantami, księżmi
w ornatach o bogatych haftach wykorzystujących podhalańskie motywy. Koncelebrantem jest zawsze zaproszony gość, ksiądz z innej parafii, ale parafii
o pasterskich tradycjach. Wszystkich zebranych wita kustosz Ludźmierza, zaś
homilię wygłasza główny celebrans, często posługując się góralską gwarą.
W trakcie darów ołtarza jeden z baców ofiarowuje dwie małe owieczki, a po
uroczystym wyznaniu wiary następuje powszechna modlitwa odczytywana przez
wybranych pasterzy. Po mszy i oficjalnych przemówieniach połączonych
z podziękowaniami następuje akt poświęcenia baców i juhasów. Najpierw celebrans błogosławi wiernych a następnie udziela osobnego błogosławieństwa przybyłym z Podhala pasterzom. Przy głównym ołtarzu, tuż przed jego stopniami
stało drewniane naczynie, obok na stoliku taca z serem. Każdy z baców podchodził by zaczerpnąć święconej wody i otrzymywał specjalny patyczek, którym
winien rozpalić pierwszy ogień na hali, zaraz po przybyciu na koszar.
Po mszy uroczystość przenosi się za kościół, pod ołtarz polowy. Przyprowadzano kierdel owiec, a ksiądz, który przewodniczy liturgii, poświęca je i błogosławi. Zamieszczony wcześniej, przed uroczystością prasowy anons zapraszający do Ludźmierza stanowi dopełnienie święta i wyjaśnienie jego istoty.
Święto Bacowskie, tradycyjna modlitwa – baców, juhasów, hodowców
owiec i bydła – o szczęśliwy tegoroczny wypas odbędzie się w Sanktuarium Matki
Boskiej Królowej Podhala w Ludźmierzu, w poniedziałek wielkanocny 24 kwiet-
__________
16
17
Ks. T. Juhas zmarł w maju tego roku, a jego pogrzeb był manifestacją wiary, żalu
i podziękowań mieszkańców Podhala za sprawowanie pieczy nad sanktuarium, od 1985 roku.
Dokładny opis święta odnajdziemy w pracy powstałej w 2005 r., na podstawie badań terenowych Pana Jakuba Kossowskiego: J. Kossowski, Sanktuarium Matki Boskiej Ludźmierskiej. Studium z religijności Podhalan, Łódź 2005. Praca zdeponowana w archiwum IEiAK
UŁ, napisana pod moim kierunkiem.
231
nia 2000 r. o godzi 1045. Liturgii będzie przewodniczył ks. Władysław Zarębczan
z Gronkowa. pracujący w Rzymskim Komitecie Roku Jubileuszowego.
Podczas mszy św. zabierają bacowie szczapy z poświęconego ognia
z Wielkiej Soboty, aby od nich zapalić pierwszą watrę w kolibie, a także wodę
święconą z sanktuaryjnej studni do poświęcenia kierdla owiec i zagród.
Na wspólną modlitwę o Boże błogosławieństwo i zachowanie góralskich
tradycji zapraszają: Bacowie, Związek Hodowców Owiec i Kóz, Związek Podhalan Oddział Ludźmierz i Oddział Nowy Targ oraz Duszpasterstwo Sanktuarium18.
Podhalanie podkreślają rolę kustosza sanktuarium w rewitalizacji bacowskiego święta. Przez lata wzmacniany był regionalny charakter obchodów: dbałość o strój ludowy, o gwarowy język homilii i niektórych pieśni, o włączenie
i propagację modlitw napisanych dla Ludźmierza, o obecność księży podhalańczyków z Polski, Europy i Stanów Zjednoczonych.
Bacowie i juhasi znają modlitwę napisaną przez wybitnego ludowego poetę
Andrzeja Florka Skupnia na uroczystość koronacji Marii; modlitwa ta „przyjęta”
została przez pasterzy i włączona do uroczystości. Oto treść jej inwokacji:
Najświętsza Panno Mario…
Jedni nazywają Cię Leśnom Pannom, drudzy Ludźmierskom, a my bacowie
i juhasi, mamy Cię za swojom, nasom, Pasterskom. Mamy do tego prawo i przywilej, co nam go dało Dzicie Jezus bez swoje narodzenie się na hali i stajence.
Tyś Nasa z Synem Twoim, Święta Panienko Mario, a my Twoi. Poznas nos
po tej prziodziewie i zbroji ciupag i opasków i po zapachu dymu z nasayk holnyk
sałasów…19.
W dawnej tradycji ludowej hodowli owiec patronował św. Wojciech, po
święcie odbywał się redyk, ważna uroczystość społeczności pasterskiej. Magiczne zabiegi podejmowane by zapewnić pomyślny przebieg sezonowego wypasu
uległy zapomnieniu; nie okadza się owiec przed wyruszeniem na halę, nie okadza się pasterzy i całego zabieranego na szałas dobytku. Nie spotkałam, nawet
w formie reliktowej powszechnego niegdyś rytu – kreślenia na mijanych przez
redyk rozstajach dróg znaku krzyża, by zło nie miało przystępu do stada20.
Ludźmierskie uroczystości pasterskie stanowią egzemplifikację procesów chrystianizacyjnych będących nadal jednym z głównych nurtów przemian w obszarze
współczesnej religijności.
Jak już wspomniałam na Podhalu inicjatorem i kreatorem nowych form kultury religijnej jest kościół, ale zdarza się, że inicjatywa inicjująca nowe formy
__________
18
19
20
J. Kossecki, Sanktuarium…, s. 54.
A. Florek Skupień, W hołdzie Najświętszej Panience Ludźmierskiej Królowej Podhala
w dniu Jej koronacji 15 sierpnia 1963 dzieci, matki, ojcowie, bacowie, juhasi [w:] K. Bukowski, Gaździna…, s. 136.
U. Janicka-Krzywda, Rok Karpacki – obrzędy doroczne w Karpatach Polskich, Wydawnictwo PTTK „Kraj”, Warszawa–Kraków 1988, s. 47–48.
232
rytualne czy zwyczajowe inspirowana jest przez jednostkę czy grupę bliskich
sobie ludzi. Przykładem: Rodzina Kopieńcowa
Tak można nazwać naszą grupę, która od dziesięciu lat spotyka się na początku września na naszej Hali. Część przychodzi, bo czuje obowiązek względem
Kopieńca i pasterskiej przeszłości naszych Rodzin, inni przybywają na nasze
zaproszenie (…).
Każdy jubileusz, który świętujemy, ma w sobie wiele treści. Z jednej strony
oceniamy to, co minęło, ciesząc się z przeżycia dobrych chwil i sukcesów.
Z drugiej strony – liczymy lata, których nam przybyło, i wspominamy ludzi, którzy nas opuścili na zawsze21.
By zrozumieć nie tylko charakter ale sens tego święta należy przywołać
przeszłość pasterską. Z halą Kopieniec związane było życie wielu pokoleń. Kiedy pierwsi właściciele – rodzina Łuszczków w XVII wieku zubożała nabył ją
Wojciech Skupień z Białego Dunajca. Skupniowie należeli do pierwszych osadników białodunajeckich. Onomastyka tłumaczy nazwisko związkiem protoplastów z handlem, dokładniej: w pośredniczeniu w handlu z miastem. Zajęcie to
stało się powodem zamożności, która umożliwiła nabywanie hal i polan, potrzebnych zgodnie z tendencjami rozwoju góralskich wsi zarówno w XVI, jak
i w XVII wieku do budowania silnej pozycji ekonomicznej opartej na gospodarce
wołoskiej. Na wsi tę ostatnią ceniono wyżej niż handel22. Za sprawą dwóch pokoleń Skupniowie stali się właścicielami wielu polan: Kiełbasówki, Stołowego i od
1680 roku Hali Kopieniec, która obejmuje polany Kopieniec i Olczysko podnosząc swój status ekonomiczny i społeczny23.
W okresie międzywojennym powstała idea utworzenia parku narodowego
w Tatrach. Zaczątkiem były dobra Władysława Zamojskiego przekazane narodowi. Już wówczas rozpoczął się proces wykupywania poszczególnych działek
przez państwo; górale chętnie sprzedawali ziemię, szczególnie grunty rozdrobnione. Sytuacja uległa radykalnej zmianie po II wojnie światowej, gdy powstał
Tatrzański Park Narodowy (TPN) i rozpoczęto proces systemowego wykupywania polan.
Właściciele wielokrotnie stawiali opór. Wówczas zastosowano przymusowy wykup własności, wywłaszczanie na mocy ustawy z marca 1956 roku. Rugowano z hal pasterzyi zwierzęta, uzasadniając że wypas degraduje tatrzańską
przyrodę. Proces wywłaszczania w latach 70-tych XX wieku nie odbywał się bez
walki, adwersarzem właścicieli polan był TPN i jego dyrektor Leon Niedzielski,
człowiek z zewnątrz, twardy i konsekwentny, którego zasypywano anonimami
(proszono go, by wybrał jodłę, na której górale mogliby go powiesić z okazji
__________
21
22
23
A. Skupień, Droga Rodzino Kopieńcowa [w:] Nasz Kopieniec, red. Z. Ładygin, Wydawnictwo Tatrzańskiego Parku Narodowego, Zakopane 2013, s. 9.
B. Chowaniec-Zajczyk, Dzieje hal i polan Skupniowych [w:] Nasz Kopieniec…, s. 37.
Tamże, s. 38–39.
233
święta 22 lipca)24. TPN zaangażował w swoje działania wiele instytucji: prokuraturę, sądy, milicję, straż leśną, urzędy miasta, gminy. Pieniądze za wywłaszczone
działki były przekazywane, te nieodebrane na wniosek TPN-u przekazywano do
depozytu bankowego na pięć lat. Spraw sądowych wytaczanych góralom było
wiele; ostatni baca odszedł z hal w 1978 r. Powstanie „Solidarności” dało nowy
impuls; górale podjęli rozmowy z TPN i władzami regionalnymi. Sprokurowano
memoriał do Urzędu Rady Ministrów, przyjęty na „wielkim” zebraniu w Czarnym Dunajcu. Inicjatywy „oddolne” dały efekt – utworzono międzyresortową
komisję, której pracami kierował prof. K. Zabierowski. Uznano, że w Tatrach
można wypasać 1000 owiec; stworzyło to podstawę do wprowadzenia kulturowego wypasu na terenie Parku. W lipcu 1981 roku ówczesny Prezes Rady Ministrów W. Jaruzelski podpisał wprowadzone zmiany w rozporządzeniu
o utworzeniu TPN: dodano nowy ustęp: Dyrektor Parku może (…) zezwolić na
ograniczony wypas owiec i krów na polanach nie podlegających ochronie ścisłej25.
Po wywłaszczeniu aż do czasów transformacji ustrojowej wchodzenie na
Kopieniec było praktykowane w naszych Rodzinach od wielu lat – przybierało
przeważnie formę wyprawy na borówki, połączonej z odwiedzinami hali
i szałasów. Była to swoista demonstracja, świadome łamanie obowiązującego
zakazu – bo przecież chodziliśmy zbierać na swoim – pisze Andrzej Skupień26.
Wielu członkom rodzin dawnych właścicieli hali zależało na choćby symbolicznym powrocie, Kopieniec pozostał bowiem nadal w gestii Parku,
z pozwoleniem na ograniczony wypas. Pomysłodawcami corocznych wrześniowych spotkań rodzin, które niegdyś miały tu szałasy i prowadziły sezonowy
wypas owiec i krów byli Andrzej i Stanisław Skupieniowie. Ojcem duchowym
ksiądz prałat Franciszek Skupień, który będąc młodym chłopcem pracował na
hali przez wiele lat. Uzgodniono formę i treść spotkań z dyrekcją Tatrzańskiego
Parku; od jedenastu lat jego przedstawiciele są gośćmi rodzinnych kopieńcowych
spotkań.
Coroczne święto rozpoczyna msza święta celebrowana zazwyczaj przez ks.
Franciszka Skupnia27 przy kamiennym krzyżu, który powstał jako wotum za
szczęśliwy powrót z wojny Jana Galicy Gruloka, fundatorem był syn – Józef
Galica Grulok z Poronina, bohater i legenda hali kopieńcowej. To on najdłużej
opierał się wywłaszczeniu a współwłasność hal odziedziczył niegdyś po przodkach. Przez trzy lata odwoływał się od decyzji, a kolejne próby powrotu na Kopieniec kończyły się zawsze podobnie – kolegium, bądź sprawą w sądzie.
W 1974 roku zmuszono go do opuszczenia hali. Galica nie skorzystał z wyjazdu
__________
24
25
26
27
Tamże, s. 40.
Tamże, s. 41.
A. Skupień, Droga Rodzino…, s. 10.
Ks. Franciszek Skupień zmarł w marcu tego roku.
234
z owcami poza Tatry; ostatni jego pobyt na hali to Spotkanie Rodzin w 2003
roku.
Przybywają dawni właściciele, ich rodziny, znajomi Podhalanie, bliscy góralom goście z innych części Polski. Wspominają i modlą się za tych, którzy
odeszli. Spotkania uświetnia góralska muzyka a nawet banderie (jeźdźcy na
koniach). Nieodłącznym elementem święta są owce. Józef Galica Grulak miał
pozwolenie na wypas kulturowy i pracował na hali aż do śmierci. Dziś, kiedy go
zabrakło, na tę jedną niedzielę przybywa z owcami baca, prowadzący wypas
najbliżej.
Hala staje się żywa, bo tak to już jest jak stara kobieta, opuszczona i nikomu niepotrzebna. My spędzamy tu czas na wspomnieniach i modlitwie28.
Po mszy króluje watra, wspólne śpiewanie i wspominanie. Starsi mają
obowiązek opowiedzenia o sezonowym pobycie a kopienieckiej hali, nie brak
anegdot i historii z życia tych którzy odeszli. Często wspominany jest okres
trudu – czas wywłaszczeń i przekazywana jest pamięć o tych, którzy stawiali
opór ówczesnym władzom. Szałasów pozostało niewiele, ale te które przetrwały
są okupywane przez rodziny do których należały; i tu palone są watry a stołami
dla skromnych biesiad stają się małe skały. Ci, których szałasy uległy zniszczeniu dołączają do innych.
Wielokrotnie obserwowałam poruszenie, oczekiwanie i przygotowania do
spotkań rodzin, bowiem dla wielu moich znajomych to święto:
Pokoleń, tak bym nazwał to spotkanie, prawdziwie dla nas święte. To też
pokazanie, że mamy prawo do własności i godności, że pamiętamy o dawnych
ludziach i dawnym Podhalu. To się musi zachować, to musimy przenosić29.
Spotkania rodzin to święto pamięci pasterskiej. Jesteśmy trzonem naszych
wspomnień i nasza świadomość jest funkcją naszej pamięci30 pisze Marek Zaleski. Przeszłość domaga się od nas upamiętnienia, i upamiętnianie przeszłości
często znajduje wyraz w naszych działaniach. Przywołując przeszłość Podhalanie czynią obecnym to co przeminęło; a potrzeba reinterpretacji czasów minionych przesądza o sposobach jej przedstawienia – w tym przypadku sposobem
jest nostalgia, to ona umieszcza ideał w przeszłości. Nostalgiczność jest rodzajem oglądu rzeczywistości, rodzajem doświadczenia, w którym ma się świadomość utraty przeszłości. I choć czas niemożliwy jest do całkowitego odzyskania
to rzeczywisty powrót do dawnych miejsc i powrót wyobraźnią do dawnych
czasów może mieć walor edukacyjny. Pamiętajmy – konkluduje Zaleski, że
nostalgia żywi się pamięcią z której usunięto ból31. Wspominając przeszłość
pasterską przywołuje się niezwykłe trudy życia, ale zaraz dodając, że były „kuź-
__________
28
29
30
31
Wywiady przechowywane są w Archiwum Zakładu Antropologii Kultury – sygnatura
„AZAK” 1, s. 3.
„AZAK” 7, s. 1.
M. Zaleski, Formy pamięci. Słowo/obraz, terytoria, Gdańsk 2004, s. 5.
Tamże, s. 21.
235
nią charakterów”32. Autorzy święta z faktu uruchomienia wspomnień nie czynią
koronnego sposobu przeżywania przeszłości, Nie prowadzi to w efekcie do utraty poczucia rzeczywistości – przed czym zawsze przestrzegają egzegeci form
nostalgicznych33. Przeszłość ma oświetlić, wydobyć z niepamięci opowieść
o korzeniach, o etosie pasterskim, o wspólnocie kopieniackiej.
I Komunia Święta
Biała sukienka, wianek, nowy pierwszy garnitur, książeczka do nabożeństwa, obowiązkowa świeca z mirtem i białą wstążką, medalik, zegarek, rower
i strach przed pierwszą spowiedzią – towarzyszący we wspomnieniach starszym
Podhalanom:
Pamiętam jakby to było dziś. Bałem się przed i po spowiedzi. Przed to, że
grzeszyłem, po że nie wytrzymam bez grzechu do rana. I pamiętam, że dostałem
medalik, krzyżyk złoty – takie ważne święte rzeczy. To była ważna uroczystość34.
Pierwsza Komunia przez wiele wieków była indywidualną praktyką religijną odbywaną zwykle w trakcie świąt Wielkanocnych. Zbiorowe przystępowanie
do tego sakramentu wraz z uroczystą oprawą wprowadzono we Francji w wieku
XVIII, w Polsce grupowe przystępowanie odnajdujemy w końcu XIX wieku.
W okresie międzywojennym i potem do lat 70tych XX wieku było to święto,
wyznaniowe o charakterze religijnym35.
Na przełomie tysiącleci uroczystość religijna zdominowana została przez
świecką oprawę obyczajową. Miejskie przyjęcia komunijne w modnych restauracjach, drogie prezenty, niezwykłe stroje podlegające dyktatowi mody zastąpiły
nastrój duchowego doświadczenia religijnego:
Rodzice dwoją się i troję, aby ten dzień miał wyjątkową oprawę. Już od kilku lat przygotowanie przyjęć zlecają kucharzowi hotelowemu (…). Goście siedzą
w przybranych na biało fotelach, wokół na biało przystrojonego stołu. Dzieci
najbardziej czekają jednak na prezenty36.
Na Podhalu współczesna obyczajowość nie czyni z uroczystości komunijnej wydarzenia przede wszystkim finansowego, ale okres transformacji ustrojowej wprowadził wiele zmian (drogie prezenty, koperty z wysokimi sumami,
przyjęcia w karczmach regionalnych). Jednym z powodów – by zachować od-
__________
32
33
34
35
36
„AZAK” 1, s. 7.
M. Zaleski, Formy pamięci. Słowo/obraz, terytoria, Gdańsk 2004, s. 23
„AZAK” 7, s. 4.
B. Łaciak, Obyczajowość polska czasu transformacji czyli wojna postu z karnawałem, Trio,
Warszawa 2005, s. 287.
„Toast z hostią”, „Gazeta w Krakowie”, dodatek do Gazety Wyborczej, 11 maja 2001, s.
10., za: B. Łaciak, Obyczajowość…, s. 247.
236
powiednie proporcje między właściwym sensem święta a całą jego oprawą –
było przeniesienie w parafii Gliczarów Górny uroczystości komunijnej na dzień
Wielkiego Czwartku.
Dzień ten w tradycji chrześcijańskiej jest pamiątką Ostatniej Wieczerzy
i ustanowienia Eucharystii. We wszystkich kościołach „zawiązuje” się dzwony,
na znak wkraczania innego czasu, śmierci i żałoby. Dzień ten otwiera trzy ostatnie dni Wielkiego Tygodnia i wszystkie uroczystości z nim związane zwane
Triduum Paschalnym. Liturgia Wielkiego Czwartku jest niezwykła; w katedrach
biskupi święcą oleje, potrzebne przy udzielaniu sakramentu chrztu, bierzmowania i sakramentu chorych. Po mszy ksiądz obnaża ołtarz, zdjęte zostają krzyże
i lichtarze (pamiątka obnażenia Jezusa z szat i obmycia ciała). Niegdyś wierzono
w bliską obecność dusz zmarłych, dla których w miejscach granicznych palono
ogniska. I choć zwalczane przez Kościół, przekonanie o przybywaniu bliskich
zmarłych obecne jest w formie reliktowej w kulturze religijnej współczesnego
Podhala37.
Gliczarów Górny jest jedyną parafią, w której dzieci przystępujące do I Komunii Św. biorą czynny udział w liturgii Wielkiego Czwartku. Miejscowy proboszcz pełni tę funkcję od 26 lat, wierni nie od razu zaakceptowali innowacyjny
gest własnego pasterza:
Początkowo było ciężko, bo Wielki Czwartek to dzień smutny, to nie było
trafione, ale przez wiele lat przywykliśmy, młoda parafia to się nie buntowaliśmy38
Ksiądz tłumaczył, że to ustanowienie Komunii wtedy właśnie było w dawnych latach, za Chrystusa. Ja myślę, że dla dzieci to nie jest całkiem radosny
dzień, a powinien39.
Mieszkańcy gliczarowskiej parafii po wielu latach przyjęli jako własny
i wyróżniający ich od innych scenariusz święta. Na Podhalu parafia rozpoznawalna jest i po tym, że celebruje I Komunię Świętą w trakcie Wielkiego Tygodnia.
Corocznie w trakcie wielkoczwartkowej mszy dzieci występują obowiązkowo w strojach góralskich (ten obowiązek nałożony jest też wobec dzieci „ceprów” żeby – jak mówi proboszcz – nie były odmieńcami; jeżeli kogoś na kosztowny strój nie stać – to powinien pożyczyć). W trakcie mszy niewiele mówi się
o genezie liturgii Wielkiego Czwartku. Ksiądz ogranicza się do przekazania
istoty – to dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu.
__________
37
38
39
Patrz: U. Janicka-Krzywda, Rok Karpacki…, s. 41–42.; E. Ferenc-Szydełkowa, Rok kościelny a polskie tradycje, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1988, s. 131–133; H. Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne, Świat Książki, Warszawa 2003, s. 198–199; B.
Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje. Doroczne, Muza S.A., Warszawa 2004, s. 134–
135.
„AZAK” 1, s. 6.
„AZAK” 3, s. 4.
237
Po mszy – następuje procesja, z przeniesieniem monstrancji na tyły kościoła, do ciemnicy. W procesji uczestniczy proboszcz w otoczeniu dzieci, które
przyjęły I Komunię św. i w asyście ministrantów zostawiają symbolicznie Chrystusa w ciemnicy, małym pomieszczeniu wypełnionym delikatnym światłem
i wizerunkiem Frasobliwego.
Ten patetyczny moment niektóre dzieci zapamiętują długie lata. Przyjęcia
po komunii są skromne i pozbawione alkoholu, wszak to okres Wielkiego Tygodnia. Początkowo parafianie starali się organizować spotkania komunijne
w pierwszy dzień świąt Wielkanocnych, ograniczając spotkanie w Wielki Czwartek do skromnego obiadu tylko dla rodziców chrzestnych. Dziś, po wielu latach
organizuje się bezalkoholowe przyjęcia tylko w Wielki Czwartek, najczęściej
w restauracjach.
Na początku to były do księdza pytania Dlaczego? Szkoda dzieci, mają
krótki dzień, nieraz jest zima, śnieg a inni cieszą się majem. Ale teraz już nie
pytamy40.
Rozmowy z parafianami i kilkakrotne obserwacje uroczystości pozwalają
na pewne konkluzje: 1) intencją księdza był „powrót do źródeł”, do istoty święta
i dawnych wielkanocnych sposobów jego celebracji; 2) pierwszy dzień Triduum
Paschalnego wymaga specjalnego zachowania form – ascezy, powagi, refleksji,
smutku; nie pozwala więc na jakąkolwiek komercjalizację i wreszcie 3) podkreślony zostaje inicjacyjny, symboliczny charakter uroczystości.
Święta wspólnota ze zmarłymi
Obrzędy i rytuały funeralne jak każde o wielowiekowych tradycjach ulegają licznym metamorfozom. Nie znikają, bowiem pośród Podhalan powszechna
jest wiara w dalsze istnienie zmarłych41.
Konanie i śmierć oznaczają otwarcie drogi prowadzącej w Zaświaty
a rytuały wokół zmarłego mają pomóc w inicjacyjnym transitusie. Zarówno
zmarły – pisze P. Kowalski – jak i wszyscy ci, którzy znajdują się w jego otoczeniu (…) musieli respektować fakt, że zmienił się również status całej rzeczywistości i teraz także im przychodzi uczestniczyć w porządku „sacrum”42. Pogrzeb był
i jest obrzędem wyłączenia ale także umieszczenia zmarłego we właściwej krainie. Wiemy, z licznych lektur tanatologicznych, że wyposażano zmarłego
w różne przedmioty, w zależności od wyobrażeń o kształcie świata i życia poza-
__________
40
41
42
„AZAK” 3, s. 5–6.
K. Czupryniak, Ostatnia inicjacja. Studium etnologiczne obrzędów cyklu życia, Łódź 2006.
Praca magisterska zdeponowana w archiwum IEiAK UŁ, napisana pod moim kierunkiem.
P. Kowalski, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie, Wydawnictwo Naukowe PWN,
Warszawa 2007, s. 624.
238
grobowego. Na Podhalu są to święte przedmioty, mające charakter „operatorów
zmiany”43, w więc przedmiotów ułatwiających „przejście” – medaliki, książeczki
do nabożeństwa, obrazki z wizerunkami Chrystusa, Marii czy świętych patronów, różańce i szkaplerze44. Zmarłemu ofiarowano/ofiarowuje się rzeczy mające
związek z jego stanem za życia i jego szczególnymi upodobaniami (zabawki –
dzieciom, palaczom papierosy, zasłużonym – dyplomy, ordery)45.
Niedawno, spotkałam się z niezwykłą ofiarą dla zmarłego a Podhalanie wyjaśniając jej istotę twierdzili, że tradycja sięga co najmniej dwóch ostatnich pokoleń. Wianek dla zmarłego kawalera bądź zmarłej panny zachowuje tradycyjny synkretyzm magiczno-religijny.
Pleciony z bukszpanu lub jedliny, ubrany białymi kwiatami, długi by móc
otoczyć trumnę z ciałem zmarłego, niesiony jest przez panny bądź kawalerów:
Kiedy umrze młody chłopak albo młoda dziewczyna to robimy wianek,
z białych kwiatów. Zwołujemy się, pleciemy. Jak jest nas za mało do noszenia to
na pogrzebie zawsze są jakieś młode dziewczyny w białych strojach lub chłopaki
w białym to mogą zawsze uzupełnić i nieś wianek46.
Ten specyficzny dar tłumaczono niewinnością młodych zmarłych
(z obdarowywania wiankiem wyklucza się stare panny i starych kawalerów).
Dopełnieniem rytuału jest biały męski strój, biała chusta i biała spódnica dla
dziewcząt. Biel – twierdzą mieszkańcy Podhala – przeznaczona jest ludziom
młodym. Jedna z Podhalanek mówi:
Jak idzie się cmentarzem to duża ilość białych kwiatów oznacza, ze umarł
ktoś młody albo ksiądz47.
To ważna wypowiedź, bowiem białe kwiaty a nawet wianek jest często
elementem ceremonii pogrzebowych zmarłych księży.
Poszukując etiologii rytuału spotkałam się jedynie z przekonaniem, że niegdyś był on obowiązkowy, dziś decyzja należy do rodziców, którzy z reguły
akceptują starą tradycję. Na ogół transmisja większości poglądów większości
członków społeczeństwa jest tradycyjna w tym znaczeniu, że poglądy czy działania przyjmowane są jako „dane”, w każdym razie w chwili ich przyjmowania
po raz pierwszy, przyjmowane ulegają procesom tradycjonalizacji48.
Wianek, istotny rekwizyt obrzędowy obdarowany był w wielu kulturach
wielowarstwową symboliką i przybierał różne formy – od bogatych koron po
skromne pierścionki czy obrączki. Funkcje symboliczne jakie miał spełniać wią-
__________
43
44
45
46
47
48
E. Nowina-Sroczyńska, Przeźroczyste ramiona ojca. Etnologiczne studium o magicznych
dzieciach, Łódź 1997, s. 70–72.
K. Czupryniak, Ostatnia inicjacja…, s. 42.
Tamże, s. 12.
„AZAK” 4, s. 7–8.
„AZAK” 4, s. 7.
E. Shils, Tradycja, [w:] Tradycja i nowoczesność, wybrali J. Kurczewska, J. Szacki, Czytelnik, Warszawa 1984, s. 48.
239
zano z jego kolistym kształtem, odsyłającym do pełni, harmonii, braku zróżnicowań ale także, zgodnie z kształtem koła – do zamknięcia, zabezpieczenia tego,
co przebywa w wyodrębnionej przestrzeni. Był więc apotropeionem49.
Wianek upleciony z różnych roślin jest w tradycji europejskiej symbolem
dziewictwa. W najprostszej wykładni oznacza nienaruszalność cnoty dziewczyny,
co w istocie odnosi się do nieprzyznania oficjalnie zaaprobowanej i sankcjonowanej seksualności, zdolności płodzenia50.
A o pannie która je straciła mówiono, że „straciła wianek”. Ponieważ noszenie wieńców, dekorowaniem nim głów odgrywało doniosłą rolę w wielu
kulturach pogańskich (dekorowano nim posagi bóstw, dekorowano herosów na
znak zwycięstwa, umieszczano na ołtarzach) trudno się dziwić, że u początków
wielu ojców Kościoła było niechętnym tym ceremioniom. Wkrótce jednak zatarła się pamięć chrześcijan o pogańskim charakterze wieńców, mamy bowiem
świadectwa już w IV wieku ozdabiania nimi obrazów świętych i posągów. Zwyczaj ten stopniowo rozwijał się, tak że przy uroczystych obchodach ozdabiały
kościoły i ołtarze. Z wieńcami weselnymi zaciekle walczył Tertulian w III wieku, ale wiemy, że już 100 lat później mówi się o wieńcach jako uświęconym
symbolu zwycięstwa nad rozkoszą, zwycięstwa ducha nad pożądliwością ciała51.
Z ceremonii weselnych wianek przeszedl do obrzędu Consecratio virginum
(Poświęcenie dziewic), co oznaczało, że Bóg uczynił dziewicę silną wobec wroga52. Wyraźne symboliczne konotacje z seksualnością, dziś w rozumieniu istoty
wieńca są niemalże nieobecne. Nie odczytuje się rytuału ofiarowania go zmarłym jako daru, oddania wianka ale jako oznakę niewinności, którą wspiera biel
stroju żałobników i biel kwiatów. Barwa biała nie niesie już ze sobą dawnej
kulturowej dwuznaczności (kolor biały należał do elementów charakteryzujących
świętość i obarczony był ambiwalencją tak charakterystyczną dla świętości; biel
szat kapłańskich, biel przedmiotów kultowych, biel zwierząt ofiarnych, biel
całunu, śmierci, biały kolor żałoby), ale w planie symbolicznym oznacza młodość, niewinność związaną z cechą osoby a nie „stanem biologicznym”. Resemantyzacja kościelnej proweniencji nie przesłania całkowicie magicznego elementu omawianego rytuału: wianek jest ofiarą rekompensującą ascezę seksualną;
choć dziś nikt już nie dostrzega wianka dla zmarłych jako środka apotropeicznego (krąg, który tworzą niosący go wokół trumny). To jednak nadal:
Wianek jest przejmujący. Uświadamia, ze śmierć przyszła za szybko53.
__________
49
50
51
52
53
P. Kowalski, Kultura magiczna…, s. 590.
Tamże, s. 591.
Patrz: U. Janicka-Krzywda, Zwyczaje. Tradycje. Obrzędy, Wydawnictwo WAM, Księża
Jezuici, Kraków 2013, s. 229; D. Forstner OSB, Świat symboliki chrześcijańskiej, Instytut
Wydawniczy PAX, Warszawa 1990, s. 438–439.
Tamże, s. 439.
„AZAK” 7, s. 9.
240
Nową, lokalna formą wspólnoty ze zmarłymi są sezonowe msze na cmentarzu parafialnym w Poroninie, zainicjowane przez miejscowego proboszcza.
Na soborze w Lyonie, w 1274 roku ogłoszono dogmat o istnieniu czyśćca,
w którym nieśmiertelne dusze muszą odbyć pokutę za popełnione grzechy.
I chociaż kult zmarłych konsolidował wspólnoty od wieków, to czyśćcowy dogmat spowodował rozwój wierzeniowych narracji o Zaświatach i wpłynął na
wykształcenie się przekonania o solidarności ze zmarłymi i pomocy pokutującym duszom54. Formy obrzędowe z obszaru magii (karmienie dusz, palenie ogni)
i religii (msze, listopadowe święta, gregorianki, rocznice śmierci) wielokrotnie
były przedmiotem opisu i interpretacji etnologicznej/antropologicznej. Jak wiele
innych rytuałów o synkretycznej „naturze” podlegały procesom chrystianizacji
ale także zanikały wraz z „erozją” ludowego imago mundi.
Myśl o intensywniejszej więzi parafian ze zmarłymi legła u podstaw nowej
formy mszy św.: w każdą pierwszą niedzielę miesiąca, w sezonie wiosennoletnim mieszkańcy Podhala, którzy mają bliskich na poronińskim cmentarzu
mogą uczestniczyć w sumie gromadząc się przy ich grobach. Kilkuletnia, nowa
tradycja zyskała pełną aprobatę parafian i ich gości. Rozmówcy zgodnie przyznają, że przeżycie religijne wspólnoty, z tymi którzy odeszli jest bardziej intensywne niźli w czasie mszy w świątyni. Ważne są także kwestie obyczajowe,
społeczne: zauważono większą dbałość o estetyczny wygląd grobów; nie bez
znaczeniaa jest swoisty „efekt witryny”, możliwości pokazania rodziny, jej modowego stylu itp.55.
Odejście na emeryturę proboszcza z Poronina powołało krótką przerwę;
w tym roku od drugiego dnia świąt Wielkanocnych, czyli decyzji nowego proboszcza i dzięki prośbom wiernych wznowiono celebrację sumy na poronińskim
cmentarzu.
Warto także wspomnieć o inicjatywie proboszcza Gronia-Leśnicy, który
w wielkopiątkowy wieczór, procesyjnie z udziałem parafian przenosił monstrancję do z wielką dbałością zbudowanej kaplicy cmentarnej. W niej znajduje się
grób Chrystusa, a monstrancja przyniesiona ze świątyni, symbolicznie ukazuje
Jego obecność. Wierni czuwają przy grobie nie w kościele a na parafialnym
cmentarzu. Nowy proboszcz, który niedawno objął parafię leśnicką z nieznanych
mi powodów nie zaakceptował nowego miejsca wielkopiątkowego czuwania.
Tymczasem wierni z dużą aprobatą wypowiadają się o nowej tradycji:
Chrystus był przez te święte noce bliżej nas, był zmarłym człowiekiem, tak
jak wielu naszych56.
Rytuał przeniesienia monstrancji na miejscowy cmentarz – w moim przekonaniu – dawał nadzieję ludziom i ich myśleniu o zmarłych na Zmartwychwstanie. Młodzi parafianie z którymi rozmawiałam ostatniego lata wspominali,
__________
54
55
56
H. Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne, Świat Książki, Warszawa 2003, s. 309.
„AZAK” 3, s. 5; „AZAK” 1, s. 5; „AZAK” 9, s. 7.
„AZAK” 3, s. 4.
241
że wieczory Wielkiego Piątku były niezwykłe, smutne i czuło się że stało się coś
strasznego57.
Ostatnim przywołanym przeze mnie rytuałem jest nowa forma wspólnotowego czuwania bez ciała zmarłego od kilku lat egzystująca w niektórych wsiach
podhalańskich.
Ludzie zarówno bogaci, jak i biedni umierali w domu. Powszechnie uważano, że zgon w innym miejscu (tak jak zgon nagły) narusza majestat śmierci, zakłóca porządek zwyczajów i ceremonii ze śmiercią związanych. Okropna wydawała się zwłaszcza śmierć w szpitalu, bo tam ludzie oderwani od swojego
środowiska umierali oddaleni od bliskich. Śmierć w szpitalu uważano za szczególnie upokarzającą. W szpitalach i przytułkach umierali bowiem zwykle tylko
opuszczeni przez wszystkich58.
Dziś miejscem śmierci jest najczęściej szpital, co stawia nas przed problemem stopniowego rozpadu tradycyjnych rytuałów i tradycyjnych gestów. To
jeden z powodów zaniku magicznych czynności, które niegdyś podejmowano
przy zmarłym. Śmierć w szpitalu stała się także na wsi ostatecznie czymś powszechnym, choć nadal:
Najlepiej umierać jest w domu (…). Byłem przy umarłych, bom leżoł dużo
w szpitalu, mnie to dało także odczucie, że on jest wyrzucony tak na morze (…).
A jak jest ktoś z rodziny, to się czuje pewniej59.
Śmierć w szpitalu spowodowała modyfikację obrzędowych scenariuszy
związanych z czuwaniem przy zwłokach. Dziś nie zawsze przywozi się ciało
zmarłego do domu; Podhalanie nadal powszechnie uznają, że choćby jedną noc
powinno przebywać z bliskimi. Rekompensatą stały się wieczorne spotkania
rodziny, przyjaciół, sąsiadów zmarłego w jego domu bądź domu jego rodziny, od
dnia śmierci do dnia pogrzebu. Źródeł rytuału upatrują niektórzy w tradycji amerykańskiej. Modlitewne spotkania odbywają się przy zdjęciu osoby zmarłej.
W najbardziej reprezentatywnym pomieszczeniu czyni się coś na kształt ołtarzyka (krucyfiks, zdjęcie, zapalone świece, kwiaty). Osoba na fotografii powinna
być uśmiechnięta, taką powinniśmy ją zapamiętać – mówi jedna z mieszkanek
Stołowego60, pożądane by zdjęcie przedstawiało zmarłego w stroju podhalańskim.
O godzinie wieczornego spotkania zawiadamia się drogą ustną; scenariusz
zakłada dwie odrębne części: religijną i świecką. Część religijną o charakterze
modlitewnym, przy zdjęciu zmarłego prowadzi ktoś, kto najczęściej jest protogonistą wielkanocnych adoracji grobu Chrystusa. Modlitwy za duszę mają charakter eschatologiczny, pasyjny:
__________
57
58
59
60
„AZAK” 3, s. 5.
B. Ogrodowska, Polskie tradycje i obczyczje. Rodzicna, Muza S.A., Warszawa 2007, s.
236.
K. Czupryniak, Ostatnia inicjacja…, s. 35.
„AZAK” 9, s. 11.
242
To są modlitwy żałobne i postne. Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, Litania do Wszystkich Świętych. Przekładamy to pieśniami, z każdej po 2–3
zwrotki. Modlitwy są do Matki Boskiej Bolesnej i do świętego patrona zmarłej
osoby61.
Druga część zarezerwowana jest dla bliskich. Omawia się szczegóły pogrzebu (rodzaj kwiatów, układ konduktu, rodzaj spotkania po pogrzebie…).
W tradycyjnej ludowej ontologii czuwanie przy zmarłym, modlitwy i pieśni
miały ułatwić mu przejście do Innej Rzeczywistości i rozstanie z bliskimi. Rodzinie niosło pociechę i zapewniało o szacunku dla zmarłego. I tak jest nadal.
Prezentując kilka nowych form obrzędowych i rytualnych postawiłam sobie
cel: wydobyć to, co badacze rozmyślnie pozostawiali na uboczu, co wydawało
się im oficjalną normą. M. Vovelle tak o tym pisał:
Van Gennep porzuca na progu kościoła kondukt żałobny, który do tego
momentu starannie śledził, chyba że jakaś osobliwość (…) naprowadzi go z powrotem na magiczne czy przedchrześcijańskie dziedzictwo, bez reszty zaprzątając
jego uwagę62.
Nie wszystkie propozycje (powstające z inicjatywy lokalnego kościoła bądź
wiernych) mają szanse wejść na stałe w obszar kultury religijnej parafii czy regionu.
Przyglądając się życiu religijnemu współczesnego Podhala mam nieodparte
wrażenie, że różnorodność jego form można poddać analizie przy pomocy klucza
interpretaycjnego zaczerpniętego z innej dyscypliny.
Wśród badaczy anglosaskich zakorzenionych w studiach folklorystycznych
funkcjonuje termin vernacular religion, religii wernakularnej63, termin
w polskiej tradycji religioznawczej, antropologicznej czy socjologicznej – nieznany. Zapożyczony z architektury, w niej mający swe źródło oznacza architekturę:
– zakorzenioną w tradycji lokalnej; z niej czerpie wzory
– tworzoną przez miejscowych anonimowych budowniczych
– architektura wernakularna skupia się na lokalnych potrzebach
– zbudowana jest na wiedzy transmitowanej z pokolenia na pokolenie
– formy jej zmieniają się ewolucyjnie, w sposób zrównoważony, nie dzięki rewolucjom
– przez szacunek dla tradycji i historii ma zdolność umacniania tożsamości
__________
61
62
63
„AZAK” 9, s. 12.
M. Vovelle, Historia ludzi w zwierciadle śmierci, [w:] Wymiary śmierci, wybór S. Rosiek,
Słowo/ obraz terytoria, Gdańsk 2002, s. 43.
W jednym z przypisów wspomina A. Niedźwiedź o anglosaskich pracach nad religią wernakularną. Vernaculus przekłada się – niewolnik w domu pana urodzony, rodzimy, ojczysty, krajowy.
243
–
daje poczucie ciągłości dzięki powtarzalności repertuaru detali, cech
charakterystycznych
– ma także zdolność do aktualizacji form
– architektura wernakularna jest obecna szczególnie w regionach o silnie
zarysowanej odrębności64.
Cechy morfologiczne architektury wernakularnej, które przedstawiłam bez
trudu można odnaleźć i przenieść w dziedzinę wobec sztuki źródłową, w sferę
religii i doświadczenia religijnego65.
Religia wernakularna wiąże się z lokalnym kontekstem i religijną tradycją
regionu, w sferze znaczeń uniwersalnych – z życiem i jego potrzebami. Kultura
religijna jest zjawiskiem dynamicznym, zdolnym do aktualizacji własnych treści
i form. W regionach o silnej tożsamości (a takim jest Podhale), której niezwykle
istotnym paradygmatem jest wiara i demonstrowanie przynależności do rzymskiego kościoła kultura religijna zawiera wiele elementów wernakularnych,
można powiedzieć, że ma wernakularny charakter. Opisane w suplemencie
święta, ich religijne i kulturowe sensy to potwierdzają. Ze smutkiem konstatuję,
że świeckie autorytety instytucjonalne nie zawsze (nawet mimo kreacyjności
grup i indywidualnych osób) tak kompleksowo odpowiadają na „wrażliwość
regionalną”, na potrzeby mieszkańców Podhala. Ale to już temat innej
antropologicznej opowieści.
Summary
The text is more like a supplement, complementary material to the research
on the Podhale religious culture. I also use another designation of the word ‘supplement’ – I treat my reflections as material updating the dynamically changing
content and form of Podhale religiousness. The subjects of analysis include new
shepherd celebrations, the Holy Communion of Holy Thursday, seasonal masses
at cemeteries, common gatherings before a funeral, wreaths for late maidens and
__________
64
65
W jednym z przypisów wspomina A. Niedźwiedź o anglosaskich pracach nad religią wernakularną. Vernaculus przekłada się – niewolnik w domu pana urodzony, rodzimy, ojczysty, krajowy. Pojawienie się nurtu wernakularnego w architekturze wiązane jest z nowojorską wystawą w Museum of Modern Art. (1964). Kustosz tej wystawy – etnograf widział ten
typ architektury jako paralelę do medycyny naturalnej. Źródłami dla krótkiego omówienia
architektury wernakularnej były: V. Richardson, New Vernacular Architecture, New York
2001, s. 10–15; M. Krzątkowski, Architecture vernaculaire = architektura rodzinna?,
„Ochrona Zabytków” nr 1 (158) 1985, s. 3–16; J. Szewczyk, Regionalizm w teorii i praktyce architektonicznej, „Kultura i historia” (2) 2007; i praca główna: P. Arlet, Architektura
wernakularna: analogie, różnice, obraz ogólny, Wydawnictwo Uczelniane Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Teologicznego w Szczecinie, Szczecin 2012.
J. Tokarska-Bakir, Obraz osobliwy; Hermeneutyczna lektura źródeł etnograficznych, Wielkie opowieści, Universitas, Kraków 2000, s. 39.
244
bachelors, new rituals of Good Friday. These customs belong to the so-called
vernacular religion that puts emphasis on relations between religion and life,
practice, experience and also on the local, cultural context of tradition.
245
Święto Rodzin na Kopieńcu, wrzesień 2012. (fot. T. Skupień)
Święto Rodzin na Kopieńcu, wrzesień 2012. (fot. T. Skupień)
246
Msza na cmentarzu, Poronin, kwiecień 2014. (fot. W. Jezierska)
Wianek dla zmarłego, Zakopane, styczeń 2014, źródło:
http://www.tygodnikpodhalanski.pl/?mod=news&id=21546
247
Wianek dla zmarłego, Zakopane, styczeń 2014, źródło:
http://www.tygodnikpodhalanski.pl/?mod=news&id=21546
„Ołtarzyk” ze zdjęciem zmarłego, Stołowe, marzec 2014. (fot. T. Skupień)
248
Anna Mlekodaj
Wyższa Szkoła Zawodowa w Nowym Targu
O góralskim humorze
Teoretyczne i naukowe rozważania o humorze są co najmniej ryzykowne.
Podstawowe niebezpieczeństwo tkwi w różnicy między podmiotem takich rozpraw, a ich przedmiotem. Wiarygodny badacz musi zachować nie tylko godną
mędrca powagę, ale i całkowity obiektywizm względem przedmiotu swych dociekań. Ma on obowiązek chłodnym i przenikliwym umysłem objąć wszystkie
mechanizmy komizmu, skryte w rozweselających sytuacjach i towarzyszących
im tekstach, by następnie opisać je precyzyjnym słowem i zamknąć niejednokrotnie zupełnie niewesołym wnioskiem. Tymczasem sama materia płata nieustanne figle. Jak bowiem podkreśla Danuta Butler w swym opracowaniu pt.
„Polski dowcip językowy”:
Teoria komizmu jako dyscyplina badawcza ma charakter wybitnie pograniczny, należy do zakresu filozofii, psychologii, estetyki, teorii sztuki, literatury
i języka, ale żadna z tych dziedzin nie wyczerpuje jej problematyki. Peryferyjny
charakter zagadnień wiążących się z analizą komizmu nie zachęcał przedstawicieli wspomnianych dyscyplin naukowych do podejmowania gruntownych badań
w tej dziedzinie; skłaniał ich raczej do formułowania hipotez i koncepcji ogólnych, niekiedy czysto spekulatywnych1.
Humanistów od dawna pociągała tajemnica komizmu, mimo to dotychczas
nie wypracowano jednej, spójnej i uniwersalnej teorii tego zjawiska. Wskazano
natomiast co najmniej trzy drogi jego eksploracji. Jedni w swych badaniach
koncentrowali się wyłącznie na przedmiocie, poddając analizie wyizolowane
z kontekstu artefakty, będące nośnikami komizmu jako kategorii estetycznej.
Stąd też najczęściej drogą tą postępowali teoretycy estetyki. Inni, głównie psycholodzy wespół z fizjologami, koncentrowali swe zainteresowania na podmiotach, czyli zarówno tych, którzy aranżują sytuacje komiczne, jak i tych, którzy
potrafią je zdekodować. Badacze z tego nurtu szukali odpowiedzi na pytanie, jak
to się dzieje, że pewne sytuacje bądź zdarzenia budzą w nas śmiech. Ciekawiło
ich także to, w jaki sposób działają umysły ludzi umiejących wydobyć komizm
z otaczjącej ich rzeczywistości. Jeszcze inni postanowili badać funkcję, jaką
__________
1
D. Butler, Polski dowcip językowy, wyd. II, Warszawa 2001, s. 8.
249
zdarzenia komiczne pełnią w życiu wspólnoty. W doktrynach socjologicznych
komizm jest traktowany jako jeszcze jedno zjawisko społeczne. Od dawna jednak jest powszechnie wiadome, że humoru, żartu, dowcipu czy jak jeszcze określimy interesujący nas fenomen, nie da się rozpatrywać inaczej niż jako symultaniczny procesu uaktywniający w tym samym czasie podmiot, przedmiot
i określone funkcje spłeczne. Humor bowiem, rozumiany jako słowna odmiana
komizmu, jest co się zowie dyskursywny. Swą pełnię najczęściej uzyskuje
w żywym zdarzeniu komunikacyjnym, w którym konkretny nadawca odnosząc
się bezpośrednio do kontekstu sytuacyjnego oraz do wspólnej wiedzy, dzielonej
z odbiorcą, tworzy spontanicznie i najczęściej (choć nie zawsze) świadomie
komunikat (często wsparty kodem pozawerbalnym), który z powodów znanych
odbiorcy (i najczęściej także nadawcy) jest odebrany jako zabawny. Jak widać
tak rozuminy komizm ma charakter procesu, który dokonuje się w świadomości
nadawcy, odbiorcy oraz pośrednio zabarwia samo zdarzenie, będąc jego niestałym atrybutem. Nie zawsze jest to proces zachodzący równocześnie we wszystkich trzech „osobach” dramatu. Fortunne z punktu widzenia komizmu, czyli
budzące śmiech wydarzenie może zupełnie nie być zabawne dla tego, kogo bezpośrednio dotyczy. Także nadawca świadomie kreujący sytuację komiczną nie
zawsze wywoła u odbiorcy zamierzony efekt wesołości. Często jedno i to samo
zdarzenia pewni ludzie odbierają jako zabawne, inni zaś nie widzą w nim nic
śmiesznego. Poczucie humoru, czyli zdolność zarówno dostrzegania, jak i kreowania zabawnych konfiguracji rozmaitych zjawisk, jest cechą indywidualną
każdego z nas. Żywi się ono bowiem myśleniem abstrakcyjnym oraz zdolnością
często odległych asocjacji. Wymaga, że się tak wyrażę, wysokiej rozdzielczości
procesów mentalnych, która nie jest niezbędna do codziennej egzystencji, lecz
stanowi pewną naddyspozycję, mimo wszystko czyniącą życie znośniejszym.
Już w starożytności skonstatowano, że zdolność do śmiechu wyróżnia
człowieka spośród innych dzieci natury. Od Sokratesa też zaczyna się filozoficzny namysł nad tym na wskroś ludzkim zachowaniem. Namysł ten trwa nieprzerwanie do dziś i nic nie wskazuje, aby którakolwiek z teorii komizmu przyniosła
ostateczne rozwiązanie i mogła zamknąć ten rozdział wiedzy o człowieku. Zajączek umyka, mimo że gonili go najwybitniejsi, co pokaże poniższy krótki przegląd wypracowanych przez naukę stanowisk dotyczących tego zagadnienia2.
Odziedziczoną po starożytności teorię wyższości (Supriority Theory), wedle której efekt komiczny jest wynikiem skonstatowania własnej przewagi nad
tym, komu zdarzyło się coś, co go w jakimś stopniu zdegradowało w oczach
obserwatora. Według Arystotelesa w gruncie rzeczy śmiejemy się z cudzego
upadku, jeżeli tylko dystansujemy się względem niego (współczucie bowiem
__________
2
Przegląd dawnych i współczesnych teorii komizmu opracowano m.in. na podstawie: M. P.
Mulder, A. Nijholt. Humor research: State of the Art, Universyty of Twenty, Netherlandes,
2002; P. Marteinson, On the problems of the Comic, Legas Press, Ottawa 2006, S. Attardo,
Linguistic theories of Humor, Berlin 1994.
250
wyklucza śmiech). W takich sytuacjach równocześnie pojawia się w nas wzmożone poczucie wyższości własnego położenia. Teorię tę w czasach nowożytnych
rozwinął Thomas Hobbes („On human nature” 1650). Zauważył on, iż efekt
komiczny jest wynikiem nagłego załamania naturalnego porządku, który jest
zgodny z powszechnie akceptowanymi prawami rzeczywistości. Efekt komiczny
rośnie wraz z rangą wartości, która w wyniku niefortunnych okoliczności popada
w chwilową degradację. Istotna jest jednak to, że w wyniku owej degradacji nie
następuje całkowita zmiana kondycji nieszczęśnika, któremu się to przytrafia.
Elegancki pan, na którego przypadkowo wylano kubeł pomyj, pozostaje nadal
eleganckim panem, tyle tylko, że chwilowo widzimy go w niezwkle kłopotliej
sytuacji. Komizm ma więc naturę zjawiska; objawia się w jednej chwili i nie
przywiera raz na zawsze ani do określonego typu ludzkiego, ani też do żadnego
konkretnego zdarzenia. Rychło też rozpływa się w niebycie.
Inaczej rzecz ujmuje teoria niezgodności (Incongruity Theory), u której
podstaw jej twórca Immanuel Kant postawił przekonanie, że istota komizmu
polega na kontraście, jaki zachodzi między oczekiwaniami podmiotu względem
jakiegoś zjawiska, a jego rzeczywistym przebiegiem. Podążający tym samym
tropem Artur Schopenhauer stwierdził, że śmiech jest reakcją na zaskoczenie,
wynikające z konstatacji różnicy między nastawieniem, a rzeczywistością.
Współcześni badacze doszli do wniosku, że nie sama niezgodność jest zabawna,
lecz jej wynik bądź formowany przez nią przebieg zdarzenia. Bawi bowiem
raczej to, że w sytuacji, która jest wyraźnie niezgodna z oczekiwaniami, koś
zachowuje się tak, jakby tej niezgodności nie dostrzegał, jak gdyby wszystko
przebiegało zgodnie z oczekiwaniami (Incongruity-Resolution Theory).
Inaczej fenomen śmiechu tłumaczy psychologia we współpracy z fizjologią. Na gruncie tych dyscyplin sformułowano tzw. teorię ulgi (Relief Theory),
wedle której śmiech to zdrowie. Teorię tę zapoczątkował Zygmunt Freud. Według niej w ciele ludzkim kumuluje się energia, która nie znajduje innego ujścia,
jak tylko przez śmiech. Śmiech jest więc uwolnieniem nadwyżki energii, która
powstaje w wyniku ograniczeń, jakie nakłada na naszą wolność życie w społeczeństwie i tzw. cywilizowanym świecie. Pierwotne popędy muszą ulec ujarzmieniu. Niezrealizowane z powodu respektowania rozmaitych tabu, przyczyniają
się do zwiększenia wewnętrznego napięcia, które może mieć destrukcyjne działanie. Śmiech uwalnia ową energię i oczyszcza ludzką psychikę z toksyn. Z racji
koncentrowania się na psychologiczno-fizjologicznym aspekcie teoria ulgi jest
jednak raczej teorią śmiechu niż komizmu.
Z ustaleń Feuda oryginalne tezy wywiódł inny badacz humoru – Marvin
Minsky. Według niego humor jest swoistym narzędziem pozorowanego poznania. To, co tkwi w naszym umyśle, lecz czego z różnych powodów, najczęściej
cenzuralnych, nigdy nie doświadczymy bezpośrednio, znajduje swoją manifestację w żartach, kreujących pewien alternatywny świat, w którym nasze niedozwolone zachowania realizują się w działaniu wykreowanej postaci. Teoria ta tłuma251
czy, dlaczego śmieszą nas żarty na temat rasizmu, agresji itp. Również mechanizm żartów nonsensownych znajduje w tej teorii swe wyjaśnienie, ponieważ
niedorzeczność i absurd są w naszym racjonalnym umyśle także obłożone restrykcjami, jako wprowadzające nieład w proces poznania. Wszelkie stawiane
przez zdrowy rozsądek, dojrzałość i dostosowanie społeczne bariery mogą zostać
pokonane bezkarnie i publicznie wyłącznie w konwencji żartu. Śmiech natomiast
jest, podobnie jak u Freuda, objawem uwolnienia owej skumulowanej energii
(psychic energy).
Ponieważ większość zjawisk komicznych jest zakorzeniona w języku, znaczące miejsce wśród teorii komizmu zajęła tzw. generalna teoria humoru słownego (General Theory of Verbal Humor) opracowana pod koniec XX wieku
przez Wiktora Raskina i Salwatora Attardo. Teoria ta jest rozwinięciem wcześniejszej semantycznej koncepcji mechanizmów komizmu (Semantic Scripts
Theory of Humor). Zakładała ona, że każdy żart jest zbudowany z dwóch opozycyjnych względem siebie scenariuszy (scripts), według których należy odczytać
i zinterpretować całość. Do pointy dowcip jest przyporządkowany tylko jednemu
z nich, pointa natomiast jest momentem nagłego zwrotu, który otwiera przed
odbiorcą drugą, opozycyjną względem dotychczasowej, możliwość odczytania
całości. Najczęściej spotykane opozycje plasują się na trzech poziomach. Najniższy zajmują przeciwstawienia typu: zło – dobro, życie – śmierć, mądrość – głupota. Na wyższym poziome abstrakcji umieszczono: aktualny – nieaktualny,
możliwy – niemożliwy, normalny – nienormalny. Najwyższy stopień abstrakcji
dokonuje się w żartach, które realizują się wokół opozycji: realny – nierealny.
Generalna teoria humoru słownego uwzględniając teorię opozycyjnych scenariuszy poszerza dodatkowo zakres refleksji nad badanym zjawiskiem o pięć parametrów, niezbędnych w analizie humoru językowego: Są nimi: język, rozumiany
jako zasób środków wykorzystywanych do tworzenia tekstu żartu; strategia narracyjna, czyli wybrana forma organizacji narracji; cel, który w żarcie powinien
być wyrazisty; sytuacja, która wewnętrznie determinuje żart oraz mechanizm
logiczny, odpowiadający za sposób powiązania dwóch opozycyjnych scenariuszy
(skryptów) w jednym żarcie. Owe parametry koegzystujące w dowcipie słownym
wzajemnie się determinują, zaś ich wewnętrzna hierarchia przebiega od najbardziej abstrakcyjnej konstrukcji mentalnej generującej dwa opozycyjne scenariusze, przez ich logiczne uporządkowanie, aż po konkretną realizację językową.
Jeden koncept może znaleźć wiele wariantów wykonawczych3.
Niezależnie od tego, którą teorię komizmu przyjmiemy jako najbardziej
adekwatną do rzeczywistości, warto zauważyć, że wszystkie one podzielają
wspólne założenie, iż komizm jest funkcją ludzkiego umysłu. Tylko człowiek
jest zdolny (choć nie w jednakowym stopniu) zarówno do kreowania sytuacji
__________
3
Semantyczną teorię humoru Wiktora Raskina przywołuje Aleksy Awdiejew w tekście pt.
Nieśmieszne aforyzmy (Refleksja nad semantyką humoru) dostępnym na stronie
www.lingwistyka.ui.wroc.pl [dostęp 20.01.2010].
252
komicznych, jak również do dostrzegania komizmu w przypadkowych konfiguracjach zdarzeń bądź słów.
Uniwersum zjawisk potencjalnie komicznych można podzielić na trzy sfery. Pierwsza z nich obejmuje nasze bezpośrednie doświadczenie, zakładające
równoczesność zaistnienia wydarzenia i jego percepcji jako wydarzenia komicznego. Niemal codziennie uczestniczymy w sytuacjach budzących śmiech bądź
jesteśmy ich świadkami. Wszystkie one zdarzają się w realnej rzeczywistości i są
wynikiem różnych okoliczności, które stanowią ich kontekst. Nasz umysł pozyskuje bezpośrednio z bieżącego, chwilowego i ulotnego doświadczenia obraz
wycinka rzeczywistości, który z różnych powodów odbiera jako komiczny. Jest
to więc bezpośrednie doświadczenie komizmu. Obejmuje ono takie konfiguracje
zdarzeń, które nie zostały przez nikogo zamierzone, lecz są wynikiem przypadku. Do tego obszaru należą zarówno językowe lapsusy, jak i zabawne zbiegi
okoliczności bądź niezamierzone reakcje lub zachowania. Uznanie komiczności
konkretnej sytuacji jest arbitralne i zależy od chwilowej dyspozycji odbiorcy
oraz od jego zdolności dostrzegania wartości naddanej (dodatkowej), jaką jest
właśnie ów niezamierzony przez nikogo komizm. Jeden dostrzeże w tym samym
zdarzeniu powód do śmiechu, drugi nie. Percepcja komizmu odbywa się w tej
sferze na linii: rzeczywistość – umysł doświadczający.
Druga sfera obejmuje zdarzenia komiczne o charakterze intencjonalnym
i twórczym. Wydarzenia budzące śmiech są przez kogoś świadomie aranżowane.
W celu ich wywołania ktoś ingeruje w naturalny porządek rzeczy, stwarzając
sztuczny układ, w który zostają wprowadzone osoby, będące nieświadomymi
aktorami wyreżyserowanych scen. Odbiorcy takich zdarzeń także doświadczają
ich bezpośrednio z rzeczywistości, jednak warunkiem fortunności komicznej jest
to, aby w przeciwieństwie do niepodejrzewających niczego ofiar, mieli oni świadomość sztuczności całego układu. W tej sferze mieszczą się wszelkie kawały
robione komuś, a obliczone na publiczny odbiór. Ich komizm realizuje się według modelu: umysł projektujący – rzeczywistość – umysł doświadczający.
Trzecia sfera istnienia zjawisk komicznych mieci się całkowicie poza doświadczalną rzeczywistością. Sytuacje bądź inne akty komiczne dokonują się
wyłącznie w przestrzeni mentalnej, a ich tworzywem jest określony kod symboliczny. Nadawca tworzy werbalny bądź niewerbalny tekst, który jest nasycony
typowymi dla danego kodu nośnikami komizmu. Do tej sfery należą m.in. żarty
muzyczne, zabawne rysunki, a także cała sfera tekstów literackich. Używając
określenia Łotmana – jest to komizm realizowany we wtórnych systemach modelujących, a więc w przestrzeniach nabudowanych nad rzeczywistością realną.
W tej sferze komizm realizowany jest na linii: umysł tworzący – tekst – umysł
doświadczający, przy czym tekst nie zalicza się do rzeczywistości na tych samych prawach, co wydarzenia komiczne z dwu wymienionych wcześniej sfer.
Nie ma też większego znaczenia, skąd nadawca tekstu komicznego czerpał swe
inspiracje, ważne jest jedynie to, że ów w intencji komiczny tekst znosi potrzebę
253
bezpośredniego rzeczywistego doświadczenia zdarzenia komicznego przez odbiorcę. Mentalna sfera istnienia zjawisk komicznych jest najpojemniejsza.
Mieszczą się w niej zarówno wszelkie czysto intelektualne żarty oparte na nonsensie, jak i wszelkie inne, mniej wyrafinowane, jednak mające tę wspólną cechę, że zostały zaktualizowane wyłącznie w przestrzeni mentalnej. W tej sferze
mieszczą się także niezamierzone efekty komiczne, które są skutkiem przewartościowania odbioru tekstów. Zupełnie serio traktowane w swoim czasie hasła
propagandowe bądź zaangażowane politycznie teksty sprawozdań z działalności
rozmaitych gremiów w wyniku zmian w mentalności, odczytywane w innych
warunkach politycznych nabierają niezamierzonego pierwotnie wydźwięku komicznego.
Niezależnie od sfery, w której realizuje się zjawisko komiczne, do jego zaistnienia niezbędny jest umysł postrzegający, czyli odbiorca zdolny do percepcji
komizmu. Tylko bowiem ten typ umysłowości jest w stanie odczytać w kategorii
komizmu przypadkowe konfiguracje zdarzeń rzeczywistych, a także przyjąć rolę
kreatora intencjonalnych sytuacji humorystycznych lub autora tekstów komicznych. Umysł dekodujący humor tekstu bądź zdarzenia jest zawsze uwikłany
w jakiś konkretny kontekst społeczno-kulturowy, który stymuluje jego recepcję
komizmu. Jest także nacechowany indywidualnymi preferencjami w zakresie
tego, co uznaje za zabawne. Mimo tych wszystkich obwarowań i ograniczeń jest
on jedyną i ostateczną instancją, dzięki której komizm ma szansę na zaistnienie.
Poza nim zjawisko to nie istnieje.
W sferze tekstów literackich, w obrębie gatunków, w których humor, o ile
nie wykracza poza granice stosowności, jest zjawiskiem pożądanym i poszukiwanym, wypracowano szereg niezawodnych mechanizmów komizmu, których
skuteczność jest wysoce prawdopodobna. Do ich zbioru należą m.in.: kontrastowe zestawienie początkowych oczekiwań i rezultatów, ukazanie sprzeczności
między prawdą a pozorem, przerysowanie (karykaturyzacja) bądź hiperbolizacja,
dystans wobec komicznego obiektu gwarantujący odczucie wyższości względem
niego, odbieganie od normy, ukazanie absurdalności zachowań itd. Mechanizmy
te są na tyle skuteczne, że wciąż powszechnie stosowane.
Obszarem naszego zainteresowania jest nabudowywana od już ponad 100
lat literatura podhalańska tworzona przez górali (najczęściej z urodzenia, czasami
także z wyboru) w gwarze. Jest to obszar szczególny, ponieważ mamy w nim do
czynienia z tekstami zapisanymi w mowie, która do niedawna w ogóle nie znała
odmiany pisanej. Przez całe wieki funkcjonowała jako tworzywo zarówno codzinnego dyskursu, jak też jego atystycznej odminy, stosowanej w tekstach folkloru. Była ona również zdolna do rozweselania ludzi. Nędzne życie na nieurodzajnej ziemi domagało się rekompensaty w postaci radosnych chwil spędzonych
wspólnie przy muzyce na tzw. posiadach, które były stałym obyczajem na Podhalu. Mimo biedy ludzie byli weseli. Potrafili też rozweselać innych. Humor był
w cenie, ponieważ pozwalał zapomnieć o trudach dnia, przywracał ludziom
254
poczucie uroku życia i przynosił chwilową ulgę. Nie bez powodu i głębokiego
przekonania Jan Krzeptowski-Sabała radził: Wyzeń ze sobie smentek – to ci
i zycie bedzie zroz milse. Kiedy indziej zaś twierdził: Cłekowi ze smutkiem wnuku
to nijak zyć, jako niedźwiedziowi z kulkom w brzuchu.
O przedliterackim poczuciu humoru górali świadczą wywodzące się wprost
z folkloru pieśni, wśród których całą pokaźną grupę sklasyfikowano jako komiczne4. Innym źródłem wiedzy na ten temat jest zbiór Sabałowych gadek, których on sam nie spisał, ale uczynił to rychło po jego śmierci słynny kościeliszczanin Andrzej Stopka5. Warto jednak zaznaczyć, że o ile śpiewki były tworzone
przez górali dla górali, o tyle Sabała swe opowieści kierował przede wszystkim
do „panów”. W stosunku do wewnętrznie względem podhalańskiego etnosu
usytuowanych przyśpiewek, gawędy Krzeptowskiego przesunęły się ku obszarom granicznym między światem góralskim i niegóralskim, co miało wpływ na
ich ukształtowanie także w interesującym nas zakresie. Ze względu na „pańskich” słuchaczy Sabała stosunkowo rzadko naruszał tabu, w pieśniach natomiast
jest to jeden z podstawowych mechanizmów niezawodnie wywołujący wesołość.
Pod klauzulą humoru porusza się otwarcie tematy, których nikt nie ośmieliłby się
rozwijać w wypowiedziach traktowanych serio. Żartowano więc nie tylko
z seksu (Ozenić się z wdowom/ być za niewolnika/ obłapiać som za sie/ i za nieboscyka), ale (nierzadko przy okazji) i ze śmierci (Za starego póde/ sanować go
muse/ Jezusie, zmiłuj sie/ zabier ś niego duse lub Mojo staro nie umiyroj/ bede jo
sie poniewieroł/ ej, jako zło poniewierka/ kozdom nocke sukać wyrka), ze starości
(Staremu, staremu/ za piecem zagrodzić/ a młodemu chłopcu/ ku dziewcynie
chodzić), z biedy (Ka sie popodzioły/ mego ojca dobra/ pietnoście korpieli/ zgniłyk gruli torba), a także z księży (Księzom gospodyniom/ do ratusa wiedom/
a ksiądz za niom leci/ zabier, małpo, dzieci).
Naruszanie tabu w tekstach komicznych nie jest jakimś szczególnym wyznacznikiem góralskiego li tylko dowcipu. Z mechanizmem tym spotykamy się
w całej ludowej twórczości. Znacznie ważniejszym zdaje się zagadnienie, jak
potoczyły się losy tego rodzaju komizmu w inspirującej się tradycyjną pieśnią
gwarowej poezji Podhala. Śledząc jej rozwój w perspektywie historycznej można
stwierdzić, że w pierwszym okresie swego istnienia poezja góralska odcięła się
wyraźnie od tej tradycji. Poeci pokolenia antologii „Poezja młodego Podhala”
(1937) nastrajali swą lirę na poważne tony, pragnąc nadać swym utworom kształt
tzw. „prawdziwej poezji”, tyle że podanej po góralsku. Nie było w niej więc
miejsca na bezkarne swawolenie. Ani Jan Mazur, ani Stanisław Nędza Kubiniec,
ani Hanka Nowobielska, ani nawet Andrzej Skupień Florek nie nasycali swych
tekstów poetyckich humorem, a już najmniej humorem sankcjonującym przekraczanie tabu. Także u współczesnych poetów podhalańskich nieczęsto spotyka się
__________
4
5
Pieśni Podhala. Antologia, red. J. Sadownik, Warszawa 1971, nr 1178–1250.
A. Stopka, Sabała. Portret, życiorys, bajki, powiastki, piosenki, melodye, Kraków 1897.
255
skłonność do żartów. Nawet znany z odważnych rysunków Jasiek z Gorców (Jan
Fudala) nie przekroczył tej granicy w swej poezji. Zaduma nad człowiekiem
i jego życiem, refleksja nad przemianami w góralskim świecie, bunt przeciw
zatracaniu tradycji oto tematy dominujące na wskroś poważne. Jedynie dwoje
twórców odważyło się w swych tekstach nawiązać wprost do tradycji śpiewek
komicznych. Do tego wąskiego grona zalicza się Wanda Czubernatowa, która
przywołuje powszechną niegdyś swobodę śmiechu. Tomik jej wierszy pod wiele
mówiącym tytułem „Erotyki spod motyki”6 daje liczne przykłady na to, że można o miłości fizycznej mówić wprost i z humorem, ale i tak, że nie ma się poczucia niestosowności z powodu przekraczania tabu. A u Czubernatowej jest to tabu
podwójne, ponieważ autorka mówi o miłości z perspektywy babki, która już nie
może doświadczać jej tak intensywnie, jak to czyniła w młodości. Równocześnie
więc wywołuje tematy seksu, starości, a czasami nawet śmierci, a wszystko ujęte
w nawias humoru: Wszystkie moje Pietrusie/ wszystkie moje Wojtusie/ co się po
mnie wiysali/ juz duchami zostali…/ cas ogryzo im kości / jo zbacuje słodkości/
i po głowie mi chodzi/ cy w raju bedom młodzi?
Starość, w tradycji literackiej tak często wynoszona do godności cnoty,
w ludowym komicznym krzywym zwierciadle nie ma z nią nic wspólnego. Jedna
ze śpiewek przedstawia taki oto obraz: Stara baba tońcy/ nogi się ji chwiejom/
zymby wystrzerziła/ ludzie sie ś nij śmiejom. U Wandy Czubernatowej, która na
swój sposób oswoiła starość, pojawia się inna humorystyczna wizja babki. Jest to
babka marząca: Koci pyscuś, kocia łapka/ o Wojtusiu marzy babka/ w sensodynie
ząbki myje/ danonki kładzie na syje/ aktimelem brzuch smaruje,/ protefixa polizuje/ cy to babce, dobry Boze, na Wojtusia co pomoze?
Można też u Czubernatowej spotkać miłość młodych. I choć wiersz nie jest
pisany gwarą, rzecz dzieje się w typowo góralskiej scenerii, bo na sałasie, gdzie
zastajemy Kasię z Janickiem. Znany mechanizm komizmu każe jednak zawieść
pierwotne oczekiwania czytelnika: Na szałasie koty pasie miesiączek/ a w szałasie kocha Kasię Janiczek/ Miesiączek ich podpatruje szpareczką/ Zakrył sobie
srebrną mordkę chmureczką/ siano drapie, Jasiek chrapie, koty w śmiech/ popełniłeś głupi Jasi ciężki grzech!/ Twoja Kasia poszła do wsi za psami/ a tu leży
ciotka Jaga z wąsami!
Miłość nadal pozostaje ważnym tematem poezji gwarowej, jednak z czasem
spowił ją woal melancholii, subtelności, tajemniczości, czaru, magii, czasami
nostalgii. Jej czysto ludzki, niemal fizyczny aspekt podany z humorem, ale
i odrobiną liryzmu w podhańskiej poezji spotkać można jedynie w twórczości
Wandy Czubernatowej.
Inaczej nieco Zdzisław Barglik, autor tomiku „Na zbójnickom nute”, kontynuuje tradycję góralskich pieśni komicznych. W zbiorze tym znajdziemy, jak
we wstępie napisał Jan Gutt Mostowy, także erotyki, sprośne czasem, ale pozba-
__________
6
W. Czubernatowa, Erotyki spod motyki, Kraków 2009.
256
wione wulgaryzmów, obcych zresztą gwarze góralskiej7. Podobnie jak w ludowym pierwowzorze, także w stylizowanych na góralskie śpiewki wierszach Barglika komizm jest przepustką do tematyki ze strefy tabu. Rzadko kiedy bywają
one dosadne. W większości wypadków jedynie umiejętnie stymulują skojarzenia
czytelnika, skutkiem czego całe „zakazane” znaczenie tekstu zostaje wywołane
w świadomości odbiorcy, czyniąc go poniekąd współwinnym za przełamanie
tabu. Oto przykład: Pytoł, pytoł, jaz upotył/ telo dostoł, co nachytoł/ dobrze ci tak
niedołyngo/ kie fces, nie proś, ino siengoj.
Wiele w tekstach Barlika szczerego, chłopskiego humoru, który stanowi
współczesną alternatywę do znikającej już spontanicznej góralskiej śpiewki
komicznej. Poszczególne teksty nie realizują żadnej spójnej wizji świata. Ich
podstawowym zadaniem jest dawać radość, bawić, budzić śmiech, rozweselać.
Nic więc nie szkodzi, że obok czterowersu: A dejze mi dziewce zgrzeszyć/ póki
mie to jesce ciesy/ bo jak nos ksiądz stułom związe/ to już bedzie obowiązek//
znajduje się następujący: Kie cie ksiądz uwiąze stułom/ jakeś nie bł safandułom/
mozes robić to, co wprzódzi/ ino bez gorsenio ludzi.
Jak już wspomnio, jedną z najwcześniej dostrzeżonych i opisanych teorii
powstawania komizmu jest teoria wyższości. Aby jej mechanizm zadziałał niezbędna jest świadomość dystansu między odbiorcami zdarzenia komicznego,
a jego bezpośrednimi uczestnikami. Istotne jest także i to, że ci ostatni nie mają
poczucia własnej śmieszności, lecz przeciwnie, traktują wszystko, co ich spotyka
zupełnie poważnie. W najprymitywniejszych przypadkach mechanizm ten ujawnia się w komizmie sytuacyjnym, kiedy w wyniku różnych okoliczności kogoś
spotyka coś, co go na moment wytrąca z rutyny bądź normy (przypadkowe zderzenie z jakąś przeszkodą, upadek w wyniku poślizgnięcia się na skórce od banana, utrata części garderoby w wyniku niespodziewanego zbiegu okoliczności
itp.). W bardziej skomplikowanych przypadkach uruchamia się mechanizm podobny do tego, który w antycznym dramacie był motorem ironii tragicznej.
Uczestnik dramatu ma ograniczoną wiedzę, postronny widz natomiast ma ogląd
całości i ta perspektywa pozwala mu właściwie ocenić postępowanie bohatera,
a raczej jego dramatyczną walkę, która z góry jest skazana na niepowodzenie.
Owa różnica między tym, co wie bohater i czym się kieruje w swym postępowaniu, a jego rzeczywistą sytuacją, z której zupełnie nie zdaje on sobie sprawy,
bywa z powodzeniem kanwą tekstów humorystycznych, najczęściej epickich. Na
Podhalu znamy go m.in. z góralskich gadek. W jednej ze swych odmian mechanizm ten pojawił się w opowiadaniu Sabały o tym, jak Wojtek Mateja wraz
z towarzyszami obrabowali bogatego karczmarza w Orawicach. Żonie karczmarza bardzo się podobał Wojtek, który postanowił to wykorzystać, tłumacząc
kamratom plan: Jo sie bedem broł do karcmorki, a wy sie biercie do dudków, bo
som jest wielgie w kumorze schowane. I tak też uczynili. W czasie, kiedy Mateja
__________
7
Z. Barglik, Na zbójnickom nute, Słowo wstępne J. Gutt Mostowy, Kraków 2001, s. 7.
257
tańczył z karczmarką, pozostali zbójnicy plądrowali komorę. Ale mek ze ściany
od kumory poodpadowoł i było ik widno. Mateja se tońcy, a kie widział wtorego
bez spare, to im śpiewoł, jako majom robić. A karcmarz ani karcmarka się nie
nazdali, zeby ik tak wywieść miał. Tak więc gospodarze byli okradani według
śpiewanych w ich obecności instrukcji Wojtka, nie mając o niczym pojęcia.
Inny sposób wykorzystania tego mechanizmu zastosował Andrzej Skupień
Florek w gadce pt. „Jak Wojtek Cyrpoków ostoł ojcem”. Tytułowy Wojtek, jak
go określił narrator: ani nie głupi, ani nie mądry, ino taki wiecie, wojtkowaty, po
wielu latach dojrzał do decyzji o małżeństwie. Poszukiwanie chętnej trwało
dosyć długo, bo Wojtek wysoko mierzył, aż wreszcie po jakimś casie trafił na
ładnom, zgrabnom dziywcynke, co podziała, ze jak trza, to zaroz do ślubu ś nim
pódzie. A ludzie jak obocyli, ze Wojtek sie ś niom zyni, zaceni mu jom ozmowiać
powiadając mu: „A cos to nie widzis? Dyć ona już wionka ni mo” „No to co,”
powiado Wojtek „ze ni mo? Dyć jo jij wionek kupiem, ino pojedziemy do ślubu”.
Wobec tego ludzie dali spokój, a Wojtkowi po miesiącu urodziło się dziecko.
Szczęśliwego żona wysłała na jarmark po kołyskę. Przezornie kupił tych kołysek
12, a spotkanemu po drodze księdzu tłumaczył, że skoro po miesiącu mają jedno
dziecko, to po roku będzie ich tuzin. W przeciwieństwie do bohaterów antycznych tragedii „logika” Wojtka uczyniła go szczęśliwym, postronnym zaś dostarczyła powodu do śmiechu.
Zarówno u Sabały, jak i u Florka nieprzystawalność czyjegoś zachowania
do rzeczywistości, której ono dotyczyło, było demaskowane przez innych
uczestników świata przedstawionego w gawędach. Odbiorca tekstu miał więc
ułatwione zadanie, ponieważ już z samej narracji jasno wynikało, kto ma rację,
a kto błądzi. Inaczej rzecz się ma w tekstach, w których narrator jest właśnie tym
błądzącym, czyli osobą mylnie interpretującą świat, w którym żyje. Czytelnik
bądź słuchacz musi wówczas sam domyślić się, że ocena rzeczywistości, którą
otrzymuje w tekście, jest radykalnie błędna. Bukowiński gawędziarz i poeta
Józef Pitorak stworzył w swych stylizowanych na wzór pieśni dziadowskich
postać dziadka, który wędrując po świecie (głównie po Zakopanem), napatrzył
się na rozmaite nieszczęścia ludzkie, do których zalicza... picie czarnej kawy
(Biedne paniska, jaz na litość brało/ żeby się do nij kapke mlyka zdało/ bo przecie cornom pijom w kryminale/ wzieny mnie zole) i opalanie się na Gubałówce
(Prazom swe cielska z odzienia wyzute/ pewnie za grzychy dajom im pokute/ cłek
w cieniu stoi, z gorąca sapie/ z coła mu kapie)8. Zarówno „Zole dziadka nad
turystami”, jak i „Opowieść dziadka o cornyj kawie” przedstawiają rzeczywistość przetworzoną przez krytyczny umysł starego górala, który całe życie kierował się zdrowym rozsądkiem. Powszechne zachowania ludzi miasta, będące
według nich znakiem postępu, w żaden sposób nie mieszczą się w jego doświadczeniu. Zamiast np. zazdrości, że innym żyje się lepiej, budzą w nim żal, ewen-
__________
8
J. Pitorak, J. Koszarek, F. Stokwisz, Bukowiańskie nuty, Bukowina Tatrzańska 2005.
258
tualnie zgorszenie. Z drugiej strony efekt komiczny jest też po części wynikiem
zawoalowanej satyry na modne, ale niezupełnie racjonalne zwyczaje turystów,
którzy za wszelką cenę podążają za aktualnym trendem.
Budowanie komicznych sytuacji opartych na podobnej zasadzie podwójnego dystansu jest ulubionym chwytem podhalańskich gawędziarzy. Szczególnie
zasada ta sprawdza się we współczesnych tekstach, które są reakcją na zasadnicze przemiany mentalności i obyczajów góralskich. Wykreowany w tych tekstach narrator-komentator otaczającego świata przykłada do niego niewspółmierną miarę własnego wyobrażenia o tym, jak być powinno. Stąd bierze się
jego zadziwienie, czasem krytyka, a zawsze dezaprobata względem współczesności. Odbiorca, która przecież należy do tej krytykowanej współczesności, nie
podziela zapatrywań narratora. Dystansuje się względem niego, narrator zaś
dystansuje się względem świata, w którym żyje, a którego nie potrafi racjonalnie
uzasadnić, tak więc każdy ma jakiś powód do śmiechu. Niewątpliwie mistrzem
takich opowieści jest Józef Pitoń, szczególnie w tekstach inspirowanych pobytem
w Stanach Zjednoczonych. W gadce pt. „Chicago” mocno zdegustowany góral
opowiada o tamtejszych zwyczajach: Kozdy Amerykon jeździ karom. Choćby
mioł pięć kroków, to na nogak za pierony nie pódzie. W jednyj ręcy kierownica,
w drugiej pusecka z sodom abo kawom i lońć. A jedzom i zujom przez cały dzień.
Totyz co trzecio baba telo hrubo, co sie ziem pod niom ugino, kie idzie. Roz kiela
cos trefi sie taki, co goni. Choćkie w niedziele dyrdo jakosi ciotka abo ujek. (…)
A lecom ta jak koń od ujka Kmiecia, nie przymierzający. Choćbyś go był kielo
bicem śmigoł, to ino roz kiela cos ogonem majdnon i zawse mioł trzy nogi na
ziemi9.
Także sfera duchowo-obyczajowa tamtejszych ludzi budzi w nim poważne
zastrzeżenia:
Amerykany to tak uwazujom, ze kozdy moze zyć jako kce, robić co kce, siedzieć z kim kce i nik, ani kościół, ani ksiądz ni mo prawa sie wtrącać. I wystarcy
przystąpić do jakiegosi kościoła, nolepij do takiego, co uznaje ino trzy abo śtyry
przykozanio i roz kiela cos przepowiedzieć: O maj Gad, o maj Gad! I już mos
gotowy tyket do nieba10.
Jak widać na usługach omawianego mechanizmu pozostają takie środki, jak
karykaturyzacja, uproszczenie, przerysowanie, ale podstawą dla nich jest zawsze
jednak przyjęty punkt widzenia narratora. Podobnie swoje gawędy buduje także
Irena Grobarczykowa z Orawy.
Inną jeszcze drogą realizacji teorii wyższości jest spotykane w tekstach góralskich zjawisko autoironii. Polega ono na tym, że osoba wypowiadająca się
w tekście sama siebie stawia w nie najlepszym świetle i tym sposobem budzi
względem siebie dystans odbiorcy. Z reguły nikt nie przyznaje się otwarcie do
__________
9
10
J. Pitoń, Naski świat, Kraków 1999, s. 236.
Tamże, s. 238.
259
swoich wad, nikt też nie dąży do tego, aby jego zła sytuacja wyszła na jaw. Dystansowanie się względem innych jest o wiele łatwiejsze. Wskazywanie siebie
jako podmiotu budzącego śmiech jest jednak wynikiem raczej wysokiego poczucia własnej wartości niż jakiegokolwiek kompleksu. Umiejętność śmiania się
z samych siebie zawsze była wyższą szkołą humoru. Ludzie mieli tę umiejętność
od zawsze, skoro już w pieśni ludowej, także góralskiej, istnieją na to liczne
dowody, np. Jo se chłopok honorowy/ z honorowyj rodziny/ mama kupcy kohutami/ ociec wozi trociny// albo: Obiecał mie ociec/ tego roku skrzepić/ doł mi
stare portki/ pomóg mi ik przepić// albo: Rokozoł mi ksiądz/ konicyne ząć,/ jo sie
najod miske klusek/ i bojem sie zgiąć.
Mechanizm ten był również obecny w góralskiej gadce. W jednej ze swych
gadek Sabała wspomina, jak to go Stanisław Witkiewicz prosił na krzesnego dla
swego syna, przyszłego Witkacego. Zej sie namyśloł nie bedem. Myśliwskie
prawo krótkie. Tok pedzioł, ze dziecko przytrzymiem. Inok jesce nie wiedzioł,
wtore. Dla Sabały był to wielki honor, tym bardziej, że rzadko go spotykała taka
propozycja, bo jak prostodusznie wyznaje: My ta drzewień rzodko trzymali, bo
brali takik, co nie pili. Jo pił, tozto dzicysk nie trzymoł, coby sie na mnie nie
popodawały. Cała ta sytuacja bardzo go niepokoiła. Swymi wątpliwościami
podzielił się z księdzem Stolarczykiem, a ten: pedzioł mi, ze sie ta bez trzymanio
obejdzie, bo to ta juz był łycok setny, ten mój krzesny – haj.
Późny potomek rodu Sabały, Józef Krzeptowski zwany Ujkiem, znany kurier tatrzański, ratownik, przewodnik i gawędziarz, odziedziczył po sławnym
przodku ten sam typ poczucia humoru i wyznawał tę samą filozofię, wedle której
śmiech i radość to najwięksi sprzymierzeńcy człowieka. W swych opowieściach
(częściowo spisanych przez Józefa Pitonia) nie stronił od autoironii. Oto jak
wspominał dramatyczny skądinąd okres swego pobytu w łagrze: Wiycie, cumek
przezył Sybir? Bok mioł scęście i dostołek sie do takiego lagru, ka było trzy tysiące Japońców i jo jeden. A Japoniec to taki cłek, ze ci nic nie ukradnie. Choćby
zdychał z głodu, a przy nim chleb lezoł, to go nie tknie, jak nie jego. To jo był
jeden na trzy tysiące taki, co krod11.
Na zakończenie rozważań o góralskim humorze warto postawić pytanie
o gwarę i jej udział w budowaniu komizmu. Czy gwara jest zabawna? Z całą
pewnością nie. Gwara jest mową i jak każdy żywy (oby jak najdłużej) język ze
względu na bycie systemem ma pewne możliwości realizowania komizmu, podobnie jak polszczyzna ogólna. Może więc np. tworzyć żartobliwe neologizmy
(np. pytlorka na telefon komórkowy, chlaptocek jako określenie laptopa). Może
nadawać nowy sens dawnym słowom, szczególnie wtedy, gdy chce uniknąć
niestosownej dosadności. W stosunku do polszczyzny gwara ma jednak znacznie
uboższe możliwości w zakresie dowcipu językowego, głównie z tego powodu, że
jej żywotność spada. Żeby się bowiem zabawiać językiem potrzeba, aby to była
__________
11
J. Pitoń, Holne bajdy, tu: Pamięci Ujka, Kraków 2002, s. 188–212.
260
żywa materia. Tylko pod tym warunkiem możliwe będą żartobliwe modyfikacje
związków frazeologicznych, postaci słowotwórczej wyrazu, komiczne transpozycje czy inne mechanizmy opisane przez Danutę butler w cytowanej już wcześniej rozprawie o polskim dowcipie językowym. Gwara góralska ma jednak inne
możliwości, które niewątpliwie wpierają dowcip, a wśród nich na pierwszy plan
wysuwa się niewątpliwie lapidarność i celność. Wszyscy bowiem wiemy, jak
humorowi szkodzi wielosłowie.
Aby w pełni docenić walor gwary jako narzędzia komizmu, należy ją poznawać od środka, czyli z perspektywy jej użytkowników. Z zewnątrz bowiem
gwara może wydawać się trochę wykrzywioną polszczyzną. A tak nie jest. Często pokutuje takie przekonanie, że górale (i inne gwary mazurzące) mówią seł
ZAMIAST szedł. Gwara nie jest „zamiast”, lecz funkcjonuje (bądź, niestety,
funkcjonowała) jako samodzielny, wielopoziomowy, w pełni funkcjonalny systemy. Od użytkowników zależy jej kształt. Tymczasem od dawna patrzy się na
gwarę jak na mowę, która nie potrafi mówić. Z tego powodu w dwudziestoleciu
międzywojennym odmawiano prawa gwarze podhalańskiej do poezji. Zagorzały
przeciwnik poezji gwarowej Karol Zawodziński w recenzji wierszy Jana Mazura
pisał: Myślenie poety nie może zadowolić się ograniczonym słownictwem prymitywnego górala. (…) Inteligenckość tej poezji nie ogranicza się oczywiście do
leksyki, ale sięga głębiej w tematykę, nastroje, w swoistą postawę poety (…).
Zestawienie tego z szatą gwarową robi na postronnym czytelniku wrażenie raczej
komiczne 12.
Owo niezamierzone komiczne wrażenie może się pojawiać tylko wówczas,
jeżeli będziemy patrzyli na gwarę przez pryzmat polszczyzny ogólnej jako normy. Tymczasem należy pamiętać, że gwara ma własną normę, według której
ocenia się poprawność form. Jeżeli góralska mowa będzie się rozwijała wysiłkiem dzieła własnych twórców, jeżeli będzie poszerzała swe rejestry od wewnątrz, z czasem tak się udoskonali, że będzie mogła w swych tekstach swobodnie posługiwać się dowolną kategorią estetyczną od patosu po komizm.
Summary
The article begins with a short presentation of the state of research
regarding humor and comedy. Humor is the process which activates subjects
and discusses social functions. Next, past and present theories on the topic of
comedy (the comedic effect) created, for example, by philosophers and psychologists are characterized. They all emphatically confirm that the conditions for the existence of comedic word are through the recipient’s ability to
perceive comedy. The second part of the article is dedicated to the analysis of
__________
12
K. Zawodziński, Liryka i epika wierszem, „Rocznik Literacki” 1937, s. 14–15.
261
humor mechanisms in dialectical texts from the Podtatrza region. The highlander’s previous sense of humor came through songs, classified by researchers (Sadownik) as comedy. The most frequent mechanism of humor in these
works was touching on taboo topics, justified through concrete give-and-take
situations. Furthermore, the article is dedicated to the analysis of the appearance of humor in the poetry of Wanda Czubernatowa, Zdzisław Barglik, in
the stories of Sabała, the tales of Andrzej Skupień Florek, Józef Pitorak, Józef
Pitoń and Irena Grobarczyk (in Orawa). The proposals illustrate the important
role of dialect in building comedy even though as compared to the Polish
language, it is limited in terms of linguistic wit. The author sees the cause of
this in the drop in use of the regional dialect which, in the long run, contains
two advantages in building humor: conciseness and accuracy.
262
Szymon Swoboda
Doktorant, Katedra Historii Sztuki UŁ
„Wioska Niedźwiedzi”. Przyczynek do monografii pienińskiej
wsi Hałuszowa. Kontekst geograficzno-przyrodniczy i historyczny
Celem niniejszego artykułu jest przybliżenie czytelnikom wiedzy na temat
jednej z pienińskich wsi – Hałuszowej. Stanowi on również przyczynek do dalszych badań oraz szerszego opracowania monograficznego. Informacje dotyczące historii i kultury wsi Hałuszowa, które zostały dotychczas opublikowane
ograniczały się jedynie do krótkich opisów zamieszczanych głownie w przewodnikach turystycznych. Niniejsze opracowanie jest swego rodzaju kompilacją
i oparte zostało o źródła zastane a więc literaturę przedmiotu oraz wywołane,
jakimi były wywiady i obserwacje zebrane podczas badań terenowych1. Inspiracją do badań jak i wzorcem do formy artykułu był przewodnik „Pieniny” autorstwa Józefa Nyki, którego cytaty pojawiają się na początku każdego z rozdziałów. Treść ujęta została w dwie części poświecone dwóm kontekstom
badawczym omawianej miejscowości: geograficzno-przyrodniczego oraz historycznego.
Kontekst geograficzno-przyrodniczy
Mała i uboga wioska na pn. stokach Pienin Czorsztyńskich, u podnóży lesistego Gronia (748 m, na mapach błędnie Kozia Górka). Zwarta ulicówka stokowa 0, 6 km długości. Dolny koniec 625 m, górny 640. Od zachodu grzbiet dział,
zw. niżej Kosarzyska. Za doliną potoczku odosobnione osiedle Kurzejówka (605–
615m), wg podań darowane przez starościnę czorsztyńską szewcowi za buty2.
Wieś Hałuszowa leży w województwie małopolskim, powiecie nowotarskim na północnym terenie Pienin. Obecnie wchodzi w skład gminy Krościenka
__________
1
2
Badania te przeprowadzone zostały w okresie od roku 2009 do 2011 przy użyciu opracowanych wcześniej kwestionariuszy. Informatorami byli głównie mieszkańcy wsi Hałuszowa w wieku od 19 do 87 lat.
J. Nyka, Pieniny. Przewodnik turystyczny, Warszawa 1966, s. 78.
263
nad Dunajcem. Od północy graniczy z Grywałdem, od południa ze Sromowcami
Wyżnymi i Niżnymi, od zachodu z Czorsztynem i Krośnicą, a od wschodu
z Tylką. Wieś opływają trzy potoki: od północy Krośnica, od zachodu Hałuszowski Potok, a od wschodu – Tylski, który stanowi naturalną granicę pomiędzy nią, a wsią Tylką3.
Wieś położona jest ponad 600 m n.p.m. na wzniesieniu opadającym, miejscami dość stromo w kierunku północnym. W przedwojennym przewodniku J.
Reychman pisze: „W górach na południu malutkie wsi Tylka i Hałuszowa”4. To
właśnie wysokość, na jakiej ulokowana jest osada jest jej głównym wyróżnikiem5. Miała ona przemożny wpływ na dzieje i rozwój osady oraz życie mieszkańców. Podczas srogich górskich zim, niewielka, wyniesiona wysoko na górze
i posiadająca tylko jedną stromą drogę Hałuszowa, zostawała całkowicie odcięta
od świata. Wysokie zalegające długo zwały śniegu uniemożliwiały jej mieszkańcom wyjście poza granice własnego interioru. Dlatego też społeczności okolicznych wsi nadały im przezwisko "niedźwiedzie" – gdyż na podobieństwo tych
zwierząt "przesypiali" całą zimę pozostając ukryci w swych chałupach jak
w gawrach. Oczywiście wśród okolicznych miejscowości są również takie, które
swymi granicami sięgają wyżej, jak chociażby Krośnica i Grywałd – ok. 700 m
n.p.m., jednak w tym przypadku są to pojedyncze domy lub przysiółki, a nie jak
w Hałuszowej praktycznie cały obszar wsi. Choć w ciągu ostatnich ok. 50 lat
zaszły spore zmiany dotyczące infrastruktury, głównie budowy dróg, wieś zachowała jeszcze charakter ulicówki stokowej. Obecnie do wsi istnieje dojazd od
strony północnej i południowej. Stanowi go droga przelotowa ciągnąca się
wzdłuż Potoku Hałuszowskiego w stronę Hali Majerz, która jednak nie przechodzi przez wieś, lecz łączy się z nią na dwóch odcinkach. Bezpośrednie połączenie
z wsią stanowi również tzw. stara droga, która jednak jest mało użytkowana ze
względu na duże nachylenie i brak asfaltowej nawierzchni.
Hałuszowa osadzona w otulinie Pienińskiego Parku Narodowego (PPN)6,
na wysokim wzniesieniu posiada niezwykłe walory jako punkt widokowy i baza
__________
3
4
5
6
Mapa turystyczna Pieniny, 1:25 000, Agencja wydawnicza ″WIT″ s. c., 2007; J. Nyka,
Pieniny. Przewodnik, Latchorzew 2010, s. 67; D. Dugas (red.), Pieniny i Zamagurze. Przewodnik turystyczny, Sabinov (b.r), s. 30.
J. Reychman, Przewodnik po Podhalu, Spiszu, Orawie i płn. Słowacji, Warszawa 1937, s.
68.
Podczas, gdy w Hałuszowej najniższy kraniec wsi położony jest ok. 610 m n.p.m., najniższe położenie okolicznych miejscowości wynosi(w kolejności alfabetycznej): Czorsztyn –
ok. 500, Grywałd – ok. 530, Krościenko – ok. 418, Krośnica – ok. 550, Sromowce Niżne–
ok. 450, Tylka – ok. 465.
Pieniński Park Narodowy (PPN) – geneza powstania PPN sięga roku 1921, kiedy to miała
miejsce oficjalna wypowiedź prof. Władysława Szafera o potrzebie ochrony Pienin.
Wstępne projekty powstały już w latach 1921–22’ na podstawie studiów prof. Stanisława
Kulczyńskiego. 31 sierpnia 1930 w Szczawnicy dochodzi do uroczystego choć jeszcze nieformalnego ogłoszenia Pienin parkiem narodowym (była to społeczna inicjatywa działaczy
264
noclegowa. Z jej zachodnio-północnego krańca roztacza się malowniczy widok
na panoramę Gorców oraz wsie Krośnicę i Grywałd. Natomiast jej drugi południowy koniec dochodzi aż pod podnóże porośniętego bujnym lasem Gronia
(Hałuszowskiego Gronia) – góry o wysokości 743 m n.p.m., znajdującej się już
w obrębie PPN. Można powiedzieć, że wieś znajduje się przy samym szlaku
turystycznym biegnącym od Czorsztyna na Trzy Korony w stronę Krościenka
i Szczawnicy, aż do masywu Małych Pienin. W kierunku na wschód od wsi
odchodzi kilka drożyn pełniących funkcję dojazdową do łąk i pól uprawnych,
które następnie przechodzą w leśne górskie ścieżki ciągnące się aż do Tylskiego
Potoku i łączą się z całą siecią kolejnych, z których część prowadzi na główne
szlaki turystyczne. Od strony północno – zachodniej na wzniesieniu za doliną
Hałuszowskiego Potoku, otoczone lasem, znajduje się mały przysiółek Kurzejówka. Pomimo, iż Hałuszowa posiada tak dogodne położenie względem bliskości szlaku, nasilenie ruchu turystycznego we wsi nie jest zbyt duże. Brak atrakcji
oraz oddalenie od ruchliwych dróg nie ściągają również do wsi wielu wczasowiczów, choć istnieje kilka gospodarstw oferujących noclegi oraz jedna powstała
w okresie ostatnich trzech lat willa „Jaskółka”.
Wieś otoczona jest lasami, głównie od południa i zachodu, gdzie stanowią
one część PPN. Myśl o objęciu Pienin ochroną poprzez utworzenie parku narodowego pojawiła się w latach międzywojennych. Po II wojnie światowej w roku
1954 władze PRL zatwierdziły powtórnie istnienie Parku rozszerzając go o nowe
tereny. W tym miejscu należy zwrócić uwagę, iż swój areał Park powiększał
wchłaniając niekiedy własności mieszkańców okolicznych wsi. Prócz tego regulacje prawne związane z funkcjonowaniem PPN znacznie ukróciły wszelkie
działania ludności względem eksploatacji lasów. Niektórzy mieszkańcy Hałuszowej nie mogą pogodzić się z tym, iż wyręb drzewa we własnym lesie nie
może odbywać się bez uzyskania stosownego zezwolenia. Ponadto las zawsze
był dla nich miejscem warunkującym ich egzystencję. Dostarczał wielu dobrodziejstw głównie drewna, ale i owoców leśnych czy grzybów, które prócz tego,
iż stanowiły składnik diety, w głównej mierze dawały dodatkowe, a dla niektórych jedyne źródło dochodu. Również i dzisiaj mieszkańcy trudnią się zbieractwem, głównie grzybów (rydzów) w okresie letnio-jesiennym, pomimo tego, iż
grożą im za to srogie kary. Obecnie większość areału leśnego stanowi własność
Oddziału Pienińskiego PTT). Oficjalne powstanie PPN przypada na rok 1932 (data ta pojawia się w logo instytucji). W maju tego roku ukazało się bowiem rozporządzenie ministra
o utworzeniu jednostki organizacyjnej pod nazwą "Park Narodowy w Pieninach". 13
czerwca 1932 r. mianowany został pierwszy kierownik parku. Najnowszą podstawą prawną
istnienia PPN jest rozporządzenie Rady Ministrów z dn. 14 maja 1996 r. Obecna powierzchnia parku wynosi 2346 ha i obejmuje w szczególności główny masyw Pienin Właściwych; patrz: W. Strojny, Pieniny, Warszawa 1987, s. 133–139; J. Nyka, dz. cyt. (2010),
s. 31–33; A. Jaguś, M. Rzętała, Szczawnica i okolice. Przyroda i człowiek, Szczawnica
2002, s. 16–17; S. Smólski, Pieniny. Przyroda i Człowiek, Kraków 1955, s. 210–221;
http://www.pieninypn.pl/pl/1095/0/historia-utworzenia-ppn.html [dostęp: 20.05.2014].
265
PPN i podlega ochronie. Pod koniec XIX wieku krajobraz Pienin wyglądał bowiem zupełnie inaczej. Od pradawnych czasów rodzimy drzewostan tego regionu
stanowiły lasy jodłowo – bukowe (tzw. buczyny karpackie)7. Jednak w wyniku
nadmiernej eksploatacji, przejawiającej się w wycince prowadzonej na pewnych
obszarach oraz niekontrolowanym wypasie owiec i bydła, zostały one zniszczone
i przetrzebione. Najgorszy stan Pienin przypada na okres międzywojenny, a jest
w szczególności wynikiem wcześniejszej, sięgającej jeszcze czasów zaborów,
niekontrolowanej eksploatacji8. W pamięci starszych mieszkańców zachował
tamten krajobraz pieniński. Jeden z rozmówców wspomina jak z Hałuszowej bez
problemu dostrzec można było całe główne pasmo Pienin z Trzema Koronami
i Górą Zamkową. W opisie z 1881 roku autorstwa Bronisława Gustawicza czytamy natomiast: „(…) szczycik Groń, wznoszący się stromo nad Hałuszową,
zrzadka porosły jest świerczyną i jałowcem. Ku południowi (…) wznosi się
wyższa od niego Kozia Góra z wystającemi już gdzieniegdzie skałami, pojedyńczemi ocieniona świerkami”9. Dziś widok taki jest niemożliwy ponieważ przesłaniają go gęste lasy. Tylko uważny obserwator znajdując odpowiednie miejsce
jest w stanie dostrzec najwyższy, nagi szczyt – Okrąglicę. Stare widokówki
i fotografie z początku XIX wieku ukazują gołe turnie, piargi, liczne skalice
i usypane kamiennym rumoszem stoki. Pieniny jeszcze przed II wojną światową
były górami o dominującym udziale skały w krajobrazie. Było to spowodowane
znaczną, często nielegalną eksploatacją drzewa. O stanie pienińskiego drzewostanu tak czytamy w jednym z dawnych przewodników: „Stwierdzić trzeba
smutny stan tutejszych w obecnym czasie lasów. Nie ma roku żeby w nich nie
powstała nowa luka w postaci wyrębów, z których zalesieniem nikt się nie spieszy, wbrew racjonalnej gospodarce leśnej”10. Dziś porastające okoliczne góry
lasy skryły pod sobą turnie i porozrzucane skałki, zmieniając krajobraz i czyniąc
go bardziej łagodnym.
Warto również wspomnieć o toponomastyce hałuszowskiej. Wiele miejscowych nazw ma odległą genezę i jest niemal wyłącznie ludowego pochodzenia11. Niektóre z nich jak np.: nazwy gór – Groń, Kozia Góra, Flaki, Wapielnik
(Wapiennik) Macelak; nazwy polan – Majerz, Poręba, Kosarzyska, Szajba (Sajba, Sańba), Barbarzyna; nazwy łąk – Cyrhla, Osicze (Osice); Złobina – nazwa
__________
7
8
9
10
11
S. Smólski, dz. cyt., s. 91; J. Nyka, dz. cyt. (2010), s. 15.
Niszczycielski proceder znalazł kontynuację po I wojnie. Wiele złego wyrządził człowiek
w Pieninach, a niektóre czyny stały się nie do odwrócenia, jak chociażby wodospad Sewerynówka, który zniszczono w roku 1924 pozyskując materiał na budowę willi; patrz:
ALHA, M. Marczak, J. Wiktor, dz. cyt., s. 45.
B. Gustawicz, Wycieczka w Czorsztyńskie, Warszawa 1881, s. 257.
ALHA, M. Marczak, J. Wiktor, Ilustrowany przewodnik po Pieninach i Szczawnicy, Kraków 1927, s. 31.
Na temat nazewnictwa miejscowego pisałem już nieco w poprzednim numerze „Zeszytów”; patrz: Sz. Swoboda, Krajobraz i jego kulturowa waloryzacja. O przestrzeni znaczącej
w Pieninach, „Zeszyty Wiejskie”, T. XVIII, Łódź 2013.
266
potoku, pojawiają się na dawnych mapach czy w opisach12. Do nazw dotychczas
nieodnotowanych lub nowych, używanych przez miejscowych, należą m.in.:
Skołki – wypiętrzenia skalic w południowym rejonie wsi; Dzioły – pola i łąki
w płn.-wsch. części wsi graniczące z polaną Kosarzyska; Pasternik – pola i łąki
w płd.-zach. części wsi pomiędzy łąką Osice a polaną Pustki; Pańska Miedza –
obszar graniczny pól stanowiący dawną miedzę pomiędzy wsią a terenami folwarcznymi; Ugory – obszar łąk i lasów położony na zachód od Gronia, Nowinka
– obszar leśny pomiędzy górą Groń a Kozią Górą. Osobną grupę nazw stanowią
nazwy gruntów uprawnych i dróg pochodzące od imion, nazwisk lub przezwisk
gospodarzy.
Kontekst historyczny
Początki wsi ok. 1600. Nazwa notowana 1608 w dokumentach kościelnych,
1616 sołectwo, 1620 wymieniana łąka w Hałuszowej obok gruntu chłopa Hucza.
Jedna z najmniejszych wsi starostwa czorsztyńskiego. Sołectwo 1625 w rękach
szlachcica A. Poniatowskiego, 1660 już w posiadaniu samego starosty. Wg lustracji 1765 jedna rola, 6 zagród i folwark starościański. Od 1824 część dominium czorsztyńskiego. 1777 – 21 domostw i 88 mieszk. 1824 – 25 domostw i 119
mieszk. Ok. 1800 w trakcie burzenia zamku Czorsztyna walący się mur zabił 3
tutejszych chłopów. Niegdyś niski poziom oświaty. W latach międzywojennych
jeszcze 40% analfabetów. Z ogólnego obszaru ziemi ornej wsi aż 54% (130 ha)
należało do wielkiej własności (majątek Czorsztyn)13.
Hałuszowa – mała i uboga, wydawałoby się zagubiona gdzieś wśród wielkich dziejów, może pochwalić się jednak swą niewielką lokalną historią. Chociaż
w opisie Nyki czytamy, iż początki wsi przypadają na okres ok. 1600 roku, posiada ona znacznie starszy rodowód sięgający jeszcze ponad dwa wieki wstecz
od tej daty. Najstarsza bowiem wzmianka, która może dotyczyć Hałuszowej
sięga czasów Kazimierza Wielkiego (1333–1370). W akcie lokacyjnym Krościenka z 1348 roku nadanym przez króla wójtowi Hadzudowi i jego potomkom
czytamy: „Temuż wójtowi nadajemy cztery wolne łany z prawem zasadzenia na
nich osadników za czynszem trzech kwartników, wyłączne prawo budowania
młynów w obrębie miasta [Krościenka] i po obu stronach Dunayca, (…) w końcu
las, po obu stronach rzeki zwanej Chrostnicza, aż do rzeki Haluschonis, aby tu
__________
12
13
Mapa fotogrametryczna Pieniny. Wydanie turystyczne, 1: 20 000, Wojskowy Instytut
Geograficzny, Warszawa 1937; Mapa Szczawnica – Pas 51, Słup 31, 1: 100 000, Wojskowy Instytut Geograficzny, Warszawa 1936; B. Gustawicz, dz. cyt., s. 255–259.
J. Nyka, dz. cyt.(1966), s. 78.
267
wspomniany Hadzud wójt zasadził wieś lub urządzał polowania”14. Dokument
obejmował także 20 lat wolnizny dla osadników po upływie, której powinni
płacić czynsz w wysokości ośmiu skojców, oraz dziesięcinę w wysokości trzech
skojców z łanu. Opisany w dokumencie obszar ujęty w granice rzeki Chrostnicza
(dzisiejsza Krośnica) i rzeki Haluschonis (Potok Hałuszowski) odpowiada
w dużej mierze dzisiejszemu położeniu wsi Hałuszowa. Ponieważ brak jest jakichkolwiek źródeł pisanych, które pozwalałyby stwierdzić, czy wspomniany
wójt skorzystał z danego mu prawa i zasadził wieś nie możemy pewnie umieszczać początków Hałuszowej w XIV wieku. Jest jednak wielce prawdopodobne,
iż w XIV i XV wieku na omawianym obszarze istniała jakaś osada ludzka. Bronisław Krzan w swej monografii podaje następujący zapis ks. Kidońskiego
z kroniki parafialnej z roku 1828: „Istniejące między pospólstwem podanie, że
wioska Hałuszowa dawniej była miasteczko i nazywała się Trzemesne, które
przez Hussitów zostało zupełnie zniszczone, że nawet najmniejszego śladu widzieć nie można”15. Jak podaje B. Krzan na zgliszczach tego miasteczka miała
powstać wieś Aluszowa lub Hałuszowa wzdłuż potoku o takiej samej nazwie.
Czy Trzemesne, jako „miasteczko” rzeczywiście istniało w górach nad Krośnicą
jeszcze przed 1433r., czyli przed najazdem zagonów husyckich na tereny Pienin,
wydaje się mało prawdopodobne. Bardziej wiarygodne jest to, iż mogło ono być
małą wioską, która łatwiej uległaby całkowitemu zniszczeniu przez Husytów,
których pojedyncze rozproszone oddziałki po zajęciu zamku czorsztyńskiego
w 1433 roku krążyły po okolicy Pienin16. I właśnie jeden z takich oddziałów
mógł doprowadzić do upadku prahałuszowskiej osady. W XV wieku doszło do
upadku wielu wsi na Podhalu i w Pieninach. Poza Husytami przyczynić się do
tego mogły wojny Kazimierza Jagiellończyka z Maciejem Korwinem ok. roku
147417. Kolejnym dowodem może być dokument z 1413 roku, który według
badaczy odnosi się do wsi Hałuszowej wymienionej w nim pod nazwą Awessow18.
__________
14
15
16
17
18
B. Krzan, Klejnot zagubiony w górach, Kraków 1988, s. 301–302.
B. Krzan, dz. cyt., s. 26.
Eugeniusz Janota pisze: „Roku 1433 oddział Hussytów pod dowództwem Biedrzyca kapłana od Gliwic na Częstochową, Lanckoronę, Myślenice i Czorsztyn poszedł na Biecz. Zrabowawszy Czerwony Klasztor zdobyli i spalili Kiezmark. Po ich odejściu pojedyncze oddziały łupiły po górach”: E. Janota, Przewodnik w wycieczkach na Babią Górę do Tatr
i Pienin, Kraków 1860, s. 52–53; patrz też: W. Wilczek, Husyci na Podtatrzu (cz. 1), „Tatry”, nr 4(34): 2010; S. Smólski, dz. cyt, s. 154.
S. Smólski, dz. cyt., s. 139.
S. Kołodziejski, A. Siwek, Dziedzictwo kulturowe Pienin polskich, „Pieniny – Przyroda
i Człowiek”, T. 9, Krościenko n. Dunajcem 2006, s. 164; Zastanawiająca jest nazwa Awessow przywoływana w opracowaniach badawczych. Nie jest ona w żaden sposób pokrewna
w stosunku do występującej w kronice parafialnej nazwy Trzemesne ani do nazwy Aluszowa. Jest to kwestia wymagająca naukowego wyjaśnienia i sprostowania oraz ustalenia
proweniencji (źródłosłów) nazwy.
268
Kolejnym logicznym argumentem na XIV – XV wieczne korzenie wsi, może być przebiegający w tym czasie przez tamte tereny „gościniec królewski” na
Węgry, który przemierzali liczni kupcy, ale i orszaki rycerskie i królewskie 19.
W XIII wieku znane już były szlaki komunikacyjne prowadzące przez Pieniny,
a będące prawdopodobnie utartymi od wieków drogami, używanymi przez kupców greckich, rzymskich i innych, a równocześnie drogami pierwszych osadników20. Potwierdzone dotychczas ślady osadnictwa sięgają okresu XIII wieku21.
Nie jest więc wykluczone, że przy jednym z tych szlaków powstać mogła pradawna osada, która korzystałaby z jego dogodności: „Wielokrotnie przemierzał
szlak hałuszowski Kazimierz W., jadąc w odwiedziny do siostry Elżbiety, królowej węgierskiej w Budzie, lub w sprawach państwowych do Wyszehradu
(1335, 1339)22. Interesujące informacje dotyczące wsi Hałuszowa znalazł
w dokumencie sygnowanym przez Mikołaja Pukarzowskiego (dzierżawcy starostwa czorsztyńskiego) z 1595 r. K. Koper. Znajduje się tam najstarsza znana
informacja dotycząca istnienia wsi: „(…) Ukazano grunt własny miasteczka
Krościenka od Sromowiec Niżnych po wierchach, który idzie od Dunaica przez
S(z)obki także i Pieniny aż ku Hałuszowy aż się pod tem wierchem zasiadła wieś
Telka na Białym Potoku, tedy granica miejska nie ciągnie się dalej, tylko w bok
do Białego Potoka (…)”23. Zapis ten w którym pojawiają się liczne nazwy miejscowe, jest niezwykle ważny, gdyż pozwala na wysunięcie tezy o istnieniu wsi
w wieku XVI, a na pewno przed 1600 rokiem. Błędną informację podaje więc S.
Smólski pisząc, iż Hałuszowa powstała w wieku XVII jako jedna z ostatnich
osad24. Początki wsi muszą być również starsze od tych, jakie podaje J. Nyka, tj.
ok. 1600, gdyż we wspomnianym dokumencie występuje ona jako wyraźny
punkt topograficzny. Niewykluczone więc jest to, iż najbliższa prawdy jest informacja zawarta w ludowym podaniu, o tym, że Hałuszowa lub Aluszowa powstała na zgliszczach legendarnego Trzemesne. Mogło to mieć miejsce już
w XV/XVI wieku i zgodne jest z tezą, jaką wysuwa Czesław Deptuła, iż „niektóre znaczące osady wyłonione w pierwszym okresie intensywnej kolonizacji Pienin (do połowy XIV w.) upadły w końcu średniowiecza lub nawet w początkach
ery nowożytnej, względnie wchłonęły je osady nowsze mnożące się w XVI–
XVII w”25.
Późniejsze wieki pozostawiają więcej zapisów, w których widnieje nazwa
Hałuszowa. Dokument lustracyjny Województwa Krakowskiego z roku 1765
__________
19
20
21
22
23
24
25
B. Krzan, dz. cyt, s. 42.
S. Smólski, dz. cyt., s. 134.
Cz. Deptuła, Nad rekonstrukcją dziejów regionu czorsztyńskiego w XIII i XIV wieku, „Pieniny – Przyroda i Człowiek”, T. 5, Krościenko n. Dunajcem 1997, s. 24.
B. Krzan, dz. cyt., s. 42.
Informacje te uzyskałem od K. Kopra (sierpień 2009).
S. Smólski, dz. cyt, s. 141.
Cz. Deptuła, dz. cyt., s. 26.
269
wymienia Hałuszową, jako sołectwo składające się z sześciu zagród starościańskich i jednej roli26. Kolejne lustracje podają następujące dane: 1777 rok: domów
21, mieszkańców (chrześcijan) 88; 1799 r.: dm. 25, mk. 140; 1824 r.: dm. 25,
mk. 119; 1869 r.: dm. 24, mk. 152; 1880 r.: mk. 15927. Wiek XVII zaznaczył się
w Pieninach pod znakiem buntów chłopskich przeciw starostom czorsztyńskim.
Ich rządy sięgają XV wieku, kiedy obszar Pienin stał się zastawem pożyczki
udzielonej królowi28. Ponieważ nie została spłacona, zastawcy – którymi byli
starostowie – zaczęli zarządzać tymi dobrami dziedzicznie bądź z nadania królewskiego, a ich siedzibą stał się zamek w Czorsztynie. Od samego początku
kolejni starostowie dążyli do coraz większego zniewolenia mieszkańców okolicznych miejscowości poprzez łamanie prawa, stosowanie przemocy i przymusu, co w efekcie doprowadziło do wystąpień uciskanej ludności. Dzieje te opisał
A. Jaszczołt, w którego publikacji czytamy o samosądzie dokonanym na Macieju
Przedwojewskim, urzędniku jednego z najokrutniejszych starostów – Jana Baranowskiego, który miał miejsce w okolicach Hałuszowej: „Przedwojewski z zamku czorsztyńskiego… jechał godzinę przed wieczorem… już cegielnię i folwark
hałuszowski minąwszy… w las… wjechał… oni między gęstwinami i padołami
zataiwszy się (…) z żywego martwego uczynili…”29. Hałuszowianie zapisali się
w miejscowej historii jeszcze jednym, zbójnickim procederem, który mógł mieć
miejsce w XVIII wieku – działo się to bowiem jeszcze za rządów starostów.
Czterech hałuszowskich parobczaków, miało bowiem dokonać zaplanowanego
napadu na obidzkiego gazdę Mgłoka (Klaga?). Jednakże wskutek pechowych dla
zbójców okoliczności spisek ich został wykryty, a oni ujęci po mszy w Krościenku, osądzeni i powieszeni w tradycyjnym miejscu kaźni – wzgórzu Wronina
pod zamkiem czorsztyńskim30.
Początek wieku XVIII zapisał się w dziejach Podhala epidemią dżumy31.
Niszczycielska zaraza nie ominęła Pienin (1710 r.) zbierając żniwo w okolicznych miejscowościach – Krośnicy, Grywałdzie, Tylce i Krościenku. Tymczasem
jak głoszą podania gminne nie umarł nikt z Hałuszowej. Śmiertelne miazmaty
morowego powietrza w cudowny sposób zatrzymały się u granic wsi. Na pa-
__________
26
27
28
29
30
31
F. Sulimierski, B. Chlebowski, W. Walewski (red.), Słownik Geograficzny Królestwa
Polskiego i innych krajów słowiańskich, T. 3 (Haag-Kępy), Warszawa 1882, s. 21–22; T.
Ogórek (red.), Niezbędnik turystyczny – Pieniny, Piwniczna Zdrój, 2010, s. 105.
F. Sulimierski i in.(red.), dz. cyt., s. 21–22.
H. Pieńkowska, T. Staich, Drogami skalnej ziemi. Podtatrzańska włóczęga krajoznawcza,
Kraków 1956, s. 319; J. Wiktor, Pieniny i ziemia sądecka, Kraków 1958, s. 24.
A. Jaszczołt., Walka ludu podhalańskiego z uciskiem feudalnym. 1625–1633, Warszawa
1959, s. 343 (przyp. 43).
M. Marczak, Z czasów Pana Starosty w Czorsztynie, „Gazeta podhalańska”, nr 4: 1926, s.
2; Opowieść ta jest cały czas żywa wśród mieszkańców Hałuszowej i odnotowana została
przeze mnie w kilku podobnych wersjach.
K. Koper, Mały przewodnik historyczny po Pieninach, Nowy Targ 2009, s. 99.
270
miątkę tamtych wydarzeń wdzięczni mieszkańcy wystawili ex-voto kapliczkę
p.w. śś. Fabiana i Sebastiana, którzy odtąd stali się patronami osady32.
W roku 1797 umiera ostatni starosta – Józef Potocki, a w 1811 dobra przechodzą na własność fiskusa austriackiego. Jednak z powodu trudności finansowych w latach 1819–1824 rząd rozprzedaje dobra w tym min.: Starostwo Czorsztyńskie. Czorsztyn wraz z zamkiem, podzamczem – folwarkiem i pięcioma
wsiami: Sromowce Wyżne i Niżne, Krośnica, Kluszkowce i Hałuszowa – staje
się własnością Jana Maksymiliana z Drohojowa Drohojowkiego herbu Korczak33. Obszar tzw. większej posiadłości wchodzącej w skład starostwa liczył
wówczas – roli ornej 225, łąk i ogr. 13, pastwisk 23, lasu 167; mniejszej posiadłości – roli ornej 209, łąk i ogr. 16, pastw. 85, lasu 1234. Do roku 1939 Hałuszowa należy do rodziny Drohojowskich, jako ostatnich dziedziców czorsztyńskich.
Hałuszowa od wieków pozostawała w silnym związku z zamkiem czorsztyńskim. Mieszkańcy Hałuszowej, jako służba pełnili liczne obowiązki gospodarcze na rzecz dworu takie jak: gotowanie posiłków, usługi rzemieślnicze, remonty czy nadzór nad zamkowymi stajniami35. Już w I poł. XVII wieku działał
w Hałuszowej jeden z czterech folwarków starościańskich (prócz Hałuszowej –
Krościenko, Maniowy, Czorsztyn): „Był tu folwark starościański. Dochód
z niego czynił złp. 691 gr. 20”36. Według K. Kopra założony został za rządów
wspomnianego już starosty Baranowskiego i nazywany był Maierzem (Maierhof). Pod koniec XVII wieku liczył 168 morgów pól, 12 morgów ogrodów,
polan i łąk oraz 4 morgi pastwisk i lasu37. Bronisław Gustawicz opisuje, iż
w miejscu zwanym Porębą (część polany Majerz) znajdują się zabudowania
gospodarcze: „Na wschodnim końcu Małej Poręby znajdują się gumna dworskie
do przechowywania zboża i siana z Poręby, stajnia, w której zimują owce i domek, w którym mieszka czeladź”38. Informacje na ten temat przytacza również
w swych wspomnieniach ostatni dziedzic Czorsztyna Marceli Drohojowski:
„Otrzymaliśmy bowiem jeszcze na kilka lat przed r. 1848, w którym zniesiono
__________
32
33
34
35
36
37
38
Opowieści na ten temat nadal można usłyszeć od niektórych mieszkańców wsi; Patrz też:
K. Koper, Z dziejów Krościenka nad Dunajcem, Nowy Targ 2006, s. 82–83.
S. Michalczuk, Dwór w cieniu zamku. Marceli Drohojowski dziedzic na Czorsztynie o sobie
samym w roku 1901, Nowy Sącz–Zakopane 1988, s. 4.
F. Sulimierski i in. (red.), dz. cyt., s. 21–22.
Marceli Drohojowski w swym pamiętniku przekazuje również informację o czterech swoich sługach wywodzących się z hałuszowskiej rodziny Bąków: Franciszka Bąka który był
kucharzem u jego rodziców gdy poszedł na grunt leśnym, a po nim trzech synów jeden po
drugim leśni, każdy aż do śmierci: S. Michalczuk, Dwór…, s. 58.
F. Sulimierski i in. (red.), dz. cyt., s. 21–22; S. Michalczuk, Dzieje polany Majerz w Pieninach, „Pieniny – Przyroda i Człowiek”, T. 5, Krościenko n. Dunajcem 1997, s. 37.
K. Koper, Mały…, s. 101.
B. Gustawicz, dz. cyt., s. 256.
271
pańszczyznę, folwarki w Czorsztynie i w Hałuszowy, które były we własnym
zarządzie dworu gospodarowane (…)”39.
Jednym z tradycyjnych zajęć gospodarczych wsi było pasterstwo. W podaniach pienińskich zachowały się opowieści dotyczące życia pasterskiego obfitującego w trudy i zmagania ale i przybliżającego świat czarów i zabobonów związanych z magią odprawianą przez baców-czarowników zwanych niekiedy
"babraczami". Niezwykły obraz tego fachu przytacza w swych wspomnieniach
Michał Marczak. Pastuchami zostawały już kilkuletnie dzieci, a awans polegał na
obejmowaniu coraz większego i trudniejszego do upilnowania inwentarza: drób
– bydło – owce40. Najbardziej "prestiżową" formą był redyk owiec. Do dzisiaj
reliktową pozostałością po nim jest leżąca w granicach gruntów hałuszowskich
rozległa polana Majerz. Stanisław Michalczuk wskazuje, iż karczunek pod jej
powstanie miał już miejsce w XV wieku i mógł wiązać się z lokacją Hałuszowej41. Sposób powstania polany upamiętnia miejscowy toponim – Poręba – jakim nazwano północną część Majerza. Polana ta stała się też wkrótce miejscem
wypasu. Na mapie katastralnej z roku 1847 udokumentowano zabudowę folwarczną w obszarze gruntów należących do Hałuszowej (działka budowlana nr
49)42. Sam dziedzic natomiast wspomina wśród budynków które na nowo musiał
postawić „w Hałuszowie folwark ze stodołą, owczarnią i studnią”43. Rejon folwarku w pobliżu polany Majerz tak opisał B. Gustawicz: „Za potokiem Cegielnym postępując na wschód więc w obrębie wsi Hałuszowej wznosi się połogie
i rozłożyste wzgórze, wyższe od Nadzamcza, uprawiane zwane porębą (…) Na
zachodnim jej końcu jest szałas. Owiec przy nim było do 300 dworskich, 100
włościańskich. Od 18 lat bacuje tutaj Mikołaj cesarz”44. Na Majerzu bacowali
również baca Wolski z Hałuszowej, Bary Rusin/Bury Kuba45 oraz Józef Klimczak z Hałuszowej, którzy brali do pomocy kilku juhasów. Stado liczyło wówczas ok. 600 owiec zebranych od gospodarzy z okolicznych wsi46 (w tym z Hałuszowej). Prócz owiec powszechnie trzymano również kozy. Ze względu na
niewielkie wymagania znajdowały się one zwłaszcza w gospodarstwach naj-
__________
39
40
41
42
43
44
45
46
S. Michalczuk, dz. cyt., s. 44.
Patrz: M. Marczak, Dzieje pastuszka. Obraz pasterstwa pod Lubaniem przed 40 laty, Grywałd 1938.
S. Michalczuk, Dzieje…, s. 37.
Tamże, s. 37.
S. Michalczuk, Dwór…, s. 45.
B. Gustawicz, dz. cyt., 256.
Warto zaznaczyć pewną nieścisłość. Nie wiadomo bowiem czy Bary Rusin i Bury Kuba to
ta sama osoba. W rozmowach z mieszkańcami dowiedziałem się, iż Bury Kuba był bacą na
Majerzu, który prócz bacowania zajmował się magią. M. Marczak wspomina natomiast
o czarowniku imieniem Kuba pochodzącego z Krośnicy, którego określa przydomkiem „ze
Stawów”.
I. Wróbel, Pasterstwo w rejonie Pienin, „Pieniny – Przyroda i Człowiek”, T. 5, Krościenko
n. Dunajcem 1997, s. 45.
272
uboższych, których nie było stać na utrzymanie owiec. O tym, iż hodowla i wypas tych zwierząt odgrywały niegdyś wielkie znaczenie może świadczyć miejscowy toponim – Kozia Góra. W skład inwentarza wchodziły również woły.
Niedaleko zabudowań folwarcznych znajdowała się także cegielnia, o której istnieniu zaświadczać ma miejscowy toponim: „(…) pod lasem była dawniej
cegielnia, w której miano wyrabiać cegłę do starego zamku. Nieco dalej ku
wschodowi jest mały potoczek zwany Cegielnym”47. Z kolei toponim Wapielnik
zdaje się zaświadczać, iż w okolicach folwarku pozyskiwano i wypalano wapno.
W XIX wieku pod Hałuszową wybudowano młyn, który zasilany był wodą
z przekopy przeprowadzonej z potoku Krośnica. Młyn ten wspomina jeszcze
w latach 60’ J. Nyka. Dziś jednak już nie istnieje. W okolicy wsi znajdowała się
również karczma zwana na Stroniu. Według gminnych opowieści chłopi przepijali w niej całe majątki. Karczmę prowadził arendarz Żyd. Istnieje odnotowana
historia, iż w okresie wiosny ludów w roku 1849 w karczmie pod Hałuszową
zatrzymali się idący na Węgry kozacy rosyjscy48. łaścicielem (arendarzem?) jej
według niektórych informatorów był według relacji najstarszych mieszkańców
niejaki Fabian Malik, bogaty gospodarz mieszkający pod Hałuszową. O jego
statusie świadczył fakt, iż posiadał dwa konie. Jak wspomina jeden z informatorów, chodził je poić do znajdującego się we wsi ujęcia wody (tzw. złobu) gwiżdżąc przy tym i pięknie podśpiewując. W okresie międzywojennym we wsi jedną
z chałup zaadaptowano na szkołę zimową. Wcześniej – tj. do I wojny światowej
ograniczano się do kursów zimowych, które „prowadzone były przez jednego ze
znających sztukę czytania i swoistego pisania włościan”49. Z tego też powodu
przed rokiem 1939 jak i po wojnie, w niektórych wsiach odnotowywano jeszcze
dość wysoki procent analfabetów (w Hałuszowej wynosił on przeszło 40%)
Ważnym rozdziałem w historii Hałuszowej był okres okupacji niemieckiej
w czasie II wojny światowej, który do dziś przetrwał w pamięci starszych mieszkańców. Wspomnienia te są bolesne, często wypowiadane ze łzami w oczach.
Hitlerowcy po opanowaniu w pierwszych dniach września Pienin, zaczęli wdrażać politykę terroru. Mieszkańcy nie mogli sami produkować pożywienia50.
Niemcy wprowadzili zakaz posiadania żaren i produktów odzwierzęcych (mięsa,
mleka, itp.). Dodatkowo obowiązywał nakaz przymusowej reglamentacji żywności dla wojska (np.: spęd bydła do Krościenka). Ludność cierpiała głód. Nie
wszyscy stosowali się jednak do niemieckich przepisów. Niektórzy nie oddali
__________
47
48
49
50
B. Gustawicz, dz. cyt., 256.
M. Marczak, Na nadchodzące rocznice "cyrniawy" i węgierskiej "rebulacji". Garść wspomnień naszych dziadków, „Gazeta podhalańska”, nr 7: 1926, s. 3–4.
ALHA, M. Marczak, J. Wiktor, dz. cyt., s. 114.
Informacje na ten temat przytacza w swej publikacji ks. B. Krzan. Dla Krościenka i okolicy
wprowadzono system kartkowy na żywność. Racje wydawano niezwykle skąpe: 2 kg chleba tygodniowo, 20 dag cukru na miesiąc, 30 dag marmolady lub 15 dag makaronu czasem
pęczaku. Tłuszczu nie dawano, patrz: B. Krzan, dz. cyt., s. 233–234.
273
żaren, prowadzili też ubój – wszystko w ukryciu przed okupantem narażając
życie własne i innych. Hałuszowej nie ominęły również wywózki na przymusowe roboty do Niemiec. Ci, którzy tego doznali nigdy już o tym nie zapomnieli.
Po latach niemieckiej okupacji Podhale, a w tym rejon Pienin zajęły się
ogniem bratobójczych walk. Partyzanckie grupy tzw. żołnierzy wyklętych, którzy nie pogodzili się z wprowadzaniem nowego reżimu komunistycznego prowadziły w latach 1945–47 zacięte walki z miejscowym aparatem bezpieczeństwa
(MO i KBW51). Gdy działania partyzanckie ucichły zaczął się nieco lepszy okres
dla Hałuszowej – czas wdrażania reform i polepszania doli chłopa. Hasła nowej
peerelowskiej propagandy nie ominęły wsi, a wraz z nimi do małej i oddalonej
od wielkiego świata osady przyszło coś, co nigdy nie było jej głównym wyróżnikiem – szybka zmiana. W okresie tym do wsi dociera elektryfikacja (lata 60’),
powstają pierwsze murowane domy i nowe drogi (lata 70’), pojawiają się pierwsze samochody i ciągniki. Z drugiej strony pomału zaczyna też odchodzić świat
dawnych dziejów – baców, czarowników, zbójników i niezwykłych miejsc –
który kiedy wypełniał wyobraźnię i podania ludu z wioski "niedźwiedzi".
Summary
The article illustrates one of the Pieniny village – Hałuszowa. It presents
two aspects: geographical and historical one. The aim is to highlight the
knowledge about the above mentioned topic. The article is also the reason for
further research and broaden monographic elaboration. The information on
Hałuszowa village which has been published up to now is restricted to short
descriptions in guidebooks. This article was created on the basis of currently
existing sources – literature and induced sources such as interviews and observations during field study. The geographical aspect is about the location, the environment and local toponymy. The historical aspect presents the foundation of the
village and some facts of its history.
__________
51
B. Krzan, dz. cyt., s. 257–259.
274
Hałuszowa widoczna od południa – czasy obecne. (fot. Sz. Swoboda)
Widok na górę zamkową i zabudowania dworskie w Czorsztynie – pocz. XX w.
(fot. zbiory prywatne autora)
275
Mieszkańcy Hałuszowej w strojach regionalnych – przełom lat 40./50. XX w.
(fot. zbiory prywatne autora)
Jeszcze do lat 60. XX w. do wsi prowadziła jedna kamienista droga. (fot. zbiory prywatne
autora)
276
Na Majerzu – połowa lat 60. XX w. (fot. zbiory prywatne autora)
Dziedzic majątku czorsztyńskiego Marian Drohojowski z bacą Wolskim z Hałuszowej na tle
bacowki na Majerzu – ok. 1930 r. (źródło. S. Michalczuk, Dzieje polany Majerz w Pieninach,
„Pieniny – Przyroda i Człowiek”, T. 5, Krościenko n. Dunajcem 1997).
277
Aleksandra Anna Kozłowska
Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi
Festiwale polskiego regionalizmu górskiego
– święta, zjazdy i tygodnie gór (1935–1939)
Gdy w listopadzie 1918 r. Polska odzyskała niepodległość, nastały wreszcie
warunki swobodnego rozwoju wielu sfer życia społecznego. Należał do nich
regionalizm, którego orędownikami stali m.in. pisarz Stefan Żeromski czy Aleksander Patkowski, nazywany ojcem regionalizmu polskiego. Szczególnie prężnie
ruch regionalny rozwijał się na Podhalu. Jego początki sięgają przełomu XIX
i XX w. Niezwykle ważnym momentem okazał się I Zjazd Podhalan, który odbył
się w 1911 r. w Zakopanem. Wzięła w nim udział elita intelektualna i artystyczna
Podhala, m.in. Kazimierz Przerwa Tetmajer, Władysław Orkan, Andrzej Stopka,
Wojciech Brzega, Andrzej Galica czy Jakub Zachemski. Kontynuacja Zjazdów
Podhalan w okresie międzywojennym stanowiła przykład konsolidacji działań na
rzecz wzmocnienia znaczenia podhalańskiego ruchu regionalnego. Pojawiły się
jednak także nowe formy propagowania tych idei, wykraczające zresztą poza
region samego Podhala, a obejmujące szeroko rozumianą góralszczyznę z obszaru II Rzeczypospolitej1.
Jednym z konkretnych, a do tego bardzo widowiskowych, przejawów działalności ruchu regionalnego, jednoczącego wszystkich górali stały się Święta
Gór. Pomysł narodził się w 1933 r. w związku z obchodami 60. rocznicy powstania Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Jednak tak ogromne przedsięwzięcie przerastało możliwości finansowe jednego towarzystwa i plany te nie
zostały zrealizowane. Ideę zorganizowania zjazdu wszystkich górali zamieszkujących II Rzeczypospolitą podchwycił Związek Podhalan i Towarzystwo Przyjaciół Huculszczyzny. Niestety, w 1934 r. zorganizowanie święta nie było możliwe
z powodu powodzi2.
__________
1 Więcej: A. Kudasik, Podhalanie, Kraków 1999, s. 128–129; A. A. Kozłowska, Góral generałem – Andrzej Galica. Biografia żołnierza, polityka i literata, Łódź 2013, s. 301–314.
2 W. Goetel, Zagadnienia regionalizmu górskiego w Polsce, „Wierchy” 1936, T. XIV, s. 131.
279
Zakopane 1935
Ostatecznie pierwsze Święto Gór zorganizowano w sierpniu 1935 r. w Zakopanem. W przygotowaniach do tej imprezy brały udział liczne stowarzyszenia
i organizacje, m.in. wspomniany już Związek Podhalan i Towarzystwo Przyjaciół Huculszczyzny oraz Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Impreza miała charakter folklorystyczno-turystyczny, a jej celem była promocja wszystkich ziem
górskich ówczesnej Rzeczypospolitej. Intensywne przygotowania rozpoczęły się
już w lipcu 1935 r. W dniu 21 tego miesiąca w malowniczej scenerii Morskiego
Oka, na werandzie schroniska, odbyła się konferencja prasowa dla około 35
dziennikarzy. Jako pierwszy głos zabrał gen. bryg. w st. sp. A. Galica, członek
Komitetu Głównego święta, który przedstawił zebranym genezę oraz program
imprezy. Następnie wygłoszony został okolicznościowy referat. Na koniec A.
Galica oraz mjr dr med. Wiktor Kaliciński opowiedzieli w gwarze kilka gawęd
góralskich. Ich wystąpienia szalenie się spodobały i nagrodzone zostały hucznymi oklaskami3.
W Komitecie Głównym imprezy znalazło się szerokie grono osób z gen.
bryg. Tadeusz Kasprzycki, ówczesnym I wiceministrem spraw wojskowych –
jako przewodniczącym – na czele. Ponadto m.in. generałowie: dr nauk prawnych
Roman Górecki; Janusz Głuchowski, dowódca Okręgu Korpusu X Przemyśl;
Aleksander Narbut-Łuczyński, dowódca Okręgu Korpusu V Kraków; Kordian
Zamorski, komendant główny Policji Państwowej. Członkami wspomnianego
Komitetu byli również: płk Władysław Belina-Prażmowski, ówczesny wojewoda
lwowski; płk Zygmunt Csadek, dowódca 36 pułku piechoty Legii Akademickiej;
Adam Dobrodzicki (brat Jerzego, generała), dyrektor Szkoły Przemysłu Drzewnego w Zakopanem; Feliks Gwiżdż; Walery Goetel, prezes Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego; Kornel Makuszyński, znany pisarz. Nie sposób wymienić
wszystkich osób4.
Samo Święto Gór przypadło na termin 4–11 VIII 1935 r. Jego symbolicznym rozpoczęciem było rozpalenie ognisk na górskich szczytach, 4 sierpnia,
w niedzielę wieczorem. W imprezie wzięły udział zespoły regionalne z Podhala,
Pienin, Spiszu, Orawy, Łemkowszczyzny i Huculszczyzny. Niestety, pogoda nie
dopisała, niemal cały tydzień było zimno i padał deszcz. Mimo to na brak atrakcji nie można było narzekać. Przygotowano jarmark ludowy. Świętu towarzyszyły również wystawy, m.in. poświęcona fotografii górskiej, walkom Legionów
__________
3
4
Zakopane przygotowuje się intensywnie do uroczystości „Święta Gór”, „Gazeta Podhalańska” (Nowy Targ) 1935, R. XXIII, nr 16 z 28 lipca, s. 5.
Święto Gór. Zakopane 4–11 sierpień 1935, Warszawa 1935 – program imprezy, s. 3–8.
280
Polskich 1914–1915 w Karpatach czy prezentująca dorobek Szkoły Przemysłu
Drzewnego5.
Ze specjalnym koncertem wystąpiła także orkiestra 5 pułku strzelców podhalańskich z Przemyśla, która ponadto paradowała z dumą po słynnych Krupówkach. Największe zainteresowanie wzbudzały jednak występy grup regionalnych,
odbywające się każdego wieczora na zakopiańskim stadionie. Poziom zespołów
góralskich był bardzo wysoki, w związku z czym przyznano większą ilość nagród niż przewidywano pierwotnie. Otrzymały je zarówno występujące grupy jak
i ich kierownicy. Ponadto rozdano szereg nagród pieniężnych dla ubogich artystów i twórców ludowych. Dwiema najcenniejszymi nagrodami było drzewo na
dom, ofiarowane przez Naczelną Dyrekcję Lasów Państwowych, które otrzymała
najlepsza grupa (z Huculszczyzny) oraz bezpłatna podróż dookoła Polski, ufundowana przez Komitet Organizacyjny dla wszystkich członków grup regionalnych. Równocześnie należy także podkreślić ogromne znaczenie społeczne
i edukacyjne omawianego święta. Nie tylko dla przyjezdnych gości i widzów, ale
także dla samych uczestników. Dla wielu mieszkańców odległych wiosek, np.
z obszaru Huculszczyzny, był to często pierwszy wyjazd z rodzinnych stron.
Pozwalało to na wzajemne poznanie się górali z różnych regionów II Rzeczypospolitej i zrodzenie się – wedle intencji organizatorów – poczucia wspólnoty,
a przy okazji poznanie własnego kraju6.
W ostatni dzień Święta Gór, w niedzielę rano 11 VIII 1935 r., do Zakopanego przyjechał Ignacy Mościcki. Główne uroczystości związane z jego wizytą
miały miejsce w Jaszczurówce, gdzie prezydent Rzeczypospolitej zasiadł pod
specjalnie przygotowanym baldachimem, chroniącym go przed deszczem. Od
prezydium Komitetu Głównego I. Mościcki otrzymał pamiątkową oznakę.
W czasie uroczystego nabożeństwa odprawionego przed kaplicą w Jaszczurówce
podniosłe kazanie wygłosił ksiądz Jan Humpola, kapelan przyboczny prezydenta,
taternik, miłośnik sztuki i przyrody podhalańskiej. Przemawiając do zgromadzonego tłumu powiedział m.in.: „Do Was zwracam się Drodzy goście weselni
[przybyli na Święto Gór – przyp. A.K.]. Z całej Polski przybywacie, by się nacieszyć egzotykiem górskiego świata. Zjeżdżajcie tu najczęściej, a zanim przybędziecie znów, poznajcie tego świata historię, kulturę i sztukę. Zapisujcie się
wszyscy do Towarzystw, które działają od lat na górskim terenie, a zwłaszcza
pamiętajcie o Towarzystwie Tatrzańskim. Z mapą w ręku wędrujcie po zapadłych wioskach. Szukajcie człowieka. A człowiek to ciekawy, honorny i dumny.
Trzeba długo z nim przeżyć, by go dobrze poznać. W pracy ciężkiej trzeba go
__________
5
6
Święto Gór w Zakopanem, „Wiadomości Urzędowe Powiatu Średzkiego” 1935, R. VII, nr
30 z 26 lipca, s. 1–2; F. Bryjak, O „Święcie Gór” w Zakopanem, „Gazeta Podhalańska”
(Nowy Targ) 1935, R. XXIII, nr 18 z 18 sierpnia, s. 2–4.
Święto Gór w Zakopanem, „Światowid” 1935, R. XI, nr 32 z 10 sierpnia, s. 7; W. Goetel,
Święto gór, „Turysta w Polsce” 1935, R. I, nr 7, s. 7; W. Goetel, Święto Gór, „Wierchy”
1935, T. XIII, s. 208–211.
281
widzieć i obserwować w warunkach, w których wzrósł. Szanujcie jego obyczaj,
mowę, jego religijność. Bystro Was on podpatrzy, pod pozornym uśmiechem
niby przytaknięcia, często góral może o kimś wydać sąd niepochlebny, gdyż
umie świetnie rozeznać, czy ktoś z gości jest tylko uczony, czy także i mądry.
Czeka na Waszą pomoc, lecz czeka jak równy. Chce nawiązać z Wami nić serdecznej przyjaźni, nie tylko handlowych stosunków. Poznajcie jego mowę. Mowa to Kochanowskich, Skargów, Potockich”7.
Po uroczystej mszy polowej przemawiał gen. A. Galica, kończąc swoje wystąpienie okrzykiem na cześć pana prezydenta. Wreszcie odbył się przemarsz
wszystkich przedstawicieli ziem górskich uczestniczących w imprezie. Na koniec ruszył kilkutysięczny redyk owiec, spędzonych ze wszystkich hal tatrzańskich. W ten malowniczy sposób zakończono pierwsze Święto Gór, na które
zjechało około 40 tys. turystów8.
Rok później, 30 IV 1936 r. w Warszawie ukonstytuował się komitet, który
przystąpił do utworzenia organizacji o nazwie: Związek Ziem Górskich. Na jego
czele stanął gen. T. Kasprzycki, w składzie znaleźli się także m. in. gen. A. Galica i F. Gwiżdż. Nowa organizacja miała skonsolidować wysiłki różnych instytucji na rzecz propagowania i rozwoju ziem górskich w zakresie gospodarki, kultury, rzemiosła, rękodzieła artystycznego czy turystyki. Kilka miesięcy później, 12
listopada już oficjalnie powołano do życia Związek Ziem Górskich. Na zwołanym w stolicy zebraniu byli obecni delegaci ze wszystkich powiatów górskich.
Władze centralne związku tworzyło prezydium, z prezesem gen. T. Kasprzyckim, ówczesnym ministrem spraw wojskowych na czele. Powołano ponadto
Zarząd Główny oraz Komisję Rewizyjną. W składzie tej ostatniej znaleźli się: A.
Galica – przewodniczący, Alfred Okołowicz, płk int. Stanisław Barzykowski
oraz zastępcy: Zygmunt Walter, mjr Bronisław Romaniszyn – były wojskowy,
śpiewak operowy, pedagog i taternik. Do Związku Ziem Górskich przystąpiło
szereg organizacji, wśród nich Związek Podhalan, Polskie Towarzystwo Tatrzańskie, Polski Związek Narciarski, Towarzystwo Przyjaciół Huculszczyzny, Łemkosojuz, Liga Ochrony Przyrody, Izby Rolnicze w Krakowie, Katowicach i we
Lwowie. Centrala związku mieściła się przy ul. Mokotowskiej 61 w Warszawie9.
Od momentu swojego powstania Związek Ziem Górskich praktycznie przejął
pieczę i koordynację nad przygotowaniami do kolejnych festiwali górskich.
__________
7
8
9
Do Synów Gór, „Wierchy” 1935, T. XIII, s. 149.
Święto gór, „Światowid” 1935, R. XI, nr 33 z 17 sierpnia, s. 7–8.
Związek Ziem Górskich RP, „Ziemia Podhalańska” (Warszawa) 1936, R. I, nr 1, s. 15–16;
Z Polski i ze świata. Komitet Organizacyjny Związku Ziem Górskich, „Gazeta Podhala”
(Nowy Targ) 1936, R. I, nr 11 z 29 listopada, s. 6; Sprawozdanie Związku Ziem Górskich
za okres od 12.XI.1936–31.XII.1937 r., red. K. Pawlewski, Warszawa 1938, s. 9–10; Sprawozdanie z działalności Związku Ziem Górskich za okres 1 I 1938 r. – 31 III 1939 r.,
„Rocznik Ziem Górskich” (Warszawa) 1939, s. 10. Szerzej na temat Związku Ziem Górskich zob. E. Chudziński, Regionalizm. Idea – ludzie – instytucje, wyd. II, Warszawa 2013,
s. 53–63.
282
Sanok 1936
Kolejne święto polskich górali zorganizowano w Sanoku. Nosiło ono nazwę Zjazd Górski i odbywało się w dniach 14–16 VIII 1936 r. W Komitecie
Głównym imprezy znaleźli się m.in. gen. T. Kasprzycki, minister spraw wojskowych – ponownie jako przewodniczący oraz: płk W. Belina-Prażmowski –
wojewoda lwowski, gen. A. Galica – senator, Michał Grażyński – wojewoda
śląski, Janusz Jędrzejewicz – prezes Ligi Popierania Turystyki (powołana do
życia w 1935 r.), płk Jan Jur-Gorzechowski – komendant Straży Granicznej, gen.
bryg. Mieczysław Boruta-Spiechowicz – dowódca 22 Dywizji Piechoty Górskiej
czy gen. bryg. Ferdynand Zarzycki – prezes Towarzystwa Przyjaciół Huculszczyzny10.
I tym razem pogoda nie sprzyjała. Mimo to do Sanoka przyjechało kilkanaście tysięcy turystów, biorących w deszczu udział w imprezach, przygotowanych
przez organizatorów. Pojawiły się nawet wycieczki z Czechosłowacji, Węgier,
Niemiec, Austrii i Ameryki Północnej. Liczba uczestników – członków grup
regionalnych – wyniosła około 500 osób. Wszystkich codziennie rano budziły
orkiestry jednostek podhalańskich. W dniu 14 sierpnia wieczorem na wzgórzach
okalających Sanok zapalono olbrzymie ogniska, zapowiadające imprezę. Zjazd
rozpoczął się oficjalnie w niedzielę, 15 VIII 1936 r., mszą polową na błoniach
nad Sanem. Po nabożeństwie przemówił gen. A. Galica, który – nawiązując do
przypadającego tego dnia Święta Wojska Polskiego – przypomniał wydarzenia
z 1920 r. i wezwał do uczczenia poległych bohaterów minutą ciszy. Następnie
odbyła się defilada, którą odbierał m.in. gen. M. Boruta-Spiechowicz oraz W.
Belina-Prażmowski. Wieczorem do Sanoka przyjechał gen. T. Kasprzycki, protektor – jak go określano – Święta Gór11.
W czasie imprezy nie zabrakło jarmarku, kiermaszów i zabaw ludowych.
Było co oglądać i co kupować. Zorganizowano konkurs wojskowych orkiestr
podhalańskich. Wieczorami, na stadionie Przysposobienia Wojskowego, odbywały się wieczornice z występami zespołów ludowych. W sanockim Domu Żołnierza pokazywano przedstawienia regionalne. W niedzielę, 16 sierpnia, otwarto
i poświęcono drogę Komańcza – Jaśliska. Zorganizowano także gwiaździsty
zjazd automobilowy oraz loty balonowe12.
Przy okazji Zjazdu Górskiego mieszkańcy podkarpackiej wsi Załuże, gmina
Lubaczów, wręczyli gen. T. Kasprzyckiemu wieniec dożynkowy. Natomiast
__________
10
11
12
Program Zjazdu Górskiego w Sanoku 1936 r., 14–17 sierpnia, Warszawa [1936], nlb.
Tamże, nlb.; Na „Zjeździe górskim” w Sanoku, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1936, R.
XXVII, nr 227 z 15 sierpnia, s. 13; Święto Gór w Sanoku rozpoczęte, „Ilustrowany Kurier
Codzienny” 1936, R. XXVII, nr 228 z 17 sierpnia, s. 12.
Program Zjazdu Górskiego w Sanoku 1936 r., 14–17 sierpnia, Warszawa [1936], nlb.; Na
„Zjeździe górskim” w Sanoku, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1936, R. XXVII, nr 227
z 15 sierpnia, s. 13.
283
ostatniego dnia imprezy, 17 sierpnia, odbyła się uroczystość – jak to określono –
Święta Pracy. Był to pokaz „wzorowej organizacji pracy” przy budowie odcinka
drogi na pograniczu powiatu sanockiego i leskiego. Ten ostatni otrzymał od Ligi
Drogowej dar w postaci nowoczesnego walca drogowego. Na zakończenie Zjazdu oddano „Hołd górom”. Po wspólnym koncercie sześciu orkiestr podhalańskich odbył się spływ barwnie udekorowanych i oświetlonych kajaków, łodzi
i tratew, na których tańczyli górale. Wyjątkowy nastój potęgowały światła reflektorów oświetlające San oraz pokaz sztucznych ogni13.
Wisła 1937
W 1937 r. podjęto decyzję, że następna impreza – tym razem pod nazwą
Tydzień Gór – odbędzie się w Wiśle, w dniach 15–22 sierpnia. Podobnie jak
w latach poprzednich Komitet Honorowy Tygodnia tworzyła liczna grupa polityków, działaczy społecznych i wojskowych. Nie zabrakło wśród nich kilku
generałów: dr R. Górecki, A. Narbut-Łuczyński, Kazimierz Łukoski, Stefan
Pasławski, Kazimierz Sosnkowski, M. Boruta-Spiechowicz, Michał Karaszewicz-Tokarzewski i Wacław Scaevola-Wieczorkiewicz. Oczywiście, lista ta
byłaby niepełna bez generała i senatora A. Galicy. Zresztą, w czasie Tygodnia
Gór występował on w podwójnej roli. Nie tylko jako członek wspomnianego
komitetu, ale także Związku Ziem Górskich14.
Rano 21 sierpnia do Wisły przyjechał gen. T. Kasprzycki, prezes Związku
Ziem Górskich. Na dworcu witali go m.in. M. Grażyński, wojewoda śląski, generałowie A. Narbut-Łuczyński, Sergiusz Zahorski i A. Galica. Przy dźwiękach
hymnu narodowego minister spraw wojskowych przeszedł przed frontem kompanii honorowej strzelców podhalańskich. Tego samego dnia odbył się II Walny
Zjazd Rady Naczelnej tej organizacji. Zjazd otworzył gen. T. Kasprzycki,
a w czasie obrad głos zabrał m.in. A. Galica. Ten ostatni, jako przewodniczący
Głównej Komisji Rewizyjnej, przedstawił sprawozdanie z podejmowanych przez
nią decyzji i działań, podkreślając właściwe wydatkowanie funduszy, zgodne
z wytycznymi Zarządu Głównego związku. Na wniosek generała uczestnicy
zjazdu udzielili Zarządowi Głównemu absolutorium z dotychczasowej działalności finansowej. Należy przy tej okazji podkreślić, że 1937 r. przyniósł rozwój
działalności Związku Ziem Górskich. Zarząd Główny powołał do życia 3 komisje: Tygodnia Gór, swojszczyzny i naukową. Równocześnie utworzono 2 oddziały związku: Krakowsko-Śląski z siedzibą w Krakowie oraz LwowskoStanisławowski we Lwowie. Pierwszy miał się szczególnie zajmować sprawami
__________
13
14
B. Czyżykowska, Święto gór w Sanoku, „Światowid” 1936, R. XIII, nr 35 z 29 sierpnia, s.
13; W. Goetel, Zjazd Górski w Sanoku, „Wierchy” 1936, R. XIV, s. 232–233.
„Tydzień Gór” Wisła (Śląsk) 15–22 sierpnia 1937, b.m.w. [1937], nlb. – program imprezy.
284
kulturalnymi Łemkowszczyzny, rozwojem wsi Zawoja i regionu babiogórskiego,
organizacją drobnej wytwórczości ludowej w Gorcach czy rozmieszczeniem
sieci muzeów regionalnych w Karpatach Zachodnich. Natomiast drugi z wymienionych oddziałów koncentrował się na podniesieniu poziomu rozwoju obszarów
Karpat Wschodnich, współpracy z Towarzystwem Przyjaciół Huculszczyzny
itp.15.
Sam Tydzień Gór – przypomnijmy – rozpoczął się 15 sierpnia. Tradycyjnie
pogoda była fatalna, tym razem jednak zdarzały się wypogodzenia i chwile ze
słońcem. Program Tygodnia był imponujący, zapewne za sprawą przewidywanej
wizyty prezydenta Rzeczypospolitej. Życie imprezy koncentrowało się wokół
budynku nowego Domu Uzdrowiskowego. Za nim, na rozległym terenie, umiejscowiono park wystawowy z wielkim placem widowiskowym. Mógł on pomieścić kilka tysięcy widzów. Tutaj odbywały się imprezy regionalne. Uroczystego
otwarcia Domu Uzdrowiskowego dokonano w dniu inauguracji święta, w niedzielę 15 sierpnia. Wzięli w nim udział M. Grażyński oraz Aleksander Bobkowski, wiceminister komunikacji, prywatnie zięć prezydenta16.
Jak już wspomniano wcześniej, w środę 18 sierpnia w Wiśle pojawił się I.
Mościcki. Prezydent przyjechał specjalnym pociągiem z Juraty. Towarzyszyła
mu małżonka Maria. Na barwnie udekorowanym peronie witał go m.in. M. Grażyński i prof. W. Goetel oraz grupa regionalna ze Śląska Cieszyńskiego, kapela
górali tatrzańskich i delegacja rumuńskich skautów (występująca w czasie Tygodnia Gór). Prezydent przejechał główną ulicą Wisły i udał się do swojego zameczku pod Kubalonką. W niedzielę, 22 sierpnia, miały miejsce główne uroczystości Tygodnia Gór. Rozpoczęła je msza święta z udziałem prezydenta,
odprawiona w parku wystawowym. Sprawował ją biskup śląski Stanisław Adamski. W nabożeństwie wziął udział 10-tysięczny tłum. Następnie, w imieniu
Związku Ziem Górskich, przemówił płk Józef Kustroń, dowódca 21 Dywizji
Piechoty Górskiej (Bielsko-Biała). Potem I. Mościcki wziął udział w uroczystości odsłonięcia Pomnika Źródeł Wisły, znajdującego się w samym centrum miasta. Jego autorem był wybitny rzeźbiarz, prof. Konstanty Laszczka. Pomnik
przedstawiał postać młodej Ślązaczki z naręczem kwiatów i zbóż, stojącej na
skale nad małym basenem. Znajdowało się w nim pięć trytonów, z gardzieli
których tryskała fontanna. Po odsłonięciu pomnika odbyła się defilada, którą
prezydent przyjmował w towarzystwie gen. T. Kasprzyckiego. Jako pierwsze
defilowały odziały wojskowe, przysposobienia wojskowego i Związku Strzeleckiego, następnie goszczące w Wiśle grupy regionalne, wreszcie grupy górali ze
__________
15
16
Kończy się „Tydzień Gór”, „Polska Zachodnia” (Katowice) 1937, R. XII, nr 230 z 22
sierpnia, s. 5–6; W. Milewski, Ze Związku Ziem Górskich, „Wierchy” 1937, R. XV, s. 223,
Sprawozdanie Związku Ziem Górskich..., s. 45–46.
W Wiśle pełno atrakcji i pełno ludzi, „Polska Zachodnia” (Katowice) 1937, R. XII, nr 225
z 17 sierpnia, s. 2; Narodowe Archiwum Cyfrowe, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny
– Archiwum Ilustracji, sygn. 1-P-3614-4.
285
Śląska. O godz. 13.00 prezydent udał się na Kubalonkę w Istebnej, gdzie otworzył nowo wybudowany Wojewódzki Zakład Leczniczo-Wychowawczy im.
Marszałka Józefa Piłsudskiego. Placówka ta pełniła funkcję sanatorium przeciwgruźliczego dla dzieci i posiadała 400 łóżek. Wybudowano ją z inicjatywy wojewody M. Grażyńskiego, z okazji 10-lecia przyłączenia Śląska do Polski (prace
budowlane rozpoczęto w 1929 r.). Otwarcie sanatorium było ostatnim wydarzeniem Tygodnia Gór w Wiśle17.
Nowy Sącz 1938
Następny Zjazd Górski został zorganizowany w Nowym Sączu i przypadł
na 12–15 VIII 1938 r. Pieczę nad programem imprezy sprawował prof. Tadeusz
Seweryn – etnograf, malarz i muzealnik. Z okazji Zjazdu Górskiego odnowiono
Zamek Jagielloński w Nowym Sączu. Pod jego murami wybudowano estradę,
służącą do występów zespołów ludowych. Tworzyło to wspaniałą scenerię. Impreza rozpoczęła się w piątek rano od mszy świętej w kościele farnym pw. św.
Małgorzaty. Następnie dokonano uroczystego otwarcia Muzeum Ziemi Sądeckiej
na Zamku Królewskim. Uroczystego przecięcia wstęgi dokonał gen. T. Kasprzycki. Jak donosiła prasa, muzeum mieściło się w 12 komnatach zamkowych
i obejmowało dzieła sztuki kościelnej, etnograficznej, historycznej, eksponatów
krajoznawczych i sztuk plastycznych współczesnych artystów Podhala. Pierwszego dnia miał również miejsce symboliczny obrzęd. Był to „Zew od Olzy po
Czeremosz”. Góral z Istebnej grał na trombicie po jednej stronie estrady. Odpowiadał mu Hucuł z Mikuliczyna, stojący naprzeciwko. Na koniec obaj grajkowie
zbliżyli się do siebie, uścisnęli sobie dłonie i zagrali razem. Niestety, niedaleka
przyszłość pokazała, że był to jedynie pusty gest. Wybuch II wojny światowej
ukazał z całą mocą niechęć, a nawet nienawiść części Ukraińców, zwłaszcza
Hucułów, zamieszkujących ziemie II Rzeczypospolitej do polskości i do Polaków18.
Należy podkreślić, że omawiane imprezy z każdym rokiem nabierały rozmachu, obejmując swoim zasięgiem coraz szersze obszary. W Nowym Sączu
pojawili się np. po raz pierwszy górale zza Olzy, spod Jabłonkowa. Jak pisano
__________
17
18
Przyjazd Pana Prezydenta R.P. Do Wisły, „Polska Zachodnia” (Katowice) 1937, R. XII, nr
227 z 19 sierpnia, s. 2; Wielki dzień w Wiśle, „Polska Zachodnia” (Katowice) 1937, R. XII,
nr 231 z 23 sierpnia, s. 1 i 4; Z Polski, „Wiarus” 1937, R. VIII, nr 35 z 28 sierpnia, s. 910 –
fot. pomnika Źródeł Wisły.
Uroczyste otwarcie „Dni Gór” w Nowym Sączu, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1938, R.
XXIX, nr 223 z 14 sierpnia, s. 16; S. Janocha, Zjazd Górski – Nowy Sącz 12–15.08.1938,
„Co Słychać? Informator Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego” 2000, nr 8 (116) – sierpień, s. 3.
286
w prasie, ich występ w sobotę 13 VIII 1938 r. zamienił się w manifestację łączności Macierzy z rodakami z Czechosłowacji. „Czterotysięczny tłum, zebrany na
dziedzińcu starego zamku królewskiego, olśniony żywiołowym tańcem i pięknem pieśni śląskiej, zmuszał oklaskami rodaków zza Olzy do niezliczonych
bisów, a następnie przez 15 min. nie chciał pozwolić im na opuszczenie estrady,
bijąc brawa i wznosząc okrzyki na cześć Polaków w Czechosłowacji. Kierownik
grupy jabłonkowskiej ze wzruszeniem dziękował za serdeczne przyjęcie, stwierdzając, że grupa jego jest dumna z tego, że łączą ją nierozerwalne więzy z mocarstwową Polską. Na pożegnanie górale polscy zza Odry odśpiewali sztandarową pieśń Polaków cieszyńskich «Płyniesz Olzo»”19. Zaproszenie tej grupy
regionalnej na imprezę w Nowym Sączu miało zapewne charakter propagandowy, co wyraźnie widać również w przytoczonym komentarzu prasowym. Już
wkrótce, na początku października 1938 r. „mocarstwowa Polska” zajęła Zaolzie,
biorąc udział w pierwszym akcie rozbioru południowego sąsiada. Nie długo
jednak przyszło się jej cieszyć z tego wątpliwego sukcesu20.
Oprócz tradycyjnych już występów i konkursu dla grup ludowych przygotowano także wystawę rolniczą, pokazy zwierząt hodowlanych i płodów rolnych,
połączone z „wycieczkami gospodarczymi”. Ponadto odbył się koncert orkiestr
wojskowych i Kolejowego Przysposobienia Wojskowego. Przeprowadzono
również zawody kajakowe na Dunajcu. Codziennie podczas Zjazdu odbywały się
wycieczki do pobliskiego Rożnowa, gdzie można było zwiedzić budowę zapory
wodnej na Dunajcu, stanowiącej element Centralnego Okręgu Przemysłowego
(prace rozpoczęto w lutym 1935 r., ukończono je w 1941 r.). W ostatnim dniu,
15 sierpnia, na dziedzińcu zamku odprawiona została msza święta. Po niej wystąpił płk J. Kustroń, który w swoim wystąpieniu nawiązał do Święta Wojska
Polskiego, akcentując łączność armii ze społeczeństwem. Następnie na rynku
Nowego Sącza odbyły się uroczystości dożynkowe, a ulicami miasta przeszła
defilada grup regionalnych i korowód dożynkowy z Sądecczyzny. W defiladzie
uczestniczyła również kompania honorowa miejscowego 1 pułku strzelców podhalańskich. Szczególnie efektownie wypadły grupy reprezentujące różne dziedziny rzemiosła, które jechały na wspaniale przybranych wozach i samochodach.
Wieczorem, po wielkim widowisku ludowym z udziałem wszystkich wyróżnionych grup, zorganizowano pokaz sztucznych ogni oraz zabawę na błoniach nad
Dunajcem21.
__________
19
20
21
Drugi dzień Zjazdu Górskiego w Nowym Sączu, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1938, R.
XXIX, nr 224 z 15 sierpnia, s. 14.
Więcej: M. P. Deszczyński, Ostatni egzamin. Wojsko Polskie wobec kryzysu czechosłowackiego 1938–1939, Warszawa 2003, s. 260–272.
Zjazd Górski Nowy Sącz. 12,15 sierpnia 1938 r., Warszawa [1938], nlb. – program imprezy; Wspaniale zakończono Zjazd Górski, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1938, R. XXIX,
nr 226 z 17 sierpnia, s. 12.
287
Podobnie jak w latach poprzednich Zjazdowi w Nowym Sączu towarzyszyły obrady Związku Ziem Górskich pod przewodnictwem gen. T. Kasprzyckiego.
Wzięło w nich udział 800 osób. Poruszano sprawy agrarne, użytkowania hal,
kompasacji gruntów, tanich kredytów dla rolników oraz zbytu owoców leśnych.
Senator F. Gwiżdż wysunął projekt stworzenia w Karpatach Uniwersytetu Ludowego. Natomiast gen. A. Galica, jako przewodniczący komisji rewizyjnej,
przedstawił sprawozdanie finansowe z prac Związku Ziem Górskich stwierdzając
„wzorowe prowadzenie ksiąg kasowych”22.
Święto, którego nie było – Zakopane 1939
Z jeszcze większym rozmachem przygotowywano Tydzień Gór, który miał
się odbyć w Zakopanem w 1939 r. Impreza była zaplanowana na 7–12 września.
Panujące napięcie międzynarodowe nie pozostawało bez wpływu na jej charakter. Tydzień miał stanowić rodzaj „manifestacji łączności ludu górskiego Karpat
w związku z koniecznością wzmocnienia obronności ziem górskich”23. Na czele
komitetu organizacyjnego stanął wspomniany już wiceminister A. Bobkowski.
Tydzień Gór miał się rozpocząć od mszy świętej odprawionej pod Krokwią.
Następnie miał przemawiać I. Mościcki, spodziewano się bowiem, że prezydent
pojawi się w Zakopanem. Pierwszy dzień imprezy planowano poświęcić szczególnie dr. Tytusowi Chałubińskiemu, w związku z 50. rocznicą jego śmierci.
Tego dnia miało się również odbyć plenerowe przedstawienie „Harnasi” Karola
Szymanowskiego24.
Charakter imprezy podkreślano na konferencji prasowej zorganizowanej
w II połowie sierpnia 1939 r. w ministerstwie komunikacji, na zaproszenie komitetu głównego Tygodnia Gór. Miała to być nie tylko „rewia” zespołów regionalnych, ale również wielka manifestacja patriotyczną górali na rzecz przywiązania
do ziemi ojczystej. Z tej okazji Związek Młodzieży Wiejskiej zwołał swój zjazd
do Zakopanego – spodziewano się przybycia około 1000 członków tej organizacji w strojach regionalnych. Mottem działania Związku Ziem Górskich, sprawującego pieczę nad organizacją wrześniowej imprezy, stał się fragment przemó-
__________
22
23
24
Ze Zjazdu Górskiego, „Gazeta Podhala” (Nowy Targ) 1938, R. III, nr 33 z 21 sierpnia, s. 3–
4; Zjazd górski 1938, „Wierchy”, R. XVI, s. 211.
Cyt. za: A. Wysocki, Regionalizm funkcjonalny w działaniu (na Huculszczyźnie) w świetle
dokumentów Centralnego Archiwum Wojskowego, „Rocznik Archiwalno-Historyczny Centralnego Archiwum Wojskowego” (Warszawa) 2009, nr 2/31, s. 103.
S. Janocha, Tydzień Gór w Zakopanem 7–12.09.1939, „Co Słychać? Informator Polskiego
Towarzystwa Tatrzańskiego” 2000, nr 8 (116) – sierpień, s. 4; Przygotowania do „Tygodnia Gór” urządzanego w dniach 7–12 września w Zakopanem, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1939, R. XXX, nr 215 z 6 sierpnia, s. 15.
288
wienia śląskiego pisarza – samouka, Jerzego Probosza (pseudonim Chłop spod
Gańczorki, Góral) z Istebnej: „Bohaterskie piersi ludu górskiego stworzą wzdłuż
południowej granicy Rzeczypospolitej niezwyciężony mur – górską linię Maginota – której żaden wróg nie zmoże”25. Autor tych słów był działaczem Związku
Górali Śląskich oraz Macierzy Szkolnej Księstwa Cieszyńskiego. Uhonorowany
w 1938 r. Srebrnym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury,
został aresztowany przez Niemców w dniu 17 XII 1939 r. Zginął w obozie koncentracyjnym w Dachau 29 V 1942 r.26.
Tymczasem we wrześniowej imprezie miało wziąć udział kilkadziesiąt zespołów ludowych – w sumie około 1 tys. osób. Ponadto swój przyjazd zapowiedziały grupy zagraniczne z Węgier, Rumunii, Bułgarii, a nawet ze Szkocji. Podczas trwania imprezy tradycyjnie planowano także jarmarki, kiermasze czy
wystawy. Wśród nich – jak donosiła prasa – najciekawiej zapowiadała się wystawa prac biura regionalnego planu zabudowy terenów górskich. Ekspozycja
miała prezentować projekty utworzenia w Karpatach centralnego okręgu turystycznego i ukazywać plastyczne modele dróg karpackich oraz osiedli letniskowych27. Niestety, z przyczyn oczywistych wrześniowy Tydzień Gór nie odbył się
– wybuch II wojny światowej przekreślił te plany.
Jak się okazało, we wrześniu 1939 r. w Zakopanem zjawili się nieproszeni
goście – Słowacy i Niemcy. Nie pomógł opór Zakopiańskiego Batalionu Obrony
Narodowej (1 Brygada Górska płk. dypl. Janusza Gaładyka z Armii „Kraków”),
w skład którego weszli m.in. członkowie Związku Strzeleckiego z miasta i okolicy, defilujący nie tak dawno przed prezydentem Rzeczypospolitej w Wiśle. Odegrali oni bowiem – podkreślić trzeba – istotną rolę także w pracach Związku
Ziem Górskich, zgłaszając doń akces w 1937 r.28.
Gdy 1 IX 1939 r. hitlerowska III Rzesza napadła zdradziecko Polskę, jej sojusznikiem była Słowacja. Jej 1 Dywizja Piechoty gen. II rangi Antona Pulanicha, działająca na lewym skrzydle niemieckiej 2 Dywizji Górskiej Górskiej (14
__________
25
26
27
28
„Górska linia Maginota”. Przed Tygodniem Gór w Zakopanem, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1939, R. XXX, nr 232 z 23 sierpnia, s. 13; K. Pawlewski, „Tydzień Gór” wielką
manifestacją patriotyczną ludu górskiego, „Wiadomości Ziem Górskich” (Warszawa)
1939, R. II, nr 8 z 1 sierpnia, s. 5; „Tydzień Gór pod znakiem obronności kraju, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1939, R. XXX, nr 234 z 25 sierpnia, s. 15.
I. Homola, Probosz Jerzy, [w:] Literatura Polska. Przewodnik encyklopedyczny, T. II, N–Ż,
Warszawa 1985, s. 236.
Plastyczne modele dróg karpackich i osiedli letniskowych na wystawie w Zakopanem,
„Ilustrowany Kurier Codzienny” 1939, R. XXX, nr 232 z 23 sierpnia, s. 7; „Tydzień Gór”
wspaniałą rewią regionalizmu, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1939, R. XXX, nr 235
z 26 sierpnia, s. 22.
Wielki dzień w Wiśle, „Polska Zachodnia” (Katowice) 1937, R. XII, nr 231 z 23 sierpnia, s.
1; K. Pindel, Obrona Narodowa 1937–1939, Warszawa 1979, s. 68, 182; Sprawozdanie
Związku Ziem Górskich za okres od 12.XI.1936–31.XII.1937 r., red. K. Pawlewski, Warszawa 1938, s. 9.
289
Armia z Grupy Armii „Południe”), zajęła rejon Zakopanego, mając zadanie marszu w ogólnym kierunku na Nowy Targ. Jej 4 (dowódca ppłk Ladislav Bodicky)
i 6 pułk piechoty (dowódca mjr Mikuláš Markus) obsadziły okolice Zakopanego
(1 września) i rejon na północ od tego miasta (m.in. Poronin, Biały Dunajec,
Szaflary i Nowy Targ). Pierwsze 2 z wymienionych miejscowości, znajdujące się
najbliżej Zakopanego, znalazły się w rękach Słowaków (6 pułk piechoty) następnego dnia też o tej samej porze. W ten sposób zamknęło się, zdawałoby się koło
historii. Wojsko nieistniejącej już Republiki Czechosłowackiej, w której rozbiorze uczestniczyli Polacy w październiku 1938 r., znalazło się – tym razem jako
armia marionetkowej Republiki Słowackiej księdza Jozefa Tiso – na terytorium
II Rzeczypospolitej. Jednak niebawem Słowacy musieli odejść z Zakopanego
(odbyła się tam defilada ich oddziałów), przekazując miasto Niemcom. Taki był
kres polskich planów „wrześniowego” Święta Gór29.
Wysiłki organizacyjno-propagandowe na rzecz górskich imprez
Świętom, Zjazdom i Tygodniom Gór towarzyszyła duża kampania reklamowa. Zapowiedzi oraz opisy tych wydarzeń ukazywały się w prasie. W 1935 r.
z tej właśnie okazji na okładkę popularnego czasopisma „Światowid” trafił wizerunek znanego dudziarza Stanisława Mroza z Poronina, z panoramą Tatr w tle.
Przygotowywano plakaty reklamowe oraz karty pocztowe, które ukazywały się
nakładem Komitetu Głównego imprezy (il. 1–3). Drukowano specjalne programy, informujące o szczegółowym przebiegu świąt (il. 4). Ponadto turystom biorącym udział w imprezach wydawano znaczki – oznaki pamiątkowe tłoczone
w metalu (il. 5–6). Oznaka zakopiańska z 1935 r. miała formę kapelusza góralskiego z wybitym miejscem i datą imprezy. W tle widniały skrzyżowane ciupagi.
W następnym roku wypuszczono znaczek w postaci stylizowanej sylwetki orła.
Nad nim widniał półkolisty napis: ZJAZD GÓRSKI/ SANOK. U dołu data:
1936. Kolejne święto upamiętniono oznaką w kształcie uproszczonego orła
wspartego łapami na kole. Wewnątrz koła znalazł się zarys gór, choinka i płynąca rzeka. Wokół umieszczono napis: WISŁA/ TYDZIEŃ GÓR/ 1937. Ostatnia
oznaka miała upamiętniać Tydzień Gór w Zakopanem, w 1939 r. Jak wiadomo,
z powodu wybuchu wojny święto się nie odbyło. Znaczek miał kształt koła.
Pośrodku widniał wagonik kolejki górskiej na Kasprowy Wierch. Otaczały go
dwa otoki: niebieski – z napisem: TYDZIEŃ GÓR/ ZAKOPANE 1939 oraz
__________
29
Więcej: I. Baka, Udział Słowaków w agresji na Polskę w 1939 roku, Warszawa 2010, s.
129, 131, 133.
290
czerwony – z białymi muszelkami kauri, używanymi przez górali do zdobienia
kapeluszy. Znaczek był pokryty emalią30.
W organizację opisywanych imprez górskich włączała się również aktywnie Poczta Polska. Z tej okazji przygotowywała ona okolicznościowe datowniki.
Datownik, przygotowany na wrzesień 1939 r. przedstawiał górala pasącego
owce, na tle panoramy Tatr. Poczta Polska ułatwiała korzystanie ze swoich usług
turystom przyjeżdżającym na święta góralszczyzny. W czasie Zjazdu Górskiego
w 1936 r. zorganizowano – przy pomocy Klubu Balonowego „Guma” w Sanoku
– przewóz poczty balonem „Sanok”. W ten sposób mogły być przewiezione
tylko zwykłe ekspresowe listy o wadze do 20 g i kartki pocztowe, krajowe
i zagraniczne. Korespondencję należało dostarczyć do urzędu pocztowego
w Sanoku, gdzie zostały ostemplowane specjalnym datownikiem z napisem
„Balon Sanok”. Po wylądowaniu balonu przesyłki miały zostać przekazane najbliższemu urzędowi pocztowemu w celu dalszej wysyłki zwykłą drogą. Natomiast rok później, podczas Tygodnia Gór w Wiśle (1937 r.), zwracał uwagę
kursujący po ulicach uzdrowiska specjalny samochód poczty ruchomej. Pojazd
był zaopatrzony w telefon. Ponadto sprzedawano w nim znaczki i widokówki
oraz przyjmowano korespondencję do wysyłki31.
Ogromną rolę w propagowaniu Świąt, Zjazdów i Tygodni Gór w okresie
międzywojennym odegrały Polskie Koleje Państwowe. Ich nazwa – obok Ligi
Popierania Turystyki – widniała na wspomnianych plakatach i kartach pocztowych. Do miejsc, w których organizowano imprezy, jechały dziesiątki specjalnie
przygotowanych pociągów. Do wyjazdu zachęcał turystów cały pakiet zniżek.
W 1935 r. karta uczestnictwa kosztowała 3,35 zł. Jej nabycie dawało prawo
nabycia w terminie 2–11 sierpnia ulgowego biletu na przejazd koleją z dowolnej
stacji w Polsce do Zakopanego w klasie I, II i III. Przy powrocie karta uprawniała do bezpłatnego przejazdu w czasie do 14 sierpnia do stacji, z której nastąpił
wyjazd do Zakopanego. Dzięki karcie można było nabyć bilet ulgowy w każdej
kasie kolejowej lub w kasach biur podróży „Orbis” i Wagons-Lits-Cook.
W zamian za dołączony do karty kupon turysta otrzymywał znaczek – oznakę
Święta Gór. Uprawniał on do bezpłatnego wstępu na imprezy towarzyszące
(jarmark, wystawy, odczyty itd.). Znaczek pozwalał także na skorzystanie z 50%
zniżki przy wstępie na wieczornice regionalne. W czasie kolejnych imprez górskich obowiązywała 66% zniżka kolejowa32.
__________
30
31
32
„Światowid” 1935, R. XI, nr 31 z 3 sierpnia – okładka; karty pocztowe i znaczki – oznaki
ze zbiorów autorki.
Przewóz poczty balonem „Sanok”, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1936, R. XXVII, nr
225 z 14 sierpnia, s. 10; W pełnej uroku krainie, tam gdzie trwa „Tydzień Gór”, „Polska
Zachodnia” (Katowice) 1937, R. XII, nr 228 z 20 sierpnia, s. 2.
Święto Gór w Zakopanem, „Wiadomości Urzędowe Powiatu Średzkiego” 1935, R. VII, nr
30 z 26 lipca, s. 1–2; W. Goetel, Święto Gór, „Wierchy” 1935, T. XIII, s. 210; Karta
uczestnictwa w Święcie Gór, Zakopane 1935 r. – zbiory autorki; Zjazd Górski w Sanoku,
291
Oprócz prasy, do promowania imprez górskich wykorzystywano również
radio. Przykładowo, podczas Zjazdu Górskiego w Sanoku dokonano nagrań
fragmentów uroczystości. Zostały one wyemitowane na falach Polskiego Radia
17 VIII 1936 r. W roli reportera wystąpił Antoni Zachemski – krewny Jakuba –
pisarz i publicysta, działacz regionalny. Radio transmitowało również przebieg
uroczystości kończących Tydzień Gór w Wiśle, w niedzielę 22 VIII 1937 r.33.
Jak już wspominano, prasa szeroko rozpisywała się na temat Świąt, Tygodni i Zjazdów Górskich. Obszerne relacje miały przeważnie pozytywny wydźwięk. Zdarzały się jednak i głosy przeciwne. Przykładem może być artykuł
Jalu Kurka pt. „Góralu czy ci nie żal”, który ukazał się w „Wiadomościach Literackich” w 1937 r. Tekst odnosił się do spraw regionalizmu i stanowił reakcję na
Tydzień Gór zorganizowany niedawno w Wiśle. Pisarz czuł się szczególnie
uprawniony do krytykowania tej imprezy, gdyż – jak sam podkreślał – był silnie
związany z górami (jego matka pochodziła ze wsi Naprawa w Beskidach). Krytykował bezkrytyczne „pianie” i zachwyty w prasie nad góralską cuchą i huculską trombitą oraz sztuczne tworzenie „zabytków regionalnych”. Powoływał się
przy tym na autorytet prof. Jana Stanisław Bystronia, wybitnego etnografa
i socjologa, członka Polskiej Akademii Umiejętności, a który mówił o sztuczności rekonstrukcji widowisk ludowych i ich martwocie. Takimi właśnie występami karmieni byli – w opinii J. Kurka – widzowie imprez górskich. Podawał przy
tym przykład, że wśród zespołów górali podhalańskich występowały „przebrane
panienki oraz młodzi panowie z Krakowa”. Pisarz sprzeciwiał się takiej niewłaściwej propagandzie ziem górskich poprzez organizowanie dorocznych zjazdów
oraz traktowaniu sztuki i obyczaju wiejskiego w oderwaniu od całości zjawisk
społecznych. Wieś powinna bowiem kultywować swoje tradycje w warunkach
aktualnych, biorąc z kultury inteligenckiej to, co jest dobre dla niej, a oddając
inteligencji swoje najlepsze wartości. Podsumowując swój artykuł J. Kurek napisał: „Kiedy byłem przed paru laty w Worochcie na dorocznej uroczystości Szlakiem Żelaznej Brygady – widziałem jak generałowie serdecznie ściskali się
z Hucułami w święcie zbratania. Ale nazajutrz dygnitarze odjechali do Warszawy, A Hucuł został sam. – Żebyś nie myślał, drabie, że ciągle będzie święto –
mówi mu ten i ów, który właśnie wczoraj na baczność stał przed generałami
i przed Hucułem, a teraz przypomina mu ciężkie obowiązki dnia roboczego. Tak.
To jest szary dzień gór. Góralu, czy ci nie żal? Warszawa daleko; panowie przyjadą z niej dopiero za rok”34.
33
34
„Ilustrowany Kurier Codzienny” 1936, R. XXVII, nr 225 z 14 sierpnia, s. 21; „Tydzień
Gór” w Wiśle, „Turysta w Polsce” 1937, R. III, nr 8, s. 2–3.
Transmisja ze Zjazdu Górskiego w Sanoku, „Ilustrowany Kurier Codzienny” 1936, R.
XXVII, nr 228 z 17 sierpnia, s. 19; Sprawozdanie Związku Ziem Górskich za okres od
12.XI.1936–31.XII.1937 r., red. K. Pawlewski, Warszawa 1938, s. 40.
J. Kurek, „Góralu, czy ci nie żal?”... O zachłystywaniu się ciupagą, „Wiadomości Literackie” 1937, R. XIV, nr 42 (728) z 10 października, s. 7.
292
Trudno nie zgodzić się z trafnością części przytoczonych wyżej spostrzeżeń. Generalnie jednak omawiane imprezy należy oceniać pozytywnie. Można
stwierdzić, że stanowiły one ukoronowanie działalności podhalańskiego ruchu
regionalnego okresu międzywojennego. Przygotowywane z ogromnym rozmachem znajdowały oparcie i protektorat najwyższych władz państwowych. W ich
organizację angażowano władze lokalne, organizacje społeczne, wojsko, harcerzy, Pocztę Polską, Polskie Koleje Państwowe itd. Zaprezentowane imprezy
przyczyniały się do popularyzowania turystyki górskiej oraz zainteresowania
folklorem ziem górskich nie tylko z rejonu Podhala, ale całej II Rzeczypospolitej. Do tych tradycji sięgają imprezy odbywające się po II wojnie światowej, np.
Tydzień Kultury Beskidzkiej, organizowany przez Regionalny Ośrodek Kultury
w Bielsku-Białej, czy zakopiańska Tatrzańska Jesień, która w 1968 r. przekształciła się w Międzynarodowy Festiwal Ziem Górskich.
Summary
When Poland recovered the independence in November 1918 the regional
movement could freely developed itself at last. Especially it took place in the
Podhale region. Since the half of the 30's of the 20th century the mountain festivals were organised to promote folklore of the highlanders from various regions
of Poland. It was not only Podhale but also Silesia and Hutsul region. Events
reviewed in the article were named: The Mountain Holidays (Święta Gór), The
Mountain Conventions (Zjazdy Górskie) and The Mountain Weeks (Tygodnie
Gór). The first one was organised in 1935 in Zakopane. Next – in 1936 in Sanok.
In 1937 the event took place in Wisła and in 1938 in Nowy Sącz. In 1939 The
Mountain Week was planned in September. Because of the outbreak of the WW2
it was impossible.
Many organisations and institutions took part in preparation of these events.
First of all it was The Union of The Mountain Lands (Związek Ziem Górskich).
Moreover: The Polish Post, The Polish State Railways, army and the Scouts. The
events were advertised by posters, postcards and special printed programmes.
They promoted a mountain tourism and developed the interest in mountain folklore in Poland.
293
Karta pocztowe – zbiory autorki.
Karta pocztowa – zbiory autorki.
294
Okładka programu Zjazdu Górskiego w Nowym Sączu, 1938 r. – zbiory autorki.
Znaczek „Święto Gór – Zakopane 1935” – zbiory autorki.
Znaczek „Tydzień Gór – Wisła 1937” – zbiory autorki.
295
Rafał Pilarek
Doktorant, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
Etnografia na łamach pisma „Poznaj Świat”
w świetle reportaży
A. L. Godlewskiego, E. Karwota i B. Malkina
Pomysłodawcą i inicjatorem czasopisma geograficznego „Poznaj Świat”
był profesor Stanisław Leszczycki, który w pierwszych latach powojennych
pełnił funkcję przewodniczącego oddziału krakowskiego Polskiego Towarzystwa
Geograficznego [dalej: PTG]. W latach 1947–1948 PTG współpracując z zakładami pracy i organizacjami społecznymi przygotowało cykl wykładów i odczytów pod hasłem „Poznaj Polskę”, a następnie „Poznaj Świat”1. W związku
z dużym sukcesem akcji popularyzatorskiej, władze krakowskiego oddziału PTG
przystąpiły do realizacji pomysłu wydawania czasopisma geograficznego „Poznaj Świat”, angażując do tego celu nie tylko aktywnych działaczy PTG, ale
także młodszą kadrę Instytutu Geograficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ustalono, że nowy periodyk nie może konkurować z istniejącymi czasopismami
geograficznymi i krajoznawczymi, powinien natomiast skorzystać z doświadczeń
przedwojennego miesięcznika „Zbliska i Zdaleka” (pisownia oryginalna)2.
Pierwszy numer czasopisma „Poznaj Świat” ukazał się w lutym 1948 r.
Miesięcznik redagował Komitet Redakcyjny Wydziału Popularyzacji PTG, który
w ten sposób rozpowszechniał wiedzę geograficzną wśród społeczeństwa polskiego. Zadaniem i celem jaki postawiła przed sobą redakcja „Poznaj Świat”
było „poprowadzenie czytelnika przez wszystkie kraje świata, opisując ich fizjognomię geograficzną, społeczną i gospodarczą”3. Początki działalności pisma
przypadły na okres politycznych zmian w naszym kraju. Od 1948 r. rozpoczął się
__________
1
2
3
S. Milatowa, Odział Krakowski [W:] PTG w pięćdziesiątą rocznice działalności, Warszawa
1968, s. 110.
B. Winid, Krótka historia „Poznaj Świat”, „Poznaj Świat”,1994, nr 1, s. 2. Zdaniem twórców „Poznaj Świat” periodyk nie powinien konkurować z „Przeglądem Geograficznym”,
„Czasopismem Geograficznym”, pismem Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego –
„Ziemia”, a także powstającą „Geografią w Szkole”.
Miesięcznik „Zbliska i Zdaleka” ukazywał się we Lwowie w latach 1933–1939. Redaktorem naczelnym pisma był prof. Adam Malicki (1907–1981).
Przedmowa, „Poznaj Świat”, nr 1,1948, s. 1.
297
w Polsce otwarty etap ustrojowej stalinizacji państwa4. Stale zwiększające się
wpływy systemu „policyjnego” dotknęły także wydawnictwa popularne, w tym
również „Poznaj Świat”. W grudniu 1950 r. Zarząd Główny PTG pod presją
komunistycznych władz postanowił zawiesić wydawanie pisma, tłumacząc, że
„poziom ideologiczny tego czasopisma, którego zadaniem było oddziaływanie na
szerokie grupy młodzieży i sympatyków geografii, nie odpowiadał linii rozwojowej geografii”5.
Pojawiające się w 1954 r. ograniczenie omnipotencji aparatu bezpieczeństwa, zmiany w polityce wewnętrznej kraju, jawna krytyka w aparacie partyjnym
stylu kierowania państwem, skłaniają do uznania tego roku za początek powolnej
politycznej odwilży w Polsce6. Postępujący ferment w środowiskach twórczych,
rozluźnienie cenzury, a także utworzenie w 1953 r. Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk, który przejął znaczną
część naukowego programu PTG, stworzyły podatny grunt do reaktywacji czasopisma „Poznaj Świat”7.
Drugie narodziny periodyku miały miejsce w grudniu 1955 roku. Funkcję
redaktora naczelnego pisma powierzono pracownikowi Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie dr Stanisławowi Berezowskiemu. W inauguracyjnym numerze pisma Redakcja zapewniała, że dzięki „Poznaj Świat” możliwe
stanie się szersze poznanie świata i życia jego mieszkańców8. Zapowiedzi te
znalazły w pełni swoje odzwierciedlenie w treści prezentowanych artykułów.
W obszarze zainteresowań redakcji poza geografią znalazły się także zagadnienia
związane z fauną i florą, historią państw i narodów, architekturą oraz dorobkiem
kulturowym różnych ludów. Uzupełnieniem wymienionych treści były artykuły
komentujące bieżące wydarzenia społeczne, gospodarcze i polityczne na świecie.
Szczególne zainteresowanie autorów „Poznaj Świat” budziły kraje tzw. „trzeciego świata”9. Wynikało to zapewne z bieżącej polityki władz, ale także fascynacji
__________
4
5
6
7
8
9
A. L. Sowa, Historia polityczna Polski 1944–1991, Kraków 2011, s. 127.
S. Leszczycki, M.I. Mileska, Sprawozdanie z działalności Polskiego Towarzystwa Geograficznego w latach 1945–1954, „Przegląd Geograficzny”, T. XXVI, z.3, 1954, s. 131.
A.L. Sowa, op.cit., s. 194, 206.
B. Winid, op.cit., s. 2.
Do Czytelników, „Poznaj Świat”, nr 1, 1955, okładka.
Pojecie „trzeci świat” zostało ukute przez francuskiego antropologa i historyka Alfreda
Sauvy’ego na łamach francuskiego czasopisma „L'Observateur” w sierpniu 1952 r. Termin
ten został szybko zaakceptowany, zdobywając globalną popularność na przełomie lat 50.
I 60. XX w. Dziś określenie to jest często odrzucane z racji na negatywne skojarzenia, które
budzi. Należy pamiętać jednak, że w latach 50. był to termin pełen optymizmu. Został
uformowany na kształt pojęcia „trzeci stan” z okresu rewolucji francuskiej i stąd przejął cały bagaż skojarzeń społecznych, politycznych i ekonomicznych związanych ze swoim
XVIII wiecznym językowym antenatem. A zatem podobnie „trzeci świat” był dyskryminowany ekonomicznie politycznie, ale miał dokonać rewolucji i zmienić porządek światowy, stając się pełnoprawnym uczestnikiem stosunków międzynarodowych. Negatywna
stygmatyzacja określenia „trzeci świat” dokonała się później, gdy wydarzenia w krajach
298
czytelników i redakcji folklorem społeczeństw o odmiennej kulturze. Znajdowało to szczególny wyraz w rosnącej liczbie artykułów i notatek o tematyce etnograficznej10. Zdecydowana większość materiałów publikowanych w „Poznaj
Świecie” zawierała fotografie (początkowo czarno-białe, a następnie kolorowe)
oraz mapy, szkice i rysunki. Magazyn należał bowiem do najbardziej ilustrowanych pism tego okresu, mimo niewielkiego formatu ilustracje zajmowały ponad
połowę powierzchni czasopisma11.
W pierwszym okresie działalności pisma, przypadającym na lata 1948–
1950, główny trzon kadrowy stanowili geografowie, co znajdowało odzwierciedlenie w treści i formie publikowanych artykułów12. Sytuacja ta uległa zmianie
po reaktywacji „Poznaj Świat” w grudniu 1955 roku, kiedy to wyraźnie wzrosła
liczba artykułów i notatek z obszaru antropogeografii, etnografii i antropologii.
W latach 1955–1958 w tej kategorii materiałów dominowały relacje z Afryki,
Azji i Australii, prezentujące dorobek kultury materialnej, duchowej i społecznej
ich mieszkańców. Do wzbogacenia tematyki pisma przyczyniło się niewątpliwie
rozszerzenie kręgu jego współpracowników. Do grona dotychczasowych autorów czasopisma dołączyli nowi, wśród których było wielu podróżników, etnologów i antropologów kultury.
W niespełna rok od reaktywacji pisma na łamach „Poznaj Świat” pojawił
się pierwszy artykuł Aleksandra Lecha Godlewskiego pt. „Z Azji na Pacyfik”
(09/1956), będący relacją z badań terenowych prowadzonych w 1938 roku na
wyspach centralnej i wschodniej Polinezji: Tahiti, Bora Bora, Huahine, Moorea,
Tahaa, Raiatea i Nuku Hiva. Badacz przywiózł z tej wyprawy bogaty materiał do
pracy naukowej oraz eksponaty, które w większości uległy zniszczeniu podczas
wojny. A.L. Godlewski w dziedzinie etnologii był wybitnym i przez wiele lat
jedynym w kraju specjalistą w zakresie znajomości ludów Oceanii i ich kultur.
Znając język rdzennych mieszkańców zebrał materiały etnograficzne i folklory-
10
11
12
zacofanych nie rozwinęły się według optymistycznego scenariusza. Sam zaś termin ułatwił
negatywną stygmatyzację, bo „trzeci” kojarzy się z czymś gorszym trzeciorzędnym. Zob.
M. W. Solarz, Bogata Północ i biedne Południe. Kraje wysoko i słabo rozwinięte, „Geografia w Szkole”, 2012,nr 3, s. 9–10.
D. Licińska, Ocena czasopisma „Poznaj Świat” pod względem przydatności dla uczniów
starszych klas szkół podstawowych i uczniów szkół średnich, z dnia 7.11.1979., dokument
nieewidencjonowany, Archiwum PTG w Warszawie.
Z. Jaskulski, Ocena miesięcznika „Poznaj Świat” obejmująca okres od 11.1968 do 11.1969
roku., dokument nieewidencjonowany, Archiwum PTG w Warszawie.
Wśród nielicznych artykułów i notatek podejmujących częściowo tematykę etnologiczną
i antropologiczną znalazł się tekst z 1948 roku Walerego Goetela pt. „Wyspa Bali” opublikowany w maju 1948 roku. Jednym z obszarów zainteresowań tego uznanego geologia
i paleontologia, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wiedeńskiego znalazły się także
problemy mniejszości narodowych w Karpatach. Na uwagę zasługuje także artykuł Edwarda Schnaydera pt. „Na dalekiej Północy” oraz będący przedrukiem z „Picture Post” tekst pt.
„Ziemia Bożego Narodzenia”. Oba teksty poświęcone zostały ludom zamieszkującym strefę subarktyczną.
299
styczne, ponadto pozyskał trudno dostępne informacje z zakresu kultury duchowej i społecznej. Wyjaśnił pojęcia „Mana” i „tabu”, opisywał gry sportowe,
zabawy i tańce mieszkańców Polinezji. Profesor włączył się także aktywnie do
międzynarodowej dyskusji o etnogenezie ludności Oceanii. Wyniki swoich badań uczony zaprezentował w licznych książkach i artykułach publikowanych na
łamach „Materiałów i Prac Antropologicznych”13.
A. L. Godlewski oprócz pracy naukowej i dydaktycznej prowadził także
ożywioną działalność popularyzatorską. Należy przy tym podkreślić, iż czynił to
w przystępny i niezwykle ujmujący sposób. Swoje teksty publikował m.in.
w „Problemach”, „Młodzieży Morskiej”, „Dookoła Świata”, „Morzu” i „Życiu
Warszawy”14. Łącznie w latach 1956–1959 na łamach czasopisma geograficznego „Poznaj Świat” ukazały się cztery artykuły A.L Godlewskiego, opisujące
życie mieszkańców Polinezji wschodniej oraz przemiany społeczno-kulturowe,
jakie zachodziły w tym rejonie Pacyfiku15.
Do grona autorów podejmujących problematykę etnograficzną w „Poznaj
Świecie” należał Edward Karwot, który był jednocześnie członkiem nowego
zespołu redakcyjnego czasopisma. Bronisław Siadek, jeden z najbardziej zasłużonych pracowników redakcji, wspominając Edwarda Karwota mówił o nim tak:
„Ksiądz, który został pozbawiony możliwości wykonywania zawodu, filozof,
erudyta i znawca etnografii”16. W 1947 roku E. Karwot pełnił służbę duszpasterską w stopniu kapitana w Generalnym Dziekanacie Rzymsko-Katolickim Wojska
Polskiego17. Poza działalnością duszpasterską E. Karwot pasjonował się etnografią, czego dał wyraz publikując w 1955 roku „Katalog magii Rudolfa. Źródło
etnograficzne XIII wieku”18. Był także autorem tekstu „Jest taka nauka – etnografia” opublikowanego w gazecie „Życie Warszawy” w roku 1957 19. W tym
samym czasie E. Karwot debiutuje na łamach „Poznaj Świat” artykułem „Rene-
__________
13
14
15
16
17
18
19
B. Kopydłowska, Aleksander Lech Godlewski (1905–1975) [W:] Etnografowie i ludoznawcy polscy. Sylwetki, szkice biograficzne, t.I, E. Fryś-Pietraszkowa (red.), Kraków 2002,
s. 131–133.
A. Paluch, Aleksander Lech Godlewski (1905–1975), „Lud”, t.LXI, 1977, s. 409–411.
Z Azji na Pacyfik. Pochodzenie i skład rasowy Polinezyjczyków, nr 7,1956, s. 7–10; Fidżi
–archipelag kontrastów, nr 4,1958, s. 23–27; Melanezja, Mikronezja, Polinezja, nr 10,1958,
s. 34–36; Święta kura, nr 5,1959, s. 33–36. Treści artykułów L. Godlewskiego publikowane
w „Poznaj Świat” znajdują pełne rozwinięcie m.in. w pracach: Drogi synów słońca (Wyd.
PTL, Biblioteka Popularna, t 4, Wrocław 1963); Czar dalekiego Nuku-Hiva (wyd. „Ossolineum”, 1971).
R. Badowski, Podróżnicy w habitach, „Poznaj Świat”, nr 5, 2013, s. 110.
P.Kaczmarska, Generalny Dziekanat Rzymsko-Katolicki Wojska Polskiego w latach 1945–
64, dostępne w wersji elektronicznej: http://www.caw.wp.mil.pl/plik/file/biuletyn/r3/r3
_6.pdf [dostęp: 28.08.2013].
E. Karwot, Katalog magii Rudolfa. Źródło etnograficzne XIII wieku, Polskie Towarzystwo
Ludoznawcze. Prace Etnologiczne, T.IV, Wrocław 1955.
Ibidem, Jest taka nauka-etnografia, „Życie Warszawy”, nr 88, 1957, s. 5.
300
sans Indian”20. Łącznie w latach 1958–1959 oraz 1961–1962 E. Karwot opublikował siedem artykułów o charakterze etnologicznym21. W obszarze zainteresowań etnografa znalazła się tradycyjna sztuka Polinezji, Indonezji i Meksyku oraz
kultura pasterskich ludów północnej Afryki. Ostatni artykuł Edwarda Karwota
w „Poznaj Świecie” ukazał się na początku 1962 roku, wkrótce przestał on także
pełnić funkcję członka zespołu redakcyjnego miesięcznika.
Szczególne miejsce wśród autorów „Poznaj Świat” zajmuje etnolog, przyrodnik, kolekcjoner, fotograf i filmowiec – dokumentalista, badacz kultur tubylczych ludów Ameryki Południowej – Borys Malkin (Małkin). Za sprawą publikacji B. Malkina etnografia pozaeuropejska na stałe zagościła w popularnym
magazynie „Poznaj Świat”22. Znaczenie miesięcznika w tym względzie jest tym
większe, iż spośród 53 artykułów naukowych i popularnonaukowych opublikowanych w języku polskim przez tego wybitnego badacza23, aż 50 ukazało się po
raz pierwszy w czasopiśmie „Poznaj Świat”24. Warto przy tym podkreślić, że
współpraca etnografa z redakcją „Poznaj Świat” trwała 26 lat.
Borys Malkin (Małkin) urodził się 20 listopada 1917 roku w Witebsku na
Białorusi w rodzinie żydowskiej. W roku 1918 jego rodzice przenieśli się do
Warszawy, gdzie młody Borys podjął naukę. Był jednak uczniem trudnym, toteż
kilkakrotnie musiał zmieniać gimnazjum. Ostatecznie nie uzyskał matury
i w 1938 roku za zgodą rodziców wyjechał do krewnych w Stanach Zjednoczonych. W Nowym Yorku 21-letni Borys uczył się angielskiego, trudniąc się dorywczymi zajęciami. Z uwagi na swoje zamiłowania przyrodnicze szybko nawiązał pierwsze kontakty naukowe, głównie z entomologami skupionymi wokół
American Museum of Natural History. W krótki czasie uzupełnił wykształcenie
średnie w szkole zawodowej w Eugene w stanie Oregon. W 1941 roku B. Malkin
podjął studia na uniwersytet stanowy, na wydział antropologii i biologii. W tym
__________
20
21
22
23
24
Ibidem, Renesans Indian, „Poznaj Świat”, nr 11, 1957, s. 33–36.
E. Karwot jest autorem artykułów: Świat Arabski (nr 12, 1958, s. 3–8.); Sztuka naskalna
Sahary (nr 3, 1959, s. 28–32); U Dajaków głowa bezpieczna (nr 12, 1959, s. 3–6.); Nad jeziorem Patzucuaro (nr 11, 1961, s. 22–26); Cudowne Znaki (nr 3, 1961, s. 17–20); Sztuka
polinezyjskich zdobywców (nr 12, 1961, s. 27–32); W Duarach Berberów (nr 1, 1962, s. 3–
7).
Należy zaznaczyć, że w krótkim czasie magazyn „Poznaj Świta” stał się dużym sukcesem
wydawniczym i propagandowym. Już po roku ukazywania się nakład magazynu osiągnął
75500 egzemplarzy, a w kolejnych latach wzrósł do 110 tys. egz. miesięcznie. Przez dłuższy czas sprzedawano czasopismo po protekcji lub jedynie stałym klientom, którzy w kioskach posiadali teczki prasowe. Zob. W. Karłowska, Sprawozdania. Zebranie Rady Redakcyjnej miesięcznika „Poznaj Świat”, „Czasopismo Geograficzne”,1957, T. XXVIII, z.1, s.
113.
J. Kamocki, Borys Malkin (1917–2009) [W:] Etnografowie i ludoznawcy polscy. Sylwetki,
szkice biograficzne. T.III, A. Spiss, Z. Szromb-Rysowa (red.), Wrocław–Kraków 2007, s.
174.
Pełny wykaz publikacji Borysa Malkina (Małkina) sporządził Marek Kairski i Janusz
Jaskulski. Zob.„Lud”, T.LXXXIII, 1999, s. 247–250.
301
samym czasie otrzymał stypendium z fundacji udzielającej pomocy młodym
emigrantom. W 1942 r. już jako obywatel amerykański, został zmobilizowany.
Przydzielony do wojsk powietrznych (obsługa naziemna) spędził w armii ponad
trzy lata (1942–46), z tego półtora roku w bazach wojskowych na Pacyfiku: Na
Nowej Gwinei Holenderskiej, w północnej, wschodniej i zachodniej Australii
i na Filipinach. Każdą wolną chwilę poświęcał zbieraniu owadów dla amerykańskich placówek naukowych. Po zakończeniu wojny kontynuował studia, początkowo na uniwersytecie stanu Oregon a następnie na University College w Londynie, gdzie uczestniczył w wykładach z antropologii. Bywał również na
wykładach w Instytucie Archeologii London School of Economics oraz Institute
of African Studies. Prawdopodobnie w związku z tymi ostatnimi studiami otrzymał z Kalifornia Academy of San Francisco fundusze na wyprawę badawczą po
krajach Afryki. Podczas ponad rocznej podróży odwiedził Trypolitanię (obecnie
Libia), Tunezję, Algierię, Niger, Wybrzeże Kości Słoniowej, Brytyjski i Francuski Kamerun, Wyspę Świętego Tomasza, Angole i Republikę Południowej Afryki. Po powrocie z Afryki Malkin kontynuował studia na University of Washington w Seatle (Stan Washington). Tu w zakładzie antropologii słuchał wykładów
Roberta Lowie’ego, którego ksiązki z pasją czytał w młodości. Zdobył zatem
wykształcenie w trzech kierunkach: przyrodniczym, archeologicznym i antropologicznym. W 1957 roku B. Malkin objął posadę wykładowcy antropologii ogólnej na University of Minnesota w Minneapolis. Dwa lata później porzucił jednak
pracę na uczelni rozpoczynając swą wielką życiową przygodę – podróże. Pierwsze ekspedycje naukowe związane były z badaniami nad owadami, wkrótce
objawiła się druga pasja M. Malkina – etnografia.
W latach 1953–1994 B. Malkin odbył 27 podróży po Ameryce Południowej
i Środkowej. Pierwsze badania terenowe w Ameryce Łacińskiej rozpoczął
w 1953 roku, wśród Indian Seri w Meksyku i wśród Indian Cora i Sumu we
wschodniej Nikaragui. W ciągu swojego pracowitego życia B. Małkin przebadał
wiele grup tubylczych zamieszkujących tereny m. in. Brazylii, Kolumbii, Surinamu, Ekwadoru, Peru, Boliwii i Panamy. Do wielu plemion powracał wielokrotnie, co umożliwiło mu na dogłębne ich rozpoznanie i uchwycenie zmian
kulturowych, jakim podlegały na przestrzeni lat. Badał kulturę jako całość, zarówno materialną jak i społeczna i duchową, a jako przyrodnik interesował się
relacjami pomiędzy światem natury, a człowiekiem. B. Malkin już podczas swoich pierwszych ekspedycji zauważył, że liczebność Indian jest zatrważająco
niska, a ich kultura ulega szybkim przemianom. Swoją pracę w terenie nazwał
antropologią „naglącą”, wymagającą natychmiastowej dokumentacji. Mawiał, że
„Jest to tylko kwesta czasu, kiedy znikną ostatni Indianie”25. W wielu wypadkach etnograf był ostatnią, a często jedyną osoba, która taką kulturę dokumentowała. Na 42 kultury, które badał, aż 33 są obecnie tak silnie zakulturowane, iż
__________
25
J. Kamocki, ob.cit., s. 172–175.
302
właściwie nie można ich odróżnić od lokalnego chłopskiego wariantu kultury
narodowej danego kraju. Znaczna część kultur badanych i dokumentowanych
przez B. Malkina przeszła bezpowrotnie do historii, a zebrane przez niego kolekcje i materiał fotograficzny są jedynymi dokumentami ich istnienia26. Badacz
podczas swoich licznych wypraw zgromadził 120 kolekcji etnograficznych
i archeologicznych, które znajdują się obecnie w co najmniej 40 muzeach
w USA, Kanadzie, Brazylii, Szwajcarii, Niemczech, Austrii, Szwecji, Danii,
Holandii, Norwegii oraz w Polsce. Większość z nich to obiekty pozyskane
w terenie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, wśród Indian
Amazonii i Gran Chaco oraz różnych grup etnicznych Ekwadoru27.
W latach 1957–1973 B. Malkin przebywał głównie w Ameryce Południowej, gdzie prowadził liczne badania terenowe. W przerwach pomiędzy kolejnymi
ekspedycjami często odwiedzał Europę, w tym Polskę, gdzie mieszkała jego
dalsza rodzina, koledzy naukowcy i przyjaciele28. Podczas jednej z takich wizyt
w 1959 roku B. Malkin nawiązał współpracę z czasopismem „Poznaj Świat”29.
Jeszcze tego samego roku ukazał się na łamach magazynu pierwszy tekst jego
autorstwa zatytułowany „Wśród Indian Seri”, będący relacją z wyprawy badawczej do Meksyku.
B. Malkin publikował w „Poznaj Świecie” z krótkimi przerwami do 1985
przedstawiając relacje ze swoich licznych podróży do Ameryki Południowej
i Środkowej. Artykuły przybierające postać dzienników podróży prezentowały
szerokie spektrum wiedzy etnograficznej, obejmujące całokształt kultury badanej
społeczności. Niewątpliwą zaletą publikowanych tekstów była ich przystępna
i atrakcyjna forma, charakteryzująca się barwnym i żywym stylem narracji. Kilkustronicowe artykuły wzbogacone licznymi fotografiami jego autorstwa, czytało się jednym tchem, z zainteresowaniem i uznaniem dla rzetelnej wiedzy
i zręczności pisarskiej autora. Relacje z wypraw terenowych B. Malkina zdobyły
prawdziwe uznanie czytelników, rozbudzając w nich pragnienie podróżowania
i odkrywania świata, w czasie gdy rzeczywiste podróże były przywilejem nielicznych.
W 2007 roku na dwa lata przed śmiercią B. Malkin wydał staraniem swoich
uczniów i przyjaciół książkę pt. „Odchodzący świat”, w której przedstawił 12
doskonale udokumentowanych kultur Indian amazońskich Ameryki Południowej, wykorzystując przy tym artykuły pierwotnie zamieszczone w czasopiśmie
„Poznaj Świat”.
__________
26
27
28
29
B. Malkin, Odchodzący świat. Tropem kultur indiańskich i świata przyrody Ameryki Południowej, Warszawa 2007, s. 13.
http://www.national-geographic.pl/traveler/artykuly/pokaz/odchodzacy-swiat-borysamalkina/ [30.08.2013].
M. Kairski, J. Jaskulski, O Autorze [W:] B. Małkin, Odchodzący..., s. 12.
http://www.national-geographic.pl/traveler/artykuly/pokaz/odchodzacy-swiat-borysamalkina/2/ [dostęp: 28.04.2014].
303
A.L. Godlewski, E. Karwot i B. Malkin należą do tych autorów „Poznaj
Świta”, którzy jako pierwsi podjęli problematykę etnograficzną i etnologiczną,
przyczyniając się tym samym do popularyzacji tej dyscypliny wiedzy wśród
szerokiego kręgu czytelników. Niebawem do grona autorów pisma dołączyli
kolejni badacze i entuzjaści etnografii, wśród których był m.in. Przemysław
Burchard, Leszek Dzięgiel, Lech Mróz, Aleksander Posern-Zieliński, Zbigniew
Jasiewicz, Janusz Kamocki oraz Marek Arpad Kowalski.
Summary
“Poznaj Świat” is a geographic journal that was established at the end of
1948 out of the initiative of the Cracovian geographers associated with the Polish
Geographical Society. Although the journal mainly focused on geographical
themes, it didn’t lack articles or notes of ethnographic nature. The group of authors and contributors of the journal also included ethnologists and culture anthropologists like Aleksander Lech Godlewski and Edward Karwot. Boris Malkin (Małkin) had a special place among authors of “Poznaj Świat”. He was an
ethnologist, naturalist, collector, photographer, documentalist and researcher of
the South Americas indigenous peoples culture. Of the 53 scientific and popular
science articles of this great researcher were published in polish, 50 of which
appeared in “Poznaj Świat” for the first time.
304
Barbara Chlebowska
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Z historii Święta Palanta w Grabowie
Grabów jest niewielką miejscowością położoną w północno-wschodniej
części Niziny Południowowielkopolskiej na Wysoczyźnie Kłodawskiej. Wedle
aktualnego podziału administracyjnego znajduje się w północno – zachodniej
części województwa łódzkiego, w powiecie łęczyckim. Grabów jest siedzibą
władz największej, obejmującej 15,5 tys. ha, gminy w powiecie łęczyckim. Miejscowość liczy niespełna 1500, a cała gmina niecałe 7 tys. mieszkańców1 Co rok
w pierwszy wtorek po Wielkanocy w Grabowie organizowane jest unikalne,
nieznane nigdzie indziej Święto Palanta. Centralnym punktem obchodów tego
święta jest rozegranie meczu palanta – zespołowej gry sportowej. Dawniej było
ono uznawane za święto rzemieślników, dziś ma charakter gminnego festynu.
* * *
Niniejszy tekst jest pierwszą częęścią opracowania o charakterze studium
przypadku dotyczącego Święta Palanta. Na przedmiot mojego zainteresowania
staram się spojrzeć możliwie szeroko i wieloaspektowo. Opisuję genezę tego
święta i przebieg jego obchodów oraz zmiany ich formy w czasie. Ukazuję również niektóre problemy z zakresu historii społeczno – gospodarczej Grabowa, co
pozwala ukazać przedmiot moich zainteresowań na szerokim tle i odkryć nieuchwytne bez tego zabiegu konteksty. Na Święto Palanta patrzę okiem etnologa,
dokumentuję je i próbuję zanalizować jako przejaw kultury danej społeczności
w duchu założeń antropologii współczesności – czyli nie szukając uogólnień
i odrzucając ambicje formułowania praw, ale starając się możliwie dogłębnie
__________
1
M. Sęczkowska, Gmina Grabów,[w:] Przewodnik po Łęczycy i regionie Łęczyckim, Łęczyca 2005, s. 91–93; L. Zugaj, Historia administracji w gminie Grabów, Lublin 2012, s. 46,
59 (dostępna na stronie internetowej gminy Grabów); http://pl.wikipedia.org/wiki/Grabów
[dostęp: 18.04.2014]; http://www.grabow.com.pl [dostęp: 18.04.2014]. Gmina Grabów
w obecnym kształcie zaczęła funkcjonować 01.01.1973, powstała ona z połączenia dwóch
wcześniej istniejących jednostek podziału administracyjnego – Gromadzkich Rad Narodowych w siedzibą w Grabowie i Starej Sobótce.
305
poznać konkretny wycinek rzeczywistości. Do tego celu można się przybliżyć
stosując tzw. „opis zagęszczony” odsłaniający kolejne „warstwy” zjawisk kulturowych2. Choć ta technika opisu stanowi dla mnie inspirację, nie jest ona strategią tworzenia tego tekstu.
Niniejszy artykuł dotyczy historii palantowych rozgrywek w Grabowie,
druga część opracowania będzie dotyczyć współczesności tego unikalnego święta3. Granice między przeszłością a dniem dzisiejszym Święta Palanta wyznacza
niewątpliwe zmiana jego charakteru ze święta rzemieślniczego na odwołujący się
do lokalnej tradycji festyn organizowany przez gminę4. Przełom ten miał miejsce
w latach 90. XX w.
Grabowskiego Święta Palanta dotyczy tylko jedno opracowanie – praca dyplomowa Stanisława Tomczaka z 2001 r. pod tytułem Historia gry w palanta
w Grabowie5 dlatego też duże znaczenie miały dla mnie źródła wywołane.
W niniejszym opracowaniu wykorzystuję ustalenia, jakich dokonałam w czasie
przeprowadzonych przez siebie badań terenowych. Odbyły się one w listopadzie
i grudniu 2011r., dwie ostatnie rozmowy miały miejsce w marcu 2014 r. Moimi
rozmówcami było 30 mieszkańców Grabowa i osób związanych z tą miejscowością, ponieważ zależało mi na uchwyceniu zmian, jakim podlegała forma obchodów Święta Palanta większość z nich to osoby starsze i w średnim wieku6. Rozmowy przeprowadziłam metodą wywiadu swobodnego. Wytyczne do wywiadu
składały się zasadniczo z dwóch części – pierwsza dotyczyła przebiegu święta,
druga postawy względem niego7. W gronie moich rozmówców byli organizatorzy Święta Palanta i osoby w szczególny sposób z nim związane – szef nieformalnego klubu palanta – Król Palanta Adam Rapacki, pracownik Urzędu Gminy
w Grabowie, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Grabowie – instytucja ta
__________
2
3
4
5
6
7
K. Olechnicki, Antropologia obrazu, Warszawa 2003, s. 14–20.
Druga część opracowania dotycząca współczesnego Święta Palanta ukaże się w jednym
z następnych numerów „Zeszytów Wiejskich”.
Na potrzeby niniejszego opracowania przyjmuję przedmiotowe ujęcie tradycji, które koncentruje się na zasobie treści kulturowych przekazywanych następnym pokoleniom. Patrz.
K. Piątkowski, Badacz wobec tradycji, [w:] Pożegnanie paradygmatu? Etnologia wobec
współczesności, Warszawa 1991, s. 117–120.
Praca została przygotowana na zakończenie studiów podyplomowych na kierunku wychowanie fizyczne w Wyższej Szkole im. Pawła Włodkowica w Płocku.
Patrz. Aneks I. Lista rozmówców, którzy brali udział w badaniach dotyczących Święta
Palanta.
Za Janem Turowskim przyjmuję następujące rozumienie postawy: „W praktyce badawczej
i w określeniach definicyjnych przez pojęcie postawy zwykło się rozumieć względnie trwałą dyspozycję jednostki do określonego zachowania się wobec danego przedmiotu, wynikającą z poglądów, uczuć danej jednostki odnoszących się do przedmiotu postawy. Postawa
obejmuje więc tzw. komponenty poznawczy, emocjonalno – oceniający (afektywny) oraz
behawioralny (czynnościowy). Przedmiotem postawy mogą być osoby, grupy społeczne,
wartości materialne i duchowe oraz przedmioty”. J. Turowski. Socjologia. Małe grupy społeczne, Lublin 1999, s. 50.
306
w wydatny sposób pomaga Urzędowi Gminy w organizacji obchodów oraz nauczyciele szkół z gminy Grabów8. Pozostali uczestnicy moich badań to gracze
biorący udział w świątecznych rozgrywkach oraz Grabowianie, którzy uczestniczą w Święcie Palanta – systematycznie, co roku lub rzadziej. Informacje na
temat przebiegu obchodów zdobyłam także metodą obserwacji uczestniczącej –
brałam udział w Święcie Palanta w 2011, 2012 i 2014 r. Dokonałam również
kwerendy dotyczącej historii gospodarczej.
Grabów na przestrzeni dziejów
Początki Grabowa sięgają średniowiecza. Pierwsza wzmianka o tej miejscowości znajduje się w dokumencie z 1232 r., który potwierdza nadanie Grabowa oraz pobliskich Besiekier, Leszna, Ostrówka i Sławęcina kościołowi
w Dobrowie koło Uniejowa. W 1372r. staraniem Mikołaja, kasztelana łęczyckiego, Grabów otrzymał prawa miejskie. Potwierdza to dokument lokacyjny wyda-
__________
8
O udziale dzieci ze szkół w Święcie Palanta i szkolnej lidze palanta funkcjonującej
w Gminie Grabów napiszę obszernie w drugiej części opracowania. Jednym z nauczycieli,
którzy znaleźli się w gronie moich rozmówców był Stanisław Tomczak, autor przywoływanej już przeze mnie pracy dyplomowej Historia gry w palanta w Grabowie i dyrektor
Szkoły Podstawowej im M. Konopnickiej w Starej Sobótce. Rozmowa z nim pozwoliła mi
uzyskać informacje, które przedstawiają Święto Palanta w długim horyzoncie czasowym.
Stanisław Tomczak prowadził badania na potrzeby swojej pracy dyplomowej, jego rozmówcami były osoby uczestniczące w święcie w okresie międzywojennym, a dziś już nieżyjące. Badacz zrelacjonował mi ich fragmenty ich wspomnień, które nie znalazły się w jego pracy ze względu na ograniczenia jej formuły. Kolejny wątek mojej rozmowy ze
Stanisławem Tomczakiem dotyczył jego wspomnień dotyczących życia w dawnym Grabowie oraz przekazywanych w jego rodzinie relacji na ten temat. Wspomnienia rodziców i innych bliskich rozmówcom osób pojawiają się także w innych rozmowach (inf. nr 1, inf. nr
7, inf. nr 14). Relacje dotyczące rodzinnej miejscowości łączą się z własnymi najwcześniejszymi wspomnieniami i tworzą pamięć jednostkową (E. Bieńkowska, Mała historia pamięci, „Znak” 1995, nr 480 (5), s. 19–30). Badacze toczą dyskusje w jakim stopniu „akt przypominania” jest rekonstrukcją, a w jakim konstrukcją. Nie uległa jednak wątpliwości, iż
wyznawane dziś przez człowieka poglądy i system wartości oraz jego obecne doświadczenia mają wpływ na widzenie przeszłości. Na polu pamięci społecznej istotne wydarzenia
społeczne i polityczne kształtują ogląd historii, jaki nosi w sobie każdy członek społeczeństwa (patrz. A. Szpociński, Pamięć przeszłości jako element kultury współczesnej, [w:] Wobec pamięci, red. A. Szpociński, Warszawa 2005s. 8–9). Na pamięć jednostkową może
mieć wpływ powszechna dziś wrażliwość nostalgiczna. Za Markiem Zalewskim nostalgię
rozumiem jako rodzaj oglądu świata, jego percepcji. Cechuje się on tym, iż ideał umieszcza
w przeszłości (patrz M. Zalewski, Formy pamięci, Gdańsk 2004, s. 11–12). Jednak w sytuacji gdy badamy różne aspekty przeszłość społeczności lokalnych, wobec braku innych
źródeł „depozyt” zapisany w pamięci jest często dla badacza nieoceniony. Sytuacja taka
miała miejsce także w przypadku niniejszego opracowania.
307
ny w Zgierzu przez królową regentkę Elżbietę, córkę Władysława Łokietka
i matkę Ludwika Węgierskiego. Dwa wieki po nadaniu praw miejskich Grabów
pozostawał niewielką osadą. W 1552 r. z inicjatywy właściciela Grabowa i zamku w Besiekierach, kasztelana Szczawińskiego Zygmunt August nadał miejscowości przywilej zezwalający na organizację trzech jarmarków rocznie (wcześniej
miasto mogło organizować jedynie tragi). Mimo to, prawdopodobnie ze względu
na bliskość większych ośrodków handlowych, takich jak Łęczyca, Uniejów,
Kłodawa oraz oddalenie od głównych dróg, osada nie zanotowała wówczas okresu dynamicznego rozwoju. W 1572 r. w miasteczku żyło i pracowało 12 rzemieślników, a w 1581 r. 17, w tym 5 szewców, 4 krawców, 3 kowali, 2 piekarzy
a ponadto bednarz i kołodziej. Po zniszczeniach wywołanych przez najazd
szwedzki w XVII w. miejscowość podupadła i pomimo, iż formalnie zachowała
prawa miejskie faktycznie zeszła do roli wsi.
Okres pomyślnego rozwoju osady rozpoczął się w okresie zaboru pruskiego
(1793–1807). Tendencja rozwojowa utrzymywała się zarówno w czasach Księstwa Warszawskiego jak i Królestwa Polskiego9. W 1800 r. Grabów uzyskał od
władz pruskich nową lokację. Kilka lat później dzięki Feliksowi Kretkowskiemu
– właścicielowi miasteczka, rozszerzono jego obszar10. Również z jego inicjatywy powstały małe, ale prężne zakłady przemysłowe – słynąca w okolicy cegielnia, gorzelnia, maślarnia, wytwórnia mączki kostnej do wyrobu guzików
i grzebieni, dwa młyny. W tym okresie Grabów wzbogacił się też o ratusz
z niewielkim przytułkiem dla sierot, bezdomnych i starców, którzy byli na
utrzymaniu dworu, założono również cmentarz i rozpoczęto budowę kościoła.
Rozwój gospodarczy i terytorialny przyniósł ze sobą wzrost liczby ludności11.
W 1809 r. miejscowość zamieszkiwało 350 osób, w 1820–593, a w 1857 r. 91812.
Pomyślny rozwój Grabowa przerwała trąba powietrzna, która w 1859 r. zniszczyła znaczną część miasta. Grabowa nie ominęły burzliwe wydarzenia, które
naznaczyły polską historię. 29 października 1863 r. oddział powstańczy pod
dowództwem Emeryka Syrewicza zaatakował stacjonujące w Grabowie wojska
rosyjskie. Polacy odnieśli zwycięstwo nie ponosząc żadnych strat, Rosjanie stracili oficera i kilku żołnierzy. Była to ostatnia potyczka powstania styczniowego
na terenie Łęczyckiego. W latach 1905–1907 zorganizowano w Grabowie kilka
manifestacji patriotycznych, które pociągnęły za sobą falę aresztowań13. W 1870
__________
9
10
11
12
13
M. Sęczkowska, dz. cyt. s. 93; Miasta polskie w tysiącleciu, Wrocław–Warszawa–Kraków,
t. 2, s. 43; http://www.sztetl.org.pl/pl/city/grabow/ [dostęp: 28.04.2014].
T. Sławiński, Kretkowscy i ich dzieje od połowy XIV w., Warszawa–Skrzeszew 2011, s.
389; M. Sęczkowska, dz. cyt., s. 94. Grabów rozrósł się w kierunku wschodnim.
T. Sławiński, dz. cyt. s, 389, 391. Fundatorką klasycystycznego kościoła parafialnego p. w.
św. Stanisława B. M. w Grabowie była Józefa z Krosnowskich – pierwsza żona Feliksa
Kretkowskiego, jego budowę zakończono w 1838 r., już po jej śmierci około 1812 r.
Tamże, s. 389; Miasta polskie..., t. 2, s. 43.
M. Sęczkowska, dz. cyt., s. 94.
308
r. Grabów, podobnie jak wiele innych niewielkich miast Królestwa Polskiego,
w ramach represji władz carskich po powstaniu styczniowym stracił prawa miejskie14. Na przełomie XIX i XX w. Grabów znany był z targów i jarmarków, na
które ściągali kupcy, rzemieślnicy i chłopi z bliższej i dalszej okolicy – Izbicy,
Dąbia, Kłodawy, Koła, Krośniewic, Łęczycy, Ozorkowa czy Piątku. Dużym
uznaniem w całej Polsce środkowej cieszyły się buty produkowane przez grabowskich szewców, w okolicy znane były wędliny i pieczywo z tej miejscowości. Mimo dużej roli rzemiosła w życiu gospodarczym osady, większość mieszkańców zajmowała się rolnictwem. W czasie I wojny światowej Grabów poniósł
duże straty – Niemcy wywieźli urządzenia i maszyny z miejscowych zakładów –
gorzelni i maślarni15.
W okresie międzywojennym miejscowość była lokalnym ośrodkiem rzemieślniczym i handlowym. Gmina Grabów wedle danych ze spisów powszechnych w dniu 30 IX 1921 r. liczyła 8013 mieszkańców (sam Grabów 2484), natomiast w dniu 9 XII 1931 r. zamieszkiwały ją 8122 osoby16. Wedle rejestru kart
rzemieślniczych dla powiatu łęczyckiego dotyczącego lat 1928–29 w Grabowie
33 osoby trudniły się krawiectwem (w tym 5 kobiet), taka sama była łączna liczba szewców i garbarzy. Inne zawody miały skromniejszą reprezentację, w dokumencie figuruje 11 rzeźników i rzeźników – wędliniarzy, 5 fryzjerów, 3 kowali,
3 kołodziei, 5 piekarzy oraz po jednym przedstawicielu takich zawodów jak
stolarz, szklarz, powroźnik17. Wedle Księgi Adresowej Polski z 1929 r., stanowiącej wykaz osób prowadzących działalność gospodarczą w gminie było 3
szewców, 4 kowali i cieśla18. Zebrane przeze mnie relacje dotyczące okresu
międzywojennego, potwierdzają obraz wyłaniający się z archiwaliów – miejscowość zamieszkiwali liczni rzeźnicy i masarze, sprzedawali mięso i wędliny
w miastach – Łęczycy, Ozorkowie, Zgierzu a nawet Łodzi oraz świadczyli usługi
__________
14
15
16
17
18
L. Zugaj, dz. cyt., s. 7–9; N. Davies, Boże igrzysko. Historia Polski, Kraków 1994, s. 458.
Decyzję o odebraniu praw miejskich w imieniu cara Aleksandra II podjął Komitet Urządzający, który był narzędziem za pomocą, którego realizowano politykę likwidacji odrębności
Królestwa Polskiego.
M. Sęczkowska, dz. cyt., s. 94.
L. Zugaj, dz. cyt., s. 25, 30. Ówczesna gmina Grabów obejmowała 7 920 ha. Stara Sobótka,
dziś znajdująca się w gminie Grabów, była siedzibą odrębnej gminy. Wchodziły w jej skład
następujące większe wsie znajdujące się obecnie w granicach gminy Grabów: Stara Sobótka, Nowa Sobótka, Kadzidłowa.
Archiwum Państwowe w Płocku Odział w Łęczycy (dalej APPOŁ), Różne cechy miasta
Łęczycy 1818–18 (9) 29, sygn. 37, Rejestr kart rzemieślniczych pow. Łęczyca 1928–1929,
brak paginacji, kart. Wśród rzeźników – wędliniarzy było 5 osób wyznania mojżeszowego,
którzy dostarczali koszernego mięsa na stoły współwyznawców w Grabowie, a być może
także w okolicznych miastach. W rejestrze kart rzemieślniczych nie ma danych na temat
narodowości ani religii figurujących w nim osób. Dlatego też moje ustalenia na ten temat
opierają się imionach i nazwiskach odnotowanych rzemieślników i w związku z tym obarczone są możliwością błędu.
L. Zugaj, dz. cyt., s. 28.
309
okolicznym chłopom. Mieszkańcy Grabowa zajmowali się hurtowym handlem
zwierzętami rzeźnymi, znajdowały one zbyt w Łodzi, dokąd były pędzone lub
przewożone furmankami. Na potrzeby mieszkańców wsi z bliższej i dalszej
okolicy pracowali liczni szewcy i krawcy. Natomiast kowale, fryzjerzy, kołodzieje obsługiwali głównie Grabowian. W relacjach tych pojawia się również
wątek targów i jarmarków, z których miejscowość była znana w bliższej i dalszej
okolicy. Targi gromadzące licznych sprzedających i kupujących odbywały się
w środy. Comiesięczne jarmarki wyróżniał odbywający się na nich handel końmi, którym trudnili się Cyganie. Znaczenie targów i jarmarków nie ograniczało
się wówczas jedynie do handlu, były one również wydarzeniami towarzyskimi19.
Warto w tym miejscu zauważyć, że niektóre rzemiosła, z których Grabów
był znany na przełomie XIX i XX w i w okresie międzywojennym – szewstwo
i krawiectwo, miały w tej miejscowości, jak dowodzą przytoczone przeze mnie
powyżej dane z lat 80. XVI w., długą, kilkusetletnią tradycję. Jeszcze po II wojnie światowej miejscowość zachowała charakter ośrodka rzemieślniczego, który
stopniowo traciła ze względu na postępujący wzrost dostępności i spadek cen
produktów przemysłowych.
Obecnie Grabów jest dużą wsią, w której znajdują się podstawowe placówki usługowe, administracyjne i handlowe. Po drugiej wojnie światowej mieszkańcy gminy wyspecjalizowali się w uprawie warzyw, szczególnie cebuli. Choć
obecnie ilość upraw tego warzywa spada, w Grabowie w 2013 r., już po raz
dwudziesty, odbył się Dzień Cebulowy. W miejscowości zachowały się zabytkowe obiekty sakralne, domy mieszkalne z pierwszej połowy XIX w. oraz unikatowy układ urbanistyczny z rynkiem w kształcie zbliżonym do trójkąta, który
stanowi przykład rozplanowania wczesnośredniowiecznej wsi targowej. Było to
możliwe, ponieważ Grabów nigdy nie przeżył okresu bardzo intensywnego rozwoju niosącego za sobą gwałtowny wzrost liczby ludności i związaną z nim
rozbudowę ze zmianą układu ulic20.
Do czasu wybuchu II wojny światowej Grabów był miejscowością o charakterze wielonarodowościowy i wieloreligijnym – oprócz Polków zamieszkiwali ją Żydzi i Niemcy. Pierwsze wzmianki potwierdzające osadnictwo żydowskie
na terenie województwa łęczyckiego, w którego granicach leżał Grabów, datowane są na drugą połowę XV w.21. Natomiast pierwsze informacje o Żydach
__________
19
20
21
Inf. nr 1;inf nr 16; inf. nr 29.
M. Sęczkowska, dz. cyt., s. 92.
P. Fijałkowski, Żydzi w województwach łęczyckim i rawskich w XV – XVIII w., Warszawa
1999, s. 23–33. W czasach państwa pierwszych Piastów jednostkę administracyjną położona między Wielkopolską a Mazowszem określano mianem Ziemi Łęczyckiej. W latach
1231–1352 funkcjonowało Księstwo Łęczyckie, w 1264 roku nastąpił jego podział na Księstwo Łęczyckie i Księstwo Sieradzkie. W 1352 r. utworzono województwo łęczyckie, które
w zasadniczo niezmienionym kształcie dotrwało do upadku Rzeczpospolitej szlacheckiej.
Kazimierz Jagiellończyk potwierdził w 1453 r. przywilej generalny nadany przez Kazimierza Wielkiego w 1367 r. dla Żydów „z ziem Wielkiej Polskiej”, między innymi także z wo-
310
w Grabowie pochodzą z lat 1764–1765, w miejscowości tej zamieszkiwało
wówczas ośmiu wyznawców judaizmu. W 1800 r. było ich 146, co stanowiło
ponad 45% ludności miasteczka, a w 1861 r. 469, co stanowiło nieco ponad 58%.
Największy odsetek ludności Grabowa Żydzi stanowili w na przełomie XIX
i XX w., w roku 1897 było ich 640, co stanowiło niemal 61% ogółu mieszkańców. W następnych latach nastąpił dalszy wzrost liczbowy społeczności żydowskiej, jednak nie towarzyszył mu już wzrost procentowy22. Wedle danych ze
spisu powszechnego w dniu 30 IX 1921 r. Grabów zamieszkiwało 954 osób
wyznania mojżeszowego, co stanowiło ok. 40% wszystkich Grabowian. Społeczność żydowska w Grabowie dysponowała synagogą i kirkutem23. Nie ma
opracowań, które dostarczyłyby szczegółowych danych na temat struktury zawodowej grabowskich Żydów. Do połowy XVII w. podstawą dochodów łęczyckich Żydów był handel, także w XVIII w. pozostał on dla wyznawców judaizmu
z Łęczycy i całego województwa jednym z podstawowych źródeł dochodów, ale
na znaczeniu zyskiwało rzemiosło24. W latach 80. XVIII w. w trzech miasteczkach woj. łęczyckiego, w tym w Grabowie były grupy (od 9 do 13 osób) dzierżawców gorzelni, browarów i karczem25. Pod koniec XVIII w. w województwie
łęczyckim 72% ludności żydowskiej parało się rzemiosłem, dominowali wśród
22
23
24
25
jewództwa łęczyckiego. Z lat 1479 i 1487 pochodzą informacje o podatkach płaconych
przez Żydów z dwóch miast województwa łęczyckiego – Łęczycy i Kłodawy. (W początkach XVIII w. Kłodawę zaliczano do województwa brzesko – kujawskiego.) Pojawienie się
Żydów na tym ternie mogło być zarówno wynikiem wewnętrznej migracji Żydów w państwie polskim, jak i wynikiem ich napływu z Europy Zachodniej, zwłaszcza z głębi Niemiec.
http://www.sztetel.org.pl/pl.article/grabow [dostęp: 09.04.2014]; Marcin Wodziński, Bomba demograficzna, „Polityka, Pomocnik Historyczny, Historia Żydów Polskich” 2013, nr 3,
s. 71. W XIX w. nastąpił w Królestwie Polskim bardzo szybki wzrost ilościowy społeczności żydowskiej. Wynikał on ze spadku śmiertelności przy jednoczesnym zachowaniu przez
kilka pokoleń dawnej dzietności, zjawisko to nazywane jest przejściem demograficznym.
Przejście demograficzne spowodowało procentowy wzrost ludności żydowskiej, ponieważ
analogiczny proces wśród innych narodowości zamieszkujących Królestwo Polskie nastąpił
później.
M. Sęczkowska, dz. cyt., s. 95–96; http://www.sztetl.org.pl/pl/article/grabow/12,cmentarze
[dostęp: 19.04.2014]; http://www.sztetl.org.pl/pl/article/grabow/11,synagogi-domy-modli
twy-i-inne [dostęp: 19.04.2014]. Synagoga w centrum Grabowa została wybudowana około
1881 r., jest to jedyna bożnica zachowana w powiecie łęczyckim. W czasie II wojny światowej Niemcy zdewastowali budynek, po zakończeniu wojny został on przeznaczony na cele gospodarcze. Zachował się także znajdujący się tuż obok synagogi budynek, w którym
mieściła się siedziba gminy żydowskiej i szkoła. Cmentarz żydowski, który znajdował się
w północno-wschodniej części miejscowości, w czasie II wojny światowej został niemal
całkowicie zdewastowany, pozostałość po kirkucie upamiętnia kamień z napisem apelującym o uszanowanie spokoju zmarłych.
P. Fijałkowski, dz. cyt., s. 43–45, 84.
Tamże, s. 86. Dzierżawa karczem była jeszcze w XX w tradycyjnym zajęciem Żydów
zamieszkujących ziemie polskie.
311
nich krawcy, kuśnierze i pasamonicy (rzemieślnicy zajmujący się wyrobem pasów, pasków, frędzli, taśm itp.), którzy zdominowali te profesje w wielu miejscowościach26. W świetle przywoływanego już rejestru kart rzemieślniczych
pow. Łęczyca, w okresie międzywojennym krawiectwo i szewstwo były najczęstszymi zajęciami wśród rzemieślników wyznania mojżeszowego. Było
wśród nich 31 krawców, w tym 4 krawcowe, 26 szewców i garbarzy. Krawiectwo było rzemiosłem praktycznie zmonopolizowanym przez Żydów – w rejestrze
pojawia się tylko jeden krawiec Polak i jedna krawcowa pochodzenia niemieckiego. Także szewstwo było w dużym stopniu zdominowane przez rzemieślników wyznania mojżeszowego, w Grabowie pracowało tylko 7 szewców narodowości polskiej27. Przywołane przeze mnie powyżej dane na temat najczęstszych
profesji rzemieślniczych wśród Żydów w województwie łęczyckim w końcu
XVIII pozwalają sądzić, iż dominacja osób wyznania mojżeszowego wśród grabowskich krawców i szewców powstała w tym okresie. W okresie międzywojennym grabowscy Żydzi zdominowali również handel, wielu z nich zajmowało się
hurtowym handlem zwierzętami rzeźnymi. W 1941 r. utworzono w Grabowie
getto, trafiła do niego ludność żydowska z całej okolicy, także z Łęczycy.
W kwietniu 1942 roku niemieccy okupanci zlikwidowali getto, co przypieczętowało tragiczny los zgromadzonych tam ok. 1240 wystawców judaizmu28.
Społeczność niemiecka zamieszkująca Grabów była mniej liczna, w 1857 r.
miejscowość zamieszkiwało 66 osób tej narodowości29. Niemców należy uznać
za drugą po Żydach mniejszość narodową, która kształtowała mapę etniczną,
środkowej Polski oraz decydowała o obliczu kulturowym i religijnym tych ziem.
Pierwsza znacząca fala emigracji z krajów niemieckich miała miejsce w latach
70. i 80. XVIII w., kiedy to właściciele ziemscy dążący do powiększenia dochodów ze swych dóbr sprowadzili osadników, którzy mieli osuszyć i zagospodarować nieużytki (tzw. osadnictwo olenderskie). Po drugim rozbiorze ziemie Polski
środkowej przypadły Prusom, wtedy rozpoczęła się planowa, kierowana przez
państwo kolonizacja rolnicza. Osadnictwo niemieckie na obszarach wiejskich
rozwijało się do lat 40. XIX w. Na początku XIX w. niektórzy ziemianie podjęli
próby uprzemysłowienia swoich majątków przy pomocy przybyszów z krajów
niemieckich. Jednak najsilniejszym bodźcem do ich osiedlania się na terenie
Polski środkowej był realizowany od 1820 r. przez władze Królestwa Polskiego
__________
26
27
28
29
Tamże, s. 89.
APPOŁ, Różne cechy miasta Łęczycy, sygn. 37,Rejestr kart rzemieślniczych pow. Łęczyca, brak paginacji kart.
M. Sęczkowska, dz. cyt., s. 95; w http://www.sztetel.org.pl/pl.article/grabow [dostęp:
09.04.2014]. Wedle niektórych źródeł Żydzi z grabowskiego getta trafili do obozu zagłady
Kulmhof w Chełmnie nad Nerem. (Chełmno leży ok. 20 km od Grabowa.) Wedle innych
stracono ich w lasach w pobliżu wspomnianego obozu.
Miasta polskie w tysiącleciu, Wrocław–Warszawa–Kraków, t. 2, 1967, s. 43.
312
plan rozwoju przemysłu30. Na dużą skalę zaczęły powstawać najpierw warsztaty,
następnie manufaktury i wreszcie fabryki włókiennicze. Wśród Niemców, który
przybywali na teren Polski środkowej byli także nieliczni kupcy i rzemieślnicy.
Osadnictwo niemieckie w gminie Grabów miało charakter wiejski – według
danych ze spisu powszechnego 30 XII 1921 r. na terenie gminy mieszkało 512
osób wyznania ewangelickiego – przybysze z zachodu byli najczęściej tego wyznania. W samym Grabowie zamieszkiwało ich 50, w północno-wschodniej
części Grabowa funkcjonował cmentarz, gdzie chowano zmarłych tego wyznania31. Duże skupiska ewangelików znajdowały się także w innych wsiach Besiekierach (155 osób) i Lesznie (113 osób). Wedle rejestru kart rzemieślniczych
w Grabowie pracowało jedynie 7 rzemieślników tej narodowości. Mimo tak
niewielkiej ich liczby da się zauważyć pewne prawidłowości, otóż specjalizowali
się oni w pewnej dziedzinie rzemiosła – było wśród nich 5 rzeźników i rzeźników wędliniarzy32. W jednym z zebranych przeze mnie relacji dotyczących międzywojnia pojawia się informacja o kowalu pochodzenia niemieckiego33.
Reasumując wątek aktywności zawodowej mniejszości etnicznych i religijnych, warto zestawić ze sobą liczby, które doskonale obrazują strukturę etniczną
i zawodową przedwojennego Grabowa. Wedle spisu powszechnego 31 XII 1921
r. miejscowość tę zamieszkiwało 1476 Polaków, z czego 18 znalazło się w rejestrze kart rzemieślniczych34, spośród 954 Żydów było 75 rzemieślników, na 50
osób wyznania luterańskiego wymieniono w rejestrze 7 osób. Dane te doskonale
obrazują, iż w realiach przedwojennego Grabowa rolnictwo było domeną Polaków i Niemców. Prawidłowością spotykaną na wszystkich ziemiach polskich był
fakt, iż Żydzi prawie nigdy nie podejmowali aktywności zawodowej w tej dziedzinie35.
__________
30
31
32
33
34
35
K. A. Białkowscy, Kamienie pamięci, kamienie niepamięci. Zapomniane nekropolie, [w:]
Kamienie pamięci, kamienie niepamięci. Cmentarze ewangelickie województwa łódzkiego,
s. 9–13; K. Woźniak, Ludność niemiecka w województwie łódzkim, „Ziemia Łódzka”
2004, nr 12 (39), s. 6; K. Woźniak, Luterańskiej byli wiary, „Ziemia Łódzka” 2005, nr 12
(55), s. 12.
B. Bijak, Cmentarze ewangelickie w krajobrazie kulturowym wsi województwa łódzkiego,
„Zeszyty Wiejskie” 2008, nr 13, s. 239–241.
APPOŁ, Różne cechy miasta Łęczycy, sygn. 37, Rejestr kart rzemieślniczych pow. Łęczyca, brak paginacji kart. Jak już wspomniałam w rejestrze figuruje 6 rzeźników i rzeźników
wędliniarzy. Ostatni spośród wymienionych w dokumencie rzemieślników jest Polakiem.
Jak wynika z relacji dotyczących okresu międzywojennego rzeźnictwo było zawodem popularnym wśród Polaków. Jest więc prawdopodobne, że profesją tą zajmowały się także
osoby nie wykazane w rejestrze.
Inf. nr 29.
APPOŁ, Różne cechy miasta Łęczycy, sygn. 37, Rejestr kart rzemieślniczych pow. Łęczyca, brak paginacji kart.
H. Zarembska, Osiedlenie, „Polityka, Pomocnik Historyczny, Historia Żydów Polskich”
2013, nr 3, s. 12; A. Michałowska – Mycielska, Ku naprawie, „Polityka, Pomocnik Historyczny, Historia Żydów Polskich” 2013, nr 3, s. 51–52. J. Żybdul, Ulica żydowska, „Polity-
313
Feliks Kretkowski i początki tradycji gry w palanta w Grabowie
Feliks Kretkowski herbu Dołęga urodził się w 1752 r. jako najmłodszy syn
Andrzeja – starosty kowalskiego i jego żony Teresy z Gembertów. W latach
1767–1774 uczył się w Collegium Nobilium w Warszawie – uczelni elitarnej
i w owym okresie nowoczesnej. W latach 1784–85 sprawował urząd podstolego
radziejowskiego. W 1791 roku został wybrany posłem na sejm czteroletni36. Brał
czynny udział w powstaniu kościuszkowskim jako generał ziemski37. Po długiej
nieobecności w życiu politycznym, kiedy to zajmowała go działalność w loży
wolnomularskiej w Płocku, został senatorem – kasztelanem i uczestniczył
w obradach sejmu w latach 1818–182038. W 1802 r. Kretkowski zakupił klucz
grabowski, odtąd rezydował w tych dobrach39.Jak już wspomniałam znacznie
przyczynił się do rozwoju miasteczka. Zmarł w 1822 r. w Grabowie i tam został
pochowany. Uroczysty pogrzeb Kretkowskiego zgromadził setki osób różnego
stanu i wyznania, co niewątpliwie świadczyło, iż cieszył się dużym uznaniem
w okolicy40.
Feliks Krektowski jako absolwent Collegium Nobilium musiał zetknąć się
z grą w palanta. Ks. Jędrzej Kitowicz w swoim dziele – Opisie obyczajów z panowania Augusta III, wymienia palcaty (szermierkę na kije uprawiana w dawnej
36
37
38
39
40
ka, Pomocnik Historyczny, Historia Żydów Polskich” 2013, nr 3, s. 88. Na początku procesu osiedlania się Żydów na ziemiach polskich byli oni odsunięci od możliwości posiadania
ziemi. W II połowie XVIII w. bez powodzenia próbowano skłonić ich do zajęcia się uprawą roli, ukształtowany przez stulecia profil zawodowy (handel, usługi, rzemiosło) wyznawców judaizmu pozostał bez zmian przez najbliższe dwa stulecia.
T. Sławiński, Kretkowscy i ich dzieje od połowy XIV w., Warszawa – Skrzeszew 2011, s.
383–385.
Tamże, s. 386; M. Manteufflowa, Feliks Kretkowski, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t.
15, s. 280. Jego oddział, przyporządkowany generałowi Antoniemu Madalińskiemu prawdopodobnie brał udział w w wyprawie do Wielkopolski w korpusie Jana Henryka Dąbrowskiego. W 1806 r. w odpowiedzi na apel władz wojskowych Kretkowski zgłosił się do
służby wojskowej w formującej się armii polskiej. W randze generała brygady formował
w Łęczycy, w dużym stopniu z własnych funduszy, pułk piechoty rekrutów z powiatów łęczyckiego, gostyńskiego, orłowskiego oraz Łęczycy i Łowicza.
Tamże, s. 387–388.
Tamże, s. 384, 389. W skład klucza grabowskiego wchodziły – miasto Grabów oraz wsie:
Besk Stary, Besk Nowy, Grabowska Wieś i Besiekiery z przyległościami – Bugaj, Rybnik,
Janów, Stanisławów. Krektowski prawdopodobnie przez jakiś czas po nabyciu klucza grabowskiego zamieszkiwał w zamku w Besiekierach. (Zamek z ok. 1500 r. pierwotnie należał
do rodziny Sokołowskich herbu Pomian, później należał do Batorych i Szczawińskich.)
Później przeniósł się do rezydencji w Grabowie, dziś śladem jej istnienia jest zachowana
część kilkuhektarowego parku.
Tamże, s. 388, 391. Na cmentarzu w Grabowie zachował się klasycystyczny grobowiec
Feliksa Kretkowskiego i jego pierwszej żony Józefy z Krosnowskich.
314
Polsce)41, rzucanie do celu oraz właśnie palanta jako popularne zabawy, którym
w czasie wolnym od nauki oddawali się studenci, zazwyczaj razem z profesorami, dla zachowania sprawności fizycznej i relaksu42. Kitowicz w następując
sposób przybliżał tę grę swoim czytelnikom:
(…) dawała gibkość ciału, szybkość w bieganiu i sprawność w ręku chwytaniem piłki na powietrzu, która od jednego z lekka w miarę piersi podrzucona,
a od drugiego kijem z boku na ukos silno uderzona, tak się w górę wysadzała, że
jej na czas (czasem) okiem dojrzeć nie można było. Więc wszyscy tej strony gracze, ku której ta piłka rzuconą była, z natężeniem oczów w górę i z gotowością
rąk pilnowali na dół się spuszczającą, gdzie się im ukarze, skorą ją zobaczyli,
tam szybkością jak największą, jeden drugiego ubiegając, pędzili wszyscy na
schwytanie piłki na powietrzu. Jeżeli bowiem nie schwytana od żadnej ręki upadła na ziemię, już była gra przegrana; która nie miała żadnych zakładów ani
stawek, tylko same słowne chluby wygranej albo śmiechy z przegranej. Takowa
gra zwała się palant i zabawiali się nią wraz z dziećmi dyrektorowie i profesorowie dla agitacji43.
Należy sądzić, że znaną z młodości grę Kretkowski uprawiał także w wieku
dojrzałym, kiedy był dziedzicem Grabowa, co więcej rozpropagował grę wśród
mieszkańców miasteczka44.
Palant – zespołowa gra sportowa
Palant to gra sportowa, która była znana w Polsce już na przełomie XVI
i XVII w. Powstały odmiany szkolne i ludowe tej gry. Palantem określa się nie
tylko grę, ale także kij do odbijania piłki – podbijak. W potocznej polszczyźnie
termin ten ma wydźwięk pejoratywny i oznacza człowieka, który wzbudza niechęć swoim zachowaniem, kogoś irytującego45. W odmianie ludowej palant był
bardzo popularny na Górnym Śląsku i Opolszczyźnie. Gra o zbliżonych zasadach
uprawiana była także w różnych regionach Niemiec, gdzie zwana była schlagbalem. Z użyciem kija i piłeczki gra się także w rosyjską laptę oraz rumuńską
__________
41
42
43
44
45
Mała Encyklopedia Sportu, Warszawa 1984, J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania
Augusta III, Warszawa 1985, s. 67. Palcaty mogły być rozgrywane przez dwóch zawodników, lub kilku walczących w kole. Używano różnej grubości kijów, które dla złagodzenia
siły uderzeń oplatano słomą.
J. Kitowicz,dz. cyt. s. 66–67.
J. Kitowicz, dz. cyt., s. 67.
S. Tomczak, dz. cyt., s. 14, T. Sławiński, dz. cyt., s. 390.
Współczesny słownik języka polskiego, Kraków 1996, s. 711; http://pl.wikipedia.org/wiki
/Palant [dostęp: 1.06.2014]; http://www.sciaga.pl/tekst/15941-16-co_to_jest_palant [dostęp:30.05. 2014].
315
oinę46. W okresie międzywojennym palant znalazł się w programach szkolnych.
Także po II wojnie światowej grę tę uprawiono w polskich szkołach, palanta
definiowano nawet jako grę młodzieżową47. Na Śląsku po 1945r. istniały kluby
sportowe prowadzące regularne rozgrywki palanta. Od 1952 r. rozgrywano nieoficjalne mistrzostwa Polski. W 1957 r. powstał w Rybniku Polski Związek Piłki
Palantowej (PZPP), który organizował mistrzostwa Polski w tej grze. W 1978 r.
PZPP przekształcił się w Polski Związek Baseballu i Softballu, jednak w latach
80. i 90. XX w. palant bardzo stracił na popularności i obecnie można uznać go
za grę rzadko spotykaną48.
Palant przeniesiony do USA przez polskich i niemieckich emigrantów oraz
krykiet są poprzednikami baseballu, sportu popularnego nie tylko w USA, ale
także w Ameryce Łacińskiej, Australii i Japonii. Już w latach 60. XX w. zawodnicy klubów palantowych zainteresowali się softballem i baseballem. Wtedy też
gracze ze Śląska nawiązali ożywione kontakty z czeskimi klubami softballowymi. Baseball zyskał popularność z latach 80., od tego czasu organizuje się ogólnopolskie rozgrywki. Ponieważ kluby palantowe przekształcały się w baseballowe czy softballowe, te gry zespołowe upowszechniły się na Śląsku. Kolejnym
zagłębiem baseballu jest Kutno. Za sprawą mieszkającego w Kutnie Kubańczyka
Juana Echevarrii powstała sekcja baseballu klubu Stal Kutno. Obecnie w Kutnie
mieści się Europejskie Centrum Małej Ligi Baseballowej, której celem jest popularyzacja baseballu i uczestnictwo w rozgrywkach dzieci bez względu na pochodzenie i poziom sportowy49.
Święto Palanta w dawnym Grabowie
Wedle ustaleń antropologów święto w kulturach tradycyjnych to odbywająca się w sakralnie waloryzowanym, opozycyjnym do sfery profanum czasie
i przestrzeni, niosąca ze sobą zawieszenie prawideł kształtujących codzienne
życie, rytualna re – kreacja porządku świata50. W kulturach nietradycyjnych
święto nie niesie ze sobą takich znaczeń – rytuał staje się uroczystością51, nadal
__________
46
47
48
49
50
51
http://pl.wikipedia.org/wiki/Palant z 22.05.2015.
Słownik Języka Polskiego, Warszawa 1979, t. 2, s. 582.
Encyklopedia PWN, Warszawa 2005, t. 13, s. 7. http://www.sciaga.pl/tekst/15941-16co_to_jest_palant [dostęp: 30.05.2014].
http://pl.wikipedia.org/wiki/Europejskie_Centrum_Ma%C5%82ej_Ligi_Baseballowej
[dostęp: 01.06.2014].
M. Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa 1970, s. 50–117; R. Caillois, Żywioł i ład,
Warszawa 1976, s. 157.
Za słownikiem języka polskiego rozumiem obchody święta lub doniosłego wydarzenia
o charakterze społecznym czy politycznym. Słownik języka polskiego, Warszawa 1979, t.
3, s. 616.
316
jednak można zdefiniować święto jako przeciwieństwo codzienności, które
wprowadza nieobowiązujące na co dzień reguły rządzące czasem, przestrzenią,
a także relacjami społecznymi52. Grabowskie Święto Palanta, jak postaram się
dowieść poniżej, spełnia warunki jakie stawia przytoczona wyżej definicja.
Na sam mecz palantowy, główny punkt święta proponuję natomiast spojrzeć jak na zabawę w rozumieniu zaproponowanym przez Johana Huizingę.
Zabawa w tym ujęciu jest formą oraz znakiem święta, może być tożsama z czynnością rytualną. Spośród innych działań człowieka wyróżnia ją kilka czynników
– jest czynnością dobrowolną, nie przynosi wymiernych, materialnych korzyści,
odbywa się w określonym miejscu i czasie, rządzą nią ściśle określone reguły,
towarzyszy jej uczucie radości i napięcia53.
Nie wiadomo kiedy narodziła się tradycja rozgrywania meczów palanta
w pierwszy wtorek po Wielkanocy. Nie istnieją żadne źródła pisane, które pozwoliłyby rozwikłać tę kwestię, również w miejscowej tradycji nie pojawia się
choćby przybliżona data powstania Święta Palanta. Kiedy powstało (Święto
Palanta – przyp. B.C.) nie wiadomo – twierdzi jeden z graczy54. Większość Grabowian utożsamia pojawienie i upowszechnienie się palanta w ich miejscowości
z rozgrywkami w poświąteczny wtorek. Święto Palanta to jest bardzo stara
tradycja, kilkaset lat ma55. Osoba bardziej zainteresowana historią i zaangażowana w rozgrywki dodaje: (…) palanta wprowadził do nas dziedzic56.
Niewątpliwie Grabowianie po śmierci Feliksa Kretkowskiego nie zaprzestali uprawiania tego sportu. Znajomość zasad gry była powszechna, przekazywano ją w grupach rówieśniczych i z pokolenia na pokolenie57. W ten sposób
palant stał się częścią tradycji miejscowej społeczności lokalnej58. W okresie
międzywojennym grano w palanta wedle reguł zasadniczo nieodbiegających od
opisanych przez Kitowicza. Pole gry dzielono na dwie równe części – tzw. piekło
i niebo. Przed rozpoczęciem gry – kapitanowie drużyn (tzw. matki) losowali
__________
52
53
54
55
56
57
58
A. Zadrożyńska, Homo faber i homo ludens, Warszawa 1983, s. 200–202.
J. Huizinga, Homo ludens, Warszawa 2007, s. 26–49; A. Zadrożyńska, dz. cyt. s. 185–186.
Inf. nr 8.
Inf. nr 6.
Inf. nr 14.
S. Tomczak, Historia gry w palanta w Grabowie, Płock 2001, s. 14; maszynopis (praca
dyplomowa), miejsce przechowywania archiwum Wyższej Szkoły im. P. Włodkowica
w Płocku oraz Szkoła Podstawowa im. M. Konopnickiej w Starej Sobótce.
Oczywiście mieszkańcy Grabowa nie tworzyli zamkniętej, obejmującej niemal wszystkie
aspekty życia zbiorowego społeczności, kierującej się spójnym systemem wartości, typowej
dla tradycyjnej wsi. Jednak z zebranych przeze mnie relacji (inf. nr 1. nr 29, nr 14, inf. nr
16) wynika, że podobnie jak mieszkańcy tradycyjnej wsi, tworzyli grupę społeczną opartą
na stosunkach sąsiedzkich i rodzinnych, cechującą się się wysokim poziomem identyfikacji
członków z grupą. Dlatego też uprawione jest nazywanie jej wspólnotą czy społecznością
lokalną. Ta analogia otwiera pole do porównań grabowskiej społeczności do modelowej
tradycyjnej wspólnoty wiejskiej.
317
pola. Celem gry zawodników znajdujących się na niebie było celne uderzenie
w piłkę i jak najszybsze dobiegnięcie do linii końcowej boiska i powrót na swoje
pole. Gdy to się udało, gracz zdobywał punkt dla swojej drużyny. Natomiast
celem zawodników piekła było złapanie piłki lub ubicie gracza nieba – to znaczy
trafienie w niego piłką w czasie, gdy biegł przez boisko. Jeżeli starania te zakończyły się powodzeniem, drużyny zamieniały się polami gry. Wedle tych samych
zasad grano także po II wojnie światowej59. W oparciu o nie został opracowany
„Regulamin Gry w Palanta”, który współcześnie obowiązuje podczas świątecznych rozgrywek60.
Pierwotne Święto Palanta było świętem rzemieślników – to oni brali czynny udział w rozgrywkach. Dawniej żaden rolnik nie wziął w tym udziału (jako
gracz – przyp. B. C.) – deklaruje jeden z moich rozmówców61. Pozostali mieszkańcy mogli jedynie przyglądać się meczowi jako publiczność. Jak wynika
z relacji moich rozmówców, jeżeli pozwalał im na to czas, Grabowianie chętnie
korzystali z takiej możliwości. Można więc zaryzykować twierdzenie, że Święto
Palanta budziło zainteresowanie całej społeczności lokalnej.
Święto Palanta w okresie międzywojennym było organizowane bardzo
spontanicznie i prawdopodobnie nie odbywało się co roku.
Opowiadali mi nieżyjący już dziś gracze: „Przed wojną odbywało się to tak
– starszy mistrz mówił do młodszych rzemieślników, czeladników czy uczniów
„No zagramy chłopaki, to postawię !” Postawię, oczywiście wódkę i kiełbasę…
I tak grali dla podtrzymania tradycji. Jak była ładna pogoda to i czasem poczęstowali gapiów. Czasem ludzie powynosili jedzenie, dołączali i robił się z tego
nawet, piknik. Wtedy się mówiło majówka… A jak była zła pogoda, to pewnie nie
grali w ogóle, bo komu by się chciało62.
Wśród uczestników szczególnie silną reprezentację mieli rzeźnicy, dlatego
też do gry używano nawet kija do wędzenia kiełbas lub pałek do ogłuszania
świń63. Przed wybuchem II wojny światowej, gdy Grabów był miejscowością
wielonarodową i wielowyznaniową w rozgrywkach uczestniczyli – zarówno jako
gracze jak i jako widzowie, głównie Polacy. W rozgrywkach uczestniczyli również niektórzy Niemcy, oczywiście tylko ci zajmujący się rzemiosłem, a nie
rolnictwem. W tym miejscu należy zaznaczyć, iż ewangelicy mieszkający
w międzywojniu w środkowej Polsce na terenach wiejskich tworzyli zwarte,
zamknięte społeczności64. Jednak w Grabowie – dużej wsi zamieszkiwanej przez
__________
59
60
61
62
63
64
Tamże, s. 14–15.
Patrz. Aneks II. Regulamin Gry w Palanta.
Inf. nr 29.
Inf. nr 29.
S. Tomczak, dz. cyt., s. 14.
B. Bijak, dz. cyt., s. 235–236. Napisy na pomnikach zachowanych na wiejskich cmentarzach ewangelickich w województwie łódzkim są w zdecydowanej większości w języku
318
przedstawicieli trzech narodowości, znaczna ich cześć, podobnie jak w miastach
i miasteczkach wspomnianego obszaru, była zasymilowana.
Z tego co wiem, to w Grabowie mieszkali, że tak powiem polscy Niemcy.(…) Niemcy to byli swoi… Mówili po polsku, ich dzieci chodziły do polskiej
szkoły i siedziały w jednej ławce z dziećmi polskimi. Tylko w niedzielę jeździli do
kościoła ewangelickiego w Besiekierach. Zresztą wśród Niemców byli też katolicy, ale to wyjątki65.
Na marginesie warto zauważyć, iż w relacji jednego z moich informatorów
pojawia się wątek niewielkiej grupy grabowskich Niemców tak silnie związanych z rodzinną miejscowością, że po zakończeniu II wojny światowej nie zdecydowali się wyjechać do obcego kraju, jakim była dla nich ojczyzna przodków.
Ze względu na więzi, łączyce przed wojną całą społeczność Grabowa i osobisty
szacunek do niektórych Niemców, Polacy tolerowali ich obecność, szczególnie
jeśli wykazali się w czasie okupacji przychylną bądź neutralną postawą wobec
polskich sąsiadów66. Podobny obraz sytuacji został nakreślony w retrospektywnej, mocno osadzonej w realiach dawnego Grabowa prozie pisarza Mirosława
Osowskiego67.
65
66
67
niemieckim. Fakt zachowania rodzimego języka jest przejawem ograniczonej asymilacji
osadników niemieckich żyjących w zwartych społecznościach na terenach wiejskich.
Inf. nr 29. W Grabowie w okresie międzywojennym nie obowiązywały kryteria obcości,
które Ludwik Stomma wyodrębnił dla tradycyjnej wsi. por. L. Stomma, Antropologia kultury wsi polskiej XIX w., Łódź 2002, s. 88. Jak wynika z przytoczonej powyżej relacji podstawę poczucia bycia swoim stanowiła przynależność do jednej wspólnoty lokalnej,
a prawdopodobnie także funkcjonowanie w ramach jednego organizmu państwowego.
Inf. 29. Niemcem, którego darzyli szacunkiem był rzeźnik Klempner. Uważano go za
prawego człowieka i znakomitego fachowca. W pamięci ludzkiej zapisał się także dzięki
charakterystycznemu wyglądowi – był wysoki, potężny, miał duże, silne dłonie. Pomimo,
iż po zakończeniu II wojny światowej upaństwowiono jego majątek – był właścicielem piętrowego domu w centrum Grabowa i gospodarstwa rolnego, został w Grabowie i mieszkał
tan prawie do śmieci.
Mirosław Osowski (ur. 1942) nauczyciel języka polskiego, dziennikarz i prozaik, syn
Kazimierza Osowskiego – grabowskiego szewca jest autorem zbioru opowiadań Świniobicie i inne opowiadania, w których tworzy sugestywny obraz swojej rodzinnej miejscowości. W Grabkowie, gdzie toczy się akcja większości opowiadań bez trudu można rozpoznać
Grabów. W opowiadaniu Zabawka autor opisuje charakterystyczne dla grabowskiego rynku parterowe domy z dwuspadowymi, krytymi papą dachami, których właścicielami przed
II wojną światową byli najczęściej Żydzi. (patrz. Zabawka, w: Świniobicie i inne opowiadania, Łęczyca–Stalowa Wola–Tarnów 2003, s. 81). Osowski także w innym opowiadaniu
zamieszcza wzmianki pozwalające zidentyfikować stworzoną przez siebie literacką miejscowość Grabków, wspomina mianowicie o wsiach w okolicach Grabkowa – Leszno, Besiekiery, w których przed II wojna światową mieszkały większe grupy Niemców. Wsie
Leszno i Besiekiery rzeczywiście znajdują się w Gminie Grabów i były zamieszkiwane
w znacznej części przez Niemców. (patrz. Niemry w: Świniobicie …., s. 108). Bohaterami
dwóch opowiadań z tomu Osowskiego – Niemry, [w:] Świniobicie..., s. 108–113 oraz
Klempner, [w:] Świniobicie..., s. 114–123 są spolonizowani Niemcy, którzy zostali
319
W okresie międzywojennym większość Żydów zamieszkujących teren byłego Królestwa Polskiego hołdowała tradycyjnemu, religijnemu stylowi życia.
W małych miasteczkach i osadach o charakterze wiejskim, gdzie lewica i syjoniści nie mieli znaczących wpływów, ludność żydowska stanowiła zamkniętą społeczność, kierującą się tradycyjnymi, opartymi na religii normami. Jak wynika
z relacji S. Tomczaka podobnie musiała również funkcjonować społeczność
żydowska w Grabowie68.
Większość, Żydów była, nazwijmy to ortodoksyjna, nie chcieli za bardzo się
aktywizować poza swoją gminą (…) Jeden czy drugi Żyd może się trafił (wśród
graczy – przyp. B.C.), ale to spośród tych bardziej zasymilowanych69.
Skład etniczno-religijny uczestników Święta Palanta w zestawieniu z profesjami rzemieślniczymi, jakie najczęściej wykonywali przedstawiciele poszczególnych narodowości, wyjaśnia czołowe znaczenie rzemieślników wśród graczy.
Pierwotnie rozgrywki palantowe miały zamknięty charakter, co prawda brali w nich udział nie tylko mistrzowie – właściciele zakładów i warsztatów, ale
także czeladnicy i uczniowie, jednak wszyscy oni musieli być związani z rzemiosłem. Gracze byli w różnym wieku, rzemieślnicy mający problemy ze zdrowiem
czy w podeszłym wieku nie brali czynnie udziału w meczu. Zazwyczaj zastępował ich ktoś z młodszego pokolenia – syn, który miał kontynuować zawodową
tradycję lub uczeń70. O zamkniętym charakterze święta prawdopodobnie zadecydował elitarny charakter rzemieślniczych profesji, który zaznaczył się szczególnie przed II wojną światową. Prestiż społeczny zapewniało rzemieślnikom,
zwłaszcza mistrzom posiadającym własne warsztaty, kilka czynników – zazwyczaj lepsza niż w przypadku mieszkańców zajmujących się rolnictwem sytuacja
finansowa, specjalistyczne umiejętności, niekiedy także zdobyte dzięki pracy
zawodowej większe doświadczenie życiowe i wiedza ogólna oraz fakt, iż mając
pod opieką uczniów byli wychowawcami młodzieży, co traktowano jako swoiste
zobowiązanie moralne.
Osowski kupił dom, miał własny warsztat szewski, przed wojną to był już
naprawdę ktoś 71.
Teraz to byle kto prowadzi działalność. A kiedyś było inaczej, ile lat się
uczył, żeby mistrzem zostać... (...) Musiał być dobry fachowiec i porządny człowiek i musiał szanować klienta, inaczej by się utrzymał i nie miałby uczniów,
przecież nikt byle komu dziecka nie powierzył72.
68
69
70
71
72
w Grabkowie, swojej małej ojczyźnie, po zakończeniu II wojny światowej. Pierwowzorem
tytułowego bohatera opowiadania Klempner jest wspominany przeze mnie rzeźnik (patrz
przypis 53).
J. Żyndul, dz. cyt., s. 87–93.
Inf. nr 29.
Inf. nr 7.
Inf. nr 29.
Inf. nr 30.
320
Teraz to wszystko robią maszyny, a dawniej wszystko musiał zrobić rzemieślnik i umiał wszystko zrobić, dlatego dawniej ludzie szanowali rzemieślników
za umiejętności. Dziś nie ma już takich fachowców…73.
Termin Święta Palanta wiązał się prawdopodobnie z trybem pracy rzeźników i masarzy, którzy, jak już wspominałam, byli szczególnie liczni wśród graczy. Mogli sobie oni pozwolić na wolny dzień tuż po Wielkanocy, gdy potencjalni klienci mieli jeszcze zapasy żywności i nie było zbytu na ich wyroby74.
Zaraz po świętach rzeźnicy i masarze nie pracowali nie było przecież zapotrzebowania na mięso i wędliny75.
(…) każdy się zaopatrzył na święta, a niektórzy nawet zabijali i przerabiali
prosiaka...Więc rzeźnicy nie mieli roboty…76.
Jednak dziś większość mieszkańców Grabowa inaczej tłumaczy, fakt iż
zawody odbywają się dzień po Wielkanocy. Tradycję organizowania rozgrywek
w tym terminie przypisują potrzebie ruchu na świeżym powietrzu po dwóch
dniach spędzonych przy suto zastawionym świątecznym stole.
(…) to rzemieślnicy sobie zorganizowali Dzień Palanta, żeby po świętach,
po jedzeniu trochę odpocząć, trochę się poruszać77.
Podobno grali, biegali, żeby kalorie spalić po świętach. Dlatego wymyślili
tego palanta…78.
Poświąteczny wtorek zachował charakter rzemieślniczego święta jeszcze
długo po II wojnie światowej, przynajmniej do końca lat 80. XX w. Rozgrywki
organizował nieformalny klub palanta, jego członkowie wybierali ze swojego
grona prezesa, później zyskał on miano Króla Palanta. Pierwszym prezesem
klubu palanta był Bolesław Siwiński79. Pierwotnie Święto Palanta miało skromną
oprawę. Nie było znanych z dzisiejszych obchodów mszy świętej w grabowskim
kościele oraz występów artystycznych. W latach 70. XX w., jako pierwszy element uroczystej oprawy meczu palantowego, przyjął się przemarsz przez ulice
Grabowa.
(…) koło 9.00 rzemieślnicy przychodzili na rynek, czyli Plac Kościuszki.
Zawsze było z nimi kilku muzykantów... Zrobili szereg i szli przez Grabów z kijami opartymi o ramię, żeby oznajmić ludziom, że Święto Palanta się zaczyna80.
__________
73
74
75
76
77
78
79
80
Inf. nr 29.
Inf. nr 29. Mając na uwadze przytoczoną powyższej prawidłowość, można sądzić, że
uczestnictwu w rozgrywkach Niemców sprzyjało obchodzenie przez katolików i ewangelików Wielkanocy w takim samym terminie.
Inf. nr 29.
Inf. nr 30.
Inf. nr 5.
Inf. nr 8.
S. Tomczak, dz. cyt., s. 16.
Inf. nr 30.
321
Przemarsze szybko stały się bardzo huczne, towarzyszyły im występy orkiestry dętej Ochotniczej Straży Pożarnej w Byszewie oraz strzelanie z kluczy
kalichlorkiem81. Wtedy też mecz rozgrywany dawniej na boisku miejscowego
klubu sportowego przeniesiono w centralne miejsce osady – rynek. Przestał on
być wydarzeniem stricte sportowym, nabrał pokazowego charakteru. Najdobitniej świadczy o tym fakt, iż nie wyłaniano zwycięzcy82. W następnych latach
oprawa meczu zyskała dodatkowe elementy, a Święto Palanta stało się rozbudowaną uroczystością. Zebrani ma rynku mogli wysłuchać przemówień wychwalających grę w palanta i grabowskie święto83. W pamięci mieszkańców Grabowa
zapisały się humorystyczne przemówienia Leona Pawlaka, mechanika, który do
1991 roku był Królem Palanta84. Scenariusz uroczystości przewidywał również
element o poważnym, a nawet nieco smutnym charakterze – minutę ciszy upamiętniającą nieżyjących członków klubu palanta. Następnie matki wybierały
graczy do swoich drużyn i losowały pola gry – niebo lub piekło. Od początku
istnienia Święta Palanta jego nieodłącznym elementem był poczęstunek. Odbywał się on po meczu w restauracji GS tzw. gospodzie, gromadzili się na nim
wszyscy palanciarze – jak sami siebie niekiedy określali gracze85. Zapisały się
one we wspomnieniach, uczestników jako bardzo wesołe, nawet huczne, dlatego
nie ryzykując przesady można określić je mianem biesiad. Szczególne zasługi
dla budowania dobrego nastoju w czasie tych spotkań miał wspomniany powyżej
Leon Pawlak. Koledzy z klubu palanta pamiętają go jako osobę z bardzo dużym
poczuciem humoru 86.
__________
81
82
83
84
85
86
Kluczem nazywano najczęściej wykonywane własnym sumptem proste urządzenie – metalową rurkę z zatyczką zamocowaną na drucie lub sznurku. Rurkę wypełniano kalichlorkiem
(chloran potasu – związek chemiczny wykorzystywany do produkcji zapałek i materiałów
wybuchowych; patrz. http://pl.wikipedia.org/wiki/Chloran_potasu), następnie trzymając za
sznurek lub drut uderzano nią o ścianę lub kamień, co powodowało niewielki wybuch. Kalichlorek był łatwo dostępny np. na odpustach. Młodzi mężczyźni strzelali z klucza przy tej
okazji, a przede wszystkim na Wielkanoc.
S. Tomczak, dz. cyt., s. 14–16 oraz aneks, bez numeracji stron; J. Huzinga zauważa, że
zabawa przejawia się w jednej z dwóch form – jest walką o coś lub przedstawieniem czegoś. (Niekiedy obie te formy się łączą – mamy wtedy do czynienia z rywalizacją, kto potrafi coś lepiej przedstawić). Pierwotnie świąteczne rozgrywki były walką o zwycięstwo, potem stały się pokazem utrwalonej w tradycji lokalnej gry sportowej. J. Huzinga, dz. cyt., s.
29.
S. Tomczak, dz. cyt., aneks, bez numeracji stron.
Leon Pawlak nie prowadził własnego warsztatu, pracował w kopalni rudy żelaza w Łęczycy. inf. nr 15; por. inf. nr 29.
S. Tomczak, dz. cyt., aneks, bez numeracji stron.
Pierwowzorem Lecha, bohatera opowiadań Osowskiego Świniobicie, [w:] Świniobicie …, s.
53–62 oraz Szwagier, [w:] Świniobicie..., s. 63–69, jest bez wątpienia Leon Pawlak. Wedle
autora Lech – były prezes palanta, ma duże poczucie humoru, jest także nieco próżny i lubi
być w centrum uwagi. Bolesław Szewczyk – następca Leona Pawlaka jest natomiast pierwowzorem Bolusia Krawczyka, innego bohatera Świniobicia. Krawczyk, podobnie jak Bo-
322
Był (Leon Pawlak – przyp. B. Chlebowska) wesoły, więcej się wygłupiał niż
grał, dużo mówił… Był niski, potem nosił takie duże okulary. Na palanta zakładał kapelusz, cylinder, to już z samego wyglądu był śmieszny, ale mu to nie przeszkadzało, śmiał się z samego siebie87.
Jego przemówienia z rynku znajdowały kontynuację przy stole, na którym
nie brakowało zazwyczaj nie tylko jadła, ale także alkoholu88. Dawny gracz
w Palantach, rzemieślnik wspomina:
Lesio (tak przez rodzinę i przyjaciół nazwany był Leon Pawlak – przyp. B.
Ch.) to był mój wujo. Na drugi dzień po Święcie Palanta spotykam go i pytam
„Wujo, jak tam palant?” A on na to żartem, że kiepsko, bo sam przyszedł do
domu, jakby go na toczkach przywieźli to byłoby dobrze89.
Spotkania w gospodzie uatrakcyjniały występy miejscowych muzyków
(głównie akordeonistów) czy kapel. Bawiono się zarówno przy tradycyjnej muzyce – polkach czy kujawiakach jak i przy przebojach znanych z radia. Gracze
uczestniczyli w biesiadach sami, bez partnerek – żon czy narzeczonych. Porwani
rytmem muzyki mężczyźni ruszali więc do tańca sami ze sobą90.
Uczestników biesiady łączyły na co dzień stosunki koleżeńskie, spotykali
się nie tylko przy okazji Święta Palanta, tworzyli grupę towarzyską91. Prawdopodobnie u podstaw jej powstania leżało wykonywanie nierolniczego, elitarnego
w warunkach danej społeczności lokalnej zawodu. Jednak funkcjonowanie tej
grupy nigdy nie było nakierowane na realizację celów zawodowych, członków
łączyła wspólnota wyznawanych wartości i styl życia92. Za dodatkowy mechanizm wzmacniający jej trwałość należy uznać prawidłowość, iż społeczności
graczy, połączone doświadczeniem udziału w zabawie, wykazują tendencje do
trwałości93. Fakt, iż gracze pozostawali w kręgu stworzonej przez siebie grupy
towarzyskiej doskonale wyjaśnia swobodną atmosferę panującą na spotkaniach
w czasie Święta Palanta. Mimo to czasie biesiad planciarzy nie dochodziło do
87
88
89
90
91
92
93
lesław Szewczyk jest przedsiębiorcą. Osowski przedstawia Krawczyka jako człowieka
utrzymującego dobre kontakty z sąsiadami i umiejącego je wykorzystać w interesach, ale
jednocześnie obracającego się w „wielkim świecie”.
Inf. nr 15.
Inf. nr 14; inf. nr 15.
Inf. nr 14.
Inf. nr 14, inf. nr 5.
J. Turowski, Socjologia małe struktury społeczne, s. 109–114. Grupy nieformalne i pierwotne (powstałe spontanicznie, bez woli motywowanej racjonalną refleksją) oparte za stosunkach przyjacielskich czy koleżeńskich niektórzy socjologowie zdefiniują jako grupy towarzyskie.
Wspólnota wartości związanych z życiem rodzinnym i religią bez wątpienia łączyła
wszystkich członków społeczności lokalnej. Rzemieślników wyróżniało respektowanie
wartości związanych z pracą zawodową – fachowe, rzetelne wykonywanie pracy, uczciwość, szacunek dla klientów.
J. Huizinga, dz. cyt., s. 27.
323
łamania przyjętych w społeczności lokalnej norm społecznych. Z tego co ludzie
mówili, to dawniej bawiono się dobrze i hucznie, ale to byli porządni ludzie,
szanowani…94.
Potwierdzenie tego faktu znajdziemy w innych wypowiedziach:
Nie da się ukryć, że dawniej jak i teraz chłopy lubią sobie wypić... A taki
palant to zawsze jest okazja. Nie wiem czy dawniej pili mniej? Chyba nie… Ale
kiedyś nie upijali się tak mocno, czy to na Palanta, czy z innej okazji. Zresztą
dawniej ludzie byli silniejsi, potrafili dobrze, tłusto zjeść to i wypić mogli więcej.
Teraz ludzie są jacyś słabsi, nie jedzą porządnie to i wódka im szybciej do głowy
uderza95.
Z czasem Święto Palanta nie tylko wzbogaciło się bardziej uroczystą oprawę, ale także zyskało bardziej otwartą i jednocześnie oficjalną formułę. Rzemieślnicy na tradycyjną biesiadę zapraszali władze gminne oraz przedstawicieli
grabowskich rolników. Gracze pełnili rolę gospodarzy spotkania i finansowali je.
Rolnicy, jako goście „wkupywali się” na przyjęcie symbolicznym kieliszkiem
alkoholu przeznaczonym oczywiście dla Króla Palanta. W rozmowach poruszano bieżące problemy Grabowa i całej gminy, szczególnie te związane z sytuacją
rzemiosła i rzemieślników. Jednak nadal świętowano w swobodnej atmosferze,
wspominano dawne Święta Palanta, nie brakował również tańców w gronie mężczyzn96.
Święto Palanta doczekało się nawet literatury na swój temat. Zenon Zieliński, członek klubu i matka jednej z drużyn w 1977 roku ułożył Odę na część
klubu97. Choć utwór podnosi nielicujący z powagą tego gatunku literackiego
temat, ma, jak na klasyczną odę przystało, pochwalny charakter. Podnosi zalety
palanta na kilku płaszczyznach, np. jako polskiej tradycji, czy gry sportowej,
która pomaga zachować zdrowie. Autor podnosi także wartość kontaktów towarzyskich i rozrywki, jakie wiążą się z grabowskimi rozgrywkami. Wiersz kończy
się apelem do graczy, żeby przekazali tradycję organizacji Święta Palanta swoim
synom. Warto podkreślić, że utwór ten ma wartość dokumentacyjną – są w nim
wymienieni i krótko opisani prezesi oraz inni członkowie klubu. Zenon Zieliński
jedenaście lat później napisał kolejny wiersz na temat gry w palanta w Grabowie.
Autor w pierwszej części wiersza opisuje dobrą zabawę w czasie Święta Palanta,
w drugiej deklaruje, że nie jest to taka łatwa gra a jej opanowanie zapewnia palanciarzom zainteresowanie u kobiet.
Ostatni wątek wiersza Zielińskiego doskonale uzupełnia stwierdzenie jednego z moich rozmówców: Palant to było męskie święto98. Nie można nie przyznać mu racji – tylko mężczyźni uczestniczyli w meczu, tylko oni bawili się na
__________
94
95
96
97
98
Inf. nr 7.
Inf. nr 10.
S. Tomczak, dz. cyt., aneks, bez numeracji stron.
Patrz. Aneks III. Oda na cześć klubu.
Inf. nr 1. Kobiety podzielają tę opinię (inf. nr 12, inf. nr 7).
324
biesiadach w gospodzie. Mimo to sądzę, że warto rzucić nieco więcej światła na
genezę takiej sytuacji oraz zastanowić się czy kobiety były naprawdę tylko widzami Święta Palanta. Biorąc pod uwagę fakt, iż rzemieślnicze zawody najpopularniejsze wśród mieszkańców Grabowa (poza krawiectwem) zaliczały się do
profesji, którymi zajmowali się mężczyźni, staje się zrozumiałe, iż graczami byli
sami panowie. Warto zauważyć, iż opisana sytuacja stanowi ilustrację prawidłowości występującej między innymi w kulturze tradycyjnej wsi – mężczyźni reprezentowali rodzinę we wspólnocie lokalnej oraz społeczność lokalną na szerszym forum99. Stąd większe przyzwolenie wspólnoty na zaangażowanie
mężczyzn w życie pozarodzinne, także towarzyskie – również na funkcjonowanie klubu palanta. Jednak bez kobiet – pracownic gospody, które przygotowywały pożywienie na biesiadę i podawały je, nie mogłoby się odbyć męskie Święto
Palanta100. Sądzę, że przypadkowo pracownicami grabowskiej gospody, jak
wynika zabranych przeze mnie relacji były same panie. Pracując w gastronomi
pozostawały one bowiem z kręgu zajęć, które tradycja zarezerwowała dla kobiet101.
Palant jako gra sportowa i forma rekreacji był obecny na co dzień w życiu
Grabowian, szczególnie najmłodszych. Kilkadziesiąt lat temu, w latach 50., 60.,
70. XX w. palant był popularny wśród grabowskich dzieci. Dostarczają one
jednocześnie dużo informacji na temat używanych przez dzieci akcesoriów:
Tak, wszystkie dzieciaki grały (…) Raczej grało się poza szkołą, to nawet
taka moda była. Teraz więcej grają w szkołach, bo do zajęć z wychowania fizycznego palanta wprowadzili. Kiedyś (…) tak sobie graliśmy, w wolnym czasie102.
Grało się po szkole w wolnym czasie, w wakacje, w niedzielę…103.
Graliśmy jako dzieciaki w palanta. Zbieraliśmy się z całej drogi przy której
mieszkałem, to była taka boczna droga, było tam kilka domów. Dziewczynki też
braliśmy, bo chłopaków było za mało, żeby utworzyć dwie drużyny104.
Dzieci grały w palanta piłką z wyczesanego krowiego włosia ubitego na
mokro. Była taka piłka twarda, uderzenie bolało. Robili też piłeczki ze zwiniętych
płatków gumy. Piłkę odbijano zwykłym kijem. Mój brat zrobił sobie kijek, wy-
__________
99
S. Szynkiewicz, Rodzina,[w:] Etnografia Polski. Przemiany kultury ludowej, t. 1, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1976, s. 488–491.
100
Inf. nr 1; inf. nr 14.
101
S. Synkiewicz, dz. cyt., s. 488–491. Do dziś gotowanie, a nawet szerzej wszystkie czynności przy przygotowywaniu jedzenia uchodzą za kobiece zajęcie. Najlepszym tego wyrazem
jest fakt, że obecnie poczęstunek, który ma miejsce po meczu przygotowują panie z koła
gospodyń wiejskich. Więcej o formie jaką on przybiera napiszę w drugiej części opracowania.
102
Inf. nr 8. Ustaliłam, że informator mówiąc o grze w palanta na lekcjach wychowania fizycznego ma na myśli szkolą ligę palanta.
103
Inf. nr 6.
104
Inf. nr 13.
325
rzeźbił rączkę a na górze zrobił płaską łopatkę dzięki temu lepiej się odbijało
piłkę105.
Nie było piłek kupnych, chłopaki robili je sobie sami. Skręcało się gumki od
słoików, od weków106.
Lata 1991–1998, gdy Królem Palanta był Bolesław Szewczyk okazały się
przełomowe dla kształtu święta. Wówczas ciężar organizacji uroczystości wzięła
na siebie gmina. Pojawiły się nowe atrakcje dla widzów – występy artystyczne
oraz różnego rodzaju pokazy (między innymi walk rycerskich, walk wręcz czy
parady starych samochodów). Tym samym Święto Palanta diametralnie zmieniło
swój charakter i stało się gminnym festynem. Jak wspomniałam grabowskie
święto w nowej formule stanie się tematem odrębnego tekstu.
Reasumując Święto Palanta w czasie, gdy miało miało charakter święta
rzemieślników stanowiło „wyłom” w codzienności, wprowadzało nieobowiązujące na co dzień reguły rządzące czasem, przestrzenią. Także obowiązujące zazwyczaj relacje społeczne ulegały w tym dniu zawieszeniu – obchody angażowały, przynajmniej pośrednio, wszystkich członków wspólnoty lokalnej, a na jej
czele świętujących Grabowian stali gracze i prezes klubu palanta.
Summary
The present article is a case study of the Palant Day, organized on Grabów
– a small village, with less than 100 inhabitants, situated in the north-western
part of the Łódzkie voivodeship. The history of Grabów dates back to the Middle
Ages. Until World War II, the settlement was a centre of crafts. It can be assumed that the tradition of palant [a Polish game similar to baseball] was initiated in this place in the early 19th century by the village owner, Feliks Kretkowski. Every year, on the first Tuesday after Easter, a one-of-a-kind Palant Day
is organised on Grabów. Local inhabitants sometimes call it “the third day of
Easter”. Unfortunately, it is impossible to determine when the habit of playing
games on this particular day started. Originally, the Palant Day was a festival of
artisans, now it is a celebration organised by the Commune Culture Centre and
the Commune Office in Grabów. Today, each resident of the village can be a
member of the informal Palant Club and take part in games. The Palant Day is
accompanied by artistic performances, e.g. concerts of a wind band and a show
of majorettes. It has become an important event for presentation of local amateur
artists, and therefore it is an impulse for development of this kind of activity. Due
to its exceptional character, the festival attracts the local and national media, so it
is an important tool for promotion of the commune. The residents of Grabów
__________
105
106
Inf. nr 7.
Inf. nr 28.
326
have various attitudes to the Palant Day, ranging from pride of the local tradition
to indifference which is usually related to the inability to participate in it. The
popularity of palant in Grabów is not going to decrease, as the commune has a
local school league of palant, and recently a youth palant team has been established.
Aneks I
Lista rozmówców, którzy brali udział w badaniach
dotyczących Święta Palanta
Numer rozmówcy
(informatora)
Płeć
Wiek
(w chwili przeprowadzenia
rozmowy)
Data przeprowadzenia rozmowy
Uwagi
Inf. nr 1
mężczyzna
ok. 60
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 2
mężczyzna
ok. 50
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 3
mężczyzna
ok. 60
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 4
kobieta
ok. 65
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 5
kobieta
ok. 40
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 6
kobieta
ok. 45
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 7
kobieta
63
grudzień 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 8
mężczyzna
55
listopad 2011
Uczestniczy w Święcie
Palanta jako gracz
Inf. nr 9
mężczyzna
ok. 60
listopad 2011
Matka jednej z drużyn
Inf. nr 10
kobieta
ok. 80
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 11
kobieta
ok. 60
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 12
kobieta
ok. 45
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 13
mężczyzna
ok. 70
listopad 2011
Mieszkaniec wsi w Gminie Grabowów
Inf. nr 14
mężczyzna
ok. 70
listopad 2011
Uczestniczył w Święcie
Palanta jako gracz.
Inf. nr 15
mężczyzna
75
listopad 2011
Uczestniczył w Święcie
Palanta jako gracz.
Inf. nr 16
mężczyzna
78
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 17
kobieta
50
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 18
mężczyzna
65
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
327
Numer rozmówcy
(informatora)
Płeć
Wiek
(w chwili przeprowadzenia
rozmowy)
Data przeprowadzenia rozmowy
Uwagi
Inf. nr 19
mężczyzna
70
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 20
mężczyzna
60
listopad 2011
Uczestniczył w Święcie
Palanta jako gracz.
Inf. nr 21
mężczyzna
45
listopad 2011
Mieszkaniec Grabowa
Inf. nr 22
mężczyzna
67
listopad 2011
Uczestniczył w Święcie
Palanta jako gracz
Inf. nr 23
mężczyzna
ok. 45
10 kwietnia 2012
Członek klubu palantowego (schlagballowego)
z Cyprzanowa (pow.
raciborski pow. śląski).
Gość na Święcie Palanta
2012
Inf. nr 24
mężczyzna
ok. 75
grudzień 2011
Proboszcz parafii pod
wezwaniem św. Stanisława B.M. w Grabowie
Inf. nr 25
kobieta
ok. 35
listopad 2011
Nauczycielka w SP w
Grabowie
Inf. 26
mężczyzna
ok. 50
listopad 2011
Pracownik Urzędu Gminy w Grabowie
Inf. 27
mężczyzna
ok. 40
listopad
Dyrektor Gminnego
Ośrodka Kultury
Inf. 28
mężczyzna
ok. 75
listopad
Matka jednej z drużyn.
Zmarł w 2014 r.
Inf. 29
marzec 2014
Dyrektor SP w Sobótce
starej, autor pracy dyplomowej Historia gry
w Planta w Grabowie
Stanisław Tomczak
Inf. 30
marzec 2014
Król Palanta Adam
Rapacki
328
Aneks II
329
330
Aneks III
331
Alicja Piotrowska
Doktorantka, Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
W poszukiwaniu odrodzenia miejskiego – OFF Piotrkowska
Center jako przykład nowych tendencji społecznokulturowych w miejskich przestrzeniach
Miasta, twory z natury swej dynamiczne, ulegają i dziś nieustannej przebudowie, zarówno w warstwie fizycznej jak i mentalnej podążając wraz ze zmianami kulturowo-społecznymi, które dotkają ich mieszkańców. Zmiany gospodarcze, które zachodziły w wielu miastach europejskich (i nie tylko) podczas drugiej
połowy XX wieku odcisnęły swoje piętno również w tkance miejskiej w jej wymiarze fizycznym. Upadek wielu gałęzi przemysłu, ich „odpływanie” z miast
spowodował nie tylko pojawienie się dużej grupy osób pozbawionej zatrudnienia, przed którą stało trudne zadanie przebranżowienia i odnalezienia się w nowej sytuacji społecznej. Znikający przemysł pozostawił po sobie również materialne pomniki swojej dominacji w miejskich przestrzeniach. Niniejszy artykuł
stanowić ma przyczynek do rozważenia specyfiki pewnych tendencji społecznokulturowych dotyczących wypełniania znaczeniami oraz działaniami przestrzeni
postprzemysłowych, które odnaleźć można we współczesnych miastach. W nurt
ten wpisują się zjawiska czy działania o bardzo zróżnicowanym profilu, dlatego
też wybrałam jeden przykład z Łodzi, by móc poddać go opisowi i interpretacji.
Pytanie jakie sobie w związku z tym stawiam to, czy ów przykład można odczytywać jako przejaw zmian, które zachodzą w samych miastach oraz w ich interpretacji, czego wyrazem jest koncepcja odrodzenia miejskiego (resurgent city).
Punktem wyjścia do niniejszych rozważań staje się obecna w dyskursie naukowym refleksja nad możliwością wyjścia z kryzysu nie tyle co miast,
lecz, co ważniejsze, namysłu nad nimi. Współczesne miasta dostarczają badaczom wielu problemów interpretacyjnych, wynikających między innymi ze złożoności materii poddawanej oglądowi oraz związaną z tym między innymi charakterystyką i specyfiką rzeczywistości późnej nowoczesności. Tak rozumiana
rzeczywistość, ciągle wymykająca się od ostatecznego i pełnego zastygnięcia
w naukowym opisie powoduje, że koncepcje i teorie próbujące opisać miasta
w makroskali stają się nie wystarczające. Nie dziwne więc, że dyskurs naukowy
zwraca się równocześnie ku konkretnym egzemplifikacjom pewnych tendencji
miejskich. Zmianę perspektywy w oglądzie miasta przede wszystkim prezentuje
koncepcja odrodzenia miejskiego. Dostrzegana i opisywana przez badaczy, ta333
kich jak Allan J. Scott, w miastach ma być powodowana przez (między innymi)
nowy system ekonomiczny, gdzie nacisk przesunięty jest na tzw. przemysły
kreatywne (branża hi-tech, informatyczna, kulturalna, design itp.), które tworzą
nowy rodzaj kapitalizmu – wiedzy i kultury (cultural-cognitive capitalism) dokonującego znaczących przemian w życiu społecznym ale również w percepcji
i co za tym idzie przemianie przestrzeni miejskich1.
W ramach tego sposobu analizy i interpretacji miasta dostrzega się wpływ
wielopłaszczyznowych czynników, poczynając od ekonomicznych, politycznych,
społecznych ale również kulturowych. Tak też opisuje się samo zjawisko odrodzenia miejskiego jako zmiany w perspektywie ekonomicznej, politycznej, społeczno-kulturowej miast. Sami badacze posługujący się tym pojęciem nie podają
sztywnej, obowiązującej definicji. Wskazują oni jedynie na pewne czynniki czy
płaszczyzny, które powinny być uwzględniane w namyśle nad miastem. Postrzegają odrodzenie miejskie jako proces, którego przejawy odnajdywać należy
w konkretnych miejskich rzeczywistościach, co pozwala na dostrzeganie owej
wielowymiarowości zjawiska, uzależnienie go od specyficznego kontekstu. Sako
Musterd pokazuje, że miasto, które doświadcza odrodzenia w mniejszym lub
większym stopniu staje się konkurencyjne, przyciąga nowości (zarówno te przemysłowe jak i kulturalne), pielęgnuje aktywność mieszkańców a także osiąga coś
co pozornie wydaje się oczywiste – jest interesującym miejscem do życia dla
swoich mieszkańców2. Z kolei Andrzej Majer mówiąc o owej perspektywie
wskazuje na jej wielowymiarowość oraz dostrzega jej przejawy zarówno w pracach badaczy zajmujących się miastem, jak i ich mieszkańców: „Odrodzenie
miast podsuwa jednak inną replikę: współczesny urbanizm i miejskość uwzględnia aspekty kulturowo-historyczne obok ekonomicznych czy politycznych, a także
ludzką różnorodność i solidarność społeczną nadającą lokalnemu życiu szczególny charakter”3. Podkreśla on ważność czynników, które dotychczas bardzo
często pozostawały na marginesie rozważań nad miastem. Lokalne konteksty,
historia i kultura kształtujące charakter i tożsamość ludzi także wpływają znacząco na to jakim jest, a może raczej jak jawi się dane miasto.
Kryzys wielkich narracji w humanistyce zaowocował zwrotem ku konkretnym, specyficznym opisom i interpretacjom, co dostrzec również można
i w niniejszej koncepcji. Dla antropologa perspektywa odrodzenia miejskiego
wydaje się szczególnie interesująca, poprzez dostrzeżenie kontekstu kulturowospołecznego oraz zwrot ku konkretnym egzemplifikacjom, uzależnionym od
__________
1
2
3
A. J. Scott, Social Economy of the Metropolis: Cognitive-Cultural Capitalism and the
Global Resurgence of the Cities, Oxford 2008.
Cyt. za: P. C. Cheshire, Resurgent cities, urban myth and policy hubris: what we need to
know, “Urban Studies”, Vol. 43, No. 8, 2006.
A. Majer, Miasta w kryzysie, odnowie, odrodzeniu, [w:] Społeczny wymiar kryzysu, Jałowiecki B., Kapralski S. (red.), Warszawa 2012, s. 107.
334
(używając słów Majera) „ludzkiej różnorodności”4. Wybór ten zgodny jest
z duchem odrodzenia miejskiego, gdzie podkreśla się ważkość oddolnych,
wspólnotowych inicjatyw miejskich, gdzie ludzie poprzez realizację stylu życia
czy też bywania, dokonują pewnych zmian w przestrzeni miejskiej. Świadomość
mieszkańców miasta oraz uczestnictwo i współdziałanie z niej wynikające, jest
równie ważnym czynnikiem rozwojowym, co inwestycje miejskie. O ważkości
i istotności takich działań Jakub Gałuszka pisze: „Szczęśliwie, coraz częściej,
działania mające na celu «ulepszenie» miasta, integrują jego przestrzenną oraz
kulturową przebudowę. Często również działalność ta podejmowana jest nie
przez włodarzy miasta, lecz przez jego mieszkańców, którzy poprzez swoją aktywność transformują otaczające ich przestrzenie”5. Coraz częściej dostrzega się
korzyści płynące z partycypacji mieszkańców miasta w wygląd otoczenia. Jest to
reakcje między innymi związana z dostrzeżeniem, że przestrzenie miejskie, często projektowane z myślą tylko ich funkcjonalności, nie zostawiały miejsca na
wspólnotowe jej doświadczanie.
Kulturowa przebudowa związaną ze świadomością mieszkańców miasta
jest jednym z aspektów odrodzenia miejskiego. David Bell podkreśla w swojej
koncepcji miasta gościnnego (która również przynależy do nurtu refleksji
nad miastem w jego „pozytywnej” odsłonie), że różnorodność styli życia i możliwość ich realizacji jest jednym z istotnych czynników wpływających na wartość miasta6. Ten aspekt zachodzących zmian, może wydawać się dość nieuchwytny, nie jest tak precyzyjnie i wyraźnie mierzalny jak pozostałe wskaźniki
odrodzenia miejskiego. Nie można jednak odmawiać mu wagi i roli, gdyż właśnie sposób postrzegania miasta czy mówienia o miejskości jako elemencie tożsamości jest nie tylko fragmentem profesjonalnego dyskursu naukowego, ale
również staje się częścią codzienności miasta.
We współczesnych miastach wzrasta liczba osób dla których samo miasto
staje się przedmiotem fascynacji i zaciekawienia. Obecność dyskursów filozoficznych, naukowych oraz estetycznych miesza się z codziennym życiem „nowych” mieszkańców przestrzeni zurbanizowanych. Wiedza o mieście przestała
być już tylko i wyłącznie zarezerwowana dla wąskiego grona specjalistów,
a łatwość dostępności informacji we współczesnym świecie ułatwiła większej
ilości osób zainteresować się miastem jako takim. Obok narracji opowiadających
o unifikacji, samotności w tłumie i bezduszności tych przestrzeni do życia7,
pojawiają się propozycje teoretyczne odpowiadające na te problemy. I tak kon-
__________
4
5
6
7
W swoich rozważaniach skupię się na wymiarze kulturowo-społecznym, będąc jednak
świadoma jego uzależnienia i powiązania z płaszczyzną ekonomiczną czy polityczną.
J. Gałuszka J, Kultura i przestrzeń. Na drodze do odrodzenia miast, “Kultura miasta”, nr
2/3, 2009, s. 37.
D. Bell, The hospitable city: social relations in commercial spaces, “Progress in Human
Geography”, t. 31 (1), 2007, s. 7−22.
Zob.: D. Riesman, Samotny tłum, Warszawa 1996.
335
cepcja odrodzenia miejskiego jest propozycją interpretacyjną działań pobudzających w mieście, skupiającą swoją uwagę na tych wypływających oddolnie, podejmowanych przez samych mieszkańców. Co więcej ludzie zaczynają dostrzegać w tych propozycjach szansę i potwierdzenie słuszności prawa do ingerencji
w tkankę miejską. Nadają jej własne, istotne znaczenia i próbują dostosować
i wykorzystać to co zastali. Dzięki temu miejskie przestrzenie zdegradowane,
opuszczone, zapomniane mogą stawać się miejscami (zgodnie z koncepją FuTuana), gdy tylko zostają wypełnione znaczeniem przez ich użytkowników8
(Tuan, 1987). We współczesnych aglomeracjach pojawiła się grupa ludzi zafascynowana ich estetyką, klimatem – bycie „mieszczuchem” staje się więc częścią
tożsamości uświadamianej i manifestowanej na co dzień. Niech świadczy o tym
chociażby rosnąca popularność marek odzieżowych odnoszących się do kulturowego dziedzictwa poszczególnych miast czy też popularność wszelkiego rodzaju
portali internetowych, fanpage’ów na których przedstawiana jest historia przestrzeni miejskich. Miasto to pole do różnorodności, możliwości wyboru i ciągłej
zmiany, ale także możliwość wykorzystania zastanych znaczeń, przestrzeni,
narracji. Charles Landry, autor który próbuje stworzyć przepis na współczesne
miasto oparty na kreatywnym wykorzystaniu jego historii i lokalnej specyfiki
kulturowo-społecznej mówi, że: „Miejskim, kulturowym jest lokalne dziedzictwo historyczne, przemysłowe i artystyczne, a więc takie aktywa jak architektura, krajobraz miejski czy zabytki, a także tradycyjne formy życia publicznego,
festiwale, rytuały, opowieści, zainteresowania i pasje. Wszelkie formy amatorskiej działalności kulturowej można przeorganizować tak, by generowały nowe
produkty lub usługi”9. Przydatnymi do analizy kategoriami, koncepcjami do
opisania owych aktywności, które są podstawą zmian są przede wszystkim te
związane z potrzebą tworzenia wspólnot opartych na wyborze, takie jak neotrybalizm czy miejskie plemiona zaproponowane przez Maffesoliego, które to pozwalają jak mówi „zaangażować się w teraźniejszość”10. Grupy takie oparte są na
podobnych upodobaniach, wspólnym uczestnictwie w inicjatywach najczęściej
organizowanych na małą skalę, czy w końcu na identyfikacji opartej na podzielanym wyborze stylu życia. Takie potrzeby, które wykraczają poza główny nurt
kultury masowej, przekraczające agresywny konsumpcjonizm (który tu na potrzeby analizy możemy utożsamić z wielkimi centrami handlowo-usługowymi,
jak np. łódzka Manufaktura czy warszawskie Złote Tarasy), wymagające zaangażowania i namysłu oraz poszukiwania – poszukują konkretnych miejsc do
realizacji różnorodnego rodzaju aktywności skupionej początkowo wokół jak
można to nazwać kultury „offowej”. Stanowić to może odpowiedź na ową unifikację związaną z globalizacją, o czym Anna Karwińska mówi tak: „Można nawet
__________
8
9
10
Y. F. Tuan, Przestrzeń i miejsce, Warszawa 1987.
Ch. Landry, Kreatywne miasto, Warszawa 2013, s. 62.
M. Maffesoli, Czas plemion. Schyłek indywidualizmu w społeczeństwach ponowoczesnych,
Warszawa 2008.
336
stawiać tezę, że globalizacja «prowokuje» reakcję w postaci wzrostu zainteresowania lokalnymi osobliwościami kultury. To może być także element budowania
swojej odrębności, swoistości, indywidualnego zaistnienia, a zatem możliwości
wzmacniania przewagi konkurencyjnej”11.
Miejscem wykorzystującym ów lokalny charakter, mogącym być interpretowanym jako przejaw odrodzenia miejskiego jest OFF Piotrkowska Center. OFF
Piotkowska Center usytuowana jest przy (jak sama nazwa wskazuje) ulicy Piotrkowskiej 138/140, ulicy reprezentacyjnej miasta. Przydomek „off” jest istotny –
możemy go odczytywać jako nawiązanie do kultury alternatywnej (offowej), czy
też do takich działań, które nie są dostępne gdzie indziej, ale również jako znak
opisujący pewne przestrzenne odłączenie, odgrodzenie od ulicy Piotrkowskiej.
Siedziba ta zajmuje dawne budynki fabryki wyrobów bawełnianych Franciszka
Ramischa założonej w drugiej połowie XIX w. Przebudowa kompleksu rozpoczęta w roku 1889 zaowocowała pojawieniem się na parceli, rozciągającej się od
ulicy Piotrkowskiej do równoległej do niej ulicy Sienkiewicza, budynków
o zróżnicowanej funkcji, takich jak kantor, biura, magazyny oraz oczywiście
budynki przemysłowe. Charakterystyczne dla tego typu zabudowy budynki
mieszkalne, mieszczące się przy ulicy Piotrkowskiej zniknęły w okresie międzywojennym. O wyjątkowym charakterze tej przestrzeni fabrycznej jeszcze
przed rozpoczęciem zagospodarowania jej na nowo architekt Jan Salm pisał
w następujący sposób:
„zabudowania dawnej fabryki Ramischa zachowały się w dobrym
stanie i […] stanowią zespół industrialny reprezentatywny dla zabudowy śródmiejskiej Łodzi z przełomu XIX i XX w. Szczególnie
istotne wydają się też zachowane bez zniekształceń relacje między
poszczególnymi obiektami, oddające w czytelny sposób pierwotne
powiązania funkcjonalne. Istotnym walorem kompleksu jest niewielka liczba przekształceń elewacji istniejących budynków wraz
z pozostałościami technicznego wyposażenia i «fabrycznego» detalu. Pozostawiając opracowanie szczegółowych właściwym organom można przedstawić ogólny wniosek, by mimo bezwzględnej
konieczności modernizacji zabudowań i potrzeby zmiany jego
funkcji zachowane zostały obiekty i detale zapewniające tożsamość
tego miejsca i świadczące o jego minionym, industrialnym charakterze” 12.
__________
11
12
A. Karwińska, Kultura, [w:] Kultura a rozwój, red. J. Hausner, A. Karwińska, J. Purchla,
Warszawa 2013, s. 67.
Cyt. za: K. Śmiechowski K., Od kilku krosien do wietnamskich budek. Saga fabryki Ramischów, http://www.fabrykancka.pl/historia/artykuly/od-kilku-krosien-do-wietnamskich-bud
ek.-saga-fabryki-ramischow.html, [dostęp: 26.03.2009].
337
Miejsce to sukcesywnie wraz z upadkiem przemysłu włókienniczego w Łodzi traciło na swojej świetności. Przestrzenie pofabryczne wykorzystywane były
do różnych celów. Przez lata mieściły się tam sklepy różnego rodzaju, było to
miejsce po trosze zapomniane i wyłączone z otaczającej je rzeczywistości reprezentatywnej ulicy dużego miasta. Lecz nie wolno patrzeć na nie tylko jako na
znak upadku pewnego ładu. Ta przestrzeń posiadała również w świadomości,
zwłaszcza młodszych mieszkańców, pewne specyficzne znaczenia, związane
z „zasiedzeniem” się tam konkretnych działalności. Na terenie fabryki Ramischa
znajdowała się w latach 90’ jedna z pierwszych wielkich rave’owych dyskotek
w Łodzi „New Alcatraz Underground”, również tam rozpoczął działalność i do
dziś działa klub gejowski „Ganimedes” oraz pub futbolowy, które mają mocno
ugruntowaną pozycję na mapie kulturalnej Łodzi. Przestrzeń ta przed modernizacją kojarzyła się także z nagromadzeniem w niej budek z „chińskim” jedzeniem
(tzw. „chińczyków”) – stąd też potoczna nazwa funkcjonująca w świadomości
mieszkańców, a mianowicie Chinatown. Niestety, estetyka tego miejsca pozostawiała wiele do życzenia, zapach spalonego tłuszczu, wszędobylskie gołębie
i brud wzbudzały negatywne skojarzenia wśród odwiedzających to miejsce.
Jednocześnie mimo odpychającego na pierwszy rut oka wrażenia, Chinatown
wypełniało się co weekend amatorami nocnego życia rozgrywającego się na
ulicy Piotrkowskiej – było przystankiem, często ostatnim przed zakończeniem
eskapad „w miasto”. Co ciekawe, nadal po modernizacji pozostały tam dwie,
odnowione już budki z tego rodzajem jedzenia. Pewna ciągłość znaczeń i działań
rozgrywających się w przestrzeni, ich nakładanie się i przepracowywanie, prowadzić może do kategorii interpretacyjnej palimpsestu. Ewa Karpińska wskazuje
na istotę i przydatność owej kategorii w opisie miasta takiego jak Łódź:
„W mieście – palimpseście nowe nałożone jest na stare, dzisiejszy
kurz opada na kurz wczorajszy. Każdy wiek, a nawet każdy rok czy
miesiąc, pozostawia po sobie jakąś pamiątkę; miasto, po którym
dziś poruszają się ludzie, różnie się od miasta wczorajszego: jego
elementy nie mają stałego położenia – przesuwają się, chowają,
znów się pokazują. (…) Miasto – palimpsest to przestrzeń gubienia
i znajdywania, pamięci i zapomnienia, niszczenia i budowania,
spotkania i rozstania, narodzin i śmierci”13.
Ciągłe napięcie między tymi dwoma biegunami przetwarza przestrzeń
miejską w wypełnione znaczeniami miejsca. To właśnie nie odcięcie się, a pewna kontynuacja może być jednym z czynników wpływających na popularność
tego już przekształconego, lecz odwołującego się do przeszłości miejsca.
__________
13
G. E. Karpińska, Miasto wymazywane. Historia łódzkiego przypadku, [w:] Miasto – przestrzeń kontaktu kulturowego i społecznego, red. I. Bukowska-Floreńska, Katowice 2004, s.
165.
338
Początkowa idea wychodząca od inwestora którym jest Orange Property
Group zakładała nieco inne wykorzystanie przestrzeni po fabryce Franciszka
Ramischa. Wczesne plany zakładały między innymi budowę hotelu od ulicy
Piotrkowskiej, loftów, biurowca oraz lokali usługowych. Kryzys uniemożliwił
realizację tych założeń i początkowo zostały one przesunięte na dalsze lata.
Obecnie inwestorzy raczej już zarzucili początkowe pomysły, gdyż widzą jak
sprawdza się początkowo tymczasowa wersja działalności, czyli inwestycja
w małe, alternatywne i niszowe projekty. Zmiana ta rozpoczęta została przez
udostępnienie lokalu w 2008 r. na FabrySTREFĘ Stowarzyszeniu Fabrykancka
zrzeszającym młodych aktywistów, którego celem jest działalność kulturalnoartystyczna ściśle związana z miejskością jako taką. Współpraca zakończyła się,
lecz pomysł by udostępnić przestrzenie, których z powodów ekonomicznych nie
udało się przekształcić w pierwotnie zakładanym kierunku, dla działalności
i inicjatyw związanych z kulturą, sztuką czy szeroko rozumianymi przemysłami
kreatywnymi, został podchwycony. Zwyciężyła idea aby przez lokalizację
w centrum pomóc rozwojowi kreatywnych działalności, które z kolei mogą
wpłynąć na aktywizację tegoż miejsca14. Ważne więc stało się otwarcie inwestora na propozycje samych młodych łodzian, którzy mieli tej przestrzeni coś do
zaproponowania. Głównym celem staje się odtąd stworzenie alternatywnych
możliwości w kontrze do masowej kultury konsumpcyjnej, kultury instant reprezentowanej przez centra handlowe i multipleksy. Inwestor postanowił więc przez
zachęcająco niskie czynsze, dobrą lokalizację oraz stworzenie spójnego projektu
pod wspólną nazwą OFF Piotrkowska dać zupełnie nowe życie pofabrycznej
przestrzeni. Dobór działalności jest ukierunkowany tak, by tworzyły one różnorodną, lecz spoistą całość, wyznaczaną przez kreatywność, niszowość, wyjątkowość lecz również multi-zadaniowość.
Ważną rolę w kreowaniu owej przestrzeni odgrywa industrialny klimat podwórka, przy którym umieszczone są lokale. Jest to specyficzne podwórko, usytuowane niby przy głównej ulicy miasta, lecz jednocześnie od niej odgrodzone.
Stąd możliwe wrażenie wkraczania w inny, oddzielny świat, gdy tylko przekroczy się bramę Piotrkowskie 138/140. To odgrodzenie daje poczucie swobody
działalności, wyłączenia z głównego nurtu pędzącego miasta. Leżaki, które stanowią nieodłączną część podwórka, ich mobilność i niezobowiązująca forma
wprowadza odwiedzających w nastrój odpoczynku i luzu. Sama przestrzeń podwórka jest wykorzystywana do wielu działalności – znajduje się tam rampa
skateboardingowa, latem odbywają się projekcje filmów na powietrzu, na podwórku w przestrzeni otwartej rozstawiają się również uczestnicy kiermaszy
__________
14
Promowanie kultury miejskiej, sztuki oraz tzw. przemysłów kreatywnych poprzez wykorzystanie przestrzeni postprzemysłowych staje się coraz powszechniejszym zjawiskiem
Przykłady podobnych działań możemy odnaleźć w wielu miejscach, wymieniając tu chociażby Westergasfabrich w Amsterdamie czy park krajobrazowy Emscher w północnym
rejonie Zagłębia Ruhry.
339
odbywających się co jakiś czas w OFF Piotrkowskiej oraz producenci lokalnej
i ekologicznej żywności, którzy co sobota prezentują swoje wyroby na Eko Targach. Jak odwiedzający ale i właściciele poszczególnych lokali podkreślają,
potrzebna jest jeszcze przebudowa tej otwartej części – inwestycja w oświetlenie
oraz nawierzchnie i większy udział zieleni – lecz zdają sobie oni sprawę z konieczności rozciągnięcia w czasie tych działań.
Prócz działań w otwartej przestrzeni wspólnej, dużą rolę odgrywają te, które organizowane są przez właścicieli lokali. Co ciekawe i znamienne, są oni
nazywani przez inwestora „lokatorami” – co może świadczyć o pewnym wyłamaniu się z klasycznego modelu kultury konsumpcyjnej. Układ ten oczywiście
ma charakter ekonomiczny, lecz lokatorzy uczestniczą czynnie w projektowaniu
tego miejsca i podejmowaniu strategicznych decyzji dotyczących rozwoju.
Zgodne jest to z przekonaniem Zaborskiej Jagiełło dotyczącym procesów rewitalizacyjnych, które są bardziej efektywne, gdy uczestniczą w nich ludzie, którzy
z nich będą korzystać:
„Pomocnym narzędziem w procesie tworzenia miejsca jest partycypacja społeczna. Ma to szczególne znaczenie w procesie rewitalizacji poprzemysłowych obszarów, które wzbudzają negatywne
emocje i skojarzenia z brudną przeszłością. Zaangażowanie społeczności lokalnej do podejmowania decyzji dotyczących zagospodarowania wspólnie użytkowanych w przyszłości przestrzeni daję
szansę na stworzenie miejsca, które wzmacnia więzi społeczne, pozwala na identyfikację, buduje poczucie przynależności, odpowiedzialności za wspólnie osiągnięte dobro”15.
W omawianym przypadku społecznością lokalną stają się najemcylokatorzy, osoby działające w przestrzeni OFF Piotrkowskiej, które swoimi propozycjami współtworzą miejsce wraz z odbiorcami, ciągle starając się nadawać
przestrzeni nowe znaczenia.
Na terenie OFF Piotrkowskiej funkcjonuje ponad 40 różnego rodzaju firm.
Ich profil jest bardzo różnorodny. Znajdziemy więc tam i kluby, restauracje
i kawiarnie – takie jak Klub Spaleni Słońcem, będący jednym z pierwszych tworzących to miejsce, Klub DOM, tworzony przez artystów łódzkiej sceny alternatywnej, czy restauracja TariBari Bistro, które otworzyła trójka przyjaciół. Obok
nich są miejsca związane z szeroko rozumianą modą i designem, na przykład
concept store Pauliny Połoz i Piotra Połoza, z autorską marką Neogotik, czy
sklep z modą uliczną RUSH. Co ciekawe przestrzeń ta przyciągnęła szeroko
znaną markę w Polsce, której twórcami są łodzianie a mianowicie Pan Tu Nie
__________
15
A. Zaborska-Jagiełło, Przestrzeń publiczna na poprzemysłowym obszarze, „Czasopismo
techniczne” z. 6, 2012, s. 347.
340
Stał, a której wzornictwo bazuje na odwołaniach do kultury PRL. Znajdziemy
również pracownie artystyczne, w których prowadzone są warsztaty czy też
biuro architektoniczne. Podziały mające przybliżyć poszczególne rodzaje działalności są niewystarczające i nie oddają ducha i celu, który przyświeca osobom
zaangażowanym w życie OFF Piotrkowskiej. Większość z nich nie skupia się
tylko na jednym profilu działalności; znamienne jest to, że prawie wszyscy lokatorzy pragną łączyć różnego typu działania. Jak podkreślają, nie chodzi tylko
o to, by odwiedzający mogli wypić piwo, zjeść coś czy kupić, lecz również
uczestniczyć w różnorodnych wydarzeniach. Powtarzającą się frazą jest stwierdzenie, że chodzi o coś więcej. Granicę między działaniami są niewyraźne, nieostre, przez co z jednej strony odwiedzający mają poczucie niezobowiązującej,
luźnej atmosfery pełnej pomysłowości i zatrzymania strumienia myśli w chwili
tu i teraz, jednocześnie odczuwając zaangażowanie i niepowtarzalność, która
wypływa ze świadomości tego, co chcą zaproponować organizatorzy. Przebywające w tej przestrzeni osoby mają okazję do uczestniczenia w żywej kulturze
i sztuce, dziejącej się tu i teraz. Sami właściciele podkreślają ważność komunikacji pomiędzy poszczególnymi inicjatywami oraz fakt wzajemnego „napędzania
się” do jeszcze większej kreatywności i rozwoju. Ciekawym aspektem jest fakt,
że większość z nich czerpie inspiracje z industrialnych możliwości jakie daje ta
przestrzeń i poprzez podkreślenie jej charakteru tworzą własną tożsamość. Również Krzysztof Nawratek w swoich rozważaniach na temat współczesnego rozumienia miasta zwraca na ten fakt uwagę: „To nie przypadek przecież, że przestrzenie postindustrialne są tak popularne wśród artystów. Nie są one pustą
kartką papieru, ale w ramach własnej narracji posiadają oczywiste szczeliny
pozwalające na nowe interpretacje”16. Niech przykładem będzie wystrój Spalonych Słońcem, który opiera się na oryginalnym wyposażeniu pochodzącym
z wielkiego łódzkiego zakładu przemysłu bawełnianego WIMA. Jest to część
szerszej tendencji nadawania nowego życia przedmiotom i przestrzeniom –
w większości lokali OFF Piotrkowskiej znajdziemy przykłady wykorzystania
upcyclingu w kreacji wnętrz. Obok inicjatyw wypływających z samej OFF Piotrkowskiej, pojawiają się tam też imprezy cyklicznie odbywające się w Łodzi,
które wykorzystując popularność oraz wyjątkowość miejsca przenoszą chociażby
część swoich działań na teren dawnej fabryki Ramisha.
Oferując niestandardowe produkty i wydarzenia OFF Piotrkowska staje się
miejscem realizacji miejskiego stylu życia w specyficznym wydaniu, starającym
się zrywać z unifikacją i powierzchownością ponowoczesnej codzienności. Czyni to odpowiadając na najnowsze trendy związane ze zwrotem ku lokalności,
wskazując tu chociażby zainteresowanie żywnością ekologiczną czy modą miejską wytwarzaną przez miejscowych projektantów. W tych przestrzeniach miejskość staje się częścią prezentowanej tożsamości. Przebywające tam osoby,
__________
16
K. Nawratek, 2012, Dziury w całym. Wstęp do miejskich rewolucji, Warszawa 2012, s. 32.
341
uczestniczące w życiu OFF Piotrkowskiej połączone są wspólnym doświadczaniem tego miejsca. To podzielane doświadczenie ma charakter chwilowy, ulotny,
lecz intensywny, skupiający uwagę uczestników na tu i teraz, połączonych „wydarzeniem” – wydarzeniem, które w rozumieniu Turnerowskim może być początkiem zaistnienia communitas17. Jest więc wytworem swoich czasów, niestabilnym, płynnym i zmiennym lecz na tym buduje swoją istotę. Jednocześnie jest
częścią kultury konsumpcyjnej, którą po części kontestuje i z której wyrasta lecz
nie może inaczej zaistnieć jak w jej ramach – również i tu w pewnym wymiarze
sprzedaje się możliwość realizacji owego wspomnianego wcześniej stylu życia.
Co więcej, wzorem wielkich centrów handlowych, również i to miejsce odpowiada na potrzebę zaspokajania w jednej przestrzeni wielu potrzeb. Potencjalny
odbiorca odnaleźć tu może wiele produktów, a poprzez przebywanie w niej kreuje niejako swoją własną „markę”.
OFF Piotrkowska jest więc miejscem, w znaczeniu które zaproponowała
Ewa Rewers: „To zdarzenia produkują miejsca, a nie miejsca wykorzystuje się
jako pojemniki, jako neutralne tło zdarzeń”18. Gdyby nie intensywne i różnorodne działania, wydarzenia odbywające się w tej przestrzeni, ich częstotliwość oraz
popularność – ta pofabryczna przestrzeń w centrum Łodzi byłaby zaledwie jednym z wielu świadectw przeszłości miasta.
Summary
The starting point of this article is the current in the scientific discourse
consideration on the possibility of recovery from the crisis by the cities. Presenting a concrete example of cultural-social activity in the post-industrial Łódź, that
is the business off Piotrkowska Center, I focus on the manifestations confirming
the phenomenon called cities resurgence. Using the tools and concepts grounded
in anthropological discourse, I try to understand the observable fact OFF
Piotrkowska as the venue of the contemporary urban lifestyles. OFF Piotrkowska
Center – is that a response to how the urban as part of the identification can now
be seen and desire?
__________
17
18
V. Turner,: Liminalność i communitas, [w:] Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej. Kontynuacje, red. M. Kempny, E. Nowicka, Warszawa 2004, s. 240–266.
E. Rewers, Post-polis. Wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta, Kraków 2005, s. 73.
342
W KRĘGU KULTURY
MATERIALNEJ
Aleksander Andrzejewski
Tadeusz Grabarczyk
Instytut Archeologii UŁ
Domniemany krąg kamienny w Pruszczu, gm. Gostycyn
I
W sierpniu 2007 r. na zlecenie Urzędu Konserwatorskiego w Bydgoszczy
przeprowadzono badania archeologiczne domniemanego kręgu kamiennego
w Pruszczu, gm. Gostycyn, w północnej części województwa kujawskopomorskiego.
Obiekt znajduje się na wysokim zachodnim brzegu Zalewu Koronowskiego
tuż na południe od nieczynnej linii kolejowej Pruszcz–Terespol Pomorski,
w lesie, na prawym brzegu Brdy, na obszarze leśnictwa Pieńkowo (Nadleśnictwo
Zamrzenica) [obręb 200 a i b, KW 26982]. Znany był już od dość dawna i budził
zainteresowanie nie tylko Urzędu Konserwatorskiego ale i regionalnych badaczy1. Zapewne też, ze względu na dotychczasowe doświadczenie w badaniu
cmentarzysk z podobnymi konstrukcjami (np. w Odrach, czy Leśnie) prace zostały zlecone archeologom z Uniwersytetu Łódzkiego. Badania te miały charakter sondażowo – konserwatorski.
Przyznajemy, że wstępne oględziny konstrukcji utwierdzały nas w przekonaniu, iż mamy do czynienia z obiektem zbliżonym do znanych, pochodzących
z cmentarzyska kultury wielbarskiej w Odrach. Wskazywało na to: podobne
kształty głazów obwodowych, zbliżone wymiary średnicy kręgu a także, co okazało się po rozpoczęciu odsłaniania kamieni obwodowych, występowanie u ich
podstawy niewielkich eratyków. Podobnie też chcieliśmy interpretować, jako
możliwe oznaczenia grobów na części płaskiej ewentualnego cmentarzyska,
kilku eratyków leżących między kręgiem a kopcem.
Wątpliwości zaczęły się pojawiać, kiedy okazało się, że kamienie obwodowe nie są połączone wieńcem zazwyczaj biegnącym dookoła kręgu. Do tego
doszły następne: liczba 12 kamieni na obwodzie okazała się być mocno podejrzana, zważywszy dodatkowo na fakt, że cztery z nich są dokładnie ustawione na
osiach północ-południe i wschód-zachód (przechodząc przez kamień centralny),
__________
1
M. Sass Dzieje Gostycyna i okolicy. Pradzieje. Rycerze. Szlachta. Ziemianie, Bydgoszcz–
Gostycyn 2006, s. 20–21.
345
brak na kamieniach tzw. starych porostów, jakie są znane z cmentarzyska
w Odrach a także obecność wyłącznie jednego obiektu. Uwagę naszą zwrócił
niewysoki kopiec znajdujący się ok. 25 m na NNW od kręgu. Początkowo interpretowaliśmy go jako relikt zniszczonego kurhanu. Dokładne oględziny zasugerowały, że raczej jest to pozostałość nieznanych, niewielkich zabudowań.
II
W pierwszym rzędzie wykonano dokładny szkic sytuacyjny całego terenu.
Naniesiono nań wszystkie kamienie obwodowe kręgu, a także luźno leżące eratyki między nim a kopcem. Następnie rozpoczęto eksplorację kolejno wszystkich
kamieni obwodowych. Później odsłaniano następne kamienie. Wszystkie je zadokumentowano rysując plany w skali 1:20.
Zaobserwowano, że są one przerośnięte korzeniami buków i dębów. Oznaczało to, że ustawione głazy są starsze od wspomnianych wcześniej drzew. Ocena ich wieku, dokonana przez p. Wojciecha Jareckiego, leśniczego Leśnictwa
Pieńkowo, pozwala na stwierdzenie, że mają one pomiędzy 80 a 100 laty.
Kontynuowano odsłanianie głazów oraz nie tyle obstawy, co raczej bruku
kamiennego, na którym były one posadowione, dokumentując także rysunkowo
usytuowanie poszczególnych kamieni. W trakcie prac archeologicznych przyjechała na inspekcję Elżbieta Dygaszewicz z Delegatury Urzędu Konserwatorskiego w Bydgoszczy. Zjawili się także Marek Sass, dyrektor gimnazjum w Gostycynie i autor monografii o dziejach Gostycyna, oraz Marek Świtała, prezes
Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Burchat”. W trakcie dyskusji dopuszczono możliwość, że krąg ustawiono na przełomie XIX i XX w. lub w początkach ubiegłego stulecia. Teren, na którym znajduje się krąg i kopiec, należał do
dóbr kamienickich. Właścicielami Kamienicy była w XIX i początkach XX w.
rodzina von Königsmarcków, z których najbardziej „podejrzanym” o zbudowanie opisywanej konstrukcji był Karl Hans Konstantin von Königsmarck (1839–
1910), landrat powiatu tucholskiego. Krąg podejrzeń można także rozszerzyć
o późniejszych jego właścicieli, rodzinę Górskich, a szczególnie Jana Górskiego
(1899–1839), ostatniego właściciela dóbr kamienickich.
Zaprosiliśmy także na konsultacje lichenologa Ludwika Lipnickiego, który
zwrócił uwagę na stosunkowo „młode” gatunki porostów zalegające na głazach.
Stwierdził on, że brak jest tutaj gatunków, które znane są z cmentarzyska
w Odrach.
Wspólnie z Elżbietą Dygaszewicz zdecydowaliśmy, aby w pierwszej kolejności, po zakończeniu naszych sondaży, wykonać plan sytuacyjno-wysokościowy a następnie w pełni zbadać krąg i następnie go zrekonstruować (m.in. posta-
346
wić wszystkie kamienie obwodowe). Pamiętać przy tym należało, że kwestia
datowania kręgu wciąż pozostawała sprawą otwartą.
Po zakończeniu oczyszczanie wszystkich kamieni obwodowych kontynuowano dokumentację rysunkową. Na tym zakończono wstępne rozpoznanie
kręgu kamiennego w Pruszczu.
Na zakończenie badań raz jeszcze powrócono do kwestii obecności wspomnianego „kopca”. Obecni podczas prac wykopaliskowych leśnicy zwrócili
uwagę na rosnące na nim olbrzymie jałowce. Ich zdaniem, obecność tego gatunku może przede wszystkim świadczyć o stosunkowo niedawnym funkcjonowaniu tutaj siedliska ludzkiego. Podczas badań nie znaleziono żadnego ruchomego
materiału zabytkowego, ani „starożytnego”, ani współczesnego.
III
W świetle naszych dotychczasowych badań należy liczyć się z nowożytną
genezą kręgu kamiennego w Pruszczu. W XIX w. na porządku dziennym były
zainteresowania starożytnością. To wtedy w majątkach budowano romantyczne
świątynie (np. powszechnie znana Arkadia pod Nieborowem2), czy inne obiekty,
które świadczyły o starożytnych korzeniach familii. Na obecnym etapie rozpoznania można domniemywać, że pomysłodawcą tej konstrukcji był właściciel
dóbr kamienickich hrabia Karl Hans von Königsmarck lub jego żona Leontyna
z Wittgensteinów, która niedaleko kręgu posiadała swój niewielki dworek zw.
Leontinenhof (obecnie leśnictwo Pieńkowo). Inspiracją mogły być odkrycia
wczesną jesienią 1874 r. i publikacje Abrahama Lissauera w Odrach3, a także
inne publikacje związane z kręgami kamiennymi na Pomorzu4. Nie można też
wykluczyć, że pomysłodawcami budowy obiektu byli kolejni właściciele Kamienicy, rodzina Górskich a szczególnie Jan Tadeusz Górski i jego żona Teresa
z Plater Zyberków, którzy od 1928 r. zarządzali tym majątkiem. I w tym wypadku niewykluczone są inspiracje archeologiczne. W tymże 1928 r. ukazało się
opracowanie Józefa Kostrzewskiego cmentarzyska w Odrach5. Pamiętajmy też
__________
2
3
4
5
K. Jabłoński, W. Piwkowski, Nieborów, Arkadia, Warszawa 1996.
A. Lissauer, Cromlechs und Trilithen in der Königl. Forst bei Odri am Schwarzwasser,
„Schriften der Naturforschenden Gesellschaft in Danzig“, 1874, III, 3, s. 16–17, tenże, Die
prähistorischen Denkmäler der Provinz Westpreussen und der angrenzenden Gebiete, Leipzig 1887.
G. v. Hirschfeld, Die Steindenkmale der Vorzeit und ihre Bedeutung, „Zeitschrift des
historischen Vereins für den Regierungsbezirk Marienwerder“, 1877, z. 2, s. 55–98.
J. Kostrzewski, Kurhany i kręgi kamienne w Odrach w pow. chojnickim na Pomorzu,
Rocznik Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu 1928, 3, s. 57–95.
347
o niezbyt odległych (60 km) Odrach, które same z siebie mogły być natchnieniem dla jednej bądź drugiej pary.
Nie zmienia to faktu, że historia powstania tego kręgu jest bardzo interesująca i może stanowić przyczynek do próby przekładu materiału archeologicznego
na współczesną architekturę krajobrazu. Sądzimy, że pełne archeologiczne rozpoznanie tej konstrukcji pozwoli na potwierdzenie pierwszej lub drugiej hipotezy. A każda z nich jest bardzo atrakcyjna.
Końcowym akordem byłaby pełna rekonstrukcja kręgu polegająca przede
wszystkim na postawieniu wszystkich głazów obwodowych i ustawieniu kamienia centralnego. Bez względu na wiek, z którym jest on związany, krąg ten stanowi dowód fascynacji czasami bardzo odległymi i jako taki winien być zachowany i szerzej niż dotychczas udostępniony społeczeństwu.
Summary
In 2007 the Conservation Office in Bydgoszcz commissioned archaeological research on a presumed stone circle in Pruszcz, Gostycyn Commune. This
object had been capturing a great deal of interest among explorers for a long
time. Preliminary examination of the construction revealed that it was an archeological object that was similar to some well known ones from the cemetery of the
Wielbark culture in Odry. The features that provoked such an assumption were:
similar shapes of peripheral stones, similar dimensions of the circle diameter as
well as, what was discovered after exposing peripheral stones, there were some
small erratic stones in their bedrock. We would also like to interpret a few erratic
stones lying between the circle and the mound as highly possible marking of
graves from the flat area of a potential cemetery.
However, doubts started to emerge when it turned out that the peripheral
stones were not connected with a wreath usually running around the circle and
that there were no old lichens on the stones. In the light of our research it seems
very likely that the genesis of the examined stone circle in Pruszcz is modern.
The presumable builders could be either Karl Hans Konstantin von
Königsmarck, the Tuchola district head or Jan Górski, the last owner of the
Kamienicki land.
The history of the circle seems extremely interesting and can be a significant example of the impact that archaeological discoveries have on modern architecture of landscape.
348
Mapa topograficzna z lokalizacją kręgu.
Pruszcz, Widok ogólny stanowiska. (fot. autorzy)
349
Pruszcz, Widok kamieni zalegających stanowisko. (fot. autorzy)
Pruszcz, Badania sondażowe. (fot. autorzy)
350
Pruszcz, Widok kamienia obwodowego z obstawą niewielkich eratyków. (fot. autorzy)
Pruszcz, Widok kamienia obwodowego poprzerastanego korzeniami. (fot. autorzy)
351
Pruszcz, Widok kamienia zniszczonego obwodowego. (fot. autorzy)
Pruszcz, Widok łuku badanego kręgu. (fot. autorzy)
352
Maciej Kokoszko
Krzysztof Jagusiak
Zofia Rzeźnicka
Instytut Historii UŁ
Tajemnicza roślina kinara, a zatem o antycznych
karczochach i kardach1
W okresie starożytności i Bizancjum, gdy spożywano znacznie mniej, niż
dziś, mięsa i ryb, a zasiewy zbóż, będących podstawą wyżywienia zarówno elit,
jak i mas, były bardzo narażone na niekorzystne warunki atmosferyczne, choroby
i inne katastrofy powodujące nieurodzaj, rośliny zielone stanowiły niezwykle
istotny składnik codziennego jadłospisu ludzi często zagrożonych długotrwałym
głodem. Były one stosunkowo tanie, powszechnie dostępne i już wówczas charakteryzowały się różnorodnością gatunków i odmian2. Spośród znanego w inte-
__________
1
2
Artykuł został napisany w związku z grantem 2011/01/BHS3/01020.
Literatura naukowa dotycząca warzyw jako elementu diety w starożytności, jest bogata.
Por. na przykład, M.-C. Amouretti, Villes et campagnes grecques, [w:] Histoire de
l’alimentation, eds. J.-L. Flandrin, M. Montanari, Paris 1996 (dalej: Histoire de
l’alimentation), s. 139–140 (Grecja klasyczna); E. Bresciani, Nourritures et boissons de
l’Égypte ancienne, [w:] Histoire de l’alimentation, s. 66–67 (Egipt); M. Corbier, La fève et
la murène: hiérarchies socials des nourritures à Rome, [w:] Histoire de l’alimentation, s.
228 (jako pokarm wieśniaków); G. Sassatelli, L’alimentation des Étrusques, [w:] Histoire
de l’alimentation, s. 186–187 (Etruskowie); A. Spanò Giammellaro, Les Phéniciens e les
Carthaginois, [w:] Histoire de l’alimentation, s. 87, 93–94 (Fenicjanie w tym
Kartagińczycy); A. Dalby, Food in the Ancient World from A to Z, London–New York
2003 (dalej: Food), s. 212–213; 340 (miejsce w diecie); J.M Wilkins, S. Hill, Food in the
ancient world, Malden, Mass.–Oxford 2006, s. 133–135 (rola w diecie); A. Dalby, The flavours of classical Greece (dalej: The flavours), [w:] Flavours and delights. Tastes and
pleasures of ancient and Byzantine cuisine, ed. I. Anagnostakis, Athens 2013 (dalej: Flavours and delights), s. 17–35 (generalna ocena roli w schemacie spożycia). Warzywa jako
element diety w okresie późniejszym por. J. Koder, Gemüse in Byzanz. Die Versorgung
Konstantinopels mit Frischgemüse im Lichte der Geoponika, Wien 1993 (dalej: Gemüse),
passim (podstawowa analiza dla okresu wczesno- i średniobizantyńskiego); tenże, Fresh
vegetables for the capital, [w:] Constantinople and its hinterland, eds. G. Dagron, C. Mango, Cambridge 1995, s. 49–56 (powtórzenie ustaleń z poprzedniej pracy); A.N.J. Louvaris,
Fast and abstinence in Byzantium, [w:] Feast, fast, or famine. Food and drink in Byzantium,
eds. W. Mayer. S. Trzcionka, Brisbane 2005, s. 192, 194–198 (generalia na temat roli
warzyw w okresie średniego i późnego Bizancjum); M. Grünbart, Store in a cool and dry
place: perishable goods and their preservation in Byzantium, [w:] Eat, drink and be merry
353
resujących nas czasach, bogatego zasobu warzyw pewną rolę odgrywały rośliny
dzikie, które występowały licznie w pobliżu ludzkich siedlisk i stanowiły naturalny element otoczenia. Wedle II-wiecznego autorytetu jakim był Galen z Pergamonu (a później podążający jego śladem bizantyńscy autorzy), nieudomowioną florę jadalną można było podzielić na trzy grupy: pędy młodych drzew
i krzewów, dzikie odmiany jarzyn znany dobrze z ówczesnych warzywników
oraz rośliny kolczaste (osty)3.
Ostatnia z wymienionych tutaj grup nosiła grecką nazwę ákanthai. W niniejszym artykule zamierzamy szerzej przedstawić jednego z jej przedstawicieli,
mianowicie tajemniczą roślinę określaną jako kinára, którą zwykle identyfikuje
się jako karczoch (Cynara scolymus L.) lub kard (Cynara cardunculus L).
W przypadku pierwszej z nich konsumuje się dzisiaj dna niedojrzałych w pełni
kwiatostanów, podczas gdy w drugiej sztuka kulinarna ceni jej mięsiste ogonki
liściowe. Analizowane przez nas dane wskazują, że w czasach, którymi się interesujemy, a więc pomiędzy II a VII w., znano protoplastę dzisiaj uprawianych
3
(Luke 12:19). Food and wine in Byzantium. In honour of Professor A.A.M. Bryer, eds. L.
Brubaker, K. Linardou, Aldershot, Hampshire 2007 (dalej: Eat, drink), s. 43–45 (rola
warzyw i sposoby ich przechowania); J. Koder, Stew and salted meat – opulent normality
in the diet of every day?, [w:] Eat, drink, s. 66–67 (warzywa a inne grupy pokarmowe); M.
Kokoszko, K. Jagusiak, Warzywa w kuchni i dietetyce późnego antyku oraz wczesnego
Bizancjum (IV–VII w.). Perspektywa konstantynopolitańska, „Piotrkowskie Zeszyty Historyczne” 12, 2011 (dalej: Warzywa), s. 34–52: M. Kokoszko, Smaki Konstantynopola, [w:]
Konstantynopol. Nowy Rzym. Miasto i ludzie w okresie wczesnobizantyńskim, red. M. J.
Leszka, T. Wolińska, Warszawa 2011, s. 516–529 (najistotniejsze warzywa, ich ocena dietetyczna oraz zastosowania kulinarne).
Dane Galena były już po części analizowane w literaturze naukowej – J.M. Frayn, Wild and
cultivated plants. A note on the peasant economy of Roman Italy, „The Journal of Roman
Studies” 65, 1975, s. 37. O roli dzikich roślin jako pokarmu w starożytności także por. M.
Clark Forbes, The pursuit of wild edibles, present and past, „Expedition” 19, 1976, s. 12–
18; taż, Farming and foraging in prehistoric Greece: a cultural ecological perspective, [w:]
Regional variation in modern Greece and Cyprus: toward a perspective on the ethnography
of Greece, eds. M. Dimen, E. Friedl, New York 1976, s. 127–142; H. Sancisi-Weerdenburg,
Persian food. Stereotypes and political identity, [w:] Food in Antiquity, eds. J. Wilkins, D.
Harvey, M. Dobson, Exeter 1999 (dalej: Food in Antiquity), s. 288–292; A. Dalby, Food, s.
350; J.P. Alcock, Food in the ancient world, Westport, Connecticut – London 2006, s. 55–
56; A. Dalby, The flavours, s. 24. Rola dzikich roślin w Bizancjum – M. Kokoszko, K. Gibel-Buszewska, Dieta mnichów syryjskich. Komentarz do terminu autofya lachana (αὐτοφυᾶ λάχανα) w Historia religiosa Teodoreta z Cyru (dalej: Dieta mnichów syryjskich),
[w:] Omnia tempus habent. Miscellanea theologica Vincentio Myszor quadragesimum annum laboris celebranti ab amicis sodalibus discipulisque oblata, red. A. Reginek, G.
Strzelczyk, A. Żądło, Katowice 2009, s. 145–156; M. Kokoszko, K. Jagusiak, Warzywa, s.
48–52; I. Anagnostakis, Byzantine diet and cuisine. In between ancient and modern gastronomy, [w:] Flavours and delights, s. 48, 51; tenże, Eating flowers, [w:] Flavours and delights, s. 73; tenże, The emperor’s salad, [w:] Flavours and delights, s. 171.
354
gatunków4, przy czym spożywano zarówno jego kwiatostany, jak i łodygi.
O większej uniwersalności owego warzywa pod względem zastosowań gastronomicznych wnioskujemy jasno z pochodzącego z IV/V w. łacińskiego traktatu
De re coquinaria, gdzie spotykamy dwa terminy odnoszące się do interesującej
nas jarzyny. Pierwszy z nich, to znaczy sfondylus lub fundilus5, który skądinąd
znamy też w jego greckiej wersji brzmiącej sfóndylos, oznaczał z pewnością
część kwiatostanu, gdyż Galen nazywał ten przysmak „głową”6 rośliny kinára.
Drugie określenie brzmi carduus7 i zapewne, jak również wypada konstatować
na podstawie danych dostarczonych przez greckiego autora dzieła De alimentorum facultatibus, odnosiło się do zielonych łodyg tegoż warzywa8.
Mieszkańcy Hellady nazywali roślinę, którą się tutaj zajmujemy, kinára lub
też káktos. Łacińskim odpowiednikiem tych określeń było wzmiankowane już
słowo carduus. Z pewnością nie była to jarzyna bardzo popularna w świecie
grecko-rzymskim i bizantyńskim, na co wskazują ograniczone dane literackie
__________
4
5
6
7
8
Clifford A. Wright uważa nawet, iż rośliny dzisiaj klasyfikowane jako Cynara scolymus L.
nie istniały w starożytności i czasach wczesnego Bizancjum jako samodzielny gatunek,
a karczochy zostały wychodowane w skutek działania ogrodników arabskich na Sycylii dopiero pomiędzy IX a XI w., por. C.A. Wright, Did the ancients know the artichoke?,
„Gastronomica. The Journal of Food and Culture” 9, 2009, nr 4, s. 21–28, zwłaszcza 22, 27.
Popiera on w ten sposób znaczenie wcześniejsze ustalenia Georges’a Gibault (Le cardon et
l’artichaut, Paris1907, s. 4. oraz Histoire de légumes, Paris 1912, s. 16), zaprzeczając
ustaleniom Jacques André (Lexique de termes de botanique en latin, Paris 1956 [dalej:
Lexique], s. 72), który twierdził, że autorzy łacińscy używając terminu carduus rozmieli
przez niego roślinę zwaną dzisiaj karczochem. Nie chcąc negować tych ustaleń, sugerujemy, że zestawienie danych uzyskanych ze zbioru De re coquinaria oraz z Galenowego De
alimentorum facultatibus wskazuje, że roślina, o której mówią powyższe źródła, łączyła
w sobie walory nowożytnych karczochów i kardów, a, różniąc się od nich, była raczej protoplastą obu niż tylko poprzednikiem jadanych dzisiaj Cynarae cardunculi. Uważamy nadto, że dotychczasowa identyfikacja kinára z karczochem, którą promowaliśmy w naszych
rozważaniach, jest nieprecyzyjna w świetle najnowszych badań. Korygujemy zatem stanowisko prezentowane w cytowanym już artykule Macieja Kokoszko i Katarzyny GibelBuszewskiej (Dieta mnichów syryjskich, s. 145–156) oraz Macieja Kokoszko i Krzysztofa
Jagusiaka (Warzywa, s. 34–52).
Sformułowania te występują w sześciu przepisach tam zawartych. Por. Apicjusz, De re
coquinaria, III, 20, 1–6.
Galen, De alimentorum facultatibus, 637, 3, Kühn VI (kefalé).
Termin ten w trzech recepturach. Por. Apicjusz, De re coquinaria, III, 19, 1–3.
Ponieważ sfóndylos/sfondylus, wedle danych Galena, był kwiatostanem, określenie carduus
odnosiło się zapewne do innych jadalnych części tej rośliny, a zatem do jej ogonków liściowych. Pewności nabywany, analizując poprzedzający pojawienie się terminu sfóndylos
fragment traktatu De alimentorum facultatibus. Lekarz pisał tam bowiem, że kinára nadaje
się do spożycia przed stwardnieniem, który to proces definiował jako zdrewnienie – Galen,
De alimentorum facultatibus, 636, 10–14, Kühn VI. Z wiedzy ogólnej opartej na doświadczeniu wynika, iż to ostatnie zjawisko zachodzi nie ma powierzchni liści, ale w zewnętrznej
warstwie ogonków liściowych. Autor wskazuje też, że proces ten zmienia właściwości dietetyczne kinára jako pokarmu.
355
z tego kręgu. Stąd wynikają trudności w sprecyzowaniu poglądów dotyczących
kinára, a skutkiem tego jest brak wyczerpujących informacji i zdecydowanych
rozstrzygnięć w literaturze przedmiotu9. Dodać wypada, że dotychczasowe rozważania uczonych nowożytnych pomijają zwykle źródła medyczne jako potencjalny rezerwuar informacji10. Tymczasem dane zaprezentowane przez Galena
i powtarzane przez późniejszych specjalistów w dziedzinie sztuki lekarskiej,
sugerują, że warzywo to należało do zasobu roślin dzikorosnących, a zatem wcale, lub w tylko w ograniczonym stopniu, udomowionych w okresie pomiędzy II
a VII w. Konstatujemy jednak, że osiągnęło ono w II w., kiedy Galen praktykował i tworzył swoje traktaty, już pewien stopień popularności wśród smakoszy
i to właśnie dlatego autor ten poświęcił jego charakterystyce dość dużo miejsca,
odnosząc się zarówno do jej cech jako pokarmu jak i dając rady na temat przygotowania pod względem kulinarnym11. Nadto wnioskować możemy, że, gdyby jej
pozycja nie była utrwalona od rzeczonego II stulecia, to nie odnajdowalibyśmy
wzmianek na ten temat u następców Galena i w literaturze stricte gastronomicznej, a zatem w zbiorze De re coquinaria12. Właśnie owa zwiększająca się popularność była też zapewne przyczyną zainteresowania kinára przejawianym przez
nowe ludy zaznaczające swoją obecność na terenach dawniej będących pod władaniem Imperium Romanum, a impulsem zmian i ostatecznego pojawienia się
karczocha i kardu uprawnego w basenie Morza Śródziemnego były dopiero pozytywne przemiany w rolnictwie, jakie stanowiły następstwo, błyskotliwych
i rujnujących bizantyński porządek rzeczy na Bliskim Wschodzie i w Afryce
Północnej, najazdów arabskich z VII wieku13. Przemiany te polegały na defini-
__________
9
10
11
12
13
Informacje, które posiadamy są dość ograniczone i ogólne. Por. E. Lewis Sturtevant, History of garden vegetables (Continued), „The American Naturalist”, 21, 1887, nr 2, s. 126–129
(karczoch); tenże, History of garden vegetables (Continued), „The American Naturalist”,
21, 1887, nr 6, s. 525–527 (kard); J. André, Lexique, s. 72, 90 (por. zmienione stanowisko,
które sugeruje, że autorom antycznym chodziło raczej o kardy – tenże, Le noms de plantes
dans la Rome antique, Paris 1985, s. 55); A. Dalby, Dangerous tastes. The story of spices,
London 2002, s. 139; tenże, Food, s. 28; tenże, Flavours of Byzantium, Blackawton, Totnes, Devon 2003, s. 150, 154–155; J. Koder, Gemüse, s. 79; M. Toussant-Samat, Histoire
de la nourriture naturelle et morale, Paris 1997, s. 825.
Przykładem tej tendencji jest najnowszy artykuł Clifforda A. Wright’a oraz wcześniejsze
rozważania Andrew Dalby’ego (Food, s. 28).
Stosunkowo bogaty zasób informacji w De alimentorum facultatibus stanowi ostry kontrast
do bardzo ograniczonych danych w dziele De materia medica autorstwa Dioskuridesa (por.
poniżej), które zwykle jest dla Galena podstawowym źródłem doktryn na temat wartościach
dietetycznych i leczniczych roślin. Domyślać się zatem wypada, że charakterystyka kinára
była w dużej mierze oparta na doświadczeniu osobistym Galena, a bodźcem do jej skomponowania był wzrost spożycia tego warzywa w okresie, gdy lekarz tworzył swe dzieło,
a więc około 180 r.
Autorzy tego zbioru wzmiankowali go aż w dziesięciu recepturach.
Podsumowując, można stwierdzić, że wyhodowanie nowożytnych karczochów należy
przypisać ogrodnikom arabskim – A. M. Watson, Agricultural innovation in the early Isla-
356
tywnym udomowieniu interesującego nas warzywa przez Arabów, a następnie
otrzymaniu (pomiędzy IX a XI w.) dwu odrębnych gatunków, z których jeden
dawało jadalne kwiatostany14, drugi zaś miał smaczne ogonki liściowe15.
O znaczeniu i zainteresowaniu protoplastami karczochów i kardów świadczą rozdziały poświęcone pojęciom kinára16 i káktos17 w Deipnosofistach Atenajosa z Naukratis (II w.). Znajdujemy je także we wcześniejszej Historia plantarum Teofrasta (IV/III w. p.n.e.). Autor ten utrzymywał, że owe warzywa rosły
tylko w niektórych rejonach świata śródziemnomorskiego, konkretnie na Sycylii18, natomiast nie spotykano ich w Grecji właściwej19 (kojarzono z nimi raczej
ziemie leżące na wschodzie, nad Morzem Kaspijskim i dalej na terenach ciągnących się aż do Indusu20). Trudno jednak stwierdzić, na ile ten stan rzeczy utrzymał się w późniejszym okresie, czyli w czasach będących przedmiotem naszego
zainteresowania. Pliniusz (I w.) napisał, że rośliny te występowały głównie na
Półwyspie Iberyjskim, co być może świadczy o ich stopniowym rozprzestrzenianiu się w basenie Morza Śródziemnego ku zachodowi21.
Gdy chodzi o kwestie kulinarne związane z analizowanym warzywem, to
wiemy, że spożywano je bezpośrednio po wycięciu z ziemi, ale często też konserwowano w słonej (Galen nazywa ją hálme22) i kwaśnej zalewie (z dodatkiem
14
15
16
17
18
19
20
21
22
mic world. The diffusion of crops and farming techniques, 700–1100, Cambridge, 1983, s.
64–65, 177–178; G. Sonnante, D. Pignone, K. Hammer, The Domestication of artichoke
and cardoon. From Roman times to the genomic age, „Annals of Botany” 100, 2007, s.
1095–1100; C.A. Wright, dz. cyt., s. 25–27.
Był to dzisiejszy karczoch.
Był to dzisiejszy kard.
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści, II, 82, 1–29 (Kaibel 70 a–d).
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści, II, 83, 1–84, 18 (Kaibel 70 d–71 c).
Teofrast, Historia plantarum, VI, 4, 10, 1. Badania genetyczne zdają się uprawdopodabniać, że nowożytne karczochy rzeczywiście pochodzą z Sycylii – D. Pignone, G. Sonnante,
Wild artichokes of south Italy. Did the story begin here?”, „Genetic Resources and Crop
Evolution”, 51, 2004, s. 577–580; C.A. Wright, dz. cyt., s. 25.
Por. rozważania autora na temat omawianej rośliny – Teofrast, Historia plantarum, VI, 4,
10, 1 – 11, 9 (káktos).
Atenajos z Naukratis, Deipnosofiści, II, 70 a–c (Kaibel 82, 4–20). Ten zakres geograficzny
wzbudza wątpliwości, czy autorzy opisywali w rzeczywistości protoplastę karczochów
i kardów.
Pliniusz, Historia naturalis, XIX, 43, 152. Zdajemy sobie sprawę, że może to równie dobrze po prostu świadczyć o przeoczeniu Teofrasta. Por. C. A. Wright, dz. cyt., s. 25.
A. Dalby, Food, s. 291; M. Kokoszko, Delikatesy i medykamenty. Komentarz na temat
znaczenia terminu „halme” (ἅλμη) w antycznych i bizantyńskich źródłach greckich, „Przegląd Nauk Historycznych” 6, 2007, nr 1–2, s. 91–107. Konserwowaniu innych produktów,
zwłaszcza ryb – M. Kokoszko, Kuchnia i dietetyka późnego antyku oraz Bizancjum. Kilka
uwag na temat spożycia, sporządzania, przyrządzania, wartości dietetycznych i zastosowań
medycznych konserw rybnych w antycznej i bizantyńskiej literaturze greckiej, „Acta
Universitatis Lodziensis, Folia Historica” 80, 2005, s. 7–25.
357
octu winnego)23. Jeśli chodzi o zastosowania tej rośliny w kuchni antycznej, to
naszym głównym źródłem wiadomości pozostaje dzieło De re coquinaria. Anonimowy autor przepisu zalecał w nim podanie łodyg interesującego nas warzywa
w sosie rybnym, z oliwą i jajkami na twardo24, albo w zalewie z garum, oliwy,
miodu i różnych kombinacji ziół25. Natomiast dna kwiatostanów proponowano
smażyć w sosie rybnym na winie26, w osolonym oleju z oliwek i winie przyprawionym pieprzem i świeżą kolendrą27, a potem podać w mieszaninie wina
z rodzynek, garum i oliwy (z dodatkiem miodu, pieprzu, nasion selera i ruty)
zagęszczonej skrobią (amylum)28, lub w innej, gdzie obok sosu rybnego występuje moszcz winny i oliwa (z dodatkiem ziół)29. Cardui można było też usmażyć
i polać sosem, którego podstawą było wino z rodzynek, amylum, olej z oliwek
i garum30 albo upiec z dodatkiem osolonej oliwy i posypać pieprzem31, czy
wreszcie ugotować, rozetrzeć i podać razem z soczewicą, zieleniną i przyprawami, sosem ze sfermentowanych ryb, octem, moszczem winnym i miodem32.
Skądinąd wiemy, że starano się metodami rolniczymi jeszcze przed zebraniem
plonów i przystąpieniem do gotowania, aromatyzować rośliny, by po zebraniu
były smaczniejsze. Robiono tak, sadząc je obok wawrzynu albo mocząc nasiona
w mleku z miodem, soku z róży, bądź z lilii33.
Roślina ta była obiektem zainteresowania medyków całego okresu pomiędzy II a VII w. Pisali o niej: nieco wcześniejszy Dioskurides (I w.)34, a następnie
__________
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
Galen, De alimentorum facultatibus, 623, 10, Kühn VI. O konserwowaniu káktos w hálme
pisała też wcześniej Teofrast, co wskazuje na stałość tej praktyki – Teofrast, Historia plantarum, VI, 4, 10, 7–8. Na temat przechowywania żywności (w tym również roślin zielonych) por. H. Forbes, L. Foxhall, Ethnoarchaeology and storage in ancient Mediterranean.
Beyond risk and survival, [w:] Food in Antiquity, s. 69–86; M. Grünbart, Store in a cool
and dry place: perishable goods and their preservation in Byzantium, [w:] Eat, drink, s.
39–49. Por. szczególnie jego uwagi o przechowywaniu roślin (s. 43–45) oraz o soleniu pożywienia (s. 47–48).
Apicjusz, De re coquinaria, III, 19, 1. W zbiorze De re coquinaria znaczną rolę odgrywają
stosunkowo skomplikowane sosy modyfikujące smak potrawy, do której były dodawane.
O sosach tych zob. J. Solomon, The Apician sauce. Ius Apicianum [w:] Food in Antiquity,
s. 115–131; M. Kokoszko, Sosy w kuchni greckiej. Garum (γάρος) i pochodne, „Vox Patrum” 26, 2006, nr 49, s. 289–298.
Apicjusz, De re coquinaria, III, 19, 2–3.
Apicjusz, De re coquinaria, III, 20, 1.
Apicjusz, De re coquinaria, III, 20, 2.
Apicjusz, De re coquinaria, III, 20, 3.
Apicjusz, De re coquinaria, III, 20, 4.
Apicjusz, De re coquinaria, III, 20, 5.
Apicjusz, De re coquinaria, III, 20, 6.
Apicjusz, De re coquinaria, V, 2, 1.
Geoponica, XII, 39, 4; XII, 39, 9.
Dioskurides, De materia medica, III, 8, 1, 6.
358
Galen w rozdziale o roślinach kolczastych35, a potem także Orybazjusz36 (IV w.),
Aecjusz z Amidy37 (VI w.), Paweł z Eginy (VII w.), który wzmiankował go
w zbiorowym fragmencie o warzywach38, a nadto anonimowy kompilator traktatu De cibis (VII w.)39. Ocena dietetyczna rośliny kinára była raczej surowa
i jednolita na przestrzeni interesujących nas stuleci. Pierwszą szczegółową jej
charakterystykę przedstawił autor De alimentorum facultatibus. Zapewne zatem
to dopiero w II w. osiągnęła ona na tyle znaczącą pozycję jako element menu, by
poddać ją analizie dietetycznej. Według Galena warzywo to zawiera w sobie złe
soki, zwłaszcza kiedy staje się twarde, to znaczy zdrewniałe. Wówczas owe
chymoí (z natury swej rzadkie i mające cechy żółci) stymulują produkcję materii
melancholicznej. Medyk twierdził, że kinárai należy jeść dopiero po dokładnym
ugotowaniu, podawać z oliwą z oliwek, garum, winem oraz z dodatkiem kolendry. Można też było wedle niego obyć się bez owego sosu, jeśli usmażyło się
łodygi interesującego nas warzywa na patelni. Wszystkie wyliczone sposoby
przyrządzania, a zwłaszcza dodatki takie jak oliwa, garum i wino, miały prawdopodobnie zabezpieczyć konsumentów przed niebezpieczeństwami niesionymi
przez nagromadzenie się w ich organizmach nadmiaru jednego z czterech humorów – czarnej żółci40. Ewaluacja dana przez Galena musiała zostać następnie
uznana za wystraczająco wyczerpującą i dogłębną, ponieważ powtarzali ją, bez
istotnych zmian, autorzy wszystkich wymienianych źródeł medycznych powstałych później w okresie do VII w., a ta niezmienność doktryn jest typowa dla
całego dorobku dietetycznego poddanego przez nas analizie.
Interesująca nas roślina właściwie nie występuje w procedurach medycznych. Paweł z Eginy pisał tylko o niej41 jako składniku swego rodzaju farby do
barwienia włosów, która używana była w celu ich przyciemniania42. Nadto
w księdze VII swej Epitome pozostawił nam informacje, że kinára mogła być
używana jako zamiennik korzenia szczawiu (lápathon)43, a części podziemne
aspalatu (Aspalathus L., inaczej jasplinu lub czerwonokrzewu, a zatem rośliny
__________
35
36
37
38
39
40
41
42
43
Galen, De alimentorum facultatibus, 635, 17–637, 4, Kühn VI. O samej kinára por. Galen,
De alimentorum facultatibus, 636, 8–637, 4, Kühn VI.
Orybazjusz, Collectiones medicae, II, 11, 1, 1–4, 6. Orybazjusz właściwie cytował Galena.
O kinára por. Orybazjusz, Collectiones medicae, I, 11, 4, 1–6.
Aecjusz z Amidy, Iatricorum libri, I, 200, 1–6.
Paweł z Eginy, Epitome, I, 1, 74, 1–34. O kinára por. Paweł z Eginy, Epitome, I, 1, 74, 1,
16–19.
De cibis, 14, 26; 17, 2.
Uwagi Galena znajdują odzwierciedlenia w cytowanych recepturach ze zbioru De re coquinaria.
Paweł z Eginy, Epitome, III, 2, 3, 3.
Paweł z Eginy, Epitome, III, 2, 3, 1–8.
Paweł z Eginy, Epitome, VII, 25, 17, 6. Na temat szczawiu – A. Dalby, Food, s. 306–307.
359
z rodzaju bobowatych; aspálathon44)45 stanowiły substytut korzenia charakteryzowanej przez nas rośliny. Dodajmy, że korzeń szczawiu46 stosowany był, na
przykład, w leczeniu śledzony47, gdy aspalat48 w kuracjach wątroby oraz dolegliwości klatki piersiowej49.
Z przedstawionych powyżej informacji wynika, że roślina określana jako
knára i kojarzona współcześnie z karczochem lub kardem, była w istocie dzikorosnącym przodkiem obu wymienionych. Pomimo tego, że, jak wszystkie inne
nieudomowione warzywa z grupy akanthóde, do których w antyku i Bizancjum
zaliczano kinára, uważana była ona za pokarm raczej niekorzystnie wpływający
na organizm ludzki, trafiała nierzadko na stoły ówczesnych konsumentów.
Wprawdzie wynikało to zapewne głównie z konieczności i spowodowane było
niedoborami w diecie, ale źródła wyraźnie pokazują, że kinára stanowić mogła
także podstawę bardziej skomplikowanych i wieloskładnikowych dań, których
z całą pewnością nie można uznać za pożywienie biedoty, czy też pokarm ludzi
dotkniętych klęską głodu. Okazuje się zatem, że już w starożytności kínára cieszyła się pewnym uznaniem, choć prawdziwy przełom w jej znaczeniu przyniosły dopiero zmiany, które zaszły po VII w., polegające na jej ostatecznym udomowieniu i wyodrębnieniu z niej wspomnianych już dwóch gatunków:
karczocha i kardu. Natomiast zbadane przez nas źródła powstałe w okresie będącym przedmiotem naszych dociekań nie przekazują żadnych bezpośrednich informacji dotyczących zastosowań kinára w procedurach medycznych, a o ewentualnym użyciu tej rośliny w lecznictwie możemy co najwyżej domyślać się
przez analogię.
Summary
The article focuses of the history, dietetic, culinary and medical applications of the plant which was called kínara in Greek. The analyzed data suggest
that the above-mentioned edible was a wild-growing thistle classified by ancient
scholarship as a vegetable belonging in the class of akanthóde, i.e. thorny plants.
Usually it was eaten by rural population, profited from especially in the time of
hunger as emergency food (and that is why it was salted to provide supply kept
__________
44
45
46
47
48
49
Na temat występowania tego terminu w literaturze klasycznej – J. Yates, On the use of the
term acanthus, acanthion, etc., in the ancient classics, [w:] The classical museum. A journal of philology and of ancient history and literature, ed. L. Schmitz, vol. III, Cambridge–
New York–Melbourne–Madrid–Cape Town–Singapore–São Paolo–Delhi–Mexico City
2013, s. 6–8.
Paweł z Eginy, Epitome, VII, 25, 17, 7.
Paweł z Eginy, Epitome, III, 49, 3, 15.
Paweł z Eginy, Epitome, III, 49, 1, 1–3, 23.
Paweł z Eginy, Epitome, VII, 11, 40, 4.
Paweł z Eginy, Epitome, VII, 11, 40, 1–5.
360
to meet such hardships) but our sources also indicate that it was a gourmet’s
choice (which is attested to by recipes in De re coquinaria). It was not highly
evaluated by ancient and early Byzantine dietetics (from Galen of Paul of Aegina) and played a marginal role as medication. The plant was domesticated as late
as between the IXth and the XIth century by Arab gardeners to evolve into the
modern day artichokes and cards.
361
Anna Marciniak-Kajzer
Instyut Archeologii UŁ
O archeologicznej fascynacji skansenami1 czyli o ginącym
świecie przedmiotów
W polskiej archeologii badanie wsi z czasów w pełni historycznych (to
znaczy od średniowiecza do dziś) do niedawna miało charakter raczej incydentalny, właściwie jedynie teren Dolnego Śląska doczekał się pełniejszej publikacji
na ten temat2. Wprawdzie w pracy tej, traktującej o późnośredniowiecznym
osadnictwie wiejskim, uwzględniono aż 218 stanowisk, to jedynie nieliczna ich
część doczekała się szerzej zakrojonych badań wykopaliskowych.
Tak więc, niewiele wiemy o różnicach w rozplanowaniu wsi z różnych rejonów kraju, typie i przemianach budownictwa, a przecież to właśnie osadnictwo
wiejskie dominowało w krajobrazie średniowiecznej i nowożytnej Polski. Podobnie słabo poznaliśmy, jak dotychczas, kulturę materialną chłopów.
Zupełnie inaczej rozwija się ten nurt badań u naszych południowych sąsiadów. Na terenach Słowacji, Moraw i Czech prowadzone są wykopaliska i poszukiwania powierzchniowe na terenach tak zwanych zanikłych wsi3. Do popularności tego typu badań z pewnością przyczynił się fakt, że w wyniku wojen
husyckich, część średniowiecznych wsi przestała istnieć, co w pewien sposób
ułatwia prowadzenie tych poszukiwań. Na terenie Polski obiecującym tematem,
który należałoby podjąć, jest badanie wsi, które zostały opuszczone w wyniku
masowych przesiedleń dużych grup ludności po drugiej wojnie światowej. Ta
problematyka czeka jednak na zainteresowanie badaczy.
Dla okresu późnego średniowiecza badania wsi powinno się rozumieć bardziej jako studia osadnicze, a czasami badania „wędrujących wsi”, których granice na przestrzeni wieków systematycznie się zmieniały, a cała wieś faktycznie
__________
1
2
3
Mam tu na myśli muzea tradycyjnego budownictwa ludowego.
K. Fokt, Późnośredniowieczne osadnictwo wiejskie na Dolnym Śląsku w świetle badań
archeologicznych, Kraków 2012.
Jedną z najnowszych publikacji na ten temat jest artykuł: Z. Měřínský, Die „Villa deserta”
als Problem der mährischen Mediävistik (Archäologie und Geschichte), „Archaeologia Historica”, t. 33, 2008, s. 9–26, tam starsza literatura. Po polsku ukazało się omówienie badań
na Morawach: L. Kundera, Z. Měřínský, Przegląd dotychczasowych badań opuszczonych
wsi na Morawach, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej, R. 33, 1985, nr 1–2, s. 81–89;
Badania takie prowadzone są również w Europie Zachodniej: M. Beresford, J. Hurst, Desert medieval villages, Lutterworth 1973.
363
zmieniała lokalizację. Jak dotychczas badania tego typu dotyczyły okolic Burzenina, Spicymierza i Piotrawina nad Wisłą4. Przeglądu dotychczasowych studiów
na ten temat dokonał kilka lat temu L. Leciejewicz5, choć tu zaznaczyć wypada,
że badania mikroregionów osadniczych znacznie częściej prowadzone są dla
wcześniejszego średniowiecza. O stanie badań dotyczących wsi późnośredniowiecznych i nowożytnych najlepiej może świadczyć tytuł kolejnej pracy na ten
temat – Terra incognia – wydanej w ramach serii Acta Archaeologica Lodziensia6.
Jeśli zadamy sobie pytanie, dlaczego badania osad wiejskich nie są popularne wśród archeologów, odpowiedź będzie raczej prozaiczna – najprawdopodobniej ze względu na mniej spektakularne ich wyniki. Nie odkryjemy tam przecież ani kamiennych fundamentów monumentalnych budowli, ani bogatego
zbioru militariów, czy interesujących kafli piecowych.
Archeolog, badając stanowisko osadnicze, nie od razu może określić z jakiego typu stanowiskiem ma do czynienia. W wyniku badań w Piotrawinie, które
miały miejsce w latach 1969–1970, odkryte relikty zinterpretowano jako zabudowania wiejskiej plebanii7. Jako w pełni planowe badania osady wiejskiej potraktować natomiast trzeba wykopaliska w Kościelnej Wsi na Kujawach. Prace
te, które miały miejsce w latach 1987–1988, stanowiły część szeroko zakrojonych badań mikroregionu osadniczego, w skład którego wchodził średniowieczny dwór rycerski (tzw. gródek stożkowaty), wieś, kościół i pozostający wówczas
w ruinie dwór z XIX wieku. Na obszarze zajętym przez średniowieczną wieś
odkryto relikty trzech domostw i pozyskano liczny (5 925 szt.) zbiór artefaktów8.
Kolejne dwa stanowiska wiejskie, które doczekały się badań wykopaliskowych to młyny. Pierwszy z nich zlokalizowano w Otalążce w powiecie grójeckim. Badania przeprowadzone w 1968 roku doprowadziły do odnalezienia pozostałości drewnianych urządzeń młyńskich9. Niestety niewielka ilość odnalezionych ruchomości nie pozwoliła na precyzyjniejsze datowanie odkrytych relik-
__________
4
5
6
7
8
9
Rozwój osadnictwa w rejonie Burzenina nad Wartą od VI do XIV w., red. J. Kamińska,
Wrocław 1970; T. Poklewski, Spicymierska włość grodowa w średniowieczu. Obraz gospodarczy, Łódź 1975; M. Sułowska, Piotrawin nad Wisłą. Średniowieczny mikroregion
osadniczy, Warszawa 1984.
L. Leciejewicz, Opuszczanie wsi w Polsce średniowiecznej, [w:] Život v archeologii středověku, red. J. Kubková, J. Klápště, M. Ježek, P. Meduna, Praha 1997, s. 427–432.
Terra incognita. Archeologiczne studia nad późnośredniowieczną i nowożytną wsią, Acta
Archaeologica Lodziensia, nr 57, red. W. Świętosławski, Łódź 2011.
M. Sułowska, Piotrawin nad Wisłą ...
Kajzer L. Średniowieczna i nowożytna Kościelna Wieś w świetle archeologicznych badań
terenowych, [w:] Budownictwo obronno-rezydencjonalne Kujaw i ziemi dobrzyńskiej, cz.
III, Kościelna Wieś na Kujawach. Studium osadnicze, red. L. Kajzer, Łódź, s. 128–133,
107–158.
W. Bender, Młyn z początku XIII wieku na południowym Mazowszu, „Kwartalnik Historii
Kultury Materialnej”, R. 22, 1974, nr 2, s. 213–227.
364
tów. Nieco później, bo w 1975 roku przeprowadzono wykopaliska w miejscu,
gdzie znajdował się kolejny średniowieczny młyn – w miejscowości Ptakowice
w powiecie brzeskim. Odkryto tam liczne fragmenty drewnianych urządzeń
wodnych. Na podstawie odnalezionych zabytków stwierdzono, że młyn mógł
funkcjonować od końca XIII do pierwszej połowy XV wieku10.
W chwili obecnej perspektywy badań historycznych wsi rysują się jednak
lepiej. Program badań wyprzedzających duże inwestycje budowlane (np. autostrady) stwarza okazję do prowadzenia wykopalisk na wszystkich typach stanowisk, można więc mieć nadzieję, że w niedługim czasie powiększy się nasza
wiedza również na temat wsi. W związku z tym, opisywane poniżej badania,
w zasadzie, można by lokalizować podając numer autostrady.
Jako przykład takich badań reliktów wsi późnośredniowiecznej, trzeba
przytoczyć wykopaliska przeprowadzone na stanowiskach Pomorzany i Pomorzanki, na trasie budowy autostrady A1, na granicy historycznego Łęczyckiego
i Mazowsza Rawskiego11. Pomorzany były folwarkiem szlacheckim, a Pomorzanki wsią chłopską. Osadnictwo na tym terenie rozwijało się między czwartą
ćwiercią XIV wieku, a końcem wieku XVIII12. Na trasie tej samej autostrady
natrafiono na kolejne relikty młyna. Odkryto je na terenie obecnej wsi Mniszek
w powiecie świeckim. W czasie badań, które przeprowadzono w latach 2006–
2007, zidentyfikowano pozostałości urządzeń wodnych i fragmenty drewnianego
koła młyńskiego, co należy uznać za znalezisko absolutnie wyjątkowe13.
Na trasie drugiej z budowanych autostrad (A2) w latach 2000–2001 przeprowadzono badania wykopaliskowe w miejscowości Sługocinek. Odkryto tam
relikty budynków mieszkalnych i ślady działalności gospodarczej, dwie studnie,
dwa groby szkieletowe, a nawet skarb srebrnych monet. Liczne zabytki ruchome,
w tym przedmioty codziennego użytku, militaria i ozdoby pozwoliły stwierdzić,
że osada rozpoczęła swoje funkcjonowanie pod koniec wieku XII14. Również na
trasie A2 niedaleko Zgorzelca, w miejscowości Strzelno, zidentyfikowano pozostałości średniowiecznej wsi. Badania na autostradzie A4 przyniosły rozpozna-
__________
10
11
12
13
14
Z. Bagniewski, P. Kubów, Średniowieczny młyn wodny z Ptakowic na Dolnym Śląsku,
„Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”, R. 25, 1977, nr 1, s. 3–30.
Badania w latach 2003–2005 zostały przeprowadzone przez Oddział Łódzki Instytutu
Archeologii i Etnologii PAN, pod kierownictwem J. Maika, W. Świętosławskiego i W. Dudaka. Stanowiska Pomorzany 1–2 znajdują się w gminie Łanięta, powiecie kutnowskim,
województwie łódzkim, natomiast stanowisko Pomorzanki 4 w gminie Gostynin, powiecie
gostynińskim, województwie mazowieckim.
Archeologiczne zeszyty autostradowe IAE PAN, red. T. Poklewski-Koziełł, z. 14, Łódź
2013.
A. Górzyńska, T. Górzyński, M. Majewski, Późnośredniowieczny młyn z Mniszka na ziemi
świeckiej ze stanowiska 16 [w:] Raport 2005–2006. Narodowy Instytut Dziedzictwa, red. S.
Kadrow, Warszawa 2011, s. 59–67.
A. Krzyszowski, Wyniki dwóch sezonów badań wykopaliskowych w Sługocinku (stan. 1
i 13), w pow. konińskim, „Fontes Archaeologici Posnanienses”, t. 41, 2005, s. 191–199.
365
nie, niestety dosyć nikłych pozostałości wsi późnośredniowiecznej w Wikowicach, gm. Żórawina na Dolnym Śląsku15.
Zapewne badanych wykopaliskowo stanowisk kryjących w sobie średniowieczne osady wiejskie jest znacznie więcej, niestety nie wszystkie wyniki badań
zostały już opracowane i udostępnione w postaci publikacji. Jednak już to, co
możemy przeczytać, napawa optymizmem. Poważną wadą prac prowadzonych
w miejscach, które będą zniszczone przez planowane inwestycje budowlane jest
to, że wykopaliska prowadzone być mogą jedynie na ściśle ograniczonym terenie. Często więc zdarza się, że możemy odsłonić jedynie fragment, czasami
zaledwie okraje ciekawych stanowisk – choćby średniowiecznych wsi. Ten sposób badań niestety nie przyniesie spektakularnych danych na temat rozplanowania czy wielkości osad, a nawet zasad organizacji pojedynczych gospodarstw –
siedlisk.
Pora jednak nawiązać do tytułu tej pracy. Pamiętam, kiedy na pierwszym
roku studiów zaczynaliśmy wykłady z etnografii (nazywało się to chyba „Etnografia społeczeństw plemiennych”), byłam przekonana, że czekają nas zajęcia,
które wyjaśnią mi wreszcie przeznaczenie tych wszystkich dziwnych przedmiotów oglądanych w skansenach, które z wielkim zainteresowaniem zwiedzałam
w dzieciństwie, podróżując z rodzicami po Polsce. Okazało się jednak, że byłam
w błędzie. Zajęcia te były bardzo interesujące, ale bardziej „etnologicznoantropologiczne”. Żadnego opisywania radła czy przęślicy. Odkryłam nowy
wymiar „etnografii”, ale trochę żalu pozostało. Nadal zwiedzając skanseny
w skrytości ducha przeżywam pewne niedostatki wykształcenia. Te same braki,
uświadomione lub nie, odczuwa zapewne większość archeologów w momencie,
kiedy wyjmują z wykopu dziwne przedmioty, zwłaszcza żelazne, i zastanawiają
się, co to może być? Zdecydowana większość z nas, nawet tych wychowanych
na wsi, nie zna już tradycyjnych narzędzi, sprzętów gospodarstwa domowego
czy choćby budowy konnego wozu. W przypadku zabytków wydobywanych
z wykopu archeologicznego sprawę dodatkowo komplikuje fakt ich fragmentarycznego zachowania. Zastanawiać się musimy przede wszystkim czy jest to
całość, czy zaledwie część, a dopiero potem – co to mogło być.
Niedawno przekonałam się, że te kłopoty dotyczyć mogą nie tylko przedmiotów, ale nawet ich nazw. Janina Kamińska, prowadząca w latach 1965–66
badania wykopaliskowe dworu rycerskiego w Siedlątkowie, jeden ze znalezionych przedmiotów opisała jako „zwartka od wozu” (w tabeli zabytków określona
– „do podwozia”)16. Nie udało mi się ustalić, czym był ów przedmiot. Brakuje
__________
15
K. Nowaczyk, L. Nowaczyk, Osada z okresu wczesnego średniowiecza na stanowisku
Wilkowice 8 gm. Żórawina, woj. dolnośląskie, [w:] Archeologiczne Zeszyty Autostradowe
IAiE PAN, red. B. Gediga, z. 5, cz. 3, Wrocław 2007, s. 335–385.
16 Kamińska J., Siedlątków, obronna siedziba rycerska z XIV wieku, „Prace i Materiały
Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Archeologiczna”, nr 15,
1968, s. 37.
366
tego określenia w literaturze etnograficznej, nie znają go również pracownicy
kilku skansenów, do których zwracałam się z prośbą o wyjaśnienie. Być może
w czasie badań J. Kamińska usłyszała taką nazwę od miejscowych chłopów
i należy uznać ją za wyrażenie gwarowe?
Nie chcę tu jednak opowiadać o perypetiach archeologów z interpretacją
odkrywanych w czasie wykopalisk zabytków. Chcę jedynie podkreślić fakt, że
tradycyjne domostwa wiejskie, zachowane i udostępnione w skansenach, są
niezwykle pożytecznym źródłem wiedzy dla czasów znacznie starszych, niż
można się spodziewać.
Metoda typologiczna opracowana przez Oskara Monteliusa (1843–1921),
od dawna krytykowana jako narzędzie wykorzystywane do datowanie zabytków,
ma jednak tę zaletę, że zwróciła uwagę na pewne prawidłowości dotyczące
zmienności form wytwarzanych przez ludzi przedmiotów. W skrócie rzecz ujmując, zakładała ona, że przedmioty te stają się coraz bardziej skomplikowane. Są
jednak rzeczy, które osiągnęły swoją „doskonałość” w użyteczności, a ponieważ
nie były przedmiotami prestiżowymi, ich dalsza ewolucja, choćby w stronę wyszukanego zdobnictwa, nie była potrzebna. Stąd też proste przedmioty codziennego użytku nie zmieniały się czasami od starożytności, a na naszych ziemiach,
z pewnością od średniowiecza. Niestety lata po Drugiej Wojnie Światowej przyniosły tak szybki rozwój cywilizacyjny, że część z tych przedmiotów, które trwały niezmiennie przez wieki, po prostu stała się niepotrzebna i niepostrzeżenie
zniknęła z naszego życia. Kiedy w 1997 roku moja rodzina przeprowadzała się
do kamienicy na łódzkich Starych Bałutach, wyprowadzająca się lokatorka wręczyła mi olbrzymi klucz hakowy (czyli odpowiednio wygięty kawałek metalowego pręta) informując, że otwiera on drzwi do piwnicy. Skorzystałam z niego
chyba tylko raz, zaraz po przeprowadzce, aby zwiedzić przynależną nam część
nieruchomości. Mniej więcej dwa lata temu zauważyłam, że na drzwiach od
piwnicy wisi nowa kłódka…. Tak więc zniknął zamek, być może jeden z ostatnich w tym mieście (Ryc. 1). Takie przedmioty znikają bez śladu i żalu użytkowników – obyśmy zauważyli, kiedy zniknie ostatni.
Urządzenie typu – żelazny skobel, rygiel czy zasuwa należą do tych „niezmiennych”. O tym przekonuje nas choćby średniowieczna ikonografia. Pominę
tu kłopoty z prawidłowym zinterpretowaniem fragmentów tych urządzeń, chcę
raczej zwrócić uwagę na sytuację, która pojawia się wówczas, gdy takich urządzeń nie znajdujemy. Wiemy, że potrzeba zamykania drzwi istniała zawsze,
choćby ze względu na pogodę czy potrzebę zatrzymania, lub nie wpuszczenia do
domu zwierząt. Brak wymienionych urządzeń może być interpretowany jako:
brak, zabranie przed opuszczeniem domostwa, ewentualnie odnalezienie i zabranie po zniszczeniu budynku, np. przez pożar. W średniowieczu, ale także i później, żelazo było bardzo cenne i nie każdą rodzinę stać było na takie urządzenia.
Jak więc sobie radzono? W tym wypadku najlepszą poglądową lekcją dla archeologa jest wizyta w skansenie. Tutaj prezentuję drewnianą zasuwę ze skansenu
367
w Ciechanowcu (Ryc. 2). Zamyka ona wprawdzie wejście do ogródka, ale przecież podobne mogły zamykać drzwi. Niestety w wykopie archeologicznym raczej takich urządzeń nie znajdziemy – nie oparły się niszczącej sile czasu. Fotografowałam ten „zamek”, aby móc pokazywać go studentom. Być może ułatwi
im to wyobrażenie sobie, jak mogło wyglądać średniowieczne domostwo, którego fragmenty (czasami obserwowane przez nas jako zaledwie ciemniejsza plama
ziemi) odkrywamy w czasie wykopalisk.
Znacznie później wpadła mi w ręce niewielka książeczka pod tytułem
„Zamki drewniane przy drzwiach”, wydana w Krakowie w 1927 roku nakładem
Polskiej Akademii Umiejętności17. Przyznam, że była dla mnie prawdziwym
objawieniem. Zamieszczone na końcu tej pracy rysunki uzmysławiają, jak niezwykle skomplikowane urządzenia do zamykania można zrobić z drewna. Dodatkowo były to rzeczy wykonywane przez samych chłopów, nie zaś przez rzemieślników! Zapewne wiele podobnych ryglowało średniowieczne domostwa,
niestety ich obecności możemy się jedynie domyślać. Jednak najważniejszy dla
archeologa wniosek to stwierdzenie, że brak żelaznych urządzeń do zamykania
drzwi niekoniecznie oznacza, że zostały one zabrane, lub że ich nie było. Równie
dobrze funkcjonować mogły nawet dość skomplikowane drewniane urządzenia
ryglujące.
Kolejny przykład, który chciałabym tu przytoczyć, nie jest już tak oczywisty. Archeolodzy, kiedy odsłaniają nikłe relikty „obiektów”, muszą zmierzyć się
z koniecznością podjęcia próby określenia funkcji budynku, który odkryli. Najczęściej stosowanym wyróżnikiem jest tutaj obecność urządzenia grzewczego.
W naszym klimacie, przynajmniej przez kilka miesięcy w roku, przeżycie gwarantuje jedynie ogrzewane domostwo. Tak więc, jeśli potwierdzimy obecność
jakiegoś pieca lub choćby paleniska, uznajemy, że był to budynek mieszkalny,
w innym przypadku, najczęściej domyślamy się jego funkcji gospodarczej.
Tutaj oczywiście nasuwa się pytanie – jak wyglądają odkrywane w czasie
wykopalisk urządzenia grzewcze? Nie jest to pytanie proste, ponieważ możliwości jest sporo. Ponieważ w badanych obiektach mieszkalnych zazwyczaj najlepiej
zachowane są partie najniższe – przypodłogowe – najczęściej odkrywamy palenisko otwarte umiejscowione na podłodze/klepisku. Skupisko kamieni ze śladami przepalenia, węglami drzewnymi i popiołem to najbardziej charakterystyczne
pozostałości. Czasami kamienie są precyzyjnie ułożone, tworząc okrąg lub jego
wycinek, gdy palenisko znajdowało się przy ścianie, bądź w narożniku budynku.
Taki rodzaj paleniska odnalazłam w czasie badań wykopaliskowych domostwa
z IX wieku, które odkryłam na grodzisku w miejscowości Leszcz koło Dąbrów-
__________
17
Zamki drewniane przy drzwiach. Materiały zebrane przez Koło Krajoznawcze Uczniów
Państw. Seminarium Naucz. w Tomaszowie Mazowieckim, oprac. S. Wijata, Prace Komisji
Etnograficznej Polskiej Akademii Umiejętności, nr 5, Kraków 1927.
368
na18. Innym śladem, interpretowanym jako relikt urządzenia ogniowego jest płat
gliny, często ze śladami przepalenia i węglami drzewnymi. Niekiedy konstrukcję
taką wzmacniają kamienie. Wówczas najczęściej pozostałości te określa się jako
podwalinę pod piec kopułowy. Gdy fundament wykonany został z użyciem cegieł, częściej dopuszcza się możliwość, że są to relikty pieca kaflowego. Oczywiście w takim wypadku decydujące znaczenie ma fakt odkrycia fragmentów
kafli.
Czasami jednak żadnych podobnych śladów nie znajdujemy, a odkrywane
zabytki ruchome niedwuznacznie wskazują, że badany obiekt był mieszkalną
chatą. Bez poglądowych lekcji, jakimi bez wątpienia są wizyty w skansenach,
trudno byłoby domyślić się, jak wiele typów urządzeń grzewczych mogło znajdować się w drewnianej chacie19.
Zacznijmy od paleniska otwartego, którego archeolog poszukuje na poziomie podłogi. Obserwacja nalep przed piecami piekarskimi pokazuje jednak, że
palenisko takie mogło znajdować się na glinianym podwyższeniu, które trudno
jest zidentyfikować w czasie badań wykopaliskowych. Dodatkowo, dla większości z nas – wychowanych w reżimach przepisów przeciwpożarowych – fakt, że
palenisko takie może mieć drewnianą obudowę – nie jest łatwy do zaakceptowania. Jednak przekazy takie odnaleźć można w starszej literaturze etnograficznej.
R. Reinfuss w swojej pracy z 1954 roku zatytułowanej „Tradycje otwartego
ogniska w małopolskim budownictwie ludowym” przytacza relacje o otwartych
paleniskach znajdujących się zarówno na poziomie podłogi, jak i na mierzących
około pół metra wysokości „nalepach” („polepach”) wykonanych z gliny. Jeden
z przywołanych przekazów opisuje podwyższenie w postaci drewnianej skrzyni
wypełnionej ubitą gliną, na której znajdowało się otwarte palenisko20. Podobne
urządzenie obejrzeć możemy w Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu. W czarnej
izbie chałupy ze wsi Dąbrówka Dolna znajduje się piec kuchenny połączony
z piecem piekarskim. Ów piec kuchenny to właśnie gliniana nalepa stabilizowana drewnianą obudową (Ryc. 3).
Podobne kłopoty interpretacyjne dotyczą naszych wyobrażeń na temat kominków. Do niedawna jeszcze kominek był symbolem luksusu. Kojarzył się ze
średniowiecznym zamkiem lub współczesną „willą” bogatego człowieka.
W ostatnich latach sytuacja ta wprawdzie się nieco zmieniła i kominki pojawiają
się jako alternatywny sposób ogrzewania w wielu nowobudowanych domach, to
__________
18
19
20
A. Marciniak-Kajzer, Wczesnośredniowieczne osadnictwo na pograniczu prusko – mazowieckim w świetle badań grodziska w Leszczu w woj. warmińsko – mazurskim, „Archeologia Polski”, t. 51, 2006, z. 1–2, s. 121–144.
Nieocenioną pomocą jest tu praca: K. Kwaśniewski, Paleniska i piece w polskim budownictwie ludowym. Studium na podstawie materiałów etnograficznych z drugiej połowy XIX
oraz XX wieku, Wrocław 1963.
R. Reinfuss, Tradycje otwartego ogniska w małopolskim budownictwie ludowym, „Lud”, t.
41, cz. 1, 1954, s. 702.
369
jednak nadal nasze wyobrażenia na temat roli kominka chyba nie do końca są
prawdziwe. O tym, czym był kominek w dawnych wiekach – czy był luksusem
czy koniecznością, pisała na początku lat 90. XX wieku Maria Dąbrowska21.
Zwróciła ona uwagę na wielofunkcyjną rolę kominka, który służył nie tylko do
ogrzewania ale również jako pomocnicze urządzenie kuchenne – do podgrzewania lub utrzymywania w cieple potraw. Jednak, przede wszystkim, był znaczącym źródłem światła w czasach, kiedy świece woskowe były bardzo drogie,
łojowe kopciły i dawały słabe światło, a jeszcze mniej wydajne były łuczywa –
dające dużo dymu i powodujące znaczne zagrożenie pożarowe.
Nawet jeśli powyższe stwierdzenia wydają się bezdyskusyjne, choć może
nie zawsze uświadamiane, to jednak obecność kominków w chałupach chłopskich, nadal nie wydaje się oczywista, a nawet możliwa22. I tu znowu wizyta
w skansenie pozwala zrewidować nasze utrwalone poglądy. W chałupie kujawskiej, znajdującej się w skansenie w Kłóbce, możemy oglądać kominek kuchenny – służący przede wszystkim do gotowania, ale zapewne w chłodniejszych
porach roku również do ogrzewania, a wieczorami do oświetlenia.
W świetle przytoczonych powyżej kilku przykładów, mogę jedynie stwierdzić, że studenci archeologii powinni obowiązkowo zwiedzać skanseny. W czasie zajęć, jakie prowadzę, staram się im taką konieczność uzmysławiać. Świat
przedmiotów, ocalony w tych muzeach, jest nie do zastąpienia przez żadną publikację archeologiczną.
W omawianych muzeach najczęściej zgromadzono domostwa i całe gospodarstwa wraz z ich wyposażeniem, jakie funkcjonowały od przełomu XVIII/XIX
w. do początków wieku XX. Trudno jest domniemywać, jaka część przedmiotów
używanych w tych czasach została w ten sposób uratowana. Na szczęście już pod
koniec XIX wieku pojawiły się opisy i rysunki wykonywane przez etnografów
amatorów. Wprawdzie byli oni bardziej zafascynowani folklorem, jednak i kultura materialna pojawiała się w kręgu ich zainteresowań.
Archeologia do niedawna zajmująca się jedynie pradziejami czy, jak chcą
inni prahistorią, czyli epokami przed pojawianiem się przekazów pisanych, coraz
częściej bada znacznie młodsze epoki. Badania obozów zagłady z czasów ostatniej wojny, czy miejsc kaźni więźniów z czasów komunizmu, wyraźnie to
uświadamiają.
Zmieniło się również podejście do przedmiotów odnajdywanych w czasie
wykopalisk. W czasie badań obiektów zabytkowych, pochodzące z czasów nowożytnych ruchomości już na szczęście nie są pozostawiane na hałdzie, jak zda-
__________
21
22
M. Dąbrowska, Kominek – luksus czy konieczność?, [w:] Nędza czy dostatek na ziemiach
polskich od średniowiecza po wiek XX, red. J. Sztetyłło, Warszawa 1992, s. 177–181.
Por. uwagi w: A. Marciniak-Kajzer, Palenisko, kominek czy piec – urządzenia ogniowe
w średniowiecznych dworach, [w:] Rzeczy i ludzie. Kultura materialna w późnym średniowieczu i w okresie nowożytnym. Studia dedykowane Marii Dąbrowskiej, red. M. Bis, W.
Bis, Warszawa 2014, s. 63–74.
370
rzało się to jeszcze w poł. XX w. ale zbiera się je i opisuje. I tu znowu pojawia
się problem z identyfikacją wielu z tych znalezisk. Niezależnie od tego, czy
badamy zamek, pałac, klasztor czy kamienicę mieszczańską, odnajdujemy rzeczy, których przeznaczenia ciężko się jest domyślić. Oczywiście nie znamy również ich nazwy. Poszukiwanie tych przedmiotów w muzeach też rzadko przynosi
pozytywne efekty. Gromadzone tam przedmioty to najczęściej wytwory luksusowe, dzieła sztuki czy wyszukane elementy wystroju wnętrz. Nawet rekonstruowane wyposażenie zamkowej kuchni najczęściej składa się z metalowych naczyń i „eleganckich” szkliwionych garnków. W takich wypadkach skanseny
budownictwa ludowego wypadają znacznie lepiej.
Próby odnajdywania opisów przedmiotów codziennego użytku w historycznych źródłach pisanych również nie przynoszą spodziewanych efektów.
Zapewne pojawia się tu „pułapka oczywistości”. Zagadnienie przedstawione
znakomicie przez A. Pośpiecha, który w swojej książce zwrócił uwagę na selektywność źródeł historycznych, zwłaszcza inwentarzy, w zakresie opisu ruchomości23. Nie pojawiają się tam rzeczy niezbyt cenne, używane na tyle często, że ich
obecność i funkcja jest czymś tak oczywistym, że wręcz nieuświadamianym
czyli niezauważalnym.
Na fali różnych sentymentów, na przykład modnych obecnie „tęsknot” do
czasów Ludowej Polski, pojawiają się miejsca, które kiedyś nazwalibyśmy „izbą
regionalną” a teraz chyba raczej „pamiątkową”, gdzie gromadzone są przedmioty
z poprzedniej epoki. Być może te – najczęściej tworzone przez amatorów/miłośników miejsca – ocalą szereg przedmiotów od zapomnienia do czasu
ich nobilitacji – gdy wiek i unikatowość staną się przepustką do muzealnej sali.
Chwilowo jednak zauważyć można, że zanikają nazwy wielu z tych przedmiotów. Nawet jeśli ich funkcja jeszcze jest pamiętana, to nazwa już uleciała z pamięci…
Należy więc postawić pytanie, czy stosunkowo „młoda”, a jednak już
przemijająca kultura materialna powinna stać się przedmiotem badań naukowych? A może w ogóle poważna nauka nie powinna zajmować się tak błahymi
sprawami? Być może jednak w świecie globalnej unifikacji przedmiotów, te
które właśnie wychodzą z użytku są ostatnimi świadectwami odrębnych dla
różnych zakątków świata „materialnych kultur”. Przecież przedmioty również
w pewien sposób budowały odrębności regionalne, będąc odbiciem różnych
zwyczajów – zarówno urządzenia mieszkania, higieny czy tradycji kulinarnych.
Jak zachować świat odchodzących przedmiotów – czy zadanie to powinno
znaleźć się w gestii archeologów, etnologów czy etnografów?
__________
23
A. Pośpiech, Pułapka oczywistości, Warszawa 1992.
371
Summary
In the Polish archeology the research on the countryside from fully historical times (i.e. from the medieval times up till now) has been purely incidental.
Actually, it was only the Lower Silesia Region that was fully described in a specific publication. However, this piece of writing described the late medieval rural
colonization and although it included 218 sites, only a few of them were a subject of more extensive excavation research.
So, not much is known about the differences of rural planning in various
regions of the country, the types and transformations of construction. However, it
was just the rural colonization that dominated in the landscape of medieval and
modern Poland. Another area that has been poorly examined is the material culture of peasants. That is why this paper attempts to deal with the issue of museums of traditional folk buildings.
372
Ryc. 1 – zamek i klucz hakowy z Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka
w Ciechanowcu. (fot. A. Marciniak-Kajzer)
Ryc. 2 – drewniana zasuwa z Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu.
(fot. A. Marciniak-Kajzer)
373
Ryc. 3 – Kuchnia w czarnej izbie chałupy ze wsi Dąbrówka Dolna. Na pierwszym planie piec
kuchenny połączony z piecem piekarskim. Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu. (fot. E. Olbryt)
Ryc. 4 – Kominek kuchenny w chałupie kujawskiej. Skansen w Kłóbce (Odział Muzeum
Ziemi Kujawskie i Dobrzyńskiej we Włocławku). (fot. J. Orlikowska – www.skanseny.net)
374
Alicja i Jan Szymczakowie
Instytut Historii UŁ
Inwentarz majątku ruchomego burmistrza sieradzkiego
Piotra Zamojskiego z 1581 r.
Piotr Zamojski, szlachcic – przypisany w literaturze do herbu Jelita – oraz
kupiec, szynkarz likworów, piwa i gorzałki należał do najznakomitszych obywateli miasta Sieradza w drugiej połowie XVI w. W Sieradzu osiadł już jego ojciec
Jan Salamun z synem Arnolfem. Obaj byli stelmachami i poddanymi dominikanów sieradzkich. W 1565 r. Arnolf Zamojski dał żonie Barbarze dom dziedziczny stojący na gruncie klasztornym1. Trzeci z synów, Błażej, mieszkał w Lutomiersku, a po jego bezpotomnej śmierci wdowa po nim Barbara pozostała
dożywotnio w dobrach mężowskich jako swej oprawie. Był jeszcze czwarty brat
Jan, który pojawił się tylko w 1575 r. przy okazji zrzeczenia się praw do dóbr po
bracie Błażeju. Podobnie uczynił Piotr, z tym, że po śmierci Barbary miał odziedziczy spadek2.
Piotr przygotowywany był do służby w Kościele. W 1563 r. pełnił funkcję
kleryki, pomocnika przy ołtarzu i ministra, czyli kościelnego w kościele św.
Trójcy w Sieradzu. Była to funkcja świeżo powołana, bowiem dopiero starosta
Stanisław Tarnowski wymierzył działkę pod zamkiem na jego dom3. Szybko
jednak zrezygnował z tej ścieżki kariery i w 1566 r. był już klucznikiem w zamku4. Termin klucznik (Claviger) nie jest jednoznaczny, gdyż tak nazywano również odźwiernych i szafarzy dworskich. Z późniejszych awansów Piotra Zamojskiego sądzić należy, że pełnił w zamku urząd o charakterze gospodarczym.
Na rezygnację z kariery kościelnej zapewne niemały wpływ miała ukochana żona, mieszczanka sieradzka Agnieszka, córka Anny i wnuczka kowala Jakuba. Warto tu dodać, że wujem Anny był Franciszek, student Uniwersytetu Krakowskiego w 1546 r., kanonik św. Trójcy (1566–1581), który był niewątpliwie
__________
1
2
3
4
Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie (dalej: AGAD), Księgi miejskie sieradzkie
(dalej: KMS), ks. 8, k. 88.
AGAD, KMS, ks. 9, k. 162v–163v.
AGAD, Metryka Koronna, ks. 93, k. 464v–465v; Matricularum Regni Poloniae summaria,
excussis codicibus, qui in Chartophylacio Maximo Varsoviensi asservantur, cz. 5/1, wyd.
T. Wierzbowski, Warszawa 1919, nr 2720.
Zob. AGAD, KMS, ks. 8, 139v–140.
375
jednym z protektorów Piotra5. Praca w zamku była chyba nieźle płatna, skoro
Piotr Zamojski zaczął udzielać mieszczanom kredytów i kupować nieruchomości
w mieście. W 1571 r. nabył ogród za 12 grzywien od kowala Dominika,
a w 1577 r. sąsiadujący z jego własnym dom małżonków Stanisława Jaksika
i Agnieszki na Porzeczu za 12 grzywien. Jeszcze w tym roku kupił za 70 grzywien folwark Neubelankowski za wałem koło folwarku Miskowiczowskiego,
który też kupił w 1581 r. za 30 grzywien6 – zaokrąglając w ten sposób swoje
posiadłości w tej części Sieradza.
Piotr Zamojski nobilis et famatus trudnił się produkcją i wyszynkiem różnych trunków, handlował solą, żelazem i skórami, ale chyba przede wszystkim
był finansistą, udzielającym pożyczek pod zastaw domów i folwarków. Przykładowo, w 1573 r. ławnicy sieradzcy wprowadzili go w dobra zmarłego Andrzeja
Kaznowskiego za 22 złp długu, w 1574 r. bracia Marcin i Jan Kuszowie rezygnują na jego rzecz z pola Raczkowskiego za 6 grzywien długu7. W chwili śmierci
w 1581 r. miał u ludzi co najmniej 350 złp8.
W 1576 r. Piotr Zamojski, accola sieradzki, wniósł do ksiąg wójtowskich
przywilej Zygmunta Augusta, odnowiony przez Stefana Batorego z powodu
utraty poprzedniego dokumentu, w którym monarcha uwolnił jego dom oraz
dobra w mieście i poza miastem, odziedziczone po przodkach, a otrzymane przez
nich od ich poprzedników, od wszystkich ciężarów i obowiązków miejskich.
Dostał także prawo wolnego wyszynku piwa i likworów oraz sprzedaży wszelkiego rodzaju płodów bez podatków i opłaty czopowego. Dokument ten dostarczył do urzędu radzieckiego w 1596 r. kupiec Wojciech Turski w imieniu swej
żony Anny Zamojskiej, córki Piotra9.
W tym szczególnym uprzywilejowaniu Piotra Zamojskiego dopatrywać się
można protekcji Baltazara Lutomierskiego herbu Jastrzębiec, sekretarza i dworzanina królewskiego, podkomorzego (1562–1566), następnie starosty sieradzkiego (1569–1587)10, który zatrzymał go w zamku, powierzając mu także urząd
klucznika. Zamojski trzymał też w 1576 r. sołectwo w Monicach należących do
starostwa sieradzkiego, tj. folwark na 9,5 łanach11. Dodatkowe dochody przynosi-
__________
5
6
7
8
9
10
11
Metryka czyli album Uniwersytetu Krakowskiego z lat 1509–1551, wyd. A. Gąsiorowski, T.
Jurek, I. Skierska, przy współpracy R. Grzesika, Warszawa 2010, s. 253.
AGAD, KMS, ks. 10, k. 57; ks. 11, k. 19v, 43v, 186.
AGAD, KMS, ks. 10, k. 230v, 275.
AGAD, KMS, ks. 8, k. 477v–481v.
Muzeum Narodowe w Krakowie, Biblioteka Czartoryskich, Teki Pawińskiego, rkps 3349,
nr 83, 93.
Urzędnicy województw łęczyckiego i sieradzkiego XVI–XVIII wieku. Spisy, opr. E. Opaliński i H. Żerek-Kleszcz, red. A. Gąsiorowski, Kórnik 1993, s. 269.
Lustracja województw wielkopolskich i kujawskich 1564–1565, cz. 1, wyd. A. Tomczak,
Cz. Ohryzko-Włodarska, J. Włodarczyk, Bydgoszcz 1961, s. 58; Polska XVI wieku pod
względem geograficzno-statystyczny opisana przez Adolfa Pawińskiego, t. 2: Wielkopolska,
w: Źródła dziejowe, t. 13, Warszawa 1883, s. 215.
376
ła mu funkcja poborcy podatkowego, succolectora Franciszka Masłowskiego
herbu Samson, pisarza wieluńskiego (1571–1594)12, odpowiedzialnego za zbieranie podatków w powiecie sieradzkim.
Piotr Zamojski osiągnął wysoką pozycję w mieście. Był ławnikiem przez 2
kadencje (1570–1572), rajcą (1575/1576), podwójcim/lendwójtem (1577/1578)
i burmistrzem Sieradza w kadencji 1578/1579.
Pierwszą żoną Piotra Zamojskiego była wymieniona wyżej Agnieszka,
u boku której kazał się pochować („a latere uxoris suae priori olim defunctae”)
w kościele parafialnym Wszystkich Świętych13. Ich córką była wspomniana
Anna, nad którą opiekę powierzył szlachcicom: Wawrzyńcowi Pstrokońskiemu
i Janowi Piorunowskiemu, Pawłowi z Woli Dzierlińskiej kanonikowi św. Trójcy
i przyjacielowi nieżyjącego już Franciszka, wuja Agnieszki, rajcy Janowi Orzełkowi i ławnikowi Bartłomiejowi Mazurkowi z zawodu kuśnierzowi. Zgodę na
wymienionych opiekunów jeszcze w 1582 r. wyraził wykluczony z opieki nad
wnukami i ich dobrami mieszczanin sieradzki famatus Jan Zamojski14. Z zapiski
tej wnosić można, że w chwili śmierci Piotra miał on kilkoro dzieci, ale zmarły
w czasie zarazy i przy życiu pozostała tylko Anna, jeszcze w 1585 r. nieletnia,
skoro reprezentowali ją opiekunowie, wspomniani wyżej kuśnierz Bartłomiej
i Jan Orzełek15. Dopiero w 1588 r. Anna Klucznikówna – jak ją nazywano – za
zgodą stryja Arnolfa zapisała na połowie swoich dóbr sumę 700 złp wniesionych
przez jej męża Wojciecha Turskiego16.
Drugą żoną Piotra była szlachcianka Jadwiga Lipnicka, primo voto Kowalska, córka Doroty Lipnickiej seu Marzyńskiej. Dnia 27 IX 1581 r. już trochę
chory Piotr Zamojski zapisał jej 300 złp, z których 100 złp przekazała matce
w testamencie sporządzonym 1 X 1581 r.17 Sytuacja rozwijała się więc dynamicznie, skoro Piotr Zamojski sporządził testament następnego dnia po zapisie
dla żony, tj. 28 IX 1581 r. w obecności władz miasta18.
Oboje małżonkowie zmarli niebawem, skoro z 27 grudnia pochodzi prezentowany tutaj inwentarz pozostawionego przez nich majątku ruchomego. Piotr nie
zdążył rozliczyć się finansowo ze wszystkimi swoimi kontrahentami. Rozliczenia długów i wierzytelności prowadzili egzekutorzy testamentu przez kilka lat.
Podobnie nie zwrócił i nie rozliczył się z poboru. W 1583 r. kolektor Franciszek
Masłowski położył areszt na dobra zmarłego do czasu wypłaty z nich 350 złp,
które zebrał jako jego succolector i nie oddał, gdyż – jak odnotowano w aktach –
__________
12
13
14
15
16
17
18
Urzędnicy województw łęczyckiego i sieradzkiego, s. 273.
AGAD, KMS, ks. 8, k. 477v.
AGAD, KMS, ks. 11, k. 195v.
AGAD, KMS, ks. 11, k. 343–343v.
AGAD, KMS, ks. 9, k. 356.
AGAD, KMS, ks. 8, k. 482; ks. 11, k. 202.
AGAD, KMS, ks. 8, k. 477v–481v.
377
zmarł nagle w czasie zarazy19. Jeszcze w 1585 r. władze miasta Turku wniosły
areszt na jego dobra, bowiem zebranych w ich mieście 22,5 grzywien i 70 florenów w 1580 r. nie przekazał później F. Masłowskiemu20.
Zanim zaprezentujemy spis przedmiotów pozostawionych przez Piotra Zamojskiego dodajmy, że tuż po jego śmierci kilkoma rzeczami z jego majątku
podzieliła się najbliższa rodzina. Świadczą o tym następujące zapisy w księgach
miejskich Sieradza. W 1582 r. Jan Salamun, ojciec zmarłego Piotra Zamojskiego,
zgodnie z wolą testatora przyjął od egzekutorów testamentu suknię czarną długą
odziewalną, dobrą, królikami podszytą z kamizelką szajową i kapelusz kunami
podszyty. Brat Arnolf dostał żupanik z myszynskiego21 sukna szary, kamizelę
szajową i kaftan muchajerowy22. Rodzina nie pogodziła się jednak z testamentem. Tuż po śmierci Piotra i jego żony ojciec i brat wraz Bartłomiejem Stanczlem
włamali się do domu zamkniętego na klucz i zabrali rzeczy domowe i klejnoty,
których egzekutorzy już nie odzyskali. We wrześniu 1582 r. do kościoła parafialnego, gdzie były przechowywane w opieczętowanych skrzyniach dobra ruchome Piotra, wtargnął kowal Adam Grzmiący i ukradł parę rzeczy, ale te zostały przez Arnolfa Zamojskiego zwrócone egzekutorom23.
Na ruchomości wymienione w inwentarzu składają się stroje, klejnoty, wyposażenie domu, sprzęt do produkcji gorzałki. Spisano inwentarz rzeczy znajdujących się w domu i folwarku. Ich liczba, niespotykana w innych inwentarzach
mieszczańskich, świadczy niewątpliwie o zamożności Zamojskiego. Duża część
zgromadzonego dobytku stanowiła posag Agnieszki lub pochodziła z domu jej
wuja kanonika Franciszka. Niewątpliwie Piotr Zamojski odziedziczył po nim
księgozbiór. Znajdowały się w nim książki typowe dla duchownego, ale oprócz
nich bogaty zestaw lektur świadczący o humanistycznej formacji ich właściciela.
Warto zwrócić tu uwagę na jedną pozycję w wykazie książek, w którym wymieniono „herbarz zmarłego pana Franciszka”. Kanonik od św. Trójcy zajmował się
zatem działalnością naukową, choć nie wiemy – wobec wieloznaczności wyrazu
„herbarz” – czy interesowała go heraldyka, genealogia lub może zielarstwo =
herbarium. Niektóre tytuły mogły być kupione przez Piotra Zamojskiego, np.
z zakresu prawa miejskiego. W inwentarzu spisano także różne przedmioty stanowiące zastawy, które dawała szlachta powiatu sieradzkiego z tytułu niezapłaconych podatków. Wśród przekazanych fantów znalazły się nawet rodowe sygnety! Prezentowany inwentarz jest nie tylko źródłem do badania kultury
materialnej mieszczaństwa sieradzkiego, ale także kultury języka.
__________
19
20
21
22
23
AGAD, KMS, ks. 12, k. 192.
AGAD, KMS, ks. 12, k. 217v.
Sukno z Miśni.
AGAD, KMS, ks. 11, k. 228–228v.
AGAD, KMS, ks. 9, k. 269–269v.
378
Aneks
Inwentarz Piotra Zamojskiego przez egzekutory urzędownie z pilnością
uczyniony24.
Inwentarz rzeczy po zmarłem Panie Pietrze Zamojskim miesczaninie Sieraczkim pozostałych przez exequutory zwłaszcza Jego Mość Pana Wawrzinca
Pstrokońskiego, Pana Jana Piorunowskiego, księdza Pawła od S. Troicze canonika, Jana Orzełka, Bartosza kuśnierza Miesczany Sieraczkie przy bytności Burmistrza Stanisława Czureła i Lethwoita Jana Orzełka Sieraczkiego, Jana Gerzykowicza, także przy bytności Pana Endrisza złotnika Raicze Sieraczkiego, Jana
Salamuna stelmacha Oycza własnego na koniec i Arnolfa stelmacha brata rodzonego niebosczyka Pana Piotra zmarłego, urzędownie z wielką pilnością uczyniony. Anno salutis nostrae 158primo ipso die Ioannis Apostoli et Evangelistae
videlicet 27 die Decembris.
Naprzód po śmierci Pana Piotra skrzynie wszystkiej w domu nalezione po
śmierci jego do kościoła Farskiego othwiezlismy z zamkami i pieczęciami dobrze obwarowawszy. Nadto inne rzeczy w domu na goli będące nizej napisane te
się nalazły.
Naprzód w izbie w wielkiej cenowych dziesięć misek i talerz jeden cenowy.
Panewek trzy, miednicza jedna, kociołek mały miedziany. Zelieznik miedziany
skazony25 olim Francisci defuncti26. Rożnów trzy żelaznych domowych. Pułgarnczowka jedna. Kwarczie dwie. Pułkwartów dwa. Lichtarze dwa mosiądzowe, trzeci skazony mosięzny. Kielnia27 jedna miedziana.
W sieni kocioł piwny wliepiony i dwie kadzi, drybuszy28 cztery i dwie stągwi. Przykadek do moczenia zboza, wodnych przykadków trzy, czwarty do koni,
piąty wielki. Garniec miedziany wliepiony do palienia gorzałki ze dwiema pokrywkami, jedna z nich stara, a druga nowa, obiedwie są schowane na gore do
izdebki i ze dwiema par rur gorzałczanych, z których jedna para na dolie jest
przy garnczu, a druga w izdebce i z rożnem do rurek należącym żelaznym.
W piwniczy: sządków dziewięć, piwnych konwi dziesięć. Konwi wielkich
trzy do noszenia piwa na góre, skopczów pięć. Masslnicza jedna. Rozmiarów
szescz, kuffel jeden. Bębnów dziewięć, czebrów szescz pospolitych, czebratek
trzy, achteli29 trzynaście. Wierciochów30 dwa, dzieża iedna.
__________
24
25
26
27
28
29
30
AGAD, KMS, ks. 8, k. 486–497.
Kocioł zepsuty. Wszystkie objaśnienia identyfikacyjne przedmiotów, tkanin itd. na podstawie m. in. Słownik staropolski; Słownik polszczyzny XVI wieku; S. B. Linde’go, Słownik
języka polskiego.
Chodzi o kanonika Franciszka, wuja Agnieszki, pierwszej żony Piotra Zamojskiego.
Naczynie do czerpania wody.
Stołek o trzech nogach.
Miara piwa=1/8 beczki.
Wałek do rozcierania, np. maku w donicy.
379
W izbie cztery stuki soli, piąta Bochenki i skrzynek pięc domowych, z tych
jedne prozne, a w drugich dziecinne materkliasy31 schowane beły.
W komorze na piwniczy skrzynie dwie z leguminami. Dwie loza prozne,
trzecie w izbie, czwarte na gurze. Skrzynka jedna z szatami dziecinnemi. Faska
z trochą mąki pszenicznej.
W drugiej komorze na piwniczy od podsienia, trochę masła w fascze i garniecz masła. Pułpołcia mięsa i kiernoz zabity na nieczkach w rosolie.
W komorze telnej pod izdebką panew wielka miedziana, dwie panewcze
srzednie, a jedna mała. Pięc kłód kapusty, konewek drewnianych sześć starych.
W komorze na górze nad piwniczą kossa trawna, uzdeczka gończa, łanczuszek do woza sukiennego. Sera kraianków trzydzieści i sześć. Gruszek pieczonych pułsłomiana32. Sadło jedno całe stare, a drugiego poczętego połowica. Połczi po dziewięci wieprzach. Sadeł dziewięc, dziesiąte kiernozie. Flaska blaszana
kwartowa.
Na górze w izdebce sliosarski srzubstak, piła do tarcia tarcic. Kociełki dwa.
Wilk33 żelazny. Trzeci kociołek z krokwami żelaznymi. Blachy żelazne do dwu
pieczow. Forma do miechów y ambusz sliosarski. Kortlin34 trzy, stolików dwa,
łoże, skrzynka poscieli na dwie łoża. Szklenic kilka. Siodeł trzy. Sukienka czerwona dzieczęcza. Letniczek dzieczęcy czerwony. Wezgłowia dwie skorzanich.
Miechy sliosarskie. Kobierzec zastawny wzięła baba Marzinska bez naszej wiedze. Miechow dziewięć albo worow zgolienich. Toporki dwa więtszy i mniejszy.
Kliny zelazne dwa. Powrozow pięć. Szosta linka. Łanczuch żelazny. Slie trzy
i chomąto. Uzdy trzy u koni. Gunie dwie. Srzopa. Naszenniki rzemienne dwa.
Pługi dwa i z żelazy radlicza jedna. Wiezi dwie żelazne, siekier dwie, z tych
jedne Ociec Pana Piotrow wziął.
[Z by]dłaa beło krów dziewięć, bydlnik35 jeden, jałowiąt sześcioro, cieląt
troje. Świni dziewięcioronaście, wieprzów czternaście, a piąthinasty kiernoz.
Z tych wzięła Pani Dorota Marzinska matka Hedvigis Lipniczkiej, czterech wedlie odkazania dziewki swej w testamencie czynionym. A ostatek w dom pobito,
których połczie troche wyżej opisane masz. Klacza stara szamopieta, zrzobek
jeden, koni trzy robotnych.
W komorze na górze z izdebki te rzeczy beły: naprzód Xsięgi: Confessio
fidei christianae; In iure liber sine titulo; Modus legendi abbreviatas in utroque
iure; Epistolae Juliani Cardinalis; sine titulo liber in Sacra Scriptura cuiusdam
Monachi; Missale Cracovie(nse) pro itinerantibus; Summa summarum Silvestrina; Loci Theologici Philippi Melanchtonis36; Farago iuris37; Acta Romanorum
__________
31
32
33
34
35
36
Rupiecie.
Półsłomianek, gdy kosz słomiany na 5 wierteli.
Naczynie w kuchni do położenia drewien i rożnów na hakach.
Zasłona, kurtyna.
Byk.
Chodzi o Loci communes rerum theologicarum Philippa Melanchtona, wydane w 1521 r.
380
Pontificum; Oracionum volumen primum Ciceronis38; Spangembergius39; Justinus Historicus40; Epistolae Familiares M. T. Ciceronis41; Cathechismus Erasmi
Roterodami; Oracionum Cic(eronis) volumen secundum; Constituciae sacrae in
quarto fracturae; Nouum testamentum Grece et Latine; Gramatica Peroti42; Almanach Starodawny; Processus Iuris Szamotuli43; Liber de Sacramentis; Exercitationes linquae Latinae Ludovici Viuis; Homiliae in Ewang(elis) in sedecimo;
Adagia Erazmi44; Copia verborum Erasmi Rothero(dami)45; Clipeus fidei christianae inueteratus; Diurnal; Officia Ciceronis46; Psalterium Davidis; Carmine
Spangembergii47; Terentius: Hortulus animae; Herbarsz olim D(omini) Francisci;
Responsoria scripta.
Łyżek drzewianych dwie puzdrze krzywych staroświeckich. Item łyżek
prostych drewnianych puzdro jedno. Talierzow puzdro jedno drewnianych Puzdro próżne na czenowe talierze. Popręgów krazek. Puszwiszka. Lichtarzyk mosiężny. Czasza gliniana Tureczkiej roboty malowana. Ręczników nowych wałek.
Poszwa lniana. Obrusz czenowaty. Recznikow trzy. Konew czenowa garnczowa.
Sziekacz na trzonku długim do sziekania kapusty w kłody. Fliasa bliasana dwugarnczowa. Buxów żelaznych siedm. Przystaffki trzy czenowe. Dwie miednicy
mosiężne. Szalszerka czenowa. Wilk żelazny z pieczyka od izdebki i blacha
żelazna do piecza. Miecz katowski, na którym też jest kilka złotych miejskich.
Drugi miecz długi własny domowy. Siodło nowe. Tłomok skorzany, drugi sukienny wielki. Dwie kwarczie, konew trzykwartowa i pulgarczowka. Pierzyn
sześć. Trzy pieły, jedna pilarska, a dwie drwalnych. Dwa kocza. Trzy siodła
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
Jan Cervus, Farrago actionum civilium iuris Maydeburgensis, Kraków 1531. Zob. H.
Barycz, Cervus Jan, w: Polski słownik biograficzny, t. III, Kraków 1937, s. 235–236.
W Krakowie wydawano w 1. połowie XVI w. wiele mów Cicerona, nie wiadomo o którą
chodzi.
Może chodzi o: Jan Spangenberg. Dialectica, Kraków 1544 (podręcznik często wydawany
w Krakowie).
Marek Junianiusz Justyn, autor skrótu Historiae Philippicae Pompejusza Trogusa (przełom
I w.p.n.e. i I w. n.e.), zawierającego przegląd dziejów świata śródziemnomorskiego od Asyrii po Rzym. Oryginał nie zachował się, natomiast skrót Justyna cieszył się ogromną popularnością w średniowieczu.
Zapewne: Epistole familiares atque breviores adolescentibus quoque magis utiles, Kraków
1510.
Mikołaj Perottus, Gramatica denuo castigata, Kraków 1531.
Grzegorz z Szamotuł, Processus iuris brevior Joannis Andreae pro tirunculis resolutus,
Kraków 1524 (opracowanie procesu kanonicznego, dostosowane do praktyki polskich sądów kościelnych). Zob. Red., Grzegorz z Szamotuł, w: Polski słownik biograficzny, t. IX,
Wrocław 1960, s. 90–91.
Erazm z Rotterdamu, Adagia, 1500 (zbiór przysłów i przypowieści).
Zapewne: Erazm z Rotterdamu, De rerum verborum copia, Kraków 1523.
Zapewne: Officia Ciceronis multo quam antea castigatiora, Kraków 1528.
Może chodzi o Quaestiones Musicae in usum Scholae Northusianae per Joannem
Spangenbergium Collectae, Kraków 1544.
381
stare. Lnu dwanaście kit pospołu z konopiami. Trzy sczotki do czesania lnu
a czwartą wzięła kotliarka. Na gorze przed izdebką koł dziesięć okowanych
a bosych sześć i kolaska. Stolików siedm, z których jedne są przed izdebką,
drugie w izdebce i w komorze. Zedliów trzy.
Na dolie wielkiej izbie dwa [sto]łya i dwa zedlie. Żarna dwoje do mliwa.
Stoliecz do wysiąkania nosa aze w brzuchu mało zostanie porządny. Kosze plecione do piwa trzy, s tych jednego pożyczono Jachimowej48 w domu mieszkającej. Przykadek nad stajnią do sypania. Kadz wielka nad sienią na górze. Korczy
trzy okowanych, a dwa nieokowanych. Łoże czeladne z pościelią czeladną.
Skrzynie cztery stare próżne nieoprawne. Ławka do sera wyciskania. Dwie liesiczy49. Słomian nowy, w którym ma swój chmiel Jachimowa. Lada do sieczki
rzezania pospołu z kosą i staliczą. Martinus famulus in mutuum wziął poduski
czeliadnej z pierza. Trzy koryta wielkie do solienia miesa. Cztery koryta świńskie na telie. Dwie parze desczek gniojowych. Sani dwoje. Kapusna kłoda i stągiewka. Skrzynie owsiane dwie, z których jedna jest przed domem, a druga na
telie w domu. Zydel jeden. Dwa żłoby konskie. [row]a przez stajnie wzdłuż złoby
folwarku Pana Piotrowym na szie, w oborze trzy złoby i tarcic dwanaście, które
tarcice na formy do S. Troicze darowane są. Drzwi w wielkiej oborze z zawiasami co niemi wrota zawaliono. Na tejze oborze trzy tarczice miasse jako poszowa. Koryto wielkie pliewne zawarte, co w nie sypią i chowają pliewy. Nad
nim wzgore dwa stoły, troje krokffӱ50 do stołu i drzwi, olim Joachimi. Tamże też
skrzynia jest próżna niezawarta.
W izdebce lnu pełno nietartego prawie zleżałego. Na izdebce konopie są
włożone.
W starej stodolie dwie skrzyni do sypania zboza i przykadek o jednej obręczy. W komorze przy stodolie siemie niewiane w słomianach, lniane i konopne.
Pszenicze około sesczinascie korcy. Grochu pultrzecia korca. Tamze pułkorcze
do mierzenia zboza okowane. Trzy czierlicze51. Korzec prosa. Konopi kita miądlionych. Przed komorą skrzynia czarna s szmathami białemi wiotchemi przez
zło[:] wiolowana. Brony cztery złe, nie stoją za jedne dobrą.
W komorze obornej koryto wielkie. Dwie kadzi próżne. Stągwie próżne
dwie, jedne po[…]a powały. Stara lanca de[…..]a b-[…………….]-b Czeny sliosarskie do pobielania w statku sliosarskim za dwa kamienia wagi. Korzec okowany Jachimowski.
Przy wielkiej stodolie tarcica. W płocie żerdzianym, a w przegrodzie
obory cztery delie52 dobre. W stodolie wielkiej zamek dobry do zawarcia i dwie
__________
48
49
50
51
52
Jadwiga, córka Apolonii i Wojciecha Retka, żona Joachima ślusarza i siostra cioteczna
Agnieszki Zamojskiej.
Lesica – kosz do robienia serów.
Krokiew – noga u stołu.
Cierlica – przyrząd do oczyszczania lnu i konopi z paździerzy.
Dyle.
382
drabiny, co zboże po nich wkładają. W stodolie wielkiej nalazło się żyta ćwierć,
pszeniczą dołozona, trochę niepełna na tej stronie, która jest pod południe. Podlie
tej ćwierci w drugiej zasie ćwierci, żyta ozimego jedna warsta nad sąsiek. Na
drugiej stronie tejże stodoły w ćwierci jednej owsa równo z sąsiekiem, a na nim
grochu pod wiersch. W czwartej ćwierci jęczmienia w połćwierciu do sąsieka,
a na wierschu cztery warsty pszenice. Za tą stodołą wielką siana pospołu
z owsieniczą beło na ogrodzie do pułbroga.
W drugiej stodolie starej siana [po]a obudwu stronach do wyssej grzędy.
W worzełkowskiej stodolcze w pierwszej ćwiartce pod południe żyta jarego nad
wyssą grzędę a ostatka grochem dołożono. W drugiej ćwiartce podlie żyta ozimego równo z sąsiekiem a jęczmienia trochę na wierschu. W trzeciej ćwiartce
tatarka równo z sąsiekiem. W czwartej ćwiartce owsa dwie warsczie nad sąsiekiem.
Tamze w folwarku między stodołami nalazła się skrzynia czarna, którą beł
najemnik na młódzbie wioliował i z tym zbieżał, tośmy my w niej nalieźli tylko
białych szat: poswie trzy wielkie grube miąse, obruszek, cziasnochy53 dwie,
ręczniki cztery miąsne, podwika, fartuchy cztery, poszewka na główną poduskę
jedna, koszulek cztery niewieścich i książeczki precationes Ferri.
Wyposażenie Doroty Lipnickiej albo Marzynskiej z dóbr Pana Piotra zmarłego względem Gierady54 z dóbr wszystkich do jego domu wniesionych.
Spiszek rzeczy przez Dorotę Marzyńską po czórcze swej Jadwidze Lipniczkiej zmarłej żenie Pana Piotra Zamojskiego względem gierady pobranych
z niebosczyka Pana Piotra skrzyń w kościele będących z dozwoleniem i bytnością urzędu miejskiego wyssej mianowanego, także też panów egzekutorów
i dziedzica zostałego z koscioła wydanych Anno domini 1582 feria quarta ante
festum Mathie Apostoli [21 II ].
Naprzód wzięła płascz szary królikami podszyty. Item supkę lisią zastawną
Pana Kowalskiego. Item supkę czamlietową55 lisy podszytą niebosczycczki
dziewki swej. Item letnik muchajerowy56 czarny. Item drugi muchajerowy
z axamitnem kstałtem. Item płótna kawaliecz kolieńskiego. Item z małą skrzynką
koszuliek cienkich trzynaście, rąbków dwa i bawełniankę. Item lietnik turecki
z axamitnem kstałtem. Item myczkę aksamitną. Item szarą szuknię. Item ręczników pięć. Item obrusów pięć. Item szarą suknię, drugą przekrawaną. Item myczkę charassową57 podszytą. Item czapkę axamitną lietnią kankę. Item kocz porządny pstry. Item cztery mis wielkich z domowej czeny. Item dwie panewcze
miedziane. Item miednice mosiężną. Item talerzy kilka puzder drzewianych. Item
pościeli na cztery łoża porządnej kitajką oszytej. Len wsitek domowy. K temu
__________
53
54
55
56
57
Ciasnocha – rodzaj koszuli kobiecej lub halki.
Gierada – wyprawa mężatki.
Czamlet – tkanina z sierści wielbłądziej lub koziej, tańsza wersja z wełny czesankowej.
Muchajer – cienka, tania tkanina z wełny czesankowej.
Harasz – lekka tkanina wełniana holenderska.
383
dwie skrzyni wielkie i skrzynkę małą nabite dobrze i ważne, które córki swojej
być przyznawała, z których nie otwierano jednej. Trzy prządziona lniane. Item
cztery stuki płótna lnianego, niezwijanego, co większe sobie obrawszy wzięła.
Rożen jeden. Item sto złotych gotowych pieniędzy polskiej monety i czterech
wieprzów, co liepszych karmnych, któri Mniskowej sprzedała i z nich dostateczny z rzeczy tych wszystkich, które na nią po dziewcze zmarłej przypadały, uczynieła. Innych tu rzeczy niespomina się, które sobie sama Pani Lipniczka albo
Marzyńska za swoje przywłasczeła tacite bacznem rozumem swem obskoczeła.
Inwentarz rzeczy Pana Piotraszych w skrzyniach popieczętowanych urzędownie uczyniony i spisany zupełnie.
Inwentarz rzeczy w skrzyniach popieczętowanych i w pilnem [opa]trzeniua
i schowaniu w kościele Farskim sieraczkim będących Pana Piotra Zamojskiego
zmarłego przy obojgu urzędzie sieraczkim tak wojtowskim jako i burmistrzowskim, przy bytności dziedziczki zostałej, także brata i ojca Pana Piotra zeszłego
wyżej mianowanych, przez egzekutory wyżej opiszane z wielką pilnością od
mała do wielia uczyniony. Anno salutis nostrae 1582 feria quarta post Dominicam Ramispalmarum proxima [11 IV].
Naprzód w skrzynce małej pieczęciami dobrze obwarowanej w zakrystiej
w drugiej skrzyni próżnej schowanej, w której pieniądze beły poborowe to się
nalazło. Pasz odliewany fugowany58 srebrny pozłocisty zastawny Paniej Sebastianowej Ostrowskiej. Drugi pasek w skatułcze pierwszej żony Paniej Agnieszki
zmarłej, fugowany, srebrny, pozłocisty. Pasy dwa srebrne w małdrzyki okrągłemi czętkami wielkie, z zankliami59 podługowatemi. Trzeci pas srebrny z kędzierzawemi drotami i z rzezanemi różami na wierzchu. Pasek mniejszy srebrny
gronka w winie bez zankla i przeczki. Drugi pasek mały srebrny, w małdrzyki
małe, z długiem zankliem i sprzeczką srzebrną. 493) Dwa pacyficaliki srebrne,
a na jednym z nich crucifix pozłocisty, z różyczkami, a drugi gładki. Zankiel
osobny srebrny bez pasa. Łyżek pięć bitych gładkich, srebrnych, przy których
był napis przywiązany na karteczce: Ten Eustachiusza in quinque floren(orum)
poborowych pieniędzy. Trzy łyżki srebrne z bawolową głową z tym napisem
niebosczykowej ręki: Mateusza Łubienskiego we trzech złotich i dwu groszy
poborowych pieniędzy. Stuk kordowych sześć srebnych z napisem niebosczykowskim: Pana Jarochowskiego srebro in sex floren(orum). Łyżek domowych
dziewięć srebrnych w puzdrze czerwonym, a decimam wedlie ojcowskiej powieści także i Arnolfowej, przy śmierci nieboszczykowej na stole leżącą ktoś do
siebie przywabił. Signet z lazurowym kamieniem Pana Macieja Jarochowskiego.
Trzy pierścionki złote, jeden z nich w witkę urobiony, drugi z gamaginem60,
trzeci gładki do roku tosiego uczyniony. Te trzy pierścionki Pani Piotrowa Lipniczka zmarła do kościoła Farskiego testamentem swym odkazała, swoimi się
__________
58
59
60
Pas fugowany – pas spojony z części.
Zankiel – zapięcie.
Gamain – kamea.
384
być własnemi przyznawając. Signet złoty, na nim herb jest półpierścienia strzała61. A drugi mosiężny pozłocisty, na którym jest herb Lielita62. Dwie iglicy63
srebrne, pacziorki koraliowe. Dwa pieniadza S: Jana srebrne i cztery małe
ogniwka łańcuszka srebrnego. Pereł węzełek większych, a mniejszych na nici
zebranych około łokcia. Pacyfikalik złocisty srebrny, a przy nim wilczy ząb
srebrem oprawiony. Grosze dwa pozłociste z uskami do wieszania. Srebra odlianego spusczonego dwie małe stućcze. Czętek srebrnych drobnych pięcidziesiąt
i dwie, i zankliczek podługowaty srebrny pospołu w mecherzinie64. Dwie pieczęci srebrne; na jednej rozo[..]ÿa litery F. A., na drugiej potkowa i krzyż w niej 65
z literami M et H. Signet srebrny z kamieniem robaczem. Stuczka lianego srebra.
Trzy wilcze ząbki srebrem oprawione, przy trzecim uska niemasz. Zanklik okrągły staroświecki z różyczką srebrny. Dwie częstcze w gronka, i jedna częstka
w małdrzyk, i różyczka z puklikiem, co na czętcze bywa, wszytko srebrne. Pas
w listewki pozłocisty z pinami srebrny przejrzysty nienawlieczony, w którym
stuk wielkich długich jedenaście, a drobnych stuk do listewek u pasa dwanaście,
i dwa zankliki w mecherzynie kościelne. Dwa pierścionki złote, jeden w witkę,
a drugi bez kamyka. Gałka srebrna wielka od kapy kościelnej. Łamanego srebra
ośm stuczek. Drobnych pieniędzy polskich nowych za trzy grosze, to wsitko było
w jednej mecherzyncze srebro, a w niej karta nieboszczykową ręką napisana beła
w te słowa: to jest srebro kościelne, a drugie się wedlie Regestru rozprzedało.
W drugiej mecherzyncze drobnych dziewięć haftek srebrnych, kobełek szesnaście, haczków trzy całych a dziewięć złamanych i czętcyka maliuczka okrągła.
Bierliet aksamitny czerwony. W trzeciej mecherzynie było knefli wielkich pozłocistych dwanaście, a dwa pozłocistych mniejszych dętych, przy których kartka z napisem beła: domowe to kneflie. W tejże mecherzynie dziesięć kneflików
srebrnych dętych, przy których beł napis ręki niebosczykowej w te słowa: kneflie
Jachimowskie. W puzderku bramka66 na tlie czarnym perłowa. Przy niej tkanka67
perłowa na złotym tle, i druga tkanka perłowa wąska. Przedsobnicze68 na złotym
tle z perłami domowe. Sznurów jedwabnych czarnych do giermaków trzy pary,
a jedna para na boki. Guzików jedwabnych czarnych i brunatnych płaskich dwa
tuziny. Listewek do pościeli oszywania dziurkowanych z nici tkanych pięć łokiet. Łyżek drzewianych staroświeckich krotkich Niemieckiej roboty dziesięć
w puzdrze. Drugich łyżek drzewianych głatką robotą dwanaście. Tamże w tej
__________
61
62
63
64
65
66
67
68
Herb Ogończyk.
Herb Jelita.
Iglica – spinka.
Macharzyna – pęcherz moczowy jako rodzaj worka.
Herb Jastrzębiec.
Bramka – przybranie głowy kobiet z kosztownej tkaniny z klejnotami.
Tkanka – siatka na włosy.
Przedsobnica – ozdoba sukni w postaci pasa przymocowanego do kołnierza i opadającego
z przodu.
385
skrzynce te nizej opisane beły po[bo]rowemia pieniądzmi. Naprzód liber de
expresso verbo Dei Hosii authoris Annotaciones in Evangelia et Epistola Lucae
Losii; Loci communes Theologici Hosmeifferi; Dialogus Hosii; Dispositio
Epistolarum Dominicalium Dauidis Chitraei. Kamyk mały do magliowania hustów. Kamień czerwony od urazu. Tamże w tej skrzyni wielkiej, w której skrzynka mała s klienotami wyżej opisanemi i z pieniądzmi poborowemi beła zamkniona, nalazła się poszewka, w którą białych szat niemało beło nałożono jako tu
niżej obaczysz: czepiec axamitny czarny wiotchy, tkanka wiotcha axamitna,
podwik dziewięć, dziesiąta płachetka, kawaliecz czwelichu69, fartuszków pięć
marsczonych i dwa wyszywanych z białem szyciem, z osobna dwa gładkie
i okoliczny fartuch, rąbków sześć, siodmy wiotchy, koszulek prostych niewieścich jedenaście, koszulek z czarnym szyciem niewieścich siedm, koszulek ośm
czienkich, a miedzy nimi kilka ich wyszywanich białem szyciem, chustek trzy,
dwie z czarnem szyciem, a jedna z białym.
W drugiej skrzyni wielkiej czarnej okowanej nalazło sie: suknia odziewalna
uterfinowa70 jasna ze srebrnemi hawtkami, co ją Pani Jadwiga Lipniczka w testamencie swym Stanczlową być w zastawie czterech złotych zeznała, giermak
myszyński z sznurami jedwabnymi, żupanik myszyńskiego sukna, szupka muchaierowa lisami podszyta, czapka kitajczana lietnia, druga supka czamlietowa
lisami podszyta, szupka uterfinowa lisami podszyta, druga czamlietowa lisia,
suknia szara purpurianska z kstałtem axamitnym, druga purpurianska szara
z adamaszkowym dzikim kstałtem71, suknia uterfinu zielonego z muchaierowym
kstałtem, muchajerowy czarny lietnik z axamitnem czarnem kstałtem, lietniczek
charaszowi dzieczęcy, żupanik brunatny fiołkowy ze srebrnymi hawtkami, kstałczik żółtogorączej kitajki, drugi kstałczik zieliony kitajkowy, lietnik żółtogoręczy z axamitnem kstałtem, lietnik czerwony muchaierowy z axamitnem kstałtem,
trzeci czamlietowy brunatny, para zarękawia kitajki żóltogoręczej, drugie zarękawie czerwonego charaszu, myczka axamitna czarna z kuniem futrem, druga
myczka axamitna czarna wiotcha z lisiem futrem, trzecia axamitna [zupełna]a
futrem kuniem, połowicza karego bobru i potrze[bi]znaa bobrowa kara, kunich
gardłek futra dwie stuczki, futro lisie co pod myczką beło, kitlicza72 muchaierowa, lis cały wyprawiony, królikowe futro, szupka czarna królikami podszyta,
lanka73 muchaierowa, rąbeczków dziewięć, cztery koszulki, cztery fartuszki
i przytyczka, dwie poszewcze czwelichowe w strefy, poszew pięć wielkich na
pierzyny, dwie koszuli odziemne niewieście, posewek na głowne poduski dziewięć, dwie possewcze na maliuchne poduszeczki głowne.
__________
69
70
71
72
73
Cwelich – lniana gruba tkanina.
Uterfin – cienkie sukno.
Dziki kształt – stanik w sukni kobiecej koloru płowego.
Kietlica – rodzaj kobiecego ubioru wierzchniego podbitego futrem.
Lanka – rodzaj długiego, wierzchniego okrycia, zapewne męskiego.
386
W trzeciej skrzyni beło: myczka hatłaszowa czarna niepodszyta, giesłko
cienkie, ręczników trzynaście cienkich, trzy wały ręczników nierozkrawanych,
jeden z nich wybielony, a dwa niewybielone, z tych dwu niewybielonych miassy
wał, a drugi cienki. Prześcieradła trzy chędogie, kołdra pstra na łoże, płótna
farbowanego dwie małe stuczki, jedna czarnego, a druga dzikiego. Obrusów
miassych dwanaście, obrusów cienkich siedm, dwie posewcze czwelichowe
w kostki, dwie poswie wielkie na pierzyny. [……..]a czarnego stuk szesnaście.
[…..]segoa cztery stuki, płótna niezwinionego dziewięć stuk. [Za]a to xiądz Paweł od S. Troiczy miał jedne stuke surowego płótna mającą w sobie łokiet trzydzieści i dwa dla wybielenia, którą zaś wybieliwszy odda. Z tej trzeciej skrzynie
rzeczy wszystki włożone są do wtorej skrzynie, a ta skrzynia próżna dana jest
Hanuscze, dziewcze Pana Piotra zmarłego, zostałej ku chowaniu rzeczy swych,
które jej panowie exequutorowie [da]cza dla przechowania, aby ich [molie]a
niepszowały polieczieli i dali, zwłaszcza szubkę czarną uterffinową lisy podszytą. […]a plothӱ axamitne, dwa lietniczki muchajeru czarnego, czapkę axamitną
lisy podszytą, [ka]bateka zielonej kitajki, kosszuliek dziewięć, kietliczę muchaierową podszytą brzuszkami królikowymi, […sski]a królikowe.
W czwartej skrzyni tylko pierzyna, poduska niepowlieczone z pierza naszły
się, bo z tej skrzyni rzeczy zostały posliedniejszy Pana Piotrowej Jadwigi, niemało przy urzędzie wy[da]noa, jako o tym jest pismo trochę wyssej, gdy matkę jej
Dorotę Lipniczką albo Marzyńską Gierada oddawiano.
W piątej skrzyni czena beła: mis wielkich dwanaście, mniejszych srednich
siedm, pułmisków dziesięć, przystawek cztery, talerzow czenowych siedm,
miednicza mosiężna jedna wielga, a dwoje małych. Nieczkołki czenowe do formowania masła, garnczowe konwy dwie, czenowa kwarta, dwa pułkwartki, dwie
prawdzie74 mosiądzowe, lichtarz mosiądzowy, lliek75 blaszany niemały, panwi
dwie wielkie miedzianych, mniejszych pięć panewek, brytwanna do pieczenia
miedziana. Nasienia roszadowego worek niemały. Do tego przyłożyła się jeszcze
czena domowa, która wyssei jest opisana, zwłascza przystawek siedm, pułmisków dwa, garczowe dwie konwi, kwarcie dwie i pułgarncówka, salserka czenowa, lichtarz mosiężny o jednej rorcze, dwie miednicy mosiężne, panwie miedziane wszytki, które zrazu na przodku pierwszego inwentarza w domu
będączego spisały się.
Pieniędzy gotowych poborowych nalazło się w skrzynce wyżej mianowanej
trzysta i czterdzieści złotych polskich, ktemu siedemnaście grosy w worku płóciennym niezawiązanym tak [...]ziającycha. c-[…………………………..]-c.
Objaśnienie przypisów literowych:
a
tekst zniszczony;
b-b
zniszczony fragment Or.;
c-c
ostatnia karta 497 szczątkowa.
__________
74
75
Prawda – stołowa fajerka pod talerze.
Lejek.
387
Summary
Piotr Zamojski, a nobleman and a Sieradz burgehr (nobilis et famatus) was
one of the most notable Sieradz citizens in the second part of the 16th century. He
was a juror (1570–1572), a councilor (1575/1576), a landvogt (1577/1578) and
the Sieradz mayor (1578/1579). He manufactured and sold various liquors, including beer and booze. He traded in salt, iron and leather and also acted as
a pawnbroker offering burghers lawns on their houses and land.
The inventory was catalogued on 27 December of 1581. It contains a list of
objects from 5 chests deposited in the parish church as well as objects found in
individual rooms of the house, animals in a stable and grains in a barn.
Movable properties listed in the inventory include clothes, jewelry, farm
equipment, equipment for booze manufacture. The inventory comprised all the
things from the house and the farm. Their number which was exceptional compared to other burgher inventories is undoubtedly a sign of Piotr Zamojski’s
wealth. A big part of the wealth was Agnieszka’s dowry or was from the house
of her uncle, canon Franciszek. What seems certain is the fact that Piotr
Zamojski inherited his vast collection of books. It included not only books typical for a clergyman, but a big collection of books confirming a humanistic inclination of the owner. Some of them were probably bought by Piotr Zamojski, e.g.
books concerning municipal law.
The inventory also included various objects offered by the Sieradz gentry
due to unpaid taxes. Among those things given to a tax-collector were even family signet rings!
388
Leszek Kajzer
Instytut Archeologii UŁ
O budownictwie nie tylko przemysłowym
I
Znaczna część młodzieńczej aktywności zawodowej Uczonego Adresata
tego tomu, pana profesora Władysława Baranowskiego, a dla przyjaciół Sławka,
związana była z pracami nad opracowaniem i pisaniem kolejnych zeszytów serii
wydawniczej „Katalog Zabytków Budownictwa Przemysłowego w Polsce”.
Inicjatywa rejestrowania takich obiektów i wydawania ich katalogów narodziła
się w połowie lat 50. XX w. w kręgu uczonych zajmujących się szeroko pojętą
historią kultury materialnej, także historią oraz etnografią, która właśnie wtedy,
na skutek zaniku tradycyjnego obrazu wsi polskiej zaczęła swój marsz w stronę
etnologii. Niewiele lat wcześniej powstał w Warszawie Instytut Historii Kultury
Materialnej Polskiej Akademii Nauk, czyli jednostka naukowa o zupełnie podstawowym znaczeniu dla archeologów i etnografów, a także historyków bardziej
kochających procesy dziejowe i przedmioty niż daty, bitwy, trupy i krew lejącą
się z tradycyjnych podręczników tej nauki.
II
Dla uczonych, słabo pamiętających tamte czasy, owa nazwa instytutu Polskiej Akademii Nauk kojarzy się przede wszystkim z przemożnym wpływem
marksizmu na naukę polską i zarazem trudnymi czasami stalinizmu. Nacisk ten,
oprócz wielu innych deformacji, spowodować też miał, między innymi, wyługowanie z naukowej codzienności, także nomenklatury kierunków studiów uniwersyteckich słowa „archeologia”, sprowadzonego do bardziej przystającego do
realiów społeczeństwa (dość zresztą mozolnie) budującego socjalizm, dwuetapowego kursu studiów historii kultury materialnej. Nie zmieniając oczywistości
prawd dziejowych, gdyż historia kultury materialnej w Polsce była w linii prostej
dzieckiem marksistowskiej historiozofii, w gruncie rzeczy opisane procesy
i wynikające z nich sytuacje oraz przemiany nauki polskiej uwarunkowane były
w sposób znacznie bardziej skomplikowany.
389
W grudniu 1993 r., w związku z obchodami czterdziestolecia Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN (zarazem Zakładu Historii Kultury Materialnej
Średniowiecza i Czasów Nowożytnych) odbyła się w tymże instytucie (ale już
pod jego nową nazwą czyli jako Instytutu Archeologii i Etnologii PAN) interesująca sesja naukowa pod tytułem „Fernand Braudel a koncepcje historii kultury
materialnej”1. Zwrócono tam uwagę, że rzekomo wyłącznie „socjalistyczna”
nazwa instytutu była w gruncie rzeczy pochodną bardzo nowoczesnego uprawiania na Zachodzie Europy historii, historii która brała się z braudelowskiego
uprawiania dziejów. Omawiane na tym spotkaniu problemy, referowane przez
Jerzego Topolskiego, Wojciecha Wrzoska, Leszka Kajzera, Janusza Ostoję –
Zagórskiego i Janusza Sztetyłło rozpatrywać można, jak zauważyła Urszula
Sowina, dwuaspektowo, sprowadzając je albo do braudelowskiej koncepcji dziejów albo do rodzimych badań nad historią kultury materialnej2.
Na tym samym spotkaniu Janusz Sztetyłło przedstawił panoramę relacji
pomiędzy braudelowskim sposobem uprawiania historii, a specyfiką problemów
badanych w wydawanym od 1953 r. przez IHKM PAN „Kwartalniku Historii
Kultury Materialnej”, jedynym w Polsce periodyku wydawanym pod takim tytułem do dziś, a więc już ponad 60 lat3. Kwartalnik ten jest szczególnie ważny dla
tego tekstu, gdyż jako jego zeszyty dodatkowe ukazały się właśnie drukiem dwa
pierwsze zeszyty „Katalogu Zabytków Budownictwa Przemysłowego w Polsce”4. Redaktorem ich był Jan Pazdur, a zasługi tego badacza, nie tylko jako
redaktora owego Katalogu… czy wydawnictw takich jak „Zarys dziejów górnictwa w Polsce do 1939 r.” i „Historia Kultury Materialnej Polski w zarysie” są
trudne do przecenienia5.
__________
1
2
3
4
5
Materiały z niej zostały opublikowane, por. „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”
(dalej: KHKM), R. XLII, 1994, nr 2, s. 153–182.
U. Sowina, „Fernand Braudel a koncepcje historii kultury materialnej”. Dyskusja w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN. Warszawa, 7 grudnia 1993, tamże, s. 155. Ze starszej
literatury sugerującej potrzebę braudelowskiego widzenia dziejów, por. A. Gieysztor, Niektóre potrzeby badań nad materialnymi warunkami bytu we wcześniejszym średniowieczu
polskim, KHKM, R. II, 1954, nr 4, s. 599–618; J. Rutkowski, Wokół teorii ustroju feudalnego. Pisma historyczne, wybór, wstęp i opr. J. Topolski, Warszawa 1982; W. Kula, Rozwój gospodarczy Polski XVI–XVIII wieku. Wstęp metodyczny, opr. J. Kochanowicz, Warszawa 1993.
J. Sztetyłło, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” i Fernand Braudel, tamże, s. 181–
182.
Katalog Zabytków Budownictwa Przemysłowego w Polsce, t. I, Województwo poznańskie,
z. 1, Powiat Gostyń (zeszyt dodatkowy do KHKM), opr. E. Krygier, T. Ruszczyńska, Warszawa 1958; Op. cit., t. II, Województwo kieleckie, z. 2, Powiat Końskie, opr. ciż sami,
Warszawa 1958.
Zarys dziejów górnictwa w Polsce do 1939 r., t. I–II, red. J. Pazdur, Wrocław 1960–1961;
J. Jasiuk, J. Pazdur, Muzea i zabytki techniki w Polsce, Warszawa 1970; Historia kultury
materialnej Polski w zarysie, red. W. Hensel, J. Pazdur, t. I–VI, Wrocław 1978–1979. Por.
Nekrolog J. Pazdura pióra D. Molendy w KHKM, R. L, 2002, nr 2, 233–236, w którym
390
Dzięki kontaktom Jana Pazdura z prof. Bohdanem Baranowskim, wybitnym
historykiem i etnografem, badaczem nowożytnej Polski, a szczególnie ziem
Polski Centralnej, zaś prywatnie ojcem Sławka, narodziło się jego zainteresowanie reliktami budownictwa przemysłowego. Rozpoczęło się ono już w połowie
lat 60 XX. w., czyli jeszcze w czasach studenckich. Natomiast studia etnograficzne nasz Uczony Jubilat ukończył w 1967 r., a jego intensywne prace przy
wydawaniu kolejnych publikacji „Katalogu…” trwały łącznie 8 lat i zaowocowały opublikowaniem drukiem ośmiu zeszytów: 7 dotyczących terenów powiatów
woj. łódzkiego, a 1 kieleckiego. Jako zeszyt pierwszy ukazało się opracowanie
zabytków budownictwa przemysłowego z terenu powiatu pajęczańskiego, którego autorami byli profesor Bohdan Baranowski oraz dwaj młodzi etnografowie:
Władysław Baranowski i jego kolega z roku Jerzy Koliński6. Gdy Jurek Koliński
pożeglował w inne rejony, do realizacji kolejnych dwóch zeszytów, wydanych
w 1969 r., dokooptowano Andrzeja Lecha7. Rok później wydano, znów z J. Kolińskim, zeszyt poświecony zabytkom z terenu powiatu opoczyńskiego, należącego wtedy administracyjnie do woj. kieleckiego ale tradycyjnie związanego
z Polską Centralną i potem łódzkim ośrodkiem uniwersyteckim8. W latach 1971–
1974 wydano jeszcze 4 zeszyty dotyczące powiatów woj. łódzkiego (do zeszytu
nr 7), przy czym nr 5 i 7 były autorskimi dziełami W. Baranowskiego9.
Choć w akademickim epizodzie swego życiorysu, gdyż w latach 1967–
1978 pracowałem właśnie w Instytucie Historii Kultury Materialnej PAN, niejednokrotnie spotykałem się z kolejnymi zeszytami „Katalogu Zabytków Budownictwa Przemysłowego”, ostatnio, dzięki uprzejmości jednego z kolegów,
wpadł mi w ręce zeszyt 5 (tomu IV czyli łódzkiego), obejmujący zabytki z powiatów bełchatowskiego i łaskiego. Zachwyciłem się nim serdecznie, gdyż był
on jeszcze nierozcięty, z czego wywnioskowałem, że w 42 lata po wydaniu będę
jego pierwszym czytelnikiem. Cóż, habent sua fata libelli… ale w tym wypadku
postanowiłem, że nie poprzestanę na tej refleksji i pomyślałem, przede wszystkim, o samym autorze tego wydawnictwa.
Praca zrealizowana na początku lat 70. XX w. przez adresata tego tomu
wtedy znajdowała się może nie w głównym nurcie ale też nie na marginesie
6
7
8
9
zwróciła ona uwagę iż był prekursorem dostrzegania zabytków techniki i traktowania ich
nie tylko jako źródło do poznawania dziejów techniki i postępu technicznego ale szerzej jako dobro kultury narodowej i ogólnoludzkiej, tamże, s. 234.
Katalog…, t. IV Województwo łódzkie, z. 1 Powiat Pajęczno, opr. B. Baranowski, W.
Baranowski, J. Koliński, Wrocław 1967.
Katalog…, t. IV Województwo łódzkie, z. 2, Powiat Radomsko, opr. B. Baranowski, W.
Baranowski, A. Lech, Wrocław 1969; ciż sami, Katalog…, t. IV, z. 3, Powiat Wieluń
i Wieruszów, Wrocław 19969.
Katalog…, t. II, Województwo kieleckie, z. 4, Powiat Opoczno, opr. B. Baranowski, W.
Baranowski, J. Koliński, Wrocław 1970.
Katalog…, t. IV, z. 5 Powiaty Bełchatów i Łask, opr. W. Baranowski, Wrocław 1972;
Katalog…, t. IV, z. 7, Powiat Kutno i Skierniewice, opr. W. Baranowski, Wrocław 1974.
391
zainteresowań etnografów. Dziś, jeśli chcielibyśmy uniknąć określenia „historia
kultury materialnej”, mówilibyśmy wręcz o archeologii przemysłowej, interesującej się ze swej natury właśnie zabytkami budownictwa przemysłowego, rozumianymi szeroko, bo powstającymi od pradziejów prawie do współczesności, że
wspomnę tylko o łagodnie umierających postsocjalistycznych miastach, jeszcze
widocznych na mapie naszego kraju. Natomiast w tekście niniejszym chciałbym
powrócić do kilku miejscowości z terenu okolic Bełchatowa i Łasku i zastanowić
się, jakie inne zabytki towarzyszyły obiektom budownictwa przemysłowego.
Myślę tu o zabytkach architektury i budownictwa czyli świątyniach i dworach
oraz stanowiskach archeologicznych czyli obiektach liczących się przy ocenie
specyfiki i zarazem potencjału dziedzictwa kulturowego danego terenu.
III
Wędrówkę śladami autora katalogu zabytków przemysłowych z terenów
powiatu bełchatowskiego i łaskiego rozpocząłem od własnych wspomnień. Teren
ten znałem kiedyś nieźle, bowiem przygotowując własną habilitację, a potem
pisząc z Jerzym Augustyniakiem książkę o siedzibach obronnych i obronno –
rezydencjonalnych historycznego województwa sieradzkiego, miałem okazję
odwiedzić sporo miejscowości uwzględnionych w tymże zeszycie omawianego
katalogu10. Zajrzawszy do tych prac i porównując z omawianym katalogiem
stwierdziłem, że w kilku wypadkach wymieniane w nich miejscowości powtarzają się. Były to: Będków, Brodnia, Chociw, Krześlow, Lubiec, Łask, Rembieszów
i Sarnów. Rozważania o tych wsiach i ich zabytkach staną się też treścią niniejszego tekstu.
Będków, dawniej miasteczko, leży na terenie historycznego województwa
łęczyckiego. W Katalogu Zabytków… z 1954 r. odnotowano w nim obecność:
gotyckiego kościoła parafialnego p.w. Narodzenia N. P. Marii, zbudowanego
z fundacji Spinków(Wspinków) w 1462 r., murowanej XVIII-wiecznej dzwonnicy, jednego „starego domu” (nr 53), murowanej kapliczki przy drodze do Łaznowa i figury przydrożnej św. Antoniego Padewskiego umieszczonej w nowszej
kapliczce, przy drodze z Będkowa do Ujazdu11. Ciekawej rodzinie Wspinków,
wybijającej się ponad poziom posesjonatów tego terenu, poświecił sporo uwagi
__________
10
11
L. Kajzer, Studia nad świeckim budownictwem obronnym województwa łęczyckiego
w XIII–XVII wieku, „Acta Universitatis Lodziensis” Folia Archaeologica (dalej AUL FA)
1, Łódź 1980; L. Kajzer, J. Augustyniak, Wstęp do studiów nad świeckim budownictwem
obronnym sieradzkiego w XIII–XVII/XVIII wieku, Łódź 1986.
Katalog zabytków sztuki w Polsce (dalej KZS) t. II, Województwo łódzkie, red. J. Z Łoziński, Warszawa 1954, s. 3–5.
392
Jan Szymczak12, zaś podstawową literaturę dotyczącą kościoła zebrał Piotr Gryglewski13. Innym liczącym się zabytkiem tej miejscowości był kopiec ziemny,
odkryty przez Romana Jakimowicza, a na dobre wprowadzony do literatury
archeologicznej jeszcze przez Janinę Kamińską14. Ta pozostałość po obronnej
siedzibie dworskiej połączona została z rodziną Wspinków, a jej podstawową
charakterystykę opublikowano w 1980 r.15. W latach 1988, 1989 i 1991 obiekt
został przebadany przez archeologa ale wyniki tych prac nie zostały opublikowane16. Brak więc wiarygodnych podstaw dla określenia chronologii funkcjonowania tego dworu na kopcu. W opracowaniu grodzisk z terenu dawnego woj. piotrkowskiego Mirosław Szukała podał także, w ślad za wykazem znajdującym się
w piotrkowskim archiwum Służb Konserwatorskich, zestawienie zabytków odnotowanych w miejscowości. Są to: oprócz wymienionych w cytowanym już
katalogu z 1954 r. (czyli kościoła, dzwonnicy, starego domu, kapliczki i przydrożnej figury w kapliczce) także: ogrodzenie kościelne z bramkami, park dworski, 2 nowo wpisane do rejestru zabytków domy z końca XIX w. i murowany
młyn motorowy, także z końca XIX w.17. Natomiast urzędowy spis zabytków
z 1971 r. wzmiankuje w Będkowie tylko zespół kościelny (świątynia, dzwonnica
i ogrodzenie), zakwalifikowany jako zabytek grupy II oraz dom nr 53, potraktowany jako zabytek grupy III18. Nie notuje więc żadnego zabytku budownictwa
przemysłowego. W. Baranowski opisał znajdujący się w Będkowie młyn wodny
__________
12
13
14
15
16
17
18
J. Szymczak, Epigrafika w służbie genealogii. O początkach Wspinków z Będkowa, [w:]
Discernere vera ac falsa. Prace ofiarowane Jozefowi Szymańskiemu w sześćdziesiąta rocznicę urodzin, „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska w Lublinie”, 1990 (1992),
vol. 45, sectio F, s. 303–313; tenże, Dział rodzinny Wspinków z Będkowa w 1464 roku, [w:]
Prace ofiarowane jubileuszowo Profesorowi Aleksandrowi Swieżawskiemu, „Prace Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie”. Zeszyty Historyczne 1994
(1995), z. 2, s. 155–160; tenże, Piotr Wspinek w Będkowa – przedsiębiorczy gospodarz
i administrator dóbr pabianickich kapituły krakowskiej w drugiej połowie XV wieku, [w:]
Ludzie. Kościół. Wierzenia. Studia z dziejów kultury i społeczeństwa Europu Środkowej,
red. W. Iwańczak [i in.], Warszawa 2001, s. 543–551; A. Szymczakowa, J. Szymczak, Legaty testamentowe kanonika krakowskiego Adama z Będkowa z 15451 roku dla rodziny,”Annales Academiae Paedagogicae Cracoviensis” folia 21, Studia Historica III, 2004, s.
421–429.
P. Gryglewski, w Vetusta Monumenta. Szlacheckie mauzoleum od połowy XV do XVII w.,
[w:] Sztuka Polski Środkowej, Łódź 2002, s. 179–180. Por też zestawienie inskrypcji
w miejscowym kościele w: Corpus Inscriptionum Poloniae, t. VI Województwo piotrkowskie, wyd. J. Szymczak, Łódź–Piotrków Trybunalski 1993, s. 75 nn.
J. Kamińska, Grody wczesnośredniowieczne ziem Polski środkowej na tle osadnictwa, Łódź
1953, s. 89.
L. Kajzer, Studia nad świeckim… s. 192.
M. Szukała, Grodziska województwa piotrkowskiego, Piotrków Trybunalski 1997, s. 6–8.
Op. cit., s. 8.
Zabytki architektury i budownictwa w Polsce, z. 9, Województwo łódzkie, Warszawa 1971,
s. 10, w serii: Biblioteka Muzealnictwa i Ochrony Zabytków, pod red. M. Charytańskiej,
seria A, tom VII.
393
zbożowy, nad rzeką Krasowką, będący budynkiem drewnianym, parterowym
z nadbudówką oraz z mieszkalną przybudówką19. Nie można go więc identyfikować z młynem murowanym z końca XIX w. z zestawienia M. Szukały. Choć
nie byłem ostatnio w Będkowie, znając tempo przemian wsi polskiej efektywnie
wykorzystującej kredyty unijne, nie mam nadziei, że budynek ten jeszcze istnieje.
Myślę, że do szeroko pojętej kategorii budownictwa przemysłowego zaliczyć można jeszcze jeden, także kiedyś istniejący w Będkowie obiekt, czyli tzw.
giełdę. Najpełniej charakteryzuje ją sporządzony w połowie XIX w. opis „delegacyi” Kazimierza Stronczyńskiego, a więc naocznych świadków końca tego
zamierzenia. Tekst ten brzmi:… Alexy Dembowski jeden z nowszych dziedziców
wystawił w Bendkowie pałac murowany, i ten doprowadził już prawie do mieszkalnego stanu. Gdy mu się później obrane pierwotnie miejsce niepodobało, rozebrał go do fundamentów i w środek miasteczka w odległości o ½ wiorsty prawie
od pierwotnego miejsca przeniósł. Zaledwie nowa ta budowla wznosić się zaczęła, powziął plan osobliwszy zrobienia swojej dziedziny jednym ze środkowych
punktów dla krajowego handlu. Tym końcem zamierzył kopać kanał do pilicy dla
prowadzenia nim towarów do Bendkowa, a wystawione dla pałacu mury, na
giełdę przeznaczył. Olbrzymi ten zamiar wyczerpał zupełnie jego środki, mury
owej giełdy zaledwie pod dach stanęły, zamiast kanału staw tylko pobliski
oczyszczono i przez środek jego wielki most wymurowano, a przedsiębiorca
wszystkiego zaniechać musiał. Pozostawiona bez przeznaczenia budowla szła
coraz bardziej w ruinę, rozbierano z niej materyał na różne potrzeby tak dalece:
że z owej giełdy dwie tylko już pozostały ściany, i dwie kolosalne kolumny przysionka, a z mostu żadnego nie widać śladu. Z tych jednak zwalisk widać piękność
budowniczego pomysłu podług jakiego ów pałac miał być wystawionym…20.
Relikty tego zamierzenia widoczne były jeszcze w końcu XIX w.21. Myślę, że
znaczenie dla naszej historii tego epizodu, po którym w krajobrazie kulturowym
nie pozostał już żaden ślad, zdecydowanie przekracza ramy tego tekstu. Jest to
przecież celna informacja o nieuchronności klęski kryjącej się w pomysłach
nieudaczników, przywołująca autorowi tego tekstu na pamięć starania o podniesienie poziomu uniwersytetów i nauki uniwersyteckiej za pomocą odpowiednio
uczenie skonstruowanego systemu punktacji. Pozostaje natomiast tylko jedno
pytanie: jak długo po działaniach takich widoczne będą ruiny, a w tym wypadku
straty? Refleksja taka, wyraźnie odbiegająca od rozważań na temat kontekstów
__________
19
20
21
Por. przypis 9 w tymże tekście, z odniesieniem do: W. Baranowski, Katalog…, s. 14.
Kazimierza Stronczyńskiego opisy i widoki zabytków w Królestwie Polskim (1844–1855), t.
III, Gubernia warszawska, opr. P. Wątroba, M. Topińska, E. Wielogłowska, przy współudziale E. Smulikowskiej i W. Szymańskiego, Warszawa 2011, s. 87–88.
Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego (dalej SGKP), t. I, Warszawa 1880, s. 165, a w
gminie Będków odnotowano także obecność kilku innych obiektów przemysłowych: gorzelni, olejarni, 3 młynów wodnych, cegielni i torfiarni.
394
budownictwa przemysłowego zmusza do rozpoczęcia opisywania kolejnej miejscowości.
Na terenie Polski Centralnej nazwa Brodnia pojawia się kilka razy. Najbardziej znana jest Brodnia nad Wartą, opisana w lekturze obowiązkowej mojego
dzieciństwa czyli w książce Leona Kruczkowskiego „Kordian i Cham”, wcześniej stanowiąca też miejsce sądowe, a zarazem folwark i podróżną stację króla
Władysława Jagiełły na jego drodze z Sieradzkiego do Wielkopolski22. Mniej
znana jest Brodnia koło Łasku (określana też jako Brodnia Dolna), w parafii
Buczek, w której W. Baranowski odnotował obecność murowanej, jednopiętrowej krochmalni, wzniesionej w latach 20. XX w.23. Zarówno w Katalogu zabytków… z 1954 r. jak i w zestawieniu z 1971 r. jako jedyny zabytek w tej wsi
wymieniono, już niestety nieistniejący, piętrowy, drewniany lamus o konstrukcji
zrębowej, wzniesiony w 1746 r.24. Miejscowość ta nie pojawiła się także w opublikowanym w 1986 r. katalogu budowli obronnych historycznego woj. sieradzkiego, a relikt takiego założenia odkryty został podczas badań terenowych Archeologicznego Zdjęcia Polski w lecie 1985 r. Potem, w latach 1986–1987
przeprowadzono tu wykopaliska archeologiczne25. Ich przedmiotem był niski
kopiec/owalna wyspa o wymiarach ok. 20 x 50 m, górująca ok. 2 m. ponad średni poziom lustra otaczającego ją stawu. Konfrontacja danych archeologicznych
z opisem inwentarzowym z 1783 r.26 wykazała, iż na kopcu stał drewniany dwór
(opisywany w 1783 r. jako „stary”) o wym. 6 x 17 sążni (ok. 10,4 x 29,4 m),
czyli odpowiadających reliktom zidentyfikowanym w wykopach archeologicznych. Dwór na kopcu w Brodni był wtedy jednym z pierwszych tak datowanych
obiektów, dowodnie funkcjonujących dopiero od 2 połowy XVII w., a nie sięgających jak najczęściej i jak to ogólnie wtedy myślano, czasów późnego średniowiecza. Ostatni epizod funkcjonowania zespołu dworskiego w Brodni, w skład
którego zapewne wchodziły i budynki o funkcjach przemysłowych, to międzywojnie, kiedy majątek ten (o powierzchni 340 ha) należał do Szymona Zemana27.
__________
22
23
24
25
26
27
S. M. Zajączkowski, Uwagi nad dziejami wsi Brodnia koło Sieradza (do początków XVII
wieku), AUL FA 18, 1994, s. 105–125; por. L. Kajzer, Folwark i stacja królewska w Brodni koło Sieradza, tamże, s. 77–104.
W. Baranowski, Katalog…, s. 26.
KZS, op. cit., s. 43; Zabytki architektury i budownictwa…, s. 14. Zwrócić tu trzeba uwagę,
że Z. Ciekliński w recenzji omawianego Katalogu…, w czasopiśmie „Ochrona Zabytków”
t. VII, 1954, nr 4, s. 282, zwracał uwagę, że na nadprożu budynku znajdowała się inskrypcja z datą 1610. Obiekt ten rozebrano z myślą przeniesienia do skansenu i następnie, po
długim oczekiwaniu drewno uległo zniszczeniu.
T. J. Horbacz, Nowożytny dwór w Brodni Dolnej koło Łasku, [w:] Między północą
a południem. Sieradzkie i Wieluńskie w późnym średniowieczu i czasach nowożytnych,
red. T. J. Horbacz, L. Kajzer, Sieradz 1993, s. 303–307.
Archiwum Główne Akt Dawnych, Castr. Sirad. rel. 168, f. 780–782.
D. Zaroszyc, Wykaz właścicieli ziemskich dawnego województwa łódzkiego, Warszawa
1991, s. 17.
395
Chociw, w parafii Restarzew, znany był autorom „Słownika geograficznego…” jako miejsce funkcjonowania 4 młynów i zalegania pokładów margla28.
Zapewne o jednym z nich zachowanym do lat po II wojnie światowej i nadal
wtedy funkcjonującym pisał W. Baranowski w swym „Katalogu…” Obiekt leżący na lewym brzegu Widawki, częściowo stojący na lądzie, a częściowo na palach, był jednopiętrowym budynkiem drewnianym z nadbudówką29. Znając jego
stan opisany w 1972 r. sądzę, że już nie istnieje. Wydany w 1954 r. „Katalog
zabytków…” odnotował obecność we wsi Chociw dwóch obiektów. Pierwszym
był dwór opisany jako „zbudowany w. XVIII/XIX, o charakterze klasycystycznym,
drewniany, konstrukcji zrębowej. Na rzucie prostokąta, z gankiem wspartym na
dwóch kolumienkach. Dach dwuspadowy”, a drugim klasycystyczny murowany,
piętrowy spichrz30. Nie jest to jednak nasza wieś, a miejscowość położona koło
Rawy Mazowieckiej. W Chociwiu nad Widawką we wspomnianych tu katalogach nie odnotowano obecności zabytków, zaś miejscowość ta pojawiła się
w literaturze dopiero przy okazji zestawienia obiektów obronnych historycznego
Sieradzkiego31. Przytoczono tam inwentarz dworu należącego w 1739 r. do Kazimierza Chociwskiego, którego początek tu zacytujemy „…dwór płotem sztachecianym ogrodzony, miejscem stary, miejscem poprawiany. Stanąwszy przed
dworem mostek drewniany niezły. Dwór stary nadpróchniały…. Idąc od dwora
do browaru przez podwórze, na podwórzu z jednej strony kompas dobry, z drugiej strony Świętego Jana Nepomucena nie bardzo stara… i wymalowana kolumna…”, może sugerować, iż domostwo do którego wchodziło się po mostku
stało na kopcu otoczonym fosą. Brak reliktów kopca nie pozwala jednak na pewne potwierdzenie tej sugestii. Jeszcze w okresie międzywojennym był tu majątek
(obejmujący Chociw i Łaznów) o powierzchni 398 ha, należący do Zofii Krzaczkiewicz, z domu Kobyłeckiej, secundo voto Krzymuskiej32.
Wieś Krześlów leżąca w gminie i parafii Wygiełzów posiadała w końcu
XIX w. 6 budynków murowanych, a także młyn wodny i gorzelnię 33. Także
gorzelnię, traktowaną jako zabytek budownictwa przemysłowego, opisał W.
Baranowski w swym katalogu. Był to jednak budynek powstały dopiero w końcu
XIX w., murowany, parterowy, z piętrowym osiowym ryzalitem, ze stojącym
obok kominem, ulokowany w zespole folwarcznym na wschód od drogi Szczerców – Łask. W latach 50. XX w. nie odnotowano we wsi obiektów zabytkowych,
a dopiero w 1971 r. oceniono takiż walor zespołu dworskiego, w skład którego
wchodził murowany dwór, podobno z I ćwierci XIX w. oraz dwie XIX-wieczne
__________
28
29
30
31
32
33
SGKP, t. I, s. 602.
W. Baranowski, Katalog…, s. 27–28.
KZS, op. cit., s. 264.
L. Kajzer, J. Augustyniak, Wstęp do studiów…, op. cit., s. 78–79.
D. Zaroszyc, Wykaz…, s. 15.
SGKP, t. IV, 1883, s. 786.
396
oficyny34. Przy skrzyżowaniu dróg z Widawy do Piotrkowa znajduje się zespół
dworsko-parkowy, w skład którego wchodzi też duży staw z prostokątną wyspa
o wymiarach ok. 45 x 55 m. Na wyspie tej stoi klasycystyczny, obecnie odremontowany dwór i jedna ze wspomnianych już wyżej oficyny. Jest to budynek
dziewięcioosiowy, parterowy, z piętrową, lekko zryzalitowaną wystawką zwieńczoną trójkątnym tympanonikiem, o skromnych cechach klasycystycznych. Brak
jakichkolwiek poważnych badań nie pozwala prześledzić historii wsi i dziejów
budynku. Interesującą informację o opisanym kopcu/wyspie zawierają jednak
tzw. Teki Pstrokońskiego, czyli notatki sporządzane przez sieradzkiego notariusza i historyka regionalistę Antoniego Paparonę Pstrokońskiego, żyjącego na
przełomie XVIII i XIX w. (+1843). Skryba ten zanotował, że „jest tu kopiec dość
wysoko wysypany, wodą oblany, na którym dwór z sklepami murowanemi suchemi”35. Zachowany do dziś budynek łączony jest z inicjatywą inwestycyjną
Wincentego Węsierskiego i datowany na 1864 r., z czego wynikać może, że
datowanie dworu z urzędowego spisu zabytków uznać wypada za zbyt wczesne.
Natomiast informację A. Pstrokońskiego łączyć można właśnie z obiektem starszym – jakimś wcześniej stojącym na kopcu budynkiem dworskim. Opisana
sytuacja niedwuznacznie wskazuje, że prawdziwa metryka kopca sięgać może
czasów znacznie wcześniejszych, a w tekście tym notowane są tylko dwie ostatnio powstałe na nim najmłodsze rezydencje36. Brak badań terenowych i przekazów pisanych nie pozwala więc traktować kopca w Krześlowie jako pewnego
reliktu późnośredniowiecznego (?) dworu obronnego37.
Podbełchatowski Lubiec, w XIX w. leżący w gminie Kluki i parafii Parzno,
wzmiankowano jako wieś z papiernią, olejarnią, młynem i szkołą elementarną38.
Natomiast W. Baranowski odnotował tam tylko obecność papierni i młyna zbożowego, wzniesionego w ok. 1924 r. napędzanego turbiną oraz wspominał
o zlikwidowanej już fabryce tektury39. Obszerne informacje o zabytkach Lubca
opublikowano już w 1950 r.40, a wszystkie późniejsze opracowania na dobra
__________
34
35
36
37
38
39
40
Zabytki...op. cit., s. 15.
Biblioteka Czartoryskich w Krakowie; zbiór: Teki Pstrokońskiego (dalej TP) nr 3304, II, f.
33 v.
Lokatorem tego najmłodszego dworu był w międzywojniu Bronisław Walicki, trzymający
w ręku bardzo znaczny majątek (o powierzchni 1 366 ha.); Por. D. Zaroszyc, Wykaz..., s.
17.
Tak więc trudno stwierdzić, że stan naszej wiedzy na temat domniemanego dworu obronnego w Krześlowie posunął się do przodu w porównaniu z monografią z 1986 r. L. Kajzera
i J. Augustyniaka, Wstęp…, s. 136–137.
SGKP, t.V, s. 403.
W. Baranowski, s. 20.
Zabytki sztuki w Polsce. Inwentarz topograficzny IV, Powiat piotrkowski, województwo
łódzkie. Praca zbiorowa uczestników obozu naukowego w Sulejowie k. Piotrkowa w r.
1948, Warszawa 1950, s. 119–120.
397
sprawę streszczały albo powtarzały te dane41. Na wschód od centrum Lubca
znajduje się zespół dworsko-parkowy z dużym kompleksem rybnych stawów. Na
ich zachodnim skraju znajduje się staw o wym. ok. 80 x 100 m, na którym znajduje się prawie kwadratowa (bok ok. 55 m) wyspa. Stoi na miej murowany dwór,
podpiwniczony, parterowy z wgłębnym czterokolumnowym portykiem. Nad nim
wznosi się czoło pięterka, przechodzącego na całą szerokość budynku, zwieńczone trójkątnym frontonem. Front budynku jest siedmioosiowy, a w płycinie
nad głównym wejściem znajduje się data 1835. Obok tego, prezentującego
skromne cechy klasycystyczne domostwa, bezpośrednio po II wojnie światowej
stał jeszcze murowany, parterowy spichlerz, na sosrębie którego wyryto datę 4
maja 1824 r. Gdy w latach 80. XX w. rozmawiałem w Lubcu z jego mieszkańcami, nie mieli oni wątpliwości, że kiedyś na miejscu opisanego dworu znajdował się „zamek obronny”. Wersja ta odpowiadała zresztą ocenie sytuacji terenowej i ona właśnie zadecydowała, że wraz z Jerzym Augustyniakiem Lubiec
zaliczyliśmy do listy miejscowości z dworami na kopcu czyli typowego dla późnego średniowiecza i początku czasów nowożytnych obiektu obronnorezydencjonalnego42. I tu jednak dwór nie doczekał się dokładniejszych badań
historycznych, ani penetracji archeologicznych, a więc sąd ten pozostać musi
bardzo prawdopodobną ale wymagająca zweryfikowania hipotezą.
Łask stanowiący od XIV do XVII w. gniazdo możnych Łaskich, stolica
powiatu i miejsce wielu obiektów zabytkowych, doczekał się sporej literatury,
zaś wiedzę o nim sumuje najnowsza monografia regionalna43. W. Baranowski
zarejestrował w Łasku obecność: młyna wodno-zbożowego zwanego „Utrata”
nad rzeką Grabią na północ od centrum miasta, dużego, piętrowego młyna motorowego przy dawnej ul. Górczyńskiej (Narutowicza), parterowej, murowanej
olejarni z 1870 r. przy ul. S. Żeromskiego 4, zakładu mechanicznego zbudowanego w 1912 r. przez Jerzego Łyżwę (przy ul. 9 maja 56) oraz zespołu fabryczki
garbarskiej przy ul. Tylnej 9. W jej skład wchodziły: jednopiętrowa murowana
garbarnia, przybudówka z kotłownią i parterowy drewniany budynek biurowomagazynowy. Po II wojnie światowej zespół ten funkcjonował jako gręplarnia
i farbiarnia44. Dobrym komentarzem do tego zestawienia jest opracowana przez
Wiesława Pusia tabela obrazująca strukturę zawodową ludności Łasku w wieku
XIX w. I tak, w 1827 r. działali tam między innymi: 1 bednarz, 6 blacharzy/kotlarzy, 7 cieśli/kołodziejów, 3 fabrykantów: 3 cykorii, 1 oleju i 22 sukna,
14 garbarzy, 7 garncarzy i 4 kowali. Natomiast w 1865 r. odnotowano obecność:
4 bednarzy, 4 blacharzy/kotlarzy, 13 cieśli/kołodziejów, 5 dystrybutorów tytoniu,
3 fabrykantów cykorii, 2 oleju, 2 sukna, 2 bawełny, 3 miodu, 17 garbarzy, 2
__________
41
42
43
44
Por. KZS, s. 205 i Zabytki…, s. 9. W międzywojnie właścicielem 500 hektarowego majątku
w Lubcu był Mieczysław Arkuszewski; por. D. Zaroszyc, Wykaz…, s. 25.
L. Kajzer, J. Augustyniak, Wstęp…, s. 146–147.
Łask. Dzieje miasta, pod red. J. Śmiałowskiego, Łask 1998.
W. Baranowski, Katalog…, s. 34–35.
398
gwoździarzy, 4 kowali, 6 murarzy i 3 utrzymujących zajazd45. Natomiast w 1935
r. na terenie miasta funkcjonowało ogółem 147 zakładów „zwanych umownie
przemysłowymi”, a w tym 12 zakładów rzemiosł metalowych, 1 olejarnia, 37
rzemiosł skórzanych, 7 przetwórstwa drzewnego, itp., a miejscowość traktowana
była jako silny ośrodek garbarski46. Natomiast w czasach tradycyjnego rozumienia pojęcia „zabytek” (czyli ograniczania ich do obiektów starszych niż rok ok.
1850) w Łasku zauważano tylko obecność gotycko-barokowej kolegiaty, drewnianego kościoła Św. Ducha oraz kaplicy i figury na cmentarzu47. Swoistym
komentarzem do tego trudnego do przyjęcia ascetyzmu optyki badawczej jest
brak jakiegokolwiek podrozdziału, czy innej części poświeconej zabytkom,
w wykorzystywanej tu najnowszej monografii miasta z 1998 r. W urzędowym
spisie zabytków do listy tej dodano jeszcze 5 stojących przy rynku domów48.
Łask rozumiany jako ośrodek produkcji wyrobów metalowych, garbarskich
i drzewnych był też centrum przemysłu spożywczego, otoczonym licznymi młynami. Działalność ich była w znacznym stopniu związana z wielkim majątkiem
ziemskim określanym jako „Dobra miasta Łask”, którego ośrodek w międzywojniu znajdował się na terenie podłaskiej pobliskiej wsi Ostrów. Wtedy majątek
Janusza Szweycera liczył łącznie 5 465 hektarów i był bez wątpienia największą
włością na terenie Polski Centralnej49. Przed Szweycerami właścicielami Łasku
była rodzina Kręskich i ich murowany dwór, obecnie już jako smutnie opuszczona ruina, znajduje się na skraju rozległego podworskiego parku, bezpośrednio
przy szosie przelotowej przez miasto (poprowadzonej w międzywojniu przez
rejon zabudowań dworskich), na wysokości znajdującego się na południe od
niego Rynku i kolegiaty50. Po zniszczeniu kolejno po sobie następujących siedzib
dworskich, w tym obronnego dworu na kopcu51, Edward Kręski zbudował (lub
tylko rozbudował) zachowany do dziś dwór, stojący na granicy parku i szosy.
Jest to budynek parterowy, na planie wydłużonego prostokąta, z podkreśloną osią
i lekko zaznaczonymi oboma ryzalitami skrajnymi, mieszczący ok. 10 podstawowych lokalności. Według nie do końca zweryfikowanych danych, ta skromna
rezydencja nie wystarczała synowi E. Kręskiego Włodzimierzowi, który sprzedał
Łask, przenosząc się do posagowego majątku żony (z domu Rubach) w Walich-
__________
45
46
47
48
49
50
51
W. Puś, Lata zaborów (1795–1918), [w:] Łask. Dzieje miasta…, s. 157.
B. Wachowska, Łask w Polsce niepodległej (1918–1939), [w:] Łask…, s. 216–217.
KZS, s. 48–51.
Zabytki…, s. 14.
D. Zaroszyc, Wykaz…, s. 17; por. W. Roszkowski, Gospodarcza rola większej prywatnej
własności ziemskiej w Polsce 1918–1939, Warszawa 1986, s. 367, co stawiało go, według
areału na 238 miejscu na liście największych latyfundiów.
L. Kajzer, Łask, Łopatki i Ostrów – dwory, [w:] Pałace i dwory w dawnym województwie
sieradzkim, t. 2, red. T. S. Jaroszewski, Warszawa 1994, s. 79–99.
L. Kajzer, J. Augustyniak, Wstęp…, s. 149–155. Por. L. Kajzer, Z zagadnień aktywności
fundacyjnej rodu Łaskich. Czy Jan Łaski naśladowały fundacje królewskie?, [w:] Jan Łaski
prymas i mąż stanu, red. W. Grochowalski, Łódź 2006, s. 54–68.
399
nowach koło Wielunia, gdzie państwo zamieszkali w klasycystycznym pałacu.
W dworze łaskim od ok. 1895 r. mieszkali Szweycerowie, ale prędko przenieśli
się do Ostrowa, gdzie znany architekt Romuald Gutt zbudował im znacznie
większą neobarokową rezydencję. Znając wielką skalę gospodarczą majątku
łasko/ostrowskiego w 2 połowie XIX i w I połowie XX w., z wielkim żalem
stwierdzić wypada, że przemiany urbanistyczne Łasku i przekształcenia zespołu
ostrowskiego, w którym po II wojnie ulokowano wiele nowych kubatur kompleksu szkół rolniczych, ostatecznie zniweczyły możliwość poznania znajdujących się w nim obiektów, które dziś traktowalibyśmy jako zabytki budownictwa
przemysłowego. Pozostały więc, jako ostatnie obserwacje, opisy tej problematyki pióra Władysława Baranowskiego.
Wieś Rembieszów, w gminie Wola Wężykowa i parafii Strońsko, odnotowana została przez W. Baranowskiego z racji obecności tam wodnego młyna
zbożowego, stojącego na lewym brzegu lewej odnogi Widawki52. Był to budynek
drewniany, pochodzący z przełomu XIX i XX w. stanowiący dawną własność
dworską. Z innych zabytków wsi notowana jest podworska kaplica, pochodząca
z początku XIX w. i restaurowana w latach 1842(?) i 190253. Znacznie bardziej
interesujących danych dostarczyły słabo dotąd znane źródła pisane, wykorzystane przy okazji tworzenia katalogu budownictwa obronno-rezydencjonalnego
Sieradzkiego. Podstawową trudnością przy ich interpretacji jest jednak to, iż do
końca nie wiemy czy odnoszą się one do interesującej nas miejscowości czy do
innej podsieradzkiej wsi, o nazwie Rembieskie (obecnie Stare Rembieskie)
w parafii Korczew54. Nie ulega jednak wątpliwości, że wykorzystywane wtedy
opisy odnoszą się do dworu, wzniesionego chyba w 1618 r. (i użytkowanego do
1805 r.), zapewne ulokowanego na kopcu, a więc prezentującego oczywiste
walory obronne oraz do murowanego ceglanego lamusa stojącego w sadzie obok
dworu. Co ciekawe, w opisie z ok. 1790 r. odnotowano także obecność stojącej
w sadzie kaplicy: „jest kaplica stara, ale nowo wyreperowana, z zakrystią małą
dobrą”55, co być może określa właściwą chronologię budynku notowanego
w zestawieniach zabytków architektury i traktowanego jako pochodzący z początku XIX w. W sumie interesujące dzieje wsi wymagają dalszych badań.
Ostatnią miejscowością omówioną w tym teksie będzie Sarnów w gminie
Widawa, nad rzeką Widawką. W. Baranowski odnotował tam obecność murowanego wodnego młyna zbożowego, który był chyba jedynym zabytkiem w tej
wsi, gdyż nie notują jej inne zestawienia zabytków architektury i budownictwa56.
Natomiast innym, już nieistniejącym i kompletnie zapomnianym zabytkiem
__________
52
53
54
55
56
W. Baranowski, Katalog…, s. 39.
KZS, s. 404; Zabytki…, s. 16.
L. Kajzer, J. Augustyniak, Wstęp.., s. 173–174.
AGAD, Castr. Sirad. rel. 186, f. 439.
W. Baranowski, Katalog…, s.40. Młyn i pokłady wapna odnotowane są także w SGKP, t.
X 1889, s. 319.
400
Sarnowa był zamek, a przynajmniej obiekt tak określany w nieocenionym źródle
do dziejów Sieradzkiego, czyli relacji Antoniego Pstrokońskiego. Interesujący
nas passus brzmi „tu zamek nad rzeką i błotami zmurował Stanisław Sasin Karśnicki, sędzia ziemski sieradzki… Ten zamek, czyli kamienicę zmurował, sklep
pod tym skarbcem, a nad niemi dwa piętra”57. Mimo braku innych przekazów
historycznych, a także niemożności znalezienia reliktu tej budowli w terenie,
wiadomość traktować należy jako wiarygodną58. W pełni do przyjęcia jest też
osoba fundatora, który w latach 1570–1578 był podsędkiem sieradzkim, w 1574–
1576 burgrabią krakowskim, w 1579–1602 sędzią sieradzkim, a roboczo można
go też identyfikować z tytulaturą kasztelana sieradzkiego, użytą tylko raz (w
1584 r.) i chyba nieodpowiadającą prawdzie, gdyż w latach 1581–1585 godność
kasztelańską sprawował Jan Krzysztoporski, wcześniej kasztelan wieluński59.
Tak więc murowaną rezydencję, określaną jako zamek, powstałą według A.
Pstrokońskiego w latach 1580–1582 uznać można za pewną. Naturalnie nie był
to zamek we współczesnym znaczeniu tego słowa, a murowany dwór o cechach
obronnych, czyli zwarty trzykondygnacjowy blok, może zbudowany na wyniesionym kopcu ziemnym, co uwiarygodniałoby notatkę A. Pstrokońskiego o wodzie i błotach60. Tak więc konstatacja, iż w Sarnowie nie ma żadnych zabytków
jest prawdziwsza niż sąd, iż w miejscowości tej obiektów takich nigdy nie było.
IV
Z konieczności określone rozmiary tego tekstu skłaniają do podjęcia próby
zarysowania ewentualnych konkluzji. Ograniczę je jednak tylko do trzech grup
spostrzeżeń. Ostatnią publikacją zespołu łódzkich etnografów i etnologów, początkowo animowanego przez Bohdana Baranowskiego, a potem coraz wyraźniej przez Adresata tego tomu, był wydany w 1974 r. zeszyt obejmujący zabytki
budownictwa przemysłowego z powiatu kutnowskiego i skierniewickiego61. Nie
znam przyczyn zaniku tej inicjatywy, choć domyślać się mogę co najmniej kilku
przyczyn. Pierwszą i zapewne zasadniczą stanowiła reforma administracyjna
kraju, w efekcie której z mapy Polski znikły powiaty, zastąpione przez nadmiernie rozmnożone gminy i niewielkie województwa. Zlikwidowano więc podstawowy moduł terytorialny całego zamierzenia, co mogło i zapewne spowodowało
__________
57
58
59
60
61
Biblioteka Czartoryskich…, TP nr 3304, II, f. 54.
L. Kajzer, J. Augustyniak, Wstęp…, s. 180–181.
Urzędnicy województw łęczyckiego i sieradzkiego XVI–XVIII wieku. Spisy, opr. E. Opaliński i H. Żerek-Kleszcz, red A. Gąsiorowski, Kórnik 1993, nr 1004,1174, 1215.
Por. L. Kajzer, Zamki i dwory obronne w Polsce Centralnej, Warszawa 2004, s. 240.
B. Baranowski, Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Tom IV; Województwo łódzkie; z.7; Powiaty Kutno i Skierniewice, Wrocław 1974.
401
zahamowanie całej akcji62. Przyczynę drugą, już znacznie bardziej dyskusyjną,
dostrzegać można w zmieniającym się obrazie zainteresowań badaczy wsi polskiej, którzy z tradycyjnie rozumianych etnografów stawali się coraz bardziej
etnologami, a wreszcie osiągnęli znacznie wyższy stopień ogólności i refleksji
zarazem, prezentując się dziś jako antropolodzy kulturowi. Nie jest przypadkiem,
że procesy te miały miejsce w czasach zamierania tradycyjnego obrazu materialnego i funkcjonalnego wsi polskiej, czytelnego w czasach wielkich przemian,
a zarazem iluzorycznego triumfu lat rządów lat Edwarda Gierka. Wobec zaniku
tradycyjnie rozumianej bazy badawczej, kierunek ten był więc po części zupełnie
zrozumiały. Liczyło się też zelżenie bariery, zwanej żelazną kurtyną i wpuszczenie do naszego kraju sporego strumienia nowych prądów filozoficznych i społecznych, w oczywisty sposób zmieniających także refleksje polskich humanistów. Zanik tradycyjnie rozumianej etnografii zbiegł się też z trudnościami
w samym myśleniu o przedmiotach, wyrobach, budynkach itp., stanowiących
oparcie i zarazem świadectwo obecności odchodzącego społeczeństwa wiejskiego. Marsz etnologów stających się coraz wyraźniej antropologami kulturowymi,
sprawił, że większość z nich, znając podstawową literaturę anglosaską, nie umie
już rozróżnić od siebie ziaren pszenicy, żyta, jęczmienia, owsa i prosa, czego
kiedyś jeszcze uczono na etnografii. Także odchodzące po II wojnie światowej,
zachowane często w stanie opłakanym zabytki budownictwa przemysłowego, nie
mogły już budzić tak aktywnych jak wcześniej pasji badawczych i odchodziły
z naszego krajobrazu kulturowego tak samo jak i myślenie o nich, o opiece nad
nimi już nie wspominając.
Ponieważ akapit ten można traktować jako wypełniony pewną nostalgią,
nie wdając się w drogi i bezdroża polskiej antropologii kulturowej, tu chciałbym
ograniczyć się do podkreślenia zasług Adresata tego tomu. Opisywaną serię
katalogów zabytków budownictwa przemysłowego i udział w niej profesora
Władysława Baranowskiego traktować można, naturalnie z zachowaniem oczywistych proporcji, jako swojego rodzaju badania umownej Atlantydy, czyli świata umarłego, już nieistniejącego i słabo poddającego się poznawaniu przez
współczesnych. Doskonałość refleksji filozoficznej i zarazem metod badawczych
współczesnej etnologii/antropologii kulturowej słabo bowiem przystaje do społeczeństw historycznych, a szczególnie ich materialnego otoczenia. Stąd omawiane
katalogi stanowią w wielu przypadkach, na dobrą sprawę, ostatnie świadectwo
istnienia jakichś specyficznych cech i zarazem pojedynczych elementów naszego, dawno już minionego, krajobrazu kulturowego. Ciekaw jestem czy z takiego,
bez mała „pozytywistycznego” sensu opracowywania takich katalogów, zdawali
sobie przed prawie pół wiekiem ich twórcy?
__________
62
Moim zdaniem sugestię tę mogą uprawdopodobnić kłopoty, widoczne w wydawaniu od
połowy lat 70 XX w. kolejnych tomów Katalogu Zabytków Sztuki, a więc edycji także
opartej o strukturę powiatową. Wprowadzono tam zapis: Seria Nowa oraz określenie
„Dawny powiat …”.
402
Druga grupa uwag dotyczy relacji naszego kraju i Europy. Opisywane zjawiska dokonywały się w Polsce mniej więcej w tym samym czasie, gdy na Wyspach Brytyjskich rodziło się pojęcie „archeologii przemysłowej”. Zakłada ona
między innymi rejestrację, badanie i ochronę dawnych fabryk i innych obiektów
przemysłowych, traktowanych nie tylko jako ważny element specyfiki krajobrazu kulturowego, ale i całokształtu narodowego dziedzictwa. Potrzeba wzbogacania wiedzy o umarłych zespołach poprzemysłowych stała się już w naukach
europejskich czymś oczywistym i specjalizacja ta rozwija się tym lepiej, im
wyższa jest kultura danego społeczeństwa i jego wrażliwość na ochronę obiektów zabytkowych63. Normy europejskie wskazują zresztą, że: „dziedzictwo
przemysłowe ciągle się zmienia. Wiele gałęzi przemysłu, które znacząco rozwinęły się w XIX wieku, w drugiej połowie XX wieku uległo nadzwyczajnemu ograniczeniu, a ich spuścizna środowiskowa jest bardzo zagrożona”64. Wiedza o tych
zagrożeniach, a także o relacji zabytków budownictwa przemysłowego z innymi
elementami krajobrazu kulturowego jest już dziś niezbędna65. Niestety świadomość ta nie jest jeszcze powszechna, zaś najmocniej lansuje ją tylko krąg badaczy i praktyków skupionych w Polskim Komitecie Narodowym ICOMOS,
w którym jednak, jak się orientuję, chyba nie ma etnografów, etnologów ani
antropologów kulturowych. Nie zamierzam tu postawić tezy, że środowisko to
odwróciło się od interesującej nas problematyki, ale nie ulega wątpliwości, że
bardziej interesuje się teraz ludźmi, społecznościami, mechanizmami itp., niż
budynkami, artefaktami, maszynami i przekształceniami terenowymi z ich funkcjonowaniem związanymi. Ten właśnie kontekst także skłania do refleksji dotyczącej właściwej, a zarazem wysokiej oceny młodzieńczych działań Adresata
tego tomu.
Na koniec trzeci, ostatni zbiór uwag. Lata 60. i 70. XX w. były na początku
czasem pewnej stabilizacji, zresztą na poziomie dość podstawowym, potem
nagłego rozbudzenia nadziei, szybko jednak zweryfikowanych ekonomicznym
abecadłem. Wahania te w oczywisty sposób wpływały na obraz polskiej nauki,
a szczególnie wrażliwej na tego typu zawirowania humanistyki. Niezależne od
wspomnianej labilności, nieodmienne były bowiem jednak pryncypia ustrojowe,
__________
63
64
65
R. Pittioni, Wesen und Methode der Industrie-Archäologie. Studien zur IndustrieArchäologie 1.Verlag der Őstterreichischen Akademie der Wissenschaften, Vienna 1968.
Por. pracę najnowszą: M. Palmer, M. Nevell, M. Sisson, Industrial Archaeology: a Handbook. Council for British Archaeology, York 201 2.
Fragment z Industrial heritage in Europe, Parliamentary Assembly, Doc. 13134, 15 February 2013, cytowany za W. J. Affelt, O wartościowości architektury przemysłowej (i nie tylko…), [w:] Wartościowanie zabytków architektury, praca zbiorowa pod red. B. Szmygina,
Polski Komitet Narodowy ICOMOS; Muzeum Pałac w Wilanowie, Warszawa 2013, s. 17–
36, a szczególnie s. 18, przypis 6.
W. J. Affelt, Dziedzictwo techniki w rozwoju zrównoważonym, [w:] Kultura a rozwój
zrównoważony. Środowisko, ład przestrzenny, dziedzictwo, Polski Komitet do spraw
UNESCO, red. R. Janikowski, K. Krzysztofek, Warszawa 2009, s. 205–240.
403
dotyczące szczególnie historycznej oceny relacji wiejskich. Teza o nieuchronności przemian dokonanych na wsi polskiej po II wojnie światowej skutecznie
eliminowała, nie tylko ze świadomości młodszego pokolenia i osób o mniej
refleksyjnych umysłach, ale i nawet z zainteresowań badawczych nauk historycznych, cały szereg określeń i znaczeń, a w tym jednego z najważniejszych –
słowa „dwór”. W ślad za doskonałością fizycznego opisu zabytków budownictwa przemysłowego, zasad funkcjonowania poszczególnych obiektów i ich sytuacji terenowej itp. nie nadążała odpowiednio rozbudowana informacja historyczna, w której z konieczności pojawić musiałyby by się nazwiska określonych,
dawnych właścicieli ziemskich, nazwy kluczy majątkowych i wreszcie dworów,
traktowanych nie tylko jako domy ziemiaństwa, ale i hasła mogące niepotrzebnie
wywoływać zamęt w głowach maluczkich. Stąd nie należy się dziwić, że w ówczesnych katalogach musiało zabraknąć miejsca na krótki przegląd historii właścicieli, opis samego majątku, jego zaplecza produkcyjnego, po którym pozostały
właśnie interesujące nas zabytki itp. Stąd zabytek budownictwa przemysłowego
z polskich wsi był w tych katalogach wartością niejako samodzielną – izolowaną
od realiów życia osób, na polecenie których i dzięki którym funkcjonował, produkując owe wielce pożyteczne dobra. Dziś już odchodzi ostatnie jeszcze żywe
pokolenie „bezetów” – bo takie właśnie określenie na „byłych ziemian” pamiętam z dzieciństwa. Sami byli ziemianie wspominają, że w paryskim „Figaro”
carnet du jour nie jest już wypełniony informacjami o uroczystościach dobrze
urodzonych rodzin, a w Anglii zniesiono prawo do dziedzicznego zasiadania
w Izbie Lordów, widać w Europie zakończył się ostatecznie czas przywilejów
dla osób, wynikających z samego urodzenia66. „Klassa” ta odeszła bowiem bezpowrotnie. Myślę jednak, że do przywrócenia właściwych relacji pomiędzy dworem a wsią i całym wiejskim (też małomiasteczkowym) aparatem produkcyjnym,
w trakcie przyszłych studiów historycznych, pozostało jeszcze sporo do zrobienia.
Summary
A significant part of youthful professional activity of the learned Addressee
of this volume, Mr Władysław Baranowski, called Sławek by friends, was connected with working on and writing subsequent journals of series entitled “Catalogue of Landmarked Buildings of Industrial Construction in Poland”. The initiative of registering theses objects and publishing their catalogues emerged in the
mid 1950s of the 20th century among scientists who deal with the broadly defined
__________
66
Co w ustach Marcina Libickiego, znanego nie tylko w ziemiańskich środowiskach Wielkopolski ma swoje oczywiste znacznie, por. P. Libicki, wstęp i współpraca autorska Marcin
Libicki, Dwory i pałace wiejskie na Mazowszu (obecne województwo warszawskie), Poznań
2013, s. XI.
404
history of material culture as well as the history and ethnography which then as a
result of disappearance of a traditional image of the Polish countryside started its
movement towards ethnology. A few years earlier the Institute of the History of
Material Culture of the Polish Academy of Sciences was established in Warsaw
and it was a scientific unit of basic importance for archeologists and ethnographers as well as historians who love historic processes and objects more than
dates, battles, dead bodies and blood that is shed from traditional history schoolbooks.
405
Wiesław Puś
Instytut Historii UŁ
Przemysł ziemiański guberni siedleckiej w latach 1879–1913
W dotychczasowej literaturze historycznej stosunkowo niewiele miejsca
poświęcono przemysłowi ziemiańskiemu w Królestwie Polskim. Pierwszy artykuł na temat uprzemysłowienia majątków ziemskich w latach 1879 i 1892 opublikowała R. Chomać-Klimek w 1979 r. Autorka zebrała dane na podstawie
materiałów Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego dla 81% folwarków w 1879
r. oraz dla 90% w 1892 r. Dane te jednak obejmowały wyłącznie informacje na
temat liczby zakładów przemysłowych, pomijając najważniejsze kwestie liczby
zatrudnionych oraz wielkości i wartości produkcji1. Kolejnym opracowaniem był
artykuł W. Cabana opublikowany w 1993 r., a poświęcony ziemianom przemysłowcom w guberni radomskiej w latach 1832–18622. W ośrodku kieleckim
w 1993 r., opublikowano pokłosie sesji naukowej na temat aktywności gospodarczej ziemiaństwa w Polsce w okresie od XVIII do XX wieku. Jednym z ciekawszych tekstów w tym tomie był artykuł B. Szabat na temat uprzemysłowienia
dóbr ziemskich na Kielecczyźnie na przełomie XIX i XX wieku3. W 2010 r.
w łódzkim ośrodku historycznym opublikowano w dwóch tomach czasopisma
Studia z historii społeczno-gospodarczej XIX i XX wieku pod redakcją W. Pusia
i J. Kity, 40 artykułów poświęconych przemysłowi ziemiańskiemu. Autorami
tych opracowań byli historycy reprezentujący większość ośrodków naukowych
w Polsce. Wśród 40 artykułów, które obejmują głównie szczegółowe kwestie
uprzemysłowienia majątków ziemskich, albo prezentują aktywność gospodarczą
stowarzyszeń rolniczych lub niektórych ziemian, na szczególną uwagę zasługują
teksty W. Pusia i W. Cabana, których autorzy skupili się na ocenie dotychczasowej literatury historycznej poświęconej przemysłowi ziemiańskiemu, jak również
__________
1
2
3
R. Chomać-Klimek, Sprawa uprzemysłowienia majątków ziemskich Królestwa Polskiego
w drugiej połowie XIX w.,Acta Universitatis Lodziensis, Folia historica, 1979, seria I, nr 43,
s. 69–77.
W. Caban, Ziemianie przemysłowcy w Królestwie Polskim w latach 1832–1862 na przykładzie guberni radomskiej,[w:] Image przedsiębiorcy gospodarczego w Polsce w XIX i XX
wieku, red. R. Kołodziejczyk, Warszawa 1993, s. 83.
B. Szabat, Uprzemysłowienie dóbr ziemskich Kielecczyzny na przełomie XIX i XX wieku
w świetle statystyk urzędowych, [w:] Aktywność gospodarcza ziemiaństwa w Polsce
w XVIII–XX wieku, red. W. Caban, M.B. Markowski, Kielce 1993, s. 111–120.
407
zwrócili uwagę na kwestie źródłowe i metodologiczne4. Na temat uprzemysłowienia majątków ziemiańskich na Lubelszczyźnie pisał również B. Mikulec5.
Próba opracowania danych statystycznych obejmujących rozwój przemysłu
ziemiańskiego na określonym obszarze, podobnie jak w wypadku przemysłu
ogółem w Królestwie Polskim, czy w skali określonej guberni, wymaga wykorzystania określonych materiałów źródłowych. W odniesieniu do jednego majątku ziemiańskiego najlepszym rozwiązaniem jest korzystanie z materiałów archiwalnych (jeżeli tego typu źródła się zachowały). Jeżeli jednak chcemy
przedstawić rozwój całości przemysłu na określonym obszarze mając do czynienia z dziesiątkami, setkami lub tysiącami zakładów produkcyjnych musimy korzystać ze spisów firm przemysłowych, które zawierają informacje dla każdego
przedsiębiorstwa oddzielnie z podaniem daty założenia, adresu, nazwiska właściciela, liczby zatrudnionych, wielkości lub wartości produkcji, czasami asortymentu produkcji. W dotychczasowych badaniach nad rozwojem przemysłu
w Królestwie Polskim podstawowym źródłem były wydawnictwa P.A. Orłowa
i W.E.Warzara za lata 1879, 1884, 1893 i 1900 oraz księgi adresowe firm przemysłowych L. Jeziorańskiego za 1904 r., jak również A.R. Srokę i D.P. Kandaurowa za 1913 r. Powyższe skorowidze i spisy zakładów przemysłowych zostały
bardzo wysoko ocenione przez specjalistów oraz były podstawą najważniejszych
w dotychczasowej literaturze historycznej opracowań na temat procesu industrializacji na ziemiach polskich w XIX i XX wieku6.
W prezentowanym artykule poświęconym przemysłowi ziemiańskiemu
w guberni siedleckiej wykorzystano następujące skorowidze i spisy zakładów
__________
4
5
6
W. Puś, Industrializacja ziem polskich w historiografii a problem udziału ziemiaństwa
w tym procesie w XIX i na początku XX w., Studia z historii społeczno-gospodarczej XIX
i XX wieku, red. W. Puś, J. Kita, t. 7, 2010, s. 7–19; W. Caban, O potrzebie badań nad
udziałem ziemiaństwa Królestwa Polskiego doby przeduwłaszczeniowej w działaniach na
rzecz rozwoju przemysłu,Studia z historii społeczno-gospodarczej XIX i XX wieku, red.
W. Puś, J. Kita, t. 8, 2010, s. 9–18.
B. Mikulec, Przemysł Lubelszczyzny w latach 1864–1914, Lublin 1989; Tenże, Przemysł
drzewny na Lubelszczyźnie w latach 1864–1914, Annales Universitatis Mariae CurieSkłodowska, 1999/2000, sectio F, vol.54/55.
I. Ihnatowicz, J. Łukasiewicz, W sprawie badań statystycznych nad historią przemysłu na
ziemiach polskich, [w:] Uprzemysłowienie ziem polskich w XIX i XX w., red. I. PietrzakPawłowska, Wrocław 1970, s. 27–41; W. Pruss, Rozwój przemysłu warszawskiego w latach 1864–1914, Warszawa 1977; W. Puś, Przemysł włókienniczy w Królestwie Polskim
w latach 1870–1900. Zagadnienia struktury i dynamiki rozwoju, Łódź 1976; B. Mikulec,
Przemysł Lubelszczyzny...op.cit; K. Badziak, Przemysł włókienniczy Królestwa Polskiego
w latach 1900–1918, Łódź 1979; W. Puś, Rozwój przemysłu w Królestwie Polskim, Łódź
1997; Tenże, Statystyka przemysłu Królestwa Polskiego w latach 1879–1913. Materiały
źródłowe, Łódź 2013.
408
przemysłowych – P.A. Orłowa za 1879 r., W. E. Warzara za 1900 r., L. Jeziorańskiego za 1904 r., A. R. Sroki i D. P. Kandaurowa za 1913 r.7.
Wydawnictwa rosyjskie za 1879 r., oraz za 1900 r., umożliwiają wychwycenie wśród tysięcy firm przemysłowych zakłady ziemiańskie bowiem obok
nazwiska właściciela w wypadku ziemianina lub właściciela ziemskiego pojawiają się określenia : dworianin lub ziemliewładieliec. Natomiast w wydawnictwach Jeziorańskiego, Sroki i Kandaurowa brak tego typu określeń. W tym wypadku wykorzystano spisy alfabetyczne właścicieli ziemskich w Królestwie
Polskim za lata 1905 i 1912.8 Nazwiska ziemian i właścicieli ziemskich oraz
nazwę miejscowości konfrontowano z nazwą i adresem zakładów przemysłowych ze spisów Jeziorańskiego, Sroki i Kandaurowa. W ten sposób udało się
wyodrębnić zakłady i przedsiębiorstwa ziemiańskie spośród wszystkich firm
przemysłowych, które obejmują wyżej wymienione skorowidze, spisy i księgi
adresowe. Gubernia siedlecka wśród 10 guberni Królestwa Polskiego zajmowała
trzecią pozycję pod względem wielkości powierzchni, która wynosiła 13 825 km
2. Wyprzedzały ją jedynie gubernia warszawska – 16 862 km2 oraz lubelska – 16
258 km2. Pod względem liczby ludności obszar ten zajmował dopiero 7 miejsce.
W latach 1872–1913 liczba ludności guberni siedleckiej wzrosła z 549 tysięcy do
1 024 tysięcy, a więc prawie dwukrotnie9. Gubernia ta należała do obszarów
wybitnie rolniczych, gdzie rozwój przemysłu był bezpośrednio związany z przetwórstwem płodów rolnych, produkcją na rzecz rolnictwa oraz z przemysłem
drzewnym i szklarskim. W latach 1879–1913 w guberni siedleckiej liczba zakładów przemysłowych ogółem (cały przemysł bez wyodrębniania zakładów ziemiańskich) wzrosła ze 122 do 140 firm, wartość produkcji zwiększyła się w tym
czasie ponad pięciokrotnie z 1,1 mln rb do 6,3 mln rb, a zatrudnienie z 1370 do
3411 osób10. Jednak udział przemysłu guberni siedleckiej w globalnej wartości
produkcji przemysłu Królestwa Polskiego był minimalny, 1879 r. było to 0,9%
natomiast w 1913 r. tylko 0,7%11.
__________
7
8
9
10
11
Ukazatiel fabrik i zawodow Jewropejskoj Rossii s Carstwom Polskom i Wielikim Kniażestwom Finlandskim, opr. P.A. Orłow, S. Petersburg 1881 (dalej: UFZ); Spisok fabrik i zawodow Jewropejskoj Rossii, opr. W. E. Warzar, S. Petersburg 1903 (dalej: SFZ); Księga
adresowa przemysłu fabrycznego w Królestwie Polskim, opr. L. Jeziorański, Warszawa
1906 (dalej: KAP); Przemysł i handel Królestwa Polskiego, opr. A. R. Sroka, Warszawa
1914 (dalej: PH); Fabriczno-zawodskije predprijatia Rossijskoj Imperii, opr. D. P. Kandaurow, Pietrograd 1914 (dalej: FZPR).
Spis alfabetyczny obywateli ziemskich Królestwa Polskiego oraz dóbr przez nich posiadanych, Warszawa 1905; Spis alfabetyczny obywateli ziemskich Królestwa Polskiego, Warszawa 1912.
A. Krzyżanowski, K. Kumaniecki, Statystyka Polski, Kraków 1915, s. 33, 43, 44.
W. Puś, Statystyka przemysłu..., s. 237, tab. 295.
Tamże, s. 243.
409
Tab. 1
Rozwój przemysłu ziemiańskiego guberni siedleckiej 1879–1913
Lata
Liczba firm
Wartość
produkcji
w tys. rb
Wzrost
w%
Liczba
robotników
1879
51
834
100,0
1018
1900
66
2200
263,8
1659
1904
67
2920
350,1
1849
1913
66
3647
437,3
1325
Źródło: UFZ za 1879 r.; SFZ za 1900 r.; KAP za 1904 r.; FZPR za 1913 r.
Wzrost
w%
100,0
162,9
181,6
130,1
Jak wynika z danych w tab. 1 w latach 1879–1913 liczba zakładów ziemiańskich w przemyśle guberni siedleckiej zwiększyła się znacznie w okresie do
1900 r., natomiast w latach następnych pozostała właściwie na tym samym poziomie. W badanym okresie wartość produkcji przemysłu ziemiańskiego zwiększyła się ponad czterokrotnie, a zatrudnienie po znacznym wzroście w 1904 r.
o 81,6% zdecydowanie się obniżyło w 1913 r. o ponad 500 robotników (tab. 1).
Ważnym zagadnieniem w badaniach nad rozwojem przemysłu ziemiańskiego w guberni siedleckiej była jego struktura gałęziowo-branżowa. Warto
bowiem wskazać, które gałęzie i branże decydowały o wielkości zatrudnienia,
jak również wartości produkcji.
Tab. 2
Struktura gałęziowo-branżowa przemysłu ziemiańskiego
guberni siedleckiej w 1879 r.
Gałęzie
przemysłu
Liczba
firm
Wartość
produkcji
w tys. rb
Udział
w%
Liczba
robotników
Udział
w%
1
1
6
32
10
1
21
10
241
369
76
117
2,5
1,2
28,9
44,2
9,1
14,1
13
13
371
176
39
406
2,3
2,3
36,4
17,3
3,8
39,9
Razem
51
Źródło: UFZ za 1879 r.
834
100
1018
100
Metalowy
Drzewny
Mineralny
Gorzelniany
Browary
Cukrowniczy
W przedstawionej w tab. 2 strukturze gałęziowo-branżowej za 1879 r.,
w ogólnej liczbie zakładów przemysłu ziemiańskiego w guberni siedleckiej prawie 63% ogółu firm to gorzelnie, które skupiały ponad 44% ogólnej wartości
produkcji, a stosunkowo niewiele ponad 17% robotników. Drugą pozycję pod
względem udziału w produkcji zajmował przemysł mineralny, który skupiał
prawie 29% wartości produkcji oraz ponad 36% ogólnego zatrudnienia. W tej
410
gałęzi produkcji w guberni siedleckiej funkcjonowały dwie duże huty szkła.
Pierwsza braci Wilhelma i Edwarda Hordliczków w osadzie Czechy we wsi
Trąbki w pow. garwolińskim, która zatrudniała 166 robotników, a jej wartość
produkcji w 1879 r. przekraczała 108 tys. rubli. Firma ta produkująca szkło szlachetne o międzynarodowej renomie została założona w 1835 r. przez stryja
Edwarda i Wilhelma, Ignacego Hordliczkę, który był Czechem osiadłym
w Królestwie Polskim od 1822 r. Ignacy Hordliczka wydzierżawił dobra Trąbki
od władz rządowych Królestwa Polskiego i założył tam osadę Czechy, w której
wybudował hutę szkła i osiedle domów dla robotników firmy i ich rodzin. Drugą
hutą szkła w guberni siedleckiej był zakład we wsi Dombrowa w pow. łukowskim, którego właścicielem był Izrael Fraenkel. Firma ta zatrudniała 100 robotników, a jej wartość produkcji sięgała 100 tys. rb.12. Kolejną branżą przemysłu
spożywczego, która posiadała największy udział w ogólnym zatrudnieniu sięgający prawie 40%, było cukrownictwo, gdzie funkcjonowała tylko jedna cukrownia Elżbietów barona Stanisława Lessera w pow. sokołowskim13. Łącznie przemysł spożywczy (gorzelnie, browary i cukrownie)w przemyśle ziemiańskim
guberni siedleckiej skupiał 84,3% zakładów, 67,4% ogólnej wartości produkcji
oraz 61% zatrudnienia (tab. 2).
W 1900 r., w strukturze gałęziowej przemysłu ziemiańskiego w guberni
siedleckiej zaszły dość istotne zmiany. Przede wszystkim wzrosła liczba zakładów przemysłowych z 51 w 1879 r. do 66 firm. Największe zmiany miały miejsce w przemyśle gorzelnianym oraz drzewnym (tab. 3).
Mimo wzrostu liczby gorzelni z 32 do 48 ich udział w ogólnej wartości
produkcji przemysłu ziemiańskiego obniżył się z 44,2% w 1879 r. do 39,6%,
natomiast wzrósł w zatrudnieniu z 17,3% do 21,8%. Spadek udziału w produkcji
miał również miejsce w przemyśle mineralnym z 28,9% do 18,8%, natomiast
w ogólnym zatrudnieniu nastąpił zdecydowany wzrost z 36,4% do 44,9%.
Z kolei jedyna cukrownia ziemiańska Elżbietów odnotowała zwiększenie
udziału w ogólnej wartości produkcji z 14,1% w 1879 r. do 29,3% w 1900 r.
Powyższe zmiany były następstwem wyraźnego wzrostu liczby zakładów
w przemyśle drzewnym oraz młynarskim. Wartość produkcji tartaków w latach
1879–1900 wzrosła ponad siedmiokrotnie, a zatrudnienie prawie sześciokrotnie.
Natomiast przemysł młynarski mimo niewielkiego udziału w ogólnej liczbie
robotników – 1,8%, skupiał 5,5% globalnej wartości produkcji zakładów ziemiańskich w guberni siedleckiej (tab. 2 i 3). Podobnie jak w 1879 r., w 1900 r.
przemysł spożywczy skupiał 84,8% firm, 77,8% globalnej wartości produkcji
oraz 50,8 ogólnego zatrudnienia (tab. 3). Największymi zakładami ziemiańskimi
w 1900 r. w guberni siedleckiej była w dalszym ciągu huta szkła rodziny Hordliczków, której wartość produkcji wynosiła ponad 332 tys. rb, a zatrudnienie
__________
12
13
UFZ za 1879 r., s. 613.
Tamże, s. 651.
411
538 osób. Warto dodać, ze była to ówcześnie największa huta szkła w Królestwie
Polskim. Dużą firmą była również huta szkła hrabiego Kazimierza Krasińskiego
w Golicynowie pow. węgrowski, w której pracowało 111 robotników. Ponadto
wspomniana już wyżej cukrownia Elżbietów barona Lessera, której wartość
produkcji w 1900 r. przekraczała 645 tys. rb, a zatrudnienie wynosiło 414 osób14.
Tab. 3
Struktura gałęziowo-branżowa przemysłu ziemiańskiego
w guberni siedleckiej w 1900 r.
Gałęzie
przemysłu
Liczba
firm
Wartość
produkcji
w tys. rb
Udział
w%
Liczba
robotników
Udział
w%
5
5
3
48
4
1
74
414
120
872
74
646
3,4
18,8
5,5
39,6
3,4
29,3
71
745
30
361
38
414
4,3
44,9
1,8
21,8
2,3
24,9
Razem
66
Źródło: SFZ za 1900 r.
2200
100
1659
100
Drzewny
Mineralny
Młynarski
Gorzelniany
Browary
Cukrowniczy
Tab. 4
Struktura gałęziowo-branżowa przemysłu ziemiańskiego
w guberni siedleckiej w 1904 r.
Gałęzie
przemysłu
Liczba
firm
Wartość
produkcji
w tys. rb
Udział
w%
Liczba
robotników
Udział
w%
4
6
4
2
45
5
1
192
576
470
25
863
94
700
6,6
19,8
16,1
0,8
29,6
3,2
23,9
67
51
38
19
357
45
472
3,6
46,0
2,1
1,0
19,3
2,4
25,6
Razem
67
Źródło: KAP za 1904 r.
2920
100
1849
100
Drzewny
Mineralny
Młynarski
Krochmalnie
Gorzelniany
Browary
Cukrowniczy
W 1904 r. w przemyśle ziemiańskim w guberni siedleckiej w stosunku do
1900 r. nastąpiły stosunkowo niewielkie zmiany. W dalszym ciągu w globalnej
wartości produkcji pierwszą pozycję zajmowały gorzelnie z udziałem 29,6%. Na
__________
14
SFZ za 1900 r., s. 396, 664.
412
drugim miejscu było cukrownictwo, którego udział w produkcji sięgał prawie
24%, a na trzecim przemysł mineralny 19,8%. Z kolei w ogólnym zatrudnieniu
pierwsze miejsce zajmował przemysł mineralny (huty szkła i cegielnie), który
skupiał 46% ogółu robotników. Drugą pozycję zajmowało cukrownictwo, gdzie
pracowało 25,6%, a trzecią przemysł gorzelniany, w którego udział wynosił
19,3% ogólnego zatrudnienia. Warto odnotować, że w stosunku do 1900 r.
znacznie wzrósł udział w globalnej wartości produkcji przemysłu młynarskiego
z 5,5% do 16,1% (tab. 3 i 4). Największymi przedsiębiorstwami ziemiańskimi
w dalszym ciągu była cukrownia Lesserów, której wartość produkcji wynosiła
700 tys. rb, a liczba robotników 472 osoby oraz huta szkła Czechy w Trąbkach
rodziny Hordliczków, gdzie pracowało 500 osób, a jej wartość produkcji sięgała
300 tys. rb.15. Łącznie branże przemysłu spożywczego podobnie jak w latach
poprzednich miały dominującą pozycję skupiając 85,1% zakładów, 73,6% wartości produkcji oraz 50,4% zatrudnienia całego przemysłu ziemiańskiego w guberni siedleckiej.
Tab. 5
Struktura gałęziowo-branżowa przemysłu ziemiańskiego guberni siedleckiej w 1913 r.
Gałęzie
przemysłu
Liczba
firm
Wartość
produkcji
w tys. rb
Udział
w%
Liczba
robotników
Udział
w%
Drzewny
Mineralny
Młynarski
Krochmalnie
Gorzelniany
Browary
Cukrowniczy
8
2
4
2
44
5
1
255
30
533
70
1581
155
1000
7,0
0,8
15,3
1,9
43,4
4,
27,5
140
60
30
28
379
39
649
10,6
4,5
2,3
2,1
28,6
2,9
49,0
Razem
66
3647
100
1325
100
Źródło: PH za 1913 r.; FZPR za 1913 r.
W 1913 r. w przemyśle ziemiańskim guberni siedleckiej w globalnej wartości produkcji dominującą pozycję zajmował przemysł gorzelniany, którego
udział wynosił 43,4%. W stosunku do 1904 r. w tej branży nastąpił wzrost udziału w produkcji o prawie 14 punktów procentowych. Na drugim miejscu podobnie
jak w 1904 r. był przemysł cukrowniczy z udziałem w produkcji 27,5%, co oznaczało wzrost ponad 3%. Trzecie miejsce zajmowały ziemiańskie młyny – 15,3%
w ogólnej produkcji. Natomiast w zatrudnieniu zdecydowanie pierwszą pozycję
zajmował przemysł cukrowniczy z udziałem 49% ogólnej liczby robotników
__________
15
KAP za 1904 r., s. 256, nr 1180; s. 336, nr 2050.
413
przemysłu ziemiańskiego guberni siedleckiej (tab. 5). Wyraźną zmianą w stosunku do 1904 r. był gwałtowny spadek udziału w ogólnej wartości produkcji
przemysłu mineralnego z 19,8% do 0,8% w 1913 r., a w zatrudnieniu z 46% do
4,5%. Sytuacja ta była spowodowana sprzedażą huty Czechy przez rodzinę Hordliczków i zdecydowanym zahamowaniem produkcji tej firmy16. Jedynym wielkim zakładem w 1913 r. pozostała cukrownia Elżbietów, której właścicielami
nadal byli członkowie rodziny barona Stanisława Lessera. W 1913 r. w firmie tej
pracowało 649 robotników, a jej wartość produkcji wynosiła 1 mln rubli17.
Przemysł spożywczy (gorzelnie, browary, cukrownie, młyny i krochmalnie)
w 1913 r. w przemyśle ziemiańskim guberni siedleckiej, podobnie jak w latach
poprzednich odgrywał dominującą rolę. W sumie ta gałąź przemysłu skupiała
84,9% ogólnej liczby zakładów ziemiańskich w tej guberni, 77% wartości produkcji i 84,9% ogółu robotników (tab. 5).
Istotnym problemem badawczym jest wskazanie na rolę przemysłu ziemiańskiego w produkcji i zatrudnieniu całego przemysłu guberni siedleckiej
w latach 1879–1913.
Tab. 6
Udział zakładów ziemiańskich w produkcji i zatrudnieniu
całego przemysłu guberni siedleckiej w latach 1879–1913
Lata
Wartość
produkcji
w tys. rb
całego
przemysłu
guberni
Wartość
produkcji
zakładów
ziemiańskich
Udział
w%
Liczba
Liczba
robotników robotników
w guberni
zakładów
ogółem
ziemiańskich
Udział
w%
1879
1118
834
74,6
1370
1018
74,3
1900
3052
2200
72,1
2925
1659
56,7
1904
4521
2920
64,6
4037
1849
45,8
1913
6346
3647
57,4
3411
1325
38,8
Źródło: UFZ za 1879 r.; SFZ za 1900 r.; KAP za 1904 r.; FZPR za 1913 r.; W. Puś, Statystyka
przemysłu..., s. 237, tab. 295.
Przemysł ziemiański w guberni siedleckiej, jak wynika z danych zawartych
w tab. 6 odgrywał dominującą rolę w całym przemyśle tej guberni w badanym
okresie. Udział wartości produkcji zakładów ziemiańskich co prawda w latach
1879–1913 systematycznie się zmniejszał od 74,6% do 57,4%, jednak w całym
okresie przekraczał 50%. Systematyczny spadek udziału w produkcji przemysłu
guberni zakładów ziemiańskich, z jednej strony świadczy o stopniowym procesie
uprzemysłowienia miast w guberni siedleckiej, z drugiej jednak strony wskazuje
__________
16
17
PH za 1913 r., nr 3294.
Tamże, nr 5873; FZPR za 1913 r., s. 487.
414
na zacofanie zakładów przemysłowych w majątkach ziemskich, które przez
dziesiątki lat nie były modernizowane. Potwierdza to również systematyczny
spadek udziały firm ziemiańskich w ogólnym zatrudnieniu w przemyśle guberni
siedleckiej z 74,3% w 1879 r. do 38,8% w 1913 r. (tab. 6).
Jak wynika z danych zawartych w tabelach 2, 3, 4 i 5 najważniejszą branżą
przemysłu spożywczego, której udział w ogólnej wartości produkcji w latach
1879–1913 był zawsze najwyższy (od 29,6% do 44,2%) było gorzelnictwo.
Można z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że gorzelnie funkcjonowały
w większości majątków ziemskich. W majątkach wielowioskowych i większych
(Zamoyscy, Krasińscy, Potoccy) zakładów gorzelnianych było najczęściej kilka.
Ponad 90% gorzelni zatrudniało najczęściej od 4 do 20 robotników, a więc były
to małe, najczęściej technicznie zacofane zakłady. Warto więc przyjrzeć się roli
jaką gorzelnie ziemiańskie guberni siedleckiej odgrywały w tej branży przemysłu
ziemiańskiego w Królestwie Polskim (tab. 7).
Tab. 7
Udział gorzelni ziemiańskich guberni siedleckiej w produkcji
i zatrudnieniu tej branży w Królestwie Polskim w latach 1879–1913
Lata
Wartość
produkcji
w Królestwie
Polskim w
tys. rb
Wartość
produkcji
w guberni
siedleckiej
w tys. rb
Udział
w%
Liczba
Liczba
robotników robotników
w
w
Królestwie
guberni
Polskim
siedleckiej
Udział
w%
1879
1433
369
25,7
983
176
17,9
1900
5606
872
15,5
2031
361
17,7
1904
6261
863
13,8
2077
357
17,2
1913
7801
1581
20,2
2825
379
13,4
Źródło: UFZ za 1879 r.; SFZ za 1900 r.; KAP a 1904 r.; PH za 1913 r.; FZPR za 1913 r.
Dane statystyczne z tabeli 7 wskazują, że ziemiańskie gorzelnie w guberni
siedleckiej skupiały w latach 1879–1913 od 25,7% do 20,2% ogólnej wartości
produkcji wszystkich gorzelni w majątkach ziemskich w Królestwie Polskim. Jak
łatwo policzyć była to jedna czwarta lub jedna piąta produkcji 10 guberni tego
obszaru. W ogólnym zatrudnieniu udział gorzelni ziemiańskich guberni siedleckiej również był wysoki od 17,9% do 13,4% (tab. 7). Warto dodać, że w skali
całego przemysłu gorzelnianego Królestwa Polskiego w latach 1879–1913 gorzelnie ziemiańskie guberni siedleckiej skupiały od 8,6% do 10,3% globalnej
wartości produkcji tej branży18.
__________
18
Obliczono na podstawie danych z tab. 7 oraz W. Puś, Rozwój przemysłu w Królestwie
Polskim..., s. 183–184, tab. 61.
415
Kolejnym istotnym zagadnieniem, które warto statystycznie przedstawić,
był udział przemysłu ziemiańskiego (wszystkie gałęzie i branże) w produkcji
i zatrudnieniu całego przemysłu ziemiańskiego na obszarze Królestwa Polskiego.
Tab. 8
Udział przemysłu ziemiańskiego guberni siedleckiej w całym przemyśle
ziemiańskim Królestwa Polskiego w latach 1879–1913
Lata
Wartość
Wartość
produkcji w produkcji
tys. rb
w tys. Rb
w Królestwie w guberni
Polskim
siedleckiej
Udział
w%
Liczba
Liczba
robotników robotników
w Królew guberni
stwie
siedleckiej
Polskim
Udzial
w%
1879
6880
834
12,1
10996
1018
9,2
1900
22740
2200
9,6
13496
1659
12,3
1904
27300
2920
10,7
15161
1849
12,2
1913
30946
3647
11,7
18172
1325
7,3
Źródło: UFZ za 1879 r.; SFZ za 1900 r.; KAP za 1904 r.; PH za 1913 r.; FZPR za 1913 r.
Udział zakładów ziemiańskich guberni siedleckiej w globalnej wartości
produkcji przemysłu ziemiańskiego Królestwa Polskiego w badanym okresie
kształtował się na poziomie od 12,1% w 1879 r. z pewnym spadkiem w 1900 r.
do 9,6%, do 11,7% w 1913 r. (tab. 8). Z kolei w zatrudnieniu najwyższy wskaźnik procentowy udziału przemysłu ziemiańskiego guberni siedleckiej miał miejsce w 1900 r., – 12,3%, a najniższy w 1913 r., tylko 7,3%. Jak już wskazywano
wyżej spadek ten był spowodowany przerwaniem produkcji w hucie szkła Czechy.
Kończąc rozważania na temat rozwoju przemysłu ziemiańskiego w guberni
siedleckiej, należy stwierdzić, że na tym wybitnie rolniczym obszarze zakłady
przemysłowe w majątkach ziemskich odgrywały istotną rolę, w powolnym co
prawda, procesie uprzemysłowienia.
Summary
Based on the statistics from censuses of industrial plants for the years 1879,
1900, 1904, 1913, author presented the development of the industry in the province of Siedlce estates of the landed gentry. Agricultural quality of the province
determined the industry’s branch structure. The plants functioning in the manorial estates were mainly those involved in the manufacturing of agricultural crops.
In the years 1879–1913 food-processing plants produced 61–77 % of the production scale of Siedlce province, and the production of alcohol in the province
accounted for 20,2–25,7 % across the Polish Kingdom.
416
Piotr Czepas
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Olejarnia Władysława Malesy w Mszadli, pow. Skierniewice,
woj. łódzkie jako dokument techniki i życia społecznego
mieszkańców wsi
Wytwarzanie oleju na ziemiach polskich posiada wielowiekową tradycję.
Jeszcze w okresie międzywojennym olejarnie występowały dość powszechnie
we wsiach i małych miastach. Obecnie ta branża przemysłu rolno-spożywczego
już niemal całkowicie zamarła.
Na obszarze Polski środkowej pojedyncze przykłady olejarni były dokumentowane i opisywane w dotychczasowych opracowaniach. Informacje o nich
możemy odnaleźć w zeszytach „Katalogu zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce”. Publikacje te stanowią rezultat dokumentacji obiektów związanych
z działalnością przemysłową wykonanej na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX stulecia. Swoim zasięgiem działania inwentaryzacyjne objęły przeważającą część obszaru ówczesnego województwa łódzkiego1. Kilka
przykładów niezwykle cennych, zachowanych w pełni olejarni lub ich urządzeń
zdokumentował także Józef Lech2. Dzięki jego inicjatywie niektóre z nich zosta-
__________
1
2
Opracowania te dokumentują łącznie siedem olejarni. Kilka z nich ulokowanych było
w środowisku miejskim, np. w Wieluniu, Kutnie. Zob.: B. Baranowski, W. Baranowski, J.
Koliński, Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiat Pajęczno – województwo łódzkie, 1967, t. IV, z. 1, s. 10, 19, 22, ryc. 52, 53, 54; B. Baranowski, W. Baranowski, A. Lech, Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiaty Wieluń i Wieruszów – województwo łódzkie, 1969, t. IV, z. 3, s. 32, ryc. 37; B. Baranowski, K.
Baranowski, A. Lech, Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiat
Piotrków Trybunalski, Miasto Piotrków Trybunalski – województwo łódzkie, 1971, t. IV, z.
4, s. 34; W. Baranowski, Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiaty Bełchatów i Łask – województwo łódzkie, 1972, t. IV, z. 5, s. 34–35, ryc. 46; tenże, Katalog zabytków budownictwa przemysłowego w Polsce. Powiaty Kutno i Skierniewice – województwo łódzkie, 1974, t. IV, z. 7, s. 20.
J. Lech, Olejarnia w Jasieniu, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”, 1958, t. II, s. 113–121; tenże, Rawski konstruktor
Michał Kostanek, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 1959, t. I, s. 81–83, ryc. 8; tenże, Olejarnia w Teodozjowie, pow. rawski, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 1961, t. III, s. 103–
122; tenże, Olejarnia w Mikołajowie, pow. Brzeziny, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”, 1965, t. IX, s. 201–210; ten-
417
ły zakupione do zbiorów Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi.
Przykładem tego jest wyposażenie olejarni z Brzeźnicy Nowej z terenu powiatu
pajęczańskiego3. Do grona dokumentalistów wiejskiego olejarstwa dołączył
również autor niniejszego artykułu. Zdokumentował on urządzenia i opisał historię olejarni w Lasocinie, pow. Łowicz oraz w Mnichu-Kolonii, pow. Kutno4.
Park maszynowy z drugiej z wymienionych miejscowości zakupiono do kolekcji
muzealnej i wyeksponowano w Łęczyckiej Zagrodzie Chłopskiej w Kwiatkówku
pod Łęczycą. Oprócz dokumentacji pojedynczych przykładów olejarni, tej branży przemysłu rolno-spożywczego poświęcono także kilka prac mających w polu
swojego widzenia większy terytorialnie obszar niż pojedynczy ośrodek produkcyjny. Wśród nich wymienić należy opracowanie poświęcone wiejskiemu przemysłowi na terenie Polski środkowej autorstwa Władysława Baranowskiego.
Zawiera ono wśród innych opisanych gałęzi i branż także charakterystykę olejarstwa5. Kolejnym obszarem w ramach którego dokonano opisu produkcji oleju
jest rawskie6. Publikacją dotyczącą zaś terenu całej Polski, zawierającą również
informacje o olejarniach z obszaru Polski środkowej, jest opracowanie ogłoszone
drukiem przez Henryka Olszańskiego7.
Na terenie Polski środkowej zachowane w środowisku wiejskim olejarnie
stanowią już zjawiska unikatowe. Nierzadko jedyną materialną pozostałością ich
funkcjonowania są pojedyncze, wycofane z eksploatacji urządzenia technologiczne8. Tym bardziej więc uzasadnione wydaje się dokumentowanie, opisywanie i upowszechnianie wiedzy o tej branży wiejskiego przemysłu za pomocą
publikacji. Cel ten przyświecał powstaniu niniejszego artykułu, którego zadaniem jest ukazanie historii funkcjonowania olejarni w miejscowości Mszadla na
szerszym tle społecznym związanym z biografią jej właściciela. W opracowaniu
opisano także sposób wykorzystania urządzeń olejarni w muzeum na wolnym
3
4
5
6
7
8
że, Olejarnia z Brzeźnicy w powiecie pajęczańskim, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 1974,
t. XVI, s. 105–111.
Zob.: J. Lech, Olejarnia z Brzeźnicy w powiecie pajęczańskim, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 1974, t. XVI, s. 105. Informacje na ten temat podają również: B. Baranowski, W.
Baranowski, J. Koliński, op. cit., s. 10.
P. Czepas, M. Kuropatwa, Olejarnia w Lasocinie, gm. Kiernozia, woj. łódzkie, „Prace
i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”,
2006, t. XXXIII, s. 145–149; P. Czepas, Olejarnia z miejscowości Mnich-Kolonia, pow.
Kutno, woj. łódzkie jako przykład drobnej działalności przemysłowej w środowisku wiejskim, „Zeszyty Wiejskie”, 2013, t. XVIII, s. 361–367.
W. Baranowski, Rękodzieło i przemysł wiejski, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”, 1976, t. XIX, s. 213–215.
J. Lech, Ludowa technika produkcji oleju w powiecie rawskim na przełomie XIX i XX w.,
„Studia z Dziejów Gospodarstwa Wiejskiego”, 1966, t. VIII, s. 264–270.
H. Olszański, Tradycyjne olejarstwo w Polsce, Sanok 1989.
Zob.: P. Czepas, M. Kuropatwa, Olejarnia w Lasocinie, gm. Kiernozia, woj. łódzkie, „Prace
i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”,
2006, t. XXXIII, s. 145–149.
418
powietrzu, czyli w Łęczyckiej Zagrodzie Chłopskiej mieszczącej się w Kwiatkówku pod Łęczycą.
Właściciel olejarni Władysław Malesa urodził się w 1912 roku, zmarł zaś
w 2000 roku. We wsi Mszadla prowadził samodzielne gospodarstwo rolne
o powierzchni 6 ha. Obok uprawy ziemi zajmował się również dodatkowymi
zajęciami o charakterze sezonowym. Wyrabiał on bowiem w okresie letnim
dachówkę cementową oraz gąsiory na kalenice. Działalności tej zaprzestał
w latach siedemdziesiątych z uwagi na rozpowszechnianie się pokryć wykonanych z eternitu, które wyparły dachówki. Tym niemniej w Mszadli oraz w okolicznych wsiach zachowały się jeszcze domy posiadające dachy pokryte dachówką wykonaną przez Władysława Malesę. Właścicielowi olejarni nie były
obce również i inne umiejętności przydatne w prowadzeniu gospodarstwa.
Wśród nich wymienić można te, które wiążą się z obróbką drewna i naprawą
sprzętu rolniczego, jak np.: wyrób drabin, klepanie kos czy obsadzanie narzędzi.
Władysław Malesa nie ograniczał się do pracy w gospodarstwie oraz wyrobu oleju i dachówek. Odznaczał się bardzo dużą aktywnością społeczną na terenie własnej wsi, a także poza jej obrębem. Zaczął przejawiać ją już w latach
wczesnej młodości przypadającej w jego życiu na okres międzywojenny.
W 1935 roku wstąpił bowiem w szeregi Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego.
W czasie II wojny światowej był członkiem Batalionów Chłopskich (obwód
Skierniewice). Władysław Malesa pełniąc funkcję łącznika posiadał pseudonim
„Warta”. Za swoją działalność w 1954 roku odznaczony został Brązowym Krzyżem Zasługi. W 1995 roku przyznano mu Odznakę Weterana Walk o Niepodległość. Wreszcie, już pośmiertnie, w 2001 roku mianowany został na stopień
Podporucznika Wojska Polskiego.
Aktywność społeczną Władysław Malesa przejawiał również na innych polach. Został bowiem wybrany w roku 1959–1960 na ławnika ówczesnego Sądu
Powiatowego w Skierniewicach. W 1984 roku stał się członkiem Kółka Rolniczego w Mszadli. Z tytułu wspomnianego wyżej wyrobu dachówek był zrzeszony w Cechu Rzemiosł Różnych w Brzezinach. W terenie swojego zamieszkania
był także członkiem rady sołeckiej. Ponad to, co powiedziano dotychczas warto
dodać, że Władysław Malesa zajmował się weterynarią, kończąc w tym kierunku
kurs szkoleniowy.
Władysław Malesa był jedynym długoletnim właścicielem i użytkownikiem
olejarni, a po części również jej konstruktorem. Większość urządzeń technologicznych została przez niego zakupiona ze starszej olejarni zlokalizowanej
w okolicach wsi Święte9, gm. Maków, pow. Skierniewice. Władysław Malesa
samodzielnie wykonał natomiast belki prasy olejarskiej.
__________
9
Sołectwo Święte składa się z dwóch wsi, a mianowicie: Święte Laski oraz Święte Nowaki.
Wsie te położone są w odległości około 8 km od Mszadli.
419
Olejarnia będąca przedmiotem niniejszego artykułu została założona
w 1948 roku. Jej działalność zakończyła się w 2000 roku wraz ze śmiercią właściciela. Wyrób oleju nie stanowił rodzinnej tradycji, ponieważ nikt wcześniej
przed Władysławem Malesą nie trudnił się tego rodzaju zajęciem.
Materialną bazą dla założonej olejarni był wzniesiony w 1905 roku, zachowany do dnia dzisiejszego, budynek inwentarski pełniący funkcję obory. Jest to
wielownętrzny obiekt nakryty dwuspadowym dachem o ścianach murowanych
z obrobionego kamienia polnego spojonego zaprawą. Obramowania otworów
drzwiowych oraz dwa narożniki wykończone zostały przy pomocy czerwonej
cegły. Po II wojnie światowej budynek ten poddano pewnym przebudowom. Do
wschodniej ściany szczytowej dostawiono pomieszczenie wymurowane z pustaków cementowych. Surowiec ten zastosowano również do zwieńczenia górnej
partii drugiej ze ścian szczytowych budynku. Całość połaci dachowych obiektu
pokryta została cementową dachówką. W dobudowanym pomieszczeniu, jak już
wyżej wspomniano, w pierwszych latach po II wojnie światowej ulokowano
urządzenia olejarni (ryc. 1).
Zdecydowanie najbardziej interesującym urządzeniem technologicznym
jest prasa do tłoczenia oleju reprezentująca typ dźwigniowy. Posiada ona dwie
belki o długości 435 cm i zbliżonym do kwadratowego maksymalnym przekroju
30 cm. Elementy te są ułożone jeden nad drugim pomiędzy dwoma parami słupów, dla których fundament stanowią wtórnie wykorzystane dwa koliste kamienie. Jeden z nich wykonany z piaskowca pierwotne służył jako płyta szlifierska.
W wycięciu dolnej belki prasy umieszczona jest kwadratowa żeliwna skrzynka
o wymiarach 45x45 cm i wysokości 27 cm. Powierzchnię, w którą wkładano
surowiec do wytłoczenia oleju zmniejszono poprzez umieszczenie w środku
skrzynki dwóch krótkich deseczek. W efekcie powierzchnia ta ma wymiary
31x31 cm, jej wnętrze wyłożone jest sitowatymi blachami. W jednym z boków
skrzynki zamocowano blaszaną rurkę umożliwiającą wyciek oleju do podstawianego naczynia. Surowiec umieszczany w skrzynce przyciskano drewnianym
tłokiem. Od dolnej strony jest on podbity stalową blachą o zagiętych do góry
zakończeniach. W krótszych bokach tłoka przymocowano żelazne okucie i zaczep z grubego drutu służące do jego wyciągania po zakończeniu tłoczenia. Na
tłok ten naciskała od góry belka prasy pełniąca rolę dźwigni. W miejscu nacisku
do dolnej powierzchni belki przybito prostokątną, żelazną płytkę o grubości 1,3
cm i wymiarach 28x23 cm. Górna belka prasy była ściągana w dół za pomocą
żeliwnej gwintowanej śruby przymocowanej przy zakończeniu dolnej belki.
Nacisk prasy uzyskiwano dokręcając śrubę za pomocą drewnianego uchwytu. Do
podnoszenia górnej belki przed i po zakończeniu procesu tłoczenia służy kołowrót zakończony korbą. Przymocowany jest on nieco ponad dolną belką prasy.
Zakończenie jego osi osadzone zostało w beleczce przytwierdzonej do jednej
z par słupów. Kołowrót z górną belką prasy łączy stalowa linka przełożona przez
bloczek z kołem. Ostatni z elementów został przymocowany do poprzecznej
420
belki łączącej u góry parę słupów. Opisywana tu prasa przy jednym z zakończeń
posiada blokadę. Ma ona postać żelaznej obejmy przymocowanej z dwóch stron
do dolnej belki. Nałożenie obejmy na górną belkę uniemożliwiało jej podniesienie. Czynność tę można było wykonać za pomocą dźwigni połączonej łańcuchem
z belką górną.
Do mielenia ziarna na śrutę służył mlewnik walcowy typu gniotącego.
Wymiary jego wałków o gładkich, nierowkowanych powierzchniach wynoszą
500x130 mm. Drewniany korpus mlewnika walcowego mający całkowitą wysokość 130 cm składa się z kilku części. Dolną stanowi zbita z desek trapezowata
skrzynia o wysokości 70 cm, która wsparta jest na czterech lekko ukośnie ustawionych nogach. W jednej z krótszych ścianek skrzyni wycięty został prostokątny otwór umożliwiający wygarnianie zmielonej śruty. Do dłuższych boków
zamocowano cztery profilowane drewniane uchwyty umożliwiające przenoszenie mlewnika walcowego. Na drewnianej skrzyni umieszczona jest złożona
z czterech belek prostokątna rama o długości 90 cm, szerokości 62 cm i grubości
10 cm, na której zamocowano mechanizm walców. Na ramie zaś ustawiony jest
wysoki na 50 cm stojak z koszem zasypowym mającym postać czworokątnego
leja zbitego z desek. Pod stojakiem znajduje się pochyle ustawione korytko,
które podwieszone jest do ramy stojaka za pomocą pięciu pasków skórzanych
oraz sprężyny. Początkowo do napędu mlewnika wykorzystywano kierat konny.
Po kilku latach zastąpiono go silnikiem spalinowym typu „S”. Ten zaś w 1966
roku silnikiem elektrycznym, którego eksploatacja była możliwa z racji przeprowadzonej elektryfikacji wsi.
Kolejne urządzenie technologiczne, niestety najsłabiej zachowane, stanowi
murowane palenisko z kociołkiem. Blaszany kociołek służący do podgrzewania
śruty posiada postać bębna w kształcie walca o długości 75 cm i średnicy 35 cm.
Jeden z jego boków stanowi jednocześnie zdejmowaną pokrywę, którą można
zsunąć z osi. Oś ta z przeciwległej strony w stosunku do pokrywy, zakończona
jest korbą. Umożliwia ona ręczne obracanie kociołka nad paleniskiem.
Ostatnim elementem stanowiącym wyposażenie olejarni jest skrzynia na
śrutę. Służyła ona do zawijania w lnianą płachtę wyprażonej śruty. Ma ona postać wspartej na czterech nogach, zbitej z desek prostokątnej skrzynki o wymiarach 110x75 cm i wysokości 70 cm.
Uzupełnienie dla wyżej opisanych urządzeń technologicznych stanowią
drobne mobilia olejarskie. Są to drewniana łopatka służącą do uderzania w boczne ścianki kociołka podczas podgrzewania w nim śruty, lniane płachty do jej
zawijania, blaszany lejek oraz szklane butelki do przechowywania oleju.
Przy okazji opisu parku maszynowego, nie sposób nie wspomnieć o procesie produkcji oleju. W dotychczasowych publikacjach wielokrotnie poświęcano
421
temu zagadnieniu już wiele uwagi10. Tym niemniej w trosce o jak najpełniejsze
przedstawienie sposobu działania opisywanej tu olejarni dokonano ponownego
opisu czynności pozyskania oleju. Proces produkcji oleju rozpoczynano od starannego oczyszczenia ziarna z zanieczyszczeń. Dokonywano tego przy pomocy
wialni. Jej obracające się łopatki powodowały silny podmuch powietrza usuwający lekkie zanieczyszczenia, np. plewy. Kamienie i piasek separowano przesiewając ziarno na sicie i przetaku. Następną czynność stanowiło zmielenie ziarna
przy pomocy mlewnika walcowego. Powtarzano ją dwukrotnie w celu osiągnięcia większego rozdrobnienia przerabianego surowca. Zmielone na śrutę ziarno
odważano i przesypywano do klepkowego naczynia tzw. miarki. Odmierzoną
ilość śruty, po uprzednim sprawdzeniu jego wilgotności, przesypywano do kociołka, który umieszczano nad rozpalonym już paleniskiem. Kociołek obracano
za pomocą ręcznej korby, opukując jego ścianki łopatką drewnianą. Ta ostatnia
czynność zapobiegała przyleganiu śruty do ścianek kociołka i jej przypaleniu.
Czas podgrzewania śruty wynosił około dwudziestu minut, aż do całkowitego
odparowania wilgoci i rozklejenia się. Gotową śrutę przesypywano do skrzyni
wyłożonej podwójną lnianą płachtą. Podnosząc do góry kolejne rogi płachty
formowano worek z zawiniętą śrutą, który potem wkładano do prasy i przyciskano za pomocą tłoka. Następnie opuszczano górną belkę prasy i dociskano ją
kręcąc śrubą powodując wypływ oleju. W momencie zmniejszenia się wycieku
oleju śrubę dokręcano silnie po raz ostatni i czekano aż przestanie on kapać. Po
zakończeniu tłoczenia oleju podnoszono górną belkę, wyjmując tłok oraz płachtę
zawierającą sprasowaną na makuch śrutę.
Opisany wyżej proces wyrobu oleju przebiegał pod kontrolą właściciela
olejarni. Czynności z nim związane wykonywane były przez Władysława Malesę. Pomagał mu w nich Józef Szychowski, członek rodziny olejarza. Wraz
z rosnącym zaawansowaniem wiekowym Władysława Malesy do pomocy angażowali się również inni członkowie jego rodziny. Tłoczenie oleju za pomocą
prasy zawsze wymagało udziału większej liczby osób. Czynność tę wykonywano
przy pomocy gospodarzy, którzy byli klientami olejarni. Ich pobyt stanowił oka-
__________
10
Przy okazji opisu urządzeń technologicznych olejarni na zagadnienia związane z procesem
produkcyjnym uwagę zwracali np.: Tomasz Czerwiński, Józef Lech, Czesław Łuczak, Henryk Olszański. Zob.: T. Czerwiński, Budownictwo ludowe w Polsce, Warszawa 2006, s.
185–187; J. Lech, Olejarnia w Jasieniu, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego
i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”, 1958, t. II, s. 115–121; tenże, Olejarnia
w Teodozjowie, pow. rawski, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 1961, t. III, s. 111–113; tenże, Olejarnia z Brzeźnicy w powiecie pajęczańskim, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 1974,
t. XVI, s. 109–111, ryc. 4; tenże, Ludowa technika produkcji oleju w powiecie rawskim na
przełomie XIX i XX w., „Studia z Dziejów Gospodarstwa Wiejskiego”, 1966, t. VIII, s. 264–
270; Cz. Łuczak, Tartaki, folusze i olejarnie, [w :] Kultura ludowa Wielkopolski, J. Burszta
(red.), Poznań 1964, t. II, s. 645–647; H. Olszański, Tradycyjne olejarstwo w Polsce, Sanok
1989, s. 85–113.
422
zję do życia towarzyskiego. Wspólnie spędzony czas, obok pracy przy wyrobie
oleju, wypełniano poczęstunkiem i rozmowami o bieżących wydarzeniach.
Wyrób oleju miał charakter sezonowy. Olejarnia była uruchamiana dwa razy w roku w okresie Adwentu przed Bożym Narodzeniem oraz Wielkiego Postu
przed Wielkanocą. Wytwarzano w niej przeważnie olej rzepakowy, stosunkowo
rzadko zaś wyrabiano olej lniany oraz z gorczycy. Produkt uboczny stanowił
tzw. makuch. Był to sprasowany placek śruty pozostający po wytłoczeniu oleju,
który przeznaczano jako dodatek do paszy dla bydła. Z jednej porcji zmielonego
ziarna tzw. ławki11, tj. około 11 kg, uzyskiwano około 2–3 litrów oleju. Wydajność produkcji była uzależniona od rodzaju surowca, np. z rzepaku ozimego
otrzymywano 30–3,5 litra, z jarego zaś 2–2,5 litra oleju. Wydajność olejarni
wynosiła około 50 ławek dziennie.
Podane wielkości są porównywalne z wynikami pracy uzyskiwanymi w innych opisywanych olejarniach funkcjonujących w województwie łódzkim.
W Teodozjowie, pow. Tomaszów Mazowiecki z 12–13 kg rzepaku ozimego
uzyskiwano około 5 litrów oleju, z rzepaku jarego zaś 4–4,5 litra12. W olejarni
w Jasieniu, pow. Tomaszów Mazowiecki z 10 kg rzepaku otrzymywano 2,5–3
litry oleju13, w Brzeźnicy, pow. Pajęczno z około 4 kg ziarna wyrabiano 1–1,5
litra oleju14.
W początkowym okresie działalności olejarnia służyła wyłącznie zaspokojeniu potrzeb własnych rodziny właściciela oraz sąsiadów. Z biegiem czasu krąg
klienteli poszerzył się na tyle, że odbiorcami produktów wytwarzanych w olejarni stali się mieszkańcy Mszadli oraz wsi położonych na terenie sąsiednich gmin:
Lipce Reymontowskie (wsie: Chlebów, Drzewce, Lipce Reymontowskie, Wólka
Krosnowska, Wólka Podlesie), Dmosin (wsie: Nadolna, Teresin), Słupia (wsie:
Modła, Słupia), Maków (wieś Święte), Łyszkowice (wsie: Uchań Dolny, Uchań
Górny), Rogów (wieś Kotulin). Stosunkowo szybkiemu rozszerzeniu się kręgu
odbiorców sprzyjał fakt bardzo dobrej koniunktury dla producentów oleju
__________
11
12
13
14
„Ławka” jest określeniem stosowanym dla jednej porcji zmielonego ziarna, z której otrzymuje się jednorazowo porcję oleju oraz wytłoczony makuch. Zaś ta sama ilość wyprażonego ziarna zawiniętego w lnianą płachtę i przygotowana do wyciśnięcia w prasie to „załóg”,
„kucha”. Zob.: J. Lech, Olejarnia w Teodozjowie, pow. rawski, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 1961, t. III, s. 106, 112–113, przypis 16; tenże, Olejarnia z Brzeźnicy w powiecie
pajęczańskim, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 1974, t. XVI, s. 106; P. Czepas, M. Kuropatwa, Olejarnia w Lasocinie, gm. Kiernozia, woj. łódzkie, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”, 2006, t. XXXIII, s. 147.
J. Lech, Olejarnia w Teodozjowie, pow. rawski, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, 1961, t.
III, s. 113.
J. Lech, Olejarnia w Jasieniu, „Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna”, 1958, t. II, s. 121.
J. Lech, Olejarnia z Brzeźnicy w powiecie pajęczańskim, „Łódzkie Studia Etnograficzne”,
1974, t. XVI, s. 109.
423
w pierwszych latach po II wojnie światowej. Nie bez znaczenia pozostawało
również to, że w okolicach Mszadli nie funkcjonowała żadna inna olejarnia.
Opisana w niniejszym artykule olejarnia stanowiła bardzo dobrze zachowany in situ unikatowy przykład wiejskiej techniki. Poświadczała ona w znakomity
sposób prowadzoną do końca XX wieku drobną produkcję przemysłową opartą
o tradycyjny zestaw urządzeń. W 2010 roku urządzenia technologiczne olejarni
zostały zakupione do zbiorów Działu Gospodarstwa i Przemysłu Wiejskiego
Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Od lipca 2013 roku są
eksponowane w Łęczyckiej Zagrodzie Chłopskiej w Kwiatkówku pod Łęczycą.
Potrzeby ekspozycji w muzeum na wolnym powietrzu, jakim jest Łęczycka Zagroda Chłopska, wymusiły wykonanie rekonstrukcji murowanego z czerwonej
cegły, otwartego paleniska z kotlinką nakrytego kapturem. Trzon paleniska ma
wysokość 85 cm i wymiary 90x85 cm. Wyprawiony jest z zewnątrz warstwą
gliny oraz pobielony wraz z kapturem i kominem. Mlewnikowi walcowemu
przywrócono napęd ręczny montując koło zamachowe o średnicy 93 cm z korbą
ręczną. Zrekonstruowano również zbite z desek korytko o długości 83 cm i szerokości 50 cm. Posiada ono lekko rozchylające się na zewnątrz ścianki i dwa
uchwyty służące do jego przenoszenia. Korytko to wykorzystywane jest do matowania surowca. Wszystkie te zabiegi spowodowały, że w olejarni możliwe
stało się prowadzenie warsztatów ilustrujących proces produkcji oleju przy pomocy w pełni sprawnych urządzeń technologicznych (ryc. 2a, 2b, 3, 4). Warto
dodać, w 2013 roku pokaz wyrobu oleju odbył się dwukrotnie. Po raz pierwszy
miało to miejsce w dniu 13 lipca z okazji otwarcia Łęczyckiej Zagrody Chłopskiej oraz w dniu 29 września w ramach obchodów XXI Europejskich Dni Dziedzictwa „Nie od razu Polskę zbudowano”.
Summary
The present article is devoted to the history of an oil mill situated in
Mszadla, poviat Skierniewice, Łódzkie voivodeship. It was constructed and operated by Władysław Malesa (1912-2000), a very active inhabitant of the village
of Mszadla. Since 1935, he belonged to the United People’s Party [Zjednoczone
Stronnictwo Ludowe], and during World War II, he was a member of Peasants’
Batallions [Bataliony Chłopskie]. Apart from farmer’s work and oil production,
he also ran seasonal manufacture of concrete roof tiles.
Władysław Malesa’s oil mill was established in 1948, and it worked until
2000. It was located in one of the buildings of Mr Malesa’s farm, and the following machines were used there: a lever press, a cylindrical grinder (crusher), a
fanner, an open furnace with a pot to heat post-extraction seed meal, and a meal
box. The oil mill used to work seasonally, during Advent before Christmas and
during Lent before Easter. Rapeseed oil was its main product, although some-
424
times flax or mustard plant were pressed, too. The so-called oil-cake which remained after pressing was used as animal feed.
In 2010, the Oil Mill was bought by the Museum of Archaeology and Etnography in Łódź. The machines were then renovated, and in 2013 became part
of an open-air village museum [Łęczycka Zagroda Chłopska] in Kwiatkówek
near Łęczyca. Special oil-pressing presentations are sometimes organised for
visitors of the mill.
425
Ryc. 1. Urządzenia technologiczne olejarni zachowane in situ w Mszadli. (fot. P. Czepas.)
Ryc. 2a. Urządzenia technologiczne olejarni po renowacji i translokacji do „Łęczyckiej Zagrody Chłopskiej” w Kwiatkówku pod Łęczycą. Prasa typu dźwigniowego. (fot. P. Czepas)
426
Ryc. 2b. Urządzenia technologiczne olejarni po renowacji i translokacji do „Łęczyckiej Zagrody Chłopskiej” w Kwiatkówku pod Łęczycą. Prasa typu dźwigniowego. (fot. P. Czepas)
Ryc. 3. Urządzenia technologiczne olejarni po renowacji i translokacji do „Łęczyckiej Zagrody Chłopskiej” w Kwiatkówku pod Łęczycą. Mlewnik walcowy typu gniotącego, w tle skrzynia na śrutę. (fot. P. Czepas)
427
Ryc. 4. Urządzenia technologiczne olejarni po renowacji i translokacji do „Łęczyckiej Zagrody Chłopskiej” w Kwiatkówku pod Łęczycą. Urządzenia paleniskowo-dymne z kociołkiem do
podgrzewania śruty. (fot. P. Czepas)
428
Katarzyna Orszulak-Dudkowska
Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej UŁ
Samochód i mężczyzna
Historia samochodu jako przedmiotu połączonego w sposób wręcz predestynowany z płcią męską rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych, a dokładnie
w roku 1908 w Detroit, kiedy światło dzienne ujrzał Model T – cudowne dziecko
fabryki Henry’ego Forda, wyprodukowany jako pierwszy samochód seryjny.
Model T zrewolucjonizował amerykański rynek samochodowy, gdyż z założenia
był samochodem tanim, wytrzymałym i dostępnym dla przeciętnego Amerykanina 1. Taka koncepcja okazała się trafiona, a z czasem, wraz z upowszechnianiem
się motoryzacji w kulturze Zachodu, samochód stawał się jednym z podstawowych rekwizytów męskich praktyk społecznych. Po dzień dzisiejszy stanowi on
przedmiot, który bez względu na rozmaite przemiany kulturowe, wciąż niezmiennie, od wielu dziesięcioleci, kojarzy się w społeczeństwach nowoczesnych
z byciem prawdziwym mężczyzną. We współczesnej kulturze Zachodu samochód występuje jako jedno z podstawowych narzędzi pracy mężczyzny, jest
atrybutem jego pozycji społecznej i prestiżu, modnym męskim gadżetem, ale
także wyrazem specjalistycznych zainteresowań i osobowości swego właściciela.
Samochód funkcjonuje także jako ekwiwalent domu i męskiego gabinetu oraz
schronienie w podróży; jest skarbonką i inwestycją jednocześnie. Jako przedmiot
z jednej strony wiąże się on z wyobrażeniem o męskim buncie, wolności i swobodzie moralnej, z drugiej zaś z ideą komfortu, bezpieczeństwa i odpowiedzialnej troski o bliskich. Samochód dla mężczyzny to także miejsce, gdzie można
uprawiać seks i maszyna, za pomocą której można uwodzić dziewczyny. Jak
pisze Tomasz Szlendak: „Samochód wabi panny, albowiem jest gadżetem związanym ze statusem posiadacza. I to jednym z najważniejszych w kulturze konsumpcyjnej. Nieprzypadkowo we Władysławowie mężczyźni chadzający po
barach szóstkami, w spodniach prasowanych na kant i koszulkach niebezpiecznie
__________
1
T. Szlendak, Samochód, „Kultura Popularna” 2004, nr 3, s. 49. W ciągu dziewiętnastu lat
(1908–1927) produkcji Modelu T w Ford Motor Company sprzedano piętnaście i pół miliona egzemplarzy tego auta, które produkowane było jako jedyny model Forda w tym czasie, a od 1914 roku wyłącznie w kolorze czarnym, zgodnie z dewizą Henry'ego Forda:
„możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”.
429
uciskających torsy, machają breloczkami z logo samochodowych marek. Nic to,
że na zewnątrz zaparkowali „malucha”, z którego z trudem wysiedli. Samochód
jest dobrem symbolicznym, co w seksualnych i matrymonialnych łowach wykorzystuje się bez pardonu”2. Jednocześnie jednak samochód wciąż przecież stanowi ważny rekwizyt życia rodzinnego, którego obsługa wpisana jest niezmiennie w zakres męskich obowiązków. Dodatkowo marka i model posiadanego
samochodu stanowić mogą również uosobienie przyjętego przez rodzinę stylu
życia i formy spędzania czasu wolnego. Powiedzieć można zatem, że samochód
należy do tych osiągnięć cywilizacji zachodniej, które bardzo łatwo napełniają
się znaczeniami, a szczególnie rozmaitymi konotacjami świata przypisywanego
mężczyznom.
Prototypem samochodu w historii kultury europejskiej był koń, obecny jako
atrybut prawdziwego mężczyzny w tradycyjnych przekazach folklorystycznych,
bajkach, podaniach i legendach, ale także we współczesnych przekazach kultury
popularnej. Koń pozostawał w silnym związku z życiem rycerza i wojownika,
towarzyszył tradycyjnie męskiej, trudnej i wytężonej pracy na roli w kulturze
chłopskiej wielu krajów europejskich, wykorzystywany był także jako stereotypowy rekwizyt męskiej siły w wielu współczesnych przekazach filmowych
i literackich. Znakomitym przykładem obecności konia w popularnej kulturze
Zachodu jest przypadek Marlboro Mena, znany z reklam markowych papierosów, który, jako uosobienie prawdziwego mężczyzny, kowboja walczącego
o sprawiedliwość i porządek społeczny w scenerii dzikiej natury w towarzystwie
konia i papierosów, stał się częścią popkulturowego pejzażu nie tylko w kulturze
amerykańskiej; tak postrzegany „Mężczyzna Marlboro to indywidualista, który
pędzi poprzez prerię, zajmuje się męskimi sprawami i prowadzi męski tryb życia”3.
Samochód jako wynalazek XX stulecia w wielu dziedzinach życia społecznego zastąpił konia, przyjmując także cały szereg nowych funkcji w kontekście
męskich aktywności społecznych. W Polsce okresu międzywojennego samochód
był jeszcze dobrem luksusowym, a osoby, które wówczas mogły nim jeździć
zwykle posiadały szofera, który był oczywiście mężczyzną. Po wojnie na ulicach
polskich miast, jak podaje Justyna Jaworka, „[…] widywano motocykle, wojskowe gaziki i furgonetki, a także autobusy, dorożki czy po prostu wozy konne,
ale samochody osobowe nadal stanowiły rzadkość. Najczęściej bywały to amerykańskie jeepy, francuskie citroeny 2CV, poniemieckie garbusy. Nadzieje na
upowszechnienie motoryzacji w Polsce Ludowej pojawiły się w latach pięćdziesiątych wraz z budową Fabryki Samochodów Osobowych na warszawskim Że-
__________
2
3
Tamże, s. 49.
Z. Melosik, Kryzys męskości w kulturze współczesnej, Oficyna Wydawnicza Impuls Kraków 2006, s. 156.
430
raniu”4. Historia polskiej motoryzacji znakomicie ilustruje również ogólne przemiany polityczno-gospodarcze i społeczne w kraju. I tak samochód marki warszawa produkowany w latach 1951–1973 określić można jako dziecko stabilizacji i planu sześcioletniego, syrena pojawiła się po znamiennym okresie odwilży
(1957–1972), duży fiat (1967–1991) wieńczył erę „małej stabilizacji”, a mały
fiat, produkowany w latach 1973–2000, miał być spełnieniem obietnic „życia
w dobrobycie”, wysuwanych społeczeństwu polskiemu przez Edwarda Gierka.
Późnym dzieckiem rodzimej motoryzacji był również polonez (1978–2002),
określany mianem samochodu dyrektorskiego5. Do najbardziej nośnych kulturowo polskich marek, obecnych w licznych przekazach współczesnego folkloru
(dowcipach, anegdotach i podaniach miejskich), zaliczyć trzeba jednak syrenę
i małego fiata, być może ze względu na ich wyjątkową awaryjność i związek
z dużymi oczekiwaniami społecznymi. W okresie powojennym rozwój polskiej
motoryzacji miał być dowodem na sukcesy socjalistycznej gospodarki i w efekcie urzeczywistnić polityczne hasło „samochodu dla każdego”. Paradoksalnie
dziś, gdy slogan ten w dużej mierze stał się faktem, wciąż nie ma on wiele
wspólnego z ideą demokratyzacji życia społecznego, bo obecnie samochód właśnie (czasem także jego marka i rok produkcji) stanowi jeden z podstawowych
wyznaczników nierówności majątkowych w społeczeństwie konsumpcyjnym.
Warto jednak podkreślić, iż w całym okresie powojennym w Polsce aż do końca
lat dziewięćdziesiątych XX wieku samochód stanowił przedmiot obsługiwany
i wykorzystywany przede wszystkim przez mężczyzn (zarówno w pracy zawodowej, jak i życiu prywatnym), kobiety, jeśli w ogóle poruszały się samochodem,
to raczej jako pasażerki, a ich aktywność tradycyjnie ograniczała się przede
wszystkim do sfery domowej.
Trzeba również zauważyć, że samochód w kulturze PRL wiązał się z nieco
innymi sferami życia niż w tym samym czasie w kulturze Europy Zachodniej
i USA. Podczas gdy młodzież amerykańska w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku całowała się w samochodowych kinach, organizowała wyścigi
cadillaców, a chłopcy wykorzystywali samochody jako narzędzia do podrywania
dziewczyn i podkreślania swej męskiej seksualności, polscy podrywacze jeździli
częściej na skuterach i skromnych motorach6. W Polsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia samochód nie należał jeszcze do
obszaru kultury młodzieżowej, a przede wszystkim był celem dążeń rodzinnych
i należał do grona dóbr, których nie można było po prostu zakupić, ale ich nabycie wiązało się z wykorzystywaniem zawiłych kontaktów nieformalnych. Można
zauważyć, iż przeciętny polski mężczyzna stał się właścicielem własnego auta
__________
4
5
6
J. Jaworska, Samochód dla każdego, [w:] Obyczaje polskie. Wiek XX w krótkich hasłach,
pod red. M. Szpakowskiej, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008, s. 301.
Tamże, s. 300; por. także A. Zakrzewski, Auto-Moto PRL. Władcy dróg i poboczy, Demart,
Warszawa 2011.
J. Jaworska, dz. cyt., s. 304–305.
431
właściwie dopiero w okresie rządów Edwarda Gierka (1970–1980) i zamiast
wyruszać nim w drogę w poszukiwaniu przygód, częściej leżał on pod swym
samochodem w stroju mechanika, własnoręcznie na przydomowym parkingu
naprawiając posiadaną syrenę lub małego fiata. Jak zauważa J. Jaworska:
„Wieczne remonty i samodzielna wymiana części upowszechniły się jako sposób
spędzania czasu i forma swoistego eskapizmu mężczyzn. To zaradność techniczna (wymuszona przez okoliczności, bo auta ciągle się psuły, a prywatne warsztaty były drogie) dodawała w tych warunkach męskości”7. Męska troska o samochód – mycie, dekorowanie, naprawianie – sytuowała się gdzieś pomiędzy
rodzinnymi zwyczajami związanymi z pielęgnacją dziecka a dbałością o dom
i ogródek. Jak dostrzega Roch Sulima, męskie opowieści parkingowe zaś uznać
można za analogiczne, w formie i przekazie emocjonalnym, wobec kobiecych
opowieści snutych przy piaskownicach8. Polski samochód w ostatnich dekadach
XX wieku, obsługiwany wyłącznie przez mężczyzn, wchodził w szereg tak zwanych rzeczy rodziny, był lokatą życiowych oszczędności (syrena – skarb), stanowiąc także ważny znak awansu społecznego zarówno na wsi, jak i mieście
oraz środek transportu podczas wycieczek do rodziny na święta, imieniny czy
inne uroczystości.
W latach siedemdziesiątych XX wieku polski samochód osobowy, najczęściej syrena, nie był jeszcze powszechnie używany do jazdy w celach zawodowych. Dopiero w latach osiemdziesiątych minionego stulecia polscy biznesmeni
zaczęli przesiadać się na samochody zagraniczne, głównie japońskie i niemieckie, a flagowym pojazdem polskiego folk-biznesu stała się toyota, która zastąpiła
wykorzystywane do tej pory przez drobnych przedsiębiorców traktory, nysy
i żuki9. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku, wraz z gwałtownym rozwojem
sfery prywatnej działalności gospodarczej, polski biznesmen-mężczyzna próbował odnaleźć się już w samochodach wielu innych marek, używając w swych
zmaganiach zawodowych zarówno rodzimej produkcji poloneza, jak
i zagranicznych aut marki ford, audi czy volkswagen. Droższe modele marki
BMW i mercedes najczęściej kojarzone były w tym czasie ze środowiskiem
„dresiarzy” i „mafiosów”, wpisujących się w kulturowy stereotyp Polaka – złodzieja samochodów. Przeciętni polscy mężczyźni poruszali się wówczas najczęściej małymi fiatami, a od początku XXI wieku powszechnie używali również
stosunkowo niedrogich samochodów marki daewoo, które obecnie (głównie
model tico) kojarzone są z postacią kiepskiego i nieudolnego kierowcy, stanowiącego także bohatera opowiadanych w gronie męskim dowcipów i anegdot.
Na przełomie XX i XXI wieku samochód powoli zaczął wkraczać także do rodzimej męskiej kultury młodzieżowej. Coraz powszechniej używanym pojazdem
__________
7
8
9
Tamże, s. 305.
R. Sulima, Antropologia codzienności, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2000, s. 40.
Por. J. Jaworska, dz. cyt., s. 307.
432
młodych chłopców stawał się mały fiat, jako tanie i ogólnie dostępne auto, służył
on zaspakajaniu rozmaitych młodzieżowych fantazji, w tym zawodów w pchaniu
„maluchów” lub zakładów o to „ile osób może zmieścić się w maluchu”.
W początkach obecnego stulecia motoryzacja stała się źródłem podziałów
polskiego społeczeństwa, a szczególnie świata męskiego. Posiadany samochód,
jeden lub więcej, stanowi obecnie ważne uzupełnienie scenerii polskiego domostwa na willowym przedmieściu czy osiedlu apartamentowców, gdzie mieszkania standardowo wyposażane są w miejsca parkingowe lub garaże; z samochodu
służącego rodzinie i wykorzystywanego w celach biznesowych stał się on obecnie również ważnym gadżetem kulturowym kojarzonym z tożsamością płciową.
Jak zaznaczają badacze kategorii męskości, w kulturze Zachodu samochody
zawsze stanowiły ważny środek ekspresji świata męskiego, podkreślały zajmowaną przez mężczyzn pozycję społeczną i służyły ich klasowo-kulturowej identyfikacji10. W kulturze konsumpcyjnej mężczyzna, który posiada wysoki status
majątkowy musi kupić sobie trafnie odzwierciedlający ten stan rzeczy najlepszy
model wymarzonego samochodu, potwierdzający jego społeczną pozycję11. We
współczesnej polskiej rzeczywistości społeczno-kulturowej samochody również
stały się widocznymi znakami męskiej tożsamości. Do lat dziewięćdziesiątych
XX wieku w Polsce panował zdecydowany „samochodowy patriarchat”, przede
wszystkim dlatego, że niewiele gospodarstw domowych mogło sobie pozwolić
na drugi samochód, a pierwszy musiał być obsługiwany wyłącznie przez mężczyznę ze względu na charakter oczekiwań społecznych kierowanych wobec ról
rodzinnych. Jak zauważa J. Jaworska: „Oddzielne auto dla żony (a także „kobiece” modele samochodów, kąciki motoryzacyjne w prasie dla pań, rytuał odwożenia dzieci na dodatkowe zajęcia, wreszcie ustalanie, kto pije alkohol na imprezach towarzyskich) to dopiero dziedzictwo transformacji ustrojowej i obyczaje
nowej klasy średniej”12. Niezależnie od przemian gospodarczych i obyczajowych
we współczesnej kulturze polskiej samochód w życiu kobiet stanowi przede
wszystkim komfortowy środek codziennego transportu (zastępuje miejską komunikację), tracąc jednocześnie związek z całym ciągiem konotacji przypisywanych tej maszynie w kontekście świata męskiego. Dużo jeszcze czasu upłynie
zanim kobiety będą wymieniać samochody w szeregu najważniejszych rzeczy
kształtujących ich tożsamość płciową. Nadal przecież aktualne są stereotypy, że
kobieta zna się tylko na kolorach samochodów, a w salonie sprzedaży kupuje
auto bez jazdy testowej – jeśli tylko odpowiada jej wygląd i gabaryty, płaci za
auto i prosi o zapakowanie. „Baba za kierownicą” wciąż jest bohaterką wielu
dowcipów i spontanicznych komentarzy profesjonalnych mistrzów kierownicy,
czyli mężczyzn. To mężczyzna przecież, niezależnie od przemian w zakresie
__________
10
11
12
Z. Melosik, dz. cyt., s. 127.
Por. J. Storey, Studia kulturowe i badania kultury popularnej. Teorie i metody, tłum. J.
Barański, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2003, s. 110.
J. Jaworska, dz. cyt., s. 305.
433
kwestii genderowych, pozostaje autorytetem w problematyce mechaniki samochodowej, kobieta potrafi stereotypowo jedynie zatankować auto (chociaż też nie
zawsze). Można zatem zauważyć, że samochód, przynajmniej na poziomie stereotypów kulturowych, długo jeszcze pozostanie wyłącznie męski.
Jak zauważają badacze kultury materialnej, przedmioty bardzo często, poprzez swoje uwikłanie w codzienne czynności, pozostają w wyraźnych związkach z płcią kulturową, są instrumentami w podtrzymywaniu relacji międzyludzkich oraz budowaniu indywidualnych tożsamości13. Ponadto rzeczy umożliwiają
podzielanie tych samych wartości, czynności i stylów życia w bardziej namacalny i trwały sposób, niż czyni to język lub bezpośrednia interakcja14. Samochód
niewątpliwie zaliczyć należy do materialnej sfery kultury, a formy obcowania
z nim i jego użytkowania, służyć mogą przede wszystkim wyrażaniu i potwierdzaniu męskich sposobów uczestnictwa w życiu społecznym. Dostrzeżenie podstawowych różnic w relacjach współczesnych mężczyzn wobec samochodu
służyć może zaś wyróżnieniu kilku dominujących rodzajów męskiej aktywności
w kulturze dzisiejszej. Inaczej bowiem funkcjonował będzie samochód w życiu
społecznym mężczyzny skupionego na pracy zawodowej, inaczej w kontekście
działań mężczyzny czującego się przede wszystkim głową rodziny, a jeszcze
inaczej jako rzecz należąca na przykład do zagorzałego miłośnika samochodowych wypraw terenowych.
Popularność wzorca mężczyzny nie usatysfakcjonowanego wyłącznie realizacją ról zawodowych i rodzinnych wiąże się z przemianami społecznogospodarczymi w kulturze współczesnej. Obecnie coraz trudniej jest osiągnąć
spektakularny sukces zawodowy. Dawny wizerunek mężczyzny jako głównego
żywiciela rodziny został mocno podważony przez destabilizację rynku pracy,
wywołaną powszechnym kryzysem ekonomicznym. Współczesny mężczyzna
stara się zatem budować swoją mocną tożsamość w oparciu już nie tylko o wykonywany zawód, ale także poprzez odwołanie do tradycyjnie męskiej sfery
zainteresowań, jaką od początków swego rozwoju stanowiła motoryzacja. Dlatego też starannie wybiera on specyfikę swojej samochodowej pasji, która staje się
dla niego jednym z najważniejszych wskaźników poczucia męskości. Jak zauważa bowiem Marek Krajewski dzisiejsze urzeczenie rzeczami wynika poniekąd
również z kryzysu ludzkiej tożsamości, z poszukiwania ważnego punktu zaczepienia właśnie w rzeczach, kupowanych, konsumowanych i traktowanych jako
swego rodzaju „egzystencjalne markery” czy stabilizatory życia15.
Współcześnie mężczyzna kupuje zatem samochód już nie tylko jako użyteczną maszynę służącą pracy zawodowej, życiu rodzinnemu czy po prostu wy-
__________
13
14
15
T. Dant, Kultura materialna w rzeczywistości społecznej. Wartości, działania, style życia,
Tłum. J. Barański, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2007, s. 41.
Tamże, s. 14.
Por. M. Krajewski, Wstęp, [w:] W stronę socjologii przedmiotów, pod red. tegoż, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2005, s. 7.
434
zwaniom dnia codziennego, ale coraz częściej kupuje auto jako wymarzony
prezent dla siebie samego; przedmiot, który służył będzie rozwijaniu jego pasji,
wypełniał jego czas wolny, ale także umacniał jego poczucie męskości. Wartość
użytkowa tego rodzaju prezentów pozostaje kwestią zupełnie drugoplanową.
Samochód wciąż zatem zachowuje swą głęboko genderową specyfikę, należąc
do grupy rzeczy, które mniej lub bardziej dyskretnie, mają zapewnić mężczyznom poczucie odmienności wobec świata kobiet. Można go nawet nazwać mianem męskiego „gadżetu”, do którego stosunek w kulturze dzisiejszej ilustruje
aktualne przemiany dotyczące sposobu rozumienia męskości16. Współczesny
mężczyzna nie czuje się już bowiem w obowiązku by jedynie „zbudować dom,
spłodzić syna i zasadzić drzewo”, ale dba także o to, by sprawić sobie prezent.
A prezenty w postaci samochodów są niczym zabawki dużych chłopców, którzy
oddają się obcowaniu z nimi bez znaczących ograniczeń.
Szczególną egzemplifikację stosunku współczesnych mężczyzn do samochodów ilustrują fora internetowe, gromadzące głównie panów, jako miłośników
jednej marki, zazwyczaj wysoko cenionej w męskim świecie, lub też pasjonatów
samochodów określanych mianem terenowych. Tak pojmowane samochody
należą częstokroć do grupy przedmiotów posiadających swą szczególną kulturową historię oraz wpisane w tę historię indywidualne biografie, a ich wartość
zależna jest od miejsca pochodzenia czy pozycji tych, którzy je wcześniej posiadali17. Użytkownicy omawianych forów są właścicielami bardzo znamiennych
marek samochodów, wysoko lokowanych w ich hierarchicznej ocenie aut, między innymi są to wybrane modele marki nissan, suzuki, jeep, toyota, mitsubishi,
mercedes, opel, a także szeroko rozumiane pojazdy militarne.
Spróbujmy zatem rozważyć relację współczesnego mężczyzny i jego samochodu na przykładzie wpisów z dwóch wybranych forów internetowych ze stron
www.jeep.org.pl i www.forum4x4.pl. Użytkownicy forum ze strony
www.jeep.org.pl to właściwie wyłącznie mężczyźni, którzy logując się na forum
zakładają swój profil, a w nim zamieszczają swój nickname i krótki tekst prezentujący posiadane auto oraz zdjęcie własnego pojazdu marki jeep. Przykładowe
teksty w rodzaju: „Wujek Europejczyk 4.7 V8 + BRC LPG + All Country At na
czterech łapach – w planach lifcik i jakieś MT”18 czy też "... im bardziej terenowy samochód, tym dalej traktor musi jechać..."19, oraz odpowiednio wyselekcjonowane fotografie stanowią rodzaj wizytówek forumowiczów, którzy na stronie
forum pozostają właściwie anonimowi. Stali uczestnicy rozmów prowadzonych
na forum utrzymują jednak między sobą także kontakty bezpośrednie, spotykając
__________
16
17
18
19
T. Tomasik, Męskie dodatki, czyli mężczyzna w świecie modnych gadżetów, [w:] Mody
w kulturze i literaturze popularnej, pod red. S. Buryły, L. Gąsowskiej, D. Ossowskiej,
Universitas, Kraków 2012, s. 278.
Por. T. Dant, dz. cyt., s. 35.
http://www.jeep.org.pl/forum, [dostęp: 11.03.2013].
http://www.jeep.org.pl/forum, [dostęp: 11.03.2013].
435
się między innymi na wspólnych wyjazdach terenowych. Obecni użytkownicy
omawianego forum to prawie 12.500 osób, głównie mężczyzn. Analizowana
strona miłośników marki jeep składa się z kilku głównych działów: „Warsztat”
(prezentuje dyskusje poświęcone problemom technicznym i naprawom posiadanych samochodów), „Ogólne” (dotyczy głównie wyjazdów terenowych i problematyki najczęściej zadawanych pytań), „Galeria” (prezentuje wybrane przez
użytkowników zdjęcia ich aut), „Lokal” (skupia grupy miłośników marki jeep
działających w poszczególnych regionach kraju), „Giełda” (służy prezentacji
ofert kupna i sprzedaży aut oraz samochodowych akcesoriów), „Opinie” oraz
„Pozostałe” (zawiera tylko jeden wątek pod znamienną nazwą „Jeepnięci”).
Szczegółowe tematy rozmów o samochodach prowadzonych na forum są
rozmaite, bardzo często problem zawiązuje się wokół pytania postawionego
przez jednego z użytkowników, związanego z nękającym go obecnie dylematem
natury technicznej. Ponieważ jeep jest marką produkującą samochody określane
mianem terenowych20, które znane są doskonale miłośnikom tak zwanych wypraw off roadowych, częstokroć roztrząsanym tematem rozmów są doświadczenia z rajdów terenowych lub zlotów, porady dotyczące niezbędnego dla tych
wypraw wyposażenia czy napraw i udoskonaleń sprzętu samochodowego, koniecznych przed i po zakończonych eskapadach. Znamienne jest także podejmowanie tematów ujawniających po prostu potrzebę snucia rozmowy o posiadanym
samochodzie oraz czasie i wysiłku wkładanym w jego naprawy, pielęgnację
i ulepszanie istniejących rozwiązań fabrycznych. Potwierdzeniem może być
wątek: „Co dziś naprawiłem w Jeepie” (2376 odpowiedzi), na którym użytkownicy dzielą się ze sobą drobnymi uwagami dotyczącymi zabiegów natury technicznej samodzielnie dokonywanych w ich samochodach:
„– Reduktor lpg się w środku rozsypał i chłodziwa ubywało. Ale już naprawione.
– Ja dziś odkręciłem nakrętkę na prawej półosi :) która sprawiła największy
problem od chwili podejścia do tematu wymiany przedniego mostu.
– Próbowałem dziś podbić do tematu przełączniki świateł. Więc dostałem
od kolegi alko (1984) takie cudo odkręciłem pokrywę dolną, wyjąłem pręt suwaka, i zacząłem walkę z odłączeniem kostki od przełącznika. O zgrozo kostka
stawiała duży opór ale w końcu poddała się. Z naprawy nici bo okazało się że nie
tylko przełącznik ale i kostka jest stopiona a ja takiej nie mam więc efekt mam
teraz ten sam ale z działającym przełącznikiem. Jutro dalszy odcinek walki.
– Stosował ktoś co innego niż kostka na przełączniku – będę dziś na samych zaciskach próbował to sieknąć ale zobaczymy co z tego wyjdzie
__________
20
Nawet w polsko-angielskich słownikach dla dzieci publikowanych na polskim rynku wydawniczym występuje angielskie słowo jeep, tłumaczone na polski jako samochód terenowy. Marka jeep stanowi zatem w świadomości potocznej synonim auta terenowego, podobnie jak marka adidas oznacza po prostu sportowy rodzaj obuwia.
436
– może wsuwki i termokurcze? Później zalej klejem z pistoletu […]”21.
Przytoczony fragment rozmowy ukazuje specyfikę skupionego na forum
środowiska pasjonatów aut terenowych, zakładającą między innymi pełne zaangażowania podejście do własnego pojazdu, umiejętność posługiwania się specjalistycznym słownictwem oraz niezwykle drobiazgową znajomość zagadnień
z zakresu szeroko rozumianej mechaniki samochodowej. Zdecydowanym wyjściem poza tematy czysto techniczne jest wątek zatytułowany „Spanie na dachu”,
na którym użytkownicy rozważają zgoła inne możliwości swoich samochodów.
Zacytujmy fragment prowadzonej rozmowy, w której samochód ma być nie
tylko środkiem transportu, ale także podstawą do stworzenia miejsca noclegowego:
„– Temat rodził mi się w głowie już dawno. Obecnie widać światełko w tunelu, ale zanim w coś wdepnę, tradycyjnie rzucam problem pod dyskusję. Założenia są takie: większość naszych aut ma na dachu albo relingi, albo bagażnik,
albo możliwość zamocowania do dachu czegoś tam. Wg mojej koncepcji byłaby
to konstrukcja o wymiarach ok. 220 x 120 cm wysoka na ok 20 cm. Po rozłożeniu wysoka na około metr. W środku jakiś materac, pościel i ewentualnie miejsce
na lekkie drobiazgi. Oczywiście w ścianach okna, jakieś otwory do wentylacji.
Ewentualna instalacja elektryczna, choć dziś w erze oświetlenia ledowego to
chyba zbytek. Powinno się to rozkładać w kilka minut, w drugą stronę podobnie.
I jak już jesteśmy przy składaniu taka przypowieść :) jak znudziły mi się wycieczki z namiotem, kupiłem przyczepę kempingową. Komfort niemożebny –
rodzice w busie, dzieci w przyczepie, przedsionek przy aucie – bajer. Na następny sezon dokupiłem przedsionek do przyczepy i po złączeniu tegoż z tym przy
busie mieliśmy największą powierzchnię pod dachem na kempingu. Wszystko
było pięknie, dopóki nie zaczęło wiać, a potem padać. Spakowałem ten gnój do
przyczepy, dwie Pajery wyciągnęły mnie na czarne i do Polski. Lało wtedy prawie dwa tygodnie, o mało co te mokre szmaty nie zgniły. Wracając do tematu.
Nikt z producentów spań dachowych nie wpadł jakoś na to, że są kraje w których
mokre leci z nieba, a czasami powieje. Przeglądając różne fora o podobnej tematyce trafiałem na teksty: kupiłem np. Maggiolinę, fajne, ale jak wieje to śpimy
w samochodzie. Mam Hannibala, a jak pada, to śpimy w hotelu... Po moich wycieczkach z przyczepą doszedłem do wniosku, że na Polskę i okolice spanie
dachowe musi być jak przyczepa – całe nieprzemakalne i nienasiąkliwe. Podłoga
i dach trafiają się u innych producentów twarde. Ścianki boczne do tej pory widziałem tylko z tkaniny. I jak popada musimy tą mokrą tkaninę schować do
środka na pościeli. Nie podoba mi się to. Rozpracowałem już problem ścian,
mam nadzieję zdążyć do Jeeparty;) Jako że czasy mamy niepewne, rozgrzebałem
już temat w Urzędzie Patentowym.
__________
21
http://www.jeep.org.pl/forum, [dostęp: 13.03.2013].
437
– zakładam, że po prostu chcesz twardy panel opuszczać z dachu na boki,
ale pojawia się pytanie, czy nie lepiej zapodać tkaninę która będzie naprawdę
wodoodporna? Zrobienie tego z jakiegoś sympa-tex'u czy czegoś w tym stylu
dałoby nieprzemakalność, lekkość i przewiewność. Oczywiście nie byłoby to
tanie, niemniej efekt zapewne kosmos.
– Ja bym spód i dach zrobił z czegoś sztywnego i trwałego typu płyta kanalikowa/osb itp a boki z tkaniny winylowej (takiej z jakiej robi się bannery reklamowe) – jak ci nie przeszkadza grafika to taką tkaninę możesz mieć za darmo ze
zużytych bannerów. […]”22.
Zaprezentowany wątek rozmowy bardzo wyraźnie pokazuje, że samochody
terenowe traktowane są przez użytkowników forum nie tylko jako środki transportu, ale poruszanie się nimi pozostaje w silnym związku z preferowanym przez
nich sposobem spędzania czasu wolnego i wypoczywania, a wręcz ilustruje przyjęty przez nich styl życia.
Ważnym wątkiem rozmów na forum internetowym jest także prezentacja
własnych bardzo nietypowych modeli samochodów, wymagających specjalnych
zabiegów renowacyjnych, zupełnie obcych przeciętnym użytkownikom aut,
także mężczyznom. Poprzez szczególnego rodzaju zaangażowanie w poszukiwanie wymarzonego starego modelu samochodu, a potem poprzez wieloletnie czasem zmagania rekonstrukcyjne, właściciel pojazdu w sposób wyjątkowy potwierdza swą męską tożsamość. Przykładem ilustrującym tę kwestię jest wątek
zatytułowany „Odrestaurowanie Jeepa SJ 1982”:
„– Koledzy od czego muszę zacząć, autko blacharsko wygląda na swój
wiek bardzo dobrze choć jest parę miejsc do poprawek. Gorzej jest w środku
były właściciel zrobił w boczkach drzwi dziury na głośniki których teraz brakuje.
Ogrzewanie też nie funkcjonuje, ale to chyba wina zaworu który jest sterowany
tymi przyciskami po lewej stronie. Przyciski nie chwytają tylko odbijają z powrotem w swoją starą pozycję. Podsufitka wisi jak baldachim […]
– Chcesz go sobie zostawić? Bo jeśli tak, to rozkręcaj do ostatniej śrubki,
robiąc zdjęcia każdego miejsca, którego dotkniesz, opisując/metkując części,
które wykręcasz. Przy okazji zrobi się lista braków. Po demontażu robisz blachy
– są gołe więc idzie łatwiej i masz wgląd w zakamary, które są niewidoczne
z wyposażeniem na pokładzie. Równocześnie możesz przejrzeć i naprawić
i odnowić każdy element mechaniczny – na stole warsztatowym znacznie łatwiej
niż na aucie. Potem, jak blacha jest już cacy (proces pewnie znasz – co do zrobienia, co do wymiany, ściąganie fragmentów blach, spawanie, piaskowanie,
podkłady, śrady, pasty śrasty, lakiery itp) to zaczynasz składać mechanikę, która
już jest też cacy. W międzyczasie tapicer zrobił nowe siedzonka, przyszło do
Ciebie 628 paczek z USA ze sklepów i aukcji z różnymi drobiazgami typu klameczka, zatrzask popielniczki i takie tam. Oczywiście spędziłeś też setki godzin
__________
22
http://www.jeep.org.pl/forum, [dostęp: 13.03.2013].
438
na zdobywaniu i studiowaniu przeróżnych dokumentacji, rysunków, zdjęć, masz
podrukowane stosy forumowych rad i porad do kolegów SJotowców zza wody.
I składasz, skręcasz, czyścisz, szorujesz plasticzki, dajesz do chromowania duperele... W październiku 2012 wypatrujesz na kuriera z ostatnimi bajeranckimi,
oryginalnymi tajlami i na gwiazdkę stawiasz sobie pięknego SJota pod choinką.
No chyba, że robisz na allegro to byle jeździł i byle wyglądał…”23.
Zaprezentowana w cytowanym fragmencie znajomość drobiazgowych zabiegów, służących rekonstrukcji dawnego modelu samochodu, ujawnia pełne
namaszczenia podejście do pojazdu, który stanowić ma uosobienie upragnionej
zabawki – skarbu. Opisywane zdarzenie przypomina także chłopięcą zabawę
w sklejanie modeli samolotów czy pojazdów militarnych, wymagającą wielogodzinnych prac i oddawania się tej czynności bez ograniczeń.
W ostatniej części omawianego forum, zatytułowanej „Pozostałe”, znaleźć
można także ważne wątki potwierdzające wspólnotowy charakter grupy jego
użytkowników – są tu cieszące się dużą popularnością wątki z dowcipami, głównie o tematyce seksualnej i samochodowej, a także informacje o ciekawych linkach i filmach znalezionych w sieci oraz rzeczach wartych zakupu, ale także
prośby o pomoc dla użytkowników forum, którzy cierpią na poważne choroby
lub ulegli wypadkowi oraz dla ich bliskich (wątki: potrzebna krew); znaleźć
można także wpisy na temat „ostatnich pożegnań”.
Na drugim wybranym forum internetowym gromadzącym również głównie
męskie grono użytkowników samochodów terenowych (ponad 42.000 użytkowników) – forum4x4.pl, jednym z najważniejszych działów tematycznych jest
dział o tytule „Samochody”, na którym odnaleźć można bogate zbiory wypowiedzi dotyczących posiadanych przez użytkowników pojazdów. Jeden z wątków
rozmów prowadzonych w tym dziale (370 postów) rozpoczyna wpis: „Zapraszam do przedstawienia swojego pojazdu – fotka i kilka słów. Proszę o umiar
w ilości i rozmiarze zdjęć. […]”24, który stanowi impuls do zamieszczania na
forum zdjęć własnych pojazdów i wyrażania swojego głęboko emocjonalnego
stosunku do aut, które mają nazwy typu: „Mój zwierzak”, „Mój klekot”, „A to
mój były, niestety kłopoty finansowe zmusiły mnie do sprzedaży. Ale wspomnienia pozostały”, „Mój mały czołg”, „Mój Cherokee jak miał jeszcze 4,5’’
liftu i 33’’ opony (to ten czarny)”, „A oto mój Jeepek”, „No to ja też wstawię :)
Mruczuś we własnej osobie :)”.
Prezentacja zdjęć pojazdów stanowi także element rywalizacji prowadzonej
w męskim gronie użytkowników forum, którzy cały czas dbają o budowanie
w tym środowisku niezwykle pozytywnego wizerunku własnej osoby, jako profesjonalnego i doświadczonego znawcy tematyki aut terenowych.
__________
23
24
http://www.jeep.org.pl/forum, [dostęp: 13.03.2013].
http://www.forum4x4.pl/viewtopic, [dostęp: 15.03.2013].
439
Na stronie forum4x4.pl poza działem „Samochody” odnaleźć można także
szczególnie ważne działy poświęcone sposobom spędzania czasu z własnym
pojazdem – dział „Imprezy”, poświęcony wspólnym dla użytkowników wyprawom terenowym, dział „Rozrywka Poza Terenem” (zawiera informacje o spotkaniach samochodowych poza terenem oraz filmach i grach o tematyce samochodowej, ważnych dla użytkowników forum) oraz działy „Kluby” i „Regiony”,
które świadczą o tym, że wokół posiadanych i użytkowanych samochodów terenowych funkcjonuje także świat męskich spotkań i relacji towarzyskich zarówno
w wymiarze ogólnopolskim (czasem także internacjonalnym), jak i lokalnym.
Ważnym działem forum jest także dział „Techniczne”, który służy prowadzeniu
rozmów dotyczących problemów z naprawą posiadanych samochodów, ale
przede wszystkim, mam wrażenie, służy prezentacji własnej bogatej specjalistycznej wiedzy na temat mechaniki samochodowej i nie tylko. Przedstawienie
osobistych doświadczeń związanych z naprawą samochodów, stosowanych rewelacyjnych rozwiązań jest w tym przypadku również sposobem na budowanie
własnego wizerunku prawdziwego znawcy problematyki motoryzacyjnej w tym
szczególnym przecież, niekonwencjonalnym wydaniu.
Dwa wybrane przeze mnie przykładowe fora internetowe wykazują bardzo
wiele podobieństw w sposobie kreowania specyfiki świata męskiego, skupionego
wokół tematyki samochodów terenowych, które służą nie tyle przemieszczaniu
się do pracy, wypełnianiu obowiązków życia rodzinnego, ale przede wszystkim
stanowią bardzo ważne rekwizyty w celu realizacji nieprzeciętnej męskiej pasji.
Można zauważyć, że posiadanie i użytkowanie samochodu terenowego stanowi
dla użytkowników forów rodzaj zabawy społecznej, której uczestnicy przyjmują
niezwykle męskie role, angażując się w pewnego rodzaju rywalizację i poszukując ekscytacji, o którą trudno w życiu codziennym. W tym celu kontaktują się oni
za pośrednictwem internetowego forum, aby dla własnej przyjemności uczestniczyć w świecie społecznym oddzielonym nieco od zwyczajnej egzystencji. Samochód jako przedmiot ma tu kluczowe znaczenie – umożliwia właścicielowi
rozmaite interakcje społeczne, relacje z grupą podobnych osób, zapewniając
także pożądane wrażenia fizyczne i emocjonalne. Właściciele tych samych zabawek, jak pisze Roger Caillois, „zbierają się w jednym miejscu, wyznaczonym
na ten cel lub po prostu dogodnym, i tam porównują swoje umiejętności. Na tym
często polega istota doznawanej przez nich przyjemności”25. W aktywności podejmowanej przez mężczyzn występujących na omawianych forach w roli miłośników samochodów terenowych dostrzec można cały szereg zbieżności i odniesień do zachowań lokowanych w kręgu zabawy.
Zasadniczo rzecz ujmując, zabawa stanowi rodzaj aktywnej rozrywki, która
dostarcza żywiołowej radości i emocji, a przybiera najczystszą postać wtedy, gdy
__________
25
R. Caillois, Gry i ludzie, Tłum. A. Tatarkiewicz, M. Żurowska, Oficyna Wydawnicza
Wolumen, Warszawa 1997, s. 43.
440
oddając się jej, możemy zapomnieć o troskach i problemach codzienności26. We
współczesnym świecie jednak zabawa nie tylko się demokratyzuje, umożliwiając
udział w niej niemal każdemu, ale także przenika do czasu tradycyjnie zarezerwowanego dla pracy i rutynowych obowiązków. Zabawa stała się obecnie niezbywalnym elementem życia społecznego, tracąc swoje ściśle określone ramy
czasowe i przestrzenne. Okazje do zabawy stały się powszechne i nieustannie
dostępne dla coraz większych grup ludzi, wzrosła również energia i pieniądze
poświęcane na rozrywkę, co ma daleko posunięte konsekwencje w przemianach
zachowań i postaw społecznych27. Dlatego też w wypowiedziach użytkowników
omawianych forów internetowych samochód terenowy, rozumiany jako szczególnego rodzaju męska zabawka, stanowi podstawowy przedmiot, wokół którego
konstruowany jest nie tylko świat męskiej rozrywki, ale coraz częściej także
zachowania powszednie. Samochód terenowy jako rzecz samodzielnie i świadomie wybrana służy zakotwiczeniu mężczyzny w rzeczywistości społecznej,
wpływa na jego relacje z innymi, a co najważniejsze określa jego odmienność
wobec innych mężczyzn, ustanawiając również, przynajmniej częściowo, jego
poczucie męskiej tożsamości. Jak pokazuje analiza wybranych materiałów internetowych posiadanie konkretnego modelu samochodu uczynić może z niczym
niewyróżniającego się członka anonimowej zbiorowości, mniej lub bardziej
wyrazistego reprezentanta określonego specjalistycznego środowiska, współczesnego plemienia rynkowego (miłośnicy określonych marek) czy stylowego28.
Samochód pojawia się jako obiekt najwyższej troski i przywiązania, zastępuje
ukochane zwierzę, ulubioną zabawkę, a nawet partnera. Zabiegi personifikacji
stosowane wobec samochodów miały miejsce już w okresie PRL-u, kiedy autom
nadawano przezwiska, jak „mydelniczka”, „skarpeta” czy „królowa poboczy”,
a także imiona29, wyrażały one jednak zupełnie inny niż dziś stosunek do samochodu. Jak zauważają badacze kultury materialnej, ludzie bardzo często pozostają z przedmiotami w relacjach, podobnych do tych, które nawiązują z innymi
ludźmi, a taki stosunek do przedmiotów podkreśla jedynie ich wartość i znaczenie w życiu codziennym30.
Reasumując, można zauważyć, iż relacje zachodzące obecnie pomiędzy
mężczyzną a samochodem, traktowanym jako przedmiot z obszaru kultury materialnej, świadczą o złożoności i wieloaspektowości życia współczesnych mężczyzn, dla których tradycyjne role płciowe nie zawsze stanowią podstawę ich
jednostkowego poczucia tożsamości. W kulturze współczesnej samochód stano-
__________
26
27
28
29
30
J. E. Combs, Świat zabaw. Narodziny nowego wieku ludycznego, Tłum. O. Kaczmarek,
Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2011, s. 12.
Por. Tamże, s. 36–37.
Por. M. Maffesoli, Czas plemion. Schyłek indywidualizmu w społeczeństwach ponowoczesnych, Tłum. M. Bucholc, PWN, Warszawa 2008.
R. Sulima, dz. cyt., s. 40; J. Jaworska, dz. cyt., s. 303.
T. Dant, dz. cyt., s. 50.
441
wi zatem nie tylko ważny rekwizyt uwikłany w sferę męskiego życia zawodowego i rodzinnego oraz popularne stereotypy kulturowe, ale także zyskuje miano
rzeczy służącej realizacji męskich pasji. Funkcjonuje jako przedmiot, wokół
którego tworzyć może się cała sfera męskich praktyk ludycznych, służących nie
tylko przeżywaniu okazjonalnej ekscytacji, ale także potwierdzaniu uczestnictwa
współczesnego mężczyzny w dzisiejszym życiu społecznym, nastawionym
w sposób szczególny na nieustanny kontakt z przedmiotami. Przedmioty bowiem, jak zauważa Maciej Żakowski: „[…] opowiadają sobą pewną historię,
a kszt

Similar documents